21.06.05, 08:53
a co z alimentami?
czy wasi M. maja z tym problem? splacaja w czasie?
a ile placa?
moj jest niewyplacalny od jakiegos czasu i walsnie przerazil mnie fakt w co
ja sie pakuje z kolesiem ktory nie ma na alimenty, przeciez moga go
zamknac...
Obserwuj wątek
    • pelaga Re: alimenty 21.06.05, 09:45
      > walsnie przerazil mnie fakt w co
      > ja sie pakuje z kolesiem ktory nie ma na alimenty, przeciez moga go
      > zamknac...

      Zamknac to moze nie, pierwszy wyrok moze byc w zawieszeniu. Moga mu podobno
      prawo jazdy odebrac za nieplacenie alimentow. Za to pomysl o tym dlugu, ktory
      mu rosnie, ktory albo bedzie musial kiedys splacic, np placac po 60% swojej
      pensji, albo do konca zycia bedzie musial sie migac i pracowac na czarno, zeby
      go komornik nie dopadl. Jak dla mnie kiepska wizja przyszlosci.
    • e_r_i_n Re: alimenty 21.06.05, 09:49
      Dla świetego spokoju warto zrobić wszystko, żeby płacić. Szkoda nerwów
      w przyszłości, szczególnie, jeśli założycie rodzinę.
      • ashan Re: alimenty 21.06.05, 10:18
        e_r_i_n napisała:

        > Dla świetego spokoju warto zrobić wszystko, żeby płacić. Szkoda nerwów
        > w przyszłości, szczególnie, jeśli założycie rodzinę.


        Hmmmm, ja bym ujęła to tak - żeby codziennie móc spokojnie spojrzeć w lustro
        trzeba zrobić WSZYSTKO, zeby zapewnić SWOJEMU DZIECKU przynajmniej podstawy
        godnej egzystencji. A kobiet, które mają w nosie to, że ich
        mąż/konkubent/narzeczony olewa swoje potomstwo nie rozumiem... Zwłaszcza tych,
        które mając świadomość tych faktów, z takimi ludźmi chcą założyć rodzinę.
        a.
        • e_r_i_n Re: alimenty 21.06.05, 12:49
          ashan napisała:

          > A kobiet, które mają w nosie to, że ich mąż/konkubent/narzeczony olewa swoje
          > potomstwo nie rozumiem...

          Myślę, że nalezy rozróznic sytuację, gdy ma i nie płaci oraz gdy nie płaci,
          bo nie ma.
          • ashan Re: alimenty 21.06.05, 13:15
            Zgadzam się. I nadal nie rozumiem smile Bo jak to jest, że sam z głodu nie
            umiera, ma gdzie mieszkać i w co się ubrać, a swojemu własnemu dziecku prawo do
            tego samego odbiera? Jestem w stanie pojąć, że ktoś ma PRZEJŚCIOWE kłopoty z
            pracą. Wtedy może się zapożyczyć u rodziny i na dziecko płacić, nawet nie tyle
            ile jest w wyroku, ale starać się. I szukać pracy - jakiejkolwiek. Bo gdyby był
            sam, a nie na utrzymaniu matki/żony/narzeczonej/konkubiny, to każdą pracę by
            przyjął na czas przejściowy, nawet taką, która nie spełnia jego aspiracji - ale
            walczyłby o swoje życie. A walczyć o to samo dla dziecka nie chce.

            Każdy w swoim sumieniu rozstrzyga, czy zrobił WSZYSTKO, co mógł. Nie my, tu na
            forum, nawet nie współmałżonek, tylko sam rodzic.
            a.
            ps. sytuacja, w której ktoś ma pieniądze i nie płaci na własne dziecko wyzuwa
            mnie z miłości bliźniego.
            • e_r_i_n Re: alimenty 21.06.05, 13:21
              ashan napisała:

              > Zgadzam się. I nadal nie rozumiem smile Bo jak to jest, że sam z głodu nie
              > umiera, ma gdzie mieszkać i w co się ubrać, a swojemu własnemu dziecku prawo
              > do tego samego odbiera? Jestem w stanie pojąć, że ktoś ma PRZEJŚCIOWE kłopoty
              > z pracą.

              Pewnie żyje w ten sposób, co nigdy nie pracujące kobiety smile Są takie, które
              nigdy ani złotówki nie zarobiły, a i mają co jeść, i gdzie mieszkać, i w co się
              ubrać. Pewnie z energii słonecznej to wszystko smile

              A poważnie - ja tez mówię o przejściowych problemach.

              > Wtedy może się zapożyczyć u rodziny i na dziecko płacić, nawet nie tyle
              > ile jest w wyroku, ale starać się.

              Albo od budżetu państwa (pożyczyc przecież). Oczywiscie, nie jest to optymalne
              rozwiazanie, ale jakies tam przejsciowe rozwiazanie.
              • ashan Re: alimenty 21.06.05, 13:30
                e_r_i_n napisała:

                >
                > Pewnie żyje w ten sposób, co nigdy nie pracujące kobiety smile Są takie, które
                > nigdy ani złotówki nie zarobiły, a i mają co jeść, i gdzie mieszkać, i w co
                się
                >
                > ubrać.

                Erin, ja teraz też nie pracuję. Przypadającą na mnie część alimentów na mojego
                starszego syna płaci za mnie utrzymujący mnie mój mąż. Uważam, że tak samo
                powinno być w drugą stronę - mąż nie pracuje - alimenty płaci jego pracująca
                żona. A gdy byłam samotną mamą zapierniczałam jak mały samochodzik, bo nie
                mogłabym dziecku powiedzieć, że niestety nie dostanie książek do szkoły, czy
                nowych butów, bo alimenty, które płaci jego tata starczają na jedzenie dla
                niego. W tą stronę zmiłowania nie ma - w drugą też nie powinno. Dla mnie
                priorytetem w takiej sytuacji są dzieci, nie aspiracje i ambicje zawodowe
                rodziców.
                a.
                • e_r_i_n Re: alimenty 21.06.05, 13:34
                  ashan napisała:

                  > Erin, ja teraz też nie pracuję. Przypadającą na mnie część alimentów na
                  > mojego starszego syna płaci za mnie utrzymujący mnie mój mąż. Uważam, że tak
                  > samo powinno być w drugą stronę - mąż nie pracuje - alimenty płaci jego
                  > pracująca żona.

                  Pewnie to jakies rozwiazanie i jeśli tylko jest to możliwe, to sposób na
                  uniknięcie problemów - czyli powstanie długu.
                  Ale na przykład nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kosztem płacenia
                  alimentów odbieram swojemu dziecku (mówię o sytuacji, gdy to z moich zarobków
                  mają być płacone alimenty).

                  > A gdy byłam samotną mamą zapierniczałam jak mały samochodzik, bo nie
                  > mogłabym dziecku powiedzieć, że niestety nie dostanie książek do szkoły, czy
                  > nowych butów, bo alimenty, które płaci jego tata starczają na jedzenie dla
                  > niego. W tą stronę zmiłowania nie ma - w drugą też nie powinno. Dla mnie
                  > priorytetem w takiej sytuacji są dzieci, nie aspiracje i ambicje zawodowe
                  > rodziców.

                  Ok - i super. A co powiesz o takich matkach, które do pracy nie idą, bo im się
                  nie chce? Albo własnie - za marne 500zł to one nie pójdą. Nie mówię tu, co
                  podkreślę, o przejsciowej sytuacji, tylko o notorycznym niepracowaniu.
                  Z czego one zyją w sytuacji, gdy jedyne pięniądze to alimenty (zasądzone na
                  podstawie usprawiedliwionych potrzeb dzieci).
                  • ashan Re: alimenty 21.06.05, 13:41
                    Erin, ok - Ty swojemu dziecku nie odbierzesz od ust, ale pewnie wtedy
                    skuteczniej będziesz wpływać na swojego męża, żeby przestał się opierdzielać i
                    skutecznie poszukał pracy smile. A o to mi chodziło - facet się miga, a jego
                    żona/partnerka rozkłada ręce i dziwi się czego chcą od jej chuopa.

                    Matki to osobny temat smile A tak serio - to dla mnie przynajmniej tak samo
                    obrzydliwe, jak w sytuacji facetów.
                    a.
                    • e_r_i_n Re: alimenty 21.06.05, 13:42
                      ashan napisała:

                      > Erin, ok - Ty swojemu dziecku nie odbierzesz od ust, ale pewnie wtedy
                      > skuteczniej będziesz wpływać na swojego męża, żeby przestał się opierdzielać
                      > i skutecznie poszukał pracy smile. A o to mi chodziło - facet się miga, a jego
                      > żona/partnerka rozkłada ręce i dziwi się czego chcą od jej chuopa.

                      Nie no, jesli sie facet opierdziela, to usprawiedliwienia nie ma. No ale ze
                      praca nie lezy na ulicy, to...

                      > Matki to osobny temat smile A tak serio - to dla mnie przynajmniej tak samo
                      > obrzydliwe, jak w sytuacji facetów.

                      Otóż to.
                  • edzieckokarenina erin 21.06.05, 13:44
                    Ale na przykład nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kosztem płacenia
                    alimentów odbieram swojemu dziecku (mówię o sytuacji, gdy to z moich zarobków
                    mają być płacone alimenty).
                    ****
                    tu zawarłaś całą swoją pokrętną myśl w bardzo jasny sposóbwink
                    swojemu nie odbierzesz, ale tamtemu możesz bo nie twoje
                    prawdziwa macocha
                    • e_r_i_n Re: erin 21.06.05, 13:47
                      edzieckokarenina napisała:

                      > tu zawarłaś całą swoją pokrętną myśl w bardzo jasny sposóbwink
                      > swojemu nie odbierzesz, ale tamtemu możesz bo nie twoje
                      > prawdziwa macocha

                      Oczywiscie, z krwi i kosci.
                      Gdybyś jeszcze zacytowała to, co w nawiasie (dużymi literami Ci napiszę, żeby
                      tym razem Twojej uwadze to nie umknęło):

                      MÓWIĘ O SYTUACJI, GDY TO Z MOICH ZAROBKÓW MAJĄ BYĆ PŁACONE ALIMENTY

                      to byłoby miło smile
                    • mikawi Re: erin 21.06.05, 13:49
                      Oczywiście. Przepraszam bardzo ale MOJE pieniądze to ja mogę wydać na MOJE
                      dziecko, a na dziecko M. niech wydają pieniądze jego rodzice. Tak jak eks zona
                      nie widzi powodu dla którego jej dziecku ma się obniżać standard życia bo ojcu
                      dziecka przybyło kolejne tak i macocha nie powodu, dla którego ze SWOJEJ pensji
                      miałaby finansować dziecko męża KOSZTEM swojego dziecka.
                      • edzieckokarenina erin i mikawi 21.06.05, 13:54
                        mikawi napisała:

                        > Oczywiście. Przepraszam bardzo ale MOJE pieniądze to ja mogę wydać na MOJE
                        > dziecko, a na dziecko M. niech wydają pieniądze jego rodzice. Tak jak eks
                        zona
                        > nie widzi powodu dla którego jej dziecku ma się obniżać standard życia bo
                        ojcu
                        > dziecka przybyło kolejne tak i macocha nie powodu, dla którego ze SWOJEJ
                        pensji
                        >
                        > miałaby finansować dziecko męża KOSZTEM swojego dziecka.
                        *************
                        pokrętna logika
                        powiedz mi w takim razie czyim kosztem żyjecie kiedy musicie OBCINAĆ alimenty
                        dla dziecka ŻEBY WAM STARCZYŁO?
                        dla mnie to jasne, nie płacicie na pierwsze dziecko(zabieracie mu jego
                        pieniądze) żeby samemu mieć pełny brzuszek
                        • e_r_i_n Re: erin i mikawi 21.06.05, 13:56
                          edzieckokarenina napisała:


                          > pokrętna logika
                          > powiedz mi w takim razie czyim kosztem żyjecie kiedy musicie OBCINAĆ alimenty
                          > dla dziecka ŻEBY WAM STARCZYŁO?

                          Błedny adres - zadna z nas nie tnie alimentów na pierwsze dziecko w zwiazku
                          z pojawieniem się drugiego.
                        • mikawi Re: erin i mikawi 21.06.05, 14:05
                          obecnie - żyjemy moim kosztem żeby M. nie obcinał alimentów dla dzieci. Gdyby
                          M. był sam, przy jego zarobkach musiałby te alimenty obciąć. Więc mamy pełny
                          brzuszek dlatego że JA zarabiam. Ale jeśli M. straci pracę - nie będę płacić za
                          niego (choć w przeszłości tak było, ale panie z samodzielnej mnie wyleczyły z
                          tego hehe) ZWŁASZCZA jeśli będę miała swoje dziecko, bo ono będzie DLA MNIE
                          priorytetem w utrzymaniu, chyba nie dziwne. Powtórzę - dla eks żony nie będzie
                          istotne że urodziło się nam dziecko i M. ma obowiązek łożyć na nie, nie zgodzi
                          sie na obniżenie alimentów. Tym bardziej ja nie będę zainteresowana łożeniem na
                          dzieci M. w przypadku gdy nie będzie miał z czego płacić, bo na mojej głowie
                          będzie utrzymanie naszego dziecka.
                          • pelaga Re: erin i mikawi 21.06.05, 14:27
                            Ja tez popieram Mikawi. Nie obciazalabym alimentami partnerki exa (oczywiscie
                            wykluczamy tu sytaucje migajacego sie tatuska przepisujacego firma i wszelkie
                            dochody na druga zone). Uwazam, ze to RODZICE dziecka w pierwszej kolejnosci
                            maja OBOWIAZEK utrzymywac dziecko. A tatus jak ma malo niech zacznie dorabiac,
                            chocby sprzataniem, czy roznoszeniem ulotek, to juz nie moj problem czym. Na
                            dziecko MA BYC i tyle. Dziecku nie powiem, dzis nie ma obiadku, bo tatus
                            stracil prace.
                          • mikawi Re: erin i mikawi 21.06.05, 16:02
                            mikawi napisała:

                            > Tym bardziej ja nie będę zainteresowana łożeniem na
                            > dzieci M. w przypadku gdy nie będzie miał z czego płacić, bo na mojej głowie
                            > będzie utrzymanie naszego dziecka.

                            dodam jeszcze - a poza tym eks żona będzie miała w takiej sytuacji świetną
                            sposobność zacząć wykorzystywać swoje możliwości zarobkowe, bo okazji ku temu
                            dotąd nie miała tongue_out a może kobieta jakiś swój talent marnuje wink
                                • pelaga Re: erin i mikawi 22.06.05, 10:02
                                  > dodam jeszcze - a poza tym eks żona będzie miała w takiej sytuacji świetną
                                  > sposobność zacząć wykorzystywać swoje możliwości zarobkowe,

                                  Co jesli kobieta pracuje, wykorzystuje w pelni mozliwosci zarobkowe???
                                  Wszystkie Twoje wypowiedzi zakladaja, ze exiara to pasozyt nie pracujacy i
                                  zyjacy z alimentow. Zarzucilas mi kiedys, ze obnizka alimentow na moje dziecko
                                  wiaze sie z dziura budzetowa w moim przypadku. Ja sie tego nie wstydze. PRACUJE
                                  i to niemalo, wychowuje dziecko w 100% samodzielnie. Mam pensje jaka mam,
                                  podobno nienajgorsza, ale na pewno nierewelacyjna, nie mieszkam w wielkim
                                  miescie, gdzie latwiej o prace. Gdyby ex przestal placic mi alimenty i nie
                                  moglabym liczyc na pomoc rodzicow (a w takiej sytuacji jest wiele osob) co
                                  mialabym zrobic, skoro przyslowiowa dupe do roboty ruszam codziennie. Na
                                  zasilki bym sie nie zalapala, choc coponiektore osoby pobierajace stypendia i
                                  zasilki korzystja z moich podatkow. Od razu odepre zarzut, ze wiecej juz
                                  pracowac nie moge, bo mam obowiazki zwiazane z dzieckiem, ktorych NIKT za mnie
                                  nie wykona, a moje dziecko (jak kazde, choc moje moze nieco wiecej) potrzebuje
                                  stosownej "opieki", choc ma juz 9 lat. Na dodatek wymaga specjalistycznego
                                  leczenia, ktorego nie zapewnia przychodnia, a sa to koszty, ktore obcinajac
                                  narazam dziecko na klopoty ze startem w samodzielne zycie.
                                  E... nie chce mi sie tlumaczyc dalej, ze sa sytuacje w ktorych tylko jeden
                                  rodzic poczuwa sie do obowiazkow, a drugi ma wszystko w dupie. I sa
                                  nexie/nextowie, ktore przyklaskuja olewajacemu tatuskowi (albo mamusce, tak tez
                                  wiem, ze to sie zdarza) i wybielaja takie jednostki ile tylko wlezie. I to
                                  wybielanie mierzi zwyczajnie.
                                  • mikawi Re: erin i mikawi 22.06.05, 10:41
                                    nie zauważyłaś - moje powyższe wypowiedzi dotyczyły wyłącznie MOJEJ sytuacji, w
                                    której nasz dom spoczywa finansowo na MOJEJ głowie, dzięki temu M. może płacić
                                    alimenty w wysokości jaką chciała eks. I w tej sytuacji gdyby M. stracił pracę
                                    nie poczuwałabym się do finansowania alimentów, dopóki nie znalazłby nowej nie
                                    płaciłby (wykorzystawszy wszelkie pożyczki). I to o "naszej" eksi pisałam że
                                    może w końcu poszukałaby pracy zamiast wiecznie narzekać że jej mało, a nie
                                    WSZYSTKICH eksiach.
                    • m-m-m Re: erin 21.06.05, 13:49
                      swojemu nie odbierzesz, ale tamtemu możesz


                      W sytuacji, gdy to z jej zarobków miałby być płacone alimenty to co w tym
                      dziwnego?
                      • edzieckokarenina Re: erin 21.06.05, 14:00
                        m-m-m napisała:

                        > swojemu nie odbierzesz, ale tamtemu możesz
                        >
                        >
                        > W sytuacji, gdy to z jej zarobków miałby być płacone alimenty to co w tym
                        > dziwnego?
                        *****
                        to dziwnego-że pierwsze dziecko też musi jeść, ta macocha(erin) weszła w
                        związek z mężczyzną mającym już dziecko więc jako dorośli ludzie powinni brać w
                        swych wydatkach także pierwsze dziecko pod uwagę.Dla mnie to logiczne.
                        • e_r_i_n Re: erin 21.06.05, 14:03
                          Liczy się, dlatego bierze pod uwage hipotetyczną sytuację wspomożenia męża
                          w płaceniu alimentów, gdyby kasy nie miał, a ona miała.
                          A jednocześnie, jako matka, na pierwszym miejscu stawia swoje dziecko. Egoistka.
                        • m-m-m Re: erin 21.06.05, 14:08
                          to dziwnego-że pierwsze dziecko też musi jeść, ta macocha(erin) weszła w
                          > związek z mężczyzną mającym już dziecko więc jako dorośli ludzie powinni brać
                          w
                          >
                          > swych wydatkach także pierwsze dziecko pod uwagę.Dla mnie to logiczne.



                          To nie jest logiczne, ale wygodne. Ja też weszłam w zwiazek z facetem z
                          dzieckiem, a nie oznacza to, że będę na to dziecko płaciła ze swojej kasy
                          Mojemu mężowi należy się ode mnie wikt i opierunek, gdyby nie miał pracy, ale
                          pasierbowi już nie. Tak jak tu któraś już napisała: jesli w pełnej rodzinie
                          jedno z rodziców traci pracę to dziecko jest przez pewien czas utrzymywane
                          tylko przez drugiego rodzica, a nie np. przy okazji przez sąsiadkę, czy ciotkę.
                          I tu jest to samo, tyle, że rodzice nie są razem.
                        • balladynka Re: erin 21.06.05, 14:47
                          edzieckokarenina napisała:

                          to dziwnego-że pierwsze dziecko też musi jeść, ta macocha(erin) weszła w
                          > związek z mężczyzną mającym już dziecko więc jako dorośli ludzie powinni brać
                          w
                          >
                          > swych wydatkach także pierwsze dziecko pod uwagę.Dla mnie to logiczne.

                          Gdyby dzieciom mojego M grozil niedostatek to mysle, ze mialabym taka potrzebe
                          aby wspomoc je we wszelki mozliwy sposob. Jednakze bylaby to moja wolna wola,
                          zrobilabym to z poczucia przyzwoitosci i dotyczyloby to nie tylko dzieci M ale
                          jakiejkolwiek innej osoby, ktorej krzywde bym widziala. I zrobilabym tak,
                          chociaz, uwaga uwaga, raczej nie moglabym liczyc na to, ze Eksowa sie poczuje w
                          odwrotnej sytuacji i odpali nam cos na nasze dziatki jakbym im nie miala co do
                          geby wlozyc. Ale nie uwazam, aby sam fakt ze jestem w zwiazku z facetem
                          dzieciatym byl rownoznaczny z tym, ze ciazy na mnie obowiazek utrzymywania tych
                          dzieci i nie nalezy mi sie z tego tytulu dziekuje. Nie podoba mi sie, ze
                          uwazasz to za jakis nasz, macochowy, zakichany obowiazek. Malo tego, gdyby M,
                          Eksia czy dzieci M podchodzili do tego w ten sposob co Ty to obawiam sie ze
                          zamiast wsparcia ujrzeliby co najwyzej fige z makiem wystawiona przez lufcik w
                          pociagu w drodze do spa. Tak samo jak i moje wlasne dzieci jak by im sie we
                          lbie poprzewracalo.
                          Pozdrawiam.
                          • edzieckokarenina Re: erin 21.06.05, 15:03
                            balladynka napisała:

                            > edzieckokarenina napisała:
                            >
                            > to dziwnego-że pierwsze dziecko też musi jeść, ta macocha(erin) weszła w
                            > > związek z mężczyzną mającym już dziecko więc jako dorośli ludzie powinni
                            > brać
                            > w
                            > >
                            > > swych wydatkach także pierwsze dziecko pod uwagę.Dla mnie to logiczne.
                            >
                            > Gdyby dzieciom mojego M grozil niedostatek to mysle, ze mialabym taka
                            potrzebe
                            > aby wspomoc je we wszelki mozliwy sposob. Jednakze bylaby to moja wolna wola,
                            > zrobilabym to z poczucia przyzwoitosci i dotyczyloby to nie tylko dzieci M
                            ale
                            > jakiejkolwiek innej osoby, ktorej krzywde bym widziala. I zrobilabym tak,
                            > chociaz, uwaga uwaga, raczej nie moglabym liczyc na to, ze Eksowa sie poczuje
                            w
                            >
                            > odwrotnej sytuacji i odpali nam cos na nasze dziatki jakbym im nie miala co
                            do
                            > geby wlozyc. Ale nie uwazam, aby sam fakt ze jestem w zwiazku z facetem
                            > dzieciatym byl rownoznaczny z tym, ze ciazy na mnie obowiazek utrzymywania
                            tych
                            >
                            > dzieci i nie nalezy mi sie z tego tytulu dziekuje. Nie podoba mi sie, ze
                            > uwazasz to za jakis nasz, macochowy, zakichany obowiazek. Malo tego, gdyby M,
                            > Eksia czy dzieci M podchodzili do tego w ten sposob co Ty to obawiam sie ze
                            > zamiast wsparcia ujrzeliby co najwyzej fige z makiem wystawiona przez lufcik
                            w
                            > pociagu w drodze do spa. Tak samo jak i moje wlasne dzieci jak by im sie we
                            > lbie poprzewracalo.
                            > Pozdrawiam.
                            *****
                            nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi.
                            Nie pisałam żeby macocha płaciła alimenty, napisałam że wiadomym jest że jak
                            się wiąże z dzieciatym facetem to bierze się w domowym budżecie pod uwagę
                            alimenty.Tak napisałam.
                            Jeśli facet chce zaoszczędzić kosztem utrzymania pierweszego dziecka to dla
                            mnie nie ma wytłumaczenia.Finito
                            • balladynka Re: erin 21.06.05, 15:30
                              edzieckokarenina napisała:

                              > nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi.
                              > Nie pisałam żeby macocha płaciła alimenty, napisałam że wiadomym jest że jak
                              > się wiąże z dzieciatym facetem to bierze się w domowym budżecie pod uwagę
                              > alimenty.Tak napisałam.
                              > Jeśli facet chce zaoszczędzić kosztem utrzymania pierweszego dziecka to dla
                              > mnie nie ma wytłumaczenia.Finito

                              Owszem, zrozumialam. To samo powtorzylas powyzej. Domowy budzet sklada sie z
                              (zazwyczaj) dwoch zrodel przychodow. Facet wtedy placi alimenty, reszte
                              przeznacza na budzecik domowy, ja robie to samo z moimi dochodami, cos tam
                              sobie kupie, wymasuje cellulitis, reszta idzie na wspolne wydatki. W momencie
                              kiedy jedno zrodelko wysycha, to na mnie spada ciezar utrzymania domu w
                              calosci, plus ewentualnie dochodza koszty alimentow. Piszesz przeciez ze "jak
                              > się wiąże z dzieciatym facetem to bierze się w domowym budżecie pod uwagę
                              > alimenty." No wiec budzet jest, alimenty sa wziete pod uwage, a zrodelko
                              jedno - MOJE. A zobowiazanie jego. A zatem wolalabym uslyszec dziekuje w
                              momencie kiedy to ja je place. Ale Ty wydajesz sie byc zdania, ze to zadna
                              laska z mojej strony ze zaciskam pasa i z czegos rezygnuje tylko moj zakichany
                              obowiazek, no bo przeciez wiedzialam co robie wiazac sie z M i oszczedzanie w
                              takim razie powinnam zaczac od siebie. Ja pozwole sobie byc innego zdania. Nie
                              rozumiem, dlaczego piszesz ze w takiej sytuacji oszczedza sie "kosztem" dziecka
                              z pierwszego zwiazku. Z obserwacji wynika, ze raczej wszyscy na czyms tam wtedy
                              oszczedzaja i nie widze powodu dlaczego dziecko z pierwszego zwiazku mialoby
                              byc swieta krowa i nie partycypowac w oszczedzaniu.
                              • edzieckokarenina Re: erin 21.06.05, 15:54
                                No wiec budzet jest, alimenty sa wziete pod uwage, a zrodelko
                                jedno - MOJE. A zobowiazanie jego. A zatem wolalabym uslyszec dziekuje w
                                momencie kiedy to ja je place. Ale Ty wydajesz sie byc zdania, ze to zadna
                                laska z mojej strony ze zaciskam pasa i z czegos rezygnuje tylko moj zakichany
                                obowiazek, no bo przeciez wiedzialam co robie wiazac sie z M i oszczedzanie w
                                takim razie powinnam zaczac od siebie. Ja pozwole sobie byc innego zdania. Nie
                                rozumiem, dlaczego piszesz ze w takiej sytuacji oszczedza sie "kosztem" dziecka
                                z pierwszego zwiazku. Z obserwacji wynika, ze raczej wszyscy na czyms tam wtedy
                                oszczedzaja i nie widze powodu dlaczego dziecko z pierwszego zwiazku mialoby
                                byc swieta krowa i nie partycypowac w oszczedzaniu.
                                ****
                                jeśli nie masz ochoty płacić alimentów kiedy Twój M traci źródło dochodu to nie
                                płać-jasne ,że to nie Twój obowiązek.ALe jednocześnie masz tą świadomość że
                                dług M wobec pierwszego dziecka rośnie-prawda? to już kwestai wyborów i
                                odpowiedzialności, bądź nie.I o to mi chodziło że jak się wiąże z dzieciatym
                                facetem to trzeba też brać pod uwagę takie sytuacje losowe(jak tymczasowy brak
                                pracy).Dziwne byłoby aby tego samego wymagać od drugiej strony-przecież ex
                                (powiedzmy ja) wiążąc sie z facetem nie jest w stanie przewidzieć ile on
                                jeszcze dzieci napłodzi, nie jestem wróżą(choć erin tak twierdzi) i nie brałam
                                pod uwagę jego zdolności rozrodczych wiążąc się z nim.Next (np Ty) miała tą
                                świadomość.Nie rozumiesz tego?
                                • balladynka Re: erin 21.06.05, 17:46
                                  edzieckokarenina napisała:

                                  jeśli nie masz ochoty płacić alimentów kiedy Twój M traci źródło dochodu to nie
                                  >
                                  > płać-jasne ,że to nie Twój obowiązek.ALe jednocześnie masz tą świadomość że
                                  > dług M wobec pierwszego dziecka rośnie-prawda? to już kwestai wyborów i
                                  > odpowiedzialności, bądź nie.I o to mi chodziło że jak się wiąże z dzieciatym
                                  > facetem to trzeba też brać pod uwagę takie sytuacje losowe(jak tymczasowy
                                  brak
                                  > pracy).Dziwne byłoby aby tego samego wymagać od drugiej strony-przecież ex
                                  > (powiedzmy ja) wiążąc sie z facetem nie jest w stanie przewidzieć ile on
                                  > jeszcze dzieci napłodzi, nie jestem wróżą(choć erin tak twierdzi) i nie
                                  brałam
                                  > pod uwagę jego zdolności rozrodczych wiążąc się z nim.Next (np Ty) miała tą
                                  > świadomość.Nie rozumiesz tego?

                                  Jesli wydaje Ci sie ze moim najwiekszym zmartwieniem gdyby dzieci M zyly w
                                  niedostatku byloby zaplacic-czy niech gdzies tam narosnie dlug to to jest
                                  bardzo smutne i tego owszem, nie rozumiem. Mysle, ze raczej zastanawialabym sie
                                  skad na chleb wytrzasnac. Co prawda w mojej akurat specyficznej sytuacji
                                  zaczelabym w pierwszej kolejnosci od wyslania Eksowej do pracy dla odmiany a
                                  potem szukala innych rozwiazansmile ale jednak staralabym sie pomoc.
                                  Co do przewidywalnosci pewnych sytuacji to niestety, nawet Next nie jest wolna
                                  od przypadkow i zrzadzen losu choc jak uroczo zauwazylas wie juz ona ile dzieci
                                  M "naplodzil". Warto o tym pamietac bo od tego jak strony ukladaja sprawy
                                  miedzy soba w dobrych czasach zalezy jakie beda stosunki gdy przyjda problemy.
                                  Mozna sie sadzic i zacietrzewiac a mozna byc elastycznym i isc sobie na reke. I
                                  owszem, ja na przyklad wymagam podobnego postepowania od obu stron i nie widze
                                  w tym problemu ani tez powodu dlaczego Eksowej mialoby to nie obowiazywac.
                                  Gdyby na ten przyklad Eksia zachorowala to staralibysmy sie jej pomoc w
                                  normalnym ludzkim odruchu. I to samo mam nadzieje zrobilaby ona zebym miala za
                                  co leczyc M gdyby byla taka potrzeba a nie trzymala by sie jakichs sztywnych
                                  ustalen doprowadzajac nas do bankructwa. Natomiast znacznie latwiej i
                                  przyjemniej jest dawac jesli jest to docenione. Ja na wszelkie roszczeniowe
                                  postawy reaguje alergicznie i nie lubie stwierdzen w tym stylu, chocby to i
                                  byly moje ulubione galy.
                                  Pozdrawiam.
                                • majka1970 Re: erin 22.06.05, 12:52
                                  Dziwne byłoby aby tego samego wymagać od drugiej strony-przecież ex
                                  (powiedzmy ja) wiążąc sie z facetem nie jest w stanie przewidzieć ile on
                                  jeszcze dzieci napłodzi,

                                  Cóż miałam się już nie odzywać, ale widać nerwy nieco nadszarpnięte nie
                                  trzymają jak należy.
                                  Jestem next, nie wróżką niestety- bo nie przewidziałam, że ex będzie sie chiała
                                  rozmnożyć z bezrobotnym , a nam podnieść alimenty, bo przecież niemowlak
                                  pampersy musi mieć. Sąd zgodził się z powyższym podniósł alimenty o kilkaset
                                  procent ( od zasadzonych, bo płacone były wyzsze).
                                  Gwoli uzupełnienia PŁACIŁAM alimenty ze swojej pensji, kiedy M. był bezrobotny,
                                  z tejże pensji kupowalismy prezenty, oraz utrzymywalismy nasza rodzinę. Nigdy
                                  nie namawiałam M., żeby wnioskował o ich obnizenie czy zawieszenie w czasie
                                  bezrobocia. Dodam także, żeby rozwiać watpliwosci, że nie czuję sie ani święta,
                                  ani dobra, po prostu uwazam, ze tak należało zrobić. I zostało to po stokroć
                                  ukarne.
                      • pelaga Re: erin 21.06.05, 14:31
                        > W sytuacji, gdy to z jej zarobków miałby być płacone alimenty to co w tym
                        > dziwnego?

                        Dziewne jest to, ze teraz kiedy erin nie pracuje uwaza, ze zarobki jej meza sa
                        ich wspolne i wspolnie planuja wydatki, jak wiele razy o tym pisala, ale gdy
                        zacznie pracowac, a on np. straci prace to zarobki beda tylko
                        jej smile))))))))))))))))))) Pietnuje osoby niepracujace sama pozostajac na
                        utrzymaniu meza. Dla mnie to jest dziwne. Znalazlabym jeszcze kilka innych
                        spraw dziwnych smile
                        • e_r_i_n Re: erin 21.06.05, 14:37
                          pelaga napisała:

                          > Dziewne jest to, ze teraz kiedy erin nie pracuje uwaza, ze zarobki jej meza
                          > sa ich wspolne i wspolnie planuja wydatki, jak wiele razy o tym pisala, ale
                          > gdy zacznie pracowac, a on np. straci prace to zarobki beda tylko
                          > jej smile)))))))))))))))))))

                          Tez beda wspolne. Gdzies twierdziłam, że nie? Tylko róznica jest taka,
                          ze zobowiazanie alimentacyjne jest tylko mojego meza, nie wspolne. I nic nie
                          bede miała przeciw wydawaniu tego, co zarobię, na WSPÓLNE wydatki (czyli nasze
                          wspolne dziecko, potrzeby mojego meza czy naszego domu). Natomiast na wylaczne
                          zobowiazanie mojego meza moge, ale nie musze sie godzic.

                          > Pietnuje osoby niepracujace sama pozostajac na utrzymaniu meza. Dla mnie to
                          > jest dziwne. Znalazlabym jeszcze kilka innych spraw dziwnych smile

                          Rozróżnijmy moze niepracowanie z lenistwa (które pietnuje) od niepracowania
                          z innych powodow (maleńkie dziecko, studia, choroba dziecka). Nie wkładaj zatem
                          w moje usta swoich sformułowania.

                          PS A ja utrzymuję się sama - ze stypendium smile Natomiast 99% kosztów utrzymania
                          naszego dziecka ponosi mój mąz, bo 99% obowiązków z nim związanych spada na
                          mnie.
                          • pelaga Re: erin 21.06.05, 14:50
                            > PS A ja utrzymuję się sama - ze stypendium smile Natomiast 99% kosztów
                            > utrzymania
                            > naszego dziecka ponosi mój mąz, bo 99% obowiązków z nim związanych spada na
                            > mnie.

                            Jaka szkoda, ze takie proporcje nie sa zachowane w stosunku do pierwszego
                            dziecka, skoro 100% obowiazkow z nim zwiazanych spada na jego matke...
                            • e_r_i_n Re: erin 21.06.05, 14:51
                              pelaga napisała:

                              > Jaka szkoda, ze takie proporcje nie sa zachowane w stosunku do pierwszego
                              > dziecka, skoro 100% obowiazkow z nim zwiazanych spada na jego matke...

                              No cóż, takiego sobie ojca swojego dziecka wybrała.
                            • jayin Re: erin 22.06.05, 11:17
                              pelaga napisała:

                              > Jaka szkoda, ze takie proporcje nie sa zachowane w stosunku do pierwszego
                              > dziecka, skoro 100% obowiazkow z nim zwiazanych spada na jego matke...

                              To chyba kwestia tego, że dziecko jest "przy matce". Siłą rzeczy matka się zajmuje dzieckiem non stop. Bo ojciec z nimi nie mieszka.

                              Czy ojciec ma płacić 100% utrzymania dziecka - bo matka się nim zajmuje? Wyglądałoby na to, że płaci matce za opiekę nad dzieckiem...
                              Z matką dziecka najczęściej nie wiąże go po rozwodzie/rozstaniu nic poza dzieckiem. Nie ma w tym "interesu", żeby się zajmować matką i "płacić" jej/wspomagać finansowo za to, że cała opieka przypada na nią. Stąd też się bierze wyrażenie "SAMODZIELNA mama".

                              Zupełnie inna sprawa - gdy ojciec i matka są razem. z dzieckiem. w jednym domu. kiedy są miedzy matką i ojcem relacje "związkowe" - uczucia - wspólne zycie itd. zwykle wtedy ojciec poczuwa się do "ulżenia" matce w jej obowiązkach, albo wręcz 'wynagrodzeniu' jej tego - zdejmując z niej "ciężar" utrzymywania dziecka, jesli ona sie zajmuje dzieckiem "niefinansowo". widzi po prostu w tym "interes" własny - lepsze relacje z matką dziecka itp.

                              Są razem - nie widzi problemu by płacić nawet te 100% utrzymania dziecka. nierzadko matki.
                              Nie są razem - nie widzi POWODU, by płacić 100% - bo matka i ojciec dziecka mają już OSOBNE domy, gospodarstwa domowe, budzety. nie poczuwa się do "współudziału" we wspieraniu tamtego budzetu w 100%.

                              oczywiście idealnie by było, gdyby wszystkie mamy mogly zajmować się dziecmi, aojcowie byliby w stanie utrzymac i dzieci i swoje kobiety :=) ale czasy Ludwików XVI i innych takich mineły stety/niestety.

                              Poza tym - bardzo wielu ludziom trudno jest "przetworzyć" wartości/wysiłki niematerialne na pieniądze. Ile razy się widzi, słyszy, że mąż narzeka, że zona w domu nic nie robi, a on haruje jak wół i zarabia... Albo ile razy zona się wscieka, ze mąż siedzi przy kompie i nic nie robi, tylko siedzi i siedzi, a ona sie nudzi, a smieci nie wyniesione, a ziemniaki nie obrane... niewazne, ze facet programuje cos i zarabia tym "siedzeniem" kupę kasy, ktorą pozniej zona moze wydac. I tak dalej, i tak dalej...
                              • edzieckokarenina Re: erin 22.06.05, 11:33
                                Nie ma w tym "interesu", żeby się zajmować
                                matką i "płacić" jej/wspomagać finansowo za to, że cała opieka przypada na nią.
                                ***
                                hehe-nie ma interesu w tym żeby ktoś zajmował się jego dzieckiem?winkjasne
                                • jayin Re: erin 22.06.05, 11:44
                                  edzieckokarenina napisała:

                                  > hehe-nie ma interesu w tym żeby ktoś zajmował się jego dzieckiem?winkjasne

                                  nie chodzi o "zajmowanie się dzieckiem" - w sensie opieki matczynej jako takiej. To jest interes "odgórny" i nieodwołalny - dla rodziców "normalnych" - i jako taki ma go i ojciec i matka. Ale nie w sensie, że dotyczy to JEGO SAMEGO (czy jej samej) i tego, co on na tym zyska czy straci, tylko dotyczy to bezpieczenstwa DZIECKA. w rożnym wymiarze.

                                  "Interes" o jakim ja piszę, to "interes" prywatny, egoistyczny, osobisty - czy jak wolisz to nazwac - a dotyczący układu/związku/kontaktow/korzysci/strat - wynikajacych dla OJCA lub dla MATKI bezposrednio. o ile facet woli miec spokoj usatysfakcjonowaą rodzinę w domu i miłą DLA NIEGO:=) żonę w mieszkaniu, która go będzie kochac i podziwiac za to, ze taki dobry i w ogole, ze ją utrzymuje, a ona moze siedziec w domu i nic nie robic, zajmowac sie dzieckiem,domem i sobą samą - o tyle on nie ma INTERESU w tym (zazwyczaj), by jego Ex Zona tak go traktowala - więc zapewnia dziecku utrzymanie w swojej części nakładu finansowego gdy dziecko jest w domu matki, oraz opiekę nad nim ze swej strony ORAZ UTRZYMANIE (nie widzialam sytuacji, gdy to mama dopłaca alimenty ojcu, gdy ten bierze dziecko np. na miesiąc wakacji i caly ten czas je utrzymuje w 100% plus ekstrasy, plus opieka 24 h na dobe zapewnione...), kiedy to dziecko jest u niego w domu.

                                  Napisałabym "uroki" rozwodu - ale to chamskie by było. Ale mniej wiecej o to chodzi. Niestety - po rozwodzie CIĘŻKO zapewnić dziecku idealne warunki rozwoju i życia - takie, jakie może mieć dziecko w pełnej rodzinie. Ale to są decyzje ludzi, którzy się rozwodzą i jako takie, mają konsekwencje długofalowe i odbijają się na dzieciach w ten czy inny sposób. Niestety nie ma idealnego świata...

                                  J.
                                  • edzieckokarenina Re: erin 22.06.05, 12:31
                                    Napisałabym "uroki" rozwodu - ale to chamskie by było. Ale mniej wiecej o to
                                    chodzi. Niestety - po rozwodzie CIĘŻKO zapewnić
                                    dziecku idealne warunki rozwoju i życia - takie, jakie może mieć dziecko w
                                    pełnej rodzinie. Ale to są decyzje ludzi, którzy się
                                    rozwodzą i jako takie, mają konsekwencje długofalowe i odbijają się na
                                    dzieciach w ten czy inny sposób. Niestety nie ma idealnego
                                    świata
                                    ***
                                    zgadza się, nie ma idealnego świata, nie ma więc idealnych ludzi.Ale tak na
                                    marginesie-to że matka zajmuje sie dzieckiem czy to 24h/dobę czy po pracy to
                                    jest na prawdę w interesie ojca.Zwłaszcza w przypadku kiedy matka nie pracuje-
                                    odpadają koszty opiekunki do dziecka.
                                    "W życiu i restauracji protestuj- kiedy kota podadzą ci jako zająca"
                                    • jayin Re: erin 22.06.05, 12:44
                                      edzieckokarenina napisała:

                                      > zgadza się, nie ma idealnego świata, nie ma więc idealnych ludzi.Ale tak na
                                      > marginesie-to że matka zajmuje sie dzieckiem czy to 24h/dobę czy po pracy to
                                      > jest na prawdę w interesie ojca.

                                      Masz rację - wtym kontekście o którym piszesz - masz zupełną rację. Tak samo, jakw interesie matki jest to, by dziecko miało jak najlepszą opiekę wtedy, kiedy jest u ojca.

                                      > Zwłaszcza w przypadku kiedy matka nie pracuje-odpadają koszty opiekunki do dziecka.

                                      Tu też masz racjęwink Z punktu patrzenia na finanse - w tym również przecież finanse ojca. Ale patrząc na znajomych, nawet na mnie samą, no i czytajac postu na kilku forach - daje się zauważyć pewną tendencję: KAŻDY człowiek czuje się bardziej wygodnie i komfortowo, gdy widzi "czarno na białym", na co wydaje swoje pieniądze. Z tego powodu - gdy nie ma dobrych układów M-Ex - M jest podejrzliwy w stosunku do Ex, w temacie "na co ona te alimenty wydaje??" albo Ex robi problemy M w jakis sposob i on po prostu "zamyka" się na "pomoc" dla niej jakąkolwiek (np. odciążenie jej od obowiązku zarabiania na dziecko ICH wspolne) - taki facet będzie wolał zapłacić do ręki za przedszkole/opiekunkę, żeby Ex mogla isc do pracy i tez dziecko współ-utrzymać - niż pracowac na alimenty w 100% wysokosci utrzymania dziecka - kiedy mysli, że on ROBI, a Ex siedzi w domu - czasem facet sie czuje wtedy jakos "wykorzystany" (schemat także w małżeństwach wielu: on pracuje i ma pretensje do zony, ze ta NIC NIE ROBI, niewazne, ze ona wtedy by zajmowala sie trojka dzieci i domem z dwoma hektarami pola). Nie pytaj mnie DLACZEGO tak ludziom (męzczyznomsmile w głowie się uklada często - bo psychika ludzka jest dziwnym ustrojstwem. a to co napisalam powyzej pochodzi z moich rozmow ze znajomymi Exami i Exiami.

                                      Inna sprawa, że gdy M i Ex mają dobre układy między sobą, żyją bez ans i nie robią sobie nawzajem problemów to ZWYKLE nie ma problemu z tym, że ojciec płaci nierzadko 80-90% utrzymania dziecka, gdy Ex nie pracuje (w moim "otoczeniu" mam takie dwa fajne uklady M-Ex. przyjaciólka nie pracuje, dostaje od Exa tyle, że starcza i na utrzymanie dziecka i na utrzymanie jej samej - z czego Ex nie robi problemu, bo są przyjaciółmi. fakt - rozstali się "pokojowo" a facet zarabia nieźle - i młoda ma bardzo dobrą sytuację, bo nie martwi się o pieniądze, a w dodatku z dzieckiem jest cały czas. chociaż sama mówi, że ją już coś trafia, jak siedzi w domu i jak tylko mały pójdzie do przedszkola - teraz ma dwa latka - to ona wraca do pracy). i taki układ byłby najlepszy. ale jest mozliwy tylko przy idealnych wręcz warunkach kontaktow M-Ex, sposobu ich rozstania, braku wzajemnych pretensji i istnieniu więzi jakiejs "sympatii" miedzy nimi. no i normalnosci kazdego z nich. A taka mieszanka jest bardzo rzadka w swiecie.

                                      J.
                                • magdalens do edzieckokarenina 22.06.05, 12:25
                                  edzieckokarenina napisała:

                                  > hehe-nie ma interesu w tym żeby ktoś zajmował się jego dzieckiem?winkjasne

                                  Traktujesz matkę jako całodobową opiekunkę do dziecka czy co?
                                  Czy uważasz że ojciec powinien płacić również matce za to że opiekuje się
                                  dzieckiem, ona ma to robić interesownie - nie rozumiem twojego toku myślenia.
                                  Alimenty to pieniądze na utrzymanie dziecka a nie jego matki chyba, że dostanie
                                  alimenty również na siebie. Nie myl pojęć.
                                  • e_r_i_n Re: do edzieckokarenina 22.06.05, 12:27
                                    magdalens napisała:

                                    > Traktujesz matkę jako całodobową opiekunkę do dziecka czy co?
                                    > Czy uważasz że ojciec powinien płacić również matce za to że opiekuje się
                                    > dzieckiem, ona ma to robić interesownie - nie rozumiem twojego toku myślenia.

                                    Dobre pytania. Swoją drogą - dla mnie opieka nad dzieckiem to przede wszystkim
                                    przyjemność, nie obowiązek. I nagrodą za to jest Jego miłość.
                                    • edzieckokarenina Re: do edzieckokarenina 22.06.05, 12:42
                                      e_r_i_n napisała:

                                      > magdalens napisała:
                                      >
                                      > > Traktujesz matkę jako całodobową opiekunkę do dziecka czy co?
                                      > > Czy uważasz że ojciec powinien płacić również matce za to że opiekuje się
                                      >
                                      > > dzieckiem, ona ma to robić interesownie - nie rozumiem twojego toku myśle
                                      > nia.
                                      >
                                      > Dobre pytania. Swoją drogą - dla mnie opieka nad dzieckiem to przede
                                      wszystkim
                                      > przyjemność, nie obowiązek. I nagrodą za to jest Jego miłość.
                                      ****
                                      oby twoje dziecko było równie pewne miłości obu rodziców do niego
                                      pozdrawiam i życzę miłego dnia
                                    • pelaga Re: do edzieckokarenina 22.06.05, 13:53
                                      > Swoją drogą - dla mnie opieka nad dzieckiem to przede wszystkim
                                      > przyjemność, nie obowiązek.

                                      Kiedy dziecko jest male i jest to bycie z dzieckiem i zabawa z nim, czytanie mu
                                      bajek to jest to naprawde przyjemnosc. Poczekaj az dziecko pojdzie do szkoly, a
                                      OPIEKA nad nim zamieni sie w DOWOZENIE go na zajecia dodatkowe i odrabianie
                                      lekcji, a przekonasz sie, ze to juz nie sam "mniod" i na pewno dziecko Ci
                                      miloscia nie bedzie odplacac za gonienie do odrabiania lekcji wink))
                                      No chyba, ze ktos trafi na dziecko, ktore sie samo garnie do odrabiania lekcji,
                                      ja niestety nia mialam tego szczescia.
                                      • e_r_i_n Re: do edzieckokarenina 22.06.05, 14:01
                                        pelaga napisała:

                                        > Kiedy dziecko jest male i jest to bycie z dzieckiem i zabawa z nim, czytanie
                                        > mu bajek to jest to naprawde przyjemnosc.

                                        Zapomnialas juz, jak to jest miec male dziecko? Przypomne - to tez wstawanie w
                                        nocy (no coz, jeszcze sie budzi), usypianie, wychowywanie w okresie buntu itd.

                                        > Poczekaj az dziecko pojdzie do szkoly, a OPIEKA nad nim zamieni sie w
                                        > DOWOZENIE go na zajecia dodatkowe i odrabianie lekcji, a przekonasz sie, ze
                                        > to juz nie sam "mniod" i na pewno dziecko Ci miloscia nie bedzie odplacac za
                                        > gonienie do odrabiania lekcji wink))

                                        Teraz tez dowoze, zawoze, odbieram itd. A poza tym - czy 'fajnie' jest miec
                                        dziecko tylko wtedy, gdy jest małe? Wiadomo, małe dzieci mały klopot, duze
                                        dzieci - duzy, co nie znaczy, ze mniejsza przyjemnosc sprawia ich 'manie' smile
                                        Patrzac na moich rodzicow wiem, ze i te klopotliwe przyjemnosc sprawiaja tym,
                                        ze sa smile

                                        > No chyba, ze ktos trafi na dziecko, ktore sie samo garnie do odrabiania
                                        > lekcji, ja niestety nia mialam tego szczescia.

                                        Mam nadzieje, ze to akurat po mamusi bedzie mial moj syn i klopotu nie bedzie smile

                                        PS Nawiazujac do innej Twojej wypowiedzi - dla mnie, mimo iz przyjemnosc mi
                                        sprawia bycie z moim dzieckiem, niczym dziwnym jest chec odpoczynku, chwili dla
                                        siebie itd. I ja rozumiem, ze Ty czujesz niesprawiedliwosc w sytuacji, w ktorej
                                        jestes. Ale wkurza mnie sprowadzanie posiadania dziecka do 'jakiegos
                                        obowiazku', za ktory sie wynagrodzenie nalezy - bo brzmi to dla mnie mocno
                                        dziwnie.

                                        I tak mnie jeszcze nurtuje jedno pytanie - czy gdyby ojciec Twojego dziecka
                                        interesowal sie nim, to zgodzilabys sie na to, zeby duzo czasu (oczywiscie nie
                                        kazda wolna chwile i nie kosztem Waszych planow, ale spora czesc wolnego czasu)
                                        spedzal z nim? Chociazby z egoistycznych pobudek - odpoczynku w samotnosci?
                                        • pelaga Re: do edzieckokarenina 22.06.05, 14:32
                                          > Zapomnialas juz, jak to jest miec male dziecko?

                                          Nie sadze, ale dla mnie przyjemniejsze byly chwile spedzone w piaskownicy z
                                          dzieckiem niz te teraz pod drzwiami terapeuty w PPP. Tak to odbieram i tyle. I
                                          choc moje dziecko dlugo budzilo sie w nocy, jakos nie wspominam tego jakos
                                          tragicznie smile

                                          > Teraz tez dowoze, zawoze, odbieram itd.

                                          JA jakos dostrzegam roznice odkad moje dziecko poszlo do szkoly. Teraz mam
                                          zdecydowanie wiecej dowozenia. No ale to indywidualna sprawa na ile zajec
                                          dziecko zapisujemy (bo moj to chcialby chodzic na jeszcze wiecej, tylko doby
                                          brakuje czasami)

                                          > A poza tym - czy 'fajnie' jest miec
                                          > dziecko tylko wtedy, gdy jest małe? Wiadomo, małe dzieci mały klopot, duze
                                          > dzieci - duzy, co nie znaczy, ze mniejsza przyjemnosc sprawia ich 'manie' smile

                                          Ja nie twierdze, ze nie mam przyjemnosci z powodu posiadania dziecka. Pisze o
                                          obowiazkach z tym zwiazanych i na tym sie teraz slupiam. PO co mam wykladac o
                                          przyjmenosciach? Matki wiedza jakie sa przyjemnosci. Mam takie swoje
                                          powiedzenie, dotyczy co prawda dzieci malych, ale mozna analogicznie przeniesc
                                          na wieksze: dzieci to kupa radosci z przewaga kupy. I tak w wychowaniu jest
                                          ogrom radosci i ogrom obowiazkow.

                                          > Mam nadzieje, ze to akurat po mamusi bedzie mial moj syn i klopotu nie bedzie

                                          Ja tez mialam nadzieje, niestety geny sie wymieszaly wink))

                                          > dla mnie, mimo iz przyjemnosc mi
                                          > sprawia bycie z moim dzieckiem, niczym dziwnym jest chec odpoczynku, chwili
                                          > dla siebie

                                          Widzisz dla mnie tez nie jest niczym dziwnym chec chwil dla siebie, ale ja ich
                                          nie mam, bo wszystkie obowiazki MUSZE pewnic sama. Nie naleze do osob zle
                                          zorganizowanych, a jednak jestem w stanie jedynie raz na dwa tygodnie/miesiac
                                          wyrwac 2-3 godzinki tylko dla siebie i to z wielkim trudem, dzieki mojej mamie.

                                          > Ale wkurza mnie sprowadzanie posiadania dziecka do 'jakiegos
                                          > obowiazku', za ktory sie wynagrodzenie nalezy - bo brzmi to dla mnie mocno
                                          > dziwnie.

                                          NIGDZIE nie napisalam, ze nalezy mi sie wynagrodzenie. Napisalam o ponoszeniu
                                          przez niewychowujacego dziecko ojca w 100% jego kosztow utrzymania. To dla mnie
                                          dwa rozne pojecia.

                                          > I tak mnie jeszcze nurtuje jedno pytanie - czy gdyby ojciec Twojego dziecka
                                          > interesowal sie nim, to zgodzilabys sie na to, zeby duzo czasu spedzal z nim?
                                          > Chociazby z egoistycznych pobudek - odpoczynku w samotnosci?

                                          Ja sie na to godzilam i namawialam na wiecej. Przypomne, ze NIGDY kontaktow nie
                                          ograniczalam, mogl spedzac z dzieckiem tyle czasu ile chcial, moglby spedzac
                                          wiecej gdyby wyrazil chec. Nie bylo to uzaleznione od posiadania/nieposiadania
                                          przeze mnie faceta. Pobudka mna kierujaca bylo to, ze MUSIALAM patrzec na
                                          tesknote dziecka. Nigdy nie umialam odpoczywac podczas wizyt mojego dziecka u
                                          ojca, nigdy nie ufalam mu na tyle, zeby gdzies wyjechac i nie byc pod
                                          telefonem, ale to juz bylo uzaleznione od tego, ze kontakty byly nieczeste i
                                          dziecko czasami dzwonilo, zebym po nie przyjechala. No i wiek mojego syna tez
                                          tu mial duze znaczenie. Ciezko jest rzucic sie wir towarzyskiego zycia wiedzac,
                                          ze dziecko pozostaje pod opieka nieodpowiedzialnej osoby, ktora widuje raz na
                                          np. pol roku. Ale za to z nowymi silami wieczorem witalam sie z Mlodym i na
                                          pewno wtedy odczuwalam ulge, ze juz jest w domu smile Czyli kobiecie sie nie
                                          dogodzi smile))))) Ale w tych "odwiedzinach" chodzilo o dziecko, a nie moje dobre
                                          samopoczucie.
                                          • e_r_i_n Re: do edzieckokarenina 22.06.05, 14:49
                                            pelaga napisała:


                                            > Nie sadze, ale dla mnie przyjemniejsze byly chwile spedzone w piaskownicy z
                                            > dzieckiem niz te teraz pod drzwiami terapeuty w PPP.

                                            No to oczywiste. Ja tez wole wizyte w piaskownicy, niz u kolejnego lekarza -
                                            a sporo ich odwiedzac musimy.

                                            > I choc moje dziecko dlugo budzilo sie w nocy, jakos nie wspominam tego jakos
                                            > tragicznie smile

                                            Ja tez nie jecze z tego powodu - mowie tylko, ze małe dziecko to nie tylko
                                            ksiazeczki, zabawki i spacery. A obowiazki - to skutek ich posiadania, nic
                                            wiecej smile

                                            > Ja nie twierdze, ze nie mam przyjemnosci z powodu posiadania dziecka. Pisze o
                                            > obowiazkach z tym zwiazanych i na tym sie teraz slupiam. PO co mam wykladac o
                                            > przyjmenosciach?

                                            Jasne. Ale nie mozna sprowadzic posiadania dziecka tylko do obowiazkow -
                                            a niektore z pan, nie twierdze, ze Ty, to robią.

                                            > NIGDZIE nie napisalam, ze nalezy mi sie wynagrodzenie.

                                            Ty nie.


                                            Co do spotkań - dziekuję za wyczerpująca odpowiedź. Podbudowała mnie.
                              • pelaga Re: erin 22.06.05, 13:40
                                > To chyba kwestia tego, że dziecko jest "przy matce". Siłą rzeczy matka się
                                > zajmuje dzieckiem non stop. Bo ojciec z nimi nie mieszka.

                                Z tego co piszesz wynika jasno, ze matka w 100% wykonuje obowiazek wychowywania
                                dziecka. Bo tak jest w zdecydowanej wiekszosci przypadkow. Choc sa takie
                                przypadki, kiedy ojciec nie mieszka z matka, a dziecko np. odbiera ze szkoly,
                                czy przedszkola, wozi na zajecia pozalekcyjne, zabiera na wakacje, odrabia z
                                dzieckiem lekcje. Wtedy ja uwazam, ze taki ojciec uczestniczy w obowiazkach
                                zwiazanych z wychowywaniem dziecka. Ale wrocmy do ojca, ktory tego obowiazku w
                                ZADEN sposob nie wykonuje. Matka musi WSZYSTKO zrobic sama.

                                > Czy ojciec ma płacić 100% utrzymania dziecka - bo matka się nim zajmuje?
                                > Wyglądałoby na to, że płaci matce za opiekę nad dzieckiem...

                                Dla mnie wytgladaloby to, ze utrzymuje dziecko w 100%. Zalozmy, ze matka
                                pracuje, zeby nie bylo, ze ja musi utrzymywac.

                                Ostatnimi czasy dosc dokladnie zglebilam temat alimentow i troszke zmienilam
                                poglady. Wydawalo mi sie, ze alimenty to tylko KASA i ze powinno sie dzielic
                                koszty utrzymania po polowie i polowa powinien byc obciazony ojciec.
                                Kiedy jednak czlowiek zaglebi sie w przepisy dotrze do wyjasnienia, ze
                                obowiazek alimentacyjny to obowiazek WYCHOWANIA i UTRZYMANIA dziecka. Czyli
                                alimentacja to "twor" zlozony z dwoch obowiazkow. Jesli jedna strona w pelni
                                wykonuje obowiazek wychowania dziecka, to dlaczego druga strona nie mialaby sie
                                w pelni wywiazywac z drugiego obowiazku, ktorym jest utrzymanie??? Dla mnie,
                                ktora ma WSZYSTKIE popoludnia zajete przez baseny, terapie, lekarzy i
                                odbrabianie lekcji z dzieckiem, dla mnie nie majacej w tygodniu czasu dla
                                siebie samej (np. randka, kosmetyczka, ploty z kolezankami), dla mnie
                                spedzajacej kazdy weekend z dzieckiem, zabierajacej go wszedzie ze soba taki
                                wlasnie podzial bylby ZADOSCUCZYNIENIEM ze strony ojca, ktory wymiksowal sie z
                                zycia dziecka i z obowiazku uczestniczenia w jego wychowaniu. I rozwod nie ma
                                tu zupelnie nic do rzeczy, bo znam jednego ojca, ktory mimo rozwodu naprawde
                                wychowuje swoje dziecko. Dla mnie to ewenement. Jego ex nie szaleje z
                                podwyzkami alimentow smile
                                Kocham swoje dziecko, ale chetnie czasami odpoczelabym chwilke, poszla gdzies
                                sama, moze nawet na kilka upojnych dni bez niego gdzies wyjechala. Nie mam tej
                                mozliwosci, bo w 100% wychowuje dziecko SAMODZIELNIE, a na dodatek utrzymuje w
                                co najmniej 50%. Wybacz, ale z MOJEGO punktu widzenia to sprawiedliwe nie jest.
                                • magdalens Re: erin 22.06.05, 13:44
                                  a co jeśli ojciec chce uczestniczyć w wychowaniu dziecka , zabierać je na
                                  weekendy, odwiedz a w szkole gdy tylko może, chce z nim odrabiać lekcje,
                                  chodzić na basen itp. Ale eks zabrania, żąda tylko pieniędzy.
                                  • ajmj Re: erin 22.06.05, 13:48
                                    U nas to samosad Tylko żądania ... Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. A dziecka nie
                                    musi oglądać, bo nie i juz. Smutne to i tragiczne dla ich dzieciaczkasad
                                    • natonek Re: erin 22.06.05, 14:24
                                      Boszzzz.... a myslałam, że tylko my mamy takie problemy
                                      No to może powiem Wam jak to wygląda na naszym podwórku...
                                      Pomijając zupełnie kwestię alimentów (które moim zdaniem mój M płaci wysokie i
                                      zapewniam Was, że płaci je bardzo regularnie, bez ani jednego dnia opóźnienia).
                                      Chodzi mi natomiast o kwetię ulżenia matce w ciężarze wychowania dziecka...
                                      Jako, że mój M ma takie szczęście, iz pracuje do godziny 15-tej, mało tego
                                      pracuje 500 m od miejsca zamieszkania pani exowej - proponował jej, że będzie
                                      Młodą odbierał codziennie ze szkoły. Nadmienię, że exowa pracuje (jedynie na
                                      1/2 etatu), praca ta jednak zajmuje jej czas do około 18-tej. Przy takim
                                      rozwiązaniu, dziecko miałoby okazję zjęść o normalnej porze, normalny obiad;
                                      odrobic lekcje; pobyć z ojcem - a nie ze znajomymi exowej (którzy to odbierali
                                      Młodą ze szkoły); no i oczywiście być odwiezionym do pani matki o podanej przez
                                      nia porze.
                                      Oczywiście takie rozwiązanie zaproponowane przez mojego M spotkalo się z odmową
                                      ze strony exowej. I powiem Wam, że do dziś zastanawiam się nad powodami jej
                                      decyzji ponieważ uważam iż byłoby jej to wyjątkowo na rękę. No ale to chyba
                                      działanie typu ..."na złość mamie....". Szkoda tylko, że z powodu głupoty
                                      takich osób, dziecko szwenda się po obcych ludziach.
                                      A żeby nie zostać zakrzyczaną przez waleczne osoby, powiem zawczasu, że mój M
                                      nigdy nie próbował nawet (nawet o tym nie wspomniał) obniżać kwotę zasądzonych
                                      mu alimentów (mimo, iz sam ma świadomość, że są one dosyć wysokie). Exowa
                                      również dobrze o tym wie, że nie wypomniałby jej tego faktu bo zbyt mocno jest
                                      związany ze swoją córką i opieka nad nia jest dla niego przyjemnością
                                      Dlatego też jak czytam sobie posty na temat tego jak bardzo mamusie poświęcają
                                      się wychowaniu swoich dzieci i jak bardzo ojcowie nie chcą im w tym pomagać -
                                      to mnie normalnie krew zalewa.
                                      Nie wiem .... być może tylko mój M ma taki nieudany egzemlarz, który oprócz
                                      nienawiści nie ma w sobie żadnych innych uczuć a także pozbawiony jest
                                      logicznego myslenia
                                      Przepraszam, nie chciałam tu nikogo urazić - wypowiadam tylko swoje zdanie
                                      dotyczące naszej, konkretnej sytuacji.
                                      Zabolało mnie jednak generalizowanie, iż tatusiowie są be bo unikają
                                      uczestniczenia w wychowaniu swoich dzieci. W przypadku mojego M to właśnie
                                      mamusia nie chce aby tatuś w tym wychowaniu brał udział
                                      • chalsia Re: erin 22.06.05, 15:09
                                        > Dlatego też jak czytam sobie posty na temat tego jak bardzo mamusie
                                        poświęcają
                                        > się wychowaniu swoich dzieci i jak bardzo ojcowie nie chcą im w tym pomagać -
                                        > to mnie normalnie krew zalewa.

                                        Prosty przykład ze swojego podwórka - ojciec chce rozszerzyć kontakty z
                                        dzieckiem ponad to co już ma. Z tego co ma - nie korzysta. Pomoc? Proszę
                                        bardzo - z ostatniej chwili.
                                        W dzień wyjazdu do ojca na weekend dziecko się rozchorowało. JA miałam ten
                                        weekend oczywiście zaplanowany na różne zaległe, zdrowotne, zakupowe i
                                        towarzyskie plany. Ojciec ma przyznane, że w przypadku choroby dziecka w dni, w
                                        które dziecko powinno być u ojca, ojciec ma spędzać z dzieckiem u mnie w domu.
                                        Ponieważ sąd podzilił moją opinię, że nie moze być tak, by tylko matka w 100%
                                        była obciążona opieką nad chorym dzieckiem w dni wolne od pracy.
                                        Jak myślisz, czy ojciec przyjechał do chorego dziecka? Nie. Nawet do niego nie
                                        zadzwonił.
                                        A ja? Oczywiście wszelkie moje weekendowe plany wzięły w łeb.
                                        Poprzednim razem, gdy dziecko było chore w dzień wizyty u ojca (sobota) ojciec
                                        przyjechał na godzinę, ale wyszedł po 20 minutach bo się obraził na mnie, gdy
                                        ja zdziwiona faktem, ze przyjechał tylko na godzinę stwierdziłam, że w dzień
                                        gdy jemu przypada opieka nad dzieckiem to ja mam wolne do załatwiania swoich
                                        spraw.
                                        Chalsia
                                      • edzieckokarenina Re: erin 22.06.05, 15:13
                                        Dlatego też jak czytam sobie posty na temat tego jak bardzo mamusie poświęcają
                                        się wychowaniu swoich dzieci i jak bardzo ojcowie nie chcą im w tym pomagać -
                                        to mnie normalnie krew zalewa.
                                        Nie wiem .... być może tylko mój M ma taki nieudany egzemlarz, który oprócz
                                        nienawiści nie ma w sobie żadnych innych uczuć a także pozbawiony jest
                                        logicznego myslenia
                                        Przepraszam, nie chciałam tu nikogo urazić - wypowiadam tylko swoje zdanie
                                        dotyczące naszej, konkretnej sytuacji.
                                        ***
                                        ale dlaczego Cię krew zalewa czytając o "poświęcających się matkach i
                                        migających ojcach"?wink to jest praktycznie regułą.Tylko nieliczni ojcowie
                                        pamiętają o swoich dzieciach po rozstaniu z matką-Tówj M jest jak najbardziej
                                        OK-nie wygląda mi na ofiarę losu? ofiarę losu bo zajmuje się swoim dzieckiem?
                                        jest normalnym facetem.I powiem jak pelaga-studiowałam oststnio ustawę o
                                        alimentacji dziecka-i to faktycznie jest tak,że obowiązek alimentacyjny top
                                        jest nie tylko kasa-to jest też zajmowanie się dzieckiem i wychowywanie go-
                                        czyt."poświęcanie" mu swojego czasu-czy jak wolisz-opieka nad dzieckiem.Dlatego
                                        sąd z reguły nie idzie na podział po połowie kosztów utrzymania dziecka-wlicza
                                        w to też czas jaki rodzic spędza z dzieckiem zajmując się nim.Jedna niedouczona
                                        osoba na tym forum uznaje że matka chce pieniędzy od ojca za opiekę nad
                                        dzieckiem.Ja już prościej nie potrefię tego wytłumaczyć-nie chodzi o to żeby ex
                                        płacił kobiecie tak jak się płaci opiekunce do dzieckawink chodzi o to,że nawet
                                        sąd bierze pod uwagę inną formę alimentacji niż kasa.Jakby niektóre osoby o tym
                                        wiedziały to nie żądałyby podziału utrzymania dziecka 50% na 50% tylko brałyby
                                        pod uwagę również inne czynniki
                                • m-m-m Re: erin 22.06.05, 15:05
                                  Kocham swoje dziecko, ale chetnie czasami odpoczelabym chwilke, poszla gdzies
                                  sama, moze nawet na kilka upojnych dni bez niego gdzies wyjechala. Nie mam tej
                                  mozliwosci, bo w 100% wychowuje dziecko SAMODZIELNIE, a na dodatek utrzymuje w
                                  co najmniej 50%. Wybacz, ale z MOJEGO punktu widzenia to sprawiedliwe nie jest


                                  Nie jest, i gdy mój M. w sprawie alimentów na pasierba wystapił z taką
                                  argumentacją do sądu (a młody miał wtedy lat 8) to sąd powiedział, że to już
                                  duże dziecko, a samodzielna opieka na dzieckiem to może wyczerpywać obowiązek
                                  alimentacji w przypadku dziecka kilkumiesięcznego lub o dużej
                                  niepełnosprawności.
                                • jayin Re: erin 22.06.05, 15:13
                                  pelaga napisała:

                                  > Wybacz, ale z MOJEGO punktu widzenia to sprawiedliwe nie jest.

                                  Oczywiście, że nie jest. Ale skoro dla wielu ludzi nie jest JASNE rozliczanie finansów contra posiećany czas - to ciezko jest ustalic jedyny słuszny sposób takiego rozliczenia. Bo zawsze ktos będzie miał "uwagi".

                                  Oczywiście, że zapewniając dziecku 100% opieki - matka, to idealem byłoby zapewnienie utrzymania dziecku - w 100% - ojciec. W ogóle dla mnie byłoby najlepiej, gdyby stac było (i finansowo i psychicznie - bo psychika jednak duże znaczenie ma w tym temacie) ojca dziecka nie tylko na utrzymanie dziecka, ale tez na utrzymanie matki dziecka - gdy ta nie pracuje i zajmuje sie dzieckiem - niezaleznie od tego, czy jest jego zona, czy nie. Ale powiedzmy sobie -ideałó niestety nie ma.

                                  I decydując się na OSOBNE domy - dla siebie i dla dziecka - trzeba liczyć się z tym, że będzie jeszcze mniej idealnie, niż było "za czasow wspolnego domu". Jesli facet bez problemu utrzymywal w malzenstwie dziecko i zone - to jesli uklady miedzy Exami sa dobre, mozna czasowo nawet miec taki uklad po rozwodzie.
                                  Jesli potrafil bez gadania dawac pieniadze na utrzymanie domu w czesci "swojej" i na dziecko - to nei widze powodu, dla ktorego mialoby sie to drastycznie zmienic po i facet NAGLE przestanie łozyc w części na swoje dziecko (nie w 100%). Jesli natomiast nawet w jednym domu facet skąpił, czy robił rpoblemy z kasą - to niestety potem bedzie gorzej jeszcze.

                                  Ogolnie: oboje rodzice POWINNI zapewniac dziecku ze swej strony utrzymanie, jesli tylko są w stanie to robic. Procentowy udzial zalezy od danej sytuacji.
                                  To, ze dziecko jest w 100% niemalze pod opieką matki -a ojcem sie tylko widuje - tojuz wynik "rozwodu" i ustaleń sądowych. Jasne, ze DOBRZE BY BYLO, gdyby mozna bylo to proporcjonalnie wyliczyc co do wkladu finansowego w utrzymanie i pieke nad dzieckiem. Ale tak sie chyba nie da? W ogole - idealnie by bylo, gdyby ojciec mogl sie zajmowac dzieckiem 50% czasu smile wtedy i finanse mozna by bylo dziecli na utrzymanie dziecka po pol i nikt nie czulby sie bardziej "wyeskploatowany" opieką nad dzieckiem. Bo opiekowaliby się "pół na pół". Ale to tak samo mało realne, jak wyliczenie tego "jaki odpowiednik finansowy ma opieka nad dzieckiem, sprawowana w domu przez matkę?"

                                  pozdr.

                                  J.
                        • natasza39 Re: erin 21.06.05, 14:45
                          pelaga napisała:

                          > > W sytuacji, gdy to z jej zarobków miałby być płacone alimenty to co w tym
                          >
                          > > dziwnego?
                          >
                          > Dziewne jest to, ze teraz kiedy erin nie pracuje uwaza, ze zarobki jej meza
                          sa
                          > ich wspolne i wspolnie planuja wydatki, jak wiele razy o tym pisala, ale gdy
                          > zacznie pracowac, a on np. straci prace to zarobki beda tylko
                          > jej smile))))))))))))))))))) Pietnuje osoby niepracujace sama pozostajac na
                          > utrzymaniu meza. Dla mnie to jest dziwne. Znalazlabym jeszcze kilka innych
                          > spraw dziwnych smile

                          Nic w tym dziwnego pelaga. To sie nazywa filozofia Kalego!
                          Kali ukraść krowę dobrze, ale Kalemu ukraść krowę o źle!
                          Tym niemniej z sama ideą, że alimentowanie jego spłodzonych "własnorecznie"
                          dzieci to tatuska jest zasrany obowiązek a nie jego drugiej żony, jego
                          rodziców, jego braci i sióstr.
                          Tak jak zgadzam sie z faktem, iż w każdej sytuacji trzeba być człowiekiem i jak
                          ten facet chwilowo nie ma (podkreślam CHWILOWO), to może mu i druga zona i
                          rodzice i ta siostra pozyczyć.
                          A jak facet z przyczyn rynkowo-życiowych traci nagle prace i nie może płacić 5
                          tys alimentów, jak do tej pory tylko 500 zl, bo taka ma nastepna pracę to
                          normalnym powinno być obniżenie kwoty alimentów do zarobków AKTUALNYCH.
                          W normalnym życiu tak jest ze raz jest gorzej, a raz lepiej i to powinno być
                          uwzglednione również w kwestii nieszczesnych alimentów.
                          Ale nie może być tak jak u Kalego. Po prostu w zależności od grubości i wagi
                          przysłowiowej krowy powinno sie dzielić ją na części.
                        • jayin Re: erin 22.06.05, 11:06
                          pelaga napisała:

                          > Dziewne jest to, ze teraz kiedy erin nie pracuje uwaza, ze zarobki jej meza sa ich wspolne i wspolnie planuja wydatki,

                          Co w tym dziwnego?
                          W każdym "normalnym" małżeństwie tak jest. Chyba, że żyją ze sobą jako współlokatorzy tylko i każdy ma swoją kasę, i się... składają... na wydatki...::=)

                          I w uzupełnieniu: Jak on pracuje, a ona nie - to wydatki są współnie uzgadniane. Do nich należą także alimenty - które są już stricte wpisane w trwałe wydatki. więc co tu uzgadniać? On zarabia - on płaci alimenty. Proste.

                          > zacznie pracowac, a on np. straci prace to zarobki beda tylko
                          > jej smile)))))))))))))))))))

                          Współlokatorka?:=)
                          On zarabia - jego pieniądze są jego i jej. Plus spłata alimentów -z JEGO pieniedzy.
                          Ona zarabia - jej pieniądze są jej - i jego. Alimentów nie musi płacić (ONA). A jak on nie ma i nie zarabia - to się zadłuża u państwa, albo się dogaduje z nią, żeby ona tymczasem płaciła za niego. Jak się ONA zgodzi - to luz. Jak nie - to i tak później będą spłacali - bo w JEDNYM domu budżet najczęściej jest wspólny i wspólnie uzgadniany. Spłata alimentów też jest wpisana w ten budżet, w przypadku, gdy do niego coś wnosi ten, kto jest do alimentow zobowiązany (OJCIEC w tym przypadku). Jeśli nie wnosi nic - to jasne, że w budżecie takim, spłata alimentów jest albo DOBROWOLNA:=) ze strony "zarabiającej" aktualnie, albo wykreślona - jeśli "zarabiający" nie widzi w tym swojego osobistego "obowiązku".


                          > Pietnuje osoby niepracujace sama pozostajac na utrzymaniu meza.

                          Primo: to chyba jest umowa między nimi, nie? Że on pracuje, a ona nie. Ona nie ma alimentów do płacenia, więc o co chodzi? "Zabieramy jednemu, dajemy drugiemu"? Gdzieś to czytałam, że jak się ma małe dziecko to TRZEBA z nim być w domu.. Bo przedszkola be.. fee.. drogie.. opiekunka - OK.. ale jak nie stać.. na opiekunke? ...to mama musi w domu siedziec... itd... Potraktowac to mozna jako "alimenty" na zone. Dlaczego nie? Niech ją utrzymuje, skoro taka jego wola. Dziecko i tak dostaje pieniążki - a kwestia długo jaki rosł przez to na KONCIE ojca - to sprawa ojca. I podatników wink Byleby spłacał to wszystko potem.

                          (co do podatkow - to ja wole, zeby za nie utrzymywac "cudze" dzieci, niz hordy lexusow i maybachow elity rządzącej........)

                          Niepracujące W OGÓLE. I nie widzące POWODU do szukania sobie pracy... Pracę można mieć. Jeśli się chce. Tyle, że nie każdemu chce się iść do roboty za 500 zł lub stać w hipermarkecie i bawić się w 10-godzinne prezentowanie proszków do prania. Ile ogłoszeń o pracy widać wszędzie... Tyle, że zwykle nijak się one mają do naszych hmm. ."wykształceń"... "preferencji"...:=) Jak się nie ma ŻADNEJ pracy, to się wsadza gdzieś swoje ambicje - i się robi, co się da. Nie? Tym bardziej, jeśli się ma dziecko na utrzymaniu (dokładniej: współuutrzymaniu) Dotyczy to zarówno ojców jak i matek.

                          > Dla mnie to jest dziwne. Znalazlabym jeszcze kilka innych
                          > spraw dziwnych smile

                          Szukajcie, a znajdziecie.
                          :=)
                    • jayin Re: erin 22.06.05, 10:47
                      Bez przesady.

                      po pierwsze to, że w sytuacji, gdy ojciec/matka nie może płacić/utrzymywac dziecka - robi to jego partner/partnerka (mąż/żona itd.) - to jest WYŁACZNIE umowa między nimi prywatna i dobra wola płacącego. Nie ma takiego obowiązku (z tego co gdzies tam czytam, to dopiero "zaposiada" ktores tam miejsce w kolejce, gdyby sie uprzec, w obowiązku alimentacyjnym, po dziadkach, rodzenstwie, itd itp)

                      a po drugie: gdy ojciec nie płaci - a macocha nie chce dać ze swoich na alimenty - chociaz owego ojca chce utrzymywac, placic za mieszkanie, gdzie on mieszka, karmic go, opierac - to JEJ SPRAWA. i nikt nie ma prawa wymagac od niej, żeby płaciła ZAMIAST niego, BO TAK.

                      To, co piszesz - że "swojemu dziecku da, a obcemu odbierze" - to FAKT - bo tak zdecydowała sobie macocha w temacie swoich pieniedzy - i jest to w równej mierze pokrętne, co tekst "jednemu dają, drugiemu zabierają" - w sytuacji, gdy bezrobotny siedzi w domu bez pracy, słyszy od sąsiada, że drugi sąsiad dostał właśnie dobrą robotę - i stwierdza, że ta robota to równie dobrze jemu się należała i sąsiad mu ją "odebrał" wrednie podstępnie..:=)
                • m-m-m Re: alimenty 21.06.05, 13:41
                  Uważam, że tak samo
                  powinno być w drugą stronę - mąż nie pracuje - alimenty płaci jego pracująca
                  żona.


                  I tu się nie zgadzam. Na szczęście w prawie nie ma możliwości ściągania
                  alimentów od partnera rodzica zobowiązanego do alimentacji.
                  To, że mam chłopa z dzieckiem nie oznacza, że automatycznie wyręczam mojego M.
                  w jego obowiązkach alimentacyjnych. To jego dziecko, na świat się nie prosiło,
                  wiedział co robi i jakie są skutki posiadania potomstwa, nie zamirzam go więc
                  zwalniać z takich zobowiązań. Ja bym alimentów za niego nie płaciła, nawet
                  gdyby stracił pracę, dostałby od mnie jakood żony wikt i opierunek, ale jego
                  dziecko to jego problem. Tak jak nie zgodziłam się by M. zrezygnował z
                  alimentów od exowej na ich syna: wtedy to exową odciążyłabym z alimentacji, a
                  niby z jakiej racji?
                  • ashan Re: alimenty 21.06.05, 13:47
                    m-m-m, widzisz nie zawsze chodzi o suchą literę prawa smile. Zgadza się, mój mąż
                    NIE MUSI utrzymywać mojego syna. On chce to robić. Gdyby nie chciał - nie byłby
                    moim mężem. Ile związków, tyle rozwiązań. Dla mnie to oczywiste, dla Ciebie
                    nie. Tak, jak niedawno pisałam - nie da się zmusić nikogo do ludzkich zachowań.
                    pozdrawiam
                    a.
                    • edzieckokarenina Re: alimenty 21.06.05, 13:51
                      ashan napisała:

                      > m-m-m, widzisz nie zawsze chodzi o suchą literę prawa smile. Zgadza się, mój
                      mąż
                      > NIE MUSI utrzymywać mojego syna. On chce to robić. Gdyby nie chciał - nie
                      byłby
                      >
                      > moim mężem. Ile związków, tyle rozwiązań. Dla mnie to oczywiste, dla Ciebie
                      > nie. Tak, jak niedawno pisałam - nie da się zmusić nikogo do ludzkich
                      zachowań.
                      >
                      > pozdrawiam
                      > a.
                      ****
                      zgadzam się z ashan- przeczytałam cały ten wątek i właśnie zwróciłam mmm uwagę
                      na sposób w jaki piszesz o ludziach.Tzn. piszesz niby mądre rzeczy, ale w
                      sposób zimny-wiej chłodem.Jesteś w związku z M a piszesz: "jego dziecko-jego
                      problem".Powiem Ci,że ja też swego czasu byłam na rozmowie z psychologiem
                      żeby "obgadać" kwestię nieobecnego tatusia i ewentualne z tym problemy
                      emocjonalne dziecka.Psycholog powiedziała mi jedną ważną rzecz -że kiedy będę w
                      poważnym związku z mężczyzną to żebym nigdy nie podkreślała że to jest MOJE
                      dziecko a nie jego.Żebym mu nie zabraniała wychowywać syna twierdząc że nie ma
                      prawa się wtrącać bo to nie jego dziecko.To najszybsza metoda na rozwalenie
                      związku
                      • m-m-m Re: alimenty 21.06.05, 14:00
                        Nie zgadzam się. Jesteśmy małżeństwem już 7 lat i jakoś moje zasady działają i
                        do rozpadu nam daleko.
                        Nie zgadzam się z Twoim psychologiem. My z pasierbem byliśmy u kilku
                        psychologów i zawsze nam podkreślano, że pasierb ma matkę (bo tak jest w
                        istocie) i ja jej mu nie zastąpię, żebym stanęła na głowie. Być może to działa
                        wobec dzieci, które nie mają zupełnie kontaktu z rodzicem biologicznym i są w
                        wieku przedszkolnym.
                        • edzieckokarenina Re: alimenty 21.06.05, 14:03
                          Nie zgadzam się z Twoim psychologiem. My z pasierbem byliśmy u kilku
                          psychologów i zawsze nam podkreślano, że pasierb ma matkę (bo tak jest w
                          istocie) i ja jej mu nie zastąpię
                          ****
                          nojasne-co kilku psychologów to nie jedenwink
                          ale tak poważnie-wiadomo że matki nie zastąpisz, tak samo jak nowy partner nie
                          zastąpi ojca-to jasne.Chodziło mi o coś innego-o ucinanie wszelkiej dyskusji
                          stwierdzeniem: nie wtrącaj się, to moje dziecko i ja je wychowuję tak jak mi
                          isę podoba.Albo tak jak u Ciebie:Twoje dziecko- Twój problem
                    • e_r_i_n Re: alimenty 21.06.05, 13:53
                      ashan napisała:

                      > Tak, jak niedawno pisałam - nie da się zmusić nikogo do ludzkich zachowań.

                      Oj Ashan, myślę, że nie można w ten sposób napisać - bo z Twojego stwierdzenia
                      wynika, że ktoś, kto na przykład nie ma zamiaru finansowac 'obcego' dziecka,
                      ludzkich odruchów nie ma. Po prostu - altruizm w różnym natężeniu wystepuje.
                      Ja na przykład wychodzę z założenia, że dziecko mojego meza ma matke i ojca,
                      którzy się o niego troszczyc musza, dlatego też ja MOGĘ troszczyć się tylko
                      o MOJEGO syna. Oznacza to - nie przeszkadzac z trosce mojemu mezowi, ale tez
                      nie wyskakiwać przed szereg. I jestem sobie na przyklad w stanie wyobrazic
                      przejsciowa sytuacje, ze place z moich zarobkow alimenty na dzieko mojego meza
                      (bo on pracy nie ma), ale tylko pod warunkiem, ze nie bedzie to kosztem mojego
                      syna (kosztem podstawowych spraw, bo z przyjemnosci w takiej sytuacji na jakis
                      czas moze zrezygnowac).
                    • m-m-m Re: alimenty 21.06.05, 13:54
                      nie da się zmusić nikogo do ludzkich zachowań

                      Nie uważam faktu nie poczuwania się do utzrzymywania pasierba za nieludzki.
                      To obowiązek rodziców. Jeśli Twój mąż utrzymuje Twojego syna to jest do dowód
                      jego szlachetności, ale nie bycia ludzkim. Takie utrzymywanie pasierba to jest
                      dla mnie coś ponad standard, bo standardem dla mnie jest, że na mojego pasierba
                      łoży jego matka i jego ojciec, a ja dokładam się jesli chcę, ile chcę i kiedy
                      chcę.
                    • ashan Re: alimenty 21.06.05, 14:16
                      mała pomoc, bo może niejasno napisałam:

                      ashan napisała:

                      > m-m-m, widzisz nie zawsze chodzi o suchą literę prawa smile.(...)

                      >crying...)Tak, jak niedawno pisałam - nie da się zmusić nikogo do ludzkich zachowań.

                      Te dwa zdania są kluczowe i należy je rozpatrywać razem. Po ludzku -
                      empatycznie, ciepło, z uczuciem, jako rozszeerzenie pojęcia "zgodnie z literą
                      prawa" - czyli tylko tyle, ile muszę, bo jestem zobowiązana przez prawodawcę.
                      Napisałam również, że ile związków - tyle rozwiązań. Ja jestem z tym, a nie
                      innym człowiekiem między innymi dlatego, że jego postawa jest zbliżona do
                      mojej. O ile ja mogę powiedzieć w kwestiach wychowawczych - Twoje dziecko,
                      Twoje sprawa, bo nie mieszkamy z jego synem, o tyle trudno byłoby mi
                      zaakceptować taką jego postawę w stosunku do mojego syna, który z nami mieszka.
                      Nie chciałam swoim postem nikogo urazić, jeśli nie wyszło - przepraszam.
                      pozdrawiam
                      a.
                    • m-m-m Re: alimenty 22.06.05, 08:42
                      m-m-m, widzisz nie zawsze chodzi o suchą literę prawa smile. Zgadza się, mój mąż
                      > NIE MUSI utrzymywać mojego syna. On chce to robić. Gdyby nie chciał - nie
                      byłby
                      >
                      > moim mężem. Ile związków, tyle rozwiązań. Dla mnie to oczywiste, dla Ciebie
                      > nie


                      Zapewniam Cię, że nie byłoby to oczywiste wobec cudzego dziecka (czyli
                      mężowego).
                      Twoja miłość do Twoich synów jest Ci dana z natury i nie miej złudzeń, że
                      osoboa obca tak samo by kochała Twoje dzieci, a więc godziła się na
                      bezwarunkowe danie tej miłości i odjęcie sobie od usta i danie im, jeśli
                      sytuacja materialna tego wymaga. Patrzysz na to idealistycznie, ale dopiero
                      praktyka bycia z cudzym dzieckiem 24 h/ doba pokazałaby Ci, że wolisz jednak
                      swoje dzieci od tego dziecka. I teraz możesz mieć usta pełne frazesów o
                      oczywistości utrzymania cudzego dziecka, bo zwyczajnie macochą nie jesteś.
                      • ashan 3xemko 22.06.05, 14:41
                        m-m-m napisała:

                        > m-m-m, widzisz nie zawsze chodzi o suchą literę prawa smile. Zgadza się, mój
                        mąż
                        >
                        > > NIE MUSI utrzymywać mojego syna. On chce to robić. Gdyby nie chciał - nie
                        >
                        > byłby
                        > >
                        > > moim mężem. Ile związków, tyle rozwiązań. Dla mnie to oczywiste, dla Cieb
                        > ie
                        > > nie
                        >
                        >
                        > Zapewniam Cię, że nie byłoby to oczywiste wobec cudzego dziecka (czyli
                        > mężowego).
                        > Twoja miłość do Twoich synów jest Ci dana z natury i nie miej złudzeń, że
                        > osoboa obca tak samo by kochała Twoje dzieci, a więc godziła się na
                        > bezwarunkowe danie tej miłości i odjęcie sobie od usta i danie im, jeśli
                        > sytuacja materialna tego wymaga. Patrzysz na to idealistycznie, ale dopiero
                        > praktyka bycia z cudzym dzieckiem 24 h/ doba pokazałaby Ci, że wolisz jednak
                        > swoje dzieci od tego dziecka. I teraz możesz mieć usta pełne frazesów o
                        > oczywistości utrzymania cudzego dziecka, bo zwyczajnie macochą nie jesteś.

                        nie irytuj się. W mojej sytuacji tak właśnie jest: mój mąż nie jest ojcem
                        mojego starszego syna, jest na codzień z "cudzym" dzieckiem, uczestniczy w jego
                        wychowaniu etc. Czy traktuje go inaczej niż swoich synów? Pewnie tak. Tylko, że
                        on każdego z tej trójki traktuje inaczej. Inaczej mojego, głównie dlatego, że
                        jest najstarszy, inaczej swojego, bo widuje go o wiele rzadziej niż by chciał,
                        inaczej naszego najmłodszego - bo jest najmłodszy właśnie. Czy uważasz, że mnie
                        byłoby trudniej, gdyby do nas dołączył jeszcze syn mojego męża?
                        Nie wiem, czy potrafiłam bym w życiu codziennym kochać syna mojego męża, tak
                        jak swoje dzieci. Na pewno byłoby mi trudno. Ale w tym wątku piszemy głównie o
                        zapewnieniu środków do życia dzieciom. Teraz też czasem stajemy przed wyborem
                        kupna czegoś ekstra dla dwóch mieszkających z nami (czyli naszego i mojego
                        syna), albo czegoś skromniejszego dla całej trójki. I wybieramy tą drugą
                        opcję.

                        Uwierz, nie tylko codzienne macochowanie przez siedem lat uprawnia do tego,
                        żeby móc wypowiadać się w takich kwestiach. Śmiem twierdzić, że o wielu
                        trudnościach związanych z układami panującymi w tak zwichrowanych rodzinach,
                        jak moja nie masz pojęcia. Proszę Cię wobec tego, żebyś nie starała się mnie
                        obrazić lekceważąc mnie i traktując, jak osobę o "ustach pełnych frazesów".
                        Szanuję Twoje wybory i poglądy, nie lekceważę i nie podważam ich, proszę o to
                        samo w stosunku do mnie.

                        pozdrawiam
                        a.
                        • m-m-m Re: 3xemko 22.06.05, 16:59
                          Ashan, ja nie mialam zamiaru cię obrazić.
                          Sorry jesli tak wyszło.
                          poniosło mnie, bo poczułam się nie zrozumiana. Mówiłaś do mnie z pozycji matki,
                          a nie macochy.
                          Poza tym ja w piśmie "jadę skrótami" - nie mam cierpliwosci do wypisywania
                          elaboratów i podziwiam niektóre dziewczyny, że tak rozlegle piszą.
                          Ja w młodego zainwestowałam wielokrotnośc tego co jego własna matka: i nie
                          tylko są to pieniądze, ale mierzi mnie gdy czytam, że postępuję nie po ludzku,
                          bo nie uważam tego za swój obowiązek: to dla mnie rodzaj misji i CHCĘ w niego
                          inwestować, jednocześnie uważam, że gdyby to taka misja nie była - to i ja bym
                          NIC nie musiała i nie wyobrażam sobie by z tego powodu M. miał do mnie
                          pretensje lub postawę roszczeniową, iż to jego synowi się ode mnie należy. Bo
                          się nie należy, a ja daję bo chcę.
                          zresztą cały czas jest mowa o obowiązku alimentacji własnego dziecka, który to
                          obowiązek nalezy do rodziców, a nie do ich kolegów, żon, sąsiadek itp., itd.
                          Zauważyłam, że często samodzielni chcieliby uszczknąć z kasy nowego partnera
                          ich ex, by swoiście ich ukarać za związek z takim/taką, którzy nie płacą na
                          swoje dziecko. A to są dwie różne sprawy: każdy człowiek może utrzymywac kogo
                          chce i jak chce, ale w wypadku dziecka musi TYLKO rodzic.
                  • alister1 Re: alimenty 21.06.05, 13:51
                    no dziekuje tez tak uwazam
                    nie mowiac juz o tym ze malzenstwem nie jestesmy
                    wikt i opierunek ma
                    ale dziecko nie jest moje i nie czuje sie obciazona jego utrzymaniem on sam
                    uwaza ze mam jego syna traktowac jak kazde inne obce dziecko wiec tym bardziej
                    nie uwazam zeby moim obowiazkiem bylo utrzymywac 9latka ktorego prawie nie znam
                    nie w tym rzecz tez, bo pewnie znajac moje podejscie gdybym miala to bym dala
                    ale on bynie wzial
                  • poxywka Re: alimenty 21.06.05, 15:48
                    m-m-m musisz strasznie nie lubic swojego pasierba i wyglada na to,ze jest to
                    Twoj wrog numer jeden; bo jak rozumiem w sytuacji gdy Twoj M traci prace na
                    powiedzmy 3 miesiace nie dasz dziecku jesc i nie kupisz nowego ubrania bo nie
                    masz takiego obowiazku ??
                    naprawde podziwiam, ze dalas rade przetrwac w takim zwiazku 7 lat zywiac
                    nieukrywana niechcec do pasierba - ja bym sie zameczyla chyba w podobnej
                    sytuacji; byc moze to tez efekt generlanie malo uczucuiowego podejscia do
                    dzieci, bo roznie sie to u kobiet rozklada; jesli Twojemu M to odpowiada to ok;
                    ja bym nie wytrzymala z ojczymem, ktory by nie akceptowal mojego syna; moj syn
                    by takze nie wytrzymal;
                    a co do alimentow to jak ojciec nie ma nie placi - matka wtedy placi 100%;
                    a czy jak matka straci prace to ojciec zaplaci 100% ? nie sadze smile
                    sek w tym, ze matka odejmie sobie od ust w wiekszosci przypadkow a ojciec tylko
                    czasami
                    pozdrawiam
                    poxywka
                    • m-m-m Re: alimenty 22.06.05, 08:20
                      Byc może moje wypowiedzi wygladaja tak,zepasieirba nie lubię. Nie jest toprawdą.
                      Wypowiadajac się tu pokazuje jak sie rzeczy maja prawnie: ja płacic na pasierba
                      nie muszę i koniec i kropka.Poki co m.ma prace i dylematu codac pasierbowi
                      jeśćja nie mam. Co by było gdyby było inaczej? Nie wiem. Na pewno goniłabym M.
                      do szukania jakiej kolwiek pracy, zrobiła oszczędności w lodówce (kupowała
                      tańsze produkty) oraz jesli by sytuacja się przedłużała zapytałabym M. czy jego
                      matka, a babka pasierba nie mogłaby się na wnuka dorzucić. Kupiłabym mu ksiązki
                      do szkoły , ale nie dała na pewno na kolejny ciuch czy tel. komórkowy, o
                      wakacjach niestety musiałby zapomnieć. I to na tyle na pierwszy ogień. Ale
                      dopiero rzeczywista sytuacja skłoniłaby mnie do konkretnych działań., jakich -
                      nadzis hipotetycznie przewidzieć nie mogę.
                • naturella Re: alimenty 21.06.05, 15:34
                  Przypadającą na mnie część alimentów na mojego
                  > starszego syna płaci za mnie utrzymujący mnie mój mąż. Uważam, że tak samo
                  > powinno być w drugą stronę - mąż nie pracuje - alimenty płaci jego pracująca
                  > żona.

                  Ha!!! Doczekałam się! PO MOIM TRUPIE, powtarzam dobitnie. Mój mąż płaci w
                  terminie, nigdy nie miał z tym problemów, ale nie dołożyłabym złotówki do
                  alimentów w sytuacji, gdy ex całe życie nie ruszyła dupy do pracy, po rozwodzie
                  popracowała rok. Teraz ma sobie rentę, siedzi w domku i jest zadowolona. Ja w 5
                  miesiącu ciąży ani myślę o zwolnieniu, bo z czegoś trzeba będzie utrzymać
                  dziecko. Nie tylko facet jest od tego... Z jakiej paki JA miałabym płacić
                  alimenty? Tylko dlatego, że od czasu skończenia studiów pracuję po kilkanaście
                  godzin na dobę?! Grrrr....
                  • ashan Re: alimenty 21.06.05, 17:30
                    Naturello, ostatni raz tłumaczę - my mieszkamy z moim synem, byłam na urlopie
                    wychowawczym z naszym (tj. moim i mojego męża synem), co było WSPÓLNIE podjętą
                    decyzją. Uważam za całkowicie oczywiste, że w tym czasie to mój mąż
                    współutrzymywał mojego syna. Tak samo w przypadku czasu przerwy w pracy. Nie ma
                    mowy o tym, żeby mój drugi syn, mój mąż i ja jadali x, jeździli do y, chodzili
                    do kina, na koncerty, a mój starszy syn wpierniczał suchy chleb i siedział w
                    domu, bo jega mama nie pracuje, a alimentó, które płaci jego tata starcza na
                    skromne (w porównianiu z naszym) utrzymanie. Gdyby syn mojego męża mieszkał z
                    nami i zdażyła się sytuacja, że mój mąż nie pracuje (na skutek choroby lub
                    czasowego bezrobocia) dla mnie NATURALNE i OCZYWISTE jest to, że utrzymywałabym
                    syna mojego męża. Dla mnie w obie strony działa to tak samo. Nie jest to
                    pogląd, który chcę siłą narzucić komukolwiek, więc nie wiem skąd reakcje - po
                    moim trupie? Powtarzam po raz ostatni - takie są prawa panujące W MOIM DOMU, W
                    MOJEJ RODZINIE, takie zasady NAM odpowiadają, w taki sposób widzę
                    współzależności w rodzinach "rekonstruowanych" takich jak moja.
                    Amba
                    a.
                    • jayin Re: alimenty 22.06.05, 11:29
                      Ashan

                      Tu chyba duże znaczenie ma to, czy dziecko mieszka z macochą/ojczymem - czy nie. Dużo łatwiej jest chyba wydawać swoje pieniądze na dziecko partnera/partnerki - kiedy dziecko jest w naszym domu, pod naszą opieką. Co nie znaczy, że TRZEBA wtedy płacić. Ale tak wychodzi "w praniu", że budżet domu odnosi się do wszystkich DOMOWNIKÓW i o ile macocha/ojczym NIE MUSZĄ finansować zachcianek (komputery kolejny, telefon komókowy, wakacje w Chorwacji na łódce) - o tyle jakoś NIEZAUWAŻALNIE, a wręcz naturalnie przechodzi fakt, że płacą "wspólnie" za podstawowe wydatki - jak mieszkanie, opłaty za prąd, jedzenie, książki do szkoły itd. Chyba wtedy ma się poczucie większej "wspólnoty" z dzieckiem, jeśli żyjemy z nim w jednym domu - i traktujemy je inaczej, niż gdyby mieszkał poza naszym domem i było w nim tylko "gościem".

                      pozdr.

                      J.
                        • jayin Re: alimenty 22.06.05, 11:46
                          m-m-m napisała:

                          > Trafiony zatopiony jayin, ja to nie mam cierpliwości tak dokładnie wykładać
                          > swoich racji.

                          :=) to u mnie efekt uboczny, pochodzący z Łodzi.
                          • m-m-m Re: alimenty 22.06.05, 11:49
                            A u mnie efekt uboczny mojego braku cierpliwości w pisaniu to wizerunek mnie
                            jako zimnej macochy , takiej z bajki o Kopciuszku.
                            Za to gadać mogę długo i na każdy niemal temat.
                            • e_r_i_n Re: alimenty 22.06.05, 12:03
                              m-m-m napisała:

                              > Za to gadać mogę długo i na każdy niemal temat.

                              Potwierdzam smile I nijak się doszukać w prawdziwej m-m-m wrednej macochy nie
                              mogę. Chyba ze wredota jest to, ze sie ma jasno sprecyzowane poglady na jakies
                              kwestie.
                              • jayin Re: alimenty 22.06.05, 12:05
                                e_r_i_n napisała:

                                > Potwierdzam smile I nijak się doszukać w prawdziwej m-m-m wrednej macochy nie
                                > mogę. Chyba ze wredota jest to, ze sie ma jasno sprecyzowane poglady na jakies kwestie.

                                Kochana.
                                Bo ty też wredna i zimna jesteś.
                                To dlatego.

                                smile)))
                            • jayin Re: alimenty 22.06.05, 12:04
                              m-m-m napisała:

                              > A u mnie efekt uboczny mojego braku cierpliwości w pisaniu to wizerunek mnie
                              > jako zimnej macochy , takiej z bajki o Kopciuszku.
                              > Za to gadać mogę długo i na każdy niemal temat.


                              smile
                              m-m-m - za to jako ZIMNA macocha, dłużej będziesz się cieszyć "urodom, wdzienkiem i świeżościom" smile Lepsz akonserwacja. I zdrowiej tak.

                              Powiem ci, że "cierpliwość wrażona" nie wyklucza wcale bycia zimną macochąsmile Ja to w ogóle chyba jestem jakaś "poniżej zera".
                              Paradoksalnie - właśnie "dzięki" cierpliwości.

                              Ale za to jak wygodniej i spokojniej mi się żyje.
                              • m-m-m dziekuję erin i jayin 22.06.05, 12:39
                                Bom już w kompleks wpadła.

                                Zresztą nie sądzę, by M. zamienił siekierkę na kijek, czyli rozwiódł się z ex z
                                powodu jej okrócieństwa wobec młodego i wziął sobie jej kopię.
                            • ajmj Re: alimenty 22.06.05, 12:23
                              Alimenty... temat dobry...do kłótniwink
                              U nas jest tak. Płacił M dobrowolnie. Eksia twierdziła-Mało!Nie mogli sie
                              porozumieć. Podała go do Sądu. Dostała... O wiele mnie niż chciała i niż płacił
                              (lismy)wink dobrowolnie. Sąd przychylił sie do tego co napisał(lismy) w
                              odpowiedzi na pozew. Zrobilismy wyliczenie wydatków Młodej i M (skorzystałam z
                              wyliczenia, które jest(było) na Samodzielnej).
                              No tak. Ale jeśli chodzi o alimenty, to napewno nie pozwoliłabym , aby córka
                              jego żyła w nędzy. Ale widzicie to wszystko zależy od porozumienia sie dwóch
                              stron i od bycia poprostu człowiekiem. bo jesli M straciłby pracę, to
                              uważam ,ze Eksia mając dochód, powinna pójśc na rękę do momentu znalezienia
                              pracy przez byłego i zawiesic na ten czas płacenie alimentów. I w drugą stronę.
                              Jesli Eksia traci pracę, uważam, że Były powinnien wykazać sie dobra wolą i
                              pomóc jej do momentu, aż nie stanie znów finansowo na nogi. tylko, ze nie moze
                              to wykorzystywane przez żadną ze stron. Ale jak pisałam wcześniej zależy to
                              tylko i wyłącznie od ludzi.
                      • ashan Jayin 22.06.05, 14:24
                        jayin napisała:

                        > Ashan
                        >
                        > Tu chyba duże znaczenie ma to, czy dziecko mieszka z macochą/ojczymem - czy
                        nie. Dużo łatwiej jest chyba wydawać swoje pieniądze na dziecko
                        partnera/partnerki- kiedy dziecko jest w naszym domu, pod naszą opieką. Co nie
                        znaczy, że TRZEBA wtedy płacić. Ale tak wychodzi "w praniu", że budżet domu
                        odnosi się do wszystkich DOMOWNIKÓW i o ile macocha/ojczym NIE MUSZĄ finansować
                        zachcianek (komputery kolejny, telefon komókowy, wakacje w Chorwacji na łódce) -
                        o tyle jakoś NIEZAUWAŻALNIE, a wręcz naturalnie przechodzi fakt, że
                        płacą "wspólnie" za podstawowe wydatki - jak mieszkanie, opłaty za prąd,
                        jedzenie, książki do szkoły itd. Chyba wtedy ma się poczucie
                        większej "wspólnoty" z dzieckiem, jeśli żyjemy z nimw jednym domu - i
                        traktujemy je inaczej, niż gdyby mieszkał poza naszym domem i było w nim
                        tylko "gościem".
                        >
                        > pozdr.
                        >
                        > J.

                        no to teraz cytaty - czyli wiele hałasu o nic:

                        cytat 1
                        "Erin, ja teraz też nie pracuję. Przypadającą na mnie część alimentów na mojego
                        starszego syna płaci za mnie utrzymujący mnie mój mąż. Uważam, że tak samo
                        powinno być w drugą stronę - mąż nie pracuje - alimenty płaci jego pracująca
                        żona"
                        cytat 2

                        "ostatni raz tłumaczę - my mieszkamy z moim synem, byłam na urlopie
                        wychowawczym z naszym (tj. moim i mojego męża synem), co było WSPÓLNIE podjętą
                        decyzją. Uważam za całkowicie oczywiste, że w tym czasie to mój mąż
                        współutrzymywał mojego syna. Tak samo w przypadku czasu przerwy w pracy
                        Gdyby syn mojego męża mieszkał z nami i zdażyła się sytuacja, że mój mąż nie
                        pracuje (na skutek choroby lub czasowego bezrobocia) dla mnie NATURALNE i
                        OCZYWISTE jest to, że utrzymywałabym syna mojego męża. Dla mnie w obie strony
                        działa to tak samo. "

                        mea culpa - być może pierwszy post brzmi jeszcze niejasno, ale drugi opisuje d
                        o k ł a d n i e o to o co mi chodziło; czyli np. o to, że fakt mojego
                        niepracowania nie powoduje automatycznie wniosku o zwiększenie alimentów od
                        ojca Kuby - o to chodziło w cyt.1. Cytat dugi jest tak łopatologiczny, że
                        doprawdy nie rozumiem o co to larum? Tym bardziej Jayin, że napisałaś dokładnie
                        to samo. A NIGDZIE nie napisałam, że obowiązkiem każdej macochy jest
                        alimentowanie dziecka partnera (w przypadku jego niewypłacalności). Napisałam
                        tylko, że w mojej specyficznej sytuacji i w mojej rodzinie tak jest.

                        ręce mi opadły do samej ziemi. Dostałam od jednych po łbie - za niewinność, od
                        innych dostałam wyrazy sympatii - obawiam się, że też niezasłużone.

                        a.
                        • jayin Re: Jayin 22.06.05, 14:42
                          Ashan,

                          Nie ma larum. Sorry, jeśli tak wyszło, ze ja do ciebie ten post kieruję - jako, że pod twoim postem pisane i na podstawiewink

                          Mi chodziło dokładnie o to co tobie.

                          Twój "przykład" użyłam dla zobrazowania tego, że jeśli mieszka się z dzieckiem (jak twój M np. z tobą i twoim dzieckiem) - jest NATURALNE, że się je utrzymuje i nie odbiera się tego ze strony macochy/ojczyma jako "dokładania się do obcego dziecka".

                          Reszta mojego postu - odnosi się do tych osób, które uważają, że równie naturalne powinno być dla macochy/ojczyma współfinansowanie dzieci partnera, gdy np.w ogóle się z nimi nie widują, albo widzą je raz na ruski rok. Wtedy nie ma wiezi osobistej miedzy nimi - wynikajacej czy toz sympatii, czy uczuc innych pozytywnych, czy wspolnego mieszkania - ktora najczesciej jest podstawa "naturalnosci" w utrzymywaniu kogos, w sytuacji gdy nie mamy obowiązku tego robic.

                          Tak wiec - NIC OSOBISTEGO, Ashansmile)
                          Sorry, jesli zrozumialas, ze pisze "krytycznie" cos o tobie.

                          pozdr.

                          J.
                        • chalsia Re: Jayin 22.06.05, 15:00
                          > ręce mi opadły do samej ziemi. Dostałam od jednych po łbie - za niewinność,
                          od
                          > innych dostałam wyrazy sympatii - obawiam się, że też niezasłużone

                          Wyrazy sympatii jak najbardziej zasłużone. Dostani epo łbie za niewinność - eee
                          tam, Ci inni to mają chyba kłopoty ze zrozumieniem tekstu pisanego smile
                          Chalsia
    • magdalens Re: alimenty 21.06.05, 10:41
      Jego dzieci są najważniejsze skoro nie stać go na nie to napewno nie stać go na
      nowy związek.
      Niech facet najpierw zapewni dzieciom pieniązki a dopiero później myśli o sobie.
      Nie jestem zwolennikiem oddawania dzieciom wszystkiego ale wybacz jest ich
      ojcem i miganie się od tak podsawowej rzeczy jak alimenty zakrawa na
      bezduszność i ty z kimś takim chcesz się wiązać zastanów się???
          • mikawi Re: alimenty 21.06.05, 13:12
            kammik napisała:

            > Z czego zatem zyje? Mieszka pod mostem i odzywia sie energia sloneczna?


            może pomaga mu w gorszym momencie partnerka? pomaga = sama ponosi koszt
            opłacenia czynszu i zakupów w lodówce; trudno jednak wymagac żeby płaciła
            alimenty. A dziecko - jak to się dzieje i w pełnych rodzinach gdy jedno z
            rodziców nie ma pracy - pozostaje na utrzymaniu drugiego. Oczywiście zakładam
            czasowość zjawiska a nie stałość.
            • jayin Re: alimenty 22.06.05, 11:36
              mikawi napisała:

              > może pomaga mu w gorszym momencie partnerka? pomaga = sama ponosi koszt
              > opłacenia czynszu i zakupów w lodówce; trudno jednak wymagac żeby płaciła
              > alimenty.

              dokładnie.
              A jeśli ojciec ma wyrzuty sumienia, że on sobie je "na koszt" partnerki arbuzy i kawior, a dziecko nie dostaje od niego ani grosza - to przecież moze się znim tą swoją porcją "kawioru" podzielić :=) żartuję nieco...

              A tak poważnie - nie znam ani jednej osoby, która MAJĄC wystarczająco dużo pieniędzy dla siebie i swojej rodziny (nieważne, czy to macocha czy znajomy) - a pozostająca w zwiazku / przyjaźni z ojciem/matką dziecka - poproszona o pomoc/pożyczkę pieniędzy na WAŻNY CEL - np. nie tyle na alimenty jako PIENIADZE, ale np. na kupienie dziecku ubrania, nowych butow, książek do szkoly itd. - odmówiłaby.

              Jak nie ma sie pracy i kasy na alimenty - to się kombinuje jak się da. A nawet pozycza. Od znajomych, od partnerki - jesli ma, z procentem lub bez. Byleby dziecko głodne nie chodzilo i gołe. Jasne jest, ze w takiej sytuacji "zachciewajki" dziecka muszą zejśc na drugi plan.
              • magdalens Re: alimenty 22.06.05, 13:29
                > A tak poważnie - nie znam ani jednej osoby, która MAJĄC wystarczająco dużo
                pien
                > iędzy dla siebie i swojej rodziny (nieważne, czy to macocha czy znajomy) - a
                po
                > zostająca w zwiazku / przyjaźni z ojciem/matką dziecka - poproszona o
                pomoc/po
                > życzkę pieniędzy na WAŻNY CEL - np. nie tyle na alimenty jako PIENIADZE, ale
                np
                > . na kupienie dziecku ubrania, nowych butow, książek do szkoly itd. -
                odmówiłab
                > y.
                >
                Zgadza się tylko większość eks wypowiadających się tu uważa, że nie powinna o
                to zwyczajnie poprosić a najnormalniej zazadac bo jej się należy - tu jest cały
                problem
        • wipsania Re: alimenty 21.06.05, 13:02
          alister1 napisała:

          > alez mile panie
          > nie biezecie pod uwage faktu ze on sie nie miga tylko ze nie ma

          Wiesz, jakoś trudno brać ten fakt pod uwagę. Dziecko przecież ma i
          trzeba "musieć mieć" na nie. Matka (albo osoba), z którą jest dziecko - bo
          czasami bywa to ojciec, jakoś musi mieć.
          U nas też bywało ciężko, ale alimenty zawsze były pierwszą rzeczą, którą trzeba
          było zapłacić.
          Można spróbować dorobić dorywczo, pożyczyć od rodziny.... sprzedać kompa....
          (moi znajomi tak robili - jak przycisnęło, to sprzedawali sprzęt i wtedy szybko
          musieli zarobić na nowy, bo nie szło żyć bez tego).
          A powiedzieć - sorry, nie mam... A on żyje powietrzem?
          pzdr
          Wipsania - next i macocha (żeby nie było wątpliwości)
          • babe007 Re: alimenty 21.06.05, 13:22
            Zgadzam się. Jeżeli rodzicowi wychowującemu nie wystarcza na potrzeby dziecka
            to robi wszystko, żeby te pieniądze zdobyc (np. pożycza) a ten na którym
            spoczywa obowiązek alimentacyjny ma rozłozyć rączki i powiedzieć - nie mam. I
            nie interesuje go, że druga strona nie będzie np. miała na podstawowe rzeczy i
            w konsekwencji to ona będzie kombinować i pożyczać. Ne, ne, ne. Tak być nie
            może.
    • emikk Re: alimenty 21.06.05, 14:59
      Mój M płaci zawsze na czas - 2100 na dziecko, 1200 na byłą żonę, mimo, że ona
      pracuje (jego rodzina załatwiła jej pracę). I kredyt za jej samochód - 1400
      miesięcznie, no i oczywiście wszystkie ekstra wydatki typu fotelik do samochodu
      itp.
      Raz się spóźnił z płaceniem, to dostał tel. pt: co ty sobie wyobrażasz, ja nie
      mam na manicure.
      Niestety, zmartwię, wszystkie samodzielne, ale moja Eks, to nie jest
      zabiedzona, zagoniona, zapomniana i olana przez partnera heroina.
      • done2 Re: alimenty 21.06.05, 15:03
        emikk napisała:

        > Mój M płaci zawsze na czas - 2100 na dziecko, 1200 na byłą żonę, mimo, że ona
        > pracuje (jego rodzina załatwiła jej pracę). I kredyt za jej samochód - 1400
        > miesięcznie, no i oczywiście wszystkie ekstra wydatki typu fotelik do
        samochodu
        >
        > itp.

        Czy Twój M. jest może prezydentem jakiegoś miasta? Bo rozumiem, że na
        Wasze "drobne wydatki" też wystarcza....
        Tak tylko pitam.....
        • emikk Re: alimenty 21.06.05, 15:17
          Nie kochana, po prostu oddaje 60% swoich zarobków na utrzymanie Eks i dziecka,
          tak ustalili przy rozstaniu, kiedy ona nie pracowała. Teraz pracuje, ale
          alimentów się już nie da zmniejszyć, bo wtedy będzie widywał syna dwa razy w
          tygodniu, a nie pięć, tak jak do tej pory.
          • wipsania Re: alimenty 21.06.05, 15:24
            emikk napisała:

            > Nie kochana, po prostu oddaje 60% swoich zarobków na utrzymanie Eks i
            dziecka,
            > tak ustalili przy rozstaniu, kiedy ona nie pracowała. Teraz pracuje, ale
            > alimentów się już nie da zmniejszyć, bo wtedy będzie widywał syna dwa razy w
            > tygodniu, a nie pięć, tak jak do tej pory.

            Jeżeli był taki głupi, że:
            1. związał się z taką pazerną i bezczelną babą (manicure)
            2. Zgodził się na tak wysokie alimenty - bo raczej wygląda, że sam się zgodził -
            z tego co piszą dziewczyny, sądy są bardziej "wstrzemięźliwe" w tym zakresie.

            to widać musi płacić.


            • mikawi Re: alimenty 21.06.05, 15:48
              > Jeżeli był taki głupi, że:
              > 2. Zgodził się na tak wysokie alimenty - bo raczej wygląda, że sam się
              zgodził

              Czyli potwierdza się że NIE OPŁACA się być w porządku wobec eks żony i POMAGAĆ
              jej. Facet płacił uczciwie bo eksia była bez pracy to teraz jak poszła do pracy
              i mogłaby mu spuścić z tej kwoty - to nie ma takiej opcji. To rzeczywiscie
              UCZCIWOŚĆ była głupotą.
      • edzieckokarenina Re: alimenty 21.06.05, 15:49
        emikk napisała:

        > Mój M płaci zawsze na czas - 2100 na dziecko, 1200 na byłą żonę, mimo, że ona
        > pracuje (jego rodzina załatwiła jej pracę). I kredyt za jej samochód - 1400
        > miesięcznie, no i oczywiście wszystkie ekstra wydatki typu fotelik do
        samochodu
        >
        > itp.
        > Raz się spóźnił z płaceniem, to dostał tel. pt: co ty sobie wyobrażasz, ja
        nie
        > mam na manicure.
        > Niestety, zmartwię, wszystkie samodzielne, ale moja Eks, to nie jest
        > zabiedzona, zagoniona, zapomniana i olana przez partnera heroina.
        *****
        wiesz,ani mnie to martwi, ani cieszy.Tu nie chodzi o "solidarność ex"
        czy "solidarność next", chodzi o to żeby nie zapominać o swoich zobowiązaniach
        wobec wszystkich dzieci jakie się w swoim życiu napłodziło.
        Pozdrawiam
        • kropelka25 Re: alimenty 21.06.05, 17:25
          Ile ex,next,mężów,żon tyle teorii na temat alimentów.
          Ja wychodzę z założenia,że alimenty na dziecko mojego męża są tylko i wyłącznie
          jego sprawą.Nie jest to moje dziecko i mogę NIE MUSZĘ czasem dołożyć się do
          czegoś na koszt małego.
          To ojciec i matka mają obowiązek zapewnić dziecku byt.Jeżeli mój mąż straciłby
          pracę to niestety ja bym za dziecko alimentów nie płaciła.Ja miałabym utrzymac
          rodzinę swoją i jego dziecko?Matka małego dwa źródła dochodu a ja bym pracowała
          i na swoją rodzinę i na jego?Czegoś tu nie rozumiem?Ktoś wcześniej dobrze
          napisał,że dziecko ex nie jest świętą krową,że ma się mu należeć więcej.
          Co w sytuacji kiedy jest małżeństwo + dziecko i jedno traci pracę.Kto ich
          utrzymuje?Jedno z rodziców,tak?Czy w takiej sytuacji prosimy np. państwo o
          pomoc?
          Bez przesady.
          Każdy broni swoich interesów a ja swoich tj.JA+MĄŻ+DZIECKO i nikt inny kto nie
          jest moją rodziną. Takie jest życie, każdy ma swoje przekonania i nikogo nie ma
          co na siłę przekonywać.Jedna chce dać druga nie i dobrze.Jedni mają dobrze
          drudzy gorzej.
          Kolejna sprawa przeznaczania alimentów.Ale to na inny wątek.

          > > Raz się spóźnił z płaceniem, to dostał tel. pt: co ty sobie wyobrażasz, j
          > a
          > nie
          > > mam na manicure.

          Czy tutaj któraś ex może się wypowiedzieć?Dlaczego tak się dzieje,że pieniądze
          na dziecko nie zawsze idą na dziecko?
          Może ta obawa o alimenty-czy będą czy nie dotyczą również po części zachcianek
          ex?Nie będę miała na solarium,bo muszę kupić wyprawkę do
          przedszkola...buuuu...tata daj pieniądze, bo dziecko "potzebuje"...(NIE DZIEJE
          SIĘ TAK ZAWSZE,ALE SA TAKIE PRZYPADKI-TAKŻE PROSZĘ NIE KRZYCZEĆ,ŻE BROŃ BOŻE
          UOGÓLNIAM!)
          • chalsia Re: alimenty 21.06.05, 18:04
            Kropelko, nie doczytałaś uważnie. Ta eks dostawała również alimenty na siebie
            (nie tylko dla dzieci), więc mogła tak stawiać sprawę, ze potrzebuje na
            manicure smile A domyślam się, że termin płatności alimentów na dzieci oraz na
            eks był ten sam.
            Co do Twojego następnego pytania - wyprawka do przedszkola to jak najbardziej
            wydatek "alimentacyjny" - to nie jest dla matki. Już tu wiele razy zresztą
            pisano - jak matka dostaje 300 zł alimentów, to uwierz, że nie wyda z tego na
            manicure. No bo jak?
            CHyba, że dostaje 3000 zł na jedno zdrowe dziecko chodzące do państwowej
            szkoły. To wtedy i na pedicure wystarczy. ALe jeśli ojciec dziecka nie stara
            się obniżyć tych alimentów, to widać albo mu to nie przeszkadza, że matka coś z
            tego dla siebie uszczknie, albo ojciec widzi interes jakiś w tym, by tak było.

            Chalsia
    • agamagda Re: alimenty 21.06.05, 17:05
      Alister dobrze o tobie świadczy ze zastanawiasz się nad tą sprawą teraz. I
      chyba nie tylko chodzi w tym wszystkim o alimenty - jakim będzie on w
      przyszłości dla Ciebie Partnerem, jeśli dziś się nie wywiązuje ze swoich
      zobowiązań. Przecież oprócz tych alimentów jest także codzienne życie, opłaty,
      żywność faktury itp. itd...Jeśli na dzień dzisiejszy facet pozwala sobie na
      bycie niewypłacalnym, to jakie są perspektywy w przyszłości???.
      Widzisz, co innego, gdy w małżeństwie jedna strona zajmuje się zarabianiem
      pieniędzy, druga zajmuje się domem, dba o prawidłowy rozwój dzieci, o porządek,
      o płatności faktury itp. itd., a co innego, gdy facet jest już "niewypłacalny" -
      dlaczego młody człowiek nie ma pracy, nie jest to pytanie złośliwe, tylko
      początek do przemyśleń.
    • szymon00 Re: alimenty 21.06.05, 18:38
      alister1 napisała:

      > a co z alimentami?

      płacić, płacić i jeszcze raz płacić

      > czy wasi M. maja z tym problem? splacaja w czasie?

      co drugi wątek jest temu tu poświecony, ale sama chyba wiesz jak trudno płacić
      alimenty nam facetom, kiedy nowa panienka się pojawia w życiu... no wiesz nowe
      ważniejsze obowiązki się pojawiają, a jak panienki nasze przeżywają kiedy co
      miesiąc trzeba ten cholerny przelew zrobić i znów nie starczy na kino i popcorn

      > a ile placa?
      > moj jest niewyplacalny od jakiegos czasu i walsnie przerazil mnie fakt w co
      > ja sie pakuje z kolesiem ktory nie ma na alimenty,

      to z czego chłopina żyje, za co je, za co pije, za co się ubiera i jeździ
      komunikacją miejską lub leje paliwo do baku

      > przeciez moga go zamknac...

      no i co z tego,
      każdy się dzieli z dzieckiem jak tylko może: matka, ojciec, dziadkowie nawet
      obcy ludzie, a On biedaczysko nie może?

      kolejna fajna perspektywa - nic; życzę powodzenia

      pozdrawiam
      • natasza39 Re: alimenty 21.06.05, 18:46
        Ty szymon jestes niemiarodajnym osobnikiem do wypowiadania sie nt niepłacenia
        alimentów.
        Prędzej byś chyba sam umarł z głodu, aby tylko dziecku nic nie zabrakło.
        A panienka, która chciałaby wydawać na popcorn nie miałaby u ciebie
        najmniejszych szanssmile
      • jayin Re: alimenty 22.06.05, 12:13
        szymon00 napisał(a):

        > co drugi wątek jest temu tu poświecony, ale sama chyba wiesz jak trudno płacić alimenty nam facetom, kiedy nowa panienka się pojawia w życiu... no wiesz nowe ważniejsze obowiązki się pojawiają, a jak panienki nasze przeżywają kiedy co miesiąc trzeba ten cholerny przelew zrobić i znów nie starczy na kino i popcorn

        Trywializujesz.


        > to z czego chłopina żyje, za co je, za co pije, za co się ubiera i jeździ
        > komunikacją miejską lub leje paliwo do baku

        ...Kiedy pojawi się nowy "panienek" w życiu.. no wiesz.. nowe ważniejsze obowiazki się wraz z nim w naszym życiu pojawiają... i musimy zrezygnować z tego popkornu i kupić naszemu "panienkowi" kolejnego lexusa.. no sam rozumiesz wink


        > no i co z tego,
        > każdy się dzieli z dzieckiem jak tylko może: matka, ojciec, dziadkowie nawet
        > obcy ludzie, a On biedaczysko nie może?

        No jak się nie dzieli? Dzieli się. W większosci przypadków.
        A jak nie ma?...
        Szymonie.. Czyżbyś krytykował biblijnego Salomona i podważał jego autorytet?smile


        > kolejna fajna perspektywa - nic; życzę powodzenia

        perspektywa faktycznie marna.
        pomijajac "zaślepienie uczuciowe" - ja chyba nie decydowałabym się na bycie z kimś, kto ma długi, nie ma pracy i nie kwapi się do podjęcia innej. Co innego jak tą pracę traci w czasie trwania związku - wtedy nei da się tego przewidzieć na początku - ale wtedy też bym wolała, żeby facet pracował. Chyba, że sama zarabiałabym wystarczająco żeby go utrzymywać i jeszcze, żeby mi na mwoje fanaberie wystarczyłosmile A dlaczego nie.
    • kartaga Re: alimenty 21.06.05, 23:01
      Na wynagrodzeniu mojego M tez siedzi komornik.Przez pierwsze trzy miesiace
      niplacenia alimentow zapożyczyliśmy sie.Jaki jest tego skutek?Taki,ze do
      dzisiejszego dnia splacamy kredyt.Dodam,ze ta "zaległosc' wynikla z wypadku
      mojego M-praca na czarno(alimenty placone regularnie),więc przez cale pól roku
      niedyspozycji nie mieliśmy ani grosza,bo wszystkie moje pieniądze szly na
      lekarstwa i rehabilitację.Zapożyczyliśmy sie,splacamy kredyt,jednak M musiał
      zmienic pracę na mniej oplacalną-sprawa o obniżenie alimentow niestety
      zakonczyla sie dla nas fiaskiem.Komornik zabiera mojemu M 60% wynagrodzenia,na
      lepiej platną pracę nie ma szans.Czy eksia w tym okresie interesowała sie moim
      nowonarodzonym dzieckiem?Czy interesowało ją jak sobie poradzimy w tej sytuacji?
      Nie.I może nie musiało jej to obchodzic.Tak samo mnie dzis nie interesują
      potrzeby jej dzieci.Jeśli są aż tak wysokie-proponuje podjąć prace,bo nie
      pracujac,utrzymując się z alimentow,zasiłkow z pomocy spolecznej jak widzę
      można żyć na całkiem przyzwoitym poziomie-aż czasami zazdroszcze!Ja w celu
      oplacenia mieszkania,kupna zywnosci,czegoś do ubrania kształcę się,pracuję-
      eksia nie musi.Bo po co?Wystarczy napisac kilka wniosków i już wpadnie trochę
      grosza.
      Nie stoję w obronie ojcow,którzy uchylaja się od alimentow.Ale wydaje mi się,że
      warto trzezwym okiem ocenić możliwości zdobycia pracy,ktora na ulicy raczej
      nie leży.A ojciec dziecka ma również zobowiazania finansowe wynikające z oplat
      mieszkaniowych,czy nawet tak podstawowe potrzeby żywnościowe.Nie są chyba
      ewementami osoby,które wracają do pracy zaraz po macierzyńskim,bo boją się,ze
      stracą pracę,bo wiedzą,ze nikt za nich nie zaplaci czynszu czy rachunku za
      prąd.Jakos sobie radzą własną pracą,a nie pisaniem kolejnych pism.
      • virtual_moth Re: alimenty 21.06.05, 23:40
        kartaga napisała:

        > Czy eksia w tym okresie interesowała sie moim
        > nowonarodzonym dzieckiem?Czy interesowało ją jak sobie poradzimy w tej
        sytuacji
        > ?
        > Nie.I może nie musiało jej to obchodzic.Tak samo mnie dzis nie interesują
        > potrzeby jej dzieci.

        Nie widzę analogii. Ty widziałaś z kim się wiązesz, ona na przyszłe dzieci
        swojego męża/exa wpływu nie ma.
        Osobiście podzielam zdanie Szymona. Nigdy więcej facetów z dziećmiwink (bo ja
        dzieci nie lubię, byłabym taka jak m-m-mwink

        pzdr
        • edzieckokarenina Re: alimenty 21.06.05, 23:55
          virtual_moth napisała:

          > kartaga napisała:
          >
          > > Czy eksia w tym okresie interesowała sie moim
          > > nowonarodzonym dzieckiem?Czy interesowało ją jak sobie poradzimy w tej
          > sytuacji
          > > ?
          > > Nie.I może nie musiało jej to obchodzic.Tak samo mnie dzis nie interesują
          >
          > > potrzeby jej dzieci.
          >
          > Nie widzę analogii. Ty widziałaś z kim się wiązesz, ona na przyszłe dzieci
          > swojego męża/exa wpływu nie ma.
          > Osobiście podzielam zdanie Szymona. Nigdy więcej facetów z dziećmiwink (bo ja
          > dzieci nie lubię, byłabym taka jak m-m-mwink
          >
          > pzdr
          ****************
          virtual-bosko to ujęłaśsmile
        • chalsia Re: alimenty 22.06.05, 00:55
          Jest sobie pani A z panem M. Rozstają się. W trakcie rozstania pani A wybija
          wszystkie zęby panu M. Potem pan M wiąże się z panią B. Pan M jest bezzębny. Na
          dodatek nie ma kasy by sobie sprawić sztuczną szczękę. Pani B ma do wyboru:
          - przez dłuzej nieokreślony czas (aż sam zacznie zarabiać) podawać panu M
          jedzenie w postaci zmiksowanej papki
          LUB
          - zapłacić sama za sztuczną szczękę.
          Czy to jest problem pani A? Nie. Czy to jest problem pani B? Tak. Dlaczego? Bo
          związała się z bezzębnym.
          Chalsia
          • kropelka25 Re: alimenty 22.06.05, 08:32
            O ile dobrze mi wiadomo przede wszystkim chodzi tu o alimenty na dziecko (nie chodzi mi o sytuacje, w której ex ma również) to dlaczego na każdym kroku jest wspominana ex (sama to zrobiłam).W końcu ojciec płaci na dziecko,tak?To dlaczego ciągle skupiamy się na ex i dziecko na tym cierpi?
            Czy miałabym obiekcje w sytuacji kiedy nagle na moim utrzymaniu miałby być młody-zamieszkałby z nami?Nie.Ale mam teraz, co do funduszy na niego, bo nie wiem na co konkretnie są przeznaczane i dlatego alimenty zasądzone, są jak najbardziej płace ale pozostałe potrzeby typu-wyprawka czy ciuchy są mu kupowane przez nas.

            Czy przypadkiem nasz problem o ile można to nazwać naszym problemem(bo w końcu to zobowiązania M) nie wynika z nienawiści (podstawnej bądź nie) do ex?
            Wiele razy czytałam na forum, może nie o zażyłych stosunkach z ex,ale ex z next pójdą sobie na kawe itp.Czy u nich występuje "problem" zobowiązań M?
            Może "współraca"powinna być z trzech stron,dlaczego nie?
            Może to ex wina,że są darte koty przez całą 3-ke?Niestety zdarza sie,że ex są zachłanne-na wypadek,że nagle stracą dochód na utrzymanie dziecka?
            W przypadku mądrych ex-niepazernych i wyrachowanych pewnie dałoby się ugryźć ten temat na innej stopie.Może ex-z założenia uważają,że są gorszej sytuacji bo mąż i ojciec ich opuścił.A co z samotnymi matkami,kiedy nie ma męża i dziecka?Czy ktoś się zastanawia jak one sobie radzą?Pomaga państwo,ale wiadomo jaka jest to pomoc.

            A co w sytuacji kiedy bierzemy sobie męża z kredytem bankowym?
            Też strzelamy focha,że musi co miesiąc oddać jakąś sumkę?Pewnie nie,wspieramy go i pewnie płaciłybyśmy czasem za niego.
            Ciężki orzech do zgryzienia,taka nasz natura-egoizm.I tego nie zmienimy,chociaż jak widać,u niektórych można.

            Powiem tyle,temat drażliwy i długi jak rzeka-jak każdy dotyczący pieniędzy NASZYCH.
            • pelaga Re: alimenty 22.06.05, 12:31
              > A co w sytuacji kiedy bierzemy sobie męża z kredytem bankowym?
              > Też strzelamy focha,że musi co miesiąc oddać jakąś sumkę?Pewnie nie,wspieramy
              > go i pewnie płaciłybyśmy czasem za niego.

              Dobry tekst warty przemyslenia smile
        • e_r_i_n Re: alimenty 22.06.05, 08:13
          virtual_moth napisała:

          > Nie widzę analogii. Ty widziałaś z kim się wiązesz, ona na przyszłe dzieci
          > swojego męża/exa wpływu nie ma.

          Pal licho dzieci (oczywiscie dzieci next) - ale odrobina ludzkich odruchów,
          jak to napisała ashan, by sie przydała w sytuacji, gdy facet po wypadku
          pracowac nie moze, prawda? Albo gdy zarabia mniej, a płacić musi tyle samo.


          > byłabym taka jak m-m-m

          A Ty wiesz, jaka m-m-m jest...
        • jayin Re: alimenty 22.06.05, 12:19
          virtual_moth napisała:

          > Nie widzę analogii. Ty widziałaś z kim się wiązesz, ona na przyszłe dzieci
          > swojego męża/exa wpływu nie ma.

          Tak samo - jak nierzadko bywa - Next nie ma wpływu na przyszłe dzieci Ex z jej kolejnym partnerem. A często jest tak, że Ex wnioskuje o podwyższenie alimentów, gdy urodzi kolejne dziecko (nie z M) - bo wtedy u niej "zmniejsza" się dochód na osobę i standard zycia dziecka (wspólnego - Ex i M) AUTOMATYCZNIE musi być obniżony (tak jak słusznie się mówi, że przecież jedno dziecko nie będzie jadło w domu pączków, a drugie dostanie tylko suchy chleb..). I jak dla mnie - byłoby to OK, gdyby funkcjonowało w obie strony (Next i M rodzi się dziecko - możliwy wniosek o obniżenie alimentów, bez pretensji/veto ze strony Ex).

          pozdr.

          J.

          > Osobiście podzielam zdanie Szymona. Nigdy więcej facetów z dziećmiwink

          > (bo ja dzieci nie lubię)

          a ja bardzo lubię smile a dzieciaki lubią mnie. co nie znaczy, że jestem niczem ta Maria z rodziny von Trappów.
    • leeya Re: alimenty 22.06.05, 09:59
      Po pierwsze do autorki watku:
      Ja sie nie znam, poza tym to Twoje zycie i sama najlepiej wiesz co robic... Ale
      jezeli facet TERAZ nie ma na alimenty na SWOJE dzieci to jak sobie z nim
      zwiazek wyobrazasz? Stac Cie na sponsoring niepracujacego faceta? Juz nie mowie
      o alimentach, bo w sumie to nie Twoja sprawa, ale na takie zwykle, codzienne
      zycie: jedzenie, mieszkanie, jakis wypad na weekend czy urlop, piwo z
      kolegami... Bedziesz za to wszystko TY placic? Wypacac mu "tygodniowke"?? Za
      nieplacenie alimentow tak szybko Go nie posadza, jak pisaly dziewczyny,
      pierwszy wyrok w zawiasach, o to sie nie martw. Ale jak widzisz czy raczej
      odbierasz jego postawe wobec zobowiazan? A co, jesli sie zwiazecie i bedziecie
      mieli dziecko, nie boisz sie powtorki z rozrywki? Kurka, ja bym uciekala gdzie
      pieprz rosnie od takiego ukladu, niech Go kto inny sponsoruje i tyle.

      Po drugie do calosci watku:
      Alimenty. Temat odwieczny i zawsze chwytliwy na obu forach. I zawsze wywolujacy
      setke wpisow co najmniejsmile
      Tylko pytanie, po co walkowac go po raz kolejny. NIGDY nie osiagniemy
      plaszczyzny porozumienia w tej kwestii. Dla nexi to wyrwa we WSPOLNYM budzecie,
      dla exi to DOPELNIENIE domowego budzetu. Jedyne, co moge powiedziec to wlasne
      zdanie na ten temat. Pracuje, zarabiam nienajgorzej, starcza mi na utrzymanie
      Kulki, siebie i siostry. Pisze o siostrze na koncu, bo moi rodzice co miesiac
      daja mi pewna kwote a nia, wiec nie utrzymuje jej sama. Nawet raz na jakis czas
      moge sobie pozwolic na jakas ekstrawagancje tylko dla siebie, a nie dla domu
      czy ktorejs z dziewczyn. Fakt jest tez niezaprzeczalny, ze za duzo ekstrasow
      placi mi praca. Nie wiem, czy moglabym sobie pozwolic na komorke z tak wysokim
      abonamentem, wejsciowke na fitness czy karnet na basen, gdyby mi firma nie
      placila. Ale bez tego mozna zyc, wiec nie widze problemu, fajnie ze jest, ale
      bez przesady, obeszlabym sie bez tego. Jedyne, z czego na pewno bym nie
      zrezygnowala, to prywatna przechodnia dla naszej trojki. Ale za to placi praca,
      wiec nie mam problemu z wyborami. Przez pelnych 10 miesiecy zycia Kulki jej
      ojciec nie poczuwal sie do placenia. "Bo Ty zawsze dasz sobie rade, ja mam duzo
      wieksze problemy z kasa". Tak na zdrowy chlopski rozum: CO MNIE TO OBCHODZI???
      To jest jego dziecko, tak samo jak moje, nie rozumiem, dlaczego mam mu pozwolic
      na nieplacenie za utrzymanie dziecka. Widac potrzebowalam 10 miesiecy na
      dojscie do tych wnioskow, a moze tylko jednego smsa "bez prawomocnego wyroku
      nie zobaczysz ani zlotowki". Tylko, ze prawomocny wyrok sie odwlecze, bo ojciec
      Kulki zamiast przyjsc na rozprawe przysyla zwolnienie lekarski. No i taka
      postawe nazywam wprost i dosadnie MIGANIEM SIE. Wiec teraz niech mi ktos powie
      z grona obronczyn: DLACZEGO JA MAM W PRZYSZLOSCI OKAZYWAC ZROZUMIENIE DLA
      SYTUACJI TEGO PANA?????? Nie musze, ale taki ze mnie glupi typ czlowieka, ze
      pewnie bede szla na reke, dogadywala sie. Tak jak to robie teraz z reszta. Bo
      okazalo sie, ze nawiekszym problemem mojego exa sa alimenty za te zalegle 10
      miesiecy i fakt ich zwrocenia mi. Pisze z premedytacja MI, bo za te 10 miesiecy
      to on musi MI oddac dlug, jaki u mnie zaciagnal i to sa MOJE pieniadze, a nie
      pieniadze Kulki. Wiec umowilismy sie, ze odda mi te pieniadze do konca roku,
      chociaz wnioskowalam o oddanie ich do konca pazdziernika 2005.

      A co do sponsorowania alimentow przez obecne zony, to dla mnie ten problem jest
      po prostu fikcja. Ja juz o tym pisalam, dla mnie nie ma czegos takiego, jak
      wspolny budzet. Sorry, moze ze mnie materialistka, ale tak jest, przynajniej
      dla mnie, wygodniej. Sa moje pieniadze, pieniadze partnera, kazde daje co
      miesiac na wspolne wydatki domowe jakas kwote , a reszta to bizness kazdego z
      nas. Moze to zabrzmi kuriozalnie, ale ja moge mojemu partnerowi POZYCZYC kase w
      czasie przejsciowych problemow, ale bede sie domagala zwrotu. To jest
      zabezpieczenie moich interesow. A teraz takze zabezpieczenie interesow Kulki.
      Znam kilka rodzin tak funkcjonujacych i o dziwo, nie ma tam zadnych problemow
      na tym tle. Mj ex placil bylej zonie (nie dziecku, bo dzieci innych nie ma)
      pewna kwote. Tak sie dogadali. Ja nie chcialam uczestniczyc w utrzymywaniu
      lesera. I nie uczestniczylam. Jak chcial, to placil. To bylo jego zobowiazanie,
      nie moje, ja nic wspolnego z jego decyzja nie mialam, wiec niby dlaczego mialam
      ponosic tego konsekwencje? O placeniu na dzieci nie pisze, bo nie bylam w
      takiej sytuacji, wiec gdybac nie bede.

      Leeya
      • magdalens Re: alimenty 22.06.05, 13:41
        To jest jego dziecko, tak samo jak moje, nie rozumiem, dlaczego mam mu pozwolic
        na nieplacenie za utrzymanie dziecka. Widac potrzebowalam 10 miesiecy na
        dojscie do tych wnioskow, a moze tylko jednego smsa "bez prawomocnego wyroku
        nie zobaczysz ani zlotowki". Tylko, ze prawomocny wyrok sie odwlecze, bo ojciec
        Kulki zamiast przyjsc na rozprawe przysyla zwolnienie lekarski. No i taka
        postawe nazywam wprost i dosadnie MIGANIEM SIE. Wiec teraz niech mi ktos powie
        z grona obronczyn: DLACZEGO JA MAM W PRZYSZLOSCI OKAZYWAC ZROZUMIENIE DLA
        SYTUACJI TEGO PANA?????? Nie musze, ale taki ze mnie glupi typ czlowieka, ze
        pewnie bede szla na reke, dogadywala sie. Tak jak to robie teraz z reszta. Bo
        okazalo sie, ze nawiekszym problemem mojego exa sa alimenty za te zalegle 10
        miesiecy i fakt ich zwrocenia mi. Pisze z premedytacja MI, bo za te 10 miesiecy
        to on musi MI oddac dlug, jaki u mnie zaciagnal i to sa MOJE pieniadze, a nie
        pieniadze Kulki. Wiec umowilismy sie, ze odda mi te pieniadze do konca roku,
        chociaz wnioskowalam o oddanie ich do konca pazdziernika 2005.

        ok piszesz z twojego punktu widzenia ale z mojego jest inaczej i piszę z
        własnych i M doświadczeń.
        On płacił eks od samego początku jak się wyprowadził spore sumy ona i tak
        podała go o alimenty i zwrot jeszcze od początku rozstania kiedy on miesięcznie
        płacił jej dużo więcej niż dostała alimentów. Miał na to dowody przelewów. Ale
        sprawa zakończyła się u komornika bo robiła już tam straszne rozróby i nawet
        sam komornik mówi że dla własnego spokoju już nawet sam zapłaci żeby nie mieć z
        tą babąnic wspólnego. W każdym razie sprawa skończyła się tak że musiał jej
        zwrócić alimenty wstecz bo na przelewach nie pisało alimenty i ona uznała to
        jako wpłaty dobrowolne które przecież nikt nie kazał mu płacić. Po tym
        doświadczeniu M mówi że nigdy w życiu nie dałby jej ani grosza gdyby wiedział
        że tak go potraktuje ( to było poprostu w trosce o dzieci żeby miały co jeść.
        Co powiesz na takie zachowanie ex. Zwłaszcza, że on cały czas pytał się ich czy
        coś im potrzeba, czy czegoś brakuje a został potraktowany jak najgorsza szuja.
        • leeya Re: alimenty 22.06.05, 14:02
          Magdalens,

          Alez ja napisalam, ze nie dojdziemy do porozumienia w tej kwestii. Przeciez to
          sie rzuca w oczy. I pisalam o swojej sytuacji, nic wiecej.

          Czego oczekujesz po swoim poscie? tego, ze powiem, ze przyprawione pieprzem
          exie tez sie zdarzaja? Pewnie, ze sa!! Ale nie sa regula. To tez grupa
          spoleczna i zdarzaja sie tam elementy powalone kompletnie. Tak samo jest wsrod
          exow. Swiat nie jest idealny. A ludzie chcacy wykorzystac druga osobe zdarzaja
          sie nagminnie. I tyle.

          Leeya
          • magdalens Re: alimenty 22.06.05, 14:12
            celem mojego postu było przedstawienie skrajnej do twojej sytuacji i
            zaprzeczenie ciagle stawianej tu teorii że rodzice którzy odeszli od swoich
            małżonków i pozwolili na ich wychowywanie przez drugą strone wcale nie musząbyć
            wyrodnialcami pozbawionymi serca - bo tak cały czas jest tu to sugerowane.

            To nie odnosi się bezpośrednio do twojej sytuacji, której zresztą nie mogę
            oceniać bo jej nie znam ( znam tylko z twoich opisów co stanowi tylko
            jednostronną ocenę wcale nie koniecznie obiektywną) A zresztą to twoja sprawa
            jak traktujesz ex i sprawęalimentów i nikogo więcej. Tylko jak już o niej
            piszesz to spodziewaj się analogicznych wypowiedzi.
            Pozdrawiam
            • leeya Re: alimenty 22.06.05, 15:59
              Hmmm...
              To powiem jasno i dosadnie....

              W temacie alimentow next i ex nie dojda do porozumienia w kwestii alimentow.
              Tak jak w kazdej grupie spolecznej wsrod ojcow jak i matek po rozstaniu sa
              naciagacze, krwiopijcy, ogolnie dupki migajacy sie od placenia i leserki
              totalne zaslaniajace sie opieka calodobowa nad dzieckiem samodzielnym bo
              kilkunastoletnim. Nie uwazam tez, ze rodzic pozostawiajacy calkowita opieke w
              rekach drugiego rodzica jest be, fe i w ogole. Jednak powinien pamietac o
              ZOBOWIAZANIACH i OBOWIAZKACH wobec dziecka. Nie zostawiac tego na glowie
              rodzica sprawujacego bezposrednia opieke nad dzieckiem. Rozwod czy rozstanie
              rodzcow nie powinno oznaczac wykreslenia z zycia dziecka, bo to skur...stwo
              niezaleznie czy dokonywane przez matke czy ojca. Tak samo okreslam rodzica
              sprawujacego bezposrednia opieke nad dziecmi i blokujacego kontakty dziecka z
              drugim rodzicem i zadajacego tylko kasy. Poniewaz te spotkania nie sa dla
              rodzicow a dla dziecka. Wykluczam tu pryzpadki, kiedz ojciec krzywdzi dziecko.
              Mowie o normalnych ojcach, normalnzch ukladach itd.

              Mam nadzieje, ze jasno wzlozylam swoje przekonania, nie po raz pierwszy z
              reszta..

              Leeya
    • jayin Re: erin-to ten sam pan:-) 22.06.05, 12:30
      edzieckokarenina napisała:

      > i nie rozumiem tej "logiki" która każe ci wierzyć że ten sam pan
      > nie zrobi tego samego-albo inaczej:czy wierzysz w prawdziwość jego uczuć
      > ojcowskich? piersze dziecko też ponoć kochał i nosił na rękach

      A jaka "logika" każe wierzyć, że M zostawi ją i ich dziecko? A teraz tylko "ponoć kocha i nosi na rękach"? Jasne. Istnieje RYZYKO. O tyle tylko większe, niż w przypadku facetów, którzy do tej pory nie zostawiali żon, nie rozwodzili się, nie mieli dzieci - że w przypadku "facetów z bagażem" jest czarno na białym, że coś takiego mają w życiorysie, a w przypadkach pozostałych - nie.

      Człowiek nie krowa. Może się zmieniać. Albo - inni mogą źle oceniać go i jego motywy działania i na tej podstawie determinować "logicznie" jego przyszłe zachowania "bo napewno tak zrobi znowu".

      To samo, jak w motywie: "raz się rozwiódł, rozwiedzie się i drugi.. i trzeci.. i czarty raz".

      Gdyby wszystko dało sie załatwić LOGIKĄ i na jej podstawie przewidzieć sporo rzeczy - to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Łącznie z mniejszą ilością rozwodów, nieślubnych dzieci, czy krachów na giełdzie.

      J.
      • edzieckokarenina yain 22.06.05, 12:39
        jasne że każdy sie uczy na błędach-ale nie nazwałabym błędem wymazanie dziecka
        z pamieci tylko dlatego że się wzięło rozwód z matką-to napisałam wyżej
        magdalens
        • jayin Re: yain 22.06.05, 12:49
          edzieckokarenina napisała:

          > jasne że każdy sie uczy na błędach-ale nie nazwałabym błędem wymazanie dziecka
          > z pamieci tylko dlatego że się wzięło rozwód z matką-to napisałam wyżej
          > magdalens

          aaa.. ja prosze nie przeinaczać nicka ;=)! Dziękuję.

          jasne - WYMAZANIE dziecka z pamieci po rozwodzie jest KARYGODNE. Ja w zyciu nie byłabym z facetem, ktory by zapomniał o swoim dziecku chocby na miesiąc. Po prostu NIE i juz. Ja tak bym nie potrafila, wiec nie bylabym z kims takim.

          Ale... JA NIE WIEM jak NAPRAWDĘ było w tym konkretnym przypadku. Ile osób - tyle wersji. I chyba raczej nikt z osob postronnych nie bedzie umial obiektywnie okreslic, czy "wymazanie z pamieci" bylo spowodowane sqrwielstwem rzeczonego, czy brakiem możliwości utrzymywania kontaktow z dzieckiem czy tez brakiem konsensusu między matką a ojcem.

          Nie oceniam więc. Tylko pisze o tym, co czytam tutaj. I to komentuję.
    • kasia-j Re: alimenty 23.06.05, 10:05
      a co z alimentami?
      czy wasi M. maja z tym problem? splacaja w czasie?

      płaci terminowo

      a ile placa?

      "trochę" więcej niż często wymieniane tu 300zł smile

      moj jest niewyplacalny od jakiegos czasu i walsnie przerazil mnie fakt w co
      ja sie pakuje z kolesiem ktory nie ma na alimenty, przeciez moga go
      zamknac...

      hmmm na Wasze dziecko też pewnie Mu braknie. Ja bym wiała szybko od takiego
      gościa smile.