Dodaj do ulubionych

chcę mieć dziecko

11.10.09, 22:58
Już od dłuższego czasu zbieram się,żeby napisać ten wątek. Potrzebuję konkretnie waszych opinii o moim problemie.
Jestem z związku z M od ponad 3 lat.Mam 13-letniego syna,a M ma dwóch synów z poprzedniego małżeństwa 6-ścio i 14-letniego.
Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci,ale niestety choroba alkoholowa mojego byłego męża odstręczała mnie od zdecydowania się na dziecko. Sądziłam,że jeśli wreszcie kiedyś będę miała odpowiedzialnego faceta,kochanego i kochającego,to na pewno zdecyduję się na to,żeby mieć z nim dziecko.
No i wszystko to akurat mam.M jest kochający,odpowiedzialny itd,itp. Tyle,że stwierdził,że nie chce już mieć dzieci. Ma swoich dwoje i koniec. Było wiele rozmów na ten temat i kłótni i niestety zdania nie zmienił. Ja jestem rozczarowana,bo do 40-stki zostały mi 2 lata i o ile już nie jest za późno na dziecko,to czasu zostało niewiele.
Tak na prawdę,to zaczynam mieć wątpliwości,czy on mnie na pewno kocha i czy chce być ze mną do końca życia. Dla mnie było i jest oczywiste,że skoro się kochamy,mieszkamy razem,mamy wspólny dom,to będziemy mieć wspólną rodzinę.
Nie wiem,czy toczyć dalej bitwę o posiadanie dziecka? Na siłę?
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 00:09
      > Tak na prawdę,to zaczynam mieć wątpliwości,czy on mnie na pewno kocha i czy chc
      > e być ze mną do końca życia. Dla mnie było i jest oczywiste,że skoro się kocham
      > y,mieszkamy razem,mamy wspólny dom,to będziemy mieć wspólną rodzinę.

      alez Wy macie wspólną rodzinę. Składa się z Ciebie i niego oraz Twojego dziecka
      i jego dzieci. A to, że nie ma Waszych wspólnych dzieci tego nie zmienia.
      • niedobra37 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 00:33
        erillzw - Nie przypominam sobie,żebyśmy rozmawiali na temat wspólnego dziecka na początku naszego związku. Wiedzieliśmy,że na pewno chcemy być razem i skupialiśmy się na układaniu swojego życia "od nowa".Ja przynajmniej nie unikałam tego tematu,a on go nie zaczynał.W ogóle chyba byliśmy skupieni tylko na sobie, na tym jak być razem.Musieliśmy nawzajem przekonać do siebie nasze rodziny,poznać nasze dzieci itd.
        Jak już większość spraw się jakoś poukładała,wtedy zapaliło mi się światełko,że może już czas pomyśleć o dziecku.Byłam przekonana,że to normalne,że będziemy mieli wspólne dziecko.
        • chalsia Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 00:45
          > może już czas pomyśleć o dziecku.Byłam przekonana,że to
          > normalne,że będziemy mieli wspólne dziecko.

          a niby czemu? Czy to jakiś przymus jest, żeby mieć wspólne dziecko? Jakaś
          "norma"? Zapewniam Cię, że nie. Jest wielu ludzi, ktorzy:
          - w ogóle nie chcą mieć dzieci (i ich nie mają, ale sa i tacy, którym dziecko
          "wpadło")
          - nie chcą mieć więcej dzieci, niż aktualnie mają.
          Wspólny związek kobiety i mężczyzny NIE OZNACZA Z AUTOMATU że obydwoje chcą tego
          samego/wyznają te same wartości. Niestety - bowiem emocjonalnie "łączenie się w
          pary" z reguły wyprzedza rozumowe podejście do tematu.
          • erillzw Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 01:02
            Mnie sie wydaje, ze nie dogadaliscie sie co do waszych oczekiwan. Bo
            mysle sobie, ze to nie jest tak, ze nagle dojrzałas do dziecka tylko
            chcialas je miec ale "nie teraz"..
            Ehh.. i wlasnie dlatego powinno sie gadac, gadac i gadac zeby poznac
            poglady partnera. Wiem, ze czasem to sie łatwo mowi.. Ale jest to
            wartosciowe bardzo...
    • kicia031 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 09:56
      Szkoda, ze o tym nie pogadaliscie.

      teraz widze 2 wyjscia - rozmawiacie, rozmawiaceie, rozmawiacie i
      moze w koncu go przekonasz, a moze nie. To jesli bardziej niz na
      dziecku zalezy ci na tym facecie.

      jesli zas dziecko jest dla ciebie wartoscia wieksza, niz ten facet i
      ten zwiazek - co ja np doskonale rozumiem, bo dla mnie zawsze tak
      buylo, to wpadasz, ryzykujac, ze wasz zwiazek moze sie skonczyc. Ale
      bedziesz miala dziecko, ktorego pragniesz.
      • czerwonymuchomor Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 11:01
        byłam w podobnej sytuacji-ja chciałam mieć jeszcze jedno dziecko(z
        pierwszym m alkoholikiem mam syna),on nieszczególnie (miał za dużo
        kłopotów i zmartwień ze swoimi synami),ale dał się przekonać,że
        razem damy sobie radę no i mamy córębig_grin
        • koni42 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 11:50
          Ja: mam 31 lat, mój mąż 39. Na początku kręcił nosem, bo przecież ma
          już córkę, moją wychowuje na codzień, czyli jest komplet...Ja od
          początku komunikowałam, że chcę mieć dzieci. Nie wiem ile (pewnie
          skończy się na tym,które urodzi się w styczniu), ale na 100% więcej
          niż jedno - moją J. Zresztą zawsze uważałam, że rodzina
          zrekonstruowana musi mieć dzieci własne (może i spadnie na mmnie
          grad obelg - trudno). W końcu dał się przekonać i nie odbijał
          piłeczki, gderając, że trzy pokoje to za mało, że nie mamy samochodu
          5-drzwiowego itp. Mówiąc wprost postawiłam sprawę na ostrzu noża. Za
          dużo "kosztował" mnie poprzedni nieudany związek, żeby wpadać jak
          śliwka w kompot z kolejnym. Sorry, ale piszę to, co czuję i myślę.
          To proste: Kocham faceta. Jest super, ale chęć posiadania kolejnego
          dziecka jest gigantyczna...
          Ty: Masz 38 lat. Macie, każde z Was dziecko/dzieci, ale Ty chcesz
          jeszcze jednego...wspólnego i ja Cię doskonale rozumiem. Przede
          wszystkim Ty nie masz juz specjalnie czasu na rozważania i gdybania,
          bo bije Ci zegar biologiczny. Poza tym, kiedy czujemy się
          bezpiecznie, komfortowo, naturalne jest, że będziemy chciały mieć
          dzieci (poza wyjątkami). A jak swoją decyzję argumentuje Twój mąż?
          To z wygody? Nie chce mu się już bawić w pieluchy i takie tam? Boi
          się o względy materialne? Boi się, ze między Wami coś się zmieni?
          czasami facet kieruje się dziwnymi przesłankami, na które ciężko
          jest wpaść kobiecie uncertain
          Co mogę poradzić? Najpierw porozmawiać. nawet jeśli robiłaś to setki
          razy, to tym razem na poważnie - dac mu odczuć, że nie jest to temat
          na 5 min. przerwy reklamowej między faktami a filmem, tylko BARDZO
          poważna sprawa. A wcześniej zastanów się, czego chcesz od życia,
          czego jeszcze oczekujesz? Czy mężczyzna, który DEFINITYWNIE powie
          NIE, będzie dla Ciebie ważniejszy niż chęć posiadania dziecka? Co
          zrobisz, jeżeli dojdzie do rozstania z tego powodu? Co zrobisz,
          jeżeli jednak odejdziesz?
          * Czasami postawienie sprawy na "ostrzu noża"się sprawdza. Mężczyna
          nawet nie wie, że Ty masz do tego takie podejście, ze aż tak ci
          zależy. powiem jedno: mój mąż ostatnio mi podziękował i się
          popłakał. Powiedział, ze dzieki mnie może jeszcze raz TO przeżyć i
          jest mi za to wdzięczny. No i nie mamy ani większego mieszkania ani
          większego samochodu smile
      • pantera_1 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 16:05
        Nie tak łatwo o "wpadkę", bo w takiej sytuacji facet strasznie się
        pilnuje.
        Jeśli zależy Ci i na dziecku i na facecie, to rozmawiać i
        przekonywać. I mówić głośno o swoich potrzebach i oczekiwaniach.
        I może postawić sprawę na ostrzu noża - to tak już w ostateczności.
        Ale ta ostateczność niesie za sobą konsekwencje, bo jak się powie a,
        to trzeba powiedzieć b.

        Ale ja się nie znam, sama jestem w podobnej sytuacji ;-((
      • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 20:17
        to wpadasz, ryzykujac, ze wasz zwiazek moze sie skonczyc. Ale
        > bedziesz miala dziecko, ktorego pragniesz

        Kicia, z całym szacunkiem, ale Ty chyba nie piszesz tego poważnie.

        Wmanewrowanie partnera, który WYRAŹNIE poinformował o swoim negatywnym podejściu do projektu dziecko, w zobowiązanie wynikające z ojcostwa, celem zaspokojenia swoich potrzeb to IMO nadużycie cudzego zaufania bardziej rażące niż zdrada.
        Jak się ma 37 lat, to myślenie o dziecku JEDYNIE w kategoriach zaspokojenia własnych potrzeb jest niepoważne. A co z zaspokojeniem potrzeb tegoż dziecka, które tak beztrosko powołujemy na świat? Co z potrzebami biologicznego ojca?
        • kicia031 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 20:30
          Oj talent, myslalam, ze u ciebie akurat znajde zrozumienie.

          fakty sa takie - pan nie chce dziecka, pani chce. Do wyboru sa nastepujace opcje:

          1. przekonanie pana
          2.A nieprzekonanie pana i szukanie innego ojca
          2.B nieprzekonanie pana i rezygnacja z planow pani
          2.C nieprzekonanie pana i postawienie na swoim bez jego wiedzy

          wartosciowanie ich moralnie to sprawa z innego porzadku poznawczego.
      • niedobra37 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 21:56
        Po pierwsze dziękuję wam dziewczyny za wszystkie posty.Pytacie w jaki sposób mój M argumentuje niechęć posiadania kolejnego dziecka.
        Otóż kiedyś podczas jednej z pierwszych rozmów powiedział,że obawia się,że jego dzieci wtedy już całkiem "pójdą w odstawkę".
        M przeprowadził się do mojego miasta dla mnie.Tu kupiliśmy wspólny dom i zamieszkaliśmy z moim synem. M zostawił rodzinne miasto oddalone o 400 km.Tam zostawił dzieci z ich matką. Odwiedza je trzy,cztery razy w roku. Za to dziecie częściej są u nas. Starszy syn przyjeżdża na każde święta,ferie i na całe wakacje. Z młodszym synem jest problem,bo trzeba po niego jeździć,albo ktoś go musi przywozić.
        Względy finansowe przy decyzji o wspólnym dziecku nie mają większego znaczenia.Pieniądze się znajdą.W domu jest na tyle miejsca,żeby w razie czego pomieścić wszystkich.
        • niedobra37 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 22:01
          Piszecie też o zaaranżowaniu wpadki.Oczywiście przeszło mi to kiedyś przez myśl,ale mój M przywiązują bardzo dużą wagę do wzajemnego zaufania,prawdomówności itp. Sądzę,że gdybym to zrobiła,to wysoce prawdopodobne było by to,że zostanę samotną matką z dwojgiem dzieci.
          Opcje są różne,jak pisze kicia,tyle,że tak trudno się zdecydować coś wybrać.
          Nie chcę go stracić,bo bardzo go kocham, a jednak myśl o tym,że nie będę już miała dziecka jest bardzo przygnębiająca i nie wiem,czy nie zniszczy naszego związku.
        • kicia031 Re: chcę mieć dziecko 13.10.09, 09:59
          No tego to ja nie rozumiem:

          M przeprowadził się do mojego miasta dla mnie.Tu kupiliśmy wspólny
          dom i zamies
          > zkaliśmy z moim synem. M zostawił rodzinne miasto oddalone o 400
          km.Tam zostawi
          > ł dzieci z ich matką. Odwiedza je trzy,cztery razy w roku. Za to
          dziecie części
          > ej są u nas. Starszy syn przyjeżdża na każde święta,ferie i na
          całe wakacje. Z
          > młodszym synem jest problem,bo trzeba po niego jeździć,albo ktoś
          go musi przywo
          > zić.

          jestesmy w bardzo podobnej sytuacji. Moj chlop przeprowadzil sie
          400km do mnie, tu mieszka. Ale do corki jezdzi przynajmniej raz w
          tygodniu, ona bywa u nas co najmniej 2 razy w miesiacu. po prostu
          chlop jedzie po nia w piatek po polidniu, a w niedziele po poludniu
          ja odwozi. teraz czasami przyjezdza sama pociagiem, albo wysylamy ja
          samolotem (ma juz 15 lat). Generalnie chlop widzi sie z nia
          przynajmniej raz w kazdym tygodniu. bariera jest jedynie to, ze
          czasami mloda woli sie spotkac z kolezankami niz z tata. Ale chlop
          potrafi pognac w weekend te 400km, zeby pomoc Malej przygotowac sie
          klasowki z matematyki.

          Dodam, ze mamy wspolne dziecko i jakos jedno w drugim nie
          przeszkadza.
          • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 14.10.09, 09:13
            "bariera jest jedynie to, ze czasami mloda woli sie spotkac z kolezankami niz z tata."

            Barierą może być i 100km. Czasem to zwyczajnie kwestia forsy-sad.
            Chociaż oczywiście w takim wypadku ani Ty, ani ja nie wyprowadziłybyśmy się z miasta zamieszkania dzieci.

            Zaskakuje mnie, jak bezrefleksyjnie kobiety będące matkami, mogą usprawiedliwić widywanie potomstwa przez ojca raz na kwartał. Facet, który wyprowadza się 400 km od własnych dzieci (chyba, że są już prawie dorosłe), wiedząc jak wpłynie to na częstotliwość spotkań (ze względów finansowych, czy organizacyjnych) to dla mnie kosmita. Nie zdecydowałabym się na dziecko z kosmitą. Ciekawe jakie opinie wyraziłyby forumki na temat matki, która powierza dzieci ojcu i z miłości wybywa na drugi koniec kraju, zakładając spotkania 3-4 razy w roku?

            Do autorki wątku:
            Stwórz własną definicję "ojca". Porównaj z wybranym egzemplarzem. Zrobisz to dziecku (in spe)?
            • niedobra37 Re: chcę mieć dziecko 14.10.09, 18:57
              Jeśli chodzi o bezrefleksyjność i usprawiedliwianie to nie wiem o co ci chodzi talent. Moim celem było ogólne przedstawienie sytuacji i niektórych faktów. Na refleksje to chyba jest za późno. Nie bierzesz też pod uwagę innych czynników,które mogą uniemożliwiać ciągłe wyjazdy, np. praca. /np. na zmiany?w soboty? niedziele?/. Poza tym chcąc oceniać kwestie rodzicielstwa w twoich kategoriach,trzeba by się w ogóle zastanowić nad rodzicami,którzy decydują się w ogóle opuszczać swoje rodziny i zakładać nowe. Trzeba może na siłe tkwić w chorych związkach,bo są dzieci.Albo zastanówmy się nad kobietami,które rozbijają rodziny, bo nie wierzę,że wszystkie macochy wzięły sobie już wolnych rozwodników.To po co to forum?
              Tak więc nie w tym rzecz talent.
              • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 21:21
                Chodzi mi o to, że zgodnie z MOJĄ definicją ojca, mężczyzna, który opuścił swoje dzieci (i nie ma to NIC wspólnego z rozstaniem z matką tychże dzieci) nie nadaje się na rodzica.
                Zastanawiasz się jak przekonać swojego partnera do podjęcia roli społecznej, w której IMO już się nie sprawdził. Może być zadowalającym Cię partnerem, niezrównanym kochankiem, ale to nie powód, żeby skłaniać Go do ojcostwa. Chyba, że zgodnie z Twoją definicją ojca, facet zasługuje na tytuł tatusia roku. W tej sytuacji w dyskusji nad powiększeniem rodziny możesz powołać się na Jego doskonałe rezultaty w opiece i wychowaniu dotychczasowego potomstwa.
                • koni42 Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 22:00
                  A oto ukłąd z mojego otoczenia: Ona i on. On ma dwoje dorosłych
                  dzieci. Ona dwójkę swoich i razem maja jeszcze jedno. Spotkali się 9
                  lat temu, kiedy przedział wiekowy dzieci był od 4 do 13. Jakoś
                  dziwne, ale ten związek jest udany i dzieci też żyja w komitywie. On
                  mieszka 700km od swoich dzieci, ale to nie przeszkadza jego synowi
                  przyjechać do ojca i u niego mieszkać, bo studiuje w jego mieście.
                  Ona była wdową jak jego poznała i dodatkowo pobrali się ostatnio a
                  on usynowił dzieci swojej żony. Uffffff...skomplikowane i dla
                  niektórych beeeee
                  • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 22:19
                    Skomplikowane to jest dla Ciebie.
                    Moje dziecko i małe dzieci Exa i Next tez zyją w komitywie. jakos dziwnie mogę
                    to zrozumiec.

                    Natomiast nie mogę zrozumiec, że sześciolatek widuje ojca trzy, cztery razy do
                    roku i to jest OK.
                    MOja koleżanka jeździla niedawno po 600 km w jedną stronę co drugi weekend, zeby
                    się doksztalcac. Mozna? można. Ale po to, zeby sie zobaczyc z dzieckiem, ten pan
                    nie moze. Inwalida?
                    Mam wredne podejrzenie, ze Niedobra źle reaguje na jego wyjazdy do dzieci, a on
                    obawia się, że mając male dziecko już w ogóle go nie pusci. I nie mowcie mi, ze
                    nie moze "nie puścic" - są takie, co mogą.
                    • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 17.10.09, 09:54
                      "Mozna? można. Ale po to, zeby sie zobaczyc z dzieckiem, ten pan nie moze."

                      Ja rozumiem, że czasem organizacyjnie, lub finansowo NIE MOŻNA. Ale wtedy RODZIC
                      nie zmienia miejsca zamieszkania na tak odległe. Bo ja tak jak Nanga uważam, że
                      do czasu ich usamodzielnienia się wobec dzieci ma się PSI OBOWIĄZEK. A wobec
                      partnerów wybór. I widywanie dziecka raz na kwartał to nie zachowanie równowagi
                      między różnymi rolami społecznymi, których się podjęliśmy, ale zwykłe świństwo!
                    • rybkka24 Re: chcę mieć dziecko 17.10.09, 15:24
                      Facet ktory "pozwala"na to aby partnerka nie puscila go do wlasnego dziecka to
                      za przeproszeniem "cipa" i jakas niedojda zyciowa a ja np.z kims takim nie
                      chcialabym miec dzieci..

                      kwestia sporna to taka jak czesty i intensywny kontakt powinno miec dziecko z
                      rodzicem zeby "uznac" ze rodzic dobrze wypelnia sie z rodzicielskich obowiazkow.

                      Bo w sytuacjach gdy np.facet przez 5 dni w tyg.pracuje po 10 h zeby miec
                      pieniadze na utrzymanie siebie, dzieci z poprzedniego zwiazku i zapowiadajaca
                      sie nowa rodzine i jeszcze mialby dymac 600 km co weekend na spotkania z dziecmi
                      w przypadku gdyby to mamusia sie wyniosla dla "nowego pana" to jakies
                      nieporozumienie...

                      w tym wypadku niech facet nie zawiazuje nowego zwiazku..
            • jowita771 Re: chcę mieć dziecko 21.10.09, 13:32
              > Zaskakuje mnie, jak bezrefleksyjnie kobiety będące matkami, mogą usprawiedliwić
              > widywanie potomstwa przez ojca raz na kwartał.

              Uuu, to mój chyba już w ogóle odpada, bo widuje dziecko jeszcze rzadziej. Z tym,
              że on się nie wyprowadził, tylko eksia wywiozła dziecko na inny kontynent, bo
              "serce nie sługa". Ciekawe, co miał mój mąż zrobić, przeprowadzić się za nimi?
    • swieta_1 Re: chcę mieć dziecko 12.10.09, 22:34
      Tak moim zdaniem, odpowiedz sobie dlaczego AŻ tak bardzo Ci na tym zależy
      chcesz potwierdzenia waszej miłości
      dziecko ma być dowodem że będzie z Tobą już zawsze
      nie zostawi Ciebie i Waszego życia
      chcesz mieć takie małe cudo bo... tak i już
      Twój M ma już dwoje dzieci i trzecie na przylepkę - trójka dzieci do wychowania to jest naprawdę duże zobowiąznie, nawet jeśli 2 "tylko" dojeżdża. Tej trójce trzeba pokazać co dobre, złe, że mimo iż rodzice nie są razem -potrafią się porozumieć i działać dla dobra dzieci. Wychowanie i wykształcenie całej trójki to sporo. Może w takim kierunku myśli Twój M. Może myśli o kosztach wakacji, dodatkowych zajęciach etc. A może On już chce mieć "święty spokój", spokojne noce, wyjście wieczorem z ukochaną do kina (bez myślenia- o matko a może Cudo za mną płacze), wyjazd na wakacje z dzieciakami, które już rozumieją co wolno.
      Ja nie chciałam dziecko mimo że miałam 36, tak przyznaję z czystego egoizmu, bez wstawania po nocach, zupkach, alergiach i tych wszystkich "atrakcjach".A po za tym uznałam że... za stara już jestem, ż e to dziecko speniłoby moją zachciankę, tylko czy ja spełniałabym Cuda?
      A mój Młody był moim wymarzonym i wyczekanym dzieckiem, zresztą Mała, mojego M też ( chociaż teraz spełnia tylko rolę bankomatu). Ale ja pewnie jakaś inna jestem.
      Jak bardzo Ci zależy i umiesz przedstawić swoje racje (ja przedstawiłam na nie), to walcz, rozmawiaj, tlumacz, może zrozumie i też ... będzie chciał.
      Pozdrawiam
      • koni42 Re: chcę mieć dziecko 13.10.09, 08:15
        Ja tylko dodam, że mi w "trudnych" chwilach przychodziło na myśl
        jedno zdanie: Dlaczego z byłą zdecydował się na dziecko a nie ze
        mną? Dlaczego chciał po jakimś czasie drugiego, skoro było im
        niefajnie a ze mną nie chce?!!!!! To mnie też zżerało...Było mi
        strasznie smutno...Wydawało mi się, że ze mna to jest taki związek
        na wszystkich innych frontach tylko nie "dzieciowym". Że to tak na
        chwilę, że fajnie jest pojechać na wakacje, pójść do kanajpy i
        zawsze mieć kogoś pod kołdrą...może i przesadzałam, ale było mi
        smutno...
        • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 13.10.09, 09:09
          Koni, wiem o czym mówisz i to dość dokładnie. Przed ślubem M nie
          chciał więcej dzieci. Dobijało mnie to do tego stopnia, że byłam w
          totalnym rozstroju nerwowym, potrafiłam ryczeć z byle powodu.
          Odchodziłam, on mnie zatrzymywał, prosił o czas, ja się głupia
          nabierałam i w końcu zgotowaliśmy sobie dwa lata piekła. A myśl -
          dlaczego z nią mógł się zdecydować na dwoje, skoro jak mnie
          przekonuje jest dla niego tak nieistotna, a mnie ponoć kocha i nie
          chce - ta myśl pozbawiała mnie chęci do życia. Zważywszy na fakt, że
          dziecko wciąż się nie pojawiło, choć już teraz M bardzo tego pragnie
          (tak mi przynajmniej mówi, nawet z wieczornego piwka zrezygnował z
          nadzieją, że to pomoże wink), to te dwa lata pozostawiły na nas ślad.
          Przez to ja mam problemy z kontaktem z jego dziećmi, bo kiedy M
          chciał mieć mnie tylko dla siebie i nie zastanawiał się, że bycie
          matką jest dla kobiety bardzo ważne, to ja stwierdziłam, że nie
          muszę w nim widzieć ojca. I to nie tylko moich dzieci.
          Po czasie mogę powiedzieć, że kiedy ludzie stają przed taką ścianą,
          jaką są odmienne pragnienia, dobrze jest się wybrać do jakiegoś
          terapeuty, który ukierunkuje rozmowę, wprowadzi ją na właściwe tory.
          Inaczej jest w tym zbyt dużo emocji i przekonania, że ta druga
          strona przecież powinna zrozumieć.
          • niedobra37 Re: chcę mieć dziecko 13.10.09, 12:20
            Czuję się właśnie tak,jak wy napisałyście koni i edwina.
            Właśnie dlaczego z byłą zdecydował się na dwoje dzieci,a ze mną nie chce jednego.
            Poza tym podejście M do tego tematu spowodowało,że pogorszyło się moje podejście do jego młodszego syna.On za nim przepada,jest taki tatuś i wszystko dla małego i w ogóle.Zderzenie tych dwóch obrazków /on nie chce ze mną mieć dziecka/ i /kochający tatuś małego syneczka/ powoduje u mnie frustracje i wielki smutek.
            Ja też chciałabym mieć takie małe fajne kochane.
            • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 13.10.09, 14:23
              Wiem o czym piszesz, bo do pasji doprowadzał mnie widok dobrego, kochającego tatusia, który tym bardziej powodował u mnie potrzebę zostania matką, a później słowa "ja już mam dzieci". Wybrakowana się czułam i myślałam, że ten facet to jest ze mną z wygody. trochę jak napisała Koni, że do towarzystwa dobra, do knajpy i do łóżka super, a w innych sprawach niepotrzebna.
              To wytworzyło między nami tak wielką barierę, tak skrajne emocje, że cudem mogę nazwać fakt, że nadal jesteśmy razem i co więcej, jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Ale mój M w pewnym sensie płaci za to do tej pory. I ode mnie wiele usłyszał i sam sobie w pewnej chwili zaczął dużo wyrzucać. Ale mleko się rozlało.
              Może twój M też do tego dorośnie smile
              • koni42 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 11:29
                No i znowu się dopisuję smile Trochę na temat i nie...
                Moja mama była z ojcem na dobre i złe...raczej to złe było częściej,
                ale nie w tym rzecz. Otóż moja mama uważa, czuje, sądzi, że
                skoro "poświęciła" mi swoje zycie, to teraz mam jej się odpłacać.
                Generalnie po pierwsze był dramat przy 1 wyprowadzce z domu (x lat
                temu), kiedy miałam "tylko" 20 lat. Były łzy, cierpienie, szantaż.
                Doszło nawet do tego, że wymyśliła sobie kolejną chorobę aby na
                kilka ładnych dni położyć się do łóżka i wzbudzać litość. Moja mama
                nigdy nie zaakceptowała faktu, że stałam się kobietą, matką,
                rozwódką etc. Jestem jej "zabawką": kotkiem, pieskiem, spełniona
                potrzeba emocjonalną, zaspokojeniem niedosytu uczuciowego w związku,
                jaki miała z tatą. Smutne, ale prawdziwe. A ja? Dziecko z
                tzw. "normalnej" rodziny, które powinno być wybitnie szczęśliwe, bo
                przeciez wg teoretyków szczęścia miałam rodziców 24h/24h.
                Dziewczyny...nie chodzi o to, żeby rodzić był obecny. Chodzi o to
                JAK ta obecność będzie wyglądała. Może podczas tych "wizyt" dzieci
                mają tatę na 200%. Fajnego, opiekuńczego...Często nowe związki
                (patrz mój przypadek) mogą nauczyć dzieci (te własne i "dochodzące")
                czym może być uczucie. Że to nie puste słowa, że po wyzwiskach nikt
                przewrotnie nie powie: "Jak ja kocham mamę, tylko ona czasem jest
                taka nerwowa..."Miłego dnia!
                • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 13:53
                  Koni, mi się wydaje, że ludzie często, zbyt często nie rozumieją tego, co próbowałaś przekazać. Moi rodzice się rozstali i choć nie było momentami różowo, to jestem w 100 proc. pewna, że znacznie gorzej byłoby, gdyby zostali ze sobą "bo tak wypada", lub "dla dzieci". Wychowanie dziecka trwa kilkanaście lat, życie człowieka i możliwość ułożenia tego życia to znacznie dłuższy czas. Kiedy dziecko wchodzi w wiek nastolatka coraz częściej zaczyna potrzebować rodzica "z doskoku". Musi mieć własne życie, ponieważ tylko dzięki temu dojrzeje. Jeśli rodzic, który poświęca się dla dobra dziecka zaczyna to zauważać, to traci grunt pod nogami, jego życie powoli przestaje mieć sens. Gdy to dziecko próbuje się uniezależnić, dochodzi do sytuacji, jakie opisałaś na własnym przykładzie.
                  Dziecko jest olbrzymią wartością, ale nie jest początkiem i końcem życia rodzica. I nie może być w ten sposób traktowane, tak jak rodzic nie może być postrzegany jako ten, który musi wszystko poświęcić dla dobra pociechy. Bo w konsekwencji skrzywdzi to dziecko i siebie.
                  Przykro mi, że miałaś takie doświadczenia. Domyślam się, że Twój układ z mamą jest nawet w tej chwili daleki od doskonałości. Mam nadzieję, że w którejś chwili uda się wam porozumieć, wejść na nieco inną niż matka-córka stopę zażyłości. Pozdrawiam smile
                  • jayin Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 20:36
                    "Z pozycji dziecka" - podpisuję pod wami obiema.

                    Czasem "rodzic na weekendy" jest dużo lepszym rodzicem, niż rodzic 24 h na dobę w domu. W "pełnych rodzinach" bywa czasem tak, że rodzice poświęcają dzieciom mniej czasu, niż po rozwodzie.
                      • glasscraft Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 21:29
                        Lepszy kwartalowy niz wogole... moj byly przyjaciel (byly bo mu
                        palma odwalila jak go 40 dopadla) ma 4 dzieciakow (przeuroczych). On
                        mieszka w hrabstwie Kent, pracuje w pln Walii (5 godzin jazdy) w
                        ciagu tygodnia. Byla zona mieszka w pld Walii (2 godziny z pln
                        Walii). Ok, Pan Bog raczy wiedziec, dlaczego byla zona wyniosla sie
                        do Walii (jej rodzina mieszka w w okolicach Oxfordu i Londynu) ale
                        sie wyniosla bo tak chciala. Moj znajomy widzi dzieci przez Skype's
                        i tyle bo weekendy spedzia w Kencie z panienienka lat 20, czyli o
                        polowe jego lat mlodsza... ciezko pracujac smile) z tego, co mi
                        opowiadal... Jak by sie go zapytac, to jest dobrym ojcem, bo ciezko
                        pracuje i kase wysyla. Dzieci gole nie chodza, a on czystym
                        sumieniem bzyka panienke, ktora podobno nie ma problemow z faktem
                        posiadania 4 dzieci przez niego zamiast spedzic 2 godziny w
                        samochodzie, zatrzymac sie w b&b na weekend i spedzic dwa dni z
                        dzieciakami... Ok, dzieci na pewno gole nie chodza, bo on sie tarza
                        w kasie,tyle ze taty nie widza i pewnie nie zobacza, chyba ze panna
                        go pusci i sie za samotnego ostanie... wiec moze lepiej 4 razy w
                        roku niz wogole...
                      • jayin Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 21:51
                        Ja wychodzę raczej z założenia, że najlepszy rodzic to taki, który jest świetnym ojcem/matką i jednocześnie mieszka z dzieckiem - ALE jeśli nie mieszka z dzieckiem, to wtedy kontakt z dzieckiem nalezy mierzyć bardziej jakością niż ilością. Wizyt, kontaktów, wyjazdów, przyjazdów.

                        Są różni rodzice i różne dzieci. Nie ma jednej slusznej teorii pt.: "Dobry rodzic nie mieszkający z dzieckiem to taki, który poświęca mu X% swojego czasu, spotykając się z nim X razy w miesiącu".

                        Jedno dziecko będzie miało świetny kontakt z ojcem widywanym cztery razy w roku, a poza tym od czasu do czasu przez telefon z nim rozmawiając, a inne - będzie miało kiepski kontakt z ojcem widywanym pięć razy w tygodniu. Zależy od dziecka, zależy od ojca, zależy od tego jak wspólnie spędzają czas (i czy "wspólnie", czy "obok").

                        Tak więc... Kwartałowy tatuś może równie dobrze być wymarzony tatą dla dziecka, jak i koszmarnym rodzicem smile Niektóre dzieci zamiast kwartałowego chciałyby takiego co pięć razy w tygodniu i jeszcze 2 miesiące wakacji. A są dzieci, który wystarczałoby tatusia widzieć parę razy w roku - i przy tym uważać go za najfajniejszego tatę na swiecie.

                        Nie ma co osądzać. Trzeba by było spytać się dzieci, czy im odpowiada ta częstotliwość wizyt ojca. My sobie możemy tutaj teoretyzować do śmierci na ten temat.
                        • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:01
                          Zupelnie pomijasz kwestie, że rodzic, majac pelnie praw, ma też obowiązki. Jeśli
                          ten, kto mieszka z dziecmi, wyjeżdża - OK, sam sie pozbawia pomocy w wychowaniu.
                          Tu jednak mamy sytuacje, ze caly cięzar spada na matke tych dzieci, cała
                          odpowiedzialnosc.
                          Skoro tak, to powinien wziac na siebie przynajmnie calosc utrzymania dzieci wink
                          • jayin Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:11
                            Pewnie powinien, nie mówię, że nie. To już ustalenia między nim, a matką dzieci.

                            Co do wychowywania - to rownie dobrze można powiedzieć, że rodzic pracujący po kilkanaście godzin dziennie (jak ja smile - też nie wychowuje swojego dziecka. Bo kiedy? Na dobrą sprawę, chociaż mieszkamy razem wszyscy - dzieckiem "wychowawczo" naprawdę można się zająć w weekendy (czasem), i po pracy wieczorem - ale co to za wychowywanie, nie? Kąpiel, zabawa, kolacja i spać. Jak to wychowywać?

                            Szczerze mówiąc, czasem sama wolałabym mieć raz na tydzień czy dwa CAŁY WOLNY WEEKEND dla dziecka, niż te wyrwane godziny z dnia codziennego...

                            I w takiej sytuacji jest wiele rodzin "pełnych". Niby wspólne mieszkanie 24 h na dobę, ale realnie czasu na wychowywanie malutko. Czasem ci weekendowi rodzice mają wiecej czasu dla dziecka, niż my, niestety.

                            A co do przypadku z wątku - niezmiennie uważam, że trzeba by się dzieciaków podpytać w tej sytuacji. Czy chcą częściej ojca widzieć. Bo jesli on ma mieć tylko odbębniony swój obowiązek ojcowski, odhaczając na karteczce ilość wizyt i godzin, to po co dzieciom taki ojciec "z obowiązku" li i jedynie. Skoro facet nie pali się do wizytowania dzieci częściej, znaczy sie: on nie potrzebuje tych wizyt.

                            Faceci mają niestety dość wybiórcze podejście do dzieci. Niektóre dzieci bywają dla nich "lepsiejsze" - nawet w pełnej rodzinie. Z niektórymi lubią spędzać czas, z niektórymi nie - i wolą je wysłać z mamą gdzieś na spacer/do kina, albo do babci.
                            • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:52
                              Mądra, ale nie we wszystkim ma racje.
                              Ja od wielu lat jestem sama z dzieckiem - ale ex w kazdej trudnej chwili jest z
                              nami. Przez 10 lat tych trudnych chwil bylo kilka - choroba i śmierc mego ojca,
                              a potem naszego psa, choroba corki - wlasciwie tyle. Wiec raczej nie mozna
                              mówic o naduzywaniu. Za to nie wyobrazam sobie samotnego ciagniecia
                              macierzyństwa bez tej pewnosci, ze w razie czego -
                              I jeśli jedno z rodziców pracuje od świtu do nocy, ta pewnośc tez jest, prawda?
                              I pewnośc, ze jesli pojawi sie problem, będzie z kim go omowic, a nawet wspólnie
                              podjac decyzję. Że nie będzie się samej czy samemu, bez wsparcia osoby, ktora
                              jest równie bliska dziecku jak ja. Nie jest niezbedne przebywanie razem - ale
                              pewnośc gotowosci w razie czego - tak. Zastrzegam, ze mam na mysli naprawdę
                              wazne sytuacje.

                              Co do "lepsiejszych" dzieci facetow - nie wiem, może niektorzy tak mają. Ani mój
                              ojciec, ani brat, ani byly maz tak nie mają/nie mieli.
                              • jayin Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:59
                                nie pretenduję bynajmniej do posiadania racji jakiejkolwiek. to tylko moje zdanie, na podstawie tego co znam i co mam.

                                co do poczucia "gotowości do współzałatwiania problemów" - jak najbardziej. ale to nie zależy od tego, czy się mieszka razem, czy nie. to już zalezy od tego jakim człowiekiem jest ten nasz Ex. czasem porządny Ex bardziej pomoże w krytycznej chwili, niż Obecny. Bo tenże na przykład będzie siedział w Ważnej Pracy. (pomijam pytanie pt."To po cholerę taki Obecny w domu?" smile
                              • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:09
                                Samotne rodzicielstwo jest bez wątpienia trudne, mimo to moim
                                skromnym zdaniem pewne tematy, które zaznczyłaś powinny byc raczej
                                domeną partnera niż ex. Skoro rozstałaś się z ojcem swego dziecka,
                                to nie będzie on dla ciebie tym samym partnerem, co wcześniej. Jego
                                ojcostwo również się zmieni. Jakoś twój post nasunął mi na myśl
                                sytuację trzymania drugiej osoby mimo wszystko i na wszelki wypadek.
                                Twój ex jest już tylko rodzicem twojego dziecka. Możem pomóc temu
                                dziecku, ale wasze układy już nie będą tak zazębiające się jak
                                wcześniej.
                                Poza tym nie zawsze trzeba być przy dziecku fizycznie, by być przy
                                nim faktycznie. I może czasami wieczór przegadany na skypie będzie
                                znacznie bardziej łączący niż wspólny obiad. Do końca życia nie
                                zapomnę, jak matka pomagała mi się przygotować do egzaminu z
                                historii sztuki przez... telefon. Czy naprawdę zrobiłaby to lepiej,
                                gdyby siedziała obok mnie?
                                • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:26
                                  Chyba musze wyjasnic: mój ojciec byl dziadkiem dziecka exa, a "nasz pies" - psem
                                  dziecka exa.

                                  Ton pouczajacy w kwestii kim dla mnie bedzie ex, a kim nie, w sytuacji, kiedy
                                  jestesmy akurat naprawde nieźle funkcjonujacą parą exow z dziesiecioletnim
                                  stazem, jest dosc zabawny.
                                  • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:30
                                    Wy możecie być czymkolwiek i komkolwiek chcecie. Bóg i Allah z wami.
                                    Ale nie każdy musi i nie każdy chce. Nie przykłada się własnej miary
                                    do wszystkich, bo nie wszyscy to my. Czy widzisz teraz sama jakim
                                    absurdem jest ocenianie jedynie na własnym przykładzie?
                              • koni42 Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 09:16
                                A (jeżeli to nie tajemnica), jesteś teraz z kimś związana?
                                Pytam, bo mój mąż też jakiś czas temu (jeszcze się nie znaliśmy) był
                                wzywany do psa, kota, szafy, zlewu etc. Wszystko skończyło się z
                                poznaniem p.M i to skończyło się z dnia na dzień.
                                Osobiście...nie wiem, czemu ma służyć taka "pomoc". Po rozstaniu,
                                czy rozwodzie wiąże dziecko/dzieci (jeżeli są) a nie dodatkowe
                                sprawy. Co do tego jestem zgodna z moim byłym i nigdy go o nic nie
                                poprosiłam, mimo iz było mi cięzko za czasów kiedy byłam jeszcze
                                sama. Wiesz...są też pary, które odwiedzają w święta ex teściów,
                                daja sobie prezenty. Sa wspólne imieniny etc. Tylko po co sie
                                rostawać w takim razie? Nie lepiej odeparować łóżka i stworzyć
                                oddzielne półki w lodówce????
                                • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 15:32
                                  To ja pisalam o kocie, zlewie, szafie?
                                  Chociaz kota pomagal pogrzebac, owszem. Był obok swojej corki, ktora z tym kotem
                                  przez 5 lat sypiala.
                                  Podobnie jak był przy niej (swojej corce) na pogrzebie jej (swojej
                                  córki)dziadka. Dla niej (jego corki) bylo to bardzo ważne i dobre.
                                  Na pogrzeb jej dziadka chcial tez przyjśc Next. Poprosilam, zeby tego nie
                                  robila, ze wzgledu na radiomaryjna częsc mojej rodziny. Byłby skandal i głupie
                                  gadanie. Ale jestem jej wdzieczna. Podobnie jak moja mama, ktora zna ją, jej
                                  dzieci, czasem nawet je leczy (w przeciwieństwie do rodzonej babci, tez
                                  pediatry, na która liczyc nie mozna).
                                  Acha. Niedawno Next podrzucila nam mlodsze dziecko, bo nie miala co z nim
                                  zrobic, a sprawa była pilna. Ja jakis czas temu popilnowalam jej dzieci, bo
                                  chcieli gdzieś wyjsc, a moja corka miala umowiona ważną imprezę i nie mogla im
                                  pomóc. I nie uwazam trego ani za wyczyn, ani za poświecenie.

                                  Trudno pojac?
                                  Że ludzie nie chca sobie nawzajem dokopac, tylko sie wspierają?
                                  A wiesz, ze to niewiele kosztuje, a naprawde wiele daje?
                            • blondgirl Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 09:13
                              Zgadzam się w pełni.

                              U nas na ten przykład, na pierwszy rzut oka - Supertato. Dziecko co tydzień na
                              weekend u niego od pt do nd wieczorem. Ale jest jeszcze drugie dno. Bo z tego
                              całego weekendu to spędzają ze sobą może z godzinę - przy posiłkach. ZERO
                              wspólnych zajęć, wspólnego spędzania czasu. Tacie wystarczy, że dziecko
                              przyjeżdża, że widzi je choć w "przelocie". No i o jakiej jakości tych spotkań
                              mówimy? Mimo, że ilościowo jest super.

                              W tygodniu kontakt telefoniczny? Żaden.
                              Syn dzwoni tylko wtedy, gdy chce, żeby ojciec po niego przyjechał w pt.
                              Dlaczego ojciec nie stara się, nie dzwoni, spytacie. Jak dzwoni to albo telefon
                              wyłączony, albo nikt nie odbiera i nie oddzwania. No chyba, że zbliżają się
                              święta/urodziny/dzień dziecka, kiedy można liczyć na prezent.

                              No i co o tym sądzicie?
                              Ja mam już dość tłumaczenia tatusiowi, że nie tędy droga. Bo na koniec i tak
                              słyszę, że mieszam się w nie swoje sprawy.
                    • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 21:55
                      jayin napisała:


                      > w domu. W "pełnych rodzinach" bywa czasem tak, że rodzice poświęcają dzieciom
                      > mniej czasu, niż po rozwodzie.

                      I tu bardzo ważną rzecz napisalaś.
                      I moj wlasny ex, i moi rozwiedzeni znajomi po odejściu zdecydowanie wiecej
                      czasu, troski, myśli, moze i uczuc poswiecali dzieciom niz kiedy mieszkali razem
                      z nimi.
                      Jeśli sie dziecko naprawde kocha i naprawdę na nim zalezy, jakoś tak się robi.
                      Moze wynika to po prostu z tego, ze nie ma zwyklego, nieintencjonalnego kontaktu
                      wynikajacego po prostu ze wspolnego mieszkania. Moze zona nie stoi na
                      przeszkodzie. Myslę, ze i jedno, i drugie, ale jeszcze poczucie winy, lek przed
                      utratą milosci, zerwaniem więzi, i zwyczajna tęsknota - ta ostatnia chyba przede
                      wszystkim.
                      • jayin Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:13
                        Masz rację.

                        Mając weekend wolny, mieszkając z dziećmi - zwykle robi się różne rzeczy i odpoczywa po pracy, a dzieci "gdzieś tam po domu się plączą" - więc jednym okiem można na nie zerkać i już czuć się "o! spędziłem weekend z dziećmi!".

                        jak się z nimi nie mieszka na co dzień - to te "dzieciowe" weekendy są bardziej intensywne i "skondensowane", jeśli chodzi o emocje, zajecia z dziećmi i poświęcaną dzieciom uwagę...
                • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 13:54
                  "Jestem jej "zabawką": kotkiem, pieskiem, spełniona potrzeba emocjonalną, zaspokojeniem niedosytu uczuciowego w związku, jaki miała z tatą".

                  I tak postrzegam potrzebę Niedobrej. Usankcjonowanie pozycji w stadzie, poprzez rozmnożenie się. Zaspokojenie własnej potrzeby przynależności, w związku z niepewnością dotyczącą własnego miejsca w życiu partnera. Tego się nie leczy wspólnym dzieckiem. To się wypracowuje pogłębiając więź, rozwijając wspólną hierarchię wartości, itp, itd. Dopiero potem jest miejsce na wspólnie wychowywane potomstwo.

                  "nie chodzi o to, żeby rodzić był obecny. Chodzi o to JAK ta obecność będzie wyglądała. Może podczas tych "wizyt" dzieci mają tatę na 200%"

                  Świętego Mikołaja też mają na 200%. Ale nikt nie udaje, że Mu Święty Mikołaj dzieci wychowuje. Jak sobie wyobrażasz WYCHOWYWANIE małego dziecka cztery razy do roku? Tatuś siada i opowiada co jest dobre, a co złe świecąc własnym kilkudniowym przykładem? Czy pozwala posmakować porażki i radości z przezwyciężenia trudności, ucząc jeździć na rowerze za pośrednictwem Skyp'a?

                  Rodzic ma psi obowiązek wychowywać swoje dziecko. Nie hodować, nie spotykać się z Nim, nie utrzymywać kontaktu, ale WYCHOWYWAĆ. WYCHOWYWANIE dziecka to nie bycie mamą / tatą 4 x 250%, co w skali rocznej daje 1000% rodzica, to dawanie przykładu CODZIENNOŚCIĄ (nie mylić z CODZIENNIE). Ojciec, który kilka razy w tygodniu idzie po pracy pobiegać nie spędza tego czasu z dziećmi, ale zapewniam Cię, że to skuteczniejsza metoda wychowawcza, niż godzinna pogadanka z dzieckiem na temat korzyści płynących z uprawiania sportu.

                  Czy ojciec, który widuje małe dziecko CZTERY razy do roku ma możliwość wywiązania się ze swojego OBOWIĄZKU wychowywania dziecka?
                  I przestańmy tu rozprawiać o wychowywaniu dzieci w atmosferze wzajemnej wrogości rodziców. W pewnych warunkach dorośli ludzie powinni się rozstać. Ale to rozstanie dotyczy DOROSŁYCH ludzi, którzy wchodząc w kolejne związki, czy układając sobie życie powinni brać pod uwagę już istniejące zobowiązania.
                  • glasscraft Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 15:09
                    braktalentu napisała:

                    > Ale to rozstanie dotyczy DOROSŁYCH ludzi, którzy wchodząc w
                    kolejne związki, czy układając sobie życie powinni brać pod uwagę
                    już istniejące zobowiązania.

                    W idealnym swiecie, mamusia i tatus po rozstaniu mieszkaja domek
                    obok domku i wspolnie wychowuja potomstwo... w prawdziwym zyciu
                    uklada sie roznie - mamusia wynosi sie z potomstwem na druga strone
                    swiata, a tatusia nie stac na latanie raz na tydzien z Polski do
                    USA... wiec nawet jego chcenie wypelnienia "psiego obowiazku" ma sie
                    nijak do rzeczywistosci...
                    • chalsia Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 16:30
                      W idealnym swiecie, mamusia i tatus po rozstaniu mieszkaja domek
                      > obok domku i wspolnie wychowuja potomstwo... w prawdziwym zyciu
                      > uklada sie roznie - mamusia wynosi sie z potomstwem na druga
                      strone
                      > swiata, a tatusia nie stac na latanie raz na tydzien z Polski do
                      > USA... wiec nawet jego chcenie wypelnienia "psiego obowiazku" ma
                      sie
                      > nijak do rzeczywistosci...


                      czytać nie umiesz?
                      W tym watku to akurat ojciec się wyniósł 400 km dalej. I nie za
                      pracą czy lepszą kasą, ale dlatego, że jego partnerka tak chciała.
                      • glasscraft Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 20:25
                        A koncept zwany dobrymi manierami jest Ci znany?

                        Czytac umiem, i wiem ze to partner autorki watku sie przeprowadzil;
                        a gdybys Ty, zamiast zastanawiac sie komu dopiec, koncentrowala sie
                        w szkole na lekcjach geografii, to bys zauwazyla, ze moja odpowiedz
                        byla przykladem teoretycznej sytuacji - bo miedzy teoretyczna
                        mamusia w USA i teoretycznym tatusiem w Polsce jest troche wieksza
                        odleglosc niz 400km...

                        Moim znaniem lepszy ojciec kilka razy na rok, jezeli inaczej sie nie
                        da, niz ojciec, ktoremu temat dziecko wisi...
                        • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 21:16
                          "Moim znaniem lepszy ojciec kilka razy na rok, jezeli inaczej sie nie
                          da, niz ojciec, ktoremu temat dziecko wisi..."

                          Ojcu, który ze względu na nową partnerkę wyprowadza się na odległość
                          uniemożliwiającą czynny udział w wychowaniu dziecka (nie ważne czy to 10, czy 10
                          000 kilometrów) to dziecko wisi.
                          • glasscraft Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 21:38
                            Ojcu tak samo wolno sie przeprowadzic ze wzgledu na nowa partnerke,
                            jak wolno matce (z dzieckiem) ze wzgledu na nowego partnera.... tak
                            samo, jak matce wychowujacej dziecko z poprzedniego zwiazku wolno
                            miec dziecko z nowym partnerem oraz ojcu, z nowa partnerka. Kazda z
                            tych sytuacji zalezy od tego, jak sie zachowuja uczestnicy;
                            zakladanie, ze jedna ze stron jest zawsze be nie prowadzi do niczego
                            konstruktywnego...
                            • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:04
                              Znam matkę, która nie zdecydowala się na bardzo atrakcyjny wyjazd za druga
                              polkule tylko dlatego, ze dzieci nie mialyby kontaktu z ojcem. Pan Bog jej
                              wynagrodzil, bo na miejscu spotkala szczesliwą miłosc.

                              Czy ktos napisał, ze wywożąc dziecko matka (czy ojciec sprawujący opiekę) czyni
                              dobrze?
                              • glasscraft Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:09
                                nangaparbat3 napisała:

                                > Czy ktos napisał, ze wywożąc dziecko matka (czy ojciec sprawujący
                                opiekę) czyni dobrze?

                                Nikt nie napisal... a czy ktos napisal, ze czynia nie dobrze? W
                                jakich kategoriach oceniamy dobrosc albo niedobrosc?
                        • chalsia Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:19
                          > w szkole na lekcjach geografii, to bys zauwazyla, ze moja odpowiedz
                          > byla przykladem teoretycznej sytuacji -

                          to nie jest kólko dyskusyjne o wyższości świąt BN nad świetami WN.
                          Dyskusja jest o TYM KONKRETNYM przypadku.

                          > Moim znaniem lepszy ojciec kilka razy na rok, jezeli inaczej sie nie
                          > da, niz ojciec, ktoremu temat dziecko wisi...

                          no więc kwestia jest w tym, że SIĘ DA więcej niż kilka razy na rok przy
                          odległości 400 km - tylko trzeba chcieć (albo miec poczucie rodzicielskiego
                          obowiązku).
                    • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 20:04
                      ta sama partnerka obecnie CHCE mieć "coś małego do kochania", żeby udowodnić
                      sobie i światu, że Ją Pan traktuje co najmniej na równi z matkę dzieci z
                      pierwszego związku. I ta postawa Niedobrej sprawia, że IMO Ona naprawdę
                      zasługuje na dziecko z opisanym przez siebie facetem. Ale czy jakiekolwiek
                      dziecko zasługuje na takich rodziców?
                      • jayin Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:04
                        Wiesz, braktalentu, takie uczucie "dorównania" ma bardzo wiele osób. Niezależnie od poczucia własnej wartości. Po prostu coś nagle gdzieś "piknie" w serduchu człowieka i afera gotowa. A sytuacja bynajmniej nie sprzyja "wyrównaniu samoczynnemu".

                        Chęc posiadania "czegoś małego do kochania" jest zupełnie naturalna. Tym bardziej, że to "małe" miałoby być "wspólne". Takie zwizualizowanie "namacalne" tego, co się między ludźmi dzieje. Moze autorka wątku nie ma zbyt wielu "namacalnych" dowodów "wspólnoty" z owym panem. A może ma ich duzo, ale potrzebuje tego najważniejszego.

                        A być może wcale nie potrzebuje - tylko ma POCZUCIE POTRZEBY.

                        Ja tez takie miałam. Bo tak i koniec i już. I trwało, póki chłop był na "nie wiem... może jeszcze nie... może lepiej nie...". Jak mu się odwidziało negowanie i samemu mu się zachciało - potrzeba została zaspokojona bez rodzenia dzieci. Po prostu wystarczyło poczucie, że facet jest gotowy do dzielenia się ze mną nie tylko łóżkiem, kasą i słowami, ale też genami. Taka całościowa "obsługa domowa". Bez stref "zakazanych". Bez odmawiania czegokolwiek.

                        Dzieci, dziećmi - ale najgorsze jest dla kobiety w takiej sytuacji to chyba poczucie "mniejszego znaczenia". Można mieć gigantyczne poczucie własnej wartości, ale jak się słyszy: "Ja już mam dzieci, z tobą ich mieć nie chcę. Wystarczy nam tyle ile każde z nas ma" - to coś na głowę spada. Znikąd.

                        I pewnie równie podobnie działałby ten schemat np. na zasadzie: "Dałem komuś samochód, ale tobie nie dam, bo to nie czas i nie miejsce na to...", albo "Kupiłem koledze piwo, ale tobie nie kupię, bo nie kupię. Nie kupię i tyle.". Nie chodzi o powód, chodzi o odmowę. Tak sądzę.

                        Odmowę czegoś, co osoby teoretycznie mniej ważne "od nas" (w danym momencie życia) posiadają, dzięki "naszemu osobistemu facetowi/mężowi". A "my" tego nie możemy mieć i cieżko jest się do tego przyzwyczaić i podejść racjonalnie. Może po jakims czasie dopiero się to uda.
                      • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 22:14
                        Talent, strasznie kategoryczna jesteś. Za bardzo. Życie jest
                        znacznie bardziej różnorodne i skomplikowane niż to, co sobie tutaj
                        w czarno-białych barwach ustawiłaś.
                        Niedobra nie zasługuje na dziecko????? Kobito, pomyśl dwa razy nim
                        napiszesz. A jakby tak ktoś tobie powiedział? Nie zasługujesz, bo
                        np. twój partner nie spędza wystarczająco dużo czasu z dziećmi i np.
                        przyjął pracę w innym miejscu niż ktoś tam sobie wymyślił. Nie
                        oceniaj. - Ale czy jakiekolwiek
                        > dziecko zasługuje na takich rodziców?
                        Kobita kocha faceta. Facet kocha kobietę. Są dorośli, a jednym z
                        biologicznych punktów dojrzałego związku jest posiadanie potomstwa.
                        Nie widzę w tym niczego nienaturalnego. A tym bardziej nie wydaje mi
                        się, że na forum należy wartościować ludzi na tych, którzy dzieci
                        mieć mogą i tych, którzy na to nie zasługują. Talent, nie wylewaj
                        swojego żalu na innych, bo im zbędną przykrość robisz.
                        • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:10
                          "Kobita kocha faceta. Facet kocha kobietę. Są dorośli, a jednym z
                          > biologicznych punktów dojrzałego związku jest posiadanie potomstwa"

                          W dojrzałym związku dziecko nie jest formą upewniania się o uczuciach partnera. Jest wynikiem pewności. Dojrzała kobieta charakteryzuje się również świadomym dokonywaniem wyborów. Niedobra planuje mieć dziecko z powodów, które dla mnie świadczą o niedojrzałości tego związku i to z gościem, który swoje dzieci z pierwszego małżeństwa widuje cztery razy do roku. OK - nie moja morda, nie moje buraczki, ale uważam, że warto kobicie poza klepaniem po pleckach pokazać tę racjonalną stronę medalu, którą obecnie przysłaniają Jej własne emocje (nieważne czy potrafimy je zrozumieć, czy nie).

                          "nie wydaje mi się, że na forum należy wartościować ludzi na tych, którzy dzieci mieć mogą i tych, którzy na to nie zasługują."

                          Ale warto świadomie wybierać moment na posiadanie dzieci (bez względu na ilość przykładów przeszczęśliwych, nieplanowanych ludzi). Moment, w którym mamusia nie jest pewna uczuć taty, a tata nieszczególnie sprawdza się w roli rodzica chyba nie jest najlepszy.
                          A takimi rodzicami byliby w obecnej chwili Niedobra i Jej partner.

                          Wszystkie dzieci zasługują na narodziny w trwałych i szczęśliwych związkach (choć nie zawsze się to udaje). Dojrzali ludzie starają się, żeby ich dzieci przyszły na świat w takich właśnie warunkach, a więc starają się O DZIECI gdy czują się pewnie i nie potrzebują dowodów na swoje miejsce w życiu tej drugiej osoby. Dziecko może być świadectwem wzajemnej miłości, ale nie powinno być dowodem miłości dostarczanym przez jednego z partnerów. Czym różni się wymaganie takiego "dowodu miłości" od "dowodów miłości" na które nalegają napaleni nastolatkowie? Nastolatkowi tłucze się do łba, że rozbuchane hormony nie są najlepszym doradcą i przewodnikiem. Dorosłych to nie dotyczy?
                          Świadomość konsekwencji umożliwia słuszny wybór i ja nie zamierzam Niedobrej tej świadomości zacierać. Nawet jeśli to kategoryczne.

                          "Talent, nie wylewaj swojego żalu na innych, bo im zbędną przykrość robisz"

                          Żalu o co?

                          • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:23
                            Faktycznie, zamiast żal powinnam napisać "nie kategoryzuj". Nikt
                            nigdy nie będzie w idealnej sytuacji do posiadania dzieci. Nikt nie
                            może zapewnić, że jego/jej związek wytrzyma próbę czasu. Nikt nie
                            będzie wystarczająco mądry/dojrzały/przewidujący/wytrzymały itp. by
                            mieć pewność, że nie zawali. Zastanawianie się jest rzeczą ludzką,
                            ale im dłużej to robimy, tym mniej ruchów jesteśmy w stanie wykonać.
                            Czy ja również nie zasługuję na dziecko ponieważ mój mąż nie widuje
                            się ze swoimi dziećmi raz w tygodniu? Nie mogę zostać matką ponieważ
                            pokochałam mężczyznę, który mieszka kilkaset kilometrów od swoich
                            dzieci? Czy powinnam mu była powiedzieć, że jest dla mnie nikim,
                            ponieważ nie udało mu się tak ułożyć swojego życia, by wszyscy,
                            łącznie z nim byli szczęśliwi? Powtórzę się, życie jest bardziej
                            różnorodne i bardziej skomplikowane niż możemy to opisać.
                            • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:32
                              Edwina, Twoja sytuacja to Twoja sytuacja.
                              Oprocz podobieństw do sytuacji Niedobrej są i róznice. A Ty zdajesz się czytac
                              posty do Niedobrej tak jakby były skierowane do Ciebie.
                              No więc wlasnie zycie jest bardziej różnorodne.
                              • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:35
                                Nie czytam ich jakby były skierowane bezpośrednio do mnie. Jedynie
                                nie sądzę, by należało uświadomić niedobrą, że musi poświęcić swoje
                                marzenie, ponieważ jej partner zdecydował się wyprowadzić 400 km od
                                dzieci i nie widuje się z nimi na tyle często, na ile powinien.
                          • nsc23 Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 01:09
                            No coz, zgadzam sie z Ed-wina, ze mocno kategorycznie ocenilas autorke watku
                            Braktalentu. Ze strzepkow informacji i gdybania z innymi ocenilas ja i
                            wpakowalas do pudelka. Mam wrazenie, ze wiecej sobie dopowiedzialas i wyszlas z
                            pewnych zalozen niz wiesz z postow autorki. Niefajnie mi sie Twoje posty w tym
                            temacie czyta.
                            • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 08:41
                              Dopowiedziałam?
                              Spójrzmy na fakty:
                              Faktem, opisanym przez Niedobrą jest, że Pan widuje własne dzieci cztery razy w roku.
                              Faktem, opisanym przez Niedobrą jest, że Ona sama pragnie dziecka jako "dowodu miłości"
                              I nie ma tu znaczenia dlaczego tak się dzieje - to właśnie są "dopowiadania". Mnie interesuję to, że takie zachowania i potrzeby występują w związku Niedobrej. Niedobra nie prosi o analizę przyczyn stanu swojego związku i nie podaje faktów, które mogłyby to pomóc ustalić. Ona pyta jak przekonać do posiadania dziecka partnera, w sytuacji, w której dojrzały człowiek na dzieci nigdy by się nie zdecydował. Mnie, jako nieuwikłanej emocjonalnie łatwiej na podstawie przedstawionych przez Niedobrą faktów wyciągnąć RACJONALNE wnioski. I mój wniosek brzmi NIEDOBRA, nie namawiaj partnera na prokreację, bo to nie jest moment na dziecko. W obecnej chwili nie nadajecie się na rodziców. Jak śmiem oceniać kto się nadaje, a kto nie? To proste: WIĘKSZE szanse na stabilność w rodzinie mają dzieci, które przyszły na świat w dojrzałych związkach (bez względu na wiek partnerów). A mnie, bardziej interesują szansę dziecka, niż stan emocjonalny i biologiczny Niedobrej. Bo Niedobra ma jednakowoż większą możliwość wyboru i świadomość ich konsekwencji niż planowane przez Nią dziecko. Bez względu na mój poziom intelektualnego ogarnięcia sprawy i zrozumienia dla pewnych emocji, nie zamierzam brać udziału we wspieraniu prokreacji ludzi, których związek jeszcze PRZED zaplanowaniem potomstwa ma lewe fundamenty. Bo nikt nie jest w stanie zagwarantować, że powołujący nowe życie ludzie wytrzymają ze sobą do końca życia i wychowają swoje dzieci, ale warto wziąć pod uwagę jakie mają szansę. Nie gdybiąc i porównując do własnej ciotki Leokadii z Pobiedzisk, ale tak czarno - biało. Na podstawie FAKTÓW, bez prób ich uzasadniania, czy usprawiedliwiania.

                              NSC tu nie chodzi o wyjazd wakacyjny, zmianę koloru ścian, czy wspólne wzięcie kredytu. Tu chodzi o ŻYCIE. I w takich sprawach, to ja mam głęboko w dupie, czy to co pisze jest fajne, czy nie-smile.
                              • nsc23 Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 09:27
                                Faktem, opisanym przez Niedobrą jest, że Pan widuje własne dzieci cztery razy
                                w roku.


                                Nieprawda. Faktem opisanym przez Niedobra jest, ze Pan jezdzi do swoich dzieci
                                3-4 razy w roku. Dodatkowo starszy syn jezdzi co taty w kazde wakacje i swieta -
                                biorac pod uwage ilosc swiat w polskim kalendarzu, moga sie widywac raz na
                                miesiac, jak nie czesciej. Z postow Niedobrej mozna sie domyslac, ze mlodszy syn
                                jest kilka razy dowozony do niego.

                                Faktem, opisanym przez Niedobrą jest, że Ona sama pragnie dziecka jako
                                "dowodu miłości"


                                To nie jest fakt, to jest Twoja interpretacja. Faktem jest, ze Niedobra zaczyna
                                watpic, czy ich zwiazek ma sens, skoro ten Pan nie chce z nia miec dzieci.
                                Niektorzy ludzie wierza, ze laczymy sie w pary po to, zeby sie rozmnazac. Nie
                                jest to pozbawione sensu, niezaleznie od tego, co Ty o tym myslisz. Rowniez
                                zwatpilabym w sens zwiazku z kims, kto by mi powiedzial, ze sorry, ale ze mna to
                                on dzieci nie chce.

                                Ona pyta jak przekonać do posiadania dziecka partnera, w sytuacji, w której
                                dojrzały człowiek na dzieci nigdy by się nie z decydował.


                                To, ze TY bys sie na dziecko nie zdecydowala, nie znaczy, ze dojrzali ludzie by
                                tego nie zrobili.

                                W obecnej chwili nie nadajecie się na rodziców.

                                Naprawde dziwi mnie, ze masz w sobie na tyle duzo arogancji, zeby powiedziec kto
                                sie na rodzicow nadaje, a kto nie. Trzeba miec naprawde niezly tupet i
                                nieskazitelna sytuacje w swoim zyciu, zeby sobie moc pozwolic na taki komentarz.

                                WIĘKSZE szanse na stabilność w rodzinie mają dzieci, które przyszły na świat
                                w dojrzałych związkach (bez względu na wiek partnerów).


                                A Ty po trzech postach autoratywnie stwierdzasz, ze zwiazek Niedobrej jest
                                niedojrzaly?

                                Nie gdybiąc i porównując do własnej ciotki Leokadii z Pobiedzisk, ale tak
                                czarno - biało.


                                Problem polega na tym, ze swiat nie jest czarno-bialy.

                                NSC tu nie chodzi o wyjazd wakacyjny, zmianę koloru ścian, czy wspólne
                                wzięcie kredytu. Tu chodzi o ŻYCIE. I w takich sprawach, to ja mam głęboko w
                                dupie, czy to co pisze jest fajne, czy nie-smile.


                                A szkoda, bo taka postawa mozesz zranic co delikatniejsze osoby, a inne z koleji
                                zniechecic do pisania na forum - mi osobiscie byloby bardzo przykro, gdybys mnie
                                tak ocenila, jak zrobilas to z Niedobra.

                                I ciekawa jestem, na ile to ocenianie w teorii przeklada sie na praktyke - czy
                                do swoich instyktow macierzynskich podchodzilas tez tak racjonalnie i
                                pragmatycznie.
                                • koni42 Doleję oliwy do ognia 20.10.09, 10:17
                                  Jestem po rozwodzie i wyprowadziłam się z dzieckiem z Polski.
                                  Córka jeździ do ojca/jego rodziny co ok.1,5 miesiąca na ok.1-2
                                  wakacji + cały lipiec. Dodatkowo ma kontakt na skype.
                                  W te święta będzie od początku do końca (czyli od 20.12 do 03.01)w
                                  Polsce. W tym czasie przez pierwszy tydzień wakacji u nas będzie
                                  córka M.
                                  W styczniu urodzi się nam córka...wspólna.
                                  I teraz:
                                  O moim ex nie mogłam wiedzieć wcześniej, czy nadaje się na ojca czy
                                  nie. Wyszło niejako "w praniu" w końcówce ciąży, kiedy to tatuś nie
                                  wytrzymywał napięcia (podobno wstawałam w nocy za często na siku i
                                  ON nie mógł się wyspać do pracy)i chciał się rzucac przez okno. A
                                  może tylko mnie straszył uncertain Z moim ex ,pseudo tatusiem wytrzymałam
                                  5 lat...jednak. Rozwiodłam się i poznałam kogoś, do którego
                                  wyjechałam z dzieckiem. I nagle sie okazało, ze tatuś potrafi być
                                  tatusiem i w tej roli sprawdza się lepiej oddalony 1500 km od
                                  dziecka. Nie zawala terminów szkolnych, nie mówi dziecku żeby było
                                  cicho, bo tatuś ogląda TV, i wiele gorszych, bardziej drastycznych
                                  rzeczy o których nie chcę pisać, bo nie chcę sobie o nich nawet
                                  przypominać. Takowy tauś nie zwala dziecka na głowę babci...No cóż
                                  na zmianę pieluchy jest juz może za późno (pan tatuś wołał mnie do
                                  siebie, do łazienki, kiedy była - że się tak wyrażę- kupa, bo mu za
                                  bardzo śmierdziała), ale przynajmniej jest ojcem w 200% w niepełnym
                                  wymiarze czasu.


                                  Ludzkie losy, sytuacje są mega skomplikowane. Proszę, nie oceniajmy
                                  się tutaj nawzajem. Autorka postu chciała rady a dostałą wciery.
                        • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 19.10.09, 23:29
                          Nie wiem, co w postach Niedobrej dowodzic by mialo, ze kocha ona meza. Że chce
                          byc pewna jego miłosci i to jej do szczescia potrzebne, oczywiscie tak. Ale to
                          nie jest to samo, przynajmniej jesli rozpatrujemy miłosc ludzi podobno dojrzałych.
                          I w tym kontekscie uwagi Brakutalentu wydają mi sie jak najbardziej uzasadnione.
                          • konstancja16 Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 00:32
                            nangaparbat3 napisała:

                            > Nie wiem, co w postach Niedobrej dowodzic by mialo, ze kocha ona
                            meza.

                            a od kiedy to na forum trzeba udowadniac, ze sie kocha? swiadkowie
                            wystarcza czy musi byc akt notarialny albo z poswiadczonymi
                            podpisami?

                            Nanga - w moim odczuciu - jest lekko nawiedzona, podobnie jak Kicia
                            tylko troche inaczej. Braktalentu za to z reguly cenie za trafne,
                            choc czesto ostre komentarze. Ale tutaj chyba sie troche
                            rozpedzilas. Post autorki watki jest rozpaczliwy i naiwny, to
                            fakt. Ale mocno po niej pojechalas. Niezasluzenie. Jesli jej
                            facet tu sie zachowuje troche dupkowato to raczej nie jej wina. no,
                            zakochala sie w takim facecie i jeszcze jej klapki z oczu nie
                            opadly. ale proby przerzucania na nia odpowiedzialnosci za to ze
                            facet nie widuje sie z dziecmi (a takie wyczytuje miedzy wierszami)
                            to lekka przesada. ona wdepnela w zastana sytuacje rzadkich
                            kontaktow. w kazdym razie nic nie wskazuje na to, ze ona
                            powstrzymuje faceta przed wizytami. kurna chata, to jego dzieci!
                            co ona ma mu bilety na tramwaj kupowac, zeby do nich jezdzil?
                            • konstancja16 dodam tylko (w razie watpliwosci) 20.10.09, 00:50
                              ze doczytalam, ze facet sie przeprowadzil 400 km. nie sadze jednak
                              ze Niedobra zmusila go do tej przeprowadzki szantazem, a teraz nie
                              pozwala sie ruszyc z domu na weekend. 400 km to jest daleko, ale
                              nie jest to odleglosc zaporowa (vide: post Kici).

                              jesli sie spotka dwoje ludzi, ktorzy mieszkaja od siebie o 400 (albo
                              4000) km to maja cztery opcje. albo nawet piec.

                              1. jedno sie przeprowadza w okolice drugiego;
                              2. drugie sie przeprowadza w okolice pierwszego;
                              3. wybieraja miejsce w pol drogi (bez sensu zupelnie z reguly, bo
                              wtedy oboje sie wykorzeniaja i oboje startuja od zera);
                              3. wybieraja miejsce, gdzie oboje moga znalezc fajna prace i latwo
                              dotrzec do swoich rodzin w razie co (rodzicow, dzieci, braci i
                              siostr);
                              4. stwierdzaja ze z przyczyn obiektywnych nie moga jednak byc
                              razem, zegnaja sie z lzami w oczach i zyja wspomnieniami do konca
                              zycia katujac sie zalem, ze jednak nie dali szansy losowi;
                              5. olewaja wszystko i wszystkich i leca ratowac las tropikalny w
                              Brazylii.

                              kazde rozwiazanie ma swoje plusy i minusy. kazde jest decyzja
                              dwojga ludzi w ich konkretnych okolicznosciach. i w konkretnym
                              stanie uczuc. nie ma przepisu na jedyny wlasciwy wybor. jedno moze
                              miec maloletnie dzieci, a drugie chora matke albo niepelnosprawnego
                              brata. albo pragnienie ucieczki na koniec swiata.
                              • braktalentu Re: dodam tylko (w razie watpliwosci) 20.10.09, 09:20
                                "kazde rozwiazanie ma swoje plusy i minusy. kazde jest decyzja dwojga ludzi w ich konkretnych okolicznosciach. i w konkretnym stanie uczuc. nie ma przepisu na jedyny wlasciwy wybor."

                                I tu się Konstancjo, z całą moją sympatią do Ciebie, rozmijamy w poglądach. Bo ja uważam, że jest jeden, właściwy wybór, determinowany przez PRZYZWOITOŚĆ. Ja nie oceniam wkładu Niedobrej w poziom ojcostwa Jej partnera. Ja po prostu stwierdzam fakt: widując dzieci z rozbitej rodziny (to ważne!) cztery razy w roku, nie można należycie wywiązać się z obowiązków rodzicielskich. I w takiej sytuacji człowiek PRZYZWOITY bierze pod uwagę jedynie rozwiązania, które pozwolą Mu wywiązać się z podjętych zobowiązań. Tak samo, choć opcja wpadki jest dostępna i w pewnym sensie rozwiązuje problem Niedobrej, to człowiek PRZYZWOITY w żadnych okolicznościach nie bierze jej pod uwagę.

                                Z biegiem lat i ilością potomstwa robię się coraz bardziej radykalna. To chyba objaw zdziecinnienia (takie nastoletnie dźwiganie świata w kolorach B&W)-smile. Niepokoi mnie, że coraz mniej mam dylematów moralnych, coraz mniej wątpliwości co jest, a co nie jest dobre. A jeśli już się pojawią, to tłumaczę sobie sprawę, tak jak wytłumaczyłabym mojemu trzylatkowi i ... nagle okazuje się, że świat jest jasny, prosty i jak na taki burdel całkiem nieźle zarządzany-smile.

                                I nie dalej jak wczoraj myślałam o Tobie w kontekście jadącego na dwóch kółkach prawie czterolatka-smile. I co? Wiesz już kiedy mali ludzie zaczynają myśleć przy kręceniu pedałami? Bardzo by mnie taka wiedza wsparła-smile.

                                Pzdr.
                                B.
                                • chalsia Re: dodam tylko (w razie watpliwosci) 20.10.09, 09:56

                                  > Z biegiem lat i ilością potomstwa robię się coraz bardziej
                                  radykalna. To chyba
                                  > objaw zdziecinnienia (takie nastoletnie dźwiganie świata w
                                  kolorach B&W)-smile. Ni
                                  > epokoi mnie, że coraz mniej mam dylematów moralnych, coraz mniej
                                  wątpliwości co
                                  > jest, a co nie jest dobre. A jeśli już się pojawią, to tłumaczę
                                  sobie sprawę,
                                  > tak jak wytłumaczyłabym mojemu trzylatkowi


                                  Braktalentu, jak się cieszę, bo myślałam, że jestem jakiś
                                  osamotniony raróg w tej kwestii - już od dośc dawna mam tak samo.
                            • niedobra37 Re: chcę mieć dziecko 24.10.09, 13:25
                              konstancja16 napisała:
                              > Post autorki watki jest rozpaczliwy i naiwny,

                              To,że mój post wydaje się rozpaczliwy,to rozumiem,ale czy mogłabyś sprecyzować,dlaczego naiwny? Bardzo mnie to interesuje.
                              • konstancja16 Re: chcę mieć dziecko 25.10.09, 12:02
                                probuje wyjasnic:

                                naiwne bylo: 'dla mnie bylo oczywiste, ze bedziemy miec wspolna
                                rodzine' w sytuacji kiedy (z tego co piszesz) przed podjeciem
                                decyzji o wspolnym zamieszkaniu W OGOLE o tym nie rozmawialiscie.

                                naiwnoscia tez jest oczekiwanie, ze facet ktory niespecjalnie sie
                                sie kwapi do odwiedzin swoich synow nagle trysnie pragnieniem
                                ojcostwa.

                                doskonale rozumiem, ze Ci moze zalezec na dziecku. ale doskonale
                                tez rozumiem Twojego meza, ktory nie po to uciekl od wlasnych
                                malolatow, zeby sie teraz pakowac w nowa wrzeszczaca przygode z
                                bobaskiem. mysle, ze argument ze jego dzieci pojda w odstawke to
                                nie jest prawdziwa przyczyna. przeciez jego dzieci i tak sa w
                                takiej odstawce, ze trudno je wiecej 'odstawic'. moze nie lubi
                                malych dzieci po prostu i byl zadowolony, ze juz ma to wszystko 'z
                                glowy'.
    • kicia031 Re: chcę mieć dziecko 14.10.09, 15:51
      wychodzi na to, że kobiety które decydują
      > się na związek z marynarzami, kierowcami tirów, czy nawet
      wojskowymi
      > to bezrozumne i nieodpowiedzialne idiotki a ich mężowie to
      kosmici,
      > którzy powinni w zasadzie ślubować celibat.

      A moze sa to po prostu ludze, ktorzy maja psychologiczny problem z
      bliskoscia, ktory rozwiazuja organizujac sobei zycie w ten, a nie
      inny sposob?

      Ja np z pelna swiadomoscia wybralam sobie mezczyzna, ktorego kilka
      dni w tygodniu nie ma w domu - bo wole troche tesknic, niz czuc sie
      osaczona.

      Ale jest zasadnicza roznica miedzy nie byciam w dony 3 dni z 7 w
      tygodniu, a widywanie dziecka w swieta, wakacje i ferie - tzn,
      starszego dziecka, bo mlodsze to trzebaby przywiezc, a do tego nikt
      sie nie pali.
    • braktalentu Re: chcę mieć dziecko 15.10.09, 15:45
      Dlatego wyraźnie napisałam, że "z miłości wybywa na drugi koniec kraju". Taty
      kierowcy tira dziecko nie widuje, bo jakoś trzeba zarobić na bułeczki. Taty
      marynarza tudzież. A ten konkretny tatuś nie wychowuje swoich dzieci, bo nie
      czuje się zobowiązany wobec Nich, tylko wobec jakiejś pani (z całym szacunkiem
      wobec autorki wątku). I ten wybór jest niezgodny z moją hierarchią wartości, bo
      tatuś i pani mają możliwość wyboru miejsca zamieszkania, a dzieci nie. Wobec
      dzieci tatuś ma psi obowiązek, a wobec pani podjął go w obecnej formie z
      niezrozumiałych dla mnie przyczyn.
      Nie oceniam poziomu intelektualnego kobiet decydujących się na dziecko z IMO
      kosmitą. Ale na dowolnego boga, KAŻDĄ decyzję warto podejmować świadomie. W tym
      wypadku mając świadomość zgodności, lub jej braku między teorią (moja definicja
      ojca), a praktyką (wybrany własnemi ręcami przyszły tatuś).
    • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 15.10.09, 23:07
      burza4 napisała:

      > Patrząc z przeciwnej strony - czy mając dzieci musimy podporządkować im życie?
      > rezygnować z kariery, szansy na lepszą przyszłość, wyjazdów,
      zarobków,stabilizacji finansowej i rodzinnej? ciut się chyba zagalopowaliśmy.

      Owszem, majac dzieci musimy im podporządkowac zycie do czasu, aż je odchowamy. W
      róznym stopniu podporządkowac - inaczej roczniakowi, a inaczej szesnastolatce.
      Inaczej zdrowemu, a inaczej dziecku choremu czy uposledzonemu. No wyobraź sobie,
      ze musimy. Albo zrzeczmy sie praw rodzicielskich, wtedy przynajmniej sytuacja
      bedzie klarowna.

      >>>Para dokonała wyboru, który nie wszystkich uszczęśliwia, ale być może był
      najlepszy
      > którego mogli dokonać. Taki lajf i tyle.

      Z tego co pisze Niedobra (sic!), jej maż nie jest szczęsliwy, przynajmniej nie w
      pełni. Pewnie stopniowo i z czasem uświadamia sobie, jaką zapłacił cenę. Tak to
      jest z motylami w brzuchu, ze w końcu obumrą, i wtedy widzimy, jakie decyzje
      podjelismy, kiedy trzepotały. Taki lajf.
      >
      > Czemu wyjazd do nowej partnerki jest karygodny, a wyjazd w poszukiwaniu lepszeg
      > o
      > życia do UK już nie?

      Nie jest karygodny. Ale jest karygodne, ze młodsze dziecko nie widuje ojca nawet
      3 razy do roku. A przecież na kolejne dziecko ich stac.
      Co do wyjazdow do pracy - ojciec (czy matka) wyjeżdżajacy tylko do pracy, zeby
      zarobic na aktualną rodzinę, nikogo nie porzuca - pracuje na swoja dotychczasową
      rodzine, dla niej, to tak jakby z nimi byl.
      Wyjeżdżanie do nowej rodziny to insza inszosc, dziwie sie, ze tego nie rozumiesz.


      większość z tych, którzy wyjechali nie przymierała tu
      > głodem, oni po prostu chcieli lepszego życia. Skutek jest ten sam - dzieci bez
      > ojca i to jest kwintesencja problemu, a to dlaczego go nie ma ma
      > drugorzędne znaczenie.

      Nie.
      Okazuje się nawet, że dzieci osierocone przez jedno z rodzicow mnie na tym
      cierpią niż dzieci z rozbitych rodzin. Inna jest świadomośc rozstania, inna
      świadomego porzucenia, a już zwlaszcza dla innego dziecka.



      > Zresztą - nie tego dotyczy post, dziewczyna chce mieć dziecko, i nic w tym
      > patologicznego. Oceny moralne jego wyboru i relacji z dziećmi z poprzedniego
      > związku nie mają tu nic do rzeczy.

      Facet nie chce miec dzieci, bo juz dwoje ma, bo uważa, ze majac kolejne
      zabraknie mu czasu dla tamtych. Wybiera dzieci ktore już są - a nie dziecko
      potencjalne.
      Współczulabym jej bardzo, gdyby w ogole nie miala jeszcze dzieci. Ale ma.
      W tym co pisze ani przez chwile nie zastanawia sie nad tym, co jej maż czuje,
      jakie sa jego potrzeby. Traktuje go - w tym co pisze, powtarzam - czysto
      instrumentalnie.
      Trudno wspołczuc.
      • konstancja16 Re: chcę mieć dziecko 15.10.09, 23:54

        nangaparbat3 napisała:

        > Facet nie chce miec dzieci, bo juz dwoje ma, bo uważa, ze majac
        kolejne
        > zabraknie mu czasu dla tamtych. Wybiera dzieci ktore już są - a
        nie dziecko
        > potencjalne.

        no jassne, dla dzieci, ktore sa poswieca trzy weekendy rocznie to
        jeszcze jakby mu mialy odpasc kolejne trzy weekendy dla nowego
        dziecka to juz w ogole przechlapane. szesc weekendow zmarnowanych.
        co to za zycie.

        cos mi sie wydaje, ze odbieglyscie od tematu, dziewczyny. CZAS tu
        nie ma nic do rzeczy. sa plany zyciowe, priorytety. dla jednych
        dzieci sa wazne dla innych to strata czasu.
        • koni42 Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 09:32
          Odbiegnę od tematu, ale się dopiszę. Rodzice będący razem "dla dobra
          dzieci" też mogą być daleko...Może ich dzielić tysiące kilomatrów.
          Moi rodzice są (lub byli, bo tata już nie żyje)tego przykładem. Żyli
          razem a jednak osobno. Wieczne kłótnie, wyzwiska, matka nadąsana,
          stale z wyimaginowanymi chorobami, ojciec z kolejną "ciocią" tylko
          do łóżka...bo przeciez mieli dziecko i obowiązek wychowawczy do
          spełnienia. Pochodzę z tzw. inteligenckiej rodziny i otoczenie
          zrozumiałoby decyzję o ewentualnym rozwodzie a jednak...A jednak oni
          tak trwali i trwali a ja codziennie się zastanawiałm po co im ten
          cyrk???? Jedno, co wiem: nigdy nie być w związku dla dobra
          dziecka!!!!
          • 13monique_n Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 11:14
            Święte słowa, koni!
            Jeszcze dodam cytat z jakiejś anegdotki a propos "dobra":
            "Wszyscy chcą mojego "dobra". Nie dam go sobie zabrać!"

            Bycie razem dla dobra dzieci, to porażka. A przekonanie, że owo
            enigmatyczne dobro dzieci z poprzedniego związku wyklucza kolejne
            dziecko w nowym związku przypomina mi poziom etyczny lwów. To lwy-
            samce pożerają młode, który ojcem był poprzedni samiec, przywódca
            stada. Człowiek ma podobno rozum i... tee... no.... uczucia wyższe
            (sarkazm to jest, wyjasniam ewentualnym oburzonym)
      • rybkka24 Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 17:10
        Nie zgadzam sie z nanga

        >Okazuje się nawet, że dzieci osierocone przez jedno z rodzicow mnie na tym
        > cierpią niż dzieci z rozbitych rodzin. Inna jest świadomośc rozstania, inna
        > świadomego porzucenia, a już zwlaszcza dla innego dziecka.

        skad te przewrotne dane?
        nie wmowisz mi ze dla 5 latka jest roznica ze taty nie ma bo wyjechal do pracy
        do angli lub ze przeprowadzil sie do innego miasta i wszedl w inny zwiazek.
        dla dziecka to jeden fakt.rodzica NIE MA.
        nie ma taty nie zajmuje sie dzieckiem nie wspiera nie ma go w waznych
        chwilach(jak wyjezdza za granice), dziecko nie ma wzorca w postaci
        wyjezdzajacego rodzica i moze czuc sie opuszczone i porzucone.

        swiadomosc pojawia sie u starszych dzieci a i tak uczucie opuszczenia i
        osamotnienia moze zostac...
        co to za pocieszenie dla dziecka ze nie mial rodzica bo ten chcial miec wiecej
        pieniedzy??i chcial lepszy status zapewnic rodzinie wiec go zostawil!
        lepsze miec dochadzacego ojca ktory interesuje sie dzieckiem niz na codzien
        nieobecnego ktory obowiazek wychowania zwala na kobiete..

        rezygnowac z dziecka dla dobra pozostalych?
        a czy w zwyklej rodzinie rodzice chcacy miec 3 dziecko rezygnuja z niego dla
        dwojki poprzednich?
        jezeli maja warunki i finanse nie slyszalam o przypadku zeby sie wyrzekli
        kolejnego dziecka bo jak to wplynie na reszte.

        niesprawiedliwoscia jest mowic kobiecie pragnacej dziecka nawet drugiego poswiec
        sie....

        punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia a z empatia tutaj ciezko widze.
        czy facet z racji posiadania dziecka przez niedobra traci cos??
        • nangaparbat3 Re: chcę mieć dziecko 16.10.09, 22:13
          >>>>>>
          Otóż kiedyś podczas jednej z pierwszych rozmów powiedział,że obawia się,że jego
          dzieci wtedy już całkiem "pójdą w odstawkę".
          M przeprowadził się do mojego miasta dla mnie.Tu kupiliśmy wspólny dom i
          zamieszkaliśmy z moim synem. M zostawił rodzinne miasto oddalone o 400 km.Tam
          zostawił dzieci z ich matką. Odwiedza je trzy,cztery razy w roku. Za to dziecie
          częściej są u nas. Starszy syn przyjeżdża na każde święta,ferie i na całe
          wakacje. Z młodszym synem jest problem,bo trzeba po niego jeździć,albo ktoś go
          musi przywozić.<<<<<<<<<<<<<
          ___________

          "Mrówki są tak liczne, że swoją wagą dorównują wadze całej populacji ludzi."
    • kicia031 Re: chcę mieć dziecko 17.10.09, 15:19
      czy mając dzieci musimy podporządkować im życie?
      > rezygnować z kariery, szansy na lepszą przyszłość, wyjazdów, zarobków,
      > stabilizacji finansowej i rodzinnej? ciut się chyba zagalopowaliśmy.

      No decydujac sie na posiadanie dzieci dokonujemy pewnego waznego zyciowego
      wyboru: bedziemy sie niemi opiekowac i zaspokjac ich potrzeby materialne,
      fizyczne i emocjonalne przez najblizsze 18 lat. To chyba zupelnie oczywiste.
      czlowiek, ktory ma dzieci, nie ejst czlowiekiem, ktory moze robic, co mu sie
      zywnie podoba. Podlal dobrowolne zobowiazanie i teraz musi sie z neigo wywiazywac.

      Tochyba dosc proste, nie?
      • edw-ina Re: chcę mieć dziecko 18.10.09, 20:48
        A wychodząc z założenia, które Ty opisałaś człowiek nie powinien w
        ogóle się z kimkolwiek wiązać, a jeśli już to zrobi to uczynić
        wszystko, niezależnie jak wiel by to kosztowało, by do rozpadu
        zwiazku (z dziećmi) nie doszło.
        Zauważyłam, że rozmowa dotyka dwóch skrajnych punktów. Albo jest się
        super rodzicem, albo okropnym. Przeciętny rodzic jest jak sama nazwa
        wskazuje przeciętny. Nawet jeśli mieszka z dzieckiem wielokrotnie
        nie jest mu w stanie zapewnić wystarczająco wiele
        uwagi/szacunku/ciepła/uczucia/cierpliwości itp. Daje tyle, ile jego
        osobnicze zdolności są w stanie wygenerować.
        Nikt nie przeczy, że dzieci z rozbitych rodzin mają prawo do
        poczucia, że nie są kimś innym, gorszym itp. Ale z drugiej strony
        jeśli rodzic takiego dziecka będzie chciał się z kimś związać, to
        reguły się zmienią, nie ma mocnych by było inaczej. Ile ma lat na to
        związanie się? Pięć, dziesięć? Co jeśli tego nie zrobi i poświęci
        się jedynie wychowaniu i potrzebom dziecka? Później w ramach chorego
        układu dziecko ma mu poświęcić życie, czy też rodzic po odchowaniu
        pociechy nabywa możliwości powrotu do ludzkich potrzeb?
        Dzieci są mądrzejsze niż niejednokrotnie nam się wydaje. Widzą,
        rozważają, rozumują. Jeśli rodzice nie nawalili z wychowaniem na
        całej linii, to rozumieją, że każdy ma prawo do włąsnego życia, że
        wyznaczenie częstotliwości widzeń nie zapewni nikomu szczęścia, za
        to dobry układ, nawet na odległość, będzie funkcjonował lepiej. Ja
        wierzę w mądrość dzieci. Te z rozbitych związków sporo przeżyły,
        sporo się nauczyły obserwując dorosłych. Zdarza się, że są
        mądrzejsze od własnych rodziców. Dlatego nie uważam rodzicielstwa
        jako umowy, z której muszę się wywiązać. To tak, jakbym miała
        określić, że mój przyjaciel będzie moim przyjacielem tylko w
        wypadku, gdy będziemy widzieli się trzy razy w tygodniu, po minimum
        45 minut za każdym razem. Z ludźmi trzeba rozmawiać, a dzieci to
        również ludzie.
        pozdrawiam
    • dyderko Re: chcę mieć dziecko 20.10.09, 11:53
      A mi się osobowość Twojego męża nie podoba... Mimo że nie jestem
      matką, która by z dzieckiem sama została to nie podoba mi się takie
      utrudnienie sobie ojcostwa przez wyjazd aż tak daleko (czy choć
      próbował proponować wspólne zamieszkanie gdzieś bliżej własnych
      dzieci?). Mimo że nie chcę własnych dzieci, nie podoba mi się takie
      patrzenie na sprawę przez zaspokajanie swoich potrzeb.
      Czy to nie tak że dziecko to odpowiedzialność, a ta mu ciąży? W
      moich oczach wygląda to tak: była żona odpowiada za jego dzieci, bo
      on musiał wyjechać ale robi co może (przyjeżdża i przyjmuje u siebie
      starszego syna gdy ten sam przyjedzie - wybaczcie ale jakoś w Twojej
      opowieści nie zauważyłam u niego szczególnego dążenia do kontaktów).
      Poza tym, to nie tak jak wyjazd do pracy by zarobić na rodzinę, bo
      on w planach jest wyjazdem czasowym i każdy (zwykle niemądrze) myśli
      że za jakiś czas wróci i rodzina będzie razem, Twój mąż wyjechał
      decydując się na trwałą rozłąkę. Podjął decyzję że tylko telefon czy
      skype i czasami odświętne spotkania (bo jakieś inne są takie
      rzadkie?) będą jego kontaktem z jego dziećmi. Talent pisała o
      codzienności i tego właśnie pozbawił się całkowicie ten ojciec, bo z
      racji rozwodu i odległości uniemożliwił sobie codzienne wpływanie na
      rozwój dziecka, bo nie będąc w związku z matką nawet nie ma mu jak
      pokazać codziennych kontaktów z nią i codziennej troski o partnerkę
      i rodzinę, czego brak może wpłynąć na umiejętność budowania własnej
      rodziny, a nie będąc blisko fizycznie też niewiele zbuduje.
      Z drugiej strony nie chce założyć prawdziwej rodziny z drugą
      partnerką. Mieszka z Tobą i Twoim dzieckiem ale znowu
      odpowiedzialność nie jest jego (bo to nie jego dziecko). Nie chce
      być ojcem wspólnego dziecka... według mnie to wygląda na niechęć do
      bycia rodzicem. I choć sama nie chcę mieć dzieci i niby go rozumiem
      to nie podoba mi się takie szukanie wykrętów (przecież w wielu
      rodzinach właśnie pojawienie się nowego dziecka scala wszystkich,
      oczywiście tylko tych którzy chcą tego scalenia). Facet nie potrafi
      Ci powiedzieć wprost że ojcostwo go przerosło.
      Moim zdaniem właśnie on nie tyle nie chce mieć dzieci z Tobą co nie
      umie się przyznać że nie umie być ojcem, a że wydaje się mu że
      ojcostwo jest synonimem męskości, trudno mu będzie być z Tobą
      szczerym...
    • edw-ina pomocne kobietki 20.10.09, 17:15
      Ten wątek coraz bardziej przypomina rozprawę sądową, a coraz mniej
      próbę pomocy autorce. Pisanie o tym, że ex chodzi na pogrzeby, a
      next podrzuca dzieci ma się nijak do tematu. Fajnie, że bywają takie
      układy, to budujące, ale nie oznacza jeszcze, człowiek, któremu nie
      udało się ułożyć życia w ten sposób jest osobnikiem niegodnym
      posiadania dziecka. A jeśli już je będzie posiadał, to czy na nie
      zasługuje, czy nie.
      Najbardziej żal mi samej niedobrej. Potrzebowała kobieta pomocy,
      musiała się wygadać, sądziła, że znajdzie zrozumienie u kobiet,
      które żyją w pozszywanych układach, a tu zonk. Pod ścianę i
      kamieniem. Mam nadzieję niedobra, jeśli to czytasz, to, że odezwiesz
      się do nas. Ja przynajmniej chciałabym wiedzieć, jak sobie radzisz.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka