Dodaj do ulubionych

Budowa=rozwód

13.04.11, 13:17
Zakładam ten wątek w nawiązaniu do wątku dentek_85. Jaka zawiść przemawia przez niektóre forumki. Najwięcej na temat budowy mają do powiedzenia mieszkańcy bloków. Każdy ma inne priorytety, jeden woli wypasione wakacje, drugi nowy samochód i dobrze. Ale wyśmiewanie kogoś z powodu oszczędzania na budowę własnego domu jest chamstwem. Budowa domu to ogromne wyzwanie, nie każdy podoła takiemu, to prawda. Trzeba być albo doskonałym menadżerem, złotą rączką lub mieć kasę na firmę. Widać, że osoby wypowiadające się w tamtym wątku nie mają ani jednego ani drugiego o trzecim nie wspominając. A przepowiednie, że budowa=rozpad małżeństwa po prostu śmieszne. Teściowa wesprze rok, potem przeprowadzą się na swoje a mamusia wróci do siebie. Przecież dożywotnio mieszkać razem nie będą. Żal wam d... ściska i tyle.
Obserwuj wątek
    • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:20
      a po co zakłądać nowy watek?

      a poza tym - zgadzam się ze stwierdzeniem BUDOWA = ROZWÓD
      niestety, taka jest prawda, ze sporo małżeństw tego nie wytrzymuje i się rozwodzi, zanim wykońćzy dom sad
      • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:22
        budowali się moi rodzice- są szczśliwym małżeństwem do dzisiaj, budował się brat mojego męża- świata poza swoją żoną nie widzi, budowali się moi teściowie-też tam patologii nie zauważam. mam wymieniać jeszcze?
        • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:25
          no to super, że masz takie doświadczenia
          ja w otoczeniu nie za bardzo mam tak pozytywnie zakońćzone budowy
          wiem też po swoich doświadczeniach sad
          • ewasuwek Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:38
            znam wiele małżeństw, które budowały domu - żadne nie jest po rozwodzie
            sama trzy lata temu razem z mężem budowaliśmy dom, nasze małżeństwo wręcz umocniło się po tym doświadczeniu

            jeśli małżeństwo rozpada sie z powodu budowy domu, to znaczy że ludzie się nie dobrali, a budowa jest tylko pretekstem...
      • pitahaya1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:55
        ania2003i2011 napisała:

        > a po co zakłądać nowy watek?
        >
        > a poza tym - zgadzam się ze stwierdzeniem BUDOWA = ROZWÓD

        To może my za krotko w domu mieszkamy, dopiero 4 lata. Czyli wszystko przed nami?
        Budową zajmowałam się ja, niemal wyłącznie. Poza drobiazgami typu przywieźć płytki i kilo gipsu, wszystko od pieca po podłogę było na mojej głowie.
        Mąż w tym czasie doładowywał kartę, żeby było czym płacićsmile
        Kłótni o to nie było. On nie lubi budów, ja doładowywania. Osiągnęliśmy konsensus.
        • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:57
          i tu macie plus wielki - bo każdy przestrzegał ustalonych zasad
          ale gdy małzęństwo robi póxniej co innego, niż ustaliło - wtedy prowadzi to do rozłamu

          ps. ja też zajmowałam się wszystkim
          mąż miał robić co innego - i się nie wywiązywał
          • pitahaya1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:05
            Oj wiem, wiem jak to jest. Ale z drugiej strony powod do rozpadu zawsze się znajdzie. Po prostu budowa domu to mimo wszystko spore przedsięwzięcie. Ja jestem osobą, która w miejscu nie ustoi. Z kolei moja znajoma ma do budowy dwie lewe ręce. Potrafiła dzwonić do męża ze łzami w oczach "bo oni kable przywieźli, nie wiem jakie, takie kolorowesad".
            My się w tym temacie zgraliśmy. Mąż mnie na ręce nie patrzył a ja jemusmile Każde z nas lubi robić to, co robiłosmile
            A teraz marzymy o drugim domusmile Bez błędówsmile)
    • krejzimama spadaj n/t 13.04.11, 13:26

    • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:26
      to jest też na podobnej zasadzie ze stwierdzeniem - NOWY DOM = NOWY POTOMEK smile

      wiadomo - nie są to reguły, ale jednak coś jest w tym, że część par nie wytrzymuje etapu budowy, tak samo jak po przeprowadzce - pojawia się nowy lokator w domu smile
      • iuscogens Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:31
        Szczerze podziwiam pary, które się budują i to przezywają. Mi wystarczył remont przedślubny, o mało nie skończyło się odwołaniem ślubu tydzień przed, a nasze kłótnie to chyba na Alasce słyszeli wink
        teraz przed nami remont łazienki, odkładam go tak bardzo jak się da tongue_out
    • insomnia0 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:31
      Najwięcej na temat budowy mają do powiedzenia mieszkańcy bloków

      a to nie sprawiedliwe.
      Mieszkam w bloku i nie wtrącam się kto co kupuje, za ile, po co..itp..

      Mieszkałam z tydzien z tesciową i 3 mies z babcią, gdy poszłam do pracy i powiem Ci, ze takich kłótni miedzy mną a mezem nigdy nie było.
      Dodam, że i babcia i tesciowa- złote kobiety.
      Niestety kazdy ma swoje przyzwyczajenia, brak intymności-prywatnosci,xle odbija się na malżeństwie.
      Jest to jedno z gorszych rozwiązań..
      Mam znajomych co to na siłę się budują.. nie rozwiedli się ale ich małżenstwo.. jest w stanie opłakanymsad Sami pwiedzieli, że jak sie już wprowadzą do domu.. to kazdy bedzie siedział w innej czesci domu.
      Innych przypadkow nie znam.

      Sama bardzo bym chciała kupić dom- nie budowac.. bo nie mam cierpliwosci..i możliwe, ze sie tak stanie..ale nie na siłę teraz.. teraz wolę rozwijać firmę, aby nie zarzynać się pozniej..
      To moim zdaniem lepsza kolejnośc..
      ale to ja.. a inni.. niech robią co chcą...

      ps w tamtym wątku sie nie wypowiadałam.

      https://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
    • shellerka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:31
      też odniosłam takie wrażenie.
      zresztą, jakie znaczenie ma tutaj fakt, że oni budują dom. chodzi o problem mieszkania z teściową. tylko jak zwykle ematki znajdą zawsze powód, żeby wbić szpilę.

      gdybym miała rok poświęcić się w taki sposób i zamiast płacić 1200 opiekunce, zacisnąć zęby i te 1200 miesięcznie ładować w lepszą armaturę czy tym podobne, to chyba dałabym jeszcze raz radę - pod warunkiem, że nie miałaby z nami mieszkać teściowa big_grin bo to skończyłoby się tragedią.
      ale babcia, czy moja mama - jak najbardziej, mimo że pamiętam jak było.
      • insomnia0 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:34
        a ja ze swojego doswiadczenia wiem, ze gdybyśmy pociągneli rok.. to małżenstwa -mogłoby już nie być.. nie chce sprawdzać.

        https://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
        • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:41
          ale wytłumaczcie mi co Was tak frustruje i doprowadza do takich stanów przy tej budowie. Nie jest łatwo, no ale RAZEM trzeba przez to wszystko przejsć...a i małą łyżeczką, powolutku- to moje motto życiowe wink
          • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:43
            jak się zbudujesz, pomieszkasz z mamą i tesciową - to będziesz znała odpowiedzi na te pytania
            teraz tego nie zrozumiesz
            • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:45
              no to mi wytłumacz, podaj przykłady. budujemy się lekko ponad rok i nic strasznego się nie dzieje
              • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:48
                dentek_85 napisała:

                > no to mi wytłumacz, podaj przykłady. budujemy się lekko ponad rok i nic straszn
                > ego się nie dzieje

                I na jakim etapie jesteście, a na jakim chcecie się wprowadzić?
                • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:53
                  na etapie ,, ciągniemy ściany"". dodam tylko, ze duzo czasu zeszło nam na załatwianie papierów, bo działka była całkowicie łysa. A chcemy się wprowadzic na zasadzie byle pokój, kuchnia, łazienka i ogrzewanie. Resztę powolutku wykańczać bośmy skromni, prości ludzie wink
                  • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:55
                    no to napisz, jak już będziesz mieszkać na gotowym o swoich doświadczeniach
                    a nie teraz ...
                    budowa ścian to jeszcze nic sad
                    • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:58
                      ojojojojo
                      • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:10
                        dentek_85 napisała:

                        > ojojojojo

                        Wiesz co, Ty po prostu głupia jesteś. Ludzie Cię słusznie ostrzegają a Ciebie stać tylko na róznej maści "ojojojo".
                        Tak jest, budowa ścian (rozumiem że nie ma nawet dachu) to jeszcze żadna budowa. Budowa to się tak naprawdę zaczyna jak wchodzi wykończeniówka: tynki, instalacje, przyłącza, podłogi, okna, drzwi, kafelki, wanny, umywalki, kuchenka, lodówka...
                        Ściany się stawia w tydzień-dwa, po miesiącu można mieć stan surowy pod dachem. I to jest tanie. A skoro Wy dusicie każde 1200 miesięcznie, czyli w skali roku jakieś 15000... Kobieto, to jest koszt samych podłóg, no może jeszcze ze dwóch okien. Przy tak żadnym luzie finansowym trudne chwile to Was dopiero czekają - budowa będzie stała z braku kasy, ruszała skokami, Wy się będziecie cisnąć z babciami w jednym mieszkaniu.
                        Owszem, Twoje, powiedzmy sobie szczerze, bezmyślne luzactwo może Wam pomóc, zwłaszcza jeżeli i męża masz tak niedojrzałego. Po prostu nie będzie Wam to przeszkadzało, a w razie czego polecicie się przytulić do mamusi.

                        Ale budowa w takim trybie potrwa jeszcze z 5 lat i to jest optymistyczne oszacowanie. Kwestia - na ile Wam wystarczy tego luzu. Im bliżej 30-tki tym się człowiek robi sztywniejszy i bardziej ma ochotę na wygodne życie, a nie studenckie murowanie rządka cegieł w weekend.

