Dowiedziałam się kiedyś ze zdziwieniem, że w niektórych rodzinach nie praktykowało się dawania dzieciom prezentów "zajączkowych", byłam niezmiernie zaskoczona

U nas się zawsze dawało, dochodziła niesamowita atrakcja w postaci szukania, bo geszenki chowano po kryjomu w mieszkaniu. Wielka frajda. Prezenty skromniejsze, niż w Boże Narodzenie, ale były, do tego czekoladowy zając, mandarynki, inne słodycze. Różnica między prezentami w BN a Wielkanocnymi była taka, że na BN dostawali wszyscy, na Wielkanoc tylko dzieci.
Podawajcie regiony, u mnie Górny Śląsk, ale rodzina gorolska.