Mój syn (prawie półtoraroku) zrobił się straszną zrzędą... Cały czas za mną łazi i jęczy, przestał sie sam bawić, wcześniej radził sobie bardzo dobrze. Mam dużo obowiązków, jak każdy i jestem już zmęczona opędzaniem sie od niego.
Mam wyrzuty sumienia że sie nudzi przeze mnie... Powinnam położyc laske na prace domowe i oddać się dziecku czy wręcz przeciwnie, przyzwyczajać go do tego że zycie jest takie "okropne" i matka musi zrobić swoje.
Jeszcze niedawno miałam chwile wytchniania na spacerach a teraz biega, wrzeszczy, nie chce iść ze ręke itd. Klasyk.
Czy to taki etap czy rośnie mi pesymista? A może to objaw mojego zaniedbywania (w sensie za mało siedze na sywanie

?