                        • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:12
                          i babunia bardzo dobrze napisała smile
                          • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:20
                            wiesz aniu, jakbym na miejscu chlopa miala miec taka glupiia kobiete jak Ty i babunia wygodka, tez bym sie z nia rozeszla.
                            zazdrosc przez Was przemawia i tyle.

                            • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:24
                              ale o co mam być zazdrosna?
                              o rozpoczętą budowę? - ja już dawno zbudowałam swój
                              o długą jej budowę? - szybko postawiliśmy dom
                              o małżeństwo? - mam swoje i nie narzekam smile
                              więc o co mam być zazdrosna?
                            • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:28
                              deodyma napisała:

                              > wiesz aniu, jakbym na miejscu chlopa miala miec taka glupiia kobiete jak Ty i b
                              > abunia wygodka, tez bym sie z nia rozeszla.
                              > zazdrosc przez Was przemawia i tyle.

                              Ja mam dom postawiony. I wiem że to nie jest bułka z masłem.
                              A Ty się nie spieniaj że Ci psujemy wizję tej radosnej budowy, którą planujesz. Korzystaj z dobrych rad po prostu.
                        • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:14
                          dziękuję Ci za uswiadomienie mi kilku waznych spraw. Wcześniej o tym nie wiedziałam....i powtórzę ojojojojojojo jak Ty mało wieszsmile I jeśli myślisz, ze znajdę tu gdzie mieszkam nianię za 1200 zł to plisss daj namiary! ps. i jeśli się sugerujesz 85 w nicku to...tak trzymać!
                          • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:19
                            dentek_85 napisała:

                            > dziękuję Ci za uswiadomienie mi kilku waznych spraw. Wcześniej o tym nie wiedzi
                            > ałam....i powtórzę ojojojojojojo jak Ty mało wieszsmile

                            Wiem tyle, ile ujawniasz. Jeżeli ukrywasz jakieś istotne dla tematu informacje które zmieniają cały obraz rzeczy to nie świadczy to o mojej głupocie, tylko o Twojej.

                            > I jeśli myślisz, ze znajdę
                            > tu gdzie mieszkam nianię za 1200 zł to plisss daj namiary! ps. i jeśli się sug
                            > erujesz 85 w nicku to...tak trzymać!

                            Jeżeli z tak dziecinną i odporną na uwagi wizją budowy masz więcej niż te 25 lat to pozostaje mi tylko współczuć Ci powolnego dorastania.

                            • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:22
                              babuniu

                              moi rodzice z 12 lat temu budowali dom- bez kredytu, musieli zacisnac pasa, mieli łeb na gumce- zadnych kryzysowych sytuacji dla ich malznestwa nie bylo

                              ja przeszłam mieszkanie z dzieckiem u rodzicow- wielomiesieczne, gdy szykowalam swoje gniazdko- nie bylo "jak u siebie" ale koszmaru nie było, było niezle

                              z mezem przeszlismy tez 2 powazne remonty i wrecz bylo to bardzo jednoczące, bo robilismy razem, nakrecalismy sie- choc tez sprzeczalismy

                              nie dla kazdego budowa domu to koszmar minionego lata, a kazda mama czy tesciowa to wampir energetyczny i zło samo w sobie.

                              mozesz nie wierzycsmile

                              ale nie demonizuj, niektorzy potrafią sobie zgrabnie trudne sprawy poukladac, maja dobre relacje w rodzinie itd

                              btw- przez 3 lata moj brat mieszkał z nami, w moim mieszkaniu- ja juz mialam rodzine, dawno nie mieszkalam z nim

                              kazdy mi wmawiał, ze to bedzie koszmar

                              nie był, było ciasno, ale było spoko, jak na 3 m-ce zamieszkala z nami jeszcze jego dziewczyna- wykanczali swoje mieszkanie- bylo czesto całkiem fajnie

                              byly jasne zasady, kazdy sie tego trzymał, pie...mi sie nie przejmowalismy i z sentymentem wspominamy wszyscy ten czas- choc nie oznacza to, ze mazy nam sie mieszkanie w 5 osob w 3 pokojach

                              ludzie są po prostu rozni i rodziny takze
                        • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:18
                          > Wiesz co, Ty po prostu głupia jesteś. Ludzie Cię słusznie ostrzegają a Ciebie s
                          > tać tylko na róznej maści "ojojojo".




                          glpupe to sa te, ktore wmawiaja jej rozpad zwiazku tylko dlatego, bo buduja dom.
                          rownie dobrze mozna sie zrec przy remoncie mieszkania.
                          zajmijcie sie swoimi dupami i swoimi malzenstwami, badz ich utrzymaniem i nie wmawiajcie kobiecie glupot.
                          • araceli Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:23
                            deodyma napisała:
                            > glpupe to sa te, ktore wmawiaja jej rozpad zwiazku tylko dlatego, bo buduja dom
                            > .
                            > rownie dobrze mozna sie zrec przy remoncie mieszkania.

                            Ale przecież część osób pisze o doświadczeniach związanych z remontami właśnie. Więc o co chodzi?

                            > zajmijcie sie swoimi dupami i swoimi malzenstwami, badz ich utrzymaniem i nie w
                            > mawiajcie kobiecie glupot.

                            Przecież ona pytała!! To co - utrzymywać ją w błogiej nieświadomości jakie to stresujące? Tylko klepać po pleckach?
                            • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:25
                              rozumiem, ze gdy nie ma remontow, ludzie sie nie kloca i nie rozstaja?big_grin
                              najwidoczniej zwiazki wypowiadajacych sie tu osob, ktore tak namietnie klocily sie podczas budowy/remontu, musialy byc do kitu, dlatego sie porozchodzili.
                          • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:24
                            deodyma napisała:

                            > > Wiesz co, Ty po prostu głupia jesteś. Ludzie Cię słusznie ostrzegają a Ci
                            > ebie s
                            > > tać tylko na róznej maści "ojojojo".
                            >
                            > glpupe to sa te, ktore wmawiaja jej rozpad zwiazku tylko dlatego, bo buduja dom
                            > .

                            Głupie to są te, które nie czytają całości. Oni budują dom z dwiema teściowymi permanentnie na głowie. Samo budowanie domu jest trudne, ale rzeczywiście nie rozwala tak znowu każdego małżeństwa. Budowanie domu w towarzystwie mamusi i mamusi, przed którymi nie ma się nawet jak schować - to jest kaskaderka.

                            > zajmijcie sie swoimi dupami i swoimi malzenstwami, badz ich utrzymaniem i nie w
                            > mawiajcie kobiecie glupot.

                            Kobieta sama tu przyszła ze swoją dupą, pragnę zauważyć. Zatem pretensje że gadamy o tej przyniesionej tu dobrowolnie dupie są zupełnie nietrafione.

                    • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:04
                      ania2003i2011 napisała:

                      > no to napisz, jak już będziesz mieszkać na gotowym o swoich doświadczeniach
                      > a nie teraz ...
                      > budowa ścian to jeszcze nic sad




                      Ty kobieto lecz sie na nogi, bo na glowe to juz zdecydowanie za pozno...
                      • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:06
                        a mozesz jaśniej, o co ci chodzi???
                        toż to postawienie ścian domu to pikuś z dalszym etapem budowy i wykańczaniem domu tongue_out
                        • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:21
                          wiesz, za tepa jestes, zebym cokolwiek miala Ci tlumaczyc.
                          • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:26
                            a ty nie potrafisz wytłumaczyć tego, co wmawiasz innym tongue_out
                            chyba dopadł cię PMS tongue_out
                            • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:58
                              u mnie to predzej byly sprzeczki na etapie planowania, zanim ustalilismy wspolna wizję

                              ale fakt, cisnienie mamy identyczne, ja sie nie wstracam w sprawy techniczne budowy- instalacje itd

                              on sie nie wtraca w kolory plytek, rodzaje ceramiki itd- sprawdzone przy remontach

                              czyli on ma główny glos w sprawach na ktorcyh sie zna- ja najwyzej moge wybrac kolor grzejnika- on uwaza ze lepsze takie ogrzewanie- ok, on sie zna, nie ja

                              na kolorze i jakosci plytek do kuchni lepiej sie znam ja, wiec on co najwyzej wybierze z 3 kolorow, ktore mu podstawie pod nos

                              w kwestiach finansowych nie ma sytuacji, ze zamowie podł. za 50 tys jak wiem, ze nie moge tyle wydac


                              a ze jestem zawodowo zwiazana z branzą budowlano-wykonczeniowa to wiem doskonale, ze na bardzo wielu rzeczach mozna sporo zaoszczedzic, albo sobie pięknie podbic koszty
              • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:48
                no to skończcie się budować i wtedy porozmawiamy
                teraz to nie ma sensu
                tak samo jak moje doświadczenia czy moich znajomych mogą nie byc doswiadczeniami twoimi

                budujecie się powoli, więc może to u was plus zadziała
                ale czy plusem będzie mieszkanie z kimś typu mama czy teściowa?
            • chloe30 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:49
              ania2003i2011 napisała:

              > jak się zbudujesz, pomieszkasz z mamą i tesciową - to będziesz znała odpowiedzi
              > na te pytania
              > teraz tego nie zrozumiesz
              >
              bzdura
              domu co prawda nie buduje, ale wyzje Iusogens pisze o remoncie i wielkich kłótniach - ja mam za soba generalny remont i żadnej kłótni (i szczerze zastanawiam się O CO??)
              więc jeden sie kłóci przy remoncie albo budowie, a inny nie i nie wpieraj dziewczynie że MUSI byc źle
              • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:54
                nie wpieram dziewczynie, że MUSI być rozłam w małżeństwie
                jedynie o tym może pogadać, jak skońćzy budowę i będą mieszkać już SAMI
                a nie teraz - gdy jeszcze przez to nie przeszła

                a wątpię, by remont generalny był na tej samej zasadzie co budowa domu od poczatku
                tego sie nie da porównać
                • chloe30 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:00
                  ania2003i2011 napisała:

                  > > a wątpię, by remont generalny był na tej samej zasadzie co budowa domu od pocza
                  > tku
                  > tego sie nie da porównać

                  ja nie porównuję remontu do budowy, tylko swój remont do remontu forumki piszącej wyżej
                  • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:04
                    ok
                    już te drzewka wpisów mi sie mieszają smile
                • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:11
                  ania2003i2011 napisała:

                  > nie wpieram dziewczynie, że MUSI być rozłam w małżeństwie




                  wpiersz wpierasz.
                  poczytaj swoje posty.
                  • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:16
                    deodyma napisała:

                    > ania2003i2011 napisała:
                    >
                    > wpiersz wpierasz.
                    > poczytaj swoje posty.


                    swoje posty przeczytałam i stwierdzam, że TY WPIERASZ, że ja napisałam to

                    więc zacytuj moje słowa, gdzie napisałam, że MUSI u autorki wątku być kryzys??>??????????????
                    • deodyma Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:23
                      nie bede sie powtarzac.
                      patrz wyzej.
          • araceli Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:55
            dentek_85 napisała:
            > ale wytłumaczcie mi co Was tak frustruje i doprowadza do takich stanów przy tej
            > budowie. Nie jest łatwo, no ale RAZEM trzeba przez to wszystko przejsć..

            To co ja obserwowałam:
            - brak prywatności (zabija związek ekspresowo)
            - wtrącanie się teściów/rodziców - co powoduje konflikt (mąż się wścieka, że teściowa coś powiedziała, żona broni matki, 'bo przecież to nic takiego ona w dobrej wierze' etc.)
            - mnóstwo decyzji do podjęcia (zgniłe kompromisy), coś czegoś nie zrobi albo nie tak - stres, fachowiec zawali - stres, czegoś nie dostarczą - stres
            - stresująca logistyka i życie z terminami pod dyktando remontu
            - brak czasu dla siebie (bo ciągle coś trzeba - załatwić, kupić, pojechać wybrać, odebrać, wymienić, przypilnować)
            - na koniec - wyładowywanie stresu i frustracji na partnerze
      • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:07
        shellerka napisała:

        > też odniosłam takie wrażenie.
        > zresztą, jakie znaczenie ma tutaj fakt, że oni budują dom. chodzi o problem mie
        > szkania z teściową. tylko jak zwykle ematki znajdą zawsze powód, żeby wbić szpi
        > lę.
        >
        > gdybym miała rok poświęcić się w taki sposób i zamiast płacić 1200 opiekunce, z
        > acisnąć zęby i te 1200 miesięcznie ładować w lepszą armaturę czy tym podobne, t
        > o chyba dałabym jeszcze raz radę - pod warunkiem, że nie miałaby z nami mieszka
        > ć teściowa big_grin bo to skończyłoby się tragedią.
        > ale babcia, czy moja mama - jak najbardziej, mimo że pamiętam jak było.


        ja mam spoko tesciową, mame tez

        spokojnie przemeyczlabym sie i 2 lata. choc oczywiscie nie byłby to super komfort dla obu stron

        np gdy są wakacje to zaprosilam tesciową, co by syn nie siedzial cale dnie w domu sam

        pewnie, ze moglabym studentke zatrudnic i jej placic, ale po 1 tesciowa chetna, zadowolona bo dla niej to byly "wakacje", a ja mialam dziecko dopilnowane, uprasowane, odkurzone, jedzenie dla dziecka zrobione, drobne zakupy odbebnione

        wszystko było tak jak ja chcialam, nikt kątów nie zglądał..a na koniec jak spytalam tesciowej ze pewnie sie umordowala bo ciagle na spacerki z rowerem itd to powiedziala- dziecko ja to sobie u was odpoczelam, pospacerowalam po ladnej okolicy...

        smile

        jestem typem takim, ze jak mam skorzystac z towarzystwa tesciowej ( jestesmy w bardzo serdecznych stosunkach, ale jestesmy zupelnie inne) to umiem pojsc na kompromis i wyciagnac z takiego kontaktu jak najwiecej przyjemnosci

        tesciowa tez jest wyrozumiałą babką, rozumie, ze kazdy zyje po swojemu i swich rzadow nie wprowadza

        full szacun z obu stron
    • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:43
      Masz rację, ja bym sobie z przyjemnością czegoś odmówiła, żeby mieć dom.
      Zazdroszczę tym, którzy budują. Własny dom to marzenie, które warto spełnić każdm kosztem.
      • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:46
        Własny dom to marzenie, które warto spełnić każ
        > dm kosztem.

        nieprawda sad
        • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:49
          Nie mam zamiaru tak się pocieszać, skoro jestem z bloku.
      • mozambique Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:50
        nieprawda,
        moze i duzym
        ale NIE KAŻDYM !
        • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:54
          mozambique napisała:

          > nieprawda,
          > moze i duzym
          > ale NIE KAŻDYM !

          Na pewno bym się nie przejmowała, że mnie nie stać na nianię. I tak mnie nie stać.
          Mogłabym jednak prowadzić przez jakiś czas życie pod kątem tej budowy, jako czegoś najważniejszego.
      • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:50
        broceliande napisała:

        > Masz rację, ja bym sobie z przyjemnością czegoś odmówiła, żeby mieć dom.
        > Zazdroszczę tym, którzy budują. Własny dom to marzenie, które warto spełnić każ
        > dm kosztem.

        Po co komu dom jak się męża znienawidzi? Albo żonę?
        • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:52
          No co? Udany związek nie może sobie domu zacząć budować?
          Jak się ludzie nieawidzą od początku, to faktyznie nie pomożesad
          • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:14
            broceliande napisała:

            > No co? Udany związek nie może sobie domu zacząć budować?
            > Jak się ludzie nieawidzą od początku, to faktyznie nie pomożesad

            Czaisz różnicę między "nienawidzi" a "znienawidzi"?
            • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:28
              No chyba żartujesz. Mam nie budować domu, bo znienawidzę męża? Na wszelki wypadek?
              Bez sensu.
              • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:32
                broceliande napisała:

                > No chyba żartujesz. Mam nie budować domu, bo znienawidzę męża? Na wszelki wypad
                > ek?
                > Bez sensu.

                Ciebie też przerasta, jak deodymę, rozważanie dwóch parametrów na raz? Tam jest budowa ORAZ zamieszkanie z dwiema teściowymi.
                • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:35
                  ale pamiętaj...nie z dwoma naraz i nie do końca życia.
                  • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:38
                    dentek_85 napisała:

                    > ale pamiętaj...nie z dwoma naraz i nie do końca życia.

                    Wystarczy z jedną. A w takim trybie budowy to jest to zamieszkanie na nieokreślony okres czasu, czyli praktycznie jak do końca życia - tez nie będzie widać konkretnego końca.
                • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:35
                  Co z tego? Można pocierpieć w imię domu.

                  Ty uważaj z takimi insynuacjami, dobra?
                  • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:37
                    grozisz mi smile seseseseses
                    • broceliande Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:40
                      To było do Wygódkismile
                      • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:42
                        a ja pisałam do babuni...tez sorry
        • a.stifter Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:09
          > Po co komu dom jak się męża znienawidzi? Albo żonę?

          Większej głupoty w życiu nie słyszałam. Przy takim podejściu każde wyzwanie z góry jest przekreślane jako bezsensowne. Budowę wszyscy w moim otoczeniu jakoś przetrwali bez nienawiści. Za to w zawiści ze strony takich z twoim podejściem
    • araceli Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:48
      a.stifter napisała:
      > Jaka zawiść przemawia przez niektóre forumki

      A może doświadczenie? Ja na przykład miałam okazję obserwować młode małżeństwo, które kupiło (tylko) mieszkanie do remontu. Żeby zaoszczędzić wprowadzili się do rodziców. Po paru miesiącach stresu związanego z jednym i drugim kłócili się o byle co.

      > Budowa domu to ogromne wyzwanie, nie każdy podoła takiemu, to prawda.

      Tyle o nas wiemy ile nas sprawdzono. A mieszkanie z rodzicami/teściami + budowa to niezła próba.
      • majenkir Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:57
        Jeden zwiazek przetrwa probe ognia i wody big_grin, inny nie. To tak ciezko zrozumiec?
        A tak w ogole, to gdzie ten watek?
        • majenkir Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:58
          O, juz widze. Kawka gotowa, zabieram sie do czytania wink.
      • a.stifter Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 13:59
        A może doświadczenie? Ja na przykład miałam okazję obserwować młode małżeństwo,
        > które kupiło (tylko) mieszkanie do remontu. Żeby zaoszczędzić wprowadzili się
        > do rodziców. Po paru miesiącach stresu związanego z jednym i drugim kłócili się
        > o byle co.
        Ale takie zachowanie nie jest regułą. I nie musi dotyczyć autorki tamtego wątku. Ja nie znam ani jednej pary która rozwiodła się po budowie. Rozwodzą się ci słabsi psychicznie, może budowa tylko przyspiesza to co i tak nieuniknione.
        • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:02
          napiszę szczerze, mam wrażenie, że nas ta cała sytuacja do siebie zbliża.i mam nadzieję, ze to sie nie zmieni...
        • araceli Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:07
          a.stifter napisała:
          > Ale takie zachowanie nie jest regułą. I nie musi dotyczyć autorki tamtego wątku

          Jeszcze raz - tyle wiem o nas ile nas sprawdzono.

          > Ja nie znam ani jednej pary która rozwiodła się po budowie. Rozwodzą się ci s
          > łabsi psychicznie, może budowa tylko przyspiesza to co i tak nieuniknione.

          A ile z nich miało do kompletu teściowe na głowie? A to, że rozwodzą się słabi psychicznie to bzdura na resorach. Problemy to życiowa próba - nie jest 'mocniejszy psychicznie' ten, kto przed próbami stawiany nie był.
          • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:11
            jak chcesz o tesciach to zapraszam do drugiego wątklu...tutaj jest sprawa budowy poruszona wink
          • a.stifter Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:22
            A to, że rozwodzą się słabi
            > psychicznie to bzdura na resorach. Problemy to życiowa próba - nie jest 'mocnie
            > jszy psychicznie' ten, kto przed próbami stawiany nie był.

            Jak ktoś był super dobraną parą przed budową, a w trakcie się posypało to znaczy, że nie wytrzymał presji - co to jest jak nie słaba psychika?
            • araceli Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:27
              a.stifter napisała:
              > Jak ktoś był super dobraną parą przed budową, a w trakcie się posypało to znacz
              > y, że nie wytrzymał presji - co to jest jak nie słaba psychika?

              A skąd wiesz, że jest się 'dobraną parą zanim staniesz przed próbą?

              Pomyśl - mamy 2 pary o identycznym poziomie 'dobrania'. Jedna żyje sobie spokojnie, druga staje przed próbą i nie daje jej rady. Która para jest 'słabsza psychicznie'?

              Jeszcze raz powtórzę - tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.
              • a.stifter Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:32
                A skąd wiesz, że jest się 'dobraną parą zanim staniesz przed próbą?
                >
                Z takiego samego powodu nie możnaby mieć dzieci, bo a nuż zachoruje lub urodzi się niepełnosprawne ? To nie próba dla związku? Proszę cię...
      • nanuk24 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 19:22
        Jak to znowu ogromna proba dla malzenstwa jest budowanie domu?
        W czym ta budowa/remont moze malzonkom przeszkodzic? Litosci!

        jestesmy po generalnym remoncie domu, prawie kazdy z naszych znajomych jest po budowie/generalnym remoncie swoich domow. Jedni nawet - zaraz po remoncie - mieli pozar taki, ze nie mogli w tym domu mieszkac i znow remont zaczeli od nowa i nikt nie zaprzeczy, ze byla to stresujaca sytuacja i bolesna strata tego co tak ciezko budowali. wszyscy zyja, dobrze sie maja, nikt sie nie rozwiodl, a jedynie rozmnozyl.

        Dla ludzi niedojrzalych ciezka proba moze sie okazac wspolne gotowanie albo ogladnie filmow.
    • jowita771 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:01
      Uśmiałam się czytając tamten wątek. Rzeczywiście blokowe emamy napadły na autorkę, ale boli cudzy dom. big_grin
      • majenkir Re: 13.04.11, 14:18
        wita771 napisał:
        > Uśmiałam się czytając tamten wątek

        Ja jestem raczej zniesmaczona....
        Rozumiem, ze niektorym zal d.upy posciskal, ale zeby tak sie z tym obnosic publicznie??
        • jowita771 Re: 13.04.11, 14:46
          No, Z Lilki wylazło coś obrzydliwego. Az się zapowietrzyła biedaczka przekonując autorkę, że jej nie stać na budowanie domu. big_grin
          • babunia_wygodka Re: 13.04.11, 14:52
            jowita771 napisał:

            > No, Z Lilki wylazło coś obrzydliwego. Az się zapowietrzyła biedaczka przekonują
            > c autorkę, że jej nie stać na budowanie domu. big_grin

            Zapowietrzenie to problem lilki, natomiast to że ich na ten dom nie stać to prawda. Czy jak ktoś żywi się całe lata wyłącznie kartoflanką, myje raz w tygodniu, wodę w toalecie spuszcza raz dziennie i ma w domu 15 stopni, a zaoszczędzone na tym wszystkim pieniądze składa na Ferrari, to powiesz że go na to Ferrari stać?
            • jowita771 Re: 13.04.11, 15:02
              Ale w tamtym wątku autorka nie pisała, że sobie od ust odejmują. Kupują w Biedronce i w Lidlu i dzieckiem ma się zaopiekować przez jakiś czas babcia, wiele rodzin tak ma, a domu nie budują. To nawet dość popularne.
              A jak Lilka pracuje na pół etatu, a za to jej biedny mąż - rep musi grubo przekraczać prędkość jadąc autem, bo inaczej nie wyrobi normy i n ie zarobi, to z tego wniosek, że jej nie stać na to, żeby pracowała na pół etatu. tongue_out
      • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:36
        jowita771 napisał:

        > Uśmiałam się czytając tamten wątek. Rzeczywiście blokowe emamy napadły na autor
        > kę, ale boli cudzy dom. big_grin

        Tak, tak, zwłaszcza ja sobie na przykład życia poza blokiem nie wyobrażam suspicious
      • wuika Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:59
        jowita771 napisał:

        > Uśmiałam się czytając tamten wątek. Rzeczywiście blokowe emamy napadły na autor
        > kę, ale boli cudzy dom. big_grin


        Jak w Radiu Erewań, nie tyle boli, co ostrzegają i nie sam dom, co żyłowanie na niego na podstawowych potrzebach rodziny (opieka nad dzieckiem), byle go postawić. I tak, jest czego zazdrościć - mieszkania z teściowymi z przymusu.
        • jowita771 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:16
          To połowa ematek nie powinna się rozmnożyć, bo babcie im dzieci pilnują, skoro to taka podstawowa potrzeba.
          Uprzedzam złośliwości - moja córka miała nianię przez trzy i pół roku, a potem poszła do przedszkola big_grin
          • wuika Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 18:46
            Ale raczej jest różnica między:
            - rodzice pilnują mi dziecka, bo nie stać mnie na opiekunkę, generalnie cienko przędziemy i nie mamy 1000-2000 miesięcznie na opiekę, a żłobka czy przedszkola nie ma,
            a
            - rodzice pilnują mi dziecka, bo nie stać nas na opiekunkę, ponieważ budujemy dom.
            Dla mnie to są jakieś porąbane priorytety. Tak, wiadomo, można mieć ich inną hierarchię, dom fajna rzecz, ale czy aż taka ważna, żeby się mordować, aby tylko go wybudować?
            • jowita771 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 19:36
              Dla mnie budowa domu jest bardzo ważna, a pilnowanie dziecka przez rodziców nie kojarzy mi się jakoś strasznie, bo mam fajną teściową wink, a poza tym, nigdy rodzice mi dziecka nie pilnowali, poza kilkoma razami dosłownie. Ale potrafię sobie wyobrazić, że wybieram opiekę rodziców i budowanie domu i nie wydaje mi się to porąbaniem priorytetów.
    • donnasanta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:03
      Budowanie, remontowanie toz to sama przyjemnosc, uwielbiam to robic, moj maz takze.
      Chetnie wybudowalibysmy jeszcze dom, inny troche od obecnego, ale sa inne priorytety.
      Nie znam nikogo kto rozwiodlby sie po wybudowaniu domu, znam tylko jeden przypadek, kiedy Pan zszedl na zawal zaraz po przeprowadzce sad
      Tak, zwykle przeciwko budowie maja najwiecej do powiedzenia fanowie blokow, no ale to jasne, jak nie marza o domku to krytykuja, ja wielbicielka domow krytykuje mieszkania, w zyciu nie wrocilabym w kwiecie wieku do blokow, na starosc moze chetniej, ale wypowiem sie na emeryturze wink
    • jantarowo Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:13
      my przezylismy 3 budowy, jeden remont, rozwodu z tego powodu nie bylo.Nie znam ludzi, ktorzy rozwiedliby sie przez dom.Znam jednych co rozwiedli sie po dziecku i jestem pewna, ze przy budowie tez by sie rozwiedli bo pana wszystko przerasta poza jedzeniem i czytaniem ksiazek.
    • nenia1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:19
      a.stifter napisała:

      > Zakładam ten wątek w nawiązaniu do wątku dentek_85. Jaka zawiść przemawia przez
      > niektóre forumki. Najwięcej na temat budowy mają do powiedzenia mieszkańcy blo
      > ków. Każdy ma inne priorytety, jeden woli wypasione wakacje, drugi nowy samochó
      > d i dobrze.

      Matko jedyna, skąd to wieczne żywe przekonanie, że wszyscy marzą o domu, a każde inne zdanie wynika z zawiści?
      My mamy dom, który właśnie zamierzamy sprzedać i tak, kupujemy MIESZKANIE.
      I co w tym dziwnego?
      Dom jest super ma się ma małe dzieci, sporo wolnego czasu plus najlepiej dwa samochody
      (większość domów jest na peryferiach).
      Wtedy faktycznie można wykorzystać jego potencjał.

      Ludzie podchodzą z jakaś nabożną czcią do stanu posiadania domu, a przecież trzeba obiektywne przyznać, że zdarzają się przypadki, że ludzie poświęcają bardzo, bardzo wiele
      po to by mieć dom.

      Pojawia sie pytanie, czy zawsze warto i gdzie są granice poświęceń - tu odpowiedzi mogą byc różne. A to, że są różne, nie wynika, że ktoś zazdrości, ale że ma różne priorytety.
      Sama o tym piszesz w założonym wątku, ale jednocześnie twierdzisz, że jak ktoś myśli inaczej niż ty to zapewne z zawiści.
      • marzeka1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:27
        Problemem nie jest budowa domu, akurat ci moi znajomi, którzy pobudowali się, dalej ze sobą są, problemem jest załadowanie na rok matki/teściowej do własnego mieszkania, gdy sama o tym piszesz, że to koszmar z matką i teściową w tle. TO jest problem, a nie że się budujesz. Bo tak jak nie znam par, które rozstały się przez budowę domu, za to znam kilka, które rozstały się przez mieszkanie z toksyczną mamusią lub teściową.
        • araceli Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:30
          marzeka1 napisała:
          > gdy sama o tym piszesz, że to koszmar z matką i teściową w tle.

          Dokładnie - sama autorka zatytułowała swój wątek 'koszmar' a teraz odgryza się tym, którzy... się w tym zgadzają???
        • zuzanna56 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:26
          marzeka1 napisała:

          > Problemem nie jest budowa domu, akurat ci moi znajomi, którzy pobudowali się,
          > dalej ze sobą są, problemem jest załadowanie na rok matki/teściowej do własnego
          > mieszkania, gdy sama o tym piszesz, że to koszmar z matką i teściową w
          > tle. TO jest problem, a nie że się budujesz. Bo tak jak nie znam par, które roz
          > stały się przez budowę domu, za to znam kilka, które rozstały się przez mieszka
          > nie z toksyczną mamusią lub teściową.



          Nie czytałam tamtego wątku, z tego dosłownie kilka wypowiedzi aż trafiłam na wypowiedź marzeka, która ma, moim zdaniem święta rację.

          My dom kupilismy od dewelopera, nie budowaliśmy sami, tylko oczywicie wykańczaliśmy, nie trwało to długo. U mamy mieszkaliśmy dwa tygodnie z tego powodu, jak dla mnie o dwa za dużo smile
      • a.stifter Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:30
        Matko jedyna, skąd to wieczne żywe przekonanie, że wszyscy marzą o domu, a każd
        > e inne zdanie wynika z zawiści?
        > My mamy dom, który właśnie zamierzamy sprzedać i tak, kupujemy MIESZKANIE.
        > I co w tym dziwnego?
        > Dom jest super ma się ma małe dzieci, sporo wolnego czasu plus najlepiej dwa sa
        > mochody
        > (większość domów jest na peryferiach).
        > Wtedy faktycznie można wykorzystać jego potencjał.
        >
        > Ludzie podchodzą z jakaś nabożną czcią do stanu posiadania domu, a przecież trz
        > eba obiektywne przyznać, że zdarzają się przypadki, że ludzie poświęcają bardzo
        > , bardzo wiele
        > po to by mieć dom.
        >
        > Pojawia sie pytanie, czy zawsze warto i gdzie są granice poświęceń - tu odpowie
        > dzi mogą byc różne. A to, że są różne, nie wynika, że ktoś zazdrości, ale że ma
        > różne priorytety.
        > Sama o tym piszesz w założonym wątku, ale jednocześnie twierdzisz, że jak ktoś
        > myśli inaczej niż ty to zapewne z zawiści.
        Jak przeczytasz wątek dentek_85 o teściowej zapraszam do dyskusji. Nie jesteś chyba w temacie.
        • donnasanta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:38
          a.stifter napisała:



          > Jak przeczytasz wątek dentek_85 o teściowej zapraszam do dyskusji. Nie jesteś c
          > hyba w temacie.

          Ale jest w temacie, te co weszly z tematem dentek_85 sa poza tematem. Watek jest jedynie zainspirowny odpowiedziami na watku dentek_85
    • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:26
      żeby było jasne, my się nie obawiamy budowy, bo to jakoś takoś idzie, ale tego co nas czeka po tym jak wrócę do pracy. I mało tego...marzymy o tym domu, nawet jeśli ta budowa miałaby nam zajać 10 lat . To nasze wspólne marzenie, które zamierzamy zrealizować! I mało tego chcemy się w tym domu zestarzeć! OBOJE!
      • marzeka1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:41
        Dlatego powtórzę: NIE BUDOWA domu jest problemem, ale wpakowanie do mieszkania, gdy 8 lat żyjecie niezależnie mamuśki/teściowej, gdy o tych paniach sama piszesz, że to koszmar , to JEST realny problem.
        • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:43
          i tutaj się z toba zgodzę
          • marzeka1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:47
            A ja znowu powtórzę, że o ile nie znam rozwodzących się z powodu budowy, to znam kilka par, które przez mamuśkę lub teściową rozwiodły się. Dlatego uważam, że jesteś niemądra decydując się na taki układ. Bo to 365 dni, kiedy wy, wasze dziecko będziecie żyć z osobą, o której sama mówisz, że to koszmar. I to dopiero jest głupie.
      • donnasanta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:48
        dentek_85 napisała:

        > żeby było jasne, my się nie obawiamy budowy, bo to jakoś takoś idzie, ale tego
        > co nas czeka po tym jak wrócę do pracy. I mało tego...marzymy o tym domu, nawet
        > jeśli ta budowa miałaby nam zajać 10 lat . To nasze wspólne marzenie, które za
        > mierzamy zrealizować! I mało tego chcemy się w tym domu zestarzeć! OBOJE!

        dentek_85 twoj watek zagoscil i w tej dyskusji, mimo, ze tu dyskutuje sie o opiniach o domach, ten watek powstal zainspirowany Twoim, ale do rzeczy..jak tak juz jest to ci powiem co ja mysle.
        Jezeli macie takie marzenie, to trzeba je realizowac bezwzglednie. Rozumiem, ze Twoje przerazenie zamieszkaniem mam mialo na celu bardziej wyzalenie sie, bo tak naprawde zdecydowaliscie tak ze wzgl na finanse. To tez jest jakas decyzja i w sumie moze nie byc tak zle jak zakladasz...
        Coz, niewiele osob moze zrozumiec, ze czasami aby dojsc do posiadania czegos potrzeba wyrzeczen, to nie znaczy, ze na dom Cie nie stac, bo rzadko kogo stac na wybudowanie domu ze srodkow wlasnych, bez kredytow i oszczedzania...NIE STAC kogos na dom jezeli nie jest w stanie wylozyc przynajmniej czesci gotowki i ew. na reszte sie zakredytowac..No coz, nigdy nie bedzie stac na dom kogos kto zarabia w sumie 4000 na mc, ale tu tez moge sie mylic...
        Wiec buduj, znos mame i tesciowa na zmiane i ciesz sie wymarzona przyszloscia!
        • lacitadelle Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:16
          > Jezeli macie takie marzenie, to trzeba je realizowac bezwzglednie.
          > Wiec buduj, znos mame i tesciowa na zmiane i ciesz sie wymarzona przyszloscia!

          Nie żyję na tym świecie jakoś super długo, zbliżam się zaledwie do trzydziestki, ale z perspektywy dotychczasowych doświadczeń pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, co napisałaś.

          Moim zdaniem rzadko opłaca się stawiać przyszłość nad teraźniejszością czy zbytnio cieszyć się i skupiać na czymś, co być może będzie. Przyszłość ma to do siebie, że nie da się jej nijak przewidzieć, a marzenia - cóż, fajnie je mieć, i do nich dążyć, ale na pewno nie za wszelką cenę i kosztem teraźniejszości. Dziś mamy na pewno i nim możemy się prawdziwie cieszyć, z niego powinniśmy wyciskać wszystko, co możliwe. Realizacja nawet najbardziej szczegółowych planów zabezpieczonych z wszystkich dostępnych stron niestety bardzo łatwo może zostać popsuta przez różnego rodzaju okoliczności od nas niezależne i wtedy czeka nas naprawdę wielkie rozczarowanie raz: z powodu braku realizacji planów, dwa - z powodu tego, że dla nich tak wiele poświęciliśmy i nie cieszyliśmy się teraźniejszością.

          Znam wiele osób, sama się do nich zaliczam, które żałują zbytniego skupiania się na przyszłości i z perspektywy mogą sobie przeliczać straty spowodowane zachwianiem proporcji priorytetów pomiędzy dziś i jutro.

          Także ja bym szukała złotego środka ze zdecydowanym wskazaniem na to, co mamy teraz; marzenia polecała jako coś miłego przed zaśnięciem; a plany realizowała spokojnie i rozsądnie, w miarę możliwości i bez zbytniego nastawiania się.
    • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 14:55
      nie czytałam tamtego wątku i mam zamiar nadrobić, ale po sobie wiem jak ludzie reagują na wieść, ze my oszczedzamy na budowę, aby maxymalnie zminimalizowac ryzyko wziecia kredytu. dodatkowo nie chcemy zamieszkac w nowym domu " za rok" wiec nie musimy sie spieszyc

      no ale zostalismy okrzyknieci sknerami, bo nie chcemy brac kredytu na 30 lat, ze mamy nierowno pod sufitem, bo rozkladamy budowe na 5-7 lat i generalnie głupie my ludzie jak but

      nie rusza mnie- mam przyjaciolkę z kredytem na plecach i wiem jak sie męczą...a minelo ledwo kilka lat

      co do rozwodu- budowa, jak dziecko- okres proby dla malznestwasmile

      ale tyle ludzi przetrwalo to i my damy rade- poglad na wiele rzeczy mamy taki sam, gust tez podobny

      na razie idzie spoko

      i tez zeby było taniej rodzice nam pomagają na zasadzie- duza pomoc tescia, pozniej pewnie wiecej wsparcia fizycznego

      u nas w rodzinie norma jest, ze nie kazdy sobie rzepke skrobie tylko pomagamy sobie jak tylko to mozliwe
      • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:00
        aneta-skarpeta napisała:

        > no ale zostalismy okrzyknieci sknerami, bo nie chcemy brac kredytu na 30 lat, z
        > e mamy nierowno pod sufitem, bo rozkladamy budowe na 5-7 lat i generalnie głupi
        > e my ludzie jak but

        A rozważyliście koszt utrzymywania tego domu niezamieszkanego przez te 5-7 lat? Bo to tez kosztuje. W czym mieszkacie teraz?
        • donnasanta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:09
          babunia_wygodka napisała:

          > aneta-skarpeta napisała:
          >
          > > no ale zostalismy okrzyknieci sknerami, bo nie chcemy brac kredytu na 30
          > lat, z
          > > e mamy nierowno pod sufitem, bo rozkladamy budowe na 5-7 lat i generalnie
          > głupi
          > > e my ludzie jak but
          >
          > A rozważyliście koszt utrzymywania tego domu niezamieszkanego przez te 5-7 lat?
          > Bo to tez kosztuje. W czym mieszkacie teraz?

          A ilez to kosztuje utrzymanie niezamieszkalego domu? hm...u mnie co prawda tak stal ok 2 lat, ale jedynym kosztem byly koszty wykonczenia ...Nie wiem w czym mieszka aneta-skarpeta, ale my mieszlalismy w mieszkaniu wlasnosciowym..
          • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:16
            donnasanta napisała:

            > babunia_wygodka napisała:
            >
            > > aneta-skarpeta napisała:
            > >
            > > > no ale zostalismy okrzyknieci sknerami, bo nie chcemy brac kredytu
            > na 30
            > > lat, z
            > > > e mamy nierowno pod sufitem, bo rozkladamy budowe na 5-7 lat i gene
            > ralnie
            > > głupi
            > > > e my ludzie jak but
            > >
            > > A rozważyliście koszt utrzymywania tego domu niezamieszkanego przez te 5-
            > 7 lat?
            > > Bo to tez kosztuje. W czym mieszkacie teraz?
            >
            > A ilez to kosztuje utrzymanie niezamieszkalego domu? hm...u mnie co prawda tak

            Podatek od nieruchomości, w zimie dobrze by było ogrzewać, dojazdy żeby doglądać to też jest koszt. Nie wspominając że dom w budowie jest podatny na kradzieże, ale to zależy gdzie się go stawia.

            > stal ok 2 lat, ale jedynym kosztem byly koszty wykonczenia ...Nie wiem w czym m
            > ieszka aneta-skarpeta, ale my mieszlalismy w mieszkaniu wlasnosciowym..

            Za którego utrzymanie też musieliście płacić, a mogłoby generować dochód jako wynajmowane. Albo zostać sprzedane żeby szybko zredukować potencjalny kredyt.
            • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:36
              babuniu zauwazylam, że wszystko widzisz tylko z jednej perspektywy


              ja naprawde nie mam 20 lat i wiem co robie

              jakby nam sie oplacalo sprzedawac, wynajmowac, kredytowac i przeprowadzac za rok to bysmy to zrobili- dla nas nasze rozwiązanie jest najkorzystniejsze i najtansze

              nie cche sie rozpisywac o szczegolach na publ. forum- chyba rozumiesz

              ale nie znasz naszej sytuacji zawodowo-finansowej wiec nie wrzucaj nas w jeden worek i nie dawaj zlotych rad- sprzedaj mieszkanie, zeby miec na kredyt- jakbysmy chcieli to bysmy tak zrobili- widocznie z jakiegos powodu mamy taki a nie inny plan- a z budową domu mam doswiadczenie i swoje i rodzicow i paru bliskich osob- specjalistow w dziedzinie budownictwa takze
          • velluto Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:28
            donnasanta napisała:
            > A ilez to kosztuje utrzymanie niezamieszkalego domu? hm...u mnie co prawda tak
            > stal ok 2 lat, ale jedynym kosztem byly koszty wykonczenia ...Nie wiem w czym m
            > ieszka aneta-skarpeta, ale my mieszlalismy w mieszkaniu wlasnosciowym..

            a o koszcie pieniądza słyszałaś? 2-5-7 lat z rozbabraną budową - to zamrożone przez ten czas 100-200-300 tysięcy, które nie pracują na siebie, choćby z lokaty można 5% wyciągnąć. W skali paru lat - robią się duże kwoty.

            Można się sprężyć i żyć wygodnie, a kredyt opłacać wynajmem własnościowego mieszkania, przynajmniej częściowo.
            • donnasanta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:41
              velluto napisała:

              > donnasanta napisała:
              > > A ilez to kosztuje utrzymanie niezamieszkalego domu? hm...u mnie co prawd
              > a tak
              > > stal ok 2 lat, ale jedynym kosztem byly koszty wykonczenia ...Nie wiem w
              > czym m
              > > ieszka aneta-skarpeta, ale my mieszlalismy w mieszkaniu wlasnosciowym..
              >
              > a o koszcie pieniądza słyszałaś? 2-5-7 lat z rozbabraną budową - to zamrożone p
              > rzez ten czas 100-200-300 tysięcy, które nie pracują na siebie, choćby z lokaty
              > można 5% wyciągnąć. W skali paru lat - robią się duże kwoty.
              >
              > Można się sprężyć i żyć wygodnie, a kredyt opłacać wynajmem własnościowego mies
              > zkania, przynajmniej częściowo.

              Moze nie wiem, bo po niecalych dwoch latach wprowadzilam sie do wymarzonego domu i chyba nie twierdzisz, ze dom mozna wybudowac szybciej, chocby ze wzgl. technicznych....
              Fakt, ja osobiscie oszczedzalabym na dom i zaczela w okresie kiedy mialabym swiadomosc ukonczenia go w ciagu 2 lat, ale jezeli inni maja inny na to poglad to ich sprawa...
              • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 08:51
                chyba nie twierdzisz, ze dom mozna wybudowac szybciej, chocby ze wzgl. tech
                > nicznych....

                ja stwierdzę smile
                pod koniec marca zaczęta budowa, na koniec roku już zamieszkaliśmy w gotowym domu
                nie ma żadnych pęknieć i ukrytych wad smile
        • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:26
          teraz mieszkamy w mieszkaniu

          kosztow utrzymania budowy nie bedziemy mieli, za ogrodzeniem bedziemy mieli bezplatnego straznika- tesciow

          łaczymy przeprowadzke ze zmianą zawodową meza, ktora akurat wtedy wyjdzie
          • babunia_wygodka Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:40
            aneta-skarpeta napisała:

            > teraz mieszkamy w mieszkaniu

            Ale jakim, znaczy się czyim - mieszkaniu?

            > kosztow utrzymania budowy nie bedziemy mieli, za ogrodzeniem bedziemy mieli bez
            > platnego straznika- tesciow

            Ach, model "mamusia ma wolne pół działki, postawmy tam swój domek". Można i tak. Ale nie każdy to wytrzyma. Czy to nie Ty dopiero co stwierdziłaś że ludzie są różni? Zgodne współmieszkanie i jedzenie sobie z teściami z dzióbków są raczej wyjątkiem niż regułą.

            No i koszty utrzymania budowy, a zwłaszcza wspomniane tu zamrożenie kapitału nadal pozostają. Teściowie patrzący przez okno redukują je tylko trochę.

            • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:45
              babunia_wygodka napisała:

              > aneta-skarpeta napisała:
              >
              >
              > Ale jakim, znaczy się czyim - mieszkaniu?
              naszym

              > Ach, model "mamusia ma wolne pół działki, postawmy tam swój domek". Można i tak


              widzisz- dopowiadasz sobie- znowu

              działka jest oddzielna, spadek mojego meza po zmarlej siostrze

              nie kawalek- tesciowe mieszkają na duzej dzialce, my mamy duza działkę- zupelnie odrebna, tyle ze po sąsiedzku


              > . Ale nie każdy to wytrzyma. Czy to nie Ty dopiero co stwierdziłaś że ludzie są
              > różni? Zgodne współmieszkanie i jedzenie sobie z teściami z dzióbków są raczej
              > wyjątkiem niż regułą.

              a czy z sąsiadami zyjesz wspolnie? bo nie rozumiem
              >
              > No i koszty utrzymania budowy, a zwłaszcza wspomniane tu zamrożenie kapitału na
              > dal pozostają. Teściowie patrzący przez okno redukują je tylko trochę.
              >


              ale Ty mowisz o syt. hipotetycznej, a nie naszej- bez wdawania sie w szczegoly- robimy tak zeby bylo dla naszej sytuacji jak najlepiej
    • 18_lipcowa1 taa jasne 13.04.11, 15:00
      Żadna tam zawiśc, tylko lekkie zdziwienie ew ocenia sytuacji forumowiczki.
      A jest ona taka, ze jest kolejną osoba ktora porywa się na dom kiedy jej nie stac zwyczajnie.
      To strasznie dziecinne inwestowac w taką rzecz nie majac kasy na podstawowe rzeczy a tym jest opieka nad dzieckiem.
      Zenułą jest dla mnie sciąganie mamy albo tesciowej na rok do pilnowania dziecka, a pakowanie wszystkie w dom i i jeszcze płakanie ze to koszmar.
      No przeciez na wlasne zyczenie to ma, czyz nie?


      Nie zazdroszcze- mieszkam w bloku , nie porywam sie na dom bo mnie nie stac i przynajmniej nie placze ze mi tesciowa zle dziecko ubiera albo karmi.

      Cos za cos niestety. Chcialo sie bawic w doroslosc? To na klate wszystko trzeba przyjmowac.
      • albertynaa Re: taa jasne 13.04.11, 15:16
        A jest ona taka, ze jest kolejną osoba ktora porywa się na dom kiedy jej nie st
        > ac zwyczajnie.

        Nas też nie było stać. Tak przynajmniej słyszałam od wszystkich wokół, aż się rzygać chciało.
      • a.stifter Re: taa jasne 13.04.11, 15:37
        Pamiętam twoje wypowiedzi zanim urodziłaś dziecko. ByLy w takim samym tonie jak te o budowie. Nie można brać poważnie wypowiedzi teoretyka ignoranta.
      • aneta-skarpeta Re: taa jasne 13.04.11, 15:41
        mam w rodzinie sytuacje, ze przez 3 lata budowali duzo wlasnymi silami- a to mąz sam polozyl plytki w garazu, a to z bratem cos zrobili, a to wujek pomogl- czesc robili oczywiscie fachowcy

        rodzina wtedy im pomogla bardzo

        zacisneli pasa masakrycznie
        po 5 latach dom wykonczony, bez dlugow kreydtowych- splacone niewielkie pozyczki rodzinne

        tez mowili wszysyc sie porywaja sie z motyka na slonce itd

        a teraz mają swiety spokoj i brak kredytow i obciazen

        malenzstwo kwitnie
        • 18_lipcowa1 Re: taa jasne 13.04.11, 15:48
          najczesciej jednak to tak nie wyglada
        • nenia1 Re: taa jasne 13.04.11, 15:49
          aneta-skarpeta napisała:

          > mam w rodzinie sytuacje (...)

          > malenzstwo kwitnie

          A ja mam takę, że tez przez kilka lat zaciskali pasa, ona mieszkała z dwójką dzieci
          u własnej rodziny (6 osoób na dwóch pokojach), on u swojej (trochę luźniej bo 4 osoby
          na dwóch pokojach).

          Budowali systemem gospodarczym, teść tak się zaangażował w pomoc, że zapomniał
          o zdrowiu i zmarł na raka.

          We wspólnym domu pomieszkali ze dwa lata i pani zostawiła męża i dom dla nowego pana.
          Tzn. dom nie do końca zostawiła, walczą teraz o podział w sądzie.
          • aneta-skarpeta Re: taa jasne 13.04.11, 16:09
            wiec jak widzisz zycie bywa rozne, nie trzeba zakladac od razu najgorszego scenariuszasmile

            wiesz ile bab meza zostawilo mimo nie budowania metoda gosp. albo w ogole bez budowy?
    • albertynaa Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:02
      Wybudowaliśmy dom. Żyjemy. Było ciężko, ale dla kochających się ludzi nie ma rzeczy niemożliwych.
      Że małżeństwa się rozpadają?- zawsze się rozpadały, a powodów dla tego stanu rzeczy może być tysiąc- budowa też i co z tego?
      Szanuję ludzi, którzy coś robią i do czegoś dążą.
      • marzeka1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:09
        Tyle że w przypadku dziewczyny, która na rok ściąga do domu toksyczną matkę, to nie budowa jest problemem.
        • iuscogens Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:29
          marzeka1 napisała:

          > Tyle że w przypadku dziewczyny, która na rok ściąga do domu toksyczną matkę, to
          > nie budowa jest problemem.

          Chyba się trochę rozpędziłaś z tą toksyczną albo schematem lecisz, że jak matka i teściowa to od razu musi być toksyczna. Nie musi naprawdę. To, że ona się obawia wspólnego mieszkania wcale nie jest objawem toksyczności.
          • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:15
            autorka napisała, ze ma trudne matki, co nadal nie znaczy, ze są toksyczne

            moj tesc np jest trudnym czlowiekiem, ale nie toksycznym
          • wuika Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 18:51
            A wątek ma tytuł "koszmar", bo to pewnie taki rodzaj ekspresji...
            Mamy się jeszcze nie wprowadziły, a ona już uważa, że to nie będzie lajtowe pomieszkiwanie. Sama pisze, że obie panie mają trudne charaktery. Wtłacza się w bardzo niezdrową sytuację na własne życzenie.
      • a.stifter Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:42
        Ludziom się wydaje, że jak ktoś ma skromny budżet lub buduje na raty przez kilka lat to go nie stać na budowę. Przecież stać tylko tych z kredytem na 1mln. Trochę więcej tolerancji.
        • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:19
          znam bardzoo szczegolowy sytuacje rodziny, ktora wziela kredyt na 500 tys na 40 lat

          konca splat domu nie widac, a juz trzeba inwestowac w remonty- na razie drobne, o modernizacjio nie wspominając

          za 20 lat dzieci beda dorosle, trzeba bedzie dom wyremontowac a rate nadal placic- dla mnie to horror w 3 aktach- ale ja jestem wychowana w rodzinie bezkredytowej, nikt w najblizszym otoczeniu kredytu nie brał- albo budowal totalnie metoda gospod. albo kombinowaną- mial sporo kasy, tu pozyczyl, tam oddal, tu taniu kupił itd

          nie wspominając faktu, ze dom nie osiagnie wartosci realnej kredytu- akurat w ich przypadku

          a nie daj bog malzenstwo sie rozsypie

          placisz np 10 lat i jak sie rozstajesz to sprzedając dom w najlepszym razie mam czapke sliwek, albo jeszcze zobowiazania wobec banku
    • velluto Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:41
      Po pierwsze - mieszkam w domu, więc nie mam czego zazdrościć.
      Po drugie - nie od dziś wiadomo, że nic tak nie rozwala małżeństwa jak permanentny brak kasy i toksyczni rodzice na głowie. A tu jest jedno i drugie. Plus stresy związane z budową.

      Każdy ma inne priorytety i inną odporność na stres. Realizuję marzenia, cenię ludzi którzy konsekwentnie dążą do celu - ale z głową, a nie na hurra. Mierzę siły na zamiary.

      Nigdy i za nic nie wpakowałabym się świadomie w sytuację, która w imię wyższego celu wymaga poświęcenia komfortu życia do tego stopnia. Kiedyś wybrałam mieszkanie w starym bloku - żeby się nie zarzynać. Teoretycznie stać by mnie było i na nowe - ale to wymagałoby wyrzeczeń. Wolałam wariant osiągalny a najmniej bolesny. Ale to ja, być może ktoś inny chce mieć dom tak bardzo, że gotów następne 2 lata chudy ser jeść. Dla mnie to już inwestowanie bez głowy, ale co mi tam, może ktoś lubi ser?
      • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:46
        dobrze jest dowiedzieć się, ze jest się biedakiem, którego na nic nie stać. Dobrze jest dowiedzieć się, ze za min. 6 m-cy złozę papiery o rozwód bo moje toksyczne (matka i teściowa) kobiety zniszczą moje małżeństwo. Dobrze jest się tego wszystkigo dowiedzieć od osób, które tak wspaniale mnie znają smile Dziękismile
        • nenia1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:58
          Wiesz co czytałam twój wątek i nikt tak chyba nie pisał, że na nic cię nie stać.
          Niektórzy piszą, że ich zdaniem nie stać cię na budowę domu, ponieważ musisz oszczędzać
          na opiekunce i decydować się na takie rozwiązania, o których sama przecież piszesz, że cię przerażają.

          Co do rozwodu to faktycznie sporo na wyrost, jednak generalnie rzeczywiście bywa, że wspólne mieszkanie z teściami czy rodzicami przyczynia się do konfliktów i może wpłynąć, na to, że sytuacja w małżeństwie się pogorszy, choćby z powodu mniejszej intymności(jak sama piszesz, w twoim przypadku wasze mamy są trudne). I nie chodzi tylko o seks, czy że człowiek nie pobiega sobie nago po mieszkaniu, ale o całą prozę życia, nawet pokłocić się jest trudniej.
          • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:04

            > Co do rozwodu to faktycznie sporo na wyrost, jednak generalnie rzeczywiście byw
            > a, że wspólne mieszkanie z teściami czy rodzicami przyczynia się do konfliktów
            > i może wpłynąć, na to, że sytuacja w małżeństwie się pogorszy, choćby z powodu
            > mniejszej intymności(jak sama piszesz, w twoim przypadku wasze mamy są trudne).
            > I nie chodzi tylko o seks, czy że człowiek nie pobiega sobie nago po mieszkani
            > u, ale o całą prozę życia, nawet pokłocić się jest trudniej.

            Dokładnie. Ja po prostu się obawiam jak to będzie. Bo tak jak piszesz nawet się pokłócić nie będzie można swobodnie, a tutaj już o rozwodach, biedzie, etc.
            • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:08
              sytuacja z pewnoscia bedzie uciazliwa dla kazdego, ale przy checiach wspolpracy da sie to przezyc

              wieksze dramaty bywają

              moi rodzice zyli prawie 10 lat z mama taty jako full opiekunka dla nas- w tygodniu

              bywalo ciezko, bywalo ciasno- ale wszyscy zyją i maja sie dobrze
        • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:06
          daj spokoj, mi przepowiedziano, ze moj mlodszy mąż- kawaler bierze rozwodke z dzieckiem po to, zeby sie dorobic na mojej krwawicy, ze bede miala pieklo w domu, ze jak mowi ze kocha dziekco to napewno klamie

          oni sobie tak mysla, a my sobie w spokoju zyjemysmile

          i kazda tesciowa i synowa to zło wcielonesmile
      • albertynaa Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:47
        Po drugie - nie od dziś wiadomo, że nic tak nie rozwala małżeństwa jak permanen
        > tny brak kasy i toksyczni rodzice na głowie.

        Nie.
        Małżeństwo rozwala brak miłości.
        Nic poza tym.
        • nenia1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:51
          Niestety, ale brak kasy, przemęczenie, trudności potrafią bardzo zaszkodzić
          związkowi. Człowiek samą miłością nie żyje, trudności powodują, że ludzie mają mniej cierpliwości, są sfrustrowani, stają się rozdraznieni.
          O wiele łatwiej o kłotnie i brak zrozumienia.
          • dentek_85 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 15:54
            a co Ty na to, ze niejedno już przeżyłam z moim mężem, a jestesmy 8 lat i nigdy (chociaż mielismy dziwne sytuacje) nie było między nami jakiejs wojny, czy czegoś gorszego. My po prostu się bardzo kochamy.
            • nenia1 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:06
              Ale ja przecież nie piszę konkretnie na temat twojego malżeństwa, tylko odpisuję na stwierdzenie, że nic prócz braku miłości nie rozwala małżeństwa.

              Na ludzką psychikę i sposób funkcjonowania wpływa całe mnóstwo czynników
              i trudno wydawac tak kategoryczne sądy, że nie mają one wcale znaczenia
              bo "miłość zawsze zwycięży".

            • ania2003i2011 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 08:55
              no to się starałaś o dziecko o 18 lat ????????/ czy nie ?????
        • velluto Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 18:11
          albertynaa napisała:

          > Nie.
          > Małżeństwo rozwala brak miłości.
          > Nic poza tym.

          Miłością się dzieci nie nakarmi, miłość nie sprawi, że teściowa będzie mniej wkurzająca. I miłość czasem zwyczajnie przemija, kiedy na pierwszy plan wysuwa szarpanina o to, żeby było za co dzieciom buty kupić, albo frustracja że nie sposób we własnym domu dłużej wytrzymać.

    • nisar Prawda jest taka, że 13.04.11, 15:45
      każda wysoce stresogenna sytuacja, zwłaszcza trwająca stosunkowo długo - tak jak budowa domu - to wielka próba dla małżeństwa. W przywoływanym wątku POZA stresem związanym z budową (a jest olbrzymi, nie ma się co łudzić) forumka i jej mąż fundują sobie drugi wielki stres związany ze stałą obecnością obcych osób w domu (bo matka, z którą się nie mieszkało od wielu lat JEST obcą osobą w domu a nie domownikiem, do którego się przywykło), co w sumie powoduje faktycznie spore obawy o przyszłość ich związku oraz pytanie, czy na pewno warto.
      Trudno mi wyobrazić sobie trudniejszą sytuację na najbliższe parę lat, stąd pomysł, że zawiść miałaby mi cokolwiek ściskać jest dla mnie lekko abstrakcyjna.
      • bei Re: Prawda jest taka, że 13.04.11, 21:09
        Nie znam dyskusyjnego wątku, kazdy ma swoje priorytety, długotrwała sytuacja stresowa nie sprzyja budowaniu więzi rodzinnych.
        Oszczedzanie na budowe swoim kosztem- jestem w satnei zrozumiec, ale oszczedzania cudzym kosztem (mamę w roli niani powinno sie nagradzac, a nie wykorzystywacsmile
        Dziadkowie powinni odpoczywac a nie dzieci nianczyc
        .
    • czarnaalineczka serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:34
      ktory denek wstawia ???

      dziewczyna jaja sobie z was robi w roznych watkach

      forum.gazeta.pl/forum/w,19585,112123711,112123711,staralam_sie_o_dziecko_18_lat.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,123194876,123194876,zawiedziona_postawa_najblizszych.html
      • babunia_wygodka Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:40
        czarnaalineczka napisała:

        > ktory denek wstawia ???
        >
        > dziewczyna jaja sobie z was robi w roznych watkach

        Jest dobra w tym co robi, mnie się nudzi za biurkiem, na to żaby sprawdzać czy aby nie troll to traktuję forum zbyt mało poważnie, a poflejmować zawsze można, nie?
        • czarnaalineczka Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:42
          jasne ze mozna smile jak sie lubi
          mnie jednak trole wkurzaja , bo duza czesc dziewczyn pisze po prostu prawde o waznych i mniej waznych sprawach
          • aneta-skarpeta Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:47
            nie mam zwyczaju analizowania nickow i ich forumowej przeszlosci- a szkodasmile

            zakladam, ze ludzie mowia prawde i sie do tego odnoszę- głupio tylko ze ludzie sie produkują, mało sobie oczu nie wydrapią z powodu niby-sytuacjiwink
            • czarnaalineczka Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:50
              tez zakladalam ze mowia prawde poki sie na denek nie natknelam big_grin
              pamietam ile emocji wzbudzil jej wymyslony watek o chrzcie i rodzinie ktora nie przyszla uncertain

              a ludzie wierza czesc sie pewnie angazuje ,dobrze radzi a sie okazuje ze tylko karmi trola uncertain
              • dentek_85 Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:52
                dobrze radzą??weź...
            • trzyswinie Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:50
              a już się chciałam wypowiedzieć...
          • babunia_wygodka Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 16:56
            czarnaalineczka napisała:

            > jasne ze mozna smile jak sie lubi
            > mnie jednak trole wkurzaja , bo duza czesc dziewczyn pisze po prostu prawde o w
            > aznych i mniej waznych sprawach

            No to wątek jest o ważnej sprawie. Sytuacja jest całkiem realnie możliwa, ludzie miewają takie głupie pomysły. Wystarczy że jedna osoba sobie poczyta i przejdzie jej podobny pomysł - już będzie zysk, nie?
            W końcu piloci doskonale wiedzą że w symulatorze instruktor ich trolluje, a jednak "latają" na takim urządzeniu i dobrze wink
      • wuika Re: serio łykacie ten kit 13.04.11, 18:54
        Noż cholera, a myślałam, że taka odporna po prostu jest. Jak mogłaś mnie odzierać ze złudzeń! tongue_out Foch!
    • aneta-skarpeta Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 16:39
      oszczednosci

      jest tu straszny atak na nie-branie opiekunki, bo sie oszczedza raptem 1200 zł- a moze wiecej?

      sama w zyciu nie bralam opiekunki, wspomagalam sie rodzicami- sama moja mama mowila, zeby sie puknela w glowe, placic obcej babie jak tyle dziedkow pali sie do robotysmile

      ale- nie w zwiazku z budową, a zdrowym rozsądkiem- wprowadzalismy rozne oszczednosci i jak sie okazalo- tu oszczedzisz 300, tam 200, tam 1000- bo w zasadzie to wydac mozna, tylko ptytanie jaki to ma sens- nazbierala sie spora suma- tylko z redukcji niepotrzebnych wydatkow- tutaj pragne pozdrowic Biedronkęsmile

      i jesli autorka oszczedza 1500 na niani, mama w tym czasie ten ugotuje zupe= oszczednosc na kupowaniu obiadow etc i czasu, tansze zakupy- nie mylic z glodowaniem i wpieprzaniem kartofli ze skawrkami to robi sie z tego pokazna sumka

      czasem gra jest warta swieczki- zakladajac, ze nie zaplacisz mieszkaniem z tesciową roztrojem nerwowym- a nie kazdy płaci

      generalnie jak nie sprobuje to nie bedzie wiedziala

      jak sie okarze,z e to koszmar, to po 2 miesiacach zweryfikuja plany- swiat sie nie skonczy
    • vivibon Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 17:23
      Uzależnianie budowy od tego czy teściowa będzie mogła się zająć dzieckiem czy nie jest niepoważne. Jest tyle zmiennych i zależności, że musiałabym upaść na głowę, żeby opierać cały plan na jednej, starszej pani.
      Co do drugiego aspektu - na razie stan surowy otwarty, a ja już kilkanaście razy miałam ochotę tańczyć na wyprutych flakach męża, więc coś w tym jest wink
    • edelstein Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 17:43
      Tja, bo na swiecie sa tylko mieszkancy blokow marzacy o wlasnym domuwink innych kamienic, apartamentowcow itd to nie ma.Istnieja tylko bloki (najlepiej z wielkiej plyty) i domy. I wojna idzie nie o rozwody tylko o zawiscbig_grin
      • jowita771 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:07
        > Tja, bo na swiecie sa tylko mieszkancy blokow marzacy o wlasnym domuwink innych
        > kamienic, apartamentowcow itd to nie ma.Istnieja tylko bloki (najlepiej z wielk
        > iej plyty) i domy.

        Apartamentowiec to też blok, tylko inaczej nazwany, żeby mieszkańcy się lepiej poczuli.
    • majowadusza Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:06
      dodam swoje trzy grosze, bo tez się buduję. Wprawdzie nam jest łatwiej bo żyjemy z projektowania - jednak łatwiej w sensie, rozumienia niektórych zagadnień ale na budowie ciagle są jakieś zmagania. Postawienie stanu surowego to gratka. Chociaż jako projektanci musieliśmy poszaleć i teraz budowa się ciągnie bo mamy same niestandardowe rozwiązania.

      Acha. Myśle, ze jeśli małżeństwo jest względem
      Siebie wyrozumiałe, nie jest zacięte, ma się odpowiednią dawkę luzu oraz zdrowe podejście to rozwodu nie będzie.
      Znam takich co się kłócą na zakupach czy kupić masło czy margarynę ... i nie wyobrażam sobie ich w sytuacjach stresujących na budowie. Jedyn słowem - gdzie jest cienko tam się rwie.

      Nie czytałam tez wszystkich poprzednich wypowiedzi bo gdzieś w środku się jatka zrobiła, ale trzeba założyć, ze do budowy i wykończenia trzeba dołożyć 30% kasy. Niestety, przekroczenie budżetu to standard. A realia większości są takie, ze wszyscy wyliczają budowę na styk. Stad niestety flustracje ... Nigdy nie zapomnę klienta który u mnie w biurze prosił ( baardzo prosił i o upusty, ok. 300 zł. bo on taki biedny i musi budować. Tu uszczknie, tam urzęduje i juz na kable będzie ... )

      • edelstein Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:18
        majowadusza napisała:
        > Stad niestety flustracje ...

        przepraszam co to sa flustracje?
        mia nie czytaj, bo cie poniesietongue_out
        • majowadusza Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:30
          Zespół przykrych emocji związanych z niemoznością realizacji planów.

          Nie wiesz co oznacza słowo ,, flustracja" ?
          • wuika Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:51
            majowadusza napisała:

            > Zespół przykrych emocji związanych z niemoznością realizacji planów.
            >
            > Nie wiesz co oznacza słowo ,, flustracja" ?

            Zapewne ten zespół związany jest z nieumiejętnością posługiwania się j. polskim wink
          • rosapulchra-0 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:56
            majowadusza napisała:

            > Zespół przykrych emocji związanych z niemoznością realizacji planów.
            >
            > Nie wiesz co oznacza słowo ,, flustracja" ?

            ROTFL
            poplułam się ze śmiechu big_grinbig_grinbig_grin
            ROTFL
            • wuika Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:57
              rosapulchra-0 napisała:

              > majowadusza napisała:
              >
              > > Zespół przykrych emocji związanych z niemoznością realizacji planów.
              > >
              > > Nie wiesz co oznacza słowo ,, flustracja" ?
              >
              > ROTFL
              > poplułam się ze śmiechu big_grinbig_grinbig_grin
              > ROTFL

              A czy Ty wiesz, co oznacza słowo ROTFL? tongue_out suspicious
              • rosapulchra-0 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 23:29
                wuika napisała:

                > A czy Ty wiesz, co oznacza słowo ROTFL? tongue_out suspicious

                Rolling On The Floor Laughing - tarzać się po podłodze ze śmiechu big_grinbig_grinbig_grin
                się nie tarzałam, skulałam się i poplułam big_grinbig_grinbig_grin
                • wuika Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:32
                  I taka popluta jeszcze skłamałaś tongue_out Wstydaj się, ale już! big_grin
                  • rosapulchra-0 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:42
                    bo ja zła i niedobra jestem, taka brudna od grzechu! o! big_grinbig_grinbig_grin
                    • rosapulchra-0 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:43
                      i SFLUSTROWANA!
                      • wuika Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 11:54
                        O maj gad! To straszne. Współczuję Twoim dziecią tongue_out (jak to się "poprawnie" pisze, tak w ogóle?)
    • rosapulchra-0 Re: Budowa=rozwód 13.04.11, 22:43
      a.stifter napisała:

      Żal wam d.
      > .. ściska i tyle.

      A niech ściska, od dupościsku jeszcze nikt nie umarł, co najwyżej więcej zmarszczek będą mieć te zawistnice big_grin
    • alfa36 Re: Budowa=rozwód 14.04.11, 09:05
      Wybudowalismy dom, było ciężko, czasem klotliwie, ale wytrwalismywink
      Minus jest taki, że małż przestał gotowac (brak czasu), przestał robic zakupy (stwierdzilam, ze przy jego rozrzutnosci nie damy rady nic zaoszczędzic, więc sama robie zakupy). No i rzeczywiscie nie wyjeżdżalismy na wakcje przez te 2 lata budowy. Pozwolilismy sobie (przy duuuzej pomocy Rodziców... zajęli sie dzięcieciem) na tygodniową wycieczkę (raz Paryz, w kolejnym rok Rzym). Teraz wreszcie wyjeżdżamy wspolnie na 2 tygodniowe wakacje. Ja wkażdym razie widzę większoś plusow (choc nie same), a bardzo sceptycznie do budowy domu podchodzilam.
      • mojko-2 Budowa=rozwód ??? 14.04.11, 10:59
        My też wybudowaliśmy dom i nie rozwiedliśmy się . Nie jest dla nas problemem brak wakacji ani odmówienie sobie kilku rzeczy na rzecz innych. Nie wiem skąd to przekonanie , że nam się wszystko należy? Każdy ma jakieś priorytety i niekoniecznie są to wakacje w ciepłych krajach.
        Jesteśmy dorośli, podjęliśmy decyzje z wszystkimi jej konsekwencjami .
        Budowa była trudnym doświadczeniem ale moim zdaniem bardziej nas wzmocniła ,zintegrowała , nauczyła współpracy i pozwoliła lepiej się poznać w trudnej sytuacji. Teraz wiem, że mój mąż jest pracowitym, odpowiedzialnym człowiekiem i jakieś tam trudności z brakiem kasy nie wpływają na jego miłość i szacunek do mnie. Siebie zresztą też lepiej poznałam. Teraz wiem, że poradzę sobie z większością trudnych zadań.
        Pozdrawiam wszystkich, którzy zbudowali, budują lub przygotowują się do budowy.
        Życzę dużo siły, cierpliwości i spokoju ducha, a także stałych , sporych dochodów smile.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka