triss_merigold6
04.06.11, 11:15
Przeczytałam na innym forum opis sytuacji i nie mogę przestać o tym myśleć.
Ojciec dokucza trzylatkowi - przedrzeźnia, wyśmiewa się, robi dziecku na złość, drażni, zabiera mu jedzenie i zjada (złośliwie, a nie z głodu domniemywam), nie szanuje jego przestrzeni ani zabawek. Zachowania wyniósł z domu, w którym tatuś w identyczny sposób dokuczał dzieciom, zwierzętom i innym obiektom, które były słabsze.
Psycholog nie pomaga, pan robi swoje i coraz bardziej się rozkręca, bo im starsze dziecko tym bogatszy repertuar zachowań i reakcji, które można sprowokować i wyśmiać.
Pani zapytuje jak tłumaczyć dziecku, żeby nie spalało się w kontaktach z ojcem, nie reagowało emocjonalnie etc.
Pierwsza refleksja - pozbyć się pana ze szczególnym okrucieństwem.
Druga refleksja - to znacznie gorsze niż jednorazowe strzelenie w d... przez skrajnie zdenerwowanego rodzica. To czyste znęcanie się nad dzieckiem.
Jak któraś czytała Eichlerbergera "Zdradzony przez ojca", to tam jest opisany taki typ ojca - nie bije, ale wyśmiewa, upokarza, umniejsza, a potem niewinnie tłumaczy, że to tylko żarty i dziecko nie ma poczucia humoru skoro płacze i jest nieszczęśliwe.