Dodaj do ulubionych

"Calineczka"

13.05.11, 08:46
lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,9585672,400_gram__Noworodek_tak_maly__ze_prawie_go_nie_widac.html
maleństwu, jej bratu i rodzicom życzę sil i zdrowiasmile



Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: "Calineczka" 13.05.11, 08:58
      Mam nadzieję, że dzieciaczek zawalczy...
    • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 08:58
      Niesamowite, że da się uratować takie maleństwo. Trzymam kciuki, żeby dała radę (i braciszek też).
    • ib_k Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:02
      nie widzę żadnego sensu w takim utrzymywaniu przy życiu
      • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:06
        Jakie to szczęście, że nie ty o tym decydujesz...
        • gazeta_mi_placi Re: "Calineczka" 14.05.11, 22:51
          Zwłaszcza dla tej większości dzieciaczków którym się nie udaje i jako głęboko upośledzone wegetują...
        • hellulah ale dlaczego? 29.09.11, 09:58
          Serio - dlaczego uważasz, że rodzice nie powinni decydować o tym, czy ich dziecko (w tak poważnym stanie) powinno lub nie powinno być sztucznie utrzymywane przy życiu?

      • makarcia Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:07
        A jak ja patrzę na moją córkę to widzę sens ratowania!
        Za małą i jej brata trzymam kciuki.
        Wiele takich historii z bardzo szczęśliwymi zakończeniami jest na stronie wcześniak.pl
      • miska_malcova Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:13
        ciekawe co byś napisała, gdyby to było twoje dziecko
        • ib_k Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:14
          miska_malcova napisała:

          > ciekawe co byś napisała, gdyby to było twoje dziecko

          napisałam to samo
      • karra-mia Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:15
        masz jeszcze jakieś mądrości.
        Syn znajomej urodzil się w tym samym tc, ważył dosłownie ciut więcej, teraz ma rok i idzie ku lepszemu, a nikt nie wierzył, że się udasmile
        • makarcia Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:23
          www.wczesniak.pl
          Na dole tej strony jest filmik z Bereniką, która urodziła się bardzo podobnie jak dziewczynka z artykułu. Jest super!
          • ib_k Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:59
            nie czuję się ani odważna ani mądra ani nie daję sobie prawa o decydowaniu o czyimś życiu, wyrażam swoją opinię, takie filmiki jak ten z linka są budujące ale jest to tak znikomy procent "szczęśliwych zakończeń" że mnie nie przekonuje
            • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:02
              40% z tych, które przeżyją, rozwija się całkowicie prawidłowo. Mało?
              • gazeta_mi_placi Re: "Calineczka" 14.05.11, 22:56
                Mniej niż połowa.
            • kamyczek_02 Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:11
              A ja cię rozumiem. Ze znanych mi przypadków tylko jeden zakończył się szczęśliwie, tzn. nie było żadnych problemów po urodzeniu. Zero. Lekarze powiedzieli, że to jest w zasadzie cud. Dziecko nie korzystało z pomocy specjalistów po narodzinach.
              Najczęściej jednak wcześniaki borykają się wieloma problemami i wymagają opieki specjalistów z różnych dziedzin zaraz po narodzinach i potem o wyjściu ze szpitala. Często do końca życia. Dlatego jak słyszę, że lekarze ratują tak małe dzieciątka to już na stracie jest mi ich żal. sad Mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony super, z drugiej to najczęściej początek długiej walki o normalne funkcjonowanie.
              • kamyczek_02 Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:15
                Od razu powiem, że nie mam na myśli tego, że nie OPŁACA się ratować tak małych dzieci. Chodzi mi bardziej o to, że nie czuję radości "hip, hip hura, udało się!". uncertain Raczej martwię się tą długą drogą i... bólem dzieciaków (operacje, rehabilitacja). Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na myśli. Mam nadzieję, że nie uraziłam rodziców wcześniaków.
            • ciastolina84 Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:14
              dziewczyno, to że można w internecie wyrażać swoje opinie nie znaczy że trzeba za wszelką cene!!! Gdybym była matką tego dziecka, po przeczytaniu twojego postu po prostu zrobiło by mi się gorzej i na pewno mniej wiary bym miała w szanse swojego dziecka!!! Zastanów się następnym razem wypisując swoje "mądrości". W tym przypadku lepiej milczeć niż wypisywać bzdety, bo specjalistką w tej dziedzinie chyba nie jesteś. A od siebie dodam że wiara czyni cuda i każdy ma prawo zawalczyć o życie takich maleństw!!!!!!!!! Szczerze życzę dużo zdrówka dla kruszynki i jej brata i będę trzymać kciuki za ich zdrowie i życie. Oby było jak najlepiej z dnia na dzień.
            • kropkacom Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:42
              > ale jest to tak znikomy procent "szczęśliwych zakończeń" że mnie nie przekonuje

              Trochę pokory. Nie wszystko musi CIEBIE przekonywać.
            • katia.seitz Re: "Calineczka" 13.05.11, 12:54
              Jeśli 40 procent (a odsetek ten się zwiększa z roku na rok!) to jest procent "znikomy", to z pewnością nie należy leczyć chorych na większość rodzajów raka. Pewnie, niech natura robi swoje.
              • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 13:46
                Dla mnie te 40% to o wiele za malo.
                Stalam przed takim dokladnie dylematem,wiem co pisze.
                Owszem -uratuja ci dziecko.A potem zabierasz je do domu i w 60% przypadkow masz dziecko chore czy uposledzone.Koszmar sie zaczyna.
                Nie, wcale nie chcialam by ratowali mi syna za wszelka cene.
                • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 13:51
                  A dla mnie - przyznaję, na sucho - te 40% to bardzo, bardzo dużo. Zwłaszcza że nie ma prostej zależności, że tylko wcześniaki mają problemy. Dzieci urodzone o czasie również.
                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:04
                    Co ty piszesz..
                    Spojrz statystycznie- ile wczesniakow a ile dzieci urodzonych o czasie ma problemy.
                    Rodzisz dziecko i wiesz ze 6 na 10 nie bedzie zdrowych.Ze twoje dziecko ma wieksza szanse byc uposledzone niz zdrowe.Oczywiscie- mozna sie oszukiwac ,ze akurat nas pech nie spotka- ale to jest wypieranie ze swiadomosci faktów, nic wiecej.
                    Ja wiem jedno-w takich sytuacjach czuje sie potworny strach.Ze dziecko umrze.Oraz ze przezyje i bedzie roslina.Nic radosnego w tym nie ma.
                    • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:07
                      Co TY piszesz. To, że dziecko nie będzie zdrowe, nie znaczy, że będzie rośliną.
                      • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:14
                        Wiele z nich bedzie.Wiele bedzie niewidomych.Chcialabys takiego losu dla swojego dziecka? Bo ja nie.
                        • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:16
                          No i pytanie - lepiej mieć dziecko niewidome czy w ogóle go nie mieć? Dość delikatna sprawa.
                          • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:26
                            Mozna miec kolejne- zdrowe, donoszone.
                            Jak ja.
                            • hotya Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:47
                              Tak, tak, niech rodzą się tylko pełnowartościowe dzieci. To masz na myśli, Lolu?
                              Laleczce odpadła rączka, mamusia kupi Loli nową laleczkę, tak? Lola nawet nie zauważy, że to inna lalka, takie będą podobne.
                              Tylko, że dziecko to nie laleczka. I kolosalne znaczenie dla wielu mam w tej sytuacji ma to, żeby dobrze się miało własnie to konkretne dziecko, o które walczą. Może wyda Ci się to śmieszne, ale niektóre kobiety kochają swoje dzieci już podczas ciąży.

                              Widziałam w swoim najbliższym otoczeniu tyle pomyłek lekarzy, że nie chciałam podejmować decyzji o ewentualnym usunięciu ciąży, albo o zaprzestaniu walki o czyjeś życie.
                              Mam wielką nadzieję, że nigdy przed taką decyzją nie zostanę postawiona.
                              • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:58
                                Badz laskawa nie odbierac mi prawa do wlasnego zdania i wlasnych uczuc.
                                Urodzilas wczesniaka? Wiesz o czym w ogole piszesz?
                                Ja doskonale wiem jak to wyglada i daje sobie pelne prawo do takiego a nie innego zdania.
                                Nie chcialabym miec chorego dziecka.Jak wiekszosc rodziców.Niestety, czesc z nas staje przed bardzo trudnym zadaniem i takie dziecko im sie zdarza.Niektorzy takie dzieci porzucaja.
                                Pasuje komus ratowac to zycie za wszelka cene i pozniej skazywac dziecko na cięzka niepelnosprawnosc? Prosze bardzo- jego wybor.Tylko prosze nie wmawiac, ze to jest wybor najlepszy z mozliwych.Bo nie jest.
                                • hotya Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:22
                                  W którym miejscu napisałam, że to najlepszy wybór z możliwych?
                                  W którym miejscu napisałam, że nie masz prawa do własnego zdania?
                                  Czytanie ze zrozumieniem, Lolu, polecam!
                                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:36
                                    Przekaz Twojego posta jest jasny.
                              • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:11
                                > Mam wielką nadzieję, że nigdy przed taką decyzją nie zostanę postawiona.

                                Uwazam, ze nikt kto przed taka sytuacja postawiony nie zostal, nie powinien sie wypowiadac.Bo nie wie o czym mówi.
                            • tully.makker Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:43
                              No ale o co chodzi - kocie zycie warto ratowac, tylko ludzkiego nie. W koncu kota nic nie zastapi, a dziecko mozna sobie zawsze zrobic nowe, prawda?
                              • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:52
                                Nie warto ratowac zadnego zycia- w tym ludzkiego-jesli jakosc tego zycia ma byc beznadziejna.
                                • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 16:19
                                  Tylko gdzie się zaczyna beznadziejna jakość życia? Kto o tym decyduje?
                                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:37
                                    Ja jestem realistka.Filozoficzne rozwazania mam gdzies.Wlasnie obserwuja obrazek z zycia wziety- dziecko z porazeniem mózgowym oraz jego matke, ktorej tydzien temu amputowano 2 nogi.Wyje na mysl, ze nie jest w stanie sie opiekowac dorosłym dzieckiem.
                                    • asia_i_p Re: "Calineczka" 14.05.11, 05:41
                                      Ale się zdecyduj - czy jesteś zwolenniczką statystyki, a w tej matka dziecka niepełnosprawnego, która sama staje się niepełnosprawna, występuje jednak rzadziej niż wcześniak, który przeżył nie obciążony chorobami, czy jesteś zwolenniczką podawania przykładów z życia, ale wtedy akceptuj i nasze.
                                      Podjęłaś decyzję twoim zdaniem najlepszą dla ciebie i twojego dziecka. Udowodnij, że jesteś jej pewna, pozwalając innym na ich decyzje, nie sugerując, że twój wybór był jedynie i dla każdego dobry.
                                      • lola211 Re: "Calineczka" 14.05.11, 10:52
                                        Nie wiem o podejmowaniu jakiej decyzji ty w ogole piszesz.
                                        Powtórze jedno-osoby, ktore nie urodzily wczesniaka zagrozonego smiercia i kalectwem nie maja pojecia o problemie, a ich dywagacje sa nic nie warte.
                                      • lola211 Re: "Calineczka" 14.05.11, 10:55
                                        A co do opisywanego przypadku- chodzi tylko o to, ze powazna niepepnosprawnosc dziecka to problem calej rodziny na cale zycie.Powod wystarczajacy i zrozumialy, by nie chciec takiej przyszlosci-ani dla siebie ani dla wlasnego dziecka.
                                • iwles Re: "Calineczka" 13.05.11, 16:58

                                  lola211 napisała:

                                  > Nie warto ratowac zadnego zycia- w tym ludzkiego-jesli jakosc tego zycia ma byc
                                  > beznadziejna.


                                  Lola, zrobilas podstawowy błąd logiczny:
                                  nie - jakość życia będzie beznadziejna,
                                  tylko- jakość życia być może będzie potencjalnie beznadziejna.

                                  a z twoich wypowiedzi wynika, jakby to był 0% szans.


                                  Ty podjęłaś taką a nie inną decyzje, ale nie krytykuj, jesli ktos podjął inną i nie oceniaj.
                                  Znam dziecko urodzone w 26 t.c. z wagą niecale 600 gramów. Bylo to kilkanaście lat temu. Dziewczynka, początkowo owszem z problemami medycznymi, jest zdrowa i fizycznie, i psychicznie, i emocjonalnie. I dobrze się uczy. Więc nie pisz, że ratowanie się nie opłaca, że to na pewno skazywanie dziecka na cierpienie, bo to nieprawda.
                                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:31
                                    Ja nie podejmowalam zadnej decyzji.Nikt mnie nie pytał o moje zdanie w tej sprawie.Stan medycyny w Polsce i braki sprzetowe w szpitalu spowodowaly taki a nie inny efekt.

                                    Chodzi o to, ze wspolczesna medycyna ratujac skrajne wczesniaki bardzo czesto skazuje dzieci i ich rodzicow na cholernie trudne zycie.Naprawde nie widzicie tej zlej strony? Jednym sie uda, ale wiekszosci sie nie uda.To ruletka.I nie bedzie juz odwrotu.Oddadza ci do domu ciezko chore i dziecko i po prostu zostawia.Czy czujesz sie na silach czy nie.Nikogo to nie obchodzi.Medycy zrobili swoje, a ty teraz rob z dzieckiem co chcesz.Ciezko chore dziecko to chora cala rodzina.Czesto rozpadaja sie z tego powodu malzenstwa.Dlaczego kobiety robia badania prenatalne i usuwaja ciaze jesli sie okaze,ze dziecko jest chore? Bo nie chca przechodzic traumy.Bo nie chca dla wlasnego dziecka zycia w ciezkim kalectwie.To naprawde tak ciezko zrozumiec?
                                    • zoe7 Re: "Calineczka" 29.09.11, 11:33
                                      Myślę, że po prostu nie przepracowałaś żałoby po swoim dziecku. I bardzo mi przykro, że ono odeszło. Stąd oczywista zazdrość w stosunku do tych, którzy mają to wyimaginowane ciężkie życie ze swoimi uratowanymi pociechami.
                                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:38
                                    > tylko- jakość życia być może będzie potencjalnie beznadziejna.

                                    Stopien ryzyka jest bardzo wysoki.No ale zawsze mozna liczyc na cud.
                                    • iwles Re: "Calineczka" 13.05.11, 20:09

                                      60% potencjalnego ryzyka, to prawie pół na pół. Nie przesadzaj, że to beznadziejnie wysoko. Tylko o to mi chodzi. O racjonalne spojrzenie. Ja wiem, że strach podpowiada rozne, najgorsze wizje, ale odbieranie nadziei na te 40% nie jest fair.
                                      • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 20:15
                                        Z medycznego punktu widzenia, to cholerne ryzyko.
                                • adwarp Re: "Calineczka" 13.05.11, 18:17
                                  czy to nie Hitler był za selekcją?
                                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:42
                                    A dzis niby selekcji nie ma? Jeden dostanie serce do przeszczepu, a dla drugiego to bedzie oznaczac wyrok smierci, bo to serce jemu wlasnie by sie przydalo.Dla mnostwa chorych nie ma pieniedzy na leki, mimo ze by im zycie przedłuzyły.Robi sie badania prenatalne i usuwa ciaze.
                                    Nie musisz dokopywac sie az do hitlera.
                                • echtom Re: "Calineczka" 29.09.11, 11:18
                                  > Nie warto ratowac zadnego zycia- w tym ludzkiego-jesli jakosc tego zycia ma byc
                                  > beznadziejna.

                                  Ale w tym przypadku trudno zakładać, że jakość życia dziewczynki będzie beznadziejna. Z artykułu wynika, że nie ma ona wady letalnej ani komplikacji typowych dla wcześniaków, że jej organizm zaczyna podejmować podstawowe funkcje życiowe. Czy przy tych przesłankach należało dać jej umrzeć tylko dlatego, że nie osiągnęła jakiejś arbitralnie wyznaczonej granicy wieku i wagi? Tak naprawdę medycyna może ją tylko wspomóc, a o sukcesie zadecyduje indywidualna odporność i siła jej organizmu. Ktoś wyżej złośliwie wspomniał o ratowaniu kotów, pijąc do sygnaturki Loli. Trochę akurat wiem na temat ratowania kilkutygodniowych kociąt i widzę analogię - należy dać szansę, stosując rutynowe procedury, bo silny organizm przy niewielkim zewnętrznym wspomaganiu sobie poradzi. W całkiem nieodległej historii małe dzieci masowo umierały na choroby zakaźne - żeby to przerwać, wystarczyło zastosować banalny antybiotyk.
                          • kamyczek_02 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:56
                            A ja wierzę, że w przyszłości medycyna będzie w stanie zapewnić taką opiekę i takie innowacje, że wszystkie maluchy będą miały szansę na zdrowe dzieciństwo.
                            Znam rodziców, którzy mięli żal do Boga, losu za to, że wyszło jak wyszło. Niektórzy patrząc na kolejny wylew dziecka, na kolejną reanimację zastanawiali się, czy nie lepiej byłoby gdyby... sad
                            I tu nie myśleli o sobie, o trudzie, który będzie ich udziałem. Oni myśleli o dzieciach. W tych znanych mi wypadkach (poza jednym, o którym pisałam) maluchy mają obecnie poważne problemy zdrowotne... i to naprawdę baardzo poważne. Ciężko im się pogodzić z cierpieniem własnego dziecka. I ja jestem w stanie zrozumieć takiego rodzica. Nie każdy jest tak silny psychicznie.
                            Wszystkim, którzy przeszli przez ten koszmar i dzieciaki wyszły z tego bez szwanku, lub z problemami, które można było ogarnąć, pomóc gratuluję. Nie wszyscy mają takie szczęście sad
                            • minkapinka Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:01
                              kamyczek_02 napisała:

                              > A ja wierzę, że w przyszłości medycyna będzie w stanie zapewnić taką opiekę i t
                              > akie innowacje, że wszystkie maluchy będą miały szansę na zdrowe dzieciństwo.
                              Obawiam się, ze tak nie będzie.
                              • wuika Re: "Calineczka" 13.05.11, 16:01
                                Nie, nie masz pewności, ani, szczerze powiedziawszy, nie możesz mieć nadziei, że kiedyś dzieciom ciężko upośledzonym będzie lepiej. Nie odbuduje się im mózgu, nie przywróci wzroku, słuchu, możliwości chodzenia, samodzielności. A nawet jeśli, to kiedy? Za 10, 20, 30 lat? Czy warto w nieskończoność podtrzymywać życie, które nie jest nawet komfortowe? Czy to się nie nazywa uciążliwa terapia?
                          • iuscogens Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:42
                            angazetka napisała:

                            > No i pytanie - lepiej mieć dziecko niewidome czy w ogóle go nie mieć? Dość deli
                            > katna sprawa.

                            no nie wiem czy delikatna, warto pomyśleć tu nie tylko o rodzicach, ale też o dziecku. Jakoś nie wierze, ze wszystkie wolałaby nie żyć niż np. być niewidome.
                    • asia_i_p Re: "Calineczka" 13.05.11, 16:28
                      To, że 40% rozwija się bez problemów, nie oznacza, że reszta jest niepełnosprawna w stopniu uniemożliwiającym cieszenie się życiem. To są dwa końce skali, pomiędzy jest mnóstwo stanów pośrednich.
                    • 3-mamuska Re: "Calineczka" 13.05.11, 18:27
                      lola211 napisała: > Co ty piszesz..
                      > Spojrz statystycznie- ile wczesniakow a ile dzieci urodzonych o czasie ma probl
                      > emy.
                      > Rodzisz dziecko i wiesz ze 6 na 10 nie bedzie zdrowych.Ze twoje dziecko ma wiek
                      > sza szanse byc uposledzone niz zdrowe.Oczywiscie- mozna sie oszukiwac ,ze akura
                      > t nas pech nie spotka- ale to jest wypieranie ze swiadomosci faktów, nic wiecej
                      Ja ostatnio ogladalm taki program o wczesniakch w UK .Tu jest takie prawo ze do 22 tc to poronienie i takich dzieci sie nie ratuje,w 24 tc lekarz ma obowiazek ratowac,ale zostaje jeszcze tydzien 23 i jesli dziecko rodzi sie w tym tygodniu to rodzic decyduje czy chce je ratowac.
                      I na oddziale pracuje taka kobieta ,ktora tez ma corke z 23 tc i tez chciala zeby ja uratowali.
                      Tylko ze ta jej corka, juz dorosla osoba ,mowila o tym o ratowaniu i skazywaniu na problemy,ona nie moze sama chodzic, jesc caly dzien musi miec opieke .Nie pamietam jakich slow uzyyla, ale wlasnie bylo cos w tym stylu ze czy napewno powinno sie ratowac i ze to nie sprawiedliwe w obec tych dzieci /osob.Ze ona jak byla dzieckiem bylo ok bo i opieka lepsza,ale odkad jest dorosla to jest problem.

                      Oczywisicie trzymam kciuki zeby malutka wyszal z tego ,ale zeby byla zdrowa.
                      A i tu nie chodzi o to zeby nie ratowac chorych na raka czy inne choroby (jak ktos wyzej napisal),ale o to czy rzeczywiscie mamy prawo skazywac dziecko osobe na cierpienie i uposledzenie na cale zycie za wszelka cene.
                      • minkapinka Re: "Calineczka" 13.05.11, 18:31
                        3-mamuska napisała:


                        > A i tu nie chodzi o to zeby nie ratowac chorych na raka czy inne choroby (jak k
                        > tos wyzej napisal),ale o to czy rzeczywiscie mamy prawo skazywac dziecko osobe
                        > na cierpienie i uposledzenie na cale zycie za wszelka cene.

                        Problem w tym, ze nikt nie jest w stanie przewidzieć jak potocza się losy takiego wcześniaka. Wiem co mówie, bo mam zdrowe dziecko z 25 tc.
                        • 3-mamuska Re: "Calineczka" 13.05.11, 18:36
                          minkapinka napisała:

                          > 3-mamuska napisała:
                          >
                          >
                          > > A i tu nie chodzi o to zeby nie ratowac chorych na raka czy inne choroby
                          > (jak k
                          > > tos wyzej napisal),ale o to czy rzeczywiscie mamy prawo skazywac dziecko
                          > osobe
                          > > na cierpienie i uposledzenie na cale zycie za wszelka cene.
                          >
                          > Problem w tym, ze nikt nie jest w stanie przewidzieć jak potocza się losy takie
                          > go wcześniaka. Wiem co mówie, bo mam zdrowe dziecko z 25 tc.

                          No Wlasnie bo jak mam dziecko z 36 tc i z autyzmem.
                          Wiec wszystko jest mozliwe.
                          A tobie gratuluje zdrowego dziecka.
      • kub-ma Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:23
        Dawniej uważano, że wcześniaki o masie ciała 1-1,5 kg to straszne maleństwa. Medycyna idzie do przodu z każdym dniem i to co było niemożliwe wczoraj dzisiaj jest czymś normalnym. Trzymam kciuki za maluszki.
        Czujesz się taka odważna i mądra, żeby przekreślać czyjeś życie?
      • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:10
        ib_k napisała:

        > nie widzę żadnego sensu w takim utrzymywaniu przy życiu

        Od jakiej wagi widzisz sens?
        Moja corka wazyla 1020 gram, 26 tydzien.. w pierwszych dniach waga spadla ponizej kilograma.. tez nie widzialabys sensu?
        A panna wyrosla, ze ho, ho, hooo.. i mądrzejsza od Ciebie..
      • aneta-skarpeta Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:14
        jak się tak na zimno kalkuluje, biorąc pod uwagę tylko złe rokowania to faktycznie

        jednak moja znajoma urodziła wczesniaka, rokowania były dramatyczne, optymistycznie powiedzieli, że pewnie syn będzie jak roslinka

        ale zawalczyli- fakt mieli fundusze- obecnie w zyciu by nikt nie powiedział, ze dziecko mialo jakiekolwiek problemy i do tego jest sliczny jak cukierek
      • katia.seitz Re: "Calineczka" 13.05.11, 12:52
        Powinna w tym wątku zjawić się mamaemmy i ci odpowiedzieć na to stwierdzenie. Odpowiednio.
      • kawka74 Re: "Calineczka" 13.05.11, 18:42
        Nie widzisz sensu w przypadku swojego dziecka czy dzieci w ogóle?
    • umeyo Re: "Calineczka" 13.05.11, 09:51
      25 tc mój Boże! A mnie lekarka powiedziała kiedyś, że jak teraz urodzę to moje dziecko nie będzie miało szans na przeżycie. Byłam w tedy w 28 tc.
      • edelstein Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:06
        Taa ratowac, pytanie czy takie uratowane dziecko bedzie kiedykolwiek normalnie funkcjonowac, nie bedzie niewidome, nieslyszace, nie bedzie mialo innych problemow.Optymistyczniezakonczenia zdarzaja sie b.rzadko z reguly takie wczesniaki borykaja sie cale zycie z problemami zdrowotnymi.Poki co lekarze nie sa w stanie stwierdzic czy dziecko bedzie zdrowe.Trzymam kciuki, by dziecko normalnie sie rozwijalo, ale mam mieszane uczucia co do ratowania takich wczesniakow.Kiedys wpowiadal sie pewien lekarz, ze najwieksze szanse na normalne funkcjonowanie maja wczesniaki powyzej 600gram.
        • kamyczek_02 Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:16
          Dopiero przeczytałam twój wpis i wyżej wypowiadając się mam na myśli dokładnie to samo, co ty. uncertain
        • aneta-skarpeta Re: "Calineczka" 13.05.11, 10:24
          wszystko jest łądnie pieknie, ale to tak jak z podtrzymywaniem ciązy- na zimno mowimy "
          nie warto walczyc za wszelką cenę" jednak gdy kobieta ma problem z domoszeniem ciązy to dla niej warto i dla niej ta szansa jest bezcenna.

          Ok jesli matka zdecyduje- nie ratujmy- jej prawo, ale ciezko podejmować te decyzje odgórnie
          • martishia7 Re: "Calineczka" 13.05.11, 13:12
            > Ok jesli matka zdecyduje- nie ratujmy- jej prawo, ale ciezko podejmować te decy
            > zje odgórnie

            Oczywiście, że nie odgórnie. Ale niebezpiecznie zbliżamy się do granicy 22 tc. Poniżej tego wieku, to nie poród, a poronienie. Medycyna osiągnie w końcu taki poziom, że prawdopodobnie i dzieci z 22 tc będzie można jakoś, dłużej lub krócej, utrzymywać przy życiu. Ale to już jak dla mnie zahacza pod uporczywą terapię. Prędzej czy później pojawi się ogólny dylemat etyczny do rozstrzygnięcia.
            Może to głupi, bo dzieci nie mam, ale wielokrotnie myślałam właśnie o problemie wcześniactwa, czytałam historie wcześniaków i najbardziej się boję, że jeśli znajdę się sama w takiej sytuacji, to nie będę potrafiła odpuścić.
          • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 13:53
            > Ok jesli matka zdecyduje- nie ratujmy- jej prawo, ale ciezko podejmować te decy
            > zje odgórnie

            Nie bardzo wiem, jak matka ma decydowac.po porodzie, w szoku, gdzie nikt jej na 100% nie powie, jak bedzie.Z pewnoscia matka nie wezmie na swoje barki takiej decyzji.Rozstrzyga slepy los.
            • asia_i_p Re: "Calineczka" 14.05.11, 05:45
              Na 100% to jej nikt nie powie. Nigdy. Strasznie trudno się z tym pogodzić.
              Pamiętam, jak w ciąży przerażona czekałam na 3 miesiąc, bo do tego miesiąca najwięcej poronień. Potem na piąty, bo wtedy ujawniają się problemy z szyjką macicy. Potem do mnie doszło, że potem będę czekać na granicę przeżywalności, granicę przeżywalności bez większych zmian i różne inne granice. Że aż do swojej albo dziecka śmierci będę się o to dziecko bać. I paradoskalnie ta świadomość mnie wyzwoliła i przestałam się bać.
    • atowlasnieja Re: "Calineczka" 13.05.11, 12:13
      Co do ratowania dziecka za każdą cenę...

      Znajomi mieli dziecko z poważnymi wadami wrodzonymi, nie jestem pewna czy to był wcześniak... Dzieciaczek miał ponad pół rok jak wrócił do domu. Rodzice walczyli o jego życie. Zasięgali opinii. Mały nie dożył roku.

      Tak na spokojnie ojciec stwierdził że małego czekałaby operacja za operacją i to bez gwarancji, że kiedykolwiek będzie żył "komfortowo" (nawet nie normalnie). Bałam się że zacznie oskarżać lekarzy, stwierdził jednak że medycyna była bezsilna.
      • agusia79-dwa Re: "Calineczka" 13.05.11, 12:47
        jestem matką wcześniaka z 30tc, nam na szczęście się udało, ale nie wiem czy chciałabym aby lekarze za wszelką cenę ratowali moje maleństwo z tego 24 czy 25 tygodnia. Zbyt dużo czytałam o komplikacjach po "wyjściu" dziecka ze szpitala. Dla większości ludzi wcześniak to takie "małe dziecko, które tylko musi dobić z wagą do tych magicznych 2kg", a później takie rodzic zostaje sam ze swoim dzieckiem, bez jakiejkolwiek pomocy. Tego nikt nie podważy- do lekarzy kolejki, brak miejsc, a nie każdy ma kasę aby leczyć dziecko prywatnie. Zanim napiszecie, że powinno się ratować za wszelką cenę- zastanówcie się jaką przyszłość ma przed sobą dziecko, które nie widzi, nie słyszy, nie chodzi, nie mówi.
        Ja wiem, że taki jest czarny scenariusz, ale nie każdemu dziecku się udaje.
        • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:29
          ale nie wiem czy ch
          > ciałabym aby lekarze za wszelką cenę ratowali moje maleństwo z tego 24 czy 25 t
          > ygodnia

          No wlasnie.Dopiero jak czlowiek stanie oko w oko z taka sytuacja to zaczyna naprawde miec watpliwosci.


          Koci kalendarz- uratuj kocie życie
        • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:30
          agusia79-dwa napisała:
          > wcześniak to takie "małe dziecko, które tylko musi dobić z
          > wagą do tych magicznych 2kg", a później takie rodzic zostaje sam ze swoim dziec
          > kiem, bez jakiejkolwiek pomocy.

          I dobila do 2 kg, i dostalismy do domu.. i ex rzucila prace, zajela sie tylko dzieckiem..
          Owszem, inkubator, tlen uszkodzil lekko nerw wzrokowy lewego oka.. i co?
          Owszem, sam szylem dla niej "uprzez", zeby szczeka dolna cofnela sie..
          Owszem, sam szylem dla niej "opaske pirata" na prawe oko, zeby lewe zmusic do pracy..
          Znosila wszystko z zadziwiajaca pokora..
          Jezykuw sie nauczyla.. po maturze wyruszyla w swiat.. (aktualnie kolo Philadelphii) studiuje..
          I co?? Nie bylo sensu??
          No zobacz sama, czy byl senssmile

          https://profile.ak.fbcdn.net/hprofile-ak-snc4/211746_534622244_8072480_n.jpg

          Moja "latawica" (po swiecie lata) na wakacjachtongue_out
          • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:33
            Jezyków.. oczywiscie.. oczy mi zaszklily sie na ..wspomnienia.. sorrysmile
            • zawszexyz Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:50
              to , ze was bylo stac na rzucenie pracy przez zone , nie znaczy , ze przecietna polsak rodzine tez, jak mezczyzna bedzie zarabial 2000 to czy starczy to na normalne zycie plus kosztowna rehabilitacje?? to , ze tobie sie udalo nie znaczy , ze wszystkim innym tez sie uda.
              • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:11
                zawszexyz napisała:

                > to , ze was bylo stac na rzucenie pracy przez zone ,
                Co znaczy "stac", ze schabowy zamienil sie w pieczarkowa z torebki z ziemniakami???
                Owszem, bylo nas na to stac.
                > jak mezczyzna bedzie zarabial 2000 to czy starczy to na
                > normalne zycie plus kosztowna rehabilitacje??
                Rehabilitowala ex (wspaniala matka.. gdyby taka zona byla, nie bylaby ex) a przepraszam.. normalne zycie to co znaczy?????
                • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:17
                  Normalnie- było was stac na to ,by pracowalo jedno.I mieliscie na rachunki, na zywnosc ,rehabilitacje itp.
                  Co ma zrobic w takiej sytuacji samotna matka?
                  • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:39

                    lola211 napisała:

                    > Co ma zrobic w takiej sytuacji samotna matka?
                    Ma powiedziec, odlaczyc aparature, niech umrze?
                    Powiesz tak??
                    • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:56
                      Jak juz napisalam- matka tego raczej nie wezmie na swoje barki.Natomiast- moze sie wrecz modlic o to, by dziecko spokojnie umarlo.I potwornie sie bac, ze dziecko jednak przezyje, a ona bedzie musiala zmagac sie z jego cierpieniem przez kolejne lata.
                      • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 16:18
                        lola211 napisała:

                        > Jak juz napisalam- matka tego raczej nie wezmie na swoje barki.
                        Zalezy jaka matka.
                        U mojej ex w poczatkach ciazy stwierdzono wade serca.. Lekarze.. "Przerwac ciaze, ratowac matke".. Odpowiedziala.. "Albo umrzemy razem, albo razem przezyjemy"
                        Wziela na swoje barki.

                        > - moze sie wrecz modlic o to, by dziecko spokojnie umarlo.
                        No popatrz, a my modlilismy sie aby przezylo..


                        Natomiast- moze
                        > sie wrecz modlic o to, by dziecko spokojnie umarlo.I potwornie sie bac, ze dzie
                        > cko jednak przezyje, a ona bedzie musiala zmagac sie z jego cierpieniem przez k
                        > olejne lata.
                        • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:50
                          > Wziela na swoje barki.
                          Mnie chodzi o decyzje niepodtrzymywania przy zyciu.

                          Byla taka jedna, co swięta zostala.Wolala zycie dziecka niz swoje wlasne.Jesli ma ktos zadatki na matke terese- niech sie realizuje do woli.Ja od ludzi heroizmu nie wymagam i uwazam, ze absolutnie nie maja obowiazku rżnąc bohaterów.

                          > No popatrz, a my modlilismy sie aby przezylo..

                          No i? Kazdy ma inaczej.
            • hotya Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:51
              Fajna babka Wam wyszłasmile
          • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:35
            Historia z happy endem.
            Takich niestety jest mniejszosc i o to w tym chodzi.
          • angazetka Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:37
            No powiem ci, że się do Ciebie uśmiecham w tym momencie smile
            • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:27
              Odsmiecham sie do Ciebie..
              Powiem po mesku.. wq...a mnie twierdzenie, ze utrzymywanie zycia jest bez sensu..
              Ile "starych" ludzi utrzymuja przy zyciu maszyny, i to ma sens?
              Pierwsza corka, matka w polowie ciazy operowana, pelna narkoza.. (inni lekarze doradzali przerwanie ciazy i ratowanie matki.. nie zgodzila sie na taka metode jej leczenia).. urodzila.. druga corka, wczesniaczek, i co? Utrzymali przy zyciu..
              Ja swoje z dziecmi przezylem..
              A jakas baba nie widzi sensu..
              Popieprzona.. czy cus
              • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:33
                Ciekawe co bys pisal, gdyby tak dobrze sie wszystko nie skonczylo.
                • baltycki Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:42
                  Powiedzialabys lekarzom.
                  Odlaczcie aparature, niech umiera moje dziecko??
                  • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 16:01
                    Co bys powiedzial lekarzom,gdyby ci oddali dziecko -roslinke?
                  • hellulah Re: "Calineczka" 29.09.11, 10:09
                    Zrozum, że są ludzie, którzy powiedzieliby: tak, odłączcie aparaturę, prosimy, niech nasze dziecko umrze w spokoju, nie chcemy z powodu naszych emocjonalnych potrzeb dostarczać mu kolejnych cierpień, które nigdy się nie skończą i nie doprowadzą do niczego konstruktywnego.

                    Pisałeś o ludziach dorosłych - tak, jeśli terapia nie ma szans powodzenia (jest jedynie paliatywna), człowiek nie funkcjonuje sam, a jedynie na maszynach, to i owszem, maszyny się odłącza i pozwala nieodwracalnie choremu spokojnie umrzeć. Albo nie reanimuje człowieka w stanie agonalnym wywołanym przez chorobę nowotworową.
    • minkapinka Re: "Calineczka" 13.05.11, 12:50
      Moja córka urodziła się w 25 tc, dziś ma 9 lat i jest zupełnie zdrowa, nie ma nawet wady wzroku.

      __________________
      wycietezmejli.blogspot.com "Ucinam w tej chwili wymianę mejli i ustalam, że ja opieprzam, a Ty jesteś opieprzany, bo inaczej się pogubimy...sorry taki job"
      • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 14:11
        Gratuluje.
        To nie zmienia faktu, ze wiekszosci sie nie udaje.
    • minkapinka Proponuję zobaczyć film :) 13.05.11, 12:56
      www.youtube.com/watch?v=ubbC-H0twEg

    • kajos5 Re: "Calineczka" 13.05.11, 13:04
      umeyo napisał:

      > 25 tc mój Boże! A mnie lekarka powiedziała kiedyś, że jak teraz urodzę to moje
      > dziecko nie będzie miało szans na przeżycie. Byłam w tedy w 28 tc.

      kwestia szpitala. Mi wody odeszły w 29 tygodniu, na izbie przyjęć lekarz stwierdził, że nie ma szans na uratowanie dziecka w naszym szpitalu (brak sprzętu i doświadczonych lekarzy). Przewieźli mnie do kliniki w Poznaniu, tam ratują znacznie młodsze dzieci.
    • czarnaalineczka Re: "Calineczka" 13.05.11, 15:51
      trzymam kciuki za maleństwo
      • verdana Re: "Calineczka" 13.05.11, 17:08
        czym innym jest nieratowanie dziecka, które jest bez szans na w miarę normalne zycie. Kwestia dyskusyjna, trudno tu podjąć jakąkolwiek jednoznaczna decyzję.
        Czym innym jest nieratowanie dziecka, ktore ma szanse na zupełnie normalne życie, bo nie wiadomo na pewno, czy będzie idealnie zdrowe. Matka, ktora uwaza, ze nie nalezy ratować dziecka, jesli nie będzie gwarancji na pelne zdrowie nie powinna mieć dzieci. Dziecko może zachorować w każdej chwili, nikt nie zagwaranuje matce zdrowego niemowlecia, ze nie dostanie zapalenia opon, czy raka. I wtedy też lepiej na wszelki wypadek nie leczyć, bo dziecko będzie niepełnosprawne?
        • iuscogens Re: "Calineczka" 13.05.11, 19:58
          verdana napisała:

          > czym innym jest nieratowanie dziecka, które jest bez szans na w miarę normalne
          > zycie. Kwestia dyskusyjna, trudno tu podjąć jakąkolwiek jednoznaczna decyzję.
          > Czym innym jest nieratowanie dziecka, ktore ma szanse na zupełnie normalne życi
          > e, bo nie wiadomo na pewno, czy będzie idealnie zdrowe. Matka, ktora uwaza, ze
          > nie nalezy ratować dziecka, jesli nie będzie gwarancji na pelne zdrowie nie pow
          > inna mieć dzieci. Dziecko może zachorować w każdej chwili, nikt nie zagwaranuje
          > matce zdrowego niemowlecia, ze nie dostanie zapalenia opon, czy raka. I wtedy
          > też lepiej na wszelki wypadek nie leczyć, bo dziecko będzie niepełnosprawne?

          jak zazwyczaj się nie zgadzam z tym co piszesz, to teraz podpisuję się pod każdym słowem, a jak z dzieckiem coś się stanie jak będzie miało 2/3/7/15 lat?? Oddajemy i robimy kolejne zdrowe?? Nikt nikomu nie zagwarantuje zdrowia do końca życia.
          I jeszcze jedno, odgórne ustalanie że życie osoby niepełnosprawnej nie ma sensu, bo na pewno będzie cierpieć to pycha. Rozumiem, że można się bać jak sobie rodzice poradzą z opieką to normalne, ale twierdzenie, że lepsze dla dziecka jest nie żyć to w większość przypadków bullshit. Nie każde niepełnosprawne dziecko to "roślina", które wiedzie ponurą egzystencję. Głupi stereotyp który głoszą ludzie, którzy niepełnosprawnych widzą w "Uwadze".
          • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 20:12
            Znasz jakas ciezka chorobe, na ktora narazone sa dzieci w 60% ?Gdzie na 10 szesc z pewnoscia zachoruje i doprawadzi je do niepelnosprawnosci?

            Nie każde niepełnosprawne dziecko
            > to "roślina", które wiedzie ponurą egzystencję.

            I to ma byc niby pocieszenie dla rodzica? Ze tez na to nie wpadlam 14 lat temu.
            Kurde,ja serio mam wrazenie ze wiekszosc z was po prostu nie ma bladego pojecia o tym problemie.
            • 3-mamuska Re: "Calineczka" 13.05.11, 20:58
              lola211 napisała: Kurde,ja serio mam wrazenie ze wiekszosc z was po prostu nie ma bladego pojecia
              > o tym problemie.

              Dokladnie,tez tak mysle.
              Moja ciocia ma syna, zle odebrany porod uszkodzenie mozgu,i chlopak ponad 30 lat.Jest niebezpieczny dla otoczenia grozi nozem w domu,dom demoluje ,jest lekomanem ,bo od lat bral duzo lekow.
              Ciocia zrobila wszystko co mogla zjezdzili cala polske od lekarzy po cudotworcow.
              I co teraz jak ostatnio powiedzal z zbije ojca,to przyjechali karetka w kaftanik go zwiazali, a ja boli serce ze oni go wiaza.Wie doskonale ze tam w osrodku tez bedzie zwiazany,bo oni sie nie patyczuja,a on jest niebezpieczny.Ciocia ma ponad 60 lat juz nie daje rady.Martwi sie co bedzie z nim jak jej zabraknie.Rodzina sie posypala.Maja kredyty i nie maja z czego spalcac,bo musieli miec dom ,bo nie dalo sie juz z nim mieszkac w bloku,bo mogl wyskoczyc oknem,nie moze zostac sam w domu.
              Ciocia nigdy nie narzeka.Ale tez powidzial ze oddala by go do osrodka gdyby sumienie jej na to pozwolilo.
              A co go czeka jak ona umrze,stach pomyslec bo on jest strasznie z nia zwiazny i nigdzie bez niego nie moze isc.Jak ona byla w pracy to ojciec jezdzil z nim autem bo inaczej szal ,a tylko to go uspokajalo.A od kiedy nie stac ich na auto to on z domu nie wychodzi,tylko na ogrod.
              I co z tego ze chlopak sprawny chodzi rozmawia .Straszne to jest nie chcialbym zeby moje dziecko takie cos przeszlo za duzo sie napatrzylam.
              A gdybym wiedzial ze moj syn ma autyzm bez wachania podalaby sie aborcji.Wlasnie ze wazgledu na niego nie na mnie,bo ja z pomoca dam rade kocham go i walcze ,ale co po dalej ,wyladuje gdzies gdzie moze nie miec normalnego zycia.Tylko zamkniete sciany.
              MArtwie sie o niego juz teraz chodz jest maly i mam nadziej ze jekos da rade,i bedzie mogl samodzienie zyc,ale kto wie co to bedzie nikt gwarancji mi nie da.

              I i duza sprawa to finanse rodziny,bo jesli sie ma kase to wiele rzeczy jest latwiejszych ,gorzej jak trzeba liczyc na panstwo.
              • martinkowa Re: "Calineczka" 13.05.11, 22:30
                A widzisz, za rehabilitację(i inne rzeczy) mojej córki nie zapłaciłam do tej pory ani złotówki. Wszystko to miałam "od Państwa". Fakt, jestem ignorantką, jeśli chodzi o autyzm.Nie wiem jak wygląda leczenie, czy NFZ pokrywa koszty. U nas na szczęście pokrywał.
        • lola211 Re: "Calineczka" 13.05.11, 20:00
          Pod warunkiem, ze szanse sa duze.Tu wieksze sa na to ,ze z dziecka bedzie inwalida.
          Mniej o matke chodzi, a wiecej o dziecko.Niedzwiedzia przysługe mozna mu wyswiadczyc.
      • alicjontko Re: "Calineczka" 13.05.11, 17:11
        ja się o nią boję, ale też wierzę. Trzeba wierzyć.
    • atowlasnieja Kiedyś TU na forum 13.05.11, 20:02
      wyczytałam, że lekarze nie ratują dzieciaczków za wszelką cenę. Jedna forumka napisała, że poradzono im się pożegnać z dzieckiem.
      • martinkowa Re:do lola211 13.05.11, 20:41
        Chciałabym Cię zapytać o jedno. Z tego co zrozumiałam to straciłaś dziecko, które było wcześniakiem.I nie żałujesz, że Go nie ma.Ale napisz mi proszę, co byś zrobiła jakby jednak Twoje dziecko uratowano? Jakby było niepełnosprawne? Oddałabyś Je?Umiałabyś Go kochać tak jak zdrowe dziecko?
        Wydaje mi się, że dla Ciebie to bardzo łatwe - tamto dziecko nie było doskonałe więc dobrze, że Go nie ma, teraz mam nowe i jest super bo jest zdrowe.
        Nie chcę Cię obrazić czy urazić, po prostu chciałabym poznać Twój punkt widzenia.
        • martinkowa Re:do lola211 13.05.11, 21:27
          I napiszę Ci coś jeszcze. Mnie osobiście bardzo zabolały teksty, w których piszesz, że dla rodziców dziecko niepełnosprawne to żadna radość, że dziecko chore to przeważnie roślinka, i tym podobne głupoty. Widzisz, moje dziecko urodziło się o czasie, z pięknej ciąży, a jednak lekarze uznali, że moja córka może nigdy nie chodzić. I co? Miałam Ją oddać bo nie jest doskonała?Bo nie będzie chodzić jak inne dzieci i dlatego będzie dla mnie ciężarem?Nie, nie jest. Jest moją największą radością. A czas pokazał, że lekarze się mylili. Po rehabilitacji (fakt, bardzo intensywnej, z płaczem, ale również ze śmiechem - przy dogoterapii) moje dziecko biega, skacze, itp. Czasem ten Jej bieg jest jeszcze nie poradny, ale dla mnie jest najpiękniejszy, bo mojej córki, która miała przecież nie chodzić.....
          I straszne jest dla mnie to, że będąc matką potrafisz napisać, że nie chciałabyś aby dziecko ratowano. Nie miałabyś wyrzutów sumienia, że dziecko mogło być zdrowe?Tak jak zdrowe jest twoje drugie dziecko?
          Wiem, że dużo osób się ze mną nie zgodzi, trudno.
          Tak, oceniam Cię w tym momencie i ta ocena wypada bardzo słabo.
          • lola211 Re:do lola211 13.05.11, 22:17
            Nie jest moim zamiarem ranic kogokolwiek.Pisze szczerze co mysle, co przezylam i co CZUŁAM.Na uczucia czesto wpływu nie mamy, one sie pojawiaja niezaleznie od naszej woli.
            Urodzenie sie skrajnego wczesniaka to najczesciej jego smierc.W wybranych przypadkach jest mozliwosc podjecia walki o jego przetrwanie.To zupelnie co innego niz urodzenie donoszonej ciazy.To próba przechytrzenia natury i popis medycznych mozliwosci.Niestety, przy okazji produkowanie ofiar.tych dzieci, ktore uratowano,ale ..jakim kosztem? Kosztem ich kalectwa.Pytanie - czy warto w imie 4 zdrowych dzieci skazywac 6 na ciezkie zycie inwalidy?
            Tu jak widze wypowiadaja sie te matki, ktorym sie udalo.To zaciemnia obraz, bo powstaje zludne przekonanie, ze owszem, rokowania były zle, ale zawsze hurra ,konczylo sie happy endem.
            No niestety, ale ja nie wierze , ze jest tak rózowo.
            Pamietam rozmowe ze znajoma, ktora ma corke z porazeniem mozgowym.Tez szczesliwie dziewczyna chodzi i ma sie dobrze(stac ja bylo na kosztowna rehabilitacje) .Zanim postawiono diagnoze, ona byla w ciazy z synem.Stwierdzila, ze on sie poczal tylko dlatego, ze ona jeszcze nie wiedziala, ze corka jest chora.Inaczej nigdy by sie nie zdecydowala na drugie dziecko.Ze strachu.
        • lola211 Re:do lola211 13.05.11, 22:02
          Oczywiscie, ze zaluje ze go nie ma.Ale jednoczesnie uwazam, ze tak jest lepiej dla wszystkich.Dla nas i dla niego.Dokladnie pamietam, co czulam wowczas w szpitalu.Wyłam z rozpaczy lezac na korytarzu, bo szpital byl przeladowany - przy calkowitej obojetnosci otoczenia.A jednoczesnie myslalam tylko o tym, ze jesli to dziecko ma byc ciezko uposledzone to prosze los o to, by nie przezylo.Nie chcialam takiego zycia dla syna.

          To czego zaluje najbardziej, to tego, ze ta ciaza nie zakonczyla sie duzo wczesniej.I to tez uwazam za sprawe haniebna.Lekarze dawali nikly procent szansy na donoszenie ciazy do bezpiecznego terminu jednoczesnie nie oferujac zadnej metody zwiekszenia tych szans.Kazano mi lezec i czekac az porod sie zacznie.No to lezalam posłusznie - 2 miesiace plackiem,w szpitalu w fatalnych warunkach, nie sypiajac po nocach.To byl jeden wielki koszmar.
          A powinnam byla po prostu opuscic szpital i poronic w 20 tygodniu,bez tych wszystkich rozpaczliwych prób przedluzania tego co nieuchronne.

          Gdyby syn przezyl i byl niepelnosprawny to bylabym matka niepelnosprawnego jedynaka.Byc moze zamknieta z nim w 4 scianach, bo trzeba by bylo zrezygnowac z pracy.Nie oddalabym go z pewnoscia.Moje zycie wygladaloby duzo gorzej niz obecnie- tego jestem pewna.Sadze, ze zycie matki ciezko uposledzonego dziecka jest strasznie trudne.I bardzo trudne jest zycie tego czlowieka, ktory juz na starcie ma deficyty.Dziecko sie kocha, ale na co dzien to jest pasmo trosk i zmartwien.I wieczna obawa, co bedzie ,gdy mnie zabraknie?


          3 miesiace po smierci syna poczęla sie moja córka.Zdrowa, donoszona,kochana.Nie byloby jej,gdyby syn przezyl.Czy w takiej sytuacji trudno zrozumiec, ze uwazam iz tak jest lepiej?
          • mamaemmy Re:do lola211 13.05.11, 22:12
            jako matka wczesniaka z 26 tygodnia (690 gram) uważam niestety tak jak Lola.Że to loteria.
            Jesli chodzi o moja Emkę,ja WIEDZIAŁAM,że będzie ok(nie pytajcie skąd,po prostu to wiedziałam),ale teraz po tym doświadczeniu...nie wiem,czy tak skrajnego wczesniaka ratowalabym na siłe..
            Emka to co innego,ona była inna,po niej widac bylo,że sobie da radę,poza tym wiedziałam,że z nią będzie ok..Niestety nie wszystkie dzieciaczki maja takie same szczęście..
            teraz też pewnie w niektórych przypadkach nie ratowałabym ciązy na siłę ...niech natura zrobi selekcje..Może jednak dobrze,że urodziłam ją mając 25 lat,a nie 32?Bo teraz w 7 tygodniu...bałabym sie ratowac taka ciąże......
          • martinkowa Re:do lola211 13.05.11, 22:19
            Dziękuję, że odpowiedziałaś szczerze. Przykro mi, że straciłaś swojego synka.
          • majenkir Re:do lola211 13.05.11, 22:27
            Lola, ja Cie rozumiem i zgadzam sie z Toba w 100%.
            Swiat nie jest idealny, niestety....
    • inge.borga Re: "Calineczka" 13.05.11, 22:56
      Trudna sprawa z tym ratowaniem wcześniaków. To, które dziecko przeżyje i będzie zdrowe to często prawdziwa loteria. Wasza dyskusja przypomniała mi jak marzyłam aby moja 1200g córka była taka duża jak leżący obok chłopczyk z 36 tc. Na oko był od niej ponad dwa razy cięższy. Salę z drugiej strony zajmowała 500g dziewczynka, była niesamowicie maleńka. Pół roku po wyjściu do domu spotkałam tę dziewczynkę i jej mamę w poradni dla wcześniaków, mała ważyła wtedy 3 kg i była - na tamtą chwilę (ważne zastrzeżenie bo wcześniakom czasem wychodzą różne schorzenia dopiero po pewnym czasie) - zdrowa. A tamten "duży" chłopiec niestety nie dał radysad. Moja córka po różnych perypetiach (m.in. po laseroteriapii - groziła jej ślepota) wyszła na prostą, ach gdybym wtedy wiedziała to co wiem teraz...
      I prawdę mówiąc, gdyby mi wtedy ktoś zasugerował, że lekarze mogliby jej nie ratować, zareagowałabym,delikatnie mówiąc, dość histerycznie.
      Problem w tym, że nie można z góry przewidzieć, który wcześniak nie ma szans a którego można przywrócić albo do pełnej albo względnej sprawności. W ciągu kilku miesięcy spędzonych z Olką w szpitalu naoglądałam się różności - dzieci, o których lekarze mówili z całą pewnością, że będą roślinami (wylewy do mózgu III i IV stopnia i co za tym idzie duże ubytki tkanki mózgowej) a które rozwijają się normalnie albo mają problemy w rodziaju lekkiego utykania (i mnie lekarz radził abym zrobiła sobie kolejne dziecko bo "z tego nic nie będzie"), widziałam też takie, które miały mniej szczęścia i takie, które nie miały go wcale...Generalnie jestem przeciw uporczywej terapii np. przy wadach letalnych itp.
      Trudny temat i dla mnie bardzo osobisty, ze strachu, że znów mogę stanąć przed takim wyborem nie staram się o trzecie dziecko.
      Dla malutkiej dużo zdrowia, a dla rodziców siły.
      • inge.borga Re: "Calineczka" 13.05.11, 23:10
        Jeszcze przypomniała mi się wcześniaczka z wadą genetyczną. Żyła kilka miesięcy i te miesiące wypełnione były nieprawdopodobnym bólem i cierpieniem, lekarze wykonali kilka operacji, które nic nie zmieniły. Rodzice w końcu podjęli decyzję o odłączeniu jej od urządzeń wspomagających. Chyba nigdy w życiu nikomu tak nie współczułam jak im, ich decyzja - choć niewyobrażalnie trudna - wydawała mi się zupełnie zrozumiała, któryż rodzic nie chce aby jego dziecko przestało cierpieć?
        • anna_geras Re: "Calineczka" 14.05.11, 06:46
          Za dziecko trzymam kciuki ale ten debil co napisał to "Przede wszystkim samo oddycha. Kiedy do nas przyjechało było podłączona do respiratora. Podaliśmy mu lek " - powienien niezwłocznie wrócić do szkoł albo "samo" podłączyć się do respiratora.
          • fredka666 Re: "Calineczka" 14.05.11, 17:12
            anna geras kompletnie nierozumiem o co ci chodzi.
            • nastjaa Re: "Calineczka" 14.05.11, 17:53
              fredka666 napisała:

              > anna geras kompletnie nierozumiem o co ci chodzi.

              Ja też big_grin

              Co do ratowania dzieci, to jest to bardzo trudny temat. Czasem trudno z góry "oszacować", które dziecko będzie zdrowe, a które nie. Moja koleżanka urodziła w wieku 23 lat synka - ciąża donoszona, poród bez powikłań, 10 punktów apgar. Kiedy chłopiec miał 9 miesięcy zdiagnozowano u niego Dziecięce porażenie mózgowe. Obecnie ma 5 lat, nie chodzi, przeszedł wiele operacji, mnóstwo czasu spędził w różnych szpitalach, codziennie przechodzi żmudną rehabilitację. Moja córka urodziła się z wagą 870 gramów. Na intensywnej terapii spędziła 4 miesiące. Jednak od momentu wyjścia do domu nie było z nią większych problemów. Odwiedziliśmy wiele poradni, jednak głównie w celu kontroli po tym co przeszła (a przeszła naprawdę dużo). W wieku roku (czyli 8 miesięcy od wyjścia ze szpitala) pożegnaliśmy się z większością poradni. Za miesiąc moja córa kończy dwa lata, poza drobną budową ciałą nie różni się od swoich rówieśników.

              Nie jestem za tym, aby na siłę ratować każde dziecko - czasem bywa i tak, że trzeba pozwolić maleństwu odejść. Czasem maluchy potrafią zaskoczyć swoją walką o życie. Jest to jednak bardzo delikatny temt. Byłabym daleka od szufladkowania wcześniaków, generalizowania czy skreślania z góry.

              • olaaa-calineczka Re: "Calineczka" 14.05.11, 22:38
                rzadko bywam na tym forum,czasem podczytujesmileJestem mamą 2 dzieci jedno zdrowe donoszone ,drugie skrajny wcześniaczek 24-25 tc 600 gram ciąża blizniacza.Druga z dziewczynek żyła 2 tygodnie.Maja ma dziś 1,6 roku spędziła pierwsze 6 mies swojego życia w szpitalu dziś po intensywnej rehabilitacji zaczyna chodzić , intelektualnie mimo wylewów 2-3 stopnia w jednej z półkul rozwija się na wiek urodzeniowy ,jednak nie jest u nas kolorowo .Maja oddycha przez tracheostomie ,nie mówi i jeszcze długa walka przed nami ,bo jest szansa na normalne życiesmilechoć miała być roślinką...Kwestia ratowania czy nie ratowania wcześniaków jest jak mówią moje poprzedniczki delikatna i tak na prawde trudna bo skąd człowiek wie ,żę dziecko będzie ,,roślinką,,?często np wylewy pojawiają się w pózniejszych dobach życia , każdy wcześniak to loteria często nie można przewidzieć co się wydarzy niestety... a z drugiej strony jest to decyzja na całe życie nie tylko nasze ,ale przede wszystkim dziecka...Wiem ,że kiedy rodziły się moje córeczki myślałam one przecież nie mają szans a jednak jedna z nich żyje i jest śliczną wesoła dziewczyn ką i kiedy tak na nią patrze to dziękuję Bogu ,że jestsmile
    • chusteczka4 Re: "Calineczka" 14.05.11, 23:13
      Gdyby leżał tam mój syn nie wyobrażałabym sobie, że mógłby umrzeć, że to było by lepsze rozwiązanie niż wychowywanie chorego dziecka, ale nigdy nie zostałam postawiona w takiej sytuacji, więc ciężko przewidzieć jakby to było naprawdę.
      • tolka11 Re: "Calineczka" 15.05.11, 12:21
        Cóż. Mam syna. Osmioletniego z 28 tygodnia ciąży. Jest niepełnosprawny. Przez pierwsze 10 m-cy zycia w stanie wegetatywnym. Do odstrzału?
        Teraz chodzi do szkoły, jest lubiany, lubi siebie, radzi sobie, ma kolegów i koleżanki. Jest szczęśliwy.
        Wystarczy?

        Ratować czy nie ratowac? Jak piszą poprzedniczki - zbyt to delikate, zeby za kogoś rozstrząsac. Nie nam decydować.
        • tolka11 Re: "Calineczka" 15.05.11, 12:23
          I jeszcze: jestem szczęsliwa. Tak zwyczajnie, mimo trosk. Mam fajne zycie i nie chciałabym innego.
        • kandyzowana30 Re: "Calineczka" 15.05.11, 13:41
          tak w sprawie statystyk, znaleione na pierwsej lepszej stronie:
          "What happens when babies are born at less than 28 weeks? (...)
          Unfortunately, about 25 percent of these very premature babies develop serious lasting disabilities, and up to half may have milder problems, such as learning and behavioral problems (15).
          15. American College of Obstetricians and Gynecologists (ACOG). Perinatal Care at the Threshold of Viability. ACOG Practice Bulletin, number 38, September 2002 (reaffirmed 2008). "
          takze"tylko" ok 25% z dziec urodzonych przed 28 tyg bedzie mialo ciezka niepelnosprawnosc.
          szanse na zdrowego bardo wczesnego wczesniaka sa wiec wcale nie takie male

    • hellulah Re: "Calineczka" 29.09.11, 10:27
      Wpiszę się jeszcze i tu, ponieważ wypowiadałam się już w tym wątku, a chcę coś doprecyzować.

      Tej malutkiej dziewuszce życzę zdrowia i wielkiej siły, i ogólnie wszystkiego najlepszego.

      Gdyby taka sytuacja dotyczyła mojego dziecka, chciałabym jednak mieć możliwość wyboru i wyrażenia swojego zdania - czyli także ewentualnej rezygnacji z uporczywej terapii. Nie uważam, żeby uporczywa terapia tak słabo rokujących noworodków powinna być narzucana odgórnie, bez pytania o zdanie rodziców.

      (Nawiasem mówiąc, matka i ojciec nie muszą podejmować decyzji bez zastanowienia - lekarz prowadzący ciążę według mnie powinien wyjaśniać możliwe opcje, naświetlić potencjalne problemy i rodzice powinni wypracować swoje zdanie niejako na zapas, oczywiście z opcją jego zmiany.)

      Co do chorób i wypadków u dzieci - to, że nie chciałabym zapewne podtrzymywać przy życiu 20 tygodniowego wcześniaka o wadze poniżej 400 gr nie oznacza, że nie chciałabym próbować podtrzymać przy życiu nastolatka (ale gdyby nie było szansy na samodzielne życie nastoletniego dziecka, czyli np. nastąpiłoby nieodwracalne uszkodzenie mózgu - cóż, nie bardzo rozumiem, czemu miałabym być złą matką niezasługującą na dzieci dlatego, że zgodziłabym się na odłączenie maszyn...).



    • echtom Dopiero teraz zauważyłam, 29.09.11, 12:35
      że artykuł i wątek są z maja smile Wiadomo coś o dalszych losach tych maluchów?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka