Dodaj do ulubionych

problem winy i kary

08.06.05, 13:35
zastanawiam się czemu to takie wązne - pomijac kwestie prawne i konsekwencje
finansowe - ustalenie kto był winny rozpadu związku. Czy to jest najważniejsze
udowodnić ze on to plant a ona to dziwka i ktora z kobiet bardziej zawiniła.
Co to ludziom daje - zemstę, poczucie własnej wyższej wartości??
Obserwuj wątek
    • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 13:40
      ale tu nie chodzi o to żeby udowodnićże on jest winny czy nie chodzi o to żeby
      dokopać . Chodzi o tąostatnią szanse mozliwość powiedzenia publicznie jaki on
      czy ona był zły żeby móc publicznie tą drugą stronę opluć. To przecież taka
      wielka satysfakcja - niestety prowadząca bardziej do samodestrukcji niż czegoś
      konstruktywnego.
      Tak mówiąc szczerze to wogóle nie rozumiem sensu ustalania winy i alimentów dla
      małżonka. Przecież jesteśmy dorośli i każdy orze jak może. Każdy pracuje i
      zarabia na siebie. Rozumiem dzieci ale dorośli ludzie.
      Oczywiście wyskakują gospodynie domowe, które całe życie poświęciły dzieciom i
      mężowi a teraz zostały bez grosza albo są chore itd. Ale zaraz co by zrobiły
      gdyby były w małżeństwie w którym ta winna strona nie pracowała i nie miała
      grosza??
    • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 13:41
      kika74 napisała:

      > Co to ludziom daje - zemstę, poczucie własnej wyższej wartości??

      To, co wymieniłas na pewno. Ale ja mysle, ze tez wybielenie sie - skoro winny
      rozpadowi jest facet, to znaczy, ze ja byłam idealną żona. I niech nikt nie
      smie twierdzic inaczej.
          • ania_rosa Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:28
            Oczywiście, że sens jest.
            I nie da się pominąc kwestii finansowych i prawnych, bo to własnie one decydują
            o złożeniu pozwu o rozwód z orzekaniem o winie. Gdyby jedynym wyngarodzeniem
            miałaby być satysfakcja moralna, to nikt by się nie rozwodził z orzekaniem. Tego
            się nie da oddzielić, chyba że autorkę postu interesują akademickie dyskusje.
            To tak, jakby zadać pytanie : dlaczego ludziom zależy na urodzeniu zdrowych
            dzieci pomijając to, że lepiej jest mieć dziecko zdrowe? Przy tak postawionym
            pytaniu nie da się sklecić sensownej odpowiedzi.
            Sensem orzekania o winie jest cały szereg przywilejów dla strony, którą się uzna
            za niewinną rozpadu pozycia. Przede wszystkim chodzi o alimenty (lub mozliwośc
            alimentów). Kwestie moralne są tu akurat poboczne, bo moralnością nikt nie
            nakarmi dzieci ani siebie.
            A do Magdalens odnośnie tych gospodyń domowych: znam całą rzesze kobiet, które
            zawierają z męzami umowy tyczące się podziału obowiązków. I nie jest to domeną
            kobiet ciemnych i niewykształconych, ale są w tej grupie także drugie żony,
            kobiety wykształcone, inteligentne i obdarzone wszelkimi przymiotami. Po prostu
            czasem dwojgu ludziom wychodzi priorytet w postaci "domowego ogniska" i jedna z
            osób zobowiązuje się do podtrzymywania tego ognia, a druga deklaruje się, że
            dostarczy opału. Znam nawet jedną parę, gdzie to mezczyzna jest straznikiem tego
            ogniska. Jest to suwerenny i dojrzały wybór dorosłych ludzi. Podsumowywanie
            tego insynuacjami o roszczeniach, głupocie i wyzysku jest nie na miejscu.
            I jeśli zdarzy się tak, ze dostawca opału nawali, to sorry Gregory, ale musi
            ponieśc tego konsekwencje. Bo nikt mu nie przystawiał do czoła giwery i nie
            mówił "pieniądze na dom, albo rozwód". Sam tak chciał, sam zdecydował, że
            potencjał zawodowy zony/męza schodzi na plan dalszy, bo wazniejsze są dzieci i
            rodzina. A jeśli po czasie chciał się z układu wyplątac, to wtedy trzeba
            zapłacić rachunek. To działa w obie strony. I wtedy rozwód z orzeczeniem o winie
            zabezpiecza interesy strażnika ogniska, bo po nastu latach wywiązywania się ze
            wspólnej umowy nie można powiedzieć "trudno, inwestowałaś w dom, boś głupia, a
            teraz won na ulicę".
            Kwestia sprawiedliwości społecznej i tyle.
            Rosa
            • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:36
              ania_rosa napisała:


              > Po prostu czasem dwojgu ludziom wychodzi priorytet w postaci "domowego
              > ogniska" i jedna z osób zobowiązuje się do podtrzymywania tego ognia, a druga
              > deklaruje się, że dostarczy opału.

              I tu wracamu do punktu wyjscia (na ten temat juz pare razy dyskusja była i za
              kazdym razem konczyla sie tak samo) - nie zawsze ten podział ma miejsce na
              zasadzie umowy dwustronnej. Prosze watku nie rozwijac smile
            • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:52
              > A do Magdalens odnośnie tych gospodyń domowych: znam całą rzesze kobiet, które
              > zawierają z męzami umowy tyczące się podziału obowiązków. I nie jest to domeną
              > kobiet ciemnych i niewykształconych, ale są w tej grupie także drugie żony,
              > kobiety wykształcone, inteligentne i obdarzone wszelkimi przymiotami. Po
              prostu
              > czasem dwojgu ludziom wychodzi priorytet w postaci "domowego ogniska" i jedna
              z
              > osób zobowiązuje się do podtrzymywania tego ognia, a druga deklaruje się, że
              > dostarczy opału. Znam nawet jedną parę, gdzie to mezczyzna jest straznikiem
              teg
              > o
              > ogniska. Jest to suwerenny i dojrzały wybór dorosłych ludzi. Podsumowywanie
              > tego insynuacjami o roszczeniach, głupocie i wyzysku jest nie na miejscu.
              > I jeśli zdarzy się tak, ze dostawca opału nawali, to sorry Gregory, ale musi
              > ponieśc tego konsekwencje. Bo nikt mu nie przystawiał do czoła giwery i nie
              > mówił "pieniądze na dom, albo rozwód". Sam tak chciał, sam zdecydował, że
              > potencjał zawodowy zony/męza schodzi na plan dalszy, bo wazniejsze są dzieci i
              > rodzina. A jeśli po czasie chciał się z układu wyplątac, to wtedy trzeba
              > zapłacić rachunek. To działa w obie strony. I wtedy rozwód z orzeczeniem o
              wini
              > e
              > zabezpiecza interesy strażnika ogniska, bo po nastu latach wywiązywania się
              ze
              > wspólnej umowy nie można powiedzieć "trudno, inwestowałaś w dom, boś głupia, a
              > teraz won na ulicę".
              > Kwestia sprawiedliwości społecznej i tyle.
              > Rosa

              Rosa twój post mądry ale bardzo teoretyczny. Układ w którym dzielimy obowiązki
              na opiekuna ogniska i dopalacza nie jest zawsze wynikiem porozumienia i
              dyskusji tylko może też być wynikiem narzucenia takiego stanu przez osobę która
              nie potrafi odnaleźć się zawodowo. Oczywiście może również wynikać z
              porozumienia i takiego układu ale raczej wtedy nie ma rozwodów( mówię raczej bo
              nie zawsze) bo takie małżeństwo dogaduje się współgra istnieje jako jedność.
              Nie mów mi że rozpad związku jest zawsze winą jednej strony bo tak nie jest.
              Jestem przeciwniczką kobiety jako gospodyni domowej - ale akceptuje taki wybór
              bo mam kilka takich koleżanek, które całkowicie uzależniają sięod męża. Ja
              potrzebuję swobody i samodzielności więc nigdy nie zgodziłabym się na taki
              układ. I moment w którym taka osoba budzi się z nocnikiem w ręku jest tylko i
              wyłacznie wynikiem brak przemyśleń na temat własnej samodzielności.
              I jeszcze jedno uważam że praca gospodyni domowej i praca zawodowa sa tak samo
              ciężkie. O co mi chodzi. Każdy stara się o swój własny dobrobyt dlaczego
              gospodyni domowej, która nie chciała iść do pracy zawodowej bo nie- mąż zgadza
              się na to ale okazuje się że ich małżeństwo nie wypala on spotyka kogo innego -
              dlaczego musi płacić do końca życia tej żonie?? Bo co??? ( oczywiście to jest
              jaskrawy przypadek i ni ebierzcie tego ogółowo)
    • sokka Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:24
      chyba nie jesteście zbyt obiektywne.ja odwrócę pytanie: jeśli jedna osoba jest
      ewidentnie winna rozpadu związku, cóż złego w potwierdzeniu tego faktu przed
      sądem? tylko proszę nie pisać, że zawsze są winne dwie osoby, bo nie zawsze.
      pzdr
      • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:38
        sokka napisała:

        > tylko proszę nie pisać, że zawsze są winne dwie osoby, bo nie zawsze.

        A dlaczego mam tego nie pisac, jesli tak uwazam?
        Uwazam, ze zawsze winne sa dwie strony. Roznica moze byc tylko w tym,
        jak sie 'proporcje' tej winy rozkladaja.
        • bet66 Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:46
          e_r_i_n napisała:
          > A dlaczego mam tego nie pisac, jesli tak uwazam?
          > Uwazam, ze zawsze winne sa dwie strony. Roznica moze byc tylko w tym,
          > jak sie 'proporcje' tej winy rozkladaja.
          -----------------------------------------------------

          Pisanie o winie obu stron jest naduzyciem i zbyt daleko idącym uproszczeniem.
          Tą metodę manipulacji stosują osoby ewidentnie winne, które nie chcą wziąźć tej
          winy na siebie, przyznac się do tego przed sobą samym i światem.
          • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:50
            bet66 napisała:


            > Tą metodę manipulacji stosują osoby ewidentnie winne, które nie chcą wziąźć
            > tej winy na siebie, przyznac się do tego przed sobą samym i światem.

            A ja mysle, ze uproszczeniem i manipulacja jest wmawianie wyłacznej winy w
            sytuacji, gdy jest sie WSPÓŁwinnym (nie wyłącznie winnym). To jest dopiero
            nieumiętność wziecia czesci winy na siebie i przyznania sie do tego przed soba
            i swiatem.
          • elf28 Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:23
            co za pierdoły! Jeśli tak piszesz to znaczy, że 0 refleksji nad życiem
            poczyniłaś.
            Zawsze są winne obie strony, tylko tak jak pisze Erin proporcje rozkładu są
            inne.
        • sokka Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:38
          > A dlaczego mam tego nie pisac, jesli tak uwazam?
          > Uwazam, ze zawsze winne sa dwie strony. Roznica moze byc tylko w tym,
          > jak sie 'proporcje' tej winy rozkladaja.
          >

          jeżeli coś jest możliwe, to z perspektywy całej populacji, jest pewne, że się
          wydaży. słowo 'zawsze' w tej dyskusji ma kluczowe znaczenie.
        • jo.an.na Re: problem winy i kary 18.06.05, 21:34
          > > tylko proszę nie pisać, że zawsze są winne dwie osoby, bo nie zawsze.
          >
          > A dlaczego mam tego nie pisac, jesli tak uwazam?
          > Uwazam, ze zawsze winne sa dwie strony

          Erin ma racje. Winne sa dwie strony: maz i jego nowa kochanka, ktora wiedzac o
          tym, ze jest zonaty, wskakuje mu do lozka (ech ta katomentalnosc tongue_out).
          • kwiatek1974 Re: problem winy i kary 19.06.05, 12:37
            no własnie joanno winne są dwie strony a może odwrotnie winna jest żona której
            mąż cieżko pracuje a żona pieprzy sie z kochankiem który rozbija rodzinę a
            zona potem udaje niewinną i zwala że to przez męża. Przestań by pod tym
            względem żałosna winna jest zawsze i żona i mąż
              • magdalens Re: problem winy i kary 19.06.05, 19:30
                tak asiu masz rację oni są winni
                tylko jak zostawi cię 10 facet bo taka jesteś niewinna to może wtedy się
                zastanowisz że związek nie polega na zmuszaniu się do bycia razem bo jesteśmy
                małżeństwem tylko na zrozumenu i rozmowie tysiącu innych rzeczy które powodują
                że ludzie się kochają.
                Życzę powodzenia.
                • agamagda Re: problem winy i kary 20.06.05, 16:51
                  Problem winy będzie zawsze inaczej widziany z perspektywy kochanki,
                  rozbijającej małżeństwo, a inaczej z perspektywy żony. Cóż jak mówił wielki
                  filozof K. Marks punkt widzenia zależy od punktu siedzeniawink).
                  Prosta historia, mąż, żona, kochają się, są średniodobrze sytuowani, bez
                  problemów finansowych. Rodzi się dziecko. Sytuacja się zmienia diametralnie.
                  Ona zostaje w domu. On pracuje. Mniej kasy, większe potrzeby, mniej czasu dla
                  siebie nawzajem, większe zmęczenie i podirytowanie, wybuchają kłótnie. Pojawia
                  się katalizator (męski lub damski) dyspozycyjny, otwarty, miły. Małżeństwo się
                  rozpada. Czyja wina? Wiem, co odpowie większość macoch - żony. Większość żon
                  odpowie, że kochanki. Mąż pewnie zwali winę na dziecko i pod wpływem kochanki
                  przestanie płacić alimenty. Fatalista obciąży winą los. A ten, co wierzy w
                  astrologię, niedobranie pod względem znaków zodiaku.
                  Ale oprócz tych subiektywnych ocen, pozostaje obiektywna ocena "winy i kary"
                  A prawdą jest, że wina jest może i obopólna, ale nigdy nie jest równo
                  rozłożona. W przypadku zdrady wina jest rozłożona głównie na zdradzających, i
                  stwierdzanie, że żona jest winna, gdy facet ma dziecko, czy żyje w konkubinacie
                  z inną kobietą jest chrzanieniem. Są różne sposoby na znalezienie wyjścia z
                  sytuacji, są rozwody, są separacje PRZED zdradzeniem partnera. Zdradzanie
                  kogoś, a potem stwierdzanie, że to wina zdradzonego brzmi niczym tłumaczenie
                  brutala bijącego żonę, o za gorącej zupie czy krzywych kluskach.
                  Więc drogie katalizatorki, rozumiem, że musicie nawzajem utwierdzać się za
                  wszelką cenę, ze postępujecie ok., niemniej jednak, w realnym świecie
                  niekoniecznie tak będziecie oceniane.
                    • agamagda Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:06
                      Mikawi, nie napisałam że zony są święte, odnoszę się do wypowiedzi że wina jest
                      zawsze obustronna, jak napisała erin. Wina rozpadu może jest i obustronna, ale
                      na pewno nie równa. Katalizator może być żeński lub męski, nikt nie przeczy, że
                      młoda kobieta nie może spotkać fajnego amanta na siłowni czy w parku. Kwestia,
                      która mi przeszkadza to beztroskość panienek - katalizatorków (lub fagasów-
                      motyli gwoli scisłości) z jaką piszą tutaj że nie czują się winne, bo i tak
                      małżeństwo by się rozpadło, one tylko skorzystały "z okazji", a co za tym idzie
                      nie widzą konieczności oceny ich (czy partnera który zdradza),postpowania.
                      Ja tam nikomu nie każę całe życie mea culpa odprawiać, ale tez nie widze powodu
                      dla którego mam nazywać " szalona miłością" coś co się nazywa po prostu zdrada.
                      Poza tym stoję na stanowisku, ze jeśli nie jesteś szcześliwy( a) idz do
                      poradni, wystąp o separacje, rozwiedz się, a potem układaj sobie życie bez
                      krzywdzenia uczuć drugiej osoby. Jeśli zaś chcesz postąpić inaczej , no cóż
                      trzeba za to zapłacić ...
                      • e_r_i_n Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:12
                        agamagda napisała:

                        > Wina rozpadu może jest i obustronna, ale na pewno nie równa.

                        I dokładnie to samo napisałam - że proporcje tej winy mogą być różne.

                        > Jeśli zaś chcesz postąpić inaczej , no cóż trzeba za to zapłacić ...

                        Jak? (poza rozwodem z winy tej strony, która nie poczekała na odpowiedni
                        papierek).
                            • agamagda Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:36
                              To co jest normą, pozostaje do oceny danego społeczeństwa. Ja tam uważam, że
                              jeżeli ktoś jest taki kozak, że chce zdradzać partnera w czasie trwania
                              związku, niech wyrówna mu poziom życia. Oczywiście, najprościej jest sobie
                              wytłumaczyć że jest się nieszczęśliym PRZEZ PARTNERA więc mam prawo robić co
                              chcę, łatwiej jest niedotrzymywać obietnic, zobowiązań, porzucić, niż wyjść w
                              sposób nazwijmy to gentelmeński,
                                • agamagda Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:55
                                  Erin, pozostając że tak powiem na lodzie, czyli sama z dzieckiem, masz
                                  dodatkowe wydatki (opiekunka, ew. pani do sprzątania czy osoba, która bedzie
                                  odrabiała lekcje z dzieckiem), kiedy ty musisz pracować za dwoje. Twoje zycie
                                  jest trudniesze. Jeśli ktoś jest winny tej sytuacji powinien Ci to wynagrodzić.
                                  Bądz, co bądz angażując się w zwiazek zwany małżeństwem, podejmujsz jakieś
                                  zobowiązania. Stona winna, wg oceny sądu, powinna wyrównać straty czy
                                  niedogoności, które wynikają z nifrasobliwego zachowania.
                                  Porównam to do kontraktu, w każdej dobrej umowie są zawarte sankcje jakie
                                  ponosi strona z winy którj transakcja upaa.Tak powinno s podchodzić do
                                  rozwiazania małżeństwa - jesteś winny ponoś sankcje.
                                  • e_r_i_n Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:58
                                    Z tego co mi wiadomo, alimenty na współmałżonka są zasądzane wtedy, gdy
                                    znacząco obniża się poziom, nie wygoda, życia. A że sądy i tak każdą sprawę
                                    rozpatrują indywidualnie i często na szczęście obiektywnie, takie alimenty nie
                                    są przyznawane z automatu.
                  • e_r_i_n Re: problem winy i kary 20.06.05, 17:03
                    To ja podam inny przykład.
                    On, ona, dziecko. Kłótnie niemal od początku małżeństwa (zawartego normalnie,
                    nie z miłości smile). Przy każdej poważnej kłótni krzyki o rozwodzie, rozstaniu.
                    Potem pogodzenie, kilka dni spokoju i dalej - od początku.
                    W końcu jedna strona stwierdza, że już dość - i oznajmia to tej drugiej.
                    Ta druga myśli oczywiście, że to tak, jak do tej pory - czcze gadanie.
                    Nieszczęśliwie w tym momencie pojawia się ktoś trzeci. I oczywiście jest to
                    super sposobność, żeby siebie wybielić, a winę zrzucić na niewiernego małżonka
                    i tę trzecią osobę, prawda?

                    Tak więc - możecie Wy, zdradzone, zawsze szukać winy w innych, ale świat
                    niekoniecznie tak to będzie widział.
                    • agamagda Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:13
                      Co to znaczy normalnie nie z miłości????
                      > Nieszczęśliwie w tym momencie pojawia się ktoś trzeci. I oczywiście jest to
                      > super sposobność, żeby siebie wybielić, a winę zrzucić na niewiernego
                      małżonka
                      > i tę trzecią osobę, prawda?
                      >
                      Kpisz sobie, czy co??? Facet ma zobowiązania, zdradza - winny , katalizator ( o
                      ile wie o istniniu żony) pomaga w tej zdradzie - winny, Co tu mówić o
                      wybielaniu? Można poczekać z układniem sobie zycia do rozwodu.
                      > Tak więc - możecie Wy, zdradzone, zawsze szukać winy w innych, ale świat
                      > niekoniecznie tak to będzie widział.
                      My zdradzone - akurat mój Ex mnie nie zdradzał, był hazardzista i to jest powód
                      rozwodu- chcemy, żeby nie świat nas oceniał, ale niezwisły sąd ocenił czy fakt
                      ze ktoś przytyłpo porodzie albo zle gotował, jest powodem do zdrady.
                      • e_r_i_n Re: problem winy i kary 20.06.05, 19:17
                        agamagda napisała:

                        > Co to znaczy normalnie nie z miłości????

                        Zauważyłaś uśmiech po tym tekscie? Gdzies taki usłyszałam, bodajże w jakimś
                        kabarecie.


                        > Kpisz sobie, czy co??? Facet ma zobowiązania, zdradza - winny , katalizator (
                        > o ile wie o istniniu żony) pomaga w tej zdradzie - winny, Co tu mówić o
                        > wybielaniu? Można poczekać z układniem sobie zycia do rozwodu.

                        Wszystko można - można się kłócić, można nie straszyć rozwodem, a potem udawać,
                        że jest ok. Poza tym co jest zdradą - wg SN zwiazek z kims innym w czasie
                        formalnego trwania małżeństwa (po faktycznym rozstaniu) nie jest powodem do
                        orzeczenia winy jednek ze stron - bo nie jest zdrada.

                        > My zdradzone - akurat mój Ex mnie nie zdradzał

                        Uzyłam swiadomie tego sformułowania - bo Ty napisałaś "Wy katalizatorki",
                        chociaż większość dziewczyn wypowiadających sie w tym wątku takowymi nie są.
                  • ashan Re: problem winy i kary 20.06.05, 17:27
                    agamagda napisała:

                    > Więc drogie katalizatorki, rozumiem, że musicie nawzajem utwierdzać się za
                    > wszelką cenę, ze postępujecie ok., niemniej jednak, w realnym świecie
                    > niekoniecznie tak będziecie oceniane.

                    Eeeee tam, po pierwsze, a jakie znaczenie ma fakt dokonywania oceny przez
                    krewnych i znajomych królika, krąg znajomych jej lub jego? Po drugie, fakty
                    poznawane "z drugiej ręki" przestają być faktami - stają się legendą (w
                    najlepszym razie plotką). Mogę słuchać wersji obu stron konfliktu - na 100% nie
                    wierzę żadnej. Potrafisz obiektywnie osądzić, która strona kłamie? Nawet tzw.
                    fakty podane w odpowiedni sposób tracą swoje realne znaczenie.
                    Zgadzam się, że zdrawda przed oficjalnym rozstaniem pozostaje zdradą -
                    oficjalnie. Subiektywnie może być olana przez "zdradzoną" stronę wtedy, gdy
                    prawdziwe rozstanie nastąpiło dawno temu? Jakie wtedy znaczenie ma opinia ludzi
                    z zewnątrz?
                    pozdr
                    a.
                      • ashan Re: problem winy i kary 21.06.05, 08:13
                        widzę tu pewne luki - kto, wg. Ciebie, oceni "sprawiedliwie" rozstanie po
                        konkubinacie? Orzeknie o "winie" i "karze" dla winowajcy? Czy sądy, które
                        orzekają rozwody bez orzekania o winie (bo taki był wniosek), mimo, ż często
                        jedna, a czasem obie strony mają kogoś "na boku" popełniają błąd, nie
                        wypowiadając się na ten temat?
                        IMO mieszasz dwa pojęcia - małżeństwo, jako umowę, która może zawierać
                        szczegółowe ustalenia kto i kiedy kogo spłaca (ale to jest zawarte w
                        intercyzie, nie akcie małżeńskim) i małżeństwo, jako moralne, osobiste
                        zobowiązanie - i tu sąd, jako instancja składająca się z ludzi, może mylić się
                        tak samo, jak koledzy (mimo całego orzecznictwa), pomijając już kwestię
                        stronniczości sądu (o której można poczytać w wypowiedziach osoób
                        niezadowolonych z postanowień wydanych w ich sprawie).
                        a.
                        • agamagda Re: problem winy i kary 21.06.05, 11:30

                          Moja droga, chciałabym coś wyjaśnić. Ja nie twierdzę, że nieszczęśliwe, złe
                          nierozumiejące się małżeństwo musi trwać za wszelką cenę. Nawet więcej, uważa,
                          że jeśli ktoś subiektywnie źle się czuje w danym układzie ma prawo dokonać
                          wyboru i zakończyć związek. Ale absolutnie się nie zgadzam ze daje mu to prawo
                          zdradzania, porzucania czy olewania swoich obowiazków, pod pretekstem, że druga
                          strona też jest winna. Dajesz przykład konkubinatu, to zły przykład, bo
                          konkubinat w swoim założeniu jest instytucją nietrwałą i niechronioną przez
                          prawo. Jeśli jakaś para decyduje się na trwanie w konkubinacie z jakiś
                          powodów, ponosi pewne ryzyko, ale pewnie po rozważeniu gdzieś w podświadomości
                          za i przeciw uważa, że warto. Tu przy rozpadzie takiego układu sąd nie może
                          oceniać winy, bo para nie podejmowała oficjalnie żadnych zobowiązań, a nawet
                          więcej przez brak oficjalnej deklaracji jakby dała do zrozumienia, że jest to
                          związek tymczasowy.
                          Po drugie, nie mylę pojęć, wiem co to intercyza i wiem co to jest małżeństwo,
                          napisałam że "Porównam to do kontraktu, w każdej dobrej umowie są zawarte
                          sankcje jakie ponosi strona z winy której transakcja upadła.Tak powinno się
                          podchodzić do rozwiazania małżeństwa - jesteś winny ponoś sankcje." ,
                          Oczywiście można podchodzić do tego że sąd, ludzie wokół prawo jest
                          stronnicze, . Ale to się nazywa teoria spiskowa. ale jednocześnie sad ma
                          obowiązek opierania się na przepisach prawa inaczej wyrok jest zaskarzany
                          • ashan Re: problem winy i kary 21.06.05, 12:09
                            moja droga, cały ten wątek plącze się nieustannie i zapętla, a moim skromnym
                            zdaniem prowadzi na manowce. Małżeństwo niewątpliwie jest umową. W zdrowiu i
                            chorobie i że Cię nie opuszczę, aż do śmierci. Pytanie, czy faktycznie jest
                            umową, na podstawie której można jasno określić konsekwencje jej
                            niedotrzymania. Sąd określa tylko pewne ramy zakończenia związku. Dla mnie
                            oczywiste jest, że przed zakończeniem rozwodu w nowe związki nie powinno się
                            wchodzić. Dla wielu tu obecnych osób rozwód jest kwestią formalną - papierem,
                            dzięki któremu nie ponosi się pewnych niewygodnych konsekwencji błędnej decyzji
                            sprzed lat. Wtedy rozwiązywane małżeństwo, tylko papierowe, jest tak naprawdę
                            umową, która już wygasła z powodu niedotrzymania warunków przez obie strony.
                            I z lekka nonsensowne jest określanie "winy" i "kary", bo to pojęcia, które
                            można stosować z dużą dowolnością (co widać w tym wątku - raz jako osąd czysto
                            moralny, raz jako orzeczenie sądu).
                            Zwracam Ci uwagę, że przy zawieraniu umowy z góry są jasno określnone sankcje
                            za niedotrzymanie warunków. W małżeństwie - nie. Ono w większości opiera się na
                            umowach społecznych. Nikt nie podpisuje kwitu, że w zakres jego obowiązków
                            będzie wchodziło to, to, i jeszcze to, a jak nie, to coś tam. W niektórych
                            małżeństwach wzajemne fizyczne zdrady są oczywistością i nikt nie zamierz z ich
                            powodu wnosić o rozwód. A czy wg Ciebie to są zdrady? I czy powinny
                            autoamtycznie doprowadzać do rozwodu? Dlatego tak trudno (wierzę, że sądowi
                            też) jest określić kto i w jakim stopniu jest odpowiedzialny za rozkład
                            związku. To nie jest test zamknięty.
                            O spiskowych teoriach nic nie wiem, posiedzenia sądu znam jedynie z opowieści
                            forumowiczów i obserwuję, że większość z nich jest przekonana o stronniczości
                            sądów. Oczywiście na ich, czyli wypowiadających się, niekorzyść.

                            Konkubinat nie musi mieć w swoim założeniu tymczasowości związku. Raczej
                            niechęć do instytucjonalnej ingerencji państwa w to, co dzieje się pomiędzy
                            dwojgiem ludzi. Czasem jest wynikiem poranienia wyniesionego z wcześniejszego
                            małżeństwa. Czasem chęcią wyłudzenia pieniędzy od państwa. Znam wieloletnie
                            konkubinaty, trwalsze od dwu- pięcio- siedmioletnich małżeństw. Czy zdrada w
                            takim związku nie jest zdradą?. Czy nie jest winna osoba, która się jej
                            dopuściła?

                            A co z pomyłkami sądowymi, z układami sadowymi? Z ugodami, w których rezygnuje
                            się z orzekania o winie za cenę świętego spokoju lub korzystnego podziału
                            majątku? Czy wtedy "nie ma winy", czy to że sąd o niej nie orzeka powoduje jej
                            wymazanie?

                            Jestem za obowiązkowym zawieraniem intercyzy przed ślubem. Wtedy łatwiej
                            uniknąć późniejszych beznadziejnych przepychanek przed wysokim sądem. Są jasno
                            określone zasady - łatwiej je wyegzekwować.

                            a.
                            ps. Acha, ja jestem takim dinozaurem, dla którego małżeństwo jest
                            nierozerwalne, więc nawet po opuszczeniu męża/żony w nowy związek się nie
                            wchodzi. Ot, taka prehistoria smile
                    • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 17:57
                      Ja mam na imię Dominika, nie katalizatorek.
                      Powiem jedno - nie miałam czego kończyć, bo decyzję o związku podjęłam, gdy mój
                      mąz był żonaty jedynie formalnie. Z perspektywy czasu, dla świetego spokoju, a
                      przede wszystkim ze wzglęu na orzeczenie o winie (które jest takie, jakie jest,
                      tylko w wyniku nieznajomosci przepisow i braku adwokata), poczekałabym ze
                      zwiazkiem do konca sprawy rozwodowej.
                      • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 18:03
                        Uderz w stol...

                        Dominiko, jakbys nie zauwazyla podczepilam post pod postem agimagdy i pytanie
                        bylo ogolne a nie do poszczegolnych osob.

                        he he he he , nie wiedzialam, ze bylo orzekanie o winie twojego m.

                        A tak na marginesie, z dzieckiem tez bys poczekala do czasu zakonczenia
                        rozprawy? Chociaz sie nie zaglebiam w sage, moze poczekalas??

                        Leeya
                        • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 18:06
                          leeya napisała:

                          > Uderz w stol...

                          Wg Waszych definicji można mnie podpiąć pod miano katalizatorka. Chociaz ja
                          najlepiej wiem, ze nim nie jestem smile

                          > he he he he , nie wiedzialam, ze bylo orzekanie o winie twojego m.

                          Ano było. Z wyraźnym zaznaczeniem, że nasz związek to SKUTEK, nie PRZYCZYNA
                          rozpadu jego małżeństwa.


                          Co do dziecka, to w przeciwieństwie do samodzielnych, które skrupulatnie
                          planują z kim i kiedy mieć dziecko, macochom zdarzają się wpadki.
                          • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 18:16
                            e_r_i_n napisała:

                            > Wg Waszych definicji można mnie podpiąć pod miano katalizatorka. Chociaz ja
                            > najlepiej wiem, ze nim nie jestem smile
                            --------------
                            Teoria spiskowa jakas??? A moze po prostu twoje przewrazliwienie??
                            Jak juz powiedzialam, sagi nie sledze, wiec nie wiem. Zadalam pytanie, bo moja
                            next wiedziala, ze jestem i mimo to brnela dalej w zwozek z moim ex. Ot, zwykla
                            ciekawosc...

                            > Ano było. Z wyraźnym zaznaczeniem, że nasz związek to SKUTEK, nie PRZYCZYNA
                            > rozpadu jego małżeństwa.
                            -------------------
                            Chcialabym przeczytac takie uzasadnienie wyroku rozwodowego z orzekaniem o
                            winie, gdzie nowy zwiazek faceta jest skutkiem a nie przyczyna rozpadu
                            malzenstwa. To za co w koncu dostal ta wine????? Albo nie odpowiadaj, jakos
                            mnie to malo interesuje.

                            > Co do dziecka, to w przeciwieństwie do samodzielnych, które skrupulatnie
                            > planują z kim i kiedy mieć dziecko, macochom zdarzają się wpadki.
                            ------------------
                            NIEMOZLIWE!!!!!!
                            Chociaz, z logicznego punktu widzenia, to wtedy jeszcze nie bylas macocha... A
                            zeby w przyszlosci uniknac wpadki moge Ci podac adres i telefon do Kliniki
                            Planowania Rodziny i Leczenia Nieplodnosci, gdzie sie leczylam 3 lata przed
                            zajsciem w ciaze. W druga strone tez moga pomoc.

                            Leeya
                            • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 18:21
                              leeya napisała:

                              > Teoria spiskowa jakas??? A moze po prostu twoje przewrazliwienie??

                              Zadne przewrazliwienie. Ot, zwykle czytanie ze zrozumieniem smile

                              > Chcialabym przeczytac takie uzasadnienie wyroku rozwodowego z orzekaniem o
                              > winie, gdzie nowy zwiazek faceta jest skutkiem a nie przyczyna rozpadu
                              > malzenstwa. To za co w koncu dostal ta wine????? Albo nie odpowiadaj, jakos
                              > mnie to malo interesuje.

                              Popros swojego partnera mailowego, moze Ci posle.
                              A ja i tak napisze - otoz sedzia stwierdzil, ze musi orzec rozwod z winy mojego
                              meza, bo zwiazal sie z kims w czasie, gdy jeszcze formalnie malzenstwo trwalo.
                              Jakby czlowiek wiedział, ze SN co innego na ten temat mowi, to by sie odwolal.

                              > A zeby w przyszlosci uniknac wpadki moge Ci podac adres i telefon do Kliniki
                              > Planowania Rodziny i Leczenia Nieplodnosci, gdzie sie leczylam 3 lata przed
                              > zajsciem w ciaze. W druga strone tez moga pomoc.

                              A dziekuje, od tego czasu jestem 100 razy bardziej ostrozna, coby komus
                              szczescia z 'udania sie' nie popsuc smile A z plodnoscia, jak i z wieloma innymi
                              rzeczami, problemu nie mam smile
                              • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 18:43
                                e_r_i_n napisała:

                                > Popros swojego partnera mailowego, moze Ci posle.
                                > A ja i tak napisze - otoz sedzia stwierdzil, ze musi orzec rozwod z winy
                                mojego
                                >
                                > meza, bo zwiazal sie z kims w czasie, gdy jeszcze formalnie malzenstwo
                                trwalo.
                                > Jakby czlowiek wiedział, ze SN co innego na ten temat mowi, to by sie odwolal.
                                --------------
                                Echhh.. Mow, ze nie interesuje, to jeszcze dostaniesz czlowieku wskazowki, co
                                masz zrobic. A swoja droga, jak nie mieliscie adwokata, to pierwsza zecza, jaka
                                trzeba bylo zrobic, to wkuc na pamiec caly kodeks. Zeby wlasnie takich sytuacji
                                nie bylo....

                                > A dziekuje, od tego czasu jestem 100 razy bardziej ostrozna, coby komus
                                > szczescia z 'udania sie' nie popsuc smile A z plodnoscia, jak i z wieloma innymi
                                > rzeczami, problemu nie mam smile
                                -----------------------------
                                Normalnie mnie tak urazilas, ze sie teraz zamkne w sobie i bede potrzebowala
                                kogos z talentem psychologicznym do pomocy...
                                Normalne jest to, ze jedne "zaskakuja" natychmiast a inne potrzebuja czasu czy
                                wsparcia farmakologicznego lub nawet sztucznego zaplodnienia. Takie czasy,
                                takie tempo zycia, takie skutki. Na szczescie juz minely czasy, kiedy kobieta,
                                ktora ma trudnosci z zajsciem w ciaze lub poronila powinna schowac sie do
                                mysiej dziury, a ta co nie ma z tym problemow powinna byc stawiana na
                                piedestale. Nie ta epoka, erin....

                                Swoja droga tylko ty odpowiedzialas na moje pytanie do katalizatorkow. Poczekam
                                do jutra, moze ktos jeszcze cos dorzuci. A na razie ide poemocjonowac sie na
                                forum "karmienie butelka", moze mi troche adrenalina skoczy... Ostanio
                                dowiedzialam sie, ze tylko kaszki Hipp sa na mleku modyfikowanym, reszta na
                                zwyklym krowim i malo zawalu nie dostalam.

                                Leeya
                                • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 18:48
                                  leeya napisała:

                                  > A swoja droga, jak nie mieliscie adwokata, to pierwsza zecza, jaka
                                  > > trzeba bylo zrobic, to wkuc na pamiec caly kodeks. Zeby wlasnie takich
                                  > sytuacji nie bylo....

                                  No cóż, mądry Polak po szkodzie. Ale traumy z powodu tego orzeczenia nie mamy,
                                  wiec i sprawy nie rozpamiętujemy smile

                                  > Normalne jest to, ze jedne "zaskakuja" natychmiast a inne potrzebuja czasu
                                  > czy wsparcia farmakologicznego lub nawet sztucznego zaplodnienia. Takie
                                  > czasy, takie tempo zycia, takie skutki. Na szczescie juz minely czasy, kiedy
                                  > kobieta, ktora ma trudnosci z zajsciem w ciaze lub poronila powinna schowac
                                  > sie do mysiej dziury, a ta co nie ma z tym problemow powinna byc stawiana na
                                  > piedestale. Nie ta epoka, erin....

                                  Ale Leeyo droga, mi nic do tego, dlaczego i po co Ty do tej kliniki chodziłas.
                                  Ja po prostu stwierdziłam fakt - z płodnoscią problemu nie mam.
                                  A z postepu medycy tylko sie cieszyc wypada.

                                  > Swoja droga tylko ty odpowiedzialas na moje pytanie do katalizatorkow.

                                  No... a przecież to forum pełne jest takich.

                                  > Ostanio dowiedzialam sie, ze tylko kaszki Hipp sa na mleku modyfikowanym,
                                  > reszta na zwyklym krowim i malo zawalu nie dostalam.

                                  A ten temat mi obcy jest - ja karmiłam tylko piersią, potem przerzuciłam się
                                  na mleko krowie. Modyfikowane w jadłospisie mojego dziecka nie gościło.
                                  • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:28
                                    e_r_i_n napisała:


                                    > A ten temat mi obcy jest - ja karmiłam tylko piersią, potem przerzuciłam się
                                    > na mleko krowie. Modyfikowane w jadłospisie mojego dziecka nie gościło.
                                    -----------------
                                    Ochhh... Teraz to juz na pewno zamkne sie w sobie. Ja wyrodna matka truje moje
                                    dziecko mlekiem modyfikowanym!!!
                                    Gratuluje z calego serca mozliwosci karmienia dziecka piersia. Ale jak
                                    wczesniej juz napisalam, nie ta epoka erin i wybacz, pomnika ci nie bede
                                    stawiala.

                                    Leeya
                                    • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:33
                                      leeya napisała:

                                      > Gratuluje z calego serca mozliwosci karmienia dziecka piersia. Ale jak
                                      > wczesniej juz napisalam, nie ta epoka erin i wybacz, pomnika ci nie bede
                                      > stawiala.

                                      Nie trzeba mi gratulowac, stawiac pomnikow tym bardziej. Chyba Cie jakies
                                      wyrzuty sumienia gryza, skoro tak gwałtownie na zwykłe informacje reagujesz.
                                      Powodzenia w psychoterapii smile
                                      • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:42
                                        e_r_i_n napisała:

                                        > Nie trzeba mi gratulowac, stawiac pomnikow tym bardziej. Chyba Cie jakies
                                        > wyrzuty sumienia gryza, skoro tak gwałtownie na zwykłe informacje reagujesz.
                                        > Powodzenia w psychoterapii smile
                                        ---------------------
                                        Alez dziekuje, ale jakos ostatnio jedynym psychologiem jakiego odwiedzilam, byl
                                        psycholog dzieciecy, innych nie odwiedzam. Swoja droga pomylilas powolania,
                                        zamiast siedziec calymi dniami przy kompie, bys sobie kurs psychoanalizy
                                        zrobila. Z taka intuicja niedlugo zostalabys najlepszym specjalista. Tylko
                                        plisssssssss, od mojej psychiki trzymaj sie z daleka, lubie ja taka jaka ona
                                        jest.

                                        Leeya
                                        • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:46
                                          leeya napisała:

                                          > Swoja droga pomylilas powolania, zamiast siedziec calymi dniami przy kompie,
                                          > bys sobie kurs psychoanalizy zrobila.

                                          Ty przy kompie (całe dnie) siedzisz, ja przy nim pracuje smile A powołanie mam,
                                          do czego innego i skutecznie je realizuje smile

                                          Pozdrawiam i mam nadzieję, że rzeczywiście znudziła Ci się dyskusja ze mną
                                          i więcej zaczepek na gg i rzucania niesprawdzonych oskarżeń nie będzie.

                                          EOT
                                          • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:54
                                            e_r_i_n napisała:

                                            > Ty przy kompie (całe dnie) siedzisz, ja przy nim pracuje smile A powołanie mam,
                                            > do czego innego i skutecznie je realizuje smile
                                            ---------------------
                                            hihihhihih
                                            Erin sie obruszyla, zaraz bede miala wyrzuty sumienia.
                                            Porownujac moja liczbe postow na forach do twojej liczby postow smiem
                                            twierdzic, ze "siedzisz" przy kompie.
                                            Ja na szczescie mam tydzien wolnego i rzeczywiscie w tym tygodniu siedze przy
                                            kompie.
                                            >
                                            > Pozdrawiam i mam nadzieję, że rzeczywiście znudziła Ci się dyskusja ze mną
                                            > i więcej zaczepek na gg i rzucania niesprawdzonych oskarżeń nie będzie.
                                            ------------------------
                                            I vice versa. Jak i inwigilacji w twoim wykonaniu.

                                            Leeya
                            • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 09:51
                              leeya napisała:

                              > moge Ci podac adres i telefon do Kliniki Planowania Rodziny i Leczenia
                              > Nieplodnosci, gdzie sie leczylam 3 lata przed zajsciem w ciaze.

                              Swoją drogą, dziwię Ci się, że wiedząc o zdradach swojego partnera z takim
                              zacięciem dążyłaś do posiadania z nim dziecka.
                              • agamagda Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:33
                                Mnie też dziwi chamstwo twojego pytania, dziwi tym bardziej, że pada ze strony
                                osoby, która ma dziecko z facetem olewającym obowiązki ojca. NIe bałaś się że
                                też cię oleje, ja bym takiego dupka nie reprodukowała.
                              • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:37
                                e_r_i_n napisała:

                                > Swoją drogą, dziwię Ci się, że wiedząc o zdradach swojego partnera z takim
                                > zacięciem dążyłaś do posiadania z nim dziecka.
                                -------------------
                                No to mnie teraz rozsmieszylassmile))))))))
                                Sama dazylam do posiadania dziecka z tym facetem. Material genetyczny
                                pobieralam od niego ukradkiem, wrecz podstepnie, wizyty w klinice ukrywalam
                                przed nim, strrrraszne....
                                Aby zaspokoic twoja ciekawosc, zebys nie musiala sama odpowiedzi szukac
                                samodzielnie wsrod moich znajomych, powiem ci, ze po pierwszej zdradzie to on
                                chcial walczyc o nasz zwiazek. Wiec walczylismy i pracowalismy nad zwiazkiem.
                                Ale jak widac nie kazdemu jest pisane szczesliwe zycie z ojcem swojego dziecka.
                                Mimo, ze wczesniej to ojciec dziecka namawial na leczenie i wszelkimi silami
                                dazyl do posiadania dziecka.

                                Leeya

                                PS. Jednak forum karmienia butelkowego jest ciekawsze niz bezsensowna dyskusja
                                z toba.
                                  • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:49
                                    mikawi napisała:

                                    > a po drugiej, trzeciej? ja też nie pojmuję ilości "wybaczeń" i decyzji o
                                    > dziecku z takim facetem
                                    --------------
                                    Tylko czekalam na pojawienie sie Pupysmile))))))) Widac Pruchnica juz niezle
                                    nabalaganilasmile))))))))))))))

                                    Druga i trzecia wyszla jak juz bylam w ciazy.

                                    A tak swoja droga, jestem najszczesliwsza osoba pod sloncem. Nie tylko z powodu
                                    posiadania dziecka. Takze z tego powodu, ze nie ma z nami ojca Kulki na stale.
                                    Dziwe to takie?? Moze... Ale tak wlasnie jestsmile Poza tym powodow jest duzo
                                    wiecej, ale akurat ani Ty ani Pruchnica nie jestescie osobami, z ktorymi mam
                                    ochote sie tym dzielic.

                                    Leeya
                                    • mikawi Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 11:57
                                      jakiś gorszy dzień, że zaczynasz od obrażania? poza tym moja droga - ja tu
                                      jestem u siebie (że powtórzę za Tobą swego czasu) i nie muszę się "pojawiać" smile
                                      pozostanę przy swoim zdaniu - zadziwia mnie ilość "wybaczeń" i to wobec faceta
                                      przez którego zdrady straciłaś dziecko. I że nadal chciałaś mieć z nim
                                      kolejne....
                                        • leeya Re: p.s. 21.06.05, 12:08
                                          mikawi napisała:

                                          > PrÓchnica jeśli już... oj, dobrze że nie pracujesz w zawodzie
                                          -----------
                                          Pewnie, ze dobrze, bo mi sie moja praca za bardzo podobatongue_out

                                          Leeya

                                          PS. Ale bykla walnelamsmile))) Trzeba by sobie program sprawdzajacy polska
                                          pisownie zainstalowac. Ostatnio w pismie tylko na forum polskiego uzywam.
                                      • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 12:05
                                        Oj Mikawi, jakis gorszy dzien, ze od obruszania sie zaczynasz?? Tylko mi nie
                                        pojedz zaraz twkstem o braku czegokolwiek. A raczej pilam do mojego postu z
                                        samodzielnych:
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=24568359&a=24735589
                                        Juz zawsze bedziecie mi sie kojarzyc w ten sposob, nic na to nie poradze.

                                        A z moim dniem, to dziekuje, jest jak na razie swietny: piekne slonko, spacerek
                                        pierwszy z Kulka juz zrobiony, zaraz wychodze do fitness klubu, najpierw
                                        silownia, potem sauna. Zyc nie umieracsmile)))

                                        A co do Twojego dziwienia sie moim wyborom. Na szczescie to moje wybory i Tobie
                                        pozostaje tylko dziwienie sie. Na szczesciesmile

                                        Leeya

                                        PS. Ja jestem ze swoimi wyborami szczesliwa. I to jest tylko dla mnie wazne.
                                    • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 21.06.05, 12:05
                                      leeya napisała:

                                      > Widac Pruchnica juz niezle nabalaganilasmile))))))))))))))

                                      Ooo, a poprzednio byłam PrÓchnicą smile
                                      Idę teraz ponabijać sobie ilość postów. Co to będzie za dwa tygodnie, jak już
                                      wolne będę miała. Strach się bać smile
                                      • leeya Re: Pytanie do Katalizatorkow 23.06.05, 21:22
                                        e_r_i_n napisała:


                                        > Idę teraz ponabijać sobie ilość postów. Co to będzie za dwa tygodnie, jak już
                                        > wolne będę miała. Strach się bać smile
                                        -----------------------
                                        Masz racje. Strach sie bac.
                                        Statystyki na godzine 21.16 dnia 23.06.2005 (dotyczy postow wyslanych TYLKO w
                                        2005 roku):
                                        e_r_i_n 2134
                                        leeya 327
                                        Nie liczac forow ukrytych.

                                        Dlatego twierdze, ze ty SIEDZISZ przy komputerze.

                                        Leeya

                                        PS. Boszsze... 6 dzien w domu bez pracy... Ilez mozna odpoczywac???!! Nuuuuudze
                                        sie....
                                        • natasza39 Re: Pytanie do Katalizatorkow 23.06.05, 23:00
                                          leeya...rzuć w nia kamieniem....
                                          Wiem, że nie rzucisz, bo życie nie jest czarno-białe. Ma wiele odcieni
                                          szarości, bieli i czerni. Dopiero mój brat-plastyk uświadomił mi, że jest
                                          parenaście odcieni czerni i tyleż samo bieli. Zgodnie z rachunkiem
                                          prawdopodobieństwa jest liczba szarości jako wynik kombinacji bez powtórzen
                                          tych liczb. To wiele, bardzo wiele. A zatem... kto chce kamieńiem w nia
                                          rzucić?
                                        • e_r_i_n Re: Pytanie do Katalizatorkow 24.06.05, 10:18
                                          No i? Co z tego wynika, ze tyle postow napisalam? Dziecko zadbane, egzaminy
                                          pozdawane z bardzo dobrymi wynikami, maz obiad dostaje, w domu czysto. A ze
                                          czas sobie zorganizowac potrafie i dziele go na obowiazki i przyjemnosci?
                                          Taka zdolna bestia jestem, zazdroscisz? smile

                                          Przykro mi, ze Twoja praca to nabijanie kilometrow.

                                          leeya napisała:

                                          > Dlatego twierdze, ze ty SIEDZISZ przy komputerze.

                                          Owszem, mam baaardzo wygodne krzesło komputerowe.
                    • virtual_moth Re: Pytanie do Katalizatorkow 20.06.05, 19:26
                      leeya napisała:

                      > Jak to sie stalo, ze dowiadujac sie, ze Wasza nowa znajomosc ma
                      zone/partnerke
                      > i dziecko/dzieci nie zakonczylyscie tego ukladu??

                      Ja nie jestem katalizatorkiem, ale odpowiem, bo wiem, co moja niegdysiejsza
                      next mówiła na ten tematsmile
                      Ciekawiło mnie czy wiedziała, że śpi z facetem, kórego partnerka jest w ciąży,
                      a potem ma małe dziecko.
                      No i okazało się, ze wiedziała. Oczywiście facet twierdził, że ja to zła
                      kobieta jestem itd i to wystarczyło. Na wszystko miał wyjaśnieniesmile Ona
                      zresztą też. Byli czyści jak łza.

                      Pamiętam, że kiedyś, w młodości, podrywał mnie pewien gosć (ach, gdzie te
                      czasywink Czaił się i czaił przez dobry miesiąc. W końcu zeznał, że ma dwójkę
                      dzieci i żonę, ale oczywiście jest zła i ze sobą nie śpią. Ponieważ byłam
                      głupia i naiwna, to mu uwierzyłam, ale wiecie co, jakoś nie chciało mi się
                      potem kontynuować znajomości... Z wielkim trudem (facet nękał mnie telefonami)
                      w końcu mi się to udało. A fajny był, nie powiem. Wokół jednak było jeszcze 100
                      innych, bezdzietnych, nieżonatych, równie fajnychbig_grin
                      Inna sprawa, że nieżonaty niekoniecznie oznacza odpowiedniwink

                      Pzdr
                    • madalenka25 odpowiedz 21.06.05, 12:07
                      kiedy poznalismy sie z Domowym oboje byliśmy "zonaci" i kiedy podjelismy
                      decyzje o wspólnym zyciu poinformowaliśmy współmałzonków - o ile mój rozwód był
                      dośc prosty i jasny to jego nie ma i długo nie będzie - nazwijmy to z przyczyn
                      ekonomicznych

                      i teraz wg teori katalizatorów - powinniśmy nie podejmowac próby normalnego,
                      spokojnego i szczęsliwego życia bo posiadaliśmy partnerów i dzieci? w imię
                      wyższych celów wyrzec się jeden drugiego? i unieszczęśliwiac wszystkich
                      dookoła? bo tak wypada - prawde mówiąc g mnie to obchodzi czy jestem
                      katalizatorem, kochanka czy k - bo jestem szczęsliwa

                      bo kazdego dnia gdy budzimy się rano - budujemy swoje szczęście i swój dom, bo
                      cieszy mnie zakup każdej łyżeczki, każdego kubka i ręcznika - bo mam świadomośc
                      że taka miłośc się nie trafia codziennie

                      kiedys Domowy powiedział że jesteśmy jak dwa puzzle z poszarpanymi przez zycie
                      brzegami które udało się złożyć

                      i gdybym miała podjąc taka decyzje jeszcze raz to po ponad roku współnego życia
                      nie zawachałabym się a gdyby miała to sie skończyc to nie będe żałowac że było

                      czy to Ci wystarczy Leeya?


                    • ajmj Re: Pytanie do Katalizatorkow 22.06.05, 11:33
                      leeya napisała:

                      > Jak to sie stalo, ze dowiadujac sie, ze Wasza nowa znajomosc ma
                      zone/partnerke
                      > i dziecko/dzieci nie zakonczylyscie tego ukladu??
                      >
                      > Leeya

                      Ano... Ja patrząc na mężczyznę wtedy... nie patrzyłam przez pryzmat tego, iż
                      jest zaobrączkowany czy nie. Facet to facet a jego żona, dzieci tak jakos
                      daleko w tle. Zreszta pracowałam z samymi mężczyznami i widziałam niektórych
                      (większośćwink) podejście do instytucji małżeństwa, żon itp . Prawie wszyscy
                      flirtowali, chcieli randkować nie patrząc na swoje połowice... kiedys to mnie
                      śmieszyło, ale nie zastanawiałam sie nad tym zbyt głębokowink teraz mnie żenują
                      tacy faceci... Więc oni sami wysyłali sygnały, ze są do wzięciawinkprzynajmniej
                      na kilka godzin tygodniowo na jakies małe co nieco.
                      No i taka żona, do kogo może miec większe żale? Głupia do Niej, mądra do
                      swojego męża. Te chore nazwy :Katalizatorki i te chore powiedzonko: jak suka
                      nie da to pies nie weźmie, przeciez to bzdura i zrzucanie tylko i wyłącznie
                      odpowiedzialności na KOBIETY.
                      Bo ja nie chciałabym byc z facetem, który jest mi wierny tylko dlatego, że go
                      np: żadna baba nie chce, ale gdyby chciała to straciłby łeb dla niej. Ja chcę
                      byc z facetem, który będzie mi wierny dltego, ze mnie kocha i mnie pragnie i
                      nie potrzebna mu jest żadna inna. Mojemu facetowi niech sie baby rozbieraja i
                      podtykają mu pod nos swoje wdzieki, jeśli się skusi to ... nie kochał mnie tak
                      naprawdę. I pogoniłabym dziada.
                      Bo jeśli jest prawdziwa miłość nie ma miejsca na żadne inne.
                      I jeśli mnie zdradzi mój M, będę miała pretensje tylko i wyłącznie do NIEGO.
                      Nie do żadnego KATALIZATORKA.

                      A jak to ma się do pytania bo jak zwykle gdzieś zboczyłamwink

                      Ja od samego początku wiedziałam o żonie i dziecku. Wogóle mi to nie
                      przeszkadzało, a to dlatego, ze traktowałam go tylko i wyłącznie jako kolegę.
                      Lubiłam go i tyle. Lubiłam z nim rozmawiać. No a potem...
                      • magdalens Re: ajmj 22.06.05, 12:12
                        Ajmj nie rozumiesz kłótni.
                        cały czas chodzi o to żeby macochy zrozumiały, że to jest ich wina że sobie
                        wzięły żonatego faceta i bezdusznie rozbiły nie ważne czy udany czy
                        beznadziejny związek, chodzi o wzięcie odpowiedzialności za to a więc:
                        opłacanie do końca życia ex i jej dzieci tak żeby mogły żyć w dostatku i mogły
                        sobie wynagrodzić tym ich złamane życie ( ponieważ ich życie ogranicza się do
                        posiadania męża i dzieci i zero własnego - to można wyczytać kolejnych
                        przedstawianych pretensji).

                        Jestem bardzo za płaceniem alimentów i braniem odpowiedzialności za własne
                        dzieci ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Wszystko powinno się opierać
                        na rozmowie. Zawsze można dużo więcej osiągnąć jeśli siesiądzie i przedyskutuje
                        problemy przedstawi możliwości, ale gdy nie ma rozmowy a są tylko żądania to
                        nigdy nikt nie będzie zadowolony.
                        • ajmj Re: ajmj 22.06.05, 12:29
                          magdalens napisała:

                          > Ajmj nie rozumiesz kłótni.
                          > cały czas chodzi o to żeby macochy zrozumiały, że to jest ich wina że sobie
                          > wzięły żonatego faceta i bezdusznie rozbiły nie ważne czy udany czy
                          > beznadziejny związek, chodzi o wzięcie odpowiedzialności za to a więc:
                          > opłacanie do końca życia ex i jej dzieci tak żeby mogły żyć w dostatku i
                          mogły
                          > sobie wynagrodzić tym ich złamane życie ( ponieważ ich życie ogranicza się do
                          > posiadania męża i dzieci i zero własnego - to można wyczytać kolejnych
                          > przedstawianych pretensji).
                          >

                          Rozumiem. Napisałam to moze troszkę pokrętnie, ale uważam, że Ta trzecia jest
                          najmniej winna. I nie jest żadnym Katalizatorkiem. Bo jeśli związek byłby
                          zdrowy to nie byłoby rozstania i nic i nikt nie zburzyłby szczęścia rodzinnego.


                          >
                          • leeya Re: ajmj 23.06.05, 12:57
                            ajmj napisała:

                            > Rozumiem. Napisałam to moze troszkę pokrętnie, ale uważam, że Ta trzecia jest
                            > najmniej winna. I nie jest żadnym Katalizatorkiem. Bo jeśli związek byłby
                            > zdrowy to nie byłoby rozstania i nic i nikt nie zburzyłby szczęścia
                            rodzinnego.
                            -----------------------
                            Pewnie, ze jest najmniej winna. To facet powinien miec swiadomosc rozbijania
                            rodziny, jakies tam poczucie odpowiedzialnosc i inne takie bzdury. O tym byl
                            caly watek, ja konkretnie pytalam o to, czemu kontynuowalyscie znajomosc
                            wiedzac, ze za facetem stoi rodzina? Jak rozumiem Amj, Ty nie bralas pod uwage
                            rodziny i dzieci faceta wiazac sie z nim? A jak teraz wygladaja kontakty ojca z
                            dziecmi?? Aha.. Co do przyslowia, ze jak suka nie da to pies nie wezmie to jest
                            to prawda. Jednak ja rozszerzam to jeszcze o "tylko, ze pies nie zawsze musi
                            wziac".

                            Ja wiem, ze wlaze w Twoje zycie z butami, jak nie chcesz to nie odpowiadajsmile Po
                            prostu jestem ciekawa, ale nigdzie nie jest napisane, ze trzeba moja ciekawosc
                            zaspakajactongue_out

                            Leeya
                            • ajmj Re: ajmj 23.06.05, 19:20
                              leeya napisała:

                              > Pewnie, ze jest najmniej winna. To facet powinien miec swiadomosc rozbijania
                              > rodziny, jakies tam poczucie odpowiedzialnosc i inne takie bzdury. O tym byl
                              > caly watek, ja konkretnie pytalam o to, czemu kontynuowalyscie znajomosc
                              > wiedzac, ze za facetem stoi rodzina? Jak rozumiem Amj, Ty nie bralas pod
                              uwage
                              >
                              > rodziny i dzieci faceta wiazac sie z nim? A jak teraz wygladaja kontakty ojca
                              z
                              >
                              > dziecmi?? Aha.. Co do przyslowia, ze jak suka nie da to pies nie wezmie to
                              jest
                              >
                              > to prawda. Jednak ja rozszerzam to jeszcze o "tylko, ze pies nie zawsze musi
                              > wziac".
                              >
                              > Ja wiem, ze wlaze w Twoje zycie z butami, jak nie chcesz to nie odpowiadajsmile
                              Po
                              >
                              > prostu jestem ciekawa, ale nigdzie nie jest napisane, ze trzeba moja
                              ciekawosc
                              > zaspakajactongue_out
                              >
                              > Leeya
                              >
                              > Odpowiem Ci. Wybielać sie nie mam zamiaru bo jak wiele ludzi błędy
                              popełniałam i moze jeszcze jakieś popełnię. Lecz co mnie cieszy , ze mam tego
                              świadomość i staram się wyciągac wnioski na przyszłość i wiem już, że będę żyła
                              dalej tak, aby nikogo nie krzywdzić. Kiedys miałam troszkę inne poglądy, teraz
                              moje spojrzenie na świat bardzo się zmieniło. Nazwij to jak chcesz.
                              Wydoroślałam, zmądrzałam, jestem lepszym człowiekiem.
                              Wtedy to było wtedy, czasu cofac nawet jakbym mogła nie chciałabym, lecz
                              napewno teraz wiem, ze do pewnych spraw tak lekkomyslnie bym nie podchodziła.
                              Mój M jest dobrym człowiekiem w pełni tego słowa znaczeniu. Na Eks źle nie
                              mówił i gdyby tak było: Nie związałabym sie z nim.
                              I żeby było jasne, nie było to tak, ze głupia jakaś siksa uwzięła się na
                              biednaego faceta. Głupio chichocząc, majtając cyckami miała w dupie jego
                              rodzinę. winkOn też mając przed oczyma jej zgrabną pupkę (pochlebiam sobie)
                              zapomniał o Bożym świecie. To nie tak.
                              Jego związek nie udany. Rozstają się. Mój związek nie udany. Rozstajemy się.
                              Znamy się wczesniej, poniewaz kontaktujemy sie przez internet. Dochodzi do
                              spotkania. Po czasie jakimś - zakochujemy sie i w bardzo krótkim czasie
                              zamieszkujemy razem. Lecz w momencie gdy go poznałam, poprostu TRAKTOWAŁAM go
                              jak mężczyznę bez zobowiązań? Choć je miał. Bo wczęsniej potrafiłam winnie,
                              niewinnie flirtować takze z żonatym mężczyzną.
                              A teraz nie. Bo teraz żonaty to żonaty. Czyli zajęty dla mnie.
                                • ajmj Re: ajmj 23.06.05, 19:40
                                  a tak naprawdę nigdy nie można mówić NIGDY. Nie można się zarzekać, że NIGDY
                                  się nie postąpi lub nie zrobi czegoś, co wcześnij np: same potępiałyśmy.
                                  Lecz napewno trzeba na własnych błędach uczyc sie i próbować nie popełnić go
                                  drugi raz.
                                  Mam koleżankę, która jest Katoliczką. Dobry człowiek. Lecz zbłądziła. I co sama
                                  wcześniej potępiała, sama to zrobiła pod wpływem ... stresu? głupoty? Zabiła
                                  własne dziecko w łonie. Teraz żałuje, płacze nieraz mi w rękaw, choć minęło od
                                  tego czasu z 7 lat...
                                  Nie potępiam jej za to, choć jestem przeciwniczką aborcji. Pocieszam ją jak
                                  mogę. Ona żałuje i to jest równie ważne...
                                  Abym nie zagmatwała (a ja to potrafię świetniewink, to mi nie chodzi o to, aby
                                  Drugie zony, Konkubiny (super nazwa)-czyli Partnerki po nowoczesnemu biły sie w
                                  pierś i do końca życia posypywały głowę popiołem. Bo jeśli ktos jest człowiekim
                                  to będzie człowiekiem. Tylko o to, aby miały świadomość, ze ta Była Żona to
                                  niekoniecznie zła kobieta jest i ona moze poprostu cierpi. I te Byłe Żony, aby
                                  zrozumiały, ze te Next to niekoniecznie też złe kobiety są.
                                  Oj i tak zagmatwałam jak tylko to ja mogłam, prosze o wybaczenie.smile
                                  • ajmj Re: ajmj 23.06.05, 19:53
                                    i poprostu nie ma dla MNIE żadnych Katalizatorków. Bo ja uważałam i uważam
                                    nadal, ze DOBREGO związku nawet podczas KRYZYSU nie jest wstanie rozbic żadna
                                    inna kobieta. I od KOBIETY, która się PRAWDZIWIE KOCHA mężczyzna nie odejdzie
                                    do innej...
                                  • leeya Dziekuje ajmj :) 23.06.05, 21:10
                                    ajmj napisała:

                                    > a tak naprawdę nigdy nie można mówić NIGDY. Nie można się zarzekać, że NIGDY
                                    > się nie postąpi lub nie zrobi czegoś, co wcześnij np: same potępiałyśmy.
                                    > Lecz napewno trzeba na własnych błędach uczyc sie i próbować nie popełnić go
                                    > drugi raz.
                                    ------------------
                                    Podpisuje sie dwoma rekoma pod tym. Nogami nie umiem, gdybym umiala, tez bym
                                    sie podpisalasmile

                                    > Abym nie zagmatwała (a ja to potrafię świetniewink, to mi nie chodzi o to, aby
                                    > Drugie zony, Konkubiny (super nazwa)-czyli Partnerki po nowoczesnemu biły sie
                                    w
                                    >
                                    > pierś i do końca życia posypywały głowę popiołem. Bo jeśli ktos jest
                                    człowiekim
                                    >
                                    > to będzie człowiekiem. Tylko o to, aby miały świadomość, ze ta Była Żona to
                                    > niekoniecznie zła kobieta jest i ona moze poprostu cierpi. I te Byłe Żony,
                                    aby
                                    > zrozumiały, ze te Next to niekoniecznie też złe kobiety są.
                                    > Oj i tak zagmatwałam jak tylko to ja mogłam, prosze o wybaczenie.smile
                                    ---------------------
                                    No to ja mam pogmatwany umysl, bo rozumiem Cie doskonalesmile

                                    Nie chodzi mi o to, aby nexie bily sie w piersi i posypywaly glowe popiolem. Bo
                                    chyba zycie w poczuciu winy, slusznej czy nieslusznej, to jest koszmar i taki
                                    zwiazek nie ma szans na przetrwanie. A przeciez juz jest musztarda po obiedzie
                                    i trzeba dbac o ten nowy zwiazek, aby nie ranic nastepnych osob czy siebie
                                    samej/samego. Bo wydaje mi sie, ze powrot do poprzedniego ukladu z poczucia
                                    winy lub dlatego, ze aktualny zwiazek sie rozpadl to juz wieeeelka nieuczciwosc
                                    delikatnie mowiac. Tak mi sie wydajesmile

                                    Tak na prawde, to chcialam sie chyba dowiedziec, czy w tym wszystkim zauwazone
                                    zostaje prawo bylej zony/partnerki do zalu, bolu (wlasnie przez nexie). Ja
                                    wiem, ze czasem exie przesadzaja, walcza nieuczciwie, szantazuja i inne takie.
                                    Wiem, ze czasem trudno jest mimo wszystko szanowac uczucia takiej osoby. Ale...
                                    Moze warto sprobowac? Moze zrozumiec...? Znaczy, wiem, ze to co pisze to
                                    utopiasmile)

                                    Leeya
                        • e_r_i_n Re: ajmj 22.06.05, 12:31
                          magdalens napisała:

                          > Wszystko powinno się opierać na rozmowie. Zawsze można dużo więcej osiągnąć
                          > jeśli siesiądzie i przedyskutuje problemy przedstawi możliwości, ale gdy nie
                          > ma rozmowy a są tylko żądania to nigdy nikt nie będzie zadowolony.

                          Też tak myślałam, też powtarzałam 'zawsze rozmową da się załatwić'.
                          Rzeczywistośc, niestety, mocno moje poglądy zweryfikowała.
                          • magdalens Re: ajmj 22.06.05, 12:37
                            no właśnie erin jedna strona rozumie że trzeba rozmawiać a ta druga
                            zazwyczaj "pokrzywdzona: jakoś nigdy nie może tego zrozumieć że osiągnie dużo
                            więcej rozmową niż ciągłymi wyrzutami.
                            Dam ci przykład wczoraj mój M dostał sms od ex po półtorej roku mieszkania ze
                            mną:
                            " ty skórwielu na wet nie wiesz jakie miałeś cudowne dzieci ale może nowe
                            będzie zasługiwało na takiego gnoja jak ty"
                            Nie wiadomo o co chodzi, chyba sobie ubzdurała, że jestem w ciązy i weź tu
                            rozmawiaj z kimś takim. Sms był o 23.00 cudowna pora na rozmyślania. Takie sms
                            dostaje dość często.
                        • leeya Re: ajmj 23.06.05, 12:50
                          magdalens napisała:

                          > Ajmj nie rozumiesz kłótni.
                          ----------------------------
                          Hmmmm.... To raczej Ty nie rozumiesz Magdalens....

                          > cały czas chodzi o to żeby macochy zrozumiały, że to jest ich wina że sobie
                          > wzięły żonatego faceta i bezdusznie rozbiły nie ważne czy udany czy
                          > beznadziejny związek, chodzi o wzięcie odpowiedzialności za to a więc:
                          > opłacanie do końca życia ex i jej dzieci tak żeby mogły żyć w dostatku i
                          mogły
                          > sobie wynagrodzić tym ich złamane życie ( ponieważ ich życie ogranicza się do
                          > posiadania męża i dzieci i zero własnego - to można wyczytać kolejnych
                          > przedstawianych pretensji).
                          ---------------------------
                          Amj odpowiedziala na moje pytanie, tak? Wiec dlaczego dorabiasz sobie do mojego
                          pytania ideologie, ktorej w ogole ja nie bralam pod uwage???? Nie mam zamiaru
                          niczego i nikomu udowadniac. To, czy sobie "wzielyscie" faceta, ktory dla was
                          odszedl od zony, przeciez zawsze zlej, mnie nie obchodzi. Zapytalam dlaczego
                          kontynuowalyscie zwiazek wiedzac, ze facet ma rodzine i dzieci. Tylko tyle. Bez
                          podtekstow i bez drugiego dna. A zapytalam ze zwyklej ciekawosci. Moze dlatego,
                          ze ja sama slyszac, ze facet ma rodzine, cokolwiek by nie mowil o zonie, nie
                          kontynuowalabym tej znajomosci. Ba!! Ja nawet nie kontynuowalam znajomosci, gdy
                          sie okazalo, ze facet ma "dziewczyne" bez dziecka. Taka jestem, co nie moje,
                          nie ruszam i tyle.

                          >
                          > Jestem bardzo za płaceniem alimentów i braniem odpowiedzialności za własne
                          > dzieci ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Wszystko powinno się
                          opierać
                          >
                          > na rozmowie. Zawsze można dużo więcej osiągnąć jeśli siesiądzie i
                          przedyskutuje
                          >
                          > problemy przedstawi możliwości, ale gdy nie ma rozmowy a są tylko żądania to
                          > nigdy nikt nie będzie zadowolony.
                          ------------------------
                          Bo moze te pretensje i zadania biora sie z tego, ze wczesniej nie bylo rozmowy
                          a jedynie stwierdzenie "odchodze" ??

                          Zycze milego dnia i niedorabiania drugiego dna do czyis slow...

                          Leeya
                          • magdalens leeya 23.06.05, 14:05
                            sorry pomyliłam post pisałam na dwa jednocześnie.

                            A co do rozmów przed odejściem było ich tysiące i zaczynały się spokojnie a po
                            5 minutach kończyły się epitetami i określeniem że H. mnie to obchodzi.
                            Rozmowy trwały kilka lat przed odejściem bo jeszcze 2 lata temu to ona
                            odchodziła i się wyprowadzała a kiedy on definitywnie to zrobił nagle szok. I
                            strach przed utratąmajątku - bo w każdej rozmowie o tym tylko mowa nie o
                            powrocie i dzieciach i rodzinie tylko o pieniądzach. ( słyszałam bo wszystkie
                            są nagrane)
      • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:03
        zawsze są winne dwie osoby, można tylko nie widziećwłasnej winy. Można
        powiedzieć że jest się przecież cały czas takim samym nie zmieniło się więc
        dlaczego. Problem polega na tym że ludzie to nie krowy żrące stale zielone
        tylko są istotami które stale się zmieniają i czegoś uczą.

        Potwierdzenie faktu - owszem, czemu nie ale dogadajmy się i nie wykorzystujmy
        się. Dobra można przyjąć winę na siebie ( zresztą sąprzecież jacyś tam
        alkoholicy, bijący itd) ale jeśli chcesz się z kimś rozwieść to chcesz się
        odciąć od tej historii więc po co ciągnąć to dowodząc win i babrając sie w
        takim g.
    • agamagda Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:51
      Przepraszam a jaki cel mają twoje rozważania?
      Czy chcesz usłyszeć, że osoba skrzywdzona nie powinna mówić czy czuć się źle,
      powinna przejść do porządku dziennego nad tym ze ktoś jej dokopał i zgodnie z
      chrześcijańską zasadą, nadstawić drugi policzek, nie żądać alimentów na
      dziecko, oddać mieszkanie i przeprosić za to że żyje.
      O co chodzi w ustalaniu winy - może o to żeby nie popełnić drugi raz błędu, a
      może o to żeby inni wiedzieli, jakim ten facet czy kobieta jest gagatkiem, a
      może faktycznie o poczucie własnej godności. Ale na pewno, nie o
      dowartościowanie się.
      • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 14:59
        może faktycznie o poczucie własnej godności
        Na pewno dowartościujesz się na rozprawie kiedy wzajemnie z mężem będziesz się
        opluwać i jeszcze wciągniesz w to dzieci.

        -może o to żeby nie popełnić drugi raz błędu

        tzn. jak się rozwodzisz to później chcesz się znowu związać z tą samą osobą i
        nie popełniać błędu czy co - nie rozumiem


        -może o to żeby inni wiedzieli, jakim ten facet czy kobieta jest gagatkiem

        nie rozumiem co cię obchodzi co inni o kimś myślą , właśnie o to chodzi zę
        celem takiej kobiety jest poświęcenie wszystkiego i wykorzystanie wszelkie
        możliwe środki żeby się zemścić, obsmarować i wyssać z kasy.
        • exiara Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:13
          W sprawach z orzekaniem o winie chodzi głównie o kasę. I chyba jest to
          sprawiedliwe. Czemu facet ma wszystko wydawać na nową panienkę, skoro może
          dołożyć się byłej żonie do budżetu?
        • agamagda Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:14
          może faktycznie o poczucie własnej godności
          Na pewno dowartościujesz się na rozprawie kiedy wzajemnie z mężem będziesz się
          opluwać i jeszcze wciągniesz w to dzieci.
          Godności w sensie że zrobiłam wszystko okey w tym związku, wina nie leży po
          mojej stroni. To co jest winą, ocenia Sad - w zakresie takim jak jest to ważne
          do określenia ewentualnych zobowiazań finansowych po rozwiazaniu małżeństwa.
          Dla jednego winą drugiegoo małżonka jest fakt że nie chce się seksić na łonie
          natury, dla drugiego winą jest brak codziennego obiadu , dla trzeciego
          starzenie się partnera. Jeśli jakikolwiek człowiek jest pożucony z tych
          powodów - których jest winny - ma prawo zorientować się czy inni ludzie też tak
          myślą.

          -może o to żeby nie popełnić drugi raz błędu

          tzn. jak się rozwodzisz to później chcesz się znowu związać z tą samą osobą i
          nie popełniać błędu czy co - nie rozumiem
          CÓŻ , wytlumaczę łopatologicznie skoro nie chwytasz. Kobieta po porodzie
          przenosi całą miłość na dziecko - zdarza się. Po rozwodzie i założeniu innej
          rodziny z innym partnerem, raczej nie popełni tego samego błędu. No chyba że
          chce zeby historia się powtórzyła.


          -może o to żeby inni wiedzieli, jakim ten facet czy kobieta jest gagatkiem

          nie rozumiem co cię obchodzi co inni o kimś myślą , właśnie o to chodzi zę
          celem takiej kobiety jest poświęcenie wszystkiego i wykorzystanie wszelkie
          możliwe środki żeby się zemścić, obsmarować i wyssać z kasy.

          Jasne pewnie tych 200 zł alimentów…. i pragnienia żeby samemu cały majdan
          ciągnąć na własnych plecach, aby Pan i Włądca mógł się realizować z inną
          młódką, bez poczucia winy..

          • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:28
            > Godności w sensie że zrobiłam wszystko okey w tym związku, wina nie leży po
            > mojej stroni.

            i tu jest problem nigdy nie ma tak zeby ktoś był kompletnie bez winy

            > Dla jednego winą drugiegoo małżonka jest fakt że nie chce się seksić na łonie
            > natury

            wychodząc za takiego człowieka za mąż spodziewałaś się że takie ma pragnienia.
            Tzn. że jak mąż nie lubi jak ty robisz swoją ulubioną rzecz to ty tego nie
            będziesz robić - i co będziesz szczęśliwa?? ( to uogólnienie sytuacji)

            , dla drugiego winą jest brak codziennego obiadu

            - to teżjakieś wspólne ustalenia i kompromis - wiesz że ktoś lubi obiady to od
            czasu do czasu gotujesz a nie masz daleko w dupie go.

            , dla trzeciego
            > starzenie się partnera.

            jeśli rozpad jest tylko z tego powodu ??? nie sądze - ale jeśli tak to facet
            musi być prawdziwym fiutem.

            Jeśli jakikolwiek człowiek jest pożucony z tych
            > powodów - których jest winny - ma prawo zorientować się czy inni ludzie też
            tak
            > myślą.

            i uważasz że określenie w sądzie jego winy da ci taką orientację to się bardzo
            mylisz. Acha twoje łopatologiczne tłumaczenie jest bez sensu. W jaki sposób
            określenie winy współmałżonka ma cię czegoś nauczyć. Chyba tylko braku
            samokrytyki. Bo jak okaże się że to on jest winny to twoje zachowanie wobec
            mężczyzn się nie zmieni i twoje następne małżeństwo rozpadnie się nie wiadomo
            dlaczego ale z tego samego powodu

            > Jasne pewnie tych 200 zł alimentów…. i pragnienia żeby samemu cały majdan
            >
            > ciągnąć na własnych plecach, aby Pan i Włądca mógł się realizować z inną
            > młódką, bez poczucia winy..

            wiesz co w moim przypadku jest to jedyne 2500 i jeszcze małe wydatki ( telefon,
            wyjazdy, podatki, opłaty) i M musi nieźle się starać żeby wystarczyło od
            pierwszego do pierwszego podczas gdy eks biega na fitnes co tydzień fryzjer i
            kosmetyczka - ale na dzieci ciągle brakuje kurcze
            • agamagda Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:43
              > i tu jest problem nigdy nie ma tak zeby ktoś był kompletnie bez winy
              Jasne, tylko jest pb w proporcji tej winy. Jeśli ktoś nie chce szykować
              obiadku, to nie powód żeby znalesc sobie kochankę.
              Jeśli gość przygrucha sobie Panienkę, bo nie ma obiadku, no coż, jesteśmy w
              wolnym kraju , ma prawo, ale musi się też liczyć z konsekwencjami swojego widzi
              mi się. Do tego służy ocenianie winy.
              A propos łopatologicznego którego też nie zrozumiałaś - wiedz jedno, jeśli
              czegoś nie rozumiesz, nie znaczy że jest bez sensu, Znaczy że ty tego nie
              chcesz zrozumieć bądz nie możesz. Zasanó się jeszcze raz jak nie łąpiesz no
              trudno...
              > wiesz co w moim przypadku jest to jedyne 2500 i jeszcze małe wydatki (
              telefon,
              >
              > wyjazdy, podatki, opłaty) i M musi nieźle się starać żeby wystarczyło od
              > pierwszego do pierwszego podczas gdy eks biega na fitnes co tydzień fryzjer i
              > kosmetyczka - ale na dzieci ciągle brakuje kurcze
              O ile pamietam z twoich innych postów to twój M jest nadal mężem swojej żony i
              tobie nic do jego wydatków. To oni są małżeństwem i to ich sprawa.
              • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:49
                właśnie że to moja sprawa bo to ja z nim mieszkam i to ja prowadzę z nim dom i
                to ja jestem jego partnerem i to ja dajęteżte pieniądze z własnych zarobionych.
                Acha już bardzo nie długo będzie już rozwiedziony i co potem już będzie to moja
                sprawa???
                Twoja wypowiedź nawet dla ciebie jest bezsensu dlatego nie potrafisz na nią
                odpowiedzieć i się unosisz. No powiedz fakt że uznają eks za winnego
                pomoże ci w nastepnym związku. Jak?? Dalej bedziesz czuła się super i fajnie a
                on czego wogóle chce przecież jesteś super i bez winy!
                • agamagda Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:24
                  > Twoja wypowiedź nawet dla ciebie jest bezsensu dlatego nie potrafisz na nią
                  > odpowiedzieć i się unosisz. No powiedz fakt że uznają eks za winnego
                  > pomoże ci w nastepnym związku. Jak?? Dalej bedziesz czuła się super i fajnie
                  a
                  > on czego wogóle chce przecież jesteś super i bez winy!

                  Człowieku, otwórz w końcu swój mózg. Określanie winy nie oznacza automatycznie,
                  że jesteś winna czy że inni (sąd ludzie , sąsiedzi) uznają Cię niewinnym.
                  Jeżeli ktoś ma kochankę, nie oznacza, automatycznie winy, tak jak w tym
                  przykładzie z dzieckiem. Możesz być winny czy nie, ale są też błędy, które
                  popełniłaś ze swojej strony i nawet, jeśli tamta strona, będzie uznaną za
                  winną - Tobie też to coś przyniesie. Ale zgadzam się może to za trudne dla
                  Ciebie. Ale pomyśl może zrozumiesz.
                  magdalens napisała:

                  > właśnie że to moja sprawa bo to ja z nim mieszkam i to ja prowadzę z nim dom
                  i
                  > to ja jestem jego partnerem i to ja dajęteżte pieniądze z własnych
                  zarobionych.
                  >
                  > Acha już bardzo nie długo będzie już rozwiedziony i co potem już będzie to
                  moja
                  >
                  > sprawa???

                  Nie, nie masz prawa, bo oni są małżeństwem a ty jesteś osobą trzecia. Sąsiadka
                  czy współlokatorka też się nie wtrąca w sprawy rodzinne. Ty na razie nie jesteś
                  rodziną, tylko kochanką.
                  • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 17:19
                    czyli gdyby jutro było orzeczenie o rowodzie to od jutra mogę się wtrącać??

                    agamagda napisałaś
                    Możesz być winny czy nie, ale są też błędy, które
                    > popełniłaś ze swojej strony i nawet, jeśli tamta strona, będzie uznaną za
                    > winną - Tobie też to coś przyniesie.
                    cały czas w twoich wypowiedzach mówisz o winie faceta dopiero teraz przyz też
                    najesz że ty jako druga strona też jesteś winna skoro mówisz o popełnionych
                    błędach to czego chcesz całą winę zrzucać na drugą strone - gdzie tu logika!!!!
        • kkokos odwróćmy pytanie autorki wątku: 08.06.05, 15:18
          ja też nie rozumiem, czemu służy ten wątek, ale skoro już się burza zaczęła, to
          odwróćmy pytanie autorki wątku:
          dlaczego tak często strona winna rozwodu nie chce się do tego przyznać, uznać w
          sądzie swojej winy, walczy o rozwód bez orzekania?
          z obawy o swą kasę? dla podreperowania swego ego??
          miałeś odwagę skakać w bok, to miej odwagę się do tego przyznać. ale jak widać
          ego wymaga powiedzenia "ona mnie do tego zmuszała, ta zła żona" - a jeszcze
          znajdą się takie, co cię po główce za to pogłaszczą...
          • exiara Re: odwróćmy pytanie autorki wątku: 08.06.05, 15:30
            Bardzo słuszna uwaga. Ludzie jak ognia unikaja się rozwodu z orzekaniem o
            winie. Jeden z moich znajomych po skoku w bok, nie chcąc się zgodzić na rozwód
            z orzekaniem o winie wynajął faceta, by uwiódł swą jeszcze żonę. Miał mieć w
            sądzie argument, że wina leży po obu stronach. Nie wyszło, ale on się z tym
            wcale nie krył. Uważał, że to świetny pomysł.
          • magdalens Re: odwróćmy pytanie autorki wątku: 08.06.05, 15:30
            czego? akurat mój M chce nawet uznania winy tylko prawie eks nie chce dać
            rozwodu.

            Dlaczego nie chcą uznawać winy bo bardzo często eks poprostu wykorzystują taką
            sytuację na maksa a uznanie winy nie odbierają jako zwykłe przyznanie się tylko
            chcą w sądzie wywlekać najgorsze bzdury
    • leeya Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:44
      Hmmm...

      Przebrnelam przez caly watek. Nie pamietam, co ktora z Was napisala, ale sie
      troche odniosesmile

      Zwiazek dwojgaludzi, mimo, ze na poczatku byl super, po pewnym czasie przestaje
      byc super. Bo do glosu dochodzi szare zycie i problemki. I wtedy jest najweksza
      sztuka, aby znalesc w sobie na wzajem oparcie w walce z ta szaroscia i
      problemkami. Ale do tego potrzeba komunikacjismile Najlepiej werbalnej, no chyba,
      ze ktos nie slyszytongue_out Mowic o swoich obawach, niedogodnosciach bycia w zwiazku,
      o tym, co sie nie podoba. I pracowac nad tym zwiazkiemsmile Jezeli jednak sie tego
      nie zrobi i pojdzie na latwizne, np zdradzajac i wiazac sie z inna osoba (bo
      nie tylko faceci odchodza), to pytam dlaczego juz nie ma sie tej odwagi, aby w
      sadzie sie do tego przyznac?? Bo co? Partnerce/partnerowi w oczy mozna, ale juz
      przed sadem to nie? Dla mnie jest to kwestia odwagii cywilnej i brania
      odpowiedzialnosci za swoje czyny, nic wiecej. Ale ja to mam dziwnu stosunek do
      zyciasmile Wiec pewnie sie myletongue_out

      BTW jak zrozumialam z przebiegu dyskusji chodzi tylko o zdrade. Bo zdaje sie,
      ze takich skur...czybykow, ktorzy bija, przechlewaja pieniadze na jedzenie dla
      dzieci nie bierzecie w swoich rozwazaniach pod uwage?? Bo w sumie tu chyba
      udowadnianie winy powinno byc priorytetem... Chociazby po to, ze jak sie temy
      oprawcy/oprawczyni (nie badzmy jednostronnismile ) noga podwinie w zyciu, to
      jeszcze moze zazadac alimentow na siebie.. Pewnie jeszcze od dzieci...

      Tyle mojego.

      Pozdr,
      Leeya
        • exiara Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:58
          Chodzi o różne "winy". Zdrada jest jednak najłatwiejsza do udowodnienia. Wina
          zawsze leży w tym przpadku po obu stronach, bo przecież żona się zestarzała,
          przytyła i zbrzydła. Oczywiste że w tej sytuacji facet za zdradę nie ponosi
          winy i możemy go całkowicie rozgrzeszyć.
          • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:05
            kurcze ile jest małżeństw w których żona się postarzała utyła i zbrzydła i są
            ze sobą a ile jest takich co się rozpadło??
            Dlaczego upraszczacie problem tylko do wyglądu i zupy przesolonej.
            • exiara Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:08
              Dlatego, że mówimy o winie. O związkach w których jedna strona zrobiła coś
              przez co związek się rozpadł, a druga w sądzie chce tego dowieźć. Jak się
              związek nie rozpadł i nadal się kochają to nie lądują w sądzie.
              Większość małżenst rozstaje się bez orzekania o winie. Takich sytuacji tu nie
              rozpatrujemy.
              • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:15
                exiara napisała:

                > Dlatego, że mówimy o winie. O związkach w których jedna strona zrobiła coś
                > przez co związek się rozpadł, a druga w sądzie chce tego dowieźć. Jak się
                > związek nie rozpadł i nadal się kochają to nie lądują w sądzie.
                > Większość małżenst rozstaje się bez orzekania o winie. Takich sytuacji tu nie
                > rozpatrujemy.

                Tzn. zdrada jest tym czymś przez co związek się rozpadł. A brak szacunku,
                ciągłę poniżania, wymuszania pieniędzy, bicie, sceny - są poprostu normą
                małżeńską.
                Życzę ci spróbowania takiego małżeństwa ciekawe czy wtedy domagałabyś się
                ustalenia winy gdybyś znalazła innego człowieka który dawałby ci poczucie
                bezpieczeństwa.
        • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:31
          leeya napisała:

          > Hmmm... Chociaz zawsze ta oprawcza strona moze powiedziec, ze "zupa byla za
          > slona" wiec tu wina jest po obu stronach takze... To tak do rozumowania erin.

          Wiesz, sytuacji bicia nie brałam pod uwage, bo wiadomo, ze tu trudno mowic o
          winie osoby bitej. To (dla mnie) tak oczywiste, ze pisac tego nie trzeba.
          • leeya Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:47
            e_r_i_n napisała:

            > Wiesz, sytuacji bicia nie brałam pod uwage, bo wiadomo, ze tu trudno mowic o
            > winie osoby bitej. To (dla mnie) tak oczywiste, ze pisac tego nie trzeba.

            Czyzby?? Moze w takim razie nie uzywaj twardych kwantyfikatorow. Cytat
            ponizej...

            Leeya

            e_r_i_n napisała:

            > A dlaczego mam tego nie pisac, jesli tak uwazam?
            > Uwazam, ze zawsze winne sa dwie strony. Roznica moze byc tylko w tym,
            > jak sie 'proporcje' tej winy rozkladaja.
            • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:48
              Tak jest, Pani Manager smile Obiecuje poprawe smile

              A dlaczego mam tego nie pisac, jesli tak uwazam?
              Uwazam, ze zawsze (wyłączając sytuacje przemocy w rodzinie) winne sa dwie
              strony. Roznica moze byc tylko w tym, jak sie 'proporcje' tej winy rozkladaja.
              • leeya Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:50
                Poprawniej politycznie (sicsmile ) i bardziej w temacie watku byloby:

                "Uwazam, ze zawsze kiedy do rozstania dochodzi w wyniku zdrady winne sa dwie
                strony. Roznica moze byc tylko w tym, jak sie 'proporcje' tej winy rozkladaja."

                Leeya
                • e_r_i_n Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:52
                  Temat watku nie brzmi - "wina i kara w sytuacji rozwodu z powodu zdrady".
                  Tak wiec podtrzymuje swoje zdanie, ze w kazdej sytuacji, gdy dwoje ludzi sie
                  rozstaje (POMIJAJAC PRZEMOC DOMOWA) winne sa dwie strony.
                  • leeya Re: problem winy i kary 08.06.05, 17:06
                    Na prawde uwazasz, ze tylko w przypadku przemocy domowej wina lezy calkowicie
                    po stronie bijacej?? A alkoholik, ktory nie bije, za to przechlewa wszystkie
                    pieniadze? A narkoman? Czyli to ta druga strona jest winna, ze zaczal pic,
                    szprycoac sie?

                    Moja kolezanka mial cudownego meza, pobrali sie na studiach. O)boje postawili
                    na kariere, dzieci dopiero po 30. I OK, ich wybor. Koniec studiow, oboje
                    dostali swietne prace w "warszawce". Ona jest dziennikarzem, on maklerem.
                    Zaczal cpac. Najpierw amfa, na pobudzenie, potem ciezsze dragi. Namawiala na
                    leczenie, prosila, blagala. "nie" to jedyne co slyszala. Nie bil, nie krzyczal.
                    Ale zaczelo mu kasy brakowac na dragi. Wiec wynosil z domu po troche.
                    Wyprowadzila sie i zlozyla pozew do sadu. PO 3 LATACH tego piekla. Z orzekaniem
                    o winie. Bo boi sie, ze pozwie ja o alimenty, jak wywala go z pracy. Myslisz,
                    ze to takie nierealne?? Bo ja mysle, ze bardzo realne. I mysle, ze dostanie ten
                    rozwod z jego wina. I WIEM, ze nie bylo winy po jej stronie. Chociaz moze ja
                    tylko usprawiedliwiam, bo to moja kolezanka??

                    Pozdr,
                    Leeya
                    • madalenka25 Re: problem winy i kary 08.06.05, 17:11
                      Słoneczko - to że mój eks pił to moja wina bo ja zła kobieta byłam - wersja
                      jego matki - bo jego ojca i reszty rodziny jest nieco inna - to ja odeszłam bo
                      on pił

                      w każdej sytuacji mozna dorobić sobie idee - punkt widzenia zależy od punktu
                      siedzenia i już

                      rozwód z orzekaniem o winie jest zabezpieczeniem finansowym
                      • leeya Re: problem winy i kary 08.06.05, 17:13
                        Masz racje, w przypadku Kaski jest ewidentnym zabezpieczeniem finansowym: przed
                        jego ewentualnym pozwem o alimenty od niej. Tym bardziej, ze dziewczyna
                        awansuje i milo mi ja coraz czesciej na ekranie telewizorka ogladacsmile)))

                        Leeya
                      • gosza26 Re: problem winy i kary 08.06.05, 18:00
                        madalenka25 napisała:

                        > Słoneczko - to że mój eks pił to moja wina bo ja zła kobieta byłam - wersja
                        > jego matki - bo jego ojca i reszty rodziny jest nieco inna - to ja odeszłam
                        bo
                        > on pił
                        >
                        > w każdej sytuacji mozna dorobić sobie idee - punkt widzenia zależy od punktu
                        > siedzenia i już
                        >
                        > rozwód z orzekaniem o winie jest zabezpieczeniem finansowym

                        --------------------------------------------------
                        Dokładnie tak; w przypadku niemęża, poza potwierdzeniem stanu faktycznego(jak
                        już ktoś to ujął), jego starania o rozwód z winy eks również wynikały z tego,
                        żeby ta nie wystąpiła o alimenty na siebie (dziecko jest z ojcem).
                        A że zrobiłaby to, to już na sali sądowej było pewne, gdy przyznała się do
                        wysokości swoich długów i ,,zmęczenia prowadzeniem działalności gospodarczej,,.

                        jak niewiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze uncertain
      • magdalens Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:03
        >
        > Zwiazek dwojgaludzi, mimo, ze na poczatku byl super, po pewnym czasie
        przestaje
        >
        > byc super. Bo do glosu dochodzi szare zycie i problemki. I wtedy jest
        najweksza
        >
        > sztuka, aby znalesc w sobie na wzajem oparcie w walce z ta szaroscia i
        > problemkami. Ale do tego potrzeba komunikacjismile Mowic o swoich obawach,
        niedogodnosciach bycia w zwiazku,
        > o tym, co sie nie podoba. I pracowac nad tym zwiazkiemsmile

        No właśnie tylko kurcze zawsze jest jakoś tak że to ta zdradzajaca osoba
        powinna rozmawiać i starać się a druga jest przecież super przecież się nie
        zmienia przecież jest fajnie. Tu jest właśnie ta część winy.


        np zdradzajac i wiazac sie z inna osoba (bo
        > nie tylko faceci odchodza), to pytam dlaczego juz nie ma sie tej odwagi, aby
        w
        > sadzie sie do tego przyznac?? Bo co? Partnerce/partnerowi w oczy mozna, ale
        juz
        >
        > przed sadem to nie? Dla mnie jest to kwestia odwagii cywilnej i brania
        > odpowiedzialnosci za swoje czyny, nic wiecej. Ale ja to mam dziwnu stosunek
        do
        > zyciasmile Wiec pewnie sie myletongue_out

        Nie mylisz się, a co powiesz gdy facet chce się przyznać a żona i tak się nie
        zgadza bo ona chce wywlekania win i brudów


        > BTW jak zrozumialam z przebiegu dyskusji chodzi tylko o zdrade. Bo zdaje sie,
        > ze takich skur...czybykow, ktorzy bija, przechlewaja pieniadze na jedzenie
        dla
        > dzieci nie bierzecie w swoich rozwazaniach pod uwage?? Bo w sumie tu chyba
        > udowadnianie winy powinno byc priorytetem... Chociazby po to, ze jak sie temy
        > oprawcy/oprawczyni (nie badzmy jednostronnismile

        zaraz zaraz
        1. Wychodzisz za kogoś za mąż to do holery chyba go znasz - tu są konsekwencje
        dobrego wyboru
        2. No chyba że ten ktoś zachorował umysłowo i się zmienił- dobra nie masz na
        to wpływu
        3. Jesli go znasz a później pozwalasz ( nie mówię o zachęcaniu czy zgodzie
        mówię o byciu biernym) na bicie siebie i dzieci no to wybacz jest w tym też
        twoja wina - odejdź i nie pozwól ( wiem że łatwo mi mówić bo tego nie przeżyłam
        ale gdybym została udeżona chociaż raz to wolałabym umierać z głodu niż zostać
        z takim człowiekiem)
        • leeya Re: problem winy i kary 08.06.05, 16:40
          magdalens napisała:

          > No właśnie tylko kurcze zawsze jest jakoś tak że to ta zdradzajaca osoba
          > powinna rozmawiać i starać się a druga jest przecież super przecież się nie
          > zmienia przecież jest fajnie. Tu jest właśnie ta część winy.
          -------------------
          Hmmm... chyba sie nie zrozumialysmy. Nalezy rozmawiac o zwiazku, o wszystkim.
          Sa ludzie, ktorzy "sygnalizuja" a druga strona nie umie odczytac tych sygnalow.
          Ja mowie o werbalnym formuowaniu swoich obaw, tego co sie nie podoba w zwiazku.
          Jezeli jednak to tez nie dociera, to powinno sie poszukac "mediatora",
          najlepiej psychologa od terapii malzenskich. To mialam na mysli mowiac o
          walczeniu o zwiazek. Tu chodzi o prace z obu stronsmile Albo przynajmniej chec
          pracy nad zwiazkiem z obydwu stron.


          > Nie mylisz się, a co powiesz gdy facet chce się przyznać a żona i tak się nie
          > zgadza bo ona chce wywlekania win i brudów
          ----------------------
          Hmmm... Jezeli facet przed sadem staje i mowi: "w czasie trwania malzenstwa
          poznalem inna kobiete i odszedlem do niej zostawiajac zone i dzieci" to jego
          zona bylaby glupia, gdyby jeszcze cos do tego chciala dorzucac. Chyba, ze bylo
          jeszcze "cos" powazniejszego niz to co facet powiedzial, bo np zapomnial dodac,
          ze odchodzac wyczyscil wszystkie konta i zostawil kobiete z kredytem do
          splacania. W odwrotna strone tez sie tak zdaza.

          >
          > zaraz zaraz
          > 1. Wychodzisz za kogoś za mąż to do holery chyba go znasz - tu są
          konsekwencje
          > dobrego wyboru
          -------------------
          Tu sie mylisz. przez 12 lat szkoly postawowej i sredniej chodzilam do klasy z
          chlopakiem, ktory, jak sie pozniej okazalo, katowal swoja zone, z reszta nasza
          wspolna kolezanke z klasy. Hmmmm.. A nic na to nie wskazywalo. Zadnych
          przeslanek rodzinnych, zero agresji u niego samego. Wiec co tu mowic o dobrym
          wyborze?

          > 2. No chyba że ten ktoś zachorował umysłowo i się zmienił- dobra nie masz na
          > to wpływu
          ------------------
          Patrz wyzej, koles nie byl i nie jest chory psychicznie. Przynajmniej w swietle
          badan psychiatrow.


          > 3. Jesli go znasz a później pozwalasz ( nie mówię o zachęcaniu czy zgodzie
          > mówię o byciu biernym) na bicie siebie i dzieci no to wybacz jest w tym też
          > twoja wina - odejdź i nie pozwól ( wiem że łatwo mi mówić bo tego nie
          przeżyłam
          >
          > ale gdybym została udeżona chociaż raz to wolałabym umierać z głodu niż
          zostać
          > z takim człowiekiem)
          ------------------------
          Alez ja o tym mowie!! Raz uderzyl: odchodze. Ale wtedy zadam rozwodu z
          orzekaniem winy. Z tych powodow jakie podalam w poprzednim poscie.

          Leeya
    • bet66 Re: problem winy i kary 08.06.05, 15:58
      Jezeli chodzi o winę są trzy opcje:
      1. jedna strona jest winna
      2. wina lezy po drugiej stronie
      3. dwie strony są winne

      Dla ludzi pokrzywdzonych ważne jest określenie winy i ukaranie winnego. Pozwala
      to ustalić granicę między tym co było - zamknąć pewien rozdział i na nowo
      rozpocząc życie.

            • bet66 Nie odwracaj kota ogonem 08.06.05, 16:22
              Magdalens i czytaj ze zrozumieniem.
              Piszę o osobie pokrzywdzonej.
              Wiem, ze ludzie rozwodza się tez za porozumieniem stron, bo przyjęli taką opcję
              i maja do tego prawo.
              Prawo do orzeczenia o winie też mają osoby, ktore czują się pokrzywdzone.
              • agamagda Re: Nie odwracaj kota ogonem 08.06.05, 16:28
                Dziewczyny, Magdalens patrzy tylko i wyłącznie przez pryzmat tego że jej faceta
                uznają winnym i przyznają wysokie alimenty jego ZONIE, na nią i na dzieci.
                Dletego ona uważa że WINA jest po obu stronach, i tak właściwie nie ma co jej
                szukać, bo po co.
                Jak zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                Gdy facet bedzie ją rzucał, bedzie miała inne zdanie
                • magdalens Re: Nie odwracaj kota ogonem 08.06.05, 17:33
                  mój facet chce rozwodu nawet z ustalenem winy jak tylko ona będzie chciała ale
                  ona nie chce bo po co. znów będzie o niej głośno. Szopka będzie trwała latami i
                  bedzie fajnie. Każdy będzie o niej opowiadał , będzie mnóstwo śwadków kolorowo,
                  dzieci będą szczęśliwe, poplują na tatę i ogólnie super.

                  Mówcie o mnie co chcecie, tak napewno widzę to przez pryzmat tej sytuacji ale
                  nie mogę mówić nc innego bo tylko tego doświadczyłam.

                  Mam koleżankę w pracy tydzień temu się rozwiodła - zna i akceptuje nas i kurcze
                  mimo tego że mąż ją zostawił i nie jest skory do płacenia to jakoś ne pluje
                  zemstą tylko żyje dalej stara się dogadać owszem alimenty ma nabijamy się
                  często z niego ale jej życie nie jest oparte na zemście ma nowe super plany
                  zresztą cały czas powtarza NIGDY W ŻYCIU i buduje dom
                • magdalens agamagda już mi wszystko uświadomiłaś 08.06.05, 17:58
                  teraz już rozumiem i wy wszystkie wstrętne macochy musicie zrozumieć
                  tak to nasza wina!!!!
                  zaraz zadzwonię do prawie eks i powiem jej żeby dała mi też numer konta będę
                  jej przelewać całą wypłatę spytam sę też czy nie sprzątać prać i prasować i
                  wogóle czy mogę spać u niej w budze na podwórku sprzedam swój dom - no bo ona
                  musi mieszkać dobrze -zaraz przypomina mi sie 100 lat samotności Marqueza
                  przeczytaj to idealna sytuacja Fernandy utrzymywanej do końca życia przez
                  kochankę męża. Tak nakresliłaś mi cel w życiu Wychowam swojego syna żeby
                  też jej służył. Słuchaj super to jest to.
                  • agamagda Re: agamagda już mi wszystko uświadomiłaś 09.06.05, 12:19
                    Widzę ze ty rozumujesz niczym Kali, Kalemu zabrać krowę żle, Kali zabrać krowę
                    dobrze. Życie jest ciężkie i brutalne, niech silniejsi dają sobie radę a
                    słabszych tylko podeptać. Super podejście do życia.. gratulacje.
                    W życiu trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów, gdy wybierzesz medycynę,
                    będziesz lekarzem, gdy skończysz architekturę będziesz architektem, ale leczyć
                    nie możesz.
                    Tak samo z facetem, bierzesz faceta z przeszłością, ze zobowiązaniami, często z
                    dziećmi, które kocha, a potem gardłujesz, ze nie jesteś jedyna w tym związku i
                    wszystko Ci przeszkadza, to że Twój M płaci, że Eks chce za duzo itp, itd,
                    Ciekawe, że często faceci nie mają nic przeciwko płaceniu, kontaktom itp. w
                    przeciwieństwie do właśnie następnych partnerek.
                    Tym bardziej, że w twojej konkretnej sytuacji, tylko ZONA M mogłaby mieć
                    jakiekolwiek uzasadnione pretensje do męża, który ją zdradza i do kobiety,
                    która w tym uczestniczy. NIE ty ale ona. I masz do tego pretensje, że ona śmie
                    nie dawać rozwodu, Wiesz, byłoby to wręcz śmieszne, gdyby nie było tragiczne...
                    A wina - no cóż określenie jej jest bardzo przydatne, nawet jeśli udajesz że
                    nie rozumiesz do czego.
                    A tak, żeby było jasne, ja tam nikomu nie mówię, żeby latami popiołem głowę
                    sypał, życie idzie do przodu, ale gdy robi się coś niemoralnego, nie ma, co do
                    tego dorabiać teorii, czy udawać ze coś pachnie różami, gdy śmierdzi szambem.
                    • magdalens Re: agamagda już mi wszystko uświadomiłaś 09.06.05, 12:39
                      rozumiem, że jeśli ona nie chce dać mu rozwodu i sprawa ciągnie sięlatami to on
                      cały czas ją zdradza, mimo że nie mieszkająze sobąod lat nie prowadzą żadnych
                      wspólnych spraw a jedyne co ich łączy to dzieci wspólna przeszłość ( która
                      mogła być całkiem udana ale się skończyłą)
                      rozumiem, że jeśli on chce zakończyć związek i zachować się wobec niej fair
                      tzn. zapewnić odpowiednie warunki materialne to jest źle
                      i cały czas powtarzam że wine teżchce na siebie przyjąć i nawet płacićjej te
                      alimenty, sprawa rozbija siętylko o to że rozmawiamy ustalamy jakieś zasady
                      których siętrzymamy ale jeśli kobieta mówi że dobrze płacisz mi tyle i tyle i
                      daje ci spokój a za miesiąc mówi zapłać za wycieczkę i podatek i telefon no to
                      jest to chyba już nie halo
                    • magdalens Re: agamagda już mi wszystko uświadomiłaś 09.06.05, 12:42
                      acha jeszcze jedno podczas jednej z rozmów ona wyliczyła nam za ile mamy
                      mieszkać i się utrzymywać a reszta ma być dla niej przy czym reszta stanowi
                      jakieś 80% naszych wspólnych dochodów. Bo oczywiście jeśli chodzi o pieniądze
                      na nasze utrzymanie to mamy kasować się wspólnie ale jeśli na jej to oddzielnie.
                      No to o co chodzi w ustaleniu winy czy też braku zgody na rozwód: czyżby nie
                      pieniądze???
                      • agamagda Re: agamagda już mi wszystko uświadomiłaś 09.06.05, 13:44
                        Madlens ona ma takie prawo, buntujesz się przeciwko czemuś, co jest prawnie
                        uregulowane. Ja też nie chce płacić ZUS, podatków itd, itp ale w imię
                        solidarności społecznej i dlatego, ze nie mam innego wyjścia to, to robię. To
                        samo jest u Ciebie, miałaś wybór, wybrałaś, dziś masz różę i ciernie.
                        Lamentowanie z powodu takiej a nie innej sytuacji, jest nie na miejscu. To Wy
                        krzywdzicie Żonę, a nie ona Was faktem, że nie daje rozwodu. Oprócz kasy są też
                        inne sprawy w małżeństwie. Trudno żeby, ona się usunęła tylko i wyłącznie
                        dlatego bo tobie - nawet nie Twojemu, bo raczej on akceptuje mniej lub bardziej
                        ten układ - byłoby wygodniej.
                        Twój facet przynajmniej z punktu widzenia prawa, ale pewnie i oceny moralnej
                        zawinił rozkładowi małżeństwa, więc strona ta "winna" nie może uzyskać rozwodu,
                        bo tak chce. Jest to jakby na to nie spojrzeć sprawiedliwe, gdyż nie
                        przyrównując, w przeciwnym razie byłoby to jak ze złodziejem, który ukradł,
                        przyznał się, ale zachował to, co ukradł dla siebie. Byłoby to niesprawiedliwe.
                        > No to o co chodzi w ustaleniu winy czy też braku zgody na rozwód: czyżby nie
                        > pieniądze???
                        W pewnym sensie ale nie tylko. Żona ma lepszą sytuację gdy ma zapewnione
                        sądownie alimenty i podział majątku, wiec jeśli się nie zgadza jest uzależniona
                        od widzi mi się M.
                        W ustaleniu winy chodzi również o wyrównanie strat majątkowych, i finansowych,
                        ale nie tylko. Nie sądzę, że o to chodzi, a w każdym razie nie do końca,