Dodaj do ulubionych

Krzyczące dzieci na podwórkach

02.06.11, 15:46
forum.gazeta.pl/forum/w,11115,125695791,,dzieci_z_podworka_przy_Wankowicza.html?v=2
Ciiiiiiiiii
Obserwuj wątek
    • an_ni Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:04
      ha! mieszkam w okolicy i tak jak czesc forumowiczow w tamtym watku radze takiemu "miastowemu" isc sobie do tego lasu lub pohalasowac przy drinku w knajpie - tez niestety pod oknami mieszkancow
    • nisar Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:10
      Abstrahując od meritum - bo pewnie każda strona ma jakieś swoje racje - muszę Ci Olaj powiedzieć, że zaimponowałaś mi kulturą wypowiedzi. Rzadko się to spotyka, żeby forumowicz tak taktownie i spokojnie odpowiadał, zwłaszcza gdy w miarę rozwoju wątku emocje zaczynają bulgotać smile
      Szkoda że ja z drugiej strony miasta, chętnie poznałabym Cię w realu.
      Pozdrowienia.
      • gupia_rzona Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:30
        to samo miałam napisać smile chciałabym być tak spokojną wyważoną osobą. Ja już czytając posty tego napastnika miałam wyższe ciśnienie smile a mnie to wogóle nie dotyczy!
      • olaj Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:41
        nisar, piąteczka smile

        J będę przejeżdżać w pobliżu (gdzie mieszkasz?), to pomacham - ostatnio dużo jeżdżę po Warszawie w związku z pracą.

        Ola
        • nisar Gocław! Pomachaj, odmacham :) n/t 02.06.11, 20:49
    • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:17
      Moim zdaniem dzieci na osiedlach mieszkaniowych gdzie mieszkają także inni ludzie mają prawo hałasować tylko w miejscach dla nich przeznaczonych to jest na placach zabaw.
      Samo podwórko nie służy do zabaw dziecięcych.
      • an_ni Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:29
        echo i tak zrobi swoje na takich zamknietych podworkach
        zgadzam sie ze dzieci nie powinny drzec sie na klatkach schodowych, do rodzicow wygladajacych z okna, jakos szczegolnie i zlosliwie wydzierac sie pod oknami sasiadow
        ale podworko jest ogolno dostepne i np jezdzace na rowerach, hulajnogach, rolkach dzieci moga pokrzyczec, smiac sie, nawolywac sie nawzajem tylko w okolicy piaskownicy (wydzielonej z czesci podworka) a juz na sciezce /chodniku juz nie ?
        hehehe dobre!!!
        mialam w dziecinstwie takiego sasiada, ktory przeganial dzieci spod swoich okien
        no niestety bezskutecznie , wieksze mial z tym nerwy niz spokoj, moze to byles ty gazeto?
        • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:43
          Nie, wybrałam okna z widokiem na rabatki kwiatowe a nie na plac zabaw.
          Gdybym chciała wysłuchiwać wrzasków bachorów wybrałabym mieszkania z widokiem na plac zabaw tongue_out
      • przeciwcialo Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 10:22
        Taaa... lepiej żeby słuzyło za parking aby miec auto pod oknem.
    • burza4 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:24
      Nie wiedzieć czemu w wielu wypowiedziach przewija się motyw " nie można uciszyć dzieci bawiących się na podwórku" - a niby dlaczego nie? zresztą - nie o zabawę na podwórku chodziło autorowi, a zabawę pod blokiem, na "swoich" ogródkach, czyli bezpośrednio pod czyimiś oknami.

      Główny problem polega raczej na tym, że większość krzykaczy zachowuje się tak, bo nigdy nie usłyszała od rodzica, że wydzieranie się na całe gardło przeszkadza innym. W ogóle teraz nie moda na uczenie dziecka, że istnieją jeszcze jacyś inni ludzie i należy przestrzegać ich praw.
      • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:50
        >Główny problem polega raczej na tym, że większość krzykaczy zachowuje się tak, bo nigdy nie usłyszała od rodzica, że wydzieranie się na całe gardło przeszkadza innym. W ogóle teraz nie moda na uczenie dziecka, że istnieją jeszcze jacyś inni ludzie i należy przestrzegać ich praw.

        Tylko się podpisać.
      • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:01
        O tym samym pomyslałam. Jak byłam w wieku "wydzierających sie dzieci" to uciszała nas moja mama, mama sasiadki z naprzeciwka czy sasiedzi zwracali uwage i wiedzielismy ze na glosno nie wolno nam byc bo takie sa zasady. Nie przypominam sobie bysmy darli sie tak jak teraz mam okazje slyszec. CO wiecej nie rzadko sam rodzic wydziera sie z 7 pierta do pociechy na dole i dra sie do siebie.. to jest tez jakis absurd.

        Zabawa, zabawa ale dzieci tez trzeba uczyc zycia w spoleczenstwe i tego, ze swiat nie jest po to zeby im sie podporzadkowywac i mozna sie bawic tak by nie przeszkadzac innym. A jak czlowiek wraca ztyrany po robocie to naprade ma ochote na chwile spokoju i ciszy a nie wieczny jazgot.
      • mgla_jedwabna Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:33
        Ależ dzieci wrzeszczały przy zabawie chyba zawsze? Tak było na podwórkach XIX wiecznych kamienic, wśród rozmaitych "Chłopców z Placu Broni" itd., tak było też na placach zabaw na gierkowskich osiedlach i tak jest teraz w deweloperce. Jedyna różnica jest taka, że te nowe osiedla są zabudowane dużo gęściej niż te PRLowskie, zieleń jeszcze nie wyrosła (porządne drzewa i krzewy, nie tylko jakieś trawniczki z rolki), a dzieciom nie wolno się rozbiegać spod mamusinego okna, jak kiedyś, wiec i dźwięk bardziej skoncentrowany.

        Popieram Olaj - to taki sam odgłos życia, jak śmieciarka (dziś hałasowała mi o 5 rano), zgrzyt tramwaju, świergot ptaków na kaszanowcu metr za oknem (nie do zniesienia o świcie) lub wycie niemowlęcia w środku nocy.
        • duch_mariana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:53
          > Popieram Olaj - to taki sam odgłos życia, jak śmieciarka (dziś hałasowała mi o
          > 5 rano), zgrzyt tramwaju, świergot ptaków na kaszanowcu metr za oknem (nie do z
          > niesienia o świcie) lub wycie niemowlęcia w środku nocy.

          Odgłosy życia można jednak ograniczać. Gdybym ja był chamem, to moje odgłosy życia byś słyszała dość wyraźnie między 21 a 3 w nocy jak mam następnego dnia wolne i siedzę ze znajomymi i pijemy piwo. Ale my jesteśmy ludzie kulturalni i cywilizowani i z naszymi odgłosami życia idziemy nad Wisłę, gdzie nie przeszkadzamy nikomu. Torowiska można wyciszyć, stare hałasujące tramwaje zastępować nowymi cichymi, Pojazdom przekraczającym dopuszczalne normy hałasu zabierać dowody rejestracyjne (głównie ścigaczom). Hałasy trzeba ograniczać, a nie wrzeszczeć ile sił w płucach, bo takie są uroki życia w mieście. Trzeba mieć kulturę, a nie prostackie obyczaje wyniesione z rodzinnych stron.
        • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:44
          Można wrzeszczeć przy zabawie w miejscach do owej zabawy przeznaczonych np. na placach zabaw bądź z dala od wielorodzinnych budynków mieszkalnych.
          Za moich czasów jak pod blokiem (nie na placach zabaw) jakieś dziecko krzyczało jedna albo druga sąsiadka otwierała okno i zwracała uwagę (dziecko/dzieci najczęściej wówczas cichło, a nie rzadko i przepraszało), w dzisiejszych czasach zapewne mamuśka takiego dziecka przyszła by z wielką awanturą do sąsiadki (bądź obgadałaby na forum tongue_out ) jak śmie powodować wieloletnią traumę u jej dziecka zwróceniem mu uwagi.
          Śmieciarka musi wywozić śmieci (zresztą trwa to góra pięć minut a nie kilka godzin), śpiew ptaków relaksuje (nawet muzyka relaksacyjna zawiera elementy śpiewu ptaków a nie wrzasków dziecięcych), natomiast dzieciaki nie muszą wrzeszczeć pod czyimiś oknami i ich wrzaski nie są relaksacyjne jak śpiew ptaków.
    • czajkax2 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:26
      Boże, mam wrażenie ze dzieci to najlepiej byłoby usypiac zaraz po porodzie, zeby tylko nikomu nie przeszkadzałysad
      • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:47
        Kiedyś małe dzieci bądź matkę z małymi dziećmi można było spotkać tylko na porodówce, placu zabaw bądź przedszkolu a jakoś przyrost naturalny był najwyższy.
        Dziś bachorom wszystko wolno ( i wszędzie ) , pajdokracja w pełni, człowiek boi się zwrócić uwagę (bezpieczniej w dzisiejszych czasach zwrócić uwagę dresiarzowi niż matce z hałasującymi dziećmi) a jakoś demografia kuleje...
        • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:05
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Kiedyś małe dzieci bądź matkę z małymi dziećmi można było spotkać tylko na poro
          > dówce, placu zabaw bądź przedszkolu a jakoś przyrost naturalny był najwyższy.
          > Dziś bachorom wszystko wolno ( i wszędzie ) , pajdokracja w pełni, człowiek boi
          > się zwrócić uwagę (bezpieczniej w dzisiejszych czasach zwrócić uwagę dresiarzo
          > wi niż matce z hałasującymi dziećmi) a jakoś demografia kuleje...

          Coś w tym jest. Jazgoczace dzieci w sklepach, w tramwajach, w miejsach gdzie nalezy zachowac powage (kosciol).
          Ja bylam inaczej chowana. uczono mnie, ze w towarzystwie i wsrod ludzi obowiazuja pewne zasady i karcono gdy ich nie przestrzegalam. Nauczylam sie, ze jak ktos spi to nalezy ten sen uszanowac, ze jak ktos jest zmeczony to nalezy to uszanowac, i ze mozna sie bawic, biegac, jezdzic na rowerze i nie robic tego z poglosem kocenrtu na woodstock.
        • malila Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:41
          Wiem, że w taki upał ciężko się myśli. Mimo to chciałabym zwrócić uwagę na to, że to nie te rozpuszczone bachory nie chcą się rozmnażać, tylko właśnie te krótko i bezgłośnie trzymane kiedyś dzieci.
          • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:48
            Jak mają się rozmnażać jak wykończeni po całym dniu pracy chcą odpocząć sobie we własnym domu a nie mogą bo wrzaski uniemożliwiają im spokój we własnym domu, to i wtedy ochoty na rozmnażanie brak zwłaszcza jak taki potencjalny tatuś lub mamusia pomyśli sobie "jeżeli moje dziecko tak miałoby dawać czadu jak osiedlowe wrzaskuny to chyba na razie lepiej się nie decydować...".
    • anty_nick Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:27
      Drodzy sąsiedzi! To, że macie takie piękne ogródki nie oznacza, że możecie na nich robić co wam się podoba

      A to już nie ma"wolnoć Tomku w swoim domku"???Za chwilę mi zabronią pierdn*ć na balkonie,bo zasmradzam powietrzebig_grin
      • an_ni Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:30
        ja mam nadzieje ze niedlugo zabronia palic na balkonach, bo to dopiero smierdzi sasiadom!
        • gupia_rzona Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:36
          o Boże! jesteś moją sąsiadką? (Pruszków)
          Przyszła do mnie w zimie z żądaniem ZABRONIENIA mężowi palenia w łazience, bo ona dwa piętra wyżej czuje DYM! Kiedy chcialiśmy uniknąć konfliktu i powiedzieliśmy, że pali się u nas najczęściej na balkonie, jak tylko pogoda na to pozwala, zrobiła oburzoną minę i rzekła "NO WŁAŚNIE TEŻ CZUJĘ! JAK TAK MOŻNA!?"
          • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:41
            Z paleniem jest ten problem, że jak kiedyś pisano na gazeta.pl szkodzi w różny sposób także sąsiadom. No, przykro mi... Oczywiscie nie postuluje, że macie w ogóle nie palić. wink
          • deszcz.ryb Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:12
            Czy nie rozumiesz, że osoby niepalące CZUJĄ świetnie dym, szczególnie jeżeli leci wentylacją? Twój mąż wydycha to świństwo w łazience do kratki wentylacyjnej i wy się pozbywacie problemu, a to wszystko leci do sąsiadów w całym pionie. Przykro mi bardzo - papierosy śmierdzą koszmarnie [szczególnie jeżeli ktoś nie pali], ten zapach czuje się od razu. To wy jesteście buraki, nie sąsiadka, nałogom należy ulegać tak, by nie przeszkadzały osobom postronnym.

            A co do palenia na balkonie... Niby można, ale jest u nas na osiedlu taki balkon, na którym stale ktoś pali - co koło niego przejdę, to widzę palacza [widocznie straszny nałogowiec]. I potwornie się cieszę, że mój balkon nie jest położony nad tym mieszkaniem, bo w mieszkaniu wyżej musi śmierdzieć jak w mieszkaniu palaczy; okna nie można otworzyć, prania powiesić na balkonie, bo dym leci. Swoją drogą, ciekawe, czemu ten palacz nie zamknie się w mieszkaniu od środka, nie pozamyka szczelnie okien - i niech wtedy SOBIE dymi.
            • gupia_rzona Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:52
              wiem jak osoby niepalące czują dym, bo sama nie palę. Co do buraków - pomijam milczeniem. Nikogo tak nie nazwałam. Ty masz mnie uczyć kultury, która sama nie masz jej za grosz?
              Czy kupę mogę robić w łazience? czasem też śmierdzi wyobraź sobie, i też ten smrodek wydostaje się przez kratkę wentylacyjną.
              • deszcz.ryb Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 13:13
                Nikogo burakiem nie nazwałaś, ale ton twojego postu wyrażał bezgraniczne oburzenie "jak można zwracać NAM uwagę, MY przecież nic złego nie robimy, palimy w NASZEJ własnej łazience, czemu ta głupia baba się czepia i po co w ogóle przyszła?! Skandal!"

                Kupę możesz robić, żadna kupa nie śmierdzi tak długo, tak mocno i tak szkodliwie jak papierosy.
          • spicy_orange Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 18:22
            > Przyszła do mnie w zimie z żądaniem ZABRONIENIA mężowi palenia w łazience, bo o
            > na dwa piętra wyżej czuje DYM!

            a żebyś wiedziała że to może być czuć. U moich rodziców w bloku taki jeden łazienkowo-kibelkowy śmierdziel mieszka - w łazience nie da się wysiedzieć jak koleś robi sobie rano seans z cygarem na klopie. Do tego pranie capi fajami. Dobrze, że ja mieszkam na parterze wink
      • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:31
        Zależy czy pierdzisz z odgłosem i po zawietrznej big_grin
    • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:29
      A pieski mogą szczekać? Czy też mordka w kubeł?
      • an_ni Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:30
        tylko podczas wydalania na wydzielonej czesci trawnika wink
        • anty_nick Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:39
          A to przepraszam....Bo ja palę i pierd*zę na swoim balkoniebig_grin
          Beeezzzz przesaaaady!
          Acha no własnie co z pieskami?a może zabronić karetce,policji jeździć na sygnale,motory wyciszyć i inne podobne.
          Wystarczy nauczyć żyć się wśród i z innymi ludzmi.
          • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:42
            Karetka musi mieć jeździć, bachor zaś ma wybór- może wydzierać ryja na placu zabaw albo w lesie.
          • an_ni Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 17:12
            ale ty chyba nie rozumiesz co to znaczy zyc wsrod ludzi w bloku!
            tak jak wiekszosc przyjezdnych ... uwazaja ze nalezy ich tolerowac! i ich zwyczaje z zagród.
            a wspolzycie w bloku, wsrod ludzi nie oznacza ze trzeba za wszelka cene tolerowac zachowania innych, znosic ich halasy tylko samemu zachowywac sie cicho, grzecznie i nie narzucajac sie innym i wowczas mozna wymagac tego samego
            • ira_07 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:49
              A to rodowici warsiawianie nie mieszkają w kamienicach rodowychbig_grin?

              ... uwazaja ze nalezy ich tolerowac! i ich zwycz
              > aje z zagród.

              Chamskie jest to, co napisałaś. To, że ktoś jest "przyjezdny" i pochodzi ze wsi to nie zmaczy, że jest burakiem i miasta na oczy nie widział. I nie, nie jestem ze wsi, ani ze stolycy. Dzięki Boguuncertain
            • ylunia78 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:52
              an_ni napisała:

              > ale ty chyba nie rozumiesz co to znaczy zyc wsrod ludzi w bloku!
              > tak jak wiekszosc przyjezdnych ... uwazaja ze nalezy ich tolerowac! i ich zwycz
              > aje z zagród.


              WOW surprised
              No tak...bo w blokach mieszkają tylko ludzie z zagródbig_grin
              Nie,żebym nie wyczaiła pogardy.
              • an_ni Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 13:29
                uderz w stol a nozyce sie odezwa
      • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:40
        Tak, pod Twoim oknem Kropko...
        • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:43
          Mi nie przeszkadza. Jestem świadomym mieszkańcem osiedla w mieście i bloku mieszkalnego big_grin He he big_grin
    • rosapulchra-0 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:55
      To nie wina dzieci, że nie mają się gdzie bawić. Akurat Warszawa, szczególnie Centrum jest bardzo ubogie w place zabaw dla dzieciaków. W moich okolicach było wielkie podwórko, które łączyło kilka numerów z ulicy, naprawdę wielki plac. Były na nim huśtawki, karuzele, piaskownice. Naprawdę było tam nie tylko przyjemnie, ale i bezpiecznie. W latach 90-tych zlikwidowano plac zabaw na rzecz parkingu płatnego. No i gdzie te dzieciaki miały iść się bawić? Zostały podwórka studnie.
      • ylunia78 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 16:57
        To dokładnie jak u mnie,Identycznie.Ja co prawda nie pamietam,ale często słyszę,jak na nowym małym placu zabaw mamy wspominają,że tamten plac był idealny,no i duży.
      • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 17:06
        Z tamtego wątku wynika że w najbliższej okolicy są trzy place zabaw i Las Kabacki...
        Najpierw kliknij w dany link, a potem komentuj..
        • rosapulchra-0 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 17:10
          A co? Zabronisz mi, flejo forumowa?
    • emilka_x Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 17:22
      Wybrałam życie w bloku, wśród ludzi, sama mam dziecko kiedyś też byłam dzieckiem i rozumie że dzieci muszą się gdzieś wyszaleć, w mieszkaniu nie bo tupią, na podwórkach nie bo krzyczą, w lesie nie bo zwierzętom przeszkadzają, w parku nie bo inni przychodzą wypocząć. Może by tak dzieciaki do klatek pozamykać albo od razu przy porodzie struny głosowe wycinać. Tym co tak wszystko przeszkadza proponuje wyprowadzić się do puszczy.

      https://www.suwaczki.com/tickers/km5sgu1rhla0d1fe.png
      • glagonia Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 18:07
        Ehh, no właśnie... Gdzieś w końcu dzieciaki muszą się wykrzyczeć.
        Ja też przez okno słyszę takie krzyki i chociaż czasem mi to przeszkadza, to mam świadomość, że taka jest kolej rzeczy i już.
        O wiele bardziej mi przeszkadzają "rozmowy" dorosłych sąsiadów, które docierają do mojego pokoju, a w rozmowach tych prymitywne wulgaryzmy (najgorsze, że to są również rodzice części dzieciaków). Naprawdę, serdecznie wolę dziecięce wydzieranie gardeł niż te głupowate teksty...
        • duch_mariana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 18:22
          > Naprawdę, serdecznie wolę dziecięce wydzieranie gardeł niż te głupowate teksty...

          A w życiu. Dzieci nadają na wyjątkowo drażniących częstotliwościach. Wczoraj miałem w autobusie puszczoną na żywioł wycieczkę z II klasy podstawówki. Pijackie śpiewy na liniach nocnych, albo tyrada jakiegoś oszołoma, któremu od wódy już się we łbie pomieszało to nic w porównaniu z tą wycieczką. Do tego jeszcze darcie się pań opiekunek, które nieudolnie usiłowały opanować towarzystwo. Zacząłem jeździć bardziej ostro, żeby dzieciaki były zajęte bardziej łapaniem równowagi, niż wygłupami, ale niestety na dłuższą metę nie spodobałoby się to pozostałym pasażerom, więc odpuściłem, prosząc wszystkich znanych mi bogów, żeby oni nareszcie wysiedli i nie jechali ze mną kursem powrotnym.
          • morgen_stern Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:54
            CytatZacząłem
            > jeździć bardziej ostro, żeby dzieciaki były zajęte bardziej łapaniem równowagi
            > , niż wygłupami,


            Upadłeś już całkiem na głowę, autobusowy adonisie? Masz coś nie tak pod deklem, tacy ludzie nie powinni żadnymi pojazdami komunikacji miejskiej jeździć. Jak nie umiesz nad sobą panować i świadomie narażasz pasażerów na wywrotkę i wybicie zębów to może zajmij się cieciowaniem?
            • duch_mariana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:44
              Całe szczęście że nie oceniasz kto powinien a kto nie powinien prowadzić pojazdów komunikacji miejskiej. I ja tu lepiej wiem jak mogę a jak nie mogę jeździć Od problemów z równowagą do pogo daleka droga.
              • rosapulchra-0 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:08
                Nie pogrążaj się suspicious
            • rosapulchra-0 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:08
              Jak się czyta takie rzeczy jak wyczyny duchamariana, to aż człowiek żałuje, że nikomu się krzywda nie stała, a on sam do pierdla nie trafił suspicious
          • marghe_72 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:35
            duch_mariana napisał:

            > Zacząłem
            > jeździć bardziej ostro, żeby dzieciaki były zajęte bardziej łapaniem równowagi
            > , niż wygłupami, ale niestety na dłuższą metę nie spodobałoby się to pozostałym
            > pasażerom, więc odpuściłem, prosząc wszystkich znanych mi bogów, żeby oni nare
            > szcie wysiedli i nie jechali ze mną kursem powrotnym.

            Mamy Ci bić brawo?
      • duch_mariana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 18:15
        Wyszaleć się nie musi wcale oznaczać wydzierania się non stop. Po co dwie dziewczynki stojąc obok siebie wydzierają się zamiast normalnie rozmawiać? Obie przygłuche? Czy też może rodzice zapomnieli że to już nie Kozie Dupy tylko Warszawa i wypadałoby dzieci nauczyć zachowania typowego dla osiedla w mieście, a nie dziadkowej zagrody, gdzie gęstość zaludnienia nieco mniejsza, przestrzeń otwarta i nawet dziecięce wrzaski nie są dokuczliwe, bo nie odbijają się echem od betonowych ścian mrówkowców i wyasfaltowanych podwórek. Czy dziewczynka jadąc na rolkach musi piszczeć jakby jej czopa w dupę wsadzili? Czy chłopaki muszą kopać piłkę o ścianę budynku albo między samochodami jak tuż obok jest puste boisko szkolne albo Orlik? Darcie mordy to obyczaj rozpowszechniony wśród hołoty i wśród Cyganów. Mam znajomych na poziomie i żaden z nich nie się nie wydziera, nie wozi się po osiedlu szrotem z muzyką na cały regulator. Mam też znajomych na poziomie, ale jest to poziom rynsztoka i ci owszem drą się, ich dzieci się drą, rozmowa więcej niż 2 osób to przekrzykiwanie się wzajemne i ogólnie produkują więcej hałasu niż setka ludzi normalnych.
        • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:11
          ja rozumiem, że Warszawa to wielka metropolia i tylko tam najwidoczniej swiatli ludzie mieszkaja co to wiedza jak nie halasowac.. ale moje doswiadczenie zycia w kilku metropoliach (w Warszawie tez) pokazuje, ze to nie miejsce pochodzenia determinuje "bezstresowe" wychowanie ale kultura rodzicow ktorzy moga byc i doktorami habilitowanymi ktorzy stweirdzili, ze fajnie jak dziecko bedzie darlo sie caly dzien na podworku bo przyjdzie do domu i padnie spac i beda mieli spokoj.
          Mam takich sasiadow tu gdzie teraz mieszkam. Jedno z wiekszych miast w Polsce. Dziecko wychodzac z domu slysze nawet przed sen. O kazej porze dnia. Kopanie barierek na schodach, uderzanie w drzwi sasiadow, trzaskanie drzwiami przez mamusie, wydzieranie sie poznym wieczorem z balkonu na swiat dookola sa norma. A rodzice widac wysztalceni, elokwenti i rodowcici metropolisci, ze tak powiem.

          Wiem, ze Warszawiacy sa bardzo negatwyni nastwieni do ogromu przyjezdnym bo 70% naplywowych to buraki ale nie przenosilabym tej niecheci na tlumeczenie kazdego zla jakie sie dzieje w stolicy.
          • insomnia0 punkt widzenia , zalezy od punktu siedzenia.. 02.06.11, 21:27

            jak się ma dzieci, problem znika.. bo zaczynamy rozumieć pewne kwestie..
            jak się jest bezdzietnym- to dzieci przeszkadzają...
            no cóż nie można zadowolić wszystkich..

            https://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
            • duch_mariana Re: punkt widzenia , zalezy od punktu siedzenia.. 02.06.11, 22:42
              > jak się ma dzieci, problem znika.. bo zaczynamy rozumieć pewne kwestie..
              > jak się jest bezdzietnym- to dzieci przeszkadzają...

              Za bardzo uogólniasz. Jak niemowlak drze się przez całą noc, to nikt normalny o to pretensji miał nie będzie. I nieważne, czy bezdzietny, czy dzietny. Natomiast jeśli ośmiolatka zbiega po schodach w drewniakach jak tabun koni, hamuje z łomotem na drzwiach psując w ten sposób zamek i ledwo wyjdzie z klatki od razu drze dzioba piskliwym głosem, to jest to dziecko niewychowane, bo rodzice mają to w dupie zgodnie z zasadą, że dziecko musi się wykrzyczeć. Szkoda tylko, że ludziom pod oknami. To jest zachowanie chamskie i posiadanie dzieci nie ma większego wpływu na ocenę tego. Chyba, że ktoś cierpi na przewlekłe odpieluchowe zapalenie mózgu.
        • phantomka Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:18
          Tak troche obok tematu: to warszawka jak widac wyzej s.a niz tylki ma, co widac po niektorych wypowiedziach rodowitych warszawianek z obu watkow. Jak juz przyjezdny, to zapewne bydlo. Ciekawe natomiast, ze w wielu duzych miastach warszawiacy maja bardzo zla opinie.
          Plac zabaw jest od tego, zeby dzieci na nim sie bawily. Trzeba bylo myslec, kiedy kupowalo sie mieszkanie na osiedlu typu: blok na bloku, a w srodku plac zabaw. To, ze dzieci niektorych potrafia bawic sie bez emocji, to raczej powod do zmartwiensmile
          • duch_mariana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:47
            > w. To, ze dzieci niektorych potrafia bawic sie bez emocji, to raczej powod do zmartwiensmile

            Niektórzy mają normalne i panujące nad sobą dzieci, a nie małych dzikusów smile
            • phantomka Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 01:00
              Też jestem posiadaczką takowego, co nie zmienia faktu, że podobnie jak większość rówieśników, ma energię, to w końcu istota żywa, a nie nieruchawa klucha.
            • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:55
              no ale mieszkajać w bloku nie wiesz na kogo trafisz, trzeba brac na to poprawkę

              mieszkanie z balkonem w malej studni nie ulatwia cieszenia sie ciszą

              nie jest zadna tajemnicą, ze
              1. dzieci są rozne
              2. w bloku mamy roznych sasiadow
              3. ludzie robia imprezy- kazdemu zdarzy sie byc za glosno
              4. ludzie robia remonty
          • sabciasal to blok a nie 03.06.11, 18:10
            phantomka, absolutnie się z tobą zgadzam. "Plac zabaw jest od tego, zeby dzieci na nim sie bawily. Trzeba było myśleć, kiedy kupowalo sie mieszkanie na osiedlu typu: blok na bloku, a w srodku plac zabaw."
            Przeczytałam obydwa wątki i ma wrażenie, że niektórzy kupili sobie mieszkanko w bloku z "salonem" wychodzących na podwórko studnie, a oczekują warunków jak w rezydencji z parkiem. a teksty o zagrodach i wieśniakach są tylko objawem kompleksówsmile

            i nie bardzo rozumiem porady typu: weź dziecko do lasu, na plac zabaw. Czy wypowiadający je (i mający dzieci) spędzają całe popołudnia w tym lesie? Mają na to czas? Nie wierzę.
        • iwles Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 21:10

          a po co dorosła osoba nie mówi inaczej o dzieciach, tylko dupa, bachor, wydziera, morda i hołota ?
          czy może zapomnial, że to juz nie budka z piwem, tylko warszawa i wypadałoby uzywać określeń typowych dla osiedla w mieście ?
        • demonii.larua Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:50
          >Darcie mordy to obyczaj rozpowszechniony wśród hołoty i wśród
          > Cyganów.
          Yhm... zapraszam do Sopotu, gdzie Ci spokojni, na poziomie jak to nazywasz warszawiacy nie tylko drą mordy o świcie, ale i szczają gdzie popadnie. A zwróć takiemu uwagę to usłyszysz, że on ze stolycy i na prowincji może wszystko big_grin
        • dziewczyna-szamana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 04.06.11, 19:44
          Ciekawe, bo ja całe życie mieszkam w Warszawie i kiedyś biegające po podwórku dzieci były czymś normalnym. Mam wrażenie, że to tym przyjezdnym bardziej przeszkadza, że dzieci biegają między blokami (osoby wychowane w Warszawie na duzym osiedlu same sie w taki sposób bawiły, nie wiem więc jak to może komus przeszkadzać).
      • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:01
        Wspaniale, że rozumiesz że dzieci muszą się wyszaleć, ale ciekawe czy tak samo rozumiesz, że ciężko pracujący ludzie po całym dniu pracy chcą mieć spokój we własnym domu (ci mieszkający w blokach tak samo potrzebują spokoju po dniu ciężkiej pracy czy snu po nocnym dyżurze jak ci z domów jednorodzinnych)? Czy wobec osób innych niż dzieci i ich potrzeb też jesteś taka wspaniałomyślna?
        Czy też swoje potrzeby mają tylko dzieci?
    • easyblue Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:10
      Trochę mnie śmieszy gadka o "dobrze wychowanych" dzieciach, ktore jakoby nie krzyczą i zawsze takie grzeczne i w ogolesmile
      Dzieci MUSZĄ sie wyszaleć. Przy okazji niektóre wrzeszczą. I niech wrzeszczą! Póki ryki nie trwają po 22, mam to gdzieś. Jak sobie młóź urządza do 5 nad ranem imprezy na miejscowym OSiRze też mi to nie przeszkadza. Okna mam wtedy pozamykane mimo upału i tyle. Jasne, ze slychać. Wkurza mnie też discowa muzyka sąsiadów do późna w nocy - nie upominam, na policję nie dzwonię.
      • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:15
        Ale nie chodzi o to, ze w ogole nie krzycza. Tylko o glosnosc i intensywnosc tego krzyku. Da sie wychodzac dziecko tak by mialo fun z zbawy ale by potrafilo krygowac sie gdy za glosno zacznie krzyczec. Naprawde.
        Nie musza byc zawsze grzeczne. Ale zasady funkcjonowania w spoleczenstwie i umiejetnosc zachowania sie wsrod ludzi mozna wpoic bez szkody dla spontanicznosci dzieciecej. Nie kazdy plac zabaw przy bloku jest zrodlem woodstokowego jazgodu przeciez mimo, ze jest na nim gromadka dzieci.
        • aretahebanowska Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:44
          A kto będzie mierzył głośność? No i kto będzie ocenał czy już jest za głośno, czy nie? To rzecz mocno subiektywna. Mój kolega miał sąsiadkę, która wezwała policję jak przesunął krzesło po podłodze - byłam przy tym. Śmieszą mnie teksty, że kiedyś dzieci nie krzyczały a teraz krzyczą. Ja też byłam dzieckiem (jak chyba każdy) i doskonale pamiętam wywoływanie się z domu głośnym krzykiem, czy wołanie mam na obiad. U mnie pod oknem mieliśmy boisko do siatkówki, zmieniane na boisko do dwóch ogni - zawsze było głośno, więc te gadki o cichych i dobrze wychowanych niegdyś dzieciach są dla mnie śmieszne. No i oczywiście każdy piszący w ten sposób pamięta, że jak miał 4 lata to był, grzeczny, spokojny i cichtki jak trusia, a teraz to te dzieci takie niedobre i niewychowane. Znam takich wielu. Póki dzieci nie mieli to im wszystko przeszkadzało, jak zrobili sobie swoje, to przeginka w drugą stronę. Tak naprawdę narzekania na hałasujące dzieciaki przypominają mi inny, odwieczny konflikt. Emerytki mieszkające w centrum miasta, kontra klientela knajp i klubów. Nie do rozwiązania.
          • morgen_stern Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:57
            No nareszcie ktoś to napisał. My, jako dzieciaki, nie tylko biegali pod blokiem z dzikimi okrzykami, ale też PO KORYTARZACH, w moim bloku były długie i szerokie. Pamiętam tylko jedną sąsiadkę goniącą dzieciaki spod okien. Albo wtedy ludzie byli bardziej wyrozumiali, albo cierpieli w milczeniu tongue_out
          • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 22:30
            aretahebanowska napisała:

            > A kto będzie mierzył głośność? No i kto będzie ocenał czy już jest za głośno, c
            > zy nie? To rzecz mocno subiektywna. Mój kolega miał sąsiadkę, która wezwała pol
            > icję jak przesunął krzesło po podłodze - byłam przy tym.

            Znalam tez takich ludzi. Ale wydaje mi sie, ze nie o nich jest temat. Nie chodzi o to, ze ktos zyje i inni maja z tym problem ale o ogolny jazgot jaki generuja spuszczone z oczu dzieci ktorych nikt nie uczy ze jest pewna granica wrzaskow.

            > Śmieszą mnie teksty, ż
            > e kiedyś dzieci nie krzyczały a teraz krzyczą.

            Mnie tez by smieszyly gdyby tutaj byly. Poki co ludzie mowia o tym, ze kiedy dzieci krzyczaly ciszej i mozna bylo ich nauczyc tego ze wydzieranie sie na cale gardlo nie jest rzecza przystepna spolecznie a druga grupa uznaje arbitralnie ze wtedy to pewnie nikt nie krzyczal i wszyscy idealizuja. Naprawde mozna wychowac dzieci tak by bawily sie, byly glosno ale nie jazgotliwie.

            > Ja też byłam dzieckiem (jak chyb
            > a każdy) i doskonale pamiętam wywoływanie się z domu głośnym krzykiem, czy woła
            > nie mam na obiad.

            Przepraszam, to u Ciebie tez wolali z 7 pietra na pol osielda "ankaaaaaaaaaaaaaaaa!!!" do zdarcia gardla? Takich ludzi ja z osiedla obok slyszlam. A dziecko pod oknami siedzialo. Miedzy wolaniem a darciem sie tez jest pewna roznica.

            >U mnie pod oknem mieliśmy boisko do siatkówki, zmieniane na b
            > oisko do dwóch ogni - zawsze było głośno, więc te gadki o cichych i dobrze wych
            > owanych niegdyś dzieciach są dla mnie śmieszne.

            Dla mnie tez. Tym bardziej ze nitk nie pisach o cichych dzieciach a o takich ktore zostaly nauczone zasad panujacych w spoleczenstwie. Jakos do dzisiaj widze, ze matki potrafia zwrocic uwage swoim pociechom, ze zachowuja sie za glosno i tak sie nie powinno robic. Wiec w czym problem zeby zrozumiec, ze chodzi nie o uciszenie dziecka w ogole i zakneblowanie go ale o nauczenie go panowania nad wrzaskiem?

            > No i oczywiście każdy piszący w
            > ten sposób pamięta, że jak miał 4 lata to był, grzeczny, spokojny i cichtki ja
            > k trusia, a teraz to te dzieci takie niedobre i niewychowane.

            ja pamietam, ze mnie strofowano jak bylam za glosno. I nauczylam sie, ze wrzaski i darcie sie nie sa zachowaniem przyjmowanym spolecznie.

            > Znam takich wielu
            > . Póki dzieci nie mieli to im wszystko przeszkadzało, jak zrobili sobie swoje,
            > to przeginka w drugą stronę.

            Ja znam takich ktorzy mieli swoje zasady i je wpoili dzieciom. Jesli nie lubili wrzaskow dzieci to nauczyli pociechy by nie wrzeszczaly a nie stracily one na spontanicznosci i wydobywaniu z siebie dzwiekow. Tylko glonosc jest inna.

            >Tak naprawdę narzekania na hałasujące dzieciaki pr
            > zypominają mi inny, odwieczny konflikt. Emerytki mieszkające w centrum miasta,
            > kontra klientela knajp i klubów. Nie do rozwiązania.

            Oba konflikty opieraja sie na tym, ze strona glosna nie rozumie ze moze przeszkadzac drugiej bo "przeciez jestem w knajpie, dzieci sie musza wykrzyczec". A ja znam lokale, puby ktore funkcjonuja na osiedlach mieszanych (mlodzi-emeryci) gdzie daje sie zyc i pic piwo i nie narazac sie na komentarze.\To kwestia kultury zachowania sie wsrod ludzi. Ktora wynosi sie z domu wlasnie.
            • aretahebanowska Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 23:50
              Nie chodz
              > i o to, ze ktos zyje i inni maja z tym problem ale o ogolny jazgot jaki generuj
              > a spuszczone z oczu dzieci ktorych nikt nie uczy ze jest pewna granica wrzaskow
              A ja właśnie mówię o tym, że dla każdego "wrzask" może oznaczać coś innego. Ja akurat bardzo dobrze wiem, jaki hałas są w stanie wygenerować z siebie dzieci. I wiem, że nie jest on znacząco większy od tego, który słyszałam w dzieciństwie. Wytłumacz 3-4 latkowi jaka jest dopuszczalna granica jeśli chodzi o hałas - życzę powodzenia. Oczywiście, że należy uczyć odpowiednich zachowań, ale umówmy się - w pewnym wieku to jednak abstrakcja (mówię o głośnym zachowaniu), zwłaszcza jesli mówimy o maluchach, tak do 5 lat. One po prostu czasem muszą się wykrzyczeć, bo taką mają potrzebę. Proponujesz szklane akwaria, całkowicie wygłuszone? Coś na kształt tych nowych palarni, które wyglądają jak kabiny prysznicowe? No, zawsze można zastraszyć, zlać tyłek. Tylko czy aby na pewno o to chodzi? Ja nie chciałabym być takim tresowanym dzieckiem i takich dzieci mi żal. A u mnie na osiedlu tak się właśnie wszyscy darli. No może nie z 7 piętra, bo pięter było raptem 3, ale też było głośno. Z krzykami trzeba się było pilnować w szkole, w autobusie, w sklepie itp. Ale na podwórku? Nikt nigdy, na moim podwórku nie zwrócił uwagi dzieciom, że są zbyt głośne. Niestety, jak się chce mieszkać w bloku, czy w centrum miasta, to trzeba wziąć pod uwagę pewne niedogodności. Głucha cisza to w chyba w jaskini, 1000 m pod ziemią, bo nawet w Puszczy Białowieskiej jest głośno. Ja mieszkam w centrum, w pobliżu mam kilka pubów i klubów. Nie narzekam, bo sama tak wybrałam. A, i mam dzieci, średnio ciche. Na razie jedna sąsiadka zwróciła uwagę, że głośno chodzą po mieszkaniu, ale po przypomnieniu akcji zrobionej przez synusia pijaka na klatce schodowej, problem ucichł. Każdy ma inne potrzeby i jakoś trzeba z tym żyć.
              • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 00:01
                Ale dlaczego Ty usilnie odpwiadasz mi argumentami o tym ze chce zakneblowac dzieci. ABsolutnie NIGDZIE nie pisalam o tym, ze dzieciom nalezy zabronic wydawac z siebie dziwekow, nigdzie tez nie mowilam o zamykaniu ich ich w szklarniach i innych rownie poronionych pomyslach ktore starasz sie mi wmowic z niejasnych dla mnie powodow.
                Nie chodzi o to by dzieci kneblowac ale chamowac je gdy sa za glosno. I moja dobra kolezanka posiadajaca dwojke dzieci w wieku do 5 lat naprawde radzi sobie z tym zeby przekazac im ze nalezy sie zachpwywac ciszej. Nie za pierwszym i drugim razem to za trzecim to do Nich dociera. Ale potrzeba jest inicjatywa w postaci zwrocenia dziecku uwagi, ze jego zachowanie jest niestosowne. To sie zdaje sie wychowaniem nazywa.
                • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:11
                  problem polega na tym, ze dzieci sa rozne i ludzie dorosli sa rozni

                  sa ludzie mocno wrazliwi na halasy, a juz szczegolnie dzieciece- np moja mama, ktorej łeb peka jak jest np 3 dzieci, ktore fajnie sie bawią- dosc cicho, ale wydają dzwieci, smiechy i biegaja jak małe neutrony- w moim odczuciu bawią sie genialnie i oddycham z ulga, ze maja takie fajne zajecie- moge poczytac gazete

                  moja mama wychodzi z siebie i modli sie aby to sie jak najszybciej skonczylo

                  z drugiej strony nie wyobrazam sobie, zeby akurat na kabackich osiedlach jeden w jeden byly dzieci chodzace w drewniakach, ktore od przejscia progu drą sie w nieboglosy jak dzikie zazynane zwierzęta

                  jesli faktycznie trafi wam sie taki okaz, to rozmawiacie przyjaznie z sasiadami? prosicie o cisze? czy od razu z grubej rury straz miejską?

                  a zdarzylo wam sie zwrocic normalnie uwage takiemu rozbrykancowi uwage, zeby nie krzyczał?

                  u mojej mamy w domu jednorodzinnym mialam taka sytuacje- maja okna blisko ogrodzenia i akurat tam dzieci lubia grac w pilke, byli zbyt glosno, bo ja akurat usypialam niemowlaka, ktory mi sie darł 3 h- otworzylam okno, poprosilam czy mogliby sie ciszej zachowywac, bo mam dzidziusia, ktory nie moze zasnąc- przeprosili bardzo i poszli dalej i byli zdecydowanie ciszej

                  mialam sasiadow na gorze, ktorzy nie mieli dywanów- smielismy sie ze im na gwiazde jakis damy, bo autentycznie bylo slychac jak im budzik w komorce dzwonił co 10 min, przesuwali krzeszła, odkurzali- dziwne szzzzzzzzzzz- co nam specjalnie nie przeszkadzało, a bylo raczej powodem do zartów

                  raz poznym wieczorem byl dziwny halas, dosc wkurzajacy, mąz poszedł i normalnie spytał czy mogli by byc troszke ciszej bo strasznie sie ten halas niesie i jest uciazliwy

                  nie bylo problemu i od tamtej pory tez bylo znacznie ciszej, oni sobie nie zdawali sprawy ze my tak wszystko slyszymy
            • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:01
              zwazywszy na to, ze kiedys dzieci byly na dworzy wiecej, bo w domu nie bylo co robic,a teraz ps3, xbox, komp itd, dzieci wracaja pozno bo basen, zajecia itd to nie przesadzajcie kochani.

              mi sie tez wydaje, ze moj syn jak był malutki to byl taki grzeczny i spokojny i dopiero moja mama mi przypomina- a to juz nie pamietasz jak plakal calymi godzinami, calymi dniami i wychodzilas z siebie?

              ano zapomina sięwink

              i nie wiem, moze u mnie na osiedlu grzeczniejsze dzieci- choc znam paru zakapiorów- ale nie ma u nas sytuacji wiecznego darcia japy
          • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:57
            mieszkam w tym samy mieszkaniu, w ktorym sie wychowywalam
            w weekendy jest 100 razy ciszej niz gdy my bylismy mali
        • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 20:55
          Nie, dzieciaki na placach zabaw, podwórkach mają się bawić a co za tym idzie często krzyczeć, wariować i śmiać się. Bo jak nie tam to gdzie? W lesie.
          • edelstein Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 02.06.11, 21:52
            Jak ktos nie znosi halasu powinien sie wyprowadzic do lasu, w lesie nalezy zachowac cisze, wiec to odpowiednie miejsce dla narzekaczy. Mam taka jedna sasiadke, tylko jej i wylacznie jej przeszkadza moje dziecko, bardzo wyczulony sluch babsztyl musi miectongue_out
            • olena.s Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 07:23
              A mi krzyki przeszkadzają.
              Ale byłabym gotowa je znosić jak wiele innych przeciwności życiowych gdybym tylko była pewna, że rodzice krzykaczy wychowują je w empatii. A więc nie w poczuciu "mam prawo wrzeszczeć, durna pejo" tylko "każdy z nas musi się nieco ograniczać, aby nie zrobić innym z życia piekła".
              No bo moje drogie, na czym polega życie na osiedlu?
              Na tym, że każdy ma prawo dowolnie przeszkadzać pozostałym w imię poglądu "jak się nie podoba, to sobie willę kup"?
              Chętnie zgodzę się na chwilowe zaparkowanie samochodu pod drzwiami, jezeli ktoś tylko wnosi zakupy. Do szału doprowadzi mnie zaś ktoś, kto parkuje blokując wygodne dojście reszcie bo "jak się nie podoba to sobie willę".
              Wytrzymam głośną imprezę o której jestem uprzedzona i której gospodarze starają się ograniczać straty pozostałych mieszkańców.
              Szlag trafia mnie na młodzież, która w moim dawnym bloku całkiem bez żenady spędzała długie i głośne letnie wieczory z gośćmi na balkonie, zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że dzwięk odbijał się przeciwległe ściany i skutecznie wwiercał sie w uszy mieszkańców pozostałych 300 mieszkań. W imię - a jakże - "jak się nie podoba".
              Nikt nie wymaga, by stado ośmiolatków zachowywało się bezszelestnie. Nie mam jednak poczucia, że oczekiwanie, by matki oduczały dzieci ryczące "maaaaaaaaamoooooooo, czy mogę iść do Jooooooooliiiiiiiii" takich zachowań jest jakoś ponadstandardowe.
              Zauważcie, ten kompletny brak zrozumienia dla oczekiwań otoczenia bardzo często przewija się przez dyskusje na forum.
              • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 07:29
                Bo niestety nie żyjesz na pustyni. Tu nie chodzi o popieranie eskalacji darcia pyska ale o zrozumienie, że dzieci jak się bawią to są zazwyczaj głośniej niż ciszej. Niestety.
                • olena.s Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:18
                  He he, ja akurat od paru lat żyję na pustyni, w sensie całkowicie dosłownym.
                  Na ale serio: oczywiście, dzieci nie są bezszelestne i nie będą. Chodzi jednak o pewne normy kulturowe, o empatię dla innych. Nie przeszkadza mi kulturowo dziecko wrzeszczące na podwórku: Berek! Przeszkadza mi natomiast dziecko wrzeszczące "Kasiaaaaaaaaa chodź się baaaawić" do kolezanki z piątego piętra. Bo to jest brak szacunku dla potrzeb innych ludzi, który w dalszym życiu będzie się przejawiał paleniem na klatce schodowej, parkowaniem w poprzek, puszczaniem pralki w nocy i tak dalej.
                  • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:36
                    A tak szczerze, czym się różni jedno wołanie od drugiego?

                    Wychowałam się w domku jednorodzinnym z duuużym własnym podwórkiem Teraz mieszkam w bloku i naprawdę nie rozumiem problemu. Co więcej, sto metrów od domu mam boisko do rugby a oni wrzeszczą strasznie. Moją co chwila treningi i mecze. Też mam ich uciszać?
                    • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:56
                      Co było wcześniej? Twój blok czy boisko rugby? Jeżeli to drugie to wiedziałaś na co się decydujesz wybierając taką a nie inną lokalizację.
                      Równie dobrze mogłabyś mieć pretensję że obok Twojego bloku stoi elektrownia tongue_out
                      Co do boiska (moja koleżanka miała taką sytuację)- jeżeli powstaje ono w pobliżu już istniejących zabudowań (a nie było go we wcześniejszych planach zagospodarowania) miasto wypłaca właścicielom jakieś pieniądze (ma to swoją nazwę, ale zapomniałam) w ramach odszkodowania za mniejszy komfort mieszkania i obniżenie ceny danej nieruchomości przez dane sąsiedztwo.
                      • papalaya gazeta, napisz jak się bawią twoje dzieci 03.06.11, 08:59
                        i czy jesteś dobrym tatą
                      • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:04
                        Skąd mam wiedzieć? I po co? big_grin Mi wrzaski nie przeszkadzają. Wierzę, że jakaś nadwrażliwa forumka pewnie miałaby niezły problem bo chłopaki wrzeszczą jak szaleni big_grin I co? Poszłaby ich uciszać? Ech... Kolejny przykład. Obok mamy ulice z domkami jednorodzinnymi. Każdy ma z tyłu ogródek a wiekszość mniejsze baseny zwrócone w stronę naszego bloczku. Żebyś Ty słyszał jaki tam jazgot w ciepłe popołudnia. Przy tej ulicy jest też plac zabaw, który kiedyś miał być przerobiony na parking. Ulica się zgodziła. Niecodzienne, co? Wola mieć hałas nie swoich dzieci nić miejsce do parkowania. Tak, żyje w mieście i wśród ludzi i to akceptuje.
                        • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:06
                          Miało być - ulica się NIE zgodziła.
                    • olena.s Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:59
                      Najkrócej? intencją.
                      Trochę rozwijając?
                      Jednych krzyków nie da się uniknąć. Drugich - z łatwością. O ile rodzice tych wrzeszczących dzieci widzą sens w ich wychowywaniu do innej postawy niż "mi sie należy, a jak ci to wadzi, to se uszy zatkaj (willę kup, nos zapchaj watą etc.)
                      Jest coś takiego jak umowa społeczna. Kompromis, pozwalający wszystkim uczestnikom współfunkcjonować z minimum uszczerbku. Kiedyś to się nazywało kindersztuba.
                      • zuzann-a Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 12:21
                        Olena, czyzbysmy mialy wspolnych rodzicow? Bylam wychowywana identycznie, przynajmniej w kwestii wspolzycia spolecznego. Bardzo podoba mi sie Twoja argumentacja.
                        • olena.s Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 13:33
                          No ja nie wiem, mi się to wydaje tak oczywiste, że w zasadzie nie mogę zrozumieć oponentów.
                          Co gorsza, jestem przekonana, że ci oponenci psują ład społeczny w szerszym zakresie. Nie wiem, czy zauwazyłaś na drodze: jedziesz ruchliwą ulicą, wszyscy zachowują się jako-tako, i nagle jakiś agresywny palant wiuuuu dmucha z lewej, przeskakuje na prawą żeby na wariata wyprzedzić z tej strony, na chama wciska się na środek.
                          Potem skręca w bok, znika, ale ci którzy jechali to tej pory jako-tako mają już podniesiony poziom adrenaliny i też zaczynają jechać bardziej agresywnie.
                          • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 16:42
                            Ja mam dokładnie tak samo jak Ty.
                            tez zagadkowe jest dla mnie oburzenie oponentów, ze mozna dzieci nauczyc tego, ze nalezy szanowac innych ludzi i normy panujace w spoleczenstwie.
                            Ja bym raczej poszla w porownanie, ze ktos zle parkuje i nikt mu uwagi nie zwroci, bo "mu nie przeszkadza" ze ktos stanal na dwohc miejsach naraz bo nie ma auta na przyklad, albo ,a parking.
                            Taka odmiana znieczulicy "mnie to nie dotyczy wiec po co wy sie tak oburzacie". Albo to egoizm raczej..
                  • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:14
                    kiedys tylko tak dzieci sie komunikowały- przez balkonwink

                    ja wole zeby dzieci rozmawialy ze soba przez balkon- przeciez nie gadaja ze soba w ten sposob non stop, tylko chwile
                    niz wisialy na domofonach, bo byl taki etap
                    • olena.s Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 12:06
                      A ja myślę, że dzieciom należy uświadamiać, że ich zachowanie ma nie przeszkadzać innym. Wiszenie na domofonie złe. Zadzwonienie do koleżanki, żeby zeszła na dół - dobre.
                      • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 07:14
                        oczywiscie dla mnie to oczywiste, ze dzieci trzeba uczyc kultury, ale w malej studni nawet normalna rozmowa przez komorke urasta do "darcia mordy" bo jest echo
    • alabama8 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:32
      A u mnie z kolei sąsiadka z parteru opierdziela sąsiadkę z trzeciego, że jej pies idąc po schodach szczeka. Z kolei pies tej samej sąsiadki z parteru jazgocze na jej balkonie, albo obszczekuje przechodniów z ogródka pod balkonem. Sąsiedzkie zatargi w blokowiskach to norma, nikt nie widzi belki we własnym oku.
      • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 08:50
        Ale zawsze warto postarać się chociaż aby nie przeszkadzać innym np. jak pies jazgocze na balkonie wziąć go do mieszkania, a dzieci do głośnych zabaw wysłać na plac zabaw lub do parku a nie pod cudze okna...
        • papalaya Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:00
          gdzie wysyłasz swoje dzieci gazeta? i gdzie wysyłano ciebie w dzieciństwie?
          • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:04
            Na plac zabaw i do parku a nie pod oknami sąsiadów, patologia bawić się na placu zabaw i w parku a nie pod cudzymi oknami co?
            A jak chcieliśmy mieć więcej przestrzeni szliśmy całą osiedlową gromadką do lasu z naszymi psami ( o zgrozo, bez kagańców tongue_out ).
            Las był około 2 km , ale wtedy jakoś dzieci szczuplejszych było więcej więc przejście więcej niż 10 metrów od osiedla nie stanowiło ogromnego wysiłku jak dla współczesnych dzieci tuczników pasionych na McDonaldzie i wypuszczanych maksymalnie 10 metrów od klatki schodowej bo przecież jak Maciuś czy Nikola przejdzie więcej to się spoci przecież...
            • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:07
              U nas w lesie nie pozwałam się drzeć. Zwierzęta dzikie są big_grin
              • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:14
                >Zwierzęta dzikie są big_grin


                To że dzieci wychowywane przez taką ciasną horyzontalnie matkę jak Ty są dzikimi zwierzętami akurat wierzę smile
                • kropkacom Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:16
                  ŁOŁ! big_grin
            • papalaya Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:09
              póki co patologię reprezetujesz ty misiu, wraz ze swoimi wpisami
            • aretahebanowska Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:59
              > Na plac zabaw i do parku a nie pod oknami sąsiadów,

              A jeśli plac zabaw jest pod oknami sąsiadów - to co wtedy?
              • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:29
                albo nie ma w okolicy placu zabaw bo sie sąsiedzi nie zgadzają?smile
      • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:17
        u nas nie daj bog jeden zacznie szczekac w bloku- leci cała lawinabig_grin i tak przez pare minut
    • lelija05 Puenta 03.06.11, 09:02
      U mnie problem krzyczących dzieci nie istnieje, bo w mojej okolicy nie ma placu zabaw i nie będzie, bo - mieszkańcy wspólnot się nie zgodzili. Jak to tłumaczyli, menele siadają na huśtawce i hałasują do późna.
      I wiecie co zrobiono na miejscu placu zabaw? Postawili ławki, by menele nie musieli się kłócić o miejsce na huśtawce.
      Opad rąk, nóg i całej reszty.
      Za to mam atrakcje budowlane wokół i to bardziej denerwuje niż krzyczące dzieci, warkot szlifierki, lub wiertarki, mmm, no sama rozkosz,że nie wspomnę o JEDNYM kundlu, który potrafi szczekać bez przerwy(mistrz) przez parę godzin.
      Dzieci przy tym to pikuś i chętnie bym te hałasy zamieniła, na typowe za czasów mojego dzieciństwa- SZUKAM! Albo: Do dooomuuu, baaajkaa. Oczywiście teraz jest to niemożliwe.

      No ale do puenty - kiedyś lata temu, byłam świadkiem takiej oto rozmowy: szłam sobie w centrum miasta za dwoma malcami, w wieku może 6 lat, obok budowano parking. I tych dwóch malców do siebie - popatrz parkingi budują, a dla nas co? Dlaczego nie zrobią nam placu zabaw? A potem wszyscy mają do nas pretensje, że krzyczymy, a gdzie my się mamy bawić???
      Jezu, myślałam, że padnę. Minęło od tamtej rozmowy kilkanaście lat i nic się pod tym względem w centrum miasta nie zmieniło.
      • gazeta_mi_placi Re: Puenta 03.06.11, 09:13
        Cóż rodzice owych malców biorąc pod uwagę mieszkanie w samym centrum miasta powinni wiedzieć, że raczej tam nie będzie co krok placów zabaw.
        Ciekawe też kiedy zaczną uczyć owych 6-latków empatii oraz to że oprócz nich istnieją też inni ludzie w ich bloku np. ciężko chora starsza sąsiadka, lekarz odsypiający nocny dyżur albo po prostu spracowani po całym dniu ciężkiej pracy ludzie.
        Ciekawe ile z matek popierających wydzieranie się pod cudzymi oknami (nie dotyczy placu zabaw) zareagowałoby na zwrócenie uwagi mówiąc do dziecka "Nie krzycz Maciusiu bo Pani (Pan) jest zmęczona i chciałaby odpocząć w domu" a ile "Pani/Pan jest bezczelny i na pewno bezdzietny bądź wredny i jakim prawem śmie zwracać uwagę".
        Czy zwracacie swoim dzieciom że w sąsiedztwie oprócz innych małych dzieci, są też starsze schorowane osoby, pracujące cały dniami małżeństwa które chcą sobie późnym popołudniem odpocząć bez wrzasków, generalnie inni ludzie i ich potrzeby?
        • kropkacom Re: Puenta 03.06.11, 09:24
          > starsze schorowane osoby, pracujące cały dniami małżeństwa które chcą sobie
          > późnym popołudniem odpocząć bez wrzasków, generalnie inni ludzie i ich potrzeby?

          Czy ci ludzie specjalnej troski wiedzą, że mieszkają wśród innych ludzi a dzieci są jakie są? Bo możesz sobie pisać co chcesz ale niezmienialnego nie zmienisz.
          • gazeta_mi_placi Re: Puenta 03.06.11, 09:55
            Czy wiesz Kropko że oprócz społeczności rodziców małych dzieci istnieją też potrzeby innych ludzi?
            Jeżeli masz w nosie potrzeby innych niż małe dzieci ludzi to powinnaś przenieść się do domku jednorodzinnego a nie do bloku gdzie może mieszkać i starsza sąsiadka i 30-latek pracujący na zmiany i inni ludzie chcący odrobinę odpoczynku we własnym mieszkaniu.
            Naprawdę Wy rodzice małych dzieci nie jesteście nikim lepszym od innych.
            • kropkacom Re: Puenta 03.06.11, 10:23
              Ci inni ludzie żyją też w społeczności innych ludzi. Kumasz? Kogoś nie obchodzi, że mam dzieci. Dlaczego mnie ma obchodzić, że pan musi w dzień odespać? Niestety.

              Oczywiscie trzeba się szanować. Tylko oprócz tego trzeba też żyć. Blok nie będzie zastygał na dwie godziny bo dzidzia Kowalskiego odsypia albo będzie chodził na palcach bo pani doktor miała dyżur w nocy. Co nie znaczy, że w bloku należy na przykład graż w piłkę czy urządzać pijackie burdy. Bo od grania w piłkę są boiska i place a od burd knajpy, gdzie człowiek boi się wejść wink Doszło?
          • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 16:52
            kropkacom napisała:

            > > starsze schorowane osoby, pracujące cały dniami małżeństwa które chcą sob
            > ie
            > > późnym popołudniem odpocząć bez wrzasków, generalnie inni ludzie i ich po
            > trzeby?
            >
            > Czy ci ludzie specjalnej troski wiedzą, że mieszkają wśród innych ludzi a dziec
            > i są jakie są? Bo możesz sobie pisać co chcesz ale niezmienialnego nie zmienisz
            > .

            Aha czyli ludzie starsi, spracowni, zmeczeni, odsypiajacay maja odgorny nakaz akceptowania tego, ze dzieci krzycza ale rodzice i dzieci absolutnie nie maja obowiazku by rozumiec, ze zyja w spoleczenstwie i nalezy szanowac rozniwez innych uzytkownikow. Nie dosc, ze nie musza tego rozumiec to jest pelna zgoda na to by mieli to gleboko w dupie, tak?
            Wam sie chyba mozgi od upaly przegrzaly. Wolnosc dziala w dwie strony. takie samo prawo jakie ma dziecko by sie bawic ma czlowiek starszy by odpoczac.
            Mniej egoizmu.
            • aretahebanowska Re: Puenta 03.06.11, 18:10
              Już się zaczyna - syndrom oblężonej twierdzy. Wszystkie dzieci się drą, i to tak, że własnych myśli nie słychać. Wszyscy rodzice są głupi i nie wychowują swoich dzieci. Kiedyś było inaczej i my jesteśmy świetnie wychowani (skąd w takim razie ci głupi rodzice?), wszystkie podwórka wyglądają tak samo i na pewno pod oknami nie ma placów zabaw. Prezentujecie tu postawę identyczną z rodzicami burakami, którzy swoich dzieci nie pilnują. Ja, mnie - należy mi się. Należy mi się spokój, cisza, bo JA mam taką potrzebę. Każdy ma jakieś potrzeby. Ale żadna przesada nie jest dobra. Tak opisujecie sytuacje na podwórkach jakby biegały tam stada dzieci i darły ryje jak na stadionie. Rozmawiamy o przedszkolakach czy nastolatkach? Nie wiem, gdzie wy te tabuny dzieci widujecie. Ja ich widzę malutko. Kiedyś bywało znacznie więcej. Siedzą długo albo w przedszkolach, albo w świetlicach szkolnych, a po powrocie do domu z reguły z niego nie wychodzą, bo komputer i telewizja. Problem polega na tym, że niektórym przeszkadza wszystko, czego nie robią oni sami. Jak się mieszka wśród ludzi to się trzeba trochę nagiąć. Na tym to polega. Ja mogę uciszyć dziecko jeśli sąsiad poprosi o spokój bo musi się wyspać po pracy, ale też czasem sąsiad odpuści jeśli dzieciak trochę pohałasuje.

              > Aha czyli ludzie starsi, spracowni, zmeczeni, odsypiajacay maja odgorny nakaz a
              > kceptowania tego, ze dzieci krzycza ale rodzice i dzieci absolutnie nie maja ob
              > owiazku by rozumiec, ze zyja w spoleczenstwie i nalezy szanowac rozniwez innych
              > uzytkownikow.
              Wszyscy powinni się nawzajem szanować. Tak jak powinniśmy szanować prawo jednych do ciszy, tak i oni powinni szanować prawo drugich do głośnej zabawy. Jeśli obu rzeczy nie da się zgrać w tym samym czasie, to trzeba się dogadać. Dzieci to też ludzie mający swoje potrzeby. No i bądźmy konsekwentni. Zwracamy uwagę dzieciom, że zachowują się niewłaściwie, zwracajmy też uwagę dorosłym. Tu już z reguły nie ma tylu bohaterów.
              • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 18:32
                aretahebanowska napisała:

                > Już się zaczyna - syndrom oblężonej twierdzy. Wszystkie dzieci się drą, i to ta
                > k, że własnych myśli nie słychać. Wszyscy rodzice są głupi i nie wychowują swoi
                > ch dzieci.

                Ale czy Ty moglabys mi nie wmawiac postaw ktorych nie prezentuje. Z uporem maniaka wmawialas mi najpierw ze chce dzieci zakneblowac, potem ze chce je zamknac w szklarniach z teraz chcesz mi wmowic, ze twierdze, ze WSZYSCY rodzice sa glupi. Mniej emocji, wiecej czytania ze zrozumieniem.

                > Kiedyś było inaczej i my jesteśmy świetnie wychowani (skąd w takim r
                > azie ci głupi rodzice?), wszystkie podwórka wyglądają tak samo i na pewno pod o
                > knami nie ma placów zabaw.

                masz bujna wyobraznie.

                > Prezentujecie tu postawę identyczną z rodzicami bura
                > kami, którzy swoich dzieci nie pilnują. Ja, mnie - należy mi się. Należy mi się
                > spokój, cisza, bo JA mam taką potrzebę.

                Ale tego, ze przejawia sie tutaj ogrom "Moje dzieci MUSZA sie wyszalec bo taka maja wszyscy MUSZA to zaakceptowac" Jakos jako wady nie postrzegasz. Tylko ludzie ktorzy smia zauwazac, ze rodzicie z dziecmi sa czesto traktowni jak swiete ktorwy ktorym nie ma prawa sie nic powiedziec od razu sa zli, podli i nie rozumieja, ze dziecko musi sie nakrzyczec bo mu sie nalezy. Nie to my, ktorym nam to przeszkadza jesesmy zli i mamy roszczeniowa postawe. Dzieci i ich rodzice tylko bezstresowo je wychowuja nie uczac norm obowiazujacych w spolecznych wspolfunkcjonowaniu a cala reszta ma psi obowiazek to zaakceptowac i nie ma prawa nic powiedziec.

                > Każdy ma jakieś potrzeby. Ale żadna pr
                > zesada nie jest dobra. Tak opisujecie sytuacje na podwórkach jakby biegały tam
                > stada dzieci i darły ryje jak na stadionie. Rozmawiamy o przedszkolakach czy na
                > stolatkach? Nie wiem, gdzie wy te tabuny dzieci widujecie. Ja ich widzę malutko
                > .

                No tak, skoro Ty ich nie widujesz, Ty nie slyszysz to znaczy ze nie istsnieja? otoz niestety swiat nie kest tak piekny i cudowny ze istnieje tylko to co widzielismy i doswiadczylismy. To, ze czegos nie znasz nie jest rownoznaczne z tym, ze nie istnieje. Ja slysze dzieci drace sie jak koncercie woodstocku (tak, dzieci. Nie mlodziesz nastoletnia) i slysze i widuje tez takie ktore zostaly wychowane przez ludzi ktorzy byli wychowywani w tym samym duchu co ja. Ze mozna sie bawic, ze trzeba byc spontanicznym ale mozna to robic bez szkody dla otoczenia i z poszanowaniem innych ludzi.

                > Problem polega na tym, że niektórym przeszkadza wszystko, cze
                > go nie robią oni sami. Jak się mieszka wśród ludzi to się trzeba trochę nagiąć.

                Problem to polega na tym, ze nie wolno zlego slowa powiedziec o dzieciach i rodziach bo natychmiast podnosi sie raban ze sie praw mlodosci nie podnosci, ze to sciema ze kiedys bylo inaczej i ciszej i nalezy sie jeszcze przyczepic do tego, ze pewnie komus wszystko przeszkadza. A to, ze marginalnie zdarzaja sie przypadki osob upierdliwych a miesza sie je z tymi ktorzy sa tolerancyjni ale tez maja pewne potrzeby i przede wszystkim prawa to juz jest drobny szczegol. Bo z zasady nalezy uznac, ze kazdy kto powie "cos mi przeszkadza" czepia sie wszystkiego i nie umie zyc z ludzmi.
                Jest tak powiedzenie ze moja wolnosc konczy sie tam gdzie zaczyna sie wolnosc drugiego czlowieka.

                > Na tym to polega. Ja mogę uciszyć dziecko jeśli sąsiad poprosi o spokój bo mus
                > i się wyspać po pracy, ale też czasem sąsiad odpuści jeśli dzieciak trochę poha
                > łasuje.

                No to w czym problem zatem?
                zytkownikow.

                > Wszyscy powinni się nawzajem szanować. Tak jak powinniśmy szanować prawo jednyc
                > h do ciszy, tak i oni powinni szanować prawo drugich do głośnej zabawy. Jeśli o
                > bu rzeczy nie da się zgrać w tym samym czasie, to trzeba się dogadać. Dzieci to
                > też ludzie mający swoje potrzeby. No i bądźmy konsekwentni. Zwracamy uwagę dzi
                > eciom, że zachowują się niewłaściwie, zwracajmy też uwagę dorosłym. Tu już z re
                > guły nie ma tylu bohaterów.

                To dlaczego w calym watku najczesniej ludzie proszacy o uszanowanie ich potrzeby spokoju sa odsadzani od czci i wiary przez rodzicow ktorych dzieci halasuja?
                Ja sie zgadzam z tym, ze nalezy szanowac kazde prawo, kazdego czlowieka. Ale zeby to robic nalezy kazdemu wpoic zasady dlaczego nie wolno drzec sie kilka godzin i dlaczego nie powinno sioe ganiac z laska za kazdym spacerujacym dzieckiem.
        • lelija05 Re: Puenta 03.06.11, 09:27
          W tamtych czasach (nie wiem jak teraz) to większość mieszkająca w kamienicach w centrum, to podejrzewam, że mieszkała tam z dziada pradziada, lub została tam przeniesiona.

          I przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja, mieszkałam na osiedlu gdzie przy jednym bloku były trzy place zabaw, pokolenie z wyżu, więc było nas od cholery i jeszcze trochę.
          Czy był hałas? na pewno gdy bawiliśmy się pod blokiem w chowanego, lub graliśmy w króla.
          I tylko raz zwróciła nam uwagę sąsiadka z parteru, że krzyczymy, a jej dziecko śpi.
          Poszliśmy gdzie indziej.
          A druga sytuacja, to gdy coś nam odbiło i w pięć dziewuch siedzących na karuzeli, zaczęłyśmy krzyczeć wysokim C jak która umiała najgłośniej. Uciszył nas przypadkowy przechodzień, umilkłyśmy, głupio nam się zrobiło.
          A ja od kiedy urodziłam córkę, pytam co jakiś czas sąsiadów, czy nie przeszkadzają im jej ryki - nie, nic nie słyszą, przecież to taki słodki aniołek.
          Więc po takich słowach jestem skłonna uwierzyć, że nic nie słyszą, bo to ostatnie co można o moim dziecku powiedzieć smile
          • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 16:57
            lelija05 napisała:
            > Czy był hałas? na pewno gdy bawiliśmy się pod blokiem w chowanego, lub graliśmy
            > w króla.
            > I tylko raz zwróciła nam uwagę sąsiadka z parteru, że krzyczymy, a jej dziecko
            > śpi.
            > Poszliśmy gdzie indziej.
            > A druga sytuacja, to gdy coś nam odbiło i w pięć dziewuch siedzących na karuzel
            > i, zaczęłyśmy krzyczeć wysokim C jak która umiała najgłośniej. Uciszył nas przy
            > padkowy przechodzień, umilkłyśmy, głupio nam się zrobiło.

            Własnie. Swiadczy to o tym, ze rodzice powiedzieli Wam o tym, ze sa zachowania spolecznie nieakceptowale. Nikt z Was nie rzucil sie z bluzgami jakim prawem ktos nie rozumie prawa mlodosci. Tylko zrozumial, ze nabroil w jakims sensie. I wlasnie tej roznicy oponenci "dzieci musza sie wykrzczec" nie potrafia pojac. Ze dziecko po piersze mozna nauczyc zasad i zwrocenie mu uwagi pwooduje, ze ksztaltuje sie w nim postawa szanowania przestrzeni innych i rozumienia, ze sa zachowania ktorych nie powinno sie przejawiac przesadnie.
            • lelija05 Re: Puenta 03.06.11, 17:22
              To były inne czasy, gdzie większość z nas mimo wszystko tych dorosłych się bała, nie wiem czy to był szacunek, czy wychowanie, ale jeśli ktoś został opieprzony, to chował uszy po sobie. Łobuzy też były, patologia pewnie też, choć może na moim, nowym wtedy osiedlu,jeszcze nie była tak widoczna, większość dzieci pochodziła z przeciętnych rodzin.
              Teraz dzieci nie mają oporów, by w podobnej sytuacji po prostu powiedzieć spier...laj.
              • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 18:34
                Niestety. Taka jak sie pyskuje nauczycielowi. Ale co sie dziwic jak rodzic po rozxmowie z nauczycielem mowi do dziecka "twoj nauczyciel to moron nie sluchaj go". To jak dzieci maja szanowac innych skoro ich rodzice nie skalali sie tym uczuciem?

                To co teraz sie dzieje to jest pierwsze rozmnozone pokolenie bezstresowego wychowania. Rodzice uwazaja ze wszystko im sie nalezy, kosztem wszystkim bo przeciez zawsze wszytsko mieli i przekazuja dzieciom to samo. A jak nie daj boze odwazysz sie cos powiedziec, ze zbluzga Cie cala taka rodzina.
        • papalaya Re: Puenta 03.06.11, 09:28
          zalep patologii buzie taśmą klejącą ćwoku
        • insomnia0 każdy ma swoje argumenty 03.06.11, 09:37
          Na poczatku sama naucz sie empatii.
          W Twoich postach pełno określeń:"ryj, bachory"
          i to ma byc kultura?
          Zacznij zmieniać świat od siebie.

          Moje dzieci nie krzyczą, no chyba że upadnie któreś i się rozpłacze...
          Wychodzimy w ciagu dnia z osiedla po południu tez wychodzimy-a jak wracamy to jestesmy jeszcze z 1,5 h na terenie osiedla i nie mam zamiaru tego zmieniać.
          Moje dzieci- choć nie krzykliwe to też przeszkadzają innym na osiedlu, bo w ogole SĄ.
          Bo chodza po trawie-bo zadeptują,
          Bo chodza po chodniku- i trzeba uważać i je omijać,
          Bo narysują coś kreda- a to burzy niektórym poczucie ich estetyki.
          Jedna sasiadka nie moze patrzeć na bawiące sie dzieci na osiedlu bo sama nie moze mieć dzieci i to ją jak mówi "boli".

          Moje dzieci są uwrazliwiane na czyjąś krzywdę, czesto bawimy się-( tym samym uczac dzieci ) w tzw zabawę mowienia szeptem, Staramy się sami nie krzyczeć na dzieci i to owocuje najbardziej- my nie krzyczymy na nich-oni nie są nauczeni krzyczec na innych.
          Są weseli i usmiechnieci. Ale zdarza się że sie smieją głośno i co mam im zwracac cały czas uwagę?
          Przecież nie robią nic złego.


          Ok rozumiem, ze każdy ma swoje argumenty..ale ja tez mam swoje.
          Poza osiedlem jest brudno, bywaja potłuczone butelki czy puszki, pety obsrane trawniki przez psy.
          Wolę aby moje małe dzieci jak mają gdzieś pochodzić - to robiły to na terenie osiedla -bo tu bezpieczniej.
          Tu nie ma ruchliwej ulicy czy szybko jeżdzacych rowerów.
          I co? mimo, ze moje dizeci nie sa krzykliwe to i tak przeskadzają no cóż trudno..
          Ja tez kupiłam mieskzanie na tym osiedlu i tez mam prawo do kozystania z czesci wspolnej i nie mam zamiaru tego zmieniać.

          Może rozwiązaniem byłyby osiedla , gdzie od poczatku byłoby wiadomo, ze są budowane z załozeniem dla spokojnych i cichych ludzi- starszych czy bezdzietnych.
          I osiedla dla młodych rodzin.
          Moze to byłoby rozwiazanie?wink


          https://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
          • gazeta_mi_placi Re: każdy ma swoje argumenty 03.06.11, 09:50
            Wystarczyłoby gdyby dzieci bawiły się w wyznaczonych do tego miejscach typu place zabaw a nie wszędzie gdzie im się żywnie podoba (bądź nawet i pod oknami, ale wtedy z zachowaniem zasady że się np. nie krzyczy, a jak chce się krzyczeć idzie się na ów plac zabaw lub do parku), wtedy nikt do nikogo nie miałby pretensji.
            Ja mieszkałam na zwykłym osiedlu i jakoś dzieci potrafiły się bawić na placu zabaw a nie wrzeszczeć pod cudzymi oknami bo nie chciało im się (im bądź ich rodzicom) iść kawałek dalej do parku albo lasu lub właśnie na plac zabaw...
            Zamiast organizować dziwne podziały powinno się respektować potrzeby wszystkich grup społecznych (także dorosłych ludzi pracujących na zmiany czy schorowanej starszej sąsiadki) a nie tylko jednej (bo na razie widzę tu postawę skierowaną tylko na jedną grupę społeczną, oprócz mnie i jednego nicka jakoś nikt nie pisze o innych grupach społecznych i ich potrzebach a przecież poza małymi dziećmi i ich potrzebami istnieje cały świat, naprawdę).
          • aneta-skarpeta Re: każdy ma swoje argumenty 03.06.11, 10:25
            apropos przeszkadzania innym

            kiedys moj syn szedł na probe komunii do kosciola

            nie byla to msza, byly to cwiczenia
            rodzice stali przed kosciolem- jest tam placyk i lazki i wysokie murki na ktorych mozna usiasci sobie rozmawiali, normalnie, dzieci mlodsze sobie chodzily- generalnie luzna choc chiacha atmosfera

            ja bylam z psem, ktory albo siedzial, albo lezal i generalnie mial wszystko centralnie gdzies

            w pewnym momencie podeszłam blizej wejscia bo siostra cos mowila i chcialam posłuchac, stalam z boku, pies zupelnie z boku sie polozyl i spal ( nawet prozdem do oltarza, wiec nie bylo obrazy majestatu czy coswink) nikomu nie przeszkadzał, ksieza sie smieli ze maja nowego parafianina itd
            idzie pan, z 10 m ode mnie i jakby mogl to by zabil wzrokiem, na mnie, na psa, na mnie na psa i kreci z obuzeniem glowa i mowi cos pod nosem

            no ludzie są roznismile
            • lelija05 Re: każdy ma swoje argumenty 03.06.11, 10:31
              No jak mogłaś z poganinem wejść na teren kościoła!
              Pewnie pan z tych, co uważają, że zwierzę to nie stworzenie boże.
        • heca7 Re: Puenta 03.06.11, 09:37
          Trochę mnie ten problem nie dotyczy bo nie mieszkam w bloku ale chciałabym zwrócić uwagę, że w lesie też nie powinno się drzeć. Mnie w dzieciństwie uczono, że las to dom zwierząt i nie powinno ich niepokoić smile
          • gazeta_mi_placi Re: Puenta 03.06.11, 09:45
            A blok to dom także innych ludzi a nie tylko małych dzieci...
            • kropkacom Re: Puenta 03.06.11, 09:51
              Mówimy o podwórkach i placach zabaw. Skoncentruj się gazeta.
              • gazeta_mi_placi Re: Puenta 03.06.11, 09:56
                Plac zabaw służy do jak sama nazwa wskazuje zabaw dziecięcych, chodnik pod czyimiś oknami już niekoniecznie.
                • kropkacom Re: Puenta 03.06.11, 10:04
                  Tylko jeśli placu zabaw nie ma? Albo nie daj Boże jest pod oknami? Lub miedzy blokami?

                  Gdzieś te dzieciaki wybiegać i wyszaleć się muszą. Wszyscy ci starsi ludzie i pracujący bezdzietni też byli dziećmi i biegali krzycząc komuś pod oknami.
                  • gazeta_mi_placi Re: Puenta 03.06.11, 10:13
                    Ludzie decydujący się na mieszkanie z oknami wychodzącymi na plac zabaw (albo nad pijalnią piwa) wiedzą na co się decydują i to ich wybór że wybierają taką lokalizację (najczęściej takie mieszkania są nieco tańsze w ramach "rekompensaty" niż inne).
                    • kropkacom Re: Puenta 03.06.11, 10:16
                      Mylisz się gazeta. Ludzie generalnie zasiedlają miejsca nie biorąc pod uwagę czy jest tam plac zabaw, boisko, albo czy w bloku są same młode rodziny z małymi dziećmi.
                      • gazeta_mi_placi Re: Puenta 03.06.11, 20:49
                        Kupując mieszkanie dla siebie a nie pod wynajem ludzie starannie wszystko sprawdzają i biorą pod uwagę wszystkie czynniki, obecność pod oknami placu zabaw też.
                        Ale Ty Kropko tylko wynajmujesz, jak będziesz kupować mieszkanie to nie wiesz jakie czynniki ludzie biorą pod uwagę kupując dane mieszkanie.
              • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 17:02
                kropkacom napisała:

                > Mówimy o podwórkach i placach zabaw. Skoncentruj się gazeta.

                Podworko ktore jest posrodku zblokow z ktorych tworzy sie studia NIE JEST placem zabaw. jest na ogol miejscem przez ktore przechodzi sie aby dojsc do klatki, parkingu, ewnetualanie sklepu.
                • morekac Re: Puenta 03.06.11, 17:22
                  Akurat w większości przypadków na nowych osiedlach place zabaw są właśnie w owych studniach...
                  • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 18:21
                    Smiem watpic. Na ogol place zabaw znajduja sie posrodku blokow ustawionych rownolegle do siebie. A nie ze sa obudowane z kazdej ze stron blokiem o min. 5 pietrach. Mieszkalam juz na kilku osiedlach w kilkiu miastach i studnie spotyka sie najczesniej wtedy kiedy sa to stare wysokie bloki do ktorych dobudowano przybudowki tworzac wlasnie takie studnie.
                    • morekac Re: Puenta 05.06.11, 08:45
                      ciekawe, że nowych blokach na Ursynowie wszystkie place zabaw są w środku osiedla, pomiędzy blokami. A budynki najczęściej ustawione w czworokąt jak twierdza, żeby dało się je zamknąć jedną bramą. A Kabaty w tym przodują...
                      • erillzw Re: Puenta 05.06.11, 08:56
                        Cała Białołęka była zbudowana wedle zasady jaką opisałam. Na Bródnie widziałam podobne rozwiązania i na Targówku. A i w we Wrocławiu nowe osiedla własnie tak układaja budynki do placów zabaw. Urysnow i Kabaty zdaje sie ze nie jedynymi osiedlami z nowym budownictwem w Warszawie sa, prawdaz?
        • erillzw Re: Puenta 03.06.11, 16:49
          Amen.
    • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 09:52
      kiedys dzieci na podworkach graly w pilke , nie mialay telefonow wiec krzyczały "mamo", a mamy krzyczały " krzysiu wracaj do domu"

      i wszystko grało
      jak ktos za ostro sie wydzierał to sąsiadka miala prawo zrocic uwage dziecku, zeby sie uspokoiło, ale generalnie osiedle zylo

      teraz kurcze strach sie glosniej zasmiac wracając z pracy

      i naprawde doceniam mieszkanie na starym osiedlu ursynowskim. nie są to luksusowe apartamenty, ale mam inne lusksusy- przestrzec, ogromna ilosc zieleni, ktora tłumi halas i dzieci nie muszą biegac w kolka jak na wieziennym deptaku
      • erillzw Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 17:12
        aneta-skarpeta napisała:
        > jak ktos za ostro sie wydzierał to sąsiadka miala prawo zrocic uwage dziecku, z
        > eby sie uspokoiło, ale generalnie osiedle zylo

        A teraz jak zwroci sie uwage to jest raban rodzica jak ktos smie zaklocac prawidlowy rozwoj dziecka ograniczaniem jego spontanicznosci. Albo mowi sie, ze wszyscy chca dzieci zakneblowac..


        > teraz kurcze strach sie glosniej zasmiac wracając z pracy

        Teraz to strach wogole mowic o swoich prawach. Natomiast ciagale slyszy sie o tym ilez to praw maja inni i to najczesniej winno sie akceptowac kosztem swoich.
        Na osiedlu na ktorym mieszkam jest kawalek wolnej zieleni ktory zostal zagospodarowany przez dewelopera ale potem jest dosc spora polac zielonego pasa, z chwastami, samorosnacymi drzewkami. No uroczo. Problem polega na tym, ze mieszkania sa przestrzalowe a wiec polowa okien wychodzi na ten zielony teraz. A na ten samopas zieleni moze wejsc kazdy. I z niego wejsc np. do mieszkania. Sytuacje gdy komus sie wlamano od okien ze strony tego podworza bylo nie malo. I powstala inicjatywa by ogdrodzic koniec zieleni ktora zostala zagospodarowana przez dewelopera od czesci ktora jest luzem. Zeby bylo bezpiczeniej, zeby psy nie sraly na trawniku, nie biegaly luzem bo wlasciciele uznaja ze nie ma nic zlego jak kolo piaskownicy biega luzem pies. I JEDNA, slowem JEDNA para z malym dzieckiem blokowala caly pomysl i bojkotowala bo oni chca miec luzny dostep do calosci terenu. Im nic przeciez nie zagraza a ich dziecko lubi biegac od trawnika, przez piaskownice do drzewek. Top nic, ze kazda jedna rodzina mieszkajaca na perterze mowila o wbiegajacych do domow psach, o tym, ze chodza dziwne typy w nocy, ze byly proby wlamac. IM to nie przeszkadza i oni nie chca ogrodzenia. Zycie w spoleczenstwie to sztuka kompromisu. Niestety.

        > i naprawde doceniam mieszkanie na starym osiedlu ursynowskim. nie są to luksuso
        > we apartamenty, ale mam inne lusksusy- przestrzec, ogromna ilosc zieleni, ktora
        > tłumi halas i dzieci nie muszą biegac w kolka jak na wieziennym deptaku

        Tez racja. Kiedys bylo duzo wiecej drzew na osiedlach i sie az tak nie nioslo.
    • gazeta_mi_placi Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:11
      Pisałam już jak kumpel zapewnił sobie spokój we własnym mieszkaniu (nie mieszkał przy placu zabaw), pracował na zmiany więc musiał odespać.
      Kiedyś gdy jak zwykle okoliczne dzieciaki zebrały się pod jego oknami włożył do dvd ostrego niemieckiego pornola a głośniki ustawił (przy otwartym oknie, jego mieszkanie, ma prawo otwierać okna) maksymalnie blisko.
      Dzieciaki i ich rodziców wymiotło do 10 minut, przez kilka dni miał spokój, a potem gdy znowu zaczęły dzieciaki się zbierać powtórzył swoją akcję.
      Po tej drugiej akcji miał już spokój, z tego co mi mówił dzieciaki przeniosły się pod inny blok, może ich rodzicom nie chciało się tłumaczyć co to za "dziwne" odgłosy dochodzą z mieszkania, zaś zabronić sąsiadowi otwierania okna i głośnego oglądania filmu (przed 22.00) przecież nie mogli..
      Tak jak dzieci miały ochotę i "prawo" podrzeć się pod jego oknami tak kumpel miał ochotę otworzyć okno bo duszno było i po pracy obejrzeć sobie niemieckiego pornolka...
      • aneta-skarpeta Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 03.06.11, 10:40
        moj syn by odszedł spod takiego okna znieszmaczony mowiąc, ze strasznie glosno sie całowali
        big_grin
      • tacomabelle długo wymyślałeś tę historyjkę, gazeta? 03.06.11, 11:10
        Żalosny jesteś z tymi twoimi obsesjami na temat dzieci, psich kup i bielizny na balkonach.

        Znajdź sobie dziewczynę, pobierzcie się, zróbcie sobie dziecko, wtedy będziesz partnerem do dyskusji.
        • maghdalena33 Re: długo wymyślałeś tę historyjkę, gazeta? 03.06.11, 11:45
          Mieszkam w spokojnej i cichej dzielnicy Warszawy gdzie nie ma blokowisk. Są natomiast domki jednorodzinne i ogródki.
          Pewnego razu moja sąsiadka, starsza pani wpadła na pomysł kupna paru kurek. Tak, tak kurek. Trochę wszyscy byliśmy zaskoczeni bo w sumie hodowla kurek w Warszawie, ale czemu nie. Jej pomysł jej podwórko jej hodowla. Hodowla ograniczyła się do 4 kurek plus koguta. Dodam, ze sąsiadka ma duży ogródek więc kury nie były stłoczone.
          Zrobiło się bardzo miło. Kogut sobie piał budząc śmiech u innych sąsiadów. Rano w sumie było miło wstając do pracy i słysząc koguta.
          Pewnego dnia kogut zamilkł. Co się okazało? Paru ludziom, do tego mieszkających w oddali mojej sąsiadki kogut zaczął przeszkadzać. Żeby było śmieszniej były to osoby przyjezdne. Osoby które przyjechały ze wsi więc powinny być przyzwyczajone do piania koguta. Zbierali podpisy pod petycją żądając usunięcia koguta ze względu na jego pianie. Dodam, że kogut nie był uciążliwy a mieszkam dokładnie na przeciwko sąsiadki.

          Więc co wy tutaj piszecie o dzieciach smile
          • erillzw Re: długo wymyślałeś tę historyjkę, gazeta? 03.06.11, 17:19
            Ja mysle, ze tacy ludzie to jest dokladnie ta sama kategoria co rodzicie ktorym nie przeszkadzaja wrzaski ich dzieci.
            To jest tak, ze nam sie wszystko nalezy ale kosztem innym.
    • dziewczyna-szamana Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 04.06.11, 19:37
      Wychowałam się w latach 90tych, całe dzieciństwo spędziłam na podwórku pod blokiem, pewnie "darłam japę", ale nikomu to nie przeszkadzało.
      Kiedyś na podwórkach kwitło zycie towarzyskie, biegały wszystkie dzieciaki z osiedla, grało sie w piłkę, ganialiśmy się, gralo się w gumę... Robiliśmy wyścigi windami (część osób wsiadała do jednej windy, częśc do 2 i kto szybciej wiedzie na ostatnie piętro). Nikomu z sąsiadów nie przeszkadzało, że dzieci biegają po ulicy i krzyczą (a było nas dużo). Jestem w szoku, jak bardzo zmieniły się czasy...To było naturalne, że po szkole każdy rzucał plecak i cala grupa zbierała się przy trzepaku, nikomu nie przeszkadzały drące się dzieciaki. Teraz każdy chciałby się pozamykac w 4 ścianach, najlepiej żeby nikt nie przeszkadzał... Dzieci się nie zmieniły, ale zmienili się ludzie.
      • tobisia13 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 00:07
        Wypoczynek sie kazdemu nalezy,rozumiem ale czy naprawde az tak glosne sa te dzieciaki?Wydaje Mi sie,ze autora draznia same dzieciaki,a nie jak glosno sie zachowuja.Wychowalam sie na wsi i u nas nie bylo ograniczen,a latem zbieralismy sie w grope i zaden sasiad sie nigdy nie poskarrzyl.Nasi rodzice rowniez szli do pracy i oprocz tego jeszcze gospodarstwo i jakos rozumieli potrzeby aby dzieci sie "wyszalaly".Obecnie mieszkam w miescie i nie spotkalam sie jeszcze z taka sytuacja aby komus dzieci przeszkadzaly.Mieszkam w 6 rodzinnym domku i mimo,ze moj synek lubi czasem sobie popiszczec(tak juz ma jak sie cieszy),to jeszcze zaden sasiad nie zwrocil Mi uwagi.Sama probowalam sie podpytac czy slychac jak maly sie bawi i sasiedzi nie powiedza zlego slowa na dziecko.Moze dlatego,ze nie mieszkam w polsce bo tu gdzie mieszkam dzieci maja prawo bawic sie glosno i nikt im tego nie zabroni.A potem dziwic sie,ze dzieci rozrabiaja w szkole bo pod domem trzeba po cichutku,niestety.
    • karro80 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 01:41
      Ej ja tego nie rozumiem...
      Jak się przeprowadziliśmy (nie mieliśmy wówczas dzieci)to właśnie do takiego bloku, gdzie pod oknem jest plac zabaw, a mieszkanie niżej położone niż wcześniejsze (różnica 6 pięter) to i odgłosy lepiej słychać - i co?
      I nic - fajnie było że dzieciory do późnych godzin wieczornych zwłaszcza latem się tam bawiły, słychać było odbijanie się piłki, różne śpiewy nawet(ale jeszcze te bezalkoholowe występywink) i wrzaski nawołujących się kolegów i koleżanek. Nawet chcąc nie chcą wiedziałam jakie imiona mają dzieci na podwórkuwink Jakiś wprowadza to żywy klimat, podobnie jak poszczekiwanie psów. Teraz te dzieciaki już podorastały, w tym drącym wieku jest tylko parę sztuk i jest dość cicho.
      Nie przeszkadza mi, że sąsiedzi mają głośno tv nawet po 22, że ktoś muzykę(nawet taką co ja jej nie bardzo lubię)puszcza, to samo remonty - jak trza to trza - młoda moja też przyzwyczajona od malucha, że może być głośno, bo akurat jak była malutka to kilka porządnych remontów obok nas przeszło.
      Ja od dziecka mieszkam w blokach i zawsze jest słychać coś - raz sąsiadkę awanturującą się z mężem, raz dzieciaki na placu zabaw, raz psa z parteru co wyje czasem na cały pion jak jedzie pogotowie- ot życie się toczy, gorzej jakby tak dziwnie cicho było - to bym myślała, że jacyś psychopaci mieszkają i ktoś po ciuchutku np teściową ćwiartujesuspicious

      Jedyne co mnie wnerwia to jak mi się wydzierają kibice na osiedlu po meczach, albo tłuką butelki - i to jest buractwo.
      Zwłaszcza latem upierdliwe to jest, bo okna otwarte na noc a tu ktoś drze się okrutnie...darcie dzieciaków to miodzio przy tym i muzyka dla uszu.
      • karro80 Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 01:55
        przeglądam tamten wątek i zabił mnie tekst:
        to nie wina dzieci ze dra mordy pod oknami.
        > to wina ich leniwych, chamskich i prostackich rodzicow, ktorzy przyjechali tu s
        > pod grojca.

        I te inne przepychanki na przyjezdnych i innych...to jakaś regionalna tradycja czy coś? Coś jest nie tak z Grójcem czy Radomiem? I że ktoś się nie wstydzi swojego własnego buractwa pisząc w ten sposób.
        • olena.s Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 11:16
          No nie do końca masz rację.
          Osobiście nie mam nic ani do Grójca, ani do Radomia i nie przepełnia mnie przekonanie, że Wielkomiejscy są jakkolwiek lepsi. Nie uzyłabym też takich obraźliwych określeń.
          Niemniej w małych miejscowościach jest o wiele mniejsze zagęszczenie ludzi - a więc zachowanie nie przeszkadzające na wsi może być bardzo trudne do zniesienia przez otoczenie w mieście. Po drugie na wsiach nie ma podwórek studni. Po trzecie tam, gdzie nie ma bloków, a są domki i chałupy mniej jest przestrzeni wspólnej, w związku z czym mniej jest konieczności docierania się i negocjowania metod korzystania z tego wspólnego obszaru. Bez trudu mogę sobie wyobrazić, że przeflancowane do wielkiego miasta dziecko będzie czuło się uciskane niezrozumiałymi oczekiwaniami otoczenia, a otoczenie będzie trafiał szlag, jako że wiejskie dziecko będzie nieświadomie naruszało obowiązujące normy. Jezeli rodzice mało wrażliwi, to sami tego nie wiedzą i nie wyjaśnią dziecku, że co fajne w Potulinkowie Małym może razić i przeszkadzać w centrum Krakowa.
    • przeciwcialo Re: Krzyczące dzieci na podwórkach 05.06.11, 10:19
      U nas dzieci bawią się na podwórku, czasem wrzeszczą jak to dzieci. jeden sąsiad napisał pismo do spółdzielni i dostał odpowiedź że zabawy dzieci nie sa zabronione i jak najbardziej dzieci moga się bawić. Zakaz dotyczy kopania piłką w elewacje. I to by było na tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka