Dodaj do ulubionych

kiedyś i dziś...

15.07.11, 23:17
Tak sobie myślę...
2 tyg temu pakowałam się na wywczas- prasowałam wszystko co zabieraliśmy, ze 2 godziny mi to zajęło. Uf, gdybym tak miała co tydzień to bym oszalała. Prasuję sobie na bieżąco, chłop prasuje sobie sam, dziecku nie prasuję wcale...
A przypomniałam sobie, jak moja matka całe godziny nad deską do prasowania spędzała.
I całe dnie coś robiła. Pomijam pracę, ale w domu zawsze było COS do zrobienia.
Siostra 7 lat młodsza, więc moje dzieciństwo- to jej 1 dziecko.
Ja też mam teraz 1 i potrafię cały dzień spędzić z nim na macie, z przerwami na forumwink jak zaśnie. I nie uważam, ze powinnam oprócz tego COŚ robić.
To niesamowite, jak zmieniła się mentalność przez te 30kilka lat...
Obserwuj wątek
    • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 15.07.11, 23:20
      no przeciez robisz cos
      na ematce siedzisz big_grin
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 15.07.11, 23:24
        Ale traktuję to jako przyjemność, nie obowiązek tongue_out
        Chociaż...big_grin
    • a.va Re: kiedyś i dziś... 15.07.11, 23:37
      Tak, to niesamowite, jak się zmieniła mentalność kobiet przez te 30 lat. Moja mama niby taka nowoczesna i feministyczna, ale do dziś jest absolutnie przekonana, że obiad to ona musi ugotować, bo jak to tak - ojciec będzie bez obiadu? Że niby co, sam mógłby czasem ugotować? ON?!
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 15.07.11, 23:48
        Moja nie potrafi ogarnąć rozumem, że ja nie mam OBOWIĄZKÓWwink że w naszej rodzinie nie istnieje takie określenie. Że robimy coś, jeśli mamy na to ochotę, i tyczy się to również sprzątania, prasowania, mycia okien wink
        Obiad? Jak mam ochotę to ugotuję, jak nie to chłop może coś zrobi...A jak nie, to zamówimy pizze. "jedź do domu, bo nie zdążysz ugotować obiadu". No i co, że nie zdążę? Głowie mi ktoś urwie?
        Inna sprawa, ze my byśmy się najchętniej żywili makaronem z oliwą, czosnkiem i pietruszką wink
        • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 15.07.11, 23:52
          sodomnia i gomoria wink
          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 15.07.11, 23:53
            I kocie kłaki big_grin
            • falka32 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 16:53
              Jak czasami rezyduję kilka dni u mojej matuli, to nieodmiennie zadziwia mnie jej pytanie najpóźniej o ósmej rano "to co robimy na obiad? Bo trzeba zacząć szykować!" - nie chodzi o obiad świąteczny, tylko zwykły, dla 3-4 osób, często kończy się na samym krupniku smile.
              • tautschinsky Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 12:24
                falka32 napisała:

                > Jak czasami rezyduję kilka dni u mojej matuli, to nieodmiennie zadziwia mnie je
                > j pytanie najpóźniej o ósmej rano "to co robimy na obiad? Bo trzeba zacząć szyk
                > ować!" - nie chodzi o obiad świąteczny, tylko zwykły, dla 3-4 osób, często końc
                > zy się na samym krupniku smile


                Ale to o czym piszesz jako chyba o wyzwoleniu się z okowów
                kuchni nie jest niczym innym jak tylko przyspieszonym tempem
                życia, fast-foodyzacją wszystkiego. Jedzenie przygotowywane
                byle jak, byle gdzie, każdy je najchętniej osobno. A najlepsza
                to pizza lub "chińczyk". To czym się tu tak zachwycacie to
                oznaka czasu, którego coraz bardziej będzie szarym ludziom
                brakowało na siebie. W Stanach czymś oczywistym są obiado-
                kolacje jedzone o 20.00 czy 21.00, bo ludzie pracują do późna,
                bo muszą. Zastanówcie się, dlaczego tak jest, że kiedyś nawet
                jeśli jedna osoba pracowała mogła utrzymać dom, a dziś kiedy
                dwie - ledwo wiążą koniec z końcem lub są wiecznie kredytowani
                - do emerytury będą płacić za "swoje" nędzne mieszkanie, samochód,
                który psuje się dziwnym trafem zaraz po gwarancji a po pięciu latach
                to już złom, który jeśli nie chce się zostawiać pół pensji u mechanika,
                lepiej wymienić.

                Obiad jedzony byle jak, z byle czego, o chorej godzinie to tylko wierzchołek
                góry. Moi rodzice pracowali. Ojciec więcej, ale matka zajmowała się
                też domem. Matka zawsze pracę kończyła nie później niż o 15.00, a często
                wcześniej, obiad była najpóźniej o 17.00 - też bywało że częściowo przygotowywany wcześniej, poprzedniego dnia. Dzisiaj to nie do pomyślenia. O 17.00 to siedzi w pracy - mówię o pracujących a nie leniących się matkach przed komputerami w domciach big_grin
                • falka32 Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 10:34
                  , > Ale to o czym piszesz jako chyba o wyzwoleniu się z okowów
                  > kuchni nie jest niczym innym jak tylko przyspieszonym tempem
                  > życia, fast-foodyzacją wszystkiego. Jedzenie przygotowywane
                  > byle jak, byle gdzie, każdy je najchętniej osobno. A najlepsza
                  > to pizza lub "chińczyk". To czym się tu tak zachwycacie to
                  > oznaka czasu, którego coraz bardziej będzie szarym ludziom
                  > brakowało na siebie.

                  Przepraszam, a co ta przedstawiona filozofia ma wspólnego z planowaniem o ósmej rano, że na obiad będzie rosół i kotlety, chyba, że może podejmiemy desperacką decyzję, że jednak będą to rozgotowane bitki wołowe z rozciapaną marchewką z groszkiem? Jak dla mnie to jest myślenie osoby, która nie ma innych zajęć oprócz domowych i całe jej życie sprowadza się do planowania menu obiadowego, kolacyjnego i harmonogramu sprzątania - a nie żaden slow food. Ja wiem, że facetom się tak kojarzy, że im dłużej się coś gotuje i przygotowuje, tym jest "lepsze" a alternatywą dla rosołu gotowanego od ósmej rano jest tylko pizza z mrożonki, ale nasze pokolenie naprawdę umie bez trudu zrobić w godzinę dobry, zdrowy obiad z niskoprzetworzonych produktów, zamiast mielonych z kilogramem smalcu, które to mielone starsze pokolenie uważa dopiero za prawdziwe jedzenie, a nie jakieś zielsko.
        • a.va Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 00:02
          He he, mam dokładnie to samo smile Moja poza tym jest nieustannie zaskoczona, kiedy mówię przez telefon, że mój facet właśnie pozmywał/posprzątał/ugotował obiad. Niby w teorii sama głosi, że mężczyźni powinni to robić na równi z kobietami, ale jak się okazuje, że on naprawdę robi, to za każdym razem jest wniebowzięta, "jaki to dobry facet". Kurde, jak kobieta sprząta, to nikt nie mówi: "jaka to dobra kobieta, posprzątała, klękajcie narody" big_grin
        • ciociacesia ee ja obowiazki mam 16.07.11, 22:23
          wzielam sobie 'zwierzatko' i jest ono moja odpowiedzialnoscia i obowiazkiem. zwlaszcza do przewijania nikt sie nie pali
      • mama_kotula Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 00:56
        a.va napisała:
        > Moja mama niby taka nowoczesna i feministyczna, ale do dziś jest absolutnie przekonan
        > a, że obiad to ona musi ugotować

        big_grin
        Moja mama jeśli chodzi o siebie, to ma nadal wdrukowane że ona MUSI, ale jak przychodzi do mnie, to posługuje się liczbą mnogą - np. MOGLIBYŚCIE wreszcie posprzątać suspicious
      • tautschinsky Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 12:11
        a.va napisała:

        > Tak, to niesamowite, jak się zmieniła mentalność kobiet przez te 30 lat. Moja m
        > ama niby taka nowoczesna i feministyczna, ale do dziś jest absolutnie przekonan
        > a, że obiad to ona musi ugotować, bo jak to tak - ojciec będzie bez obiadu? Że
        > niby co, sam mógłby czasem ugotować? ON?!


        Ale pewnie ONA?!, ta twoja feministyczna matka
        też uważa, że kobieta owszem pracować może,
        ale ZARABIAĆ na dom musi mąż?
        • a.va Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 16:16
          > Ale pewnie ONA?!, ta twoja feministyczna matka
          > też uważa, że kobieta owszem pracować może,
          > ale ZARABIAĆ na dom musi mąż?

          Nie, to ona całe życie zarabiała na dom.
    • choinka.pl Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 00:24
      Nie lubię takich uogólnień, bo to co było normalne i oczywiste w Twoim domu dla innych mogłoby być "troszkę dziwne". Ja mam 45 lat, moja mama 84 i nigdy nie widziałam, żeby prasowała hurtem dla całej rodziny. Tata prasował (i prasuje) swoje koszule, ja z siostrą swoje rzeczy, mama swoje, ale zostają takie ohydztwa tak zasłony i obrusy. I tu jest rola dla "męczennika" albo rzuca sie aby to wszystko SAMEMU NAJLEPIEJ zrobić , albo odpuszcza, bo inni mogą to zrobić( moze lepiej)


      o niesamowite, jak zmieniła się mentalność przez te 30kilka lat...
      • a.va Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 00:51
        Ale tu nie chodzi akurat o nieprasowanie, tylko ogólnie o to, że nasze mamy miały o wiele mocniej wdrukowane poczucie obowiązku, jeśli chodzi o dbanie o dom. I poczucie, że to kobieta jest za to odpowiedzialna. Twoja mama nie miała tego w ogóle, w odniesieniu do wszystkich domowych spraw? Jeśli tak, to po prostu znaczy, ze była wyjątkiem w swoim pokoleniu, bo średnia była inna.
        • zuzi.1 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 01:00
          Dokładnie, zgadzam się z a.va. Ja uchodzę w swojej rodzinie za wyrodną żonę, bo mężowi nie prasuję koszul i nie robię kanapek do pracy smile A mój tata mi wprost wręcz powiedział, że takiej żony jak ja to on by nie chciał miec... smile Moja mama była i jest nadal niestety takim robotem wielofunkcyjnym..., chociaż muszę to podkreślic, że tata świetnie gotował i robi to nadal, na przemian z mamą smile))
        • analist73 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 08:18
          To moja rodzina chyba była dziwna smile. Oboje rodzice pracowali, gotowali, sprzątali, ale tylko tata robił zakupy i tak zostało do dziś. I tak też było u ich rodzeństwa, no może oprócz tych zakupów.
          • imasumak Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:59
            O to zupełnie jak u mnie. Rodzice oboje pracowali i zajmowali się domem, ale wyłącznie tata robił zakupy smile
          • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 18:48
            u mnie tez tata zakupy robil
            i to nie tylko spozywcze itp

            ciuchowe tez big_grin
      • marianna72 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 18:58
        U mnie podobbie jak u choinki , mama o dom specjalnie nie dbala lubila za to wycieczki , rower ,grala i bawila sie ze mna duzo.Tata prasowal i sprzatal do dzis,a ma 74 lata prasuje sobie koszule.
    • malaterrorystkaa Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 00:58
      Myślę że to wszystko to kwestia organizacji.
      Jak byłam na zwolnieniu w ciąży czy na macieżyńskim miałam całe dnie na codzienne zajęcie i różnie z tym bywało czasem zrobione czasem nie, ale to dlatego że byłam przytłoczona siedzeniem w domu. Są kobiet które najchętniej by nie pracowały. Ja przeciwnie pracując i będąc matką czuję się spełniona.
      Jestem pedantką, to moja wielka wada, bardzo jej nie lubię. Nie położę się spać jak mam niepozmywane naczynia czy bałaganuncertain
      Odkąd wróciłam do pracy, a pracuję na trzy zmiany mam czas na wszystko: pracę, sprzątanie, gotowanie, pranie i oczywiście czas dla dziecka. Moja Mała lubi pomagać przy codziennych zajęciach więc już się tak do tego przyzwyczaiłam że jak coś robię to ona jest obok, że jak kiedyś była u mnie mama i zabrała ją na spacer to mi było jakoś tak dziwnie pusto.
      Nie wyobrażam sobie żeby w domu było małe dziecko i nie było obiadu, my rzeczywiście możemy zjeść pizzę czy jakieś inne byle co ale dziecku tego nie dam. Więc staram się gotować codziennie chociaż niespecjalnie za tym przepadam.
      Mam znajomą która siedzi w domu z jednym dzieckiem i nigdy nie ma czasu na nic. A dziecko ma rozpuszczone niesamowicie. Często się mnie pyta jak ja to wszystko godzę no i jak to robię że Młoda jest taka grzeczna, ja na to że im więcej mam zajęć tym lepiej umiem się zorganizować, a Młoda od początku ma przerypane ze mną bo cały czas jej truję tyłek że zanim zacznie wyciągać następne zabawki to trzeba te obecne posprzątać, poza tym nie zabawiam jej na siłę jak widzę że sama ładnie się bawi to jej nie przeszkadzam, chyba że widzę jak chodzi i szuka zajęcia to wtedy razem coś wymyślamy.
      A jeżeli chodzi o 30 lat temu to np pranie nie polegało na włożeniu brudnych ubrań do pralki poczytaniu gazety i wyjęciu już czystych i praktycznie suchych. To była era frani tylko nieliczni mieli automat. Nie było wtedy też pampersów tylko tetra więc też zmiana pieluchy nie trwała tak krótko jak dziś. My dziś mamy gotowe dania w słoiczkach, różne kasze, mleka w proszku itp nasze mamy nie miały tego luksusu.
      Jak również nie było wtedy komputerów i mani oglądania telewizora więc miały inne zajęcia.
      I jak pamiętam to dla mojego taty nie było problemem ugotowanie obiadu, pranie czy sprzątanie i nikt go nie wychwalał jak to robił to było normalnebig_grin
      I na koniec dodam że uwielbiam bawić się z moją Małą ale nie potrafiłabym siedzieć nad nią całymi dniami, dziecko musi nauczyć się samo szukać sobie zajęcia i że nie zawsze będzie w centrum uwagi.
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 01:18
        Ojej nie chodzi mi o organizację czy jej brak.
        Chodzi mi o to, ze ja NIE MUSZĘ.
        Moja matka MUSIAŁA (lub uważała, ze musi).
        Ja mam luzik- głównie psychiczny smile
        • malaterrorystkaa Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 02:02
          Ona nie musiała, ona chciała dla was jak najlepiej.
          Ja dopóki nie miałam rodziny czyli męża i dziecka nie rozumiałam tego(tzn dziecka bo mąż to nie rodzinabig_grin)
          Teraz wiem co to znaczy.
          • kiniox Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:40
            O, to ciekawe, bo ja mam męża, dziecko, za chwilę będę miała drugie, a wcale nie wiem, co to znaczy. Zgadzam się z autorką wątku, że one jednak często MUSIAŁY. Miały wdrukowane w głowie, że to do nich należy i już, i że na tym właśnie polega uszczęśliwianie rodziny. Tymczasem ja oczywiście też chcę dla rodziny jak najlepiej, tylko dla mnie to nie oznacza prania, sprzątania, gotowania, prasowania etc. Dla mnie to oznacza spędzenie z dzieckiem na macie edukacyjnej połowy dnia, a drugiej połowy na uśmiechaniu się do męża. Pranie, prasowanie, sprzątanie, zakupy - to są bzdety, które jakoś tam załatwiamy wspólnie, najlepiej po linii najmniejszego oporu. Nic nie musimy. Od pizzy na kolację świat jeszcze nie zadrżał w posadach. Dobra organizacja w tym sensie powiewa mi koło kostki, bo jest mi niepotrzebna.
            Natomiast gwoli sprawiedliwości muszę nadmienić, że moja mama była wyjątkiem w swoim pokoleniu i też nic nie musiała, wiec to pewnie częściowo dzięki niej tak mam. Dopiero ostatnio o mało jej nie zdmuchnęłam śmiechem, jak przyjechała mnie odwiedzić, zajrzała do szafki w kuchni i znalazła górę przeterminowanych przypraw, puszeczek i innego szajsu, którego nie używam, a nie chce mi się go przejrzeć i wyrzucić. Mamuś kochana podeszła do mnie i konspiracyjnym szeptem powiedziała, że powinnam to wszystko wyrzucić, żeby mój mąż nie zauważył, jaka ze mnie kiepska gospodyni. Jak się już przestałam śmiać, to wydusiłam z siebie przez łzy, że mąż już dawno to zauważył, a przeterminowane przyprawy są dokładnie tak samo jego, jak i moje, więc jak mu przeszkadzają, to droga wolna, kubeł stoi pod stołem. Nie mam pojęcia, skąd jej się to nagle wzięło po tylu latach, ale dzięki temu ubawiłam się po pachy.
            • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:52
              kiniox napisała:

              > O, to ciekawe, bo ja mam męża, dziecko, za chwilę będę miała drugie, a wcale ni
              > e wiem, co to znaczy. Zgadzam się z autorką wątku, że one jednak często MUSIAŁY
              > . Miały wdrukowane w głowie, że to do nich należy i już, i że na tym właśnie po
              > lega uszczęśliwianie rodziny. Tymczasem ja oczywiście też chcę dla rodziny jak
              > najlepiej, tylko dla mnie to nie oznacza prania, sprzątania, gotowania, prasowa
              > nia etc. Dla mnie to oznacza spędzenie z dzieckiem na macie edukacyjnej połowy
              > dnia, a drugiej połowy na uśmiechaniu się do męża. Pranie, prasowanie, sprzątan
              > ie, zakupy - to są bzdety, które jakoś tam załatwiamy wspólnie, najlepiej po li
              > nii najmniejszego oporu. Nic nie musimy. Od pizzy na kolację świat jeszcze nie
              > zadrżał w posadach. Dobra organizacja w tym sensie powiewa mi koło kostki, bo j
              > est mi niepotrzebna.

              O to to to to!
      • tezee Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 10:50
        apropos pedantek... uwielbiam to okreslenie na kobiety które wygladają jak kocmołuchy ale mają tip top domy , czyste i poukładane. Moja tesciowa okresla tak jedna znajomą panią , zawsze chce mi się śmiać. Pedantyzm to nie jest aktywnosc w jednej czy dwóch sfer życia , to sie przekłada na całość. Pedant powinien miec poukładane w szafie pod linijkę ale też miec na sobie dobrze uprasowane ciuchy np
    • 18_lipcowa1 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 06:58
      w zyciu bym nie spedzala całego dnia na macie z dzieckiem
      tak jak i teraz nie spedzam przy zabawie

      a co do prasowania- prasuje dziecku, nie wiem jak mozna nie prasowac, przeciez dziecko wygląda wtedy jak luj
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 16:38
        18_lipcowa1 napisała:


        > a co do prasowania- prasuje dziecku, nie wiem jak mozna nie prasowac, przeciez
        > dziecko wygląda wtedy jak luj

        Moje zawsze wygląda pięknie big_grin
        • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:17
          Moje zawsze wygląda pięknie
          Dla Ciebie z pewnością wink

          Prasowanie to akurat dla mnie KONIECZNOŚĆ, bo nie podoba mi się wymięte ubranie ani na dzieciach ani na dorosłych. Ostatnio jednak się zbuntowałam i prasuję tylko sobie i dziecku, wkurzyłam się, że poprasowane rzeczy w szafie faceta po 1 dniu były rozkopane, więc już mu nie prasuję. Sam prasuje sobie, jak już musi, ale bajzel w szafce ma nadal.
          natomiast ogólnie się z Tobą zgadzam. Kiedys kobieta musiała mieć w domu wszystko porobione, inaczej byłaby źle odebrana przez rodzinę, najomych. Teraz obowiązki się rozkłądaja na 2 osoby, jest lżej. Jednak kibel umyć musisz, wannę, pozmywać, umyć podłogę- samych obowiązków nie jest mniej, a większość kobiet pracuje zawodowo, twierdzę więc, że jest ciężej niż kiedyś.
          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:38
            naomi19 napisała:

            > Moje zawsze wygląda pięknie
            > Dla Ciebie z pewnością wink

            Wiesz jak to jest- ładnemu we wszystkim ładnie big_grin
            >
            > Jednak kibel umyć musisz, wannę, pozm
            > ywać, umyć podłogę- samych obowiązków nie jest mniej, a większość kobiet pracuj
            > e zawodowo, twierdzę więc, że jest ciężej niż kiedyś.

            No właśnie o to MUSISZ mi chodzi.
            O to poczucie obowiazku, o to "świat się zawali".
            Moja koleżanka mawia "muszę to umrzeć, resztę ewentualnie mogę". I to jest właśnie to. U wielu- nie u wszystkich, fakt, ale naprawde u wielu- koleżanek widzę większy luz niż u poprzedniego pokolenia.
            I nie chodzi mi o licytację, co u której robi jej facet. Bo to ciągle jest w kategorii "mój mężczyzna mi pomaga".
            Chdzi mi o to cudowne uczucie wolności, uwolnienia nie tyle od samego obowiazku, ale od poczucia obowiązku.
            • claudel6 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:24
              no ale jeśli masz potrzebę mieszkać i spędzać czas w czystym mieszkaniu, to pewne rzeczy musisz. żeby osiągnąc efekt. ja dostaję szału w syfie, nie potrafiłabym się położyc na macie i relaksować, bo ja sie potrafię relaksować tylko w ładnym otoczeniu. a bałagan i/lub syf to nie jest dla mnie ładne otoczenie.
              więc w sumie dość dużo się krzątam po mieszkaniu, zeby utrzymac odpowiadający sobie porzadek. nie robię to dla chłopa ani dziecka (ich wymagania pod tym względem leżą duuużo nizej), tylko dla siebie. można powiedzieć, ze nie muszę, ale chcę mieć czysto, wiec w jakims sensie muszę.
              ale hardkor sprzątania i prasowanie np. przerzuciłam na panią od sprzątania. moj czas wolny jest zbyt cenny (bo jest go bardzo mało), żebym miała to robić sama.
              • kiniox Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 00:32
                Właśnie ta pani do sprzątania też jest znamienna, bo wiele kobiet, które nie znoszą sprzątać, a jednocześnie stać by je było na pomoc, twierdzi, że:
                - nie będzie jej obca baba po domu latać i rzeczy dotykać
                - nie będzie płacić nikomu za robienie czegoś, co sama potrafi
                - nie pozwoli na to, żeby ludzie myśleli, że ona sobie rady nie daje z własnym domem
                i tak dalej, i tak dalej....
                I widzisz, gdyby one sprzątanie lubiły, albo gdyby nie było ich stać na pomoc, to ja bym nawet nie miałknęła. Ale nie, one nie lubią sprzątać, nie mają na to czasu tak naprawdę, męczy je to, stać je na pomoc, ale nie, będą same zasuwać kosztem na przykład czasu spędzonego z mężem, bo po prostu nie pozwolą sobie odpuścić. Bo one po prostu muszą. Po dzisiejszemu "nie mogą sobie wyobrazić".

                Wiele kobiet, które są przekonane, że robią to wszystko dla dobra rodziny, nie zdaje sobie też sprawy, że często ich rodzinom wcale na tym nie zależy. Ani mężowi, ani dzieciom w ogóle by nie przeszkadzał brak obiadu z dwóch dań, albo podłoga umyta raz na trzy dni, zamiast dwa razy dziennie. Woleliby za to mieć mniej zagonioną, bardziej wyluzowaną matkę i żonę, z którą mogą spędzić czas na nicnierobieniu. Kobiety często wyobrażają sobie, że muszą jeszcze zrobić to, tamto i owamto, bo jak nie to...(tu wstaw dowolne), a prawda bywa taka, że nikt od nich tego nie oczekuje, poza ich wewnętrznym "nie wyobrażam sobie".
                Wyzwolenie od tego wewnętrznego cenzora jest absolutnie rozkoszne.
                • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:38
                  Ani mężowi, ani dzieciom w ogóle by nie przeszkadzał brak obiadu z dwóch dań, albo podłoga umyta raz na trzy dni, zamiast dwa razy dziennie. Woleliby za to mieć mniej zagonioną, bardziej wyluzowaną matkę i żonę, z którą mogą spędzić czas na nicnierobieniu.
                  To jedna z mądrości życiowych, jakie przekazywała mi moja babcia. smile
                  p/s i nigdy nie miała w domu brudno
            • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:35
              uwolnienia nie tyle od samego obowiazku, ale od poczucia obowiązku.
              O!
              Czyli i ta te wszystkie rzeczy domowe robisz i pewnie w takiej samej częstotliwości jak każdaprzeciętna kobieta, tylko ze świadomością, że NIE MUSISZ! big_grin
              • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:39
                Nie, bo ja leń jestem i się chłopem wyręczam wink
                Ale o to mniej wiecej chodzitongue_out
        • ciociacesia o to to 16.07.11, 22:39
          ładnemu we wszystkim ladnie smile
    • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 07:26
      ewidentnie masz problem z wypośrodkowaniem-można i z dzieckiem się bawić, i ugotować.
      szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie nie gotowania obiadu-mam 4-os. rodzinę i co? codziennie pizza bo mi się nie chciało obiadu zrobić? że to niby takie nowoczesne?..
      nie pranie,nie sprzątanie,nie-gotowanie-gdzie tu nowoczesność? dla mnie zwyczajne lenistwo i niechlujstwo.
      i żeby nie było-podział obowiązków u mnie w domu obowiązuje-mąż sprząta łazienkę, salon,wychodzi z dzieckiem na spacery i zajmuje się jego kolacją,myciem i kładzeniem spać a na mojej głowie jest kuchnia.
      nigdy nie przyszłoby mi do głowy traktować prasowania i gotowania jako wymysł lat 70-tych i przykry obowiązek.
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 08:32
        Haha!
        A ja nie muszę big_grin
        I to jest cudowne big_grin
        • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:18
          Nie musisz jeść czy mieć czystego kibla?
          • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:31
            Jedzenie gotowe można kupić. Kibel umyty dwa razy rzadziej (zwłaszcza od czasu do czasu) nie zarośnie od razu. Na palcach jednej ręki można policzyć sytuację, kiedy kuchnia była zostawiona z totalnym pier***nikiem do następnego dnia, ale wiesz co - do rano się nic nie zaskorupiło i dało się to umyć, niesamowite. Co nie znaczy, że ta kuchnia nie jest ogarniana wieczorem, ale - jeśli nie ma możliwości (a za brak możliwości uważam brak moich chęci do tego), to moja rodzina nie umrze z tego powodu, naprawdę.
            • ciociacesia piekne 16.07.11, 22:42
              i jakze prawdziwe
              • wuika Re: piekne 16.07.11, 22:50
                Staram się jak mogę. Nie wiem, może poczuwam się do obowiązku, czy coś? big_grin
                • mia_siochi Re: piekne 16.07.11, 22:58
                  Mientka się w ciąży zrobiłaś ;P
                  • wuika Re: piekne 17.07.11, 10:18
                    Ajm sorry sad
                    • mia_siochi Re: piekne 17.07.11, 10:39
                      Oj tam oj tam, nawet najlepszym się zdarza kiss
                      • wuika Re: piekne 17.07.11, 10:41
                        To teraz się postaram i nie będę milutka (aż tak).
            • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:32
              Jedzenie gotowe można kupić. Kibel umyty dwa razy rzadziej (zwłaszcza od czasu do czasu) nie zarośnie od razu. Na palcach jednej ręki można policzyć sytuację, kiedy kuchnia była zostawiona z totalnym pier***nikiem do następnego dnia, ale wiesz co - do rano się nic nie zaskorupiło i dało się to umyć, niesamowite. Co nie znaczy, że ta kuchnia nie jest ogarniana wieczorem, ale - jeśli nie ma możliwości (a za brak możliwości uważam brak moich chęci do tego), to moja rodzina nie umrze z tego powodu, naprawdę.
              Ale Ty mówisz o czymś innym. Ze musisz to zrobić (umyć kibel) tylko nie musisz codziennie, bo jak resztki odchodów zalegają w kiblu, to nic się nie stanie. Jasne, że nic się nie stanie. Jedzenia akurat nie kupowałabym non stop w restauracjach raz- kasa, dwa- wolę ugotować i zjeść zdrowo, gdy wiem co jem smile
              Może dla siebie jeszcze mogłabym zamawiać codziennie jedzenie, ale nie dla córki, od małego przyzwyczajałam ją do domowego jedzenia.
              Co do np naczyń, to akurat uważam, że naczynia brudne w zlewie stojące cały dzień i całą noc to nie żaden dramat. Sama takk robię notorycznie. Tyle, że te naczynia TRZEBA umyć. Kiedyś. Kiedyś zabraknie, ktoś może przyjść z wizytą, a w zlewie rozwija się nowe życie wink Więc to nie tak, że mia nie musi. Nie chce jej się, a to różnica. Kiedyś będzie musiała włączyć zmywarkę/umyć naczynia.
              To tylko kwestia niespinania się i luzu psychicznego.
              • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:21
                Matko, jakie resztki odchodów? Jak mi się rozwali sok na pół kuchni, to nie czekam, aż mąż wróci i polata ze ścierką, tylko to sprzątam. Jak ktoś ma problem gastryczny, to po sobie pozmywa. Naczynia u nas w zlewie nie stoją dłużej niż kilkadziesiąt minut, jeśli akurat coś się robi w kuchni - po są zawsze pakowane do zmywarki, to co wymaga mycia ręcznego, jest myte (chyba, że wymaga odstania, to tak, wtedy czekają dłużej, np. kilka godzin). Nikt się nie wtłacza w myślenie - trzeba jeszcze to, to i tamto, bo się stanie nie wiadomo co. A w ogóle, to mąż sobie pomyśli, żem fleja.
                • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:47
                  nic nie wymaga mycia recznego
                  a jak wymaga to jest latwo tlukacetongue_out
            • mdmaj2371 Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 16:24
              wuika napisała:

              > Jedzenie gotowe można kupić. Kibel umyty dwa razy rzadziej (zwłaszcza od czasu
              > do czasu) nie zarośnie od razu. Na palcach jednej ręki można policzyć sytuację,
              > kiedy kuchnia była zostawiona z totalnym pier***nikiem do następnego dnia, ale
              > wiesz co - do rano się nic nie zaskorupiło i dało się to umyć, niesamowite. Co
              > nie znaczy, że ta kuchnia nie jest ogarniana wieczorem, ale - jeśli nie ma moż
              > liwości (a za brak możliwości uważam brak moich chęci do tego), to moja rodzina
              > nie umrze z tego powodu, naprawdę.
              ta tylko zaloze sie ze mowisz o sytuacji raz na jakis czas a nie codziennosci.

              Sorry ja lubie miec czysto w domu i wychodze z zalozenia ze jesli praktycznie codzinnie spedzimy kilka minut na ogranieciu domu to nie musze pozniej calej soboty czy innego dnia spedzac na bieganiu ze szmata i odgruzowywaniu calego domu proboujac go doprowadzic do jakiego takiego wygladu. Umycie lazienki to jest chwila zwykle robimy to kiedy dziecko sie pluska w wannie, wytarcie pologi, szafek i kafili na biezaco to jest chwila moment. Podloga scierana co 2-4 dni tez jest latwiejsza w sprzatnieciu niz taka zapuszczona przez 2 tygodnie +...
              Lubie gotowac wiec robie to sama bez asysty meza. Ale... czesto i gest gotuje duze porcje i je moroze wiec nie stoje w garach dzien w dzien. A dziecku wole dac cos co sama ugotwalam niz parowke, kanapke czy pizze, choc nie mowie ze pizzy nie jadamy bo tu bym sklamala.
              I nie wyobrazam sobie chodzic w pogniecionych ciuchach wiec prasuje dla siebie dla dziecka i o zgrozo dla meza tez. Robiac to w miare systematycznie i na biezaco nie spedzam godzin przy desce a gora 15-30 min raz na kilka dni. Moja corka czesto i gest pyta sie kiedy bedziemy pasowac bo ma swoja deske i zelazko i jak tylko widzi mnie wyciagajaca sprzet pedzi po swoje i "pasuje" razem ze mna - ubranka lalek, ich kolderki i poduszki.
              I dodam ze nie musze wszystkiego robic ale lubie dbac o domu i mam duza pomoc ze strony meza ktory nie chyli sie od obowiazkow. Zadne z nas nie mialabo by sumienia zwalac wszystkiego na druga osobe wiec sie dzielimy.
        • kiniox Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:48
          Mia, naprawdę Cię lubię smile
          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:55
            Ależ, przeciez ja jestem nieszczęsliwa fleja z dzieckiem-lujem big_grin
            • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:03
              no wlasnie!!!
              wspolczuje twoim luja
              wez sie wczuj i pomysl jaka jestes wyrodna matka
              lezy taki luj pognieciony macha raczkami macha nozkami i placze
              i mu smutno ze inne dzieci takie odprasowane
              i w czapkach!!!
              a on co ?

              wstydz sie!!!
              • cherry.coke Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:06
                Co to jest luj?...
                • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:07
                  forum.gazeta.pl/forum/w,567,127065510,127068119,Re_kiedys_i_dzis_.html
                  • cherry.coke Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:10
                    Aaa
                    Lipcowa Ulala Jadu
                    • duzeq Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 13:06
                      10/10 ;-D
                • kiniox Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:09
                  Nie co, tylko kto big_grin
                  Luj to jest dziecko Mia_siochi i dzieci matek o podobnej filozofii życiowej to też luje
                  • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:12
                    Będę do niego mówić per "mój lujeczku" big_grin
                  • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:32
                    To moje też będą. Jeszcze się nie urodziły, a będą suspicious Bo ubranka będą prasowane - na 100% za pierwszym razem. Potem, jak organizacja mi pozwoli wink Nie wiem tylko, jeszcze jaka organizacja, może "Uwolnić żelazka!".
              • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:13
                On luj bez czepki, a ja nieszczęśliwa.
                Oj doloż moja dolo!
                I jeszcze koty linieją...
            • kiniox Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:07
              Swój ciągnie do swego big_grin
              BTW, zauważyłaś, że dzisiaj niegdysiejsze MUSZĘ zamieniło się w "nie wyobrażam sobie"?
              • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:10
                O tak, tak jest bardziej nowocześnie, kul i trendi big_grin
      • gupia_rzona Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:48
        >> żeby nie było-podział obowiązków u mnie w domu obowiązuje-mąż sprząta łazienkę, salon,wychodzi z dzieckiem na spacery i zajmuje się jego kolacją,myciem i kładzeniem spać a na mojej głowie jest kuchnia.

        Wow, równy ten podział obowiazków smile smile
        • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:42
          gupia_rzona-nie to,żebym się wdawała w słowną przepychankę ale co masz do tego podziału obowiązków?
    • kropkacom Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 08:32
      > I całe dnie coś robiła. Pomijam pracę, ale w domu zawsze było COS do zrobienia.
      > Siostra 7 lat młodsza, więc moje dzieciństwo- to jej 1 dziecko.

      No cóż, do mojej mamy się nie porównuje. Miała więcej do roboty niż ja: duży i stary dom do ogarnięcia, czuła się w obowiązku robić obiady dwudaniowe dla pięciu osób (czasami sześciu) codziennie, miała swoje szklarnie z różami, dzieciaki tylko na jej głowie. Dopiero teraz odkryła co to znaczy nie mieć nic do zrobienia.

      Ja sobie życia nie zagracam niepotrzebnymi obowiązkami. Jedyne co mam dziś do zrobienia (poza praniem, które robi pralka) to wsiąść na statek i popłynąć pod pewien bardzo piękny zamek big_grin
      • opium74 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 09:27
        Rozumiem co Mia miałaś na myśli smile
        Moja mama jak i mama sąsiadki i kilka mi inncyh znanych kobiet ciągle coś robią.
        Kręcą się, krzataja, układają, przecierają itd....
        Moja przychodzi do mnie i
        - to ja Ci w lodówce posprzatam
        - może pranie nastawię
        - o! kupiłaś truskawki, daj obiore i umyję
        itd smile
        nie robi tego z nadopiekuńczości tylko taka już jest smile
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 09:57
        Prania i zmywania nawet nie liczę wink
        A ja nie wiem, jakie sobie dziś obowiązki narzucę jeszcze big_grin
        Dzieć dopiero wstał, wygrzebujemy się z betów i chyba zrobię sobie dziś salon piękności, maseczka i te sprawy smile
        • claudel6 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:28
          ja dzisiaj wstałam o 12:30 smile ale narzuciłam zasadę, ze w soboty muszę się wyspać. chocby nie wiem co.
    • skarolina Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 09:25
      > To niesamowite, jak zmieniła się mentalność przez te 30kilka lat...

      No nie wiem, czy to kwestia mentalności - jak mówię w pracy, że siedziałam przy komputerze/oglądałam tv/czytałam książkę/tu dodaj każdą inną domową rozrywkę, to słyszę wciąż to samo "Skąd ty masz na to czas?" "W domu jest tyle do zrobienia, że ja nie mam czasu na tv" i tym podobne. I nie mówią tego moje dużo starsze koleżanki, tylko te w moim wieku (czyli roczniki z przełomu lat 60 i 70). Mają mniej więcej tyle dzieci co ja, pracujemy na etacie, ale nie jest to etat ośmiogodzinny, nawet nie nauczycielski, specyfiką miejsca pracy jest spora ilość tzw. przestojów, więc wolnych dni i jak słyszę, że one nie mają kiedy czytać, nie mają czasu dla siebie, to się zastanawiam, co też naprawdę one w tych domach robią. Dodam, że dzieci też nie są niemowlakami, chodzą do placówek, potrafią zająć się sobą.
      • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 10:47
        ja tam mimo gotowania,prasowania i "obowiązków" domowych mam czas na książki,net czy inne przyjemności-takie tylko moje.
        kwestia ustalenia priorytetów,dobrej organizacji i zagonienia reszty rodziny do pracy.
        dla mnie jest oczywiste i nie podlegające dyskusji,że obiad ma być ugotowany.jakbym mężu codziennie kazała po pizzę latać to by mnie wyśmiał i sobie inną żonę znalazł.
        to nie są przykre obowiązki tylko normalne codzienne czynności.
        • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 10:51
          i jeszcze jedno-z wielu waszych wypowiedzi wynika,że te gotujące i sprzątające są nieszczęśliwe jak cholera,urobione po pachy i zniewolone przez panów mężów.niekoniecznie musi tak być.
          szczerze mówiąc jakbym tak miała cały dzień kotłować się z dzieckiem po dywanie,z maseczką na twarzy,nic innego nie robiąc to zgłupiałabym z nudów po godzinie.
          • claudel6 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:30
            e tam, ja lubie gotowac. bardzo. jakbym miała czas, to bym prowadzila pewnie jeden tych blogów o gotowaniu (ale oczywiście nie mam). więc jak przychodzi uikend, to mam ten luksus, ze wreszcie mogę coś porządnego ugotować smile

        • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:03
          Tylko to chyba nie chodzi o to, że Mia nie robi absolutnie nic, bo ma do tego prawo. Ale daje sobie prawo do nie robienia nic, jeśli akurat ma ochotę. To tak, jak u nas - jeśli nie mam nastroju, siły, pomysłu, czy czegokolwiek, co jest potrzebne do zrobienia obiadu, to go nie ma. Nie umrzemy, jak zjemy taki z dnia poprzedniego, albo zrobimy zapiekanki z kanapek. Albo będzie przywiezione coś z miasta. Albo pójdzie jakaś mrożonka. Da się żyć. To nie oznacza, że nikt nie robi prania, nikt nie sprząta, nikt nic nie kupuje i żyjemy wodą i powietrzem, tylko nie ma dupościsku, że jak nie będzie obiadu, albo prasowanie czeka na zmiłowanie tydzień, a okna kolejny miesiąc, to się świat zawali. Nie, nie zawali się.
          To, co trzeba, po prostu trzeba, to pranie - bo inaczej się skończą ubrania, ale to jest akurat mało upierdliwe i jakoś się zrobi nawet przy wielkiej niechęci. Z prasowaniem już ciężej. Ale nie muszę codziennie latać ze ściereczką i ścierać kurzy (tak - nie pamiętam, kiedy ostatnio wszystko półki były wytarte na raz), co miesiąc myć okien i spędzać 2 godzin dziennie na prasowaniu. Chcę, to mogę, nie chcę, nie ruszam.
          • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:06
            wiesz-ja wyczułam akurat lekką pogardę i poczucie wyższości w stosunku do tych co gotują i prasują.
            ja tez nie latam codziennie ze ścierką-co to to nie.też mam czasem lenia i nie robię nic.ale nie dorabiam do tego ideologii i nie ironizuję z tych,które postępują inaczej.
            • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:15
              Właśnie chodzi o to, że w tym nie ma żadnej ideologii. Nie chcesz, nie robisz. Świat się od tego nie zawali, dziecko, jak raz dostanie kawałek pizzy, nie umrze, a mąż się nie wyprowadzi, jak pani żona mu raz nie wyprasuje koszuli. Pokolenie naszych matek najczęściej (nie zawsze, są wyjątki, i tyczy się w sumie nie tylko naszych matek, bo u niektórych koleżanek też to dostrzegam) nie dopuszcza do świadomości pomysłu pt.: w tym tygodniu nie ma porządków w sobotę, w tę niedzielę nie ma dwudaniowego obiadu z rosołem i nie chce mi się, więc nie myję wszystkich okien, bo akurat święta idą.
              • a.va Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 16:12
                O to to, dokładnie o to chodzi. Nie o to, czy ktoś sprząta czy nie, tylko czy kobieta ma poczucie, że musi, że to ona zarządza domowymi pracami, to ona ma obowiązek o wszystko zadbać, a mąż jej ewentualnie pomoże.
          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:28
            Wujeczko droga, przywróciłaś mi wiarę w nasz system edukacji big_grin
            • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:33
              smile
        • nadja11 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:04
          Ja jedyne co robię to ogarniam każdego dnia aneks kuchenny , dbam o to żeby nie było brudnych garów czy resztek jedzenia w tej czesci mieszkania i tyle.
          Poza tym nie gotuję ,nie zajmuje sie domem właściwie, raz na jakis czas jak mi sie chce i jak jest juz faktycznie brudno.
          Dbam jednak o to by nasza rodzina nie wyglądała jak fleje ,więc piorę .prasuję ale już nie dbam o to jak te ubrania prezentują sie w szafie ,czy są ułozone perfekcyjnie czy nie.
        • lusitania2 Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 13:57
          klara-poisencja napisała:

          > dla mnie jest oczywiste i nie podlegające dyskusji,że obiad ma być ugotowany.ja
          > kbym mężu codziennie kazała po pizzę latać to by mnie wyśmiał i sobie inną żonę
          > znalazł.

          usiłowałam wymyślić, co mogłoby mnie skłonić do związania się z tego typu kreaturą.
          Niestetywink ciemność widzę, ciemność.
          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 15:15
            Za to mój, gdybym mu pozwoliła codziennie jeść foccacie, pizze i cebulową z pobliskiej włoskie restauracji to bym mnie błogosławił wink
            Nie ma tak dobrze- dziś jarzynowa big_grin
    • atowlasnieja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 11:48
      Kwestia człowieka. Moja mam jakoś tak potrafi zająć się dziećmi, że niezależnie co robiła zawsze miałyśmy wrażenie, że przedewszystkim jest z nami a prowadzenie domu to było jakby tak przy okazji. Że "coś robi" to ja się orientowałam dopiero w momencie jak robiła coś w czym ja nie mogłam jej towarzyszyć.

      Ja natomiast robię by trzymać dzieciaka na dystans. Moja mama potrafi nadal tak zbajerować dzieciaki, że są przekonane, że babcia z nimi spędza czas podczas gdy ona przy bardzo "grzecznych dzieciach" (w porywach nawet dwa małe tajfuny) wszystko zrobić spokojnie może.
      • papalaya ja ja ja ja aj aj 16.07.11, 12:03
        je nie nie muszę

        ja chcę

        ja ja ja ja ja ja

        nieszcześliwa fleja dorabiająca ydeologie to swojego tumiwisizmu i lenistwa
        • mia_siochi Re: ja ja ja ja aj aj 16.07.11, 12:31
          Może fleja, ale dlaczego zaraz nieszczęśliwa? tongue_out
          • czarnaalineczka Re: ja ja ja ja aj aj 16.07.11, 16:22
            bo dziekco jak luj wyglada big_grin
            • czarnaalineczka Re: ja ja ja ja aj aj 16.07.11, 16:47
              i to luj bez czapeczki tongue_out
              • nanuk24 Re: ja ja ja ja aj aj 16.07.11, 17:07
                Matko jedyna! To ona jeszcze dziecku swemu tej czapki nie zalozyla?! Skandal!tongue_out
              • mia_siochi Re: ja ja ja ja aj aj 16.07.11, 18:25
                ciągle się dzielnie trzymam big_grin
    • mel-laa Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 17:06
      Niestety ja jestem taka jak pokolenie matek o którym napisałaś. W domu są w 95% sa obiady 2 daniowe, bo podobnie jak Klara nie wyobrażam sobie, by dziecię jadło pizzę. Przeważnie gotuję na zmianę 1 dnia zupa, 2 drugie danie. Ze ścierą nie latam, za to wymyślam np. dziś myję lodówkę, innego dnia sprzątanie szafy łazienkowej, pranie firan no i nieszczęsne prasowanie którego szczerze nienawidzę. A ostatnio dziecię jest marudne i chce tylko na dwór więc gotuję gdy śpi, zmywam, gdy mąż usypia malucha.
    • nanuk24 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 17:12
      A moja rodzicieka to potrafila prawie ze na kleczkach przepraszac mojego meza, ze zle mnie wychowala, bo kto to widzial, zeby chlop po kuchni sie krecil, sniadanie szykowal i gary myl, kiedy ja w najlepsze spie - a tu juz przeciez godzina 9!
      • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 17:17
        big_grin
      • claudel6 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:45
        ej, żadna z was nie miala wyzwolonej matki? przecież to pokolenie rewolucji obyczajowej, 68 r. i tak dalej. choć może nie w polsce..
        jak byłam mała, to moja mama robiła w domu wszystko.
        a potem..jakos jej się zmieniło. w tej chwili jest tak, że ojciec robi większośc poza gotowaniem. ale to nie znaczy, ze ona gotuje. gotuje czasem, jak ma ochotę, głownie w uikend lub "dla dzieci" (czyli jak ich odwiedzamy). w ciągu tygodnia ojciec kupuje gotowe dania.
        ale w jednym jest totalnie tradycyjną polską matką - uważa że głodzę chłopa, bo gotuję często bezmięsnie smile
    • my-alena Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:22
      No to ja najwyraźniej powinnam żyć jakieś 30-40 lat temu. Gotuję, sprzątam, prasuję, piorę, wychodzę z dziećmi na spacery, pomagam odrabiać lekcje, myję okna, podlewam kwiatki, bawię się z dziećmi, wożę na zajęcia dodatkowe, robię zakupy.
      Nie muszę tego robić, ale robię , bo lubię mieć czyste mieszkanie , poprasowane ubrania, domowe obiadki (choć i zamawiana pizza czasami na stole ląduje, albo zjemy gdzieś na zew.). Jakbym leżała cały dzień na macie to byłabym cholernie zmęczona nicnierobieniem.
      Mąż pomaga najczęściej w weekendy, bo w tygodniu jak wraca z pracy to najczęściej jest wszystko zrobione.
      Nie wiem jak fizycznie jest możliwe utrzymanie ładu (nie jestem pedantką i daleko mi do tego) w mieszkaniu, leżąc cały dzień na macie. Ale ja mam starsze dzieci, które biegają, jedzą w biegu, zapraszają koleżeństwo, brudzą się na dworzu, przynoszą piach itp., więc siłą rzeczy jest brudno i zawsze jest co robić. No i oczywiście jedzenie jest istone, jak mi się dzieci wybiegają to są głodne, nie będę ich karmiła ciągle pizzą, a ze słoiczków dawno wyrosły big_grin
      Nie czuję się też zaniedbana, makijaż i świeże, ułożone włosy muszą być. Otyła też nie jestem, nie ubieram się w dresy ani inne wyciągańce. Mam też czas na hobby: trochę maluję, trochę szyję, trochę kombinuję bawiąc się w Adama Słodowego - jak zrobić coś z niczego big_grin ). Wieczorkiem , jak dzieciaki śpią to czytam, oglądam TV lub jakiś film na DVD.
      Czasami mam leniwca to nie robię nic przez jeden dzień, lub zrobię mniej, bo nie muszę, ale tak na codzień to sobie nie wyobrażam.
      Jak pracowałam to robiliśmy wszystko z mężem razem po pracy , w weekendy, teraz nie pracuję , więc robię to ja i tyle. W weekendy , kiedy mąż jest w domu, dzielimy się obowiązakami, żeby "konieczne" zrobić jak najszybciej i mieć czas na wycieczkę rowerową, na jakiś wyjazd, czy spacer.

      Alena.
      • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:41
        my-alena-dokładnie to samo chciałam napisać tylko mi się nie chciało big_grin
      • wespuczi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 20:58
        o ja nie moge, idealna jestes normalnie..
        • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 21:04
          Jak z reklamy proszku do prania big_grin
          • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 21:08
            i tu się mylisz bo do ideału to mi bardzo,bardzo daleko..
            • my-alena Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:04
              He, he, myślę, że ten dowcipny i niezwykle wyszukany komentarz miał być do mnie.

              Nie, nie jestem idealna, ale poczucie obowiązku mam (a chyba o tym mowa) i nie uważam, żeby był to powód do naśmiewania i żartów.
              Dla mnie nie jest ważne, czy pracuję zawodowo , czy pracuję w domu, czy robię coś dla przyjemności. Jeżeli się czegoś podejmuję to biorę się za robotę i tyle.

              Podjęłam się opieki nad dziećmi i zadbania o dom więc to robię zamiast leżeć. Czasami mam dość, czasami bywam zmęczona, ale to właśnie obecnie jest moje zajęcie. Nie przyszło mi nawet do głowy, że jestem taka zacofana, ale dzięki za uświadomienie.
              Mój dom nie jest idealny, wręcz przeciwnie, ciągle jest coś do zrobienia, dlatego tym bardziej nie wyobrażam sobie, że można leżeć (ok. jeden, dwa dni można, ale na dłuższą metę !! Nie widzę powodów do dumy).


              Alena
              • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:07
                komentarz w sumie i do mnie uncertain
                olać to- dbamy o nasze domy i już.ktoś nie widzi potrzeby-jego sprawa.
              • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:40
                I wiesz, gdzie robisz błąd. W zdaniu: "zawsze jest coś do zrobienia", bo powiem Ci coś - zaorasz się, wypełniając swe obowiązki, a zawsze, ale to zawsze będzie coś do zrobienia. Idealnie czyste mieszkanie (ale bez gotowania i wszędobylskiej rodziny i zwierzaków) to w katalogu ikei może, bo tak to non-stop coś się dzieje, coś trzeba robić, zawsze jest jakieś coś. Jak nie dasz sobie prawa do nic nie robienia, to się sama wtłoczysz w schemat, który prezentuje moja mama - kładzie się spać mocno po północy, wstaje po 6 i non-stop coś robi. Ma chory kręgosłup i mogłaby choć co jakiś czas nic nie robić, żeby odpocząć, ale nie - zawsze k***a coś! Jest to tak chore, że ładny kawał czasu po wyprowadzce musiałam się leczyć z poczucia winy, kiedy spędzałam wieczór tylko nad książką, albo nie sprzątałam podłóg przez 5 dni, bo byłam zajęta (czy to poza domem, czy odpoczywaniem w domu). Jakby odkurzona kilka dni temu podłoga miała mieć prawo do robienia wyrzutów, że nikt się nią nie zajął. To jest cholerna podłoga, a nie członek rodziny, któremu należy poświęcić czas dla obopólnej korzyści.
                • cherry.coke Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:49
                  wuika napisała:

                  > I wiesz, gdzie robisz błąd. W zdaniu: "zawsze jest coś do zrobienia", bo powiem
                  > Ci coś - zaorasz się, wypełniając swe obowiązki, a zawsze, ale to zawsze będzi
                  > e coś do zrobienia. Idealnie czyste mieszkanie (ale bez gotowania i wszędobylsk
                  > iej rodziny i zwierzaków) to w katalogu ikei może, bo tak to non-stop coś się d
                  > zieje, coś trzeba robić, zawsze jest jakieś coś. Jak nie dasz sobie prawa do ni
                  > c nie robienia, to się sama wtłoczysz w schemat, który prezentuje moja mama - k
                  > ładzie się spać mocno po północy, wstaje po 6 i non-stop coś robi. Ma chory krę
                  > gosłup i mogłaby choć co jakiś czas nic nie robić, żeby odpocząć, ale nie - zaw
                  > sze k***a coś! Jest to tak chore, że ładny kawał czasu po wyprowadzce musiałam
                  > się leczyć z poczucia winy, kiedy spędzałam wieczór tylko nad książką, albo nie
                  > sprzątałam podłóg przez 5 dni, bo byłam zajęta (czy to poza domem, czy odpoczy
                  > waniem w domu). Jakby odkurzona kilka dni temu podłoga miała mieć prawo do robi
                  > enia wyrzutów, że nikt się nią nie zajął. To jest cholerna podłoga, a nie człon
                  > ek rodziny, któremu należy poświęcić czas dla obopólnej korzyści.

                  To takie prawdziwe (snif snif)

                  Czytalam kiedys jakies materialy z historii spolecznej, i bylo tam stwierdzenie (a propos watku patriarchatu, feminizmu itp), ze przeklenstwem kobiet przez wieki bylo to, ze mezczyznom przypisano role tworzace dobra i idee trwale, a kobietom prace, ktora ulega nieustannego zamazaniu, wymaga nieustannego odtwarzania, a i tak nic z niej nie zostaje...
                  • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:52
                    Chusteczkę? Nie mam takich lnianych, wyprasowanych, ale chociaż jednorazowe, bardzo dobre? Przeziębiona jestem od tygodnia i nie obtarłam sobie nosa, więc są naprawdę kul, poczęstuj się proszę smile
                • my-alena Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:30
                  No dziękuję Ci bardzo, ale jak też napisałam, moje mieszkanie nie jest idealnie czyste. Nie myję codziennie podłóg, nie wycieram codziennie kurzy i wielu innych rzeczy nie robię, bo nie mam na to czasu i nie muszę tego robić. Nie wstaję też o 6-stej (ok, wstaję o 7-mej, bo muszę córkę do szkoły wyszykować), chodzę spać o północy, ale to dlatego, że lubię sobie wieczorami poczytać, albo na komputerze poklikać. Poświęcam czas sobie, poświęcam czas na moje zainteresowania i na książki. W ciągu dnia, jak mam ochotę to też usiądę i kawkę wypiję, na kompa spojrzę itp.
                  Ani ja idealna, ani moje mieszkanie, ale nie potrafię leżeć cały dzień i zakrywać się nowoczesnością. Dzieci też wymagają opieki, poświęconego czasu i zainteresowania. Czasem dzieci zajmują mi tyle czasu, że w domu nic nie tknę, tylko jakiś szybki obiad ugotuję. Nie wiem , może to kwestia wieku dzieci, ja wożę córkę na dodatkowe zajęcia (3 x w tygodniu), chodzę na zebrania do szkoły (ok. 6 x w roku), uczestniczę w miarę aktywnie w życiu szkolnym (w naszej szkole wszystkie szkolne imprezy organizują rodzice), z młodszą córką (od września idzie do przedszkola) codziennie wychodzę na plac zabaw, robię bieżące zakupy. Do tego załatwiam wizyty u lekarzy (dzieci na ogół nie chorują, ale zawsze jakieś "licho je trafi" - kurzajka, osa, naderwany paznokieć itp). Odbieram starszą ze szkoły, kontroluję odrabianie lekcji (ma codziennie prace domowe). Do tego muszę kontrolować ćwiczenie na instrumencie , słuchanie płyt z angielskiego, wozić na urodziny u koleżanek, kupować prezenty, organizować urodziny własnych dzieci i wiele innych rzeczy. Gotowanie i sprzątanie to czynności których nie lubię, ale robię, bo dzieci muszą jeść, a ja lubię porządek. Nie musi być idealnie, ale lubię mieć z grubsza sprzątnięte. Mąż bałaganu też nie lubi, jeżeli jest bałagan jak wraca z pracy to sam się bierze za sprzątanie.
                  To nie jest tak, że ja sobie żyły wypruwam, żeby mi podłoga lśniła, ale nie lubię odkładać pracy na później bo samo się nie zrobi, a jak się uzbiera dużo to jest jeszcze gorzej.
                  Może też wpływ na to jak jest, ma fakt, że mieszkam daleko od rodziny i żadna Mama, Teściowa, czy Babcia mi nie pomoże, dziećmi się nie zajmie, obiadku nie ugotuje.

                  Nie wychowałam się też w domu, gdzie Matka robiła wszystko. Byliśmy z bratem dziećmi z kluczami na szyi, jadaliśmy na stołówce i wiele rzeczy musieliśmy sami sobie zrobić.

                  Alena
                  • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:36
                    O matko, przecież ja też się dzieckiem zajmuję itd.
                    I nikt mi obiadków nie gotuje.
                    Naprawdę nie łapiesz?
                    O podejście chodzi, o ten wewnętrzny luz.
                    Przecież nikt nie pisał, że żyje na kupie śmieci i umiera z głodu.
                    Tyle tylko, że można żyć ze spiętymi pośladkami "ja muszę bo swiat się zawali", a można miec podejście "nikt z głody nie umrze, jak obiadu nie dostanie". Można przeciągnąć się na kanapie z myślą "e tam, nie robię", a można wyszukać sobie kolejne "coś" do zrobienia.
                    Widzisz, cały dzień się krzątasz a mimo to przyznajesz,że Twoje mieszkanie jest dalekie od ideału.
                    Ja się nie krzątam, a też tak uważam big_grin
                    • my-alena Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 00:19
                      A ty nie kumasz, że są ludzie, którzy żadnego luzu nie odczują jak się potykają o zabawki, w łazience rośnie góra prania, dzieci nie mają co jeść (moje słoiczków nie jadają) a w zlewie wieczorem stoją i kwitną kubki, talerze i garnki.
                      Mieszkanie dalekie od ideału to też rzecz względna.

                      Wątek zaczął się od poczucia obowiązku przed laty i teraz. Więc zdecydowanie stwierdzam, że obecnie też są kobiety z poczuciem obowiązku i takie które poczucia obowiązku nie mają big_grin

                      Alena


                      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 00:37
                        Zmywarkę kup.
                        Rozwiazuje wiele problemów wink
                      • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 01:01
                        kubek nie zakwitnie od jednego wieczoru w zlewie
                        rylly
                        od 2 dni tez nie
                        a po kawie to sie ladnie zasusza i wcale nie kwitnie tongue_out

                        jak sie ma duzy kosz w lazience to nie robia sie gory prania big_grin

                        > Wątek zaczął się od poczucia obowiązku przed laty i teraz. Więc zdecydowanie st
                        > wierdzam, że obecnie też są kobiety z poczuciem obowiązku i takie które poczuci
                        > a obowiązku nie mają big_grin
                        >
                        na szczescie naleze do tych drugich big_grin
                        • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:09
                          Ty luju! (lujuwo?)
                          • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:29
                            lujko
                            lujeczko
                            lujuniu big_grin
                            • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:46
                              Lujeluczuniu tongue_out
                              • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:50
                                lujineczka big_grin
                                • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:56
                                  lujiczusia? ;P
                        • mama_kotula Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:56
                          Cytat
                          jak sie ma duzy kosz w lazience to nie robia sie gory prania big_grin


                          Robią się, robią. Wystarczy nie zrobić prania przez 4-5 dni. Robi się wielki laundry monster i do tego jeszcze większy laundry monster w koszu z rzeczami ściągniętymi z suszarki tongue_out

                          Ja w ogóle nie kumam idei tego wątku. Znaczy kumam, o co chodzi, ale nie rozumiem idei obśmiewania tych, które lepiej się czują wtedy, kiedy mają wszystko zrobione, udzielanie im dobrych rad "jak się wyluzować", i licytowanie się, która bardziej wyluzowana, bo leży cały dzień na macie z dzieckiem i maseczką itp. i stosowanie tego jako coś w rodzaju wzorca.

                          Moja matka jest osobą, która nie jest w stanie się skoncentrować na niczym, kiedy ma nieład w mieszkaniu i dezorganizację reszty rzeczy. Uprzedzam komentarze: próbowała. Nie umie i już, mówi, że najlepiej się czuje, jak może usiąść z krzyżówką, herbatą i pomyśleć, że wszystko ma zrobione i teraz może się rozkoszować wolnym czasem (co ciekawe, nie jeździ na szmacie przez pół dnia - nie mam pojęcia jak ona to robi, ale wszystko robi odruchowo, błyskawicznie i zostaje jej mnóstwo wolnego czasu).
                          I szczerze? W jakimś stopniu rozumiem moją mamę - ja nie mam absolutnie żadnego poczucia obowiązku, że MUSZĘ coś zrobić - bo nie muszę. Niemniej dobrze mi robi odkreślanie kolejnych punktów na checkliście todo (niekoniecznie związanych z pracami domowymi, jeszcze lepiej mi robi odkreślanie punktów z pracowej listy todo).

                          Nie wpadłabym na to, aby moją matkę pouczać czy wyśmiewać - to jej dom, jej życie, jej podejście. I ona też już zajarzyła (po dłuuugim czasie - ale jednak), że ja mam inny sposób i kiedy informuję ją, że na obiad zamówiliśmy pizzę, jedyne zastrzeżenie to "macie za dużo pieniędzy?" - nic nie ma o tych tam, no, powinnościach kobiety w temacie obiadu tongue_out
                          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 08:58
                            Ależ nikt nie poucza, tylko zauważa różnicę w podejściu wink
                            • mama_kotula Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 09:02
                              mia_siochi napisała:
                              > Ależ nikt nie poucza, tylko zauważa różnicę w podejściu wink

                              "Tylko zauważa różnicę w podejściu"? Na ematce? ;-P
                              • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 09:23
                                No dobra big_grin
                            • my-alena Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:21
                              mia_siochi napisała:

                              > Ależ nikt nie poucza, tylko zauważa różnicę w podejściu wink

                              Jak nie poucza, a rady typu : kup zmywarkę lub większy kosz na pranie ????

                              Zmywarkę mam, kosz na pranie też spory i od wielkości kosza prania nie ubywa, a do zmywarki nie wszystko się nadaje, poza tym zmywarka też wymaga obsługi bo nic do niej samo nie wchodzi, samo się nie włącza i samo nie wychodzi.

                              Ja nie bardzo kumam, dlaczego pracowitość i poczucie obowiązku to powód do wyśmiewania i do pouczania, a jego brak nazywany jest nowoczesnością i jest powodem do dumy ??????
                              Naprawdę jesteś dumna ze swojego lenistwa ?????
                              Ja bym nie była i źle bym się czuła, gdybym nie pracowała. Nie ważne czy zawodowo czy w domu jestem odpowiedzialna za to czego się podjęłam więc to robię. Tak jak pisałam wcześniej dzień czy dwa jestem w stanie odpuścić jak mi się nie chce czy nie mogę się pozbierać, bo takie dni też mam, ale na ogół robię co mam do zrobienia i już.

                              Tak jestem zacofana. Tak jestem nudna. I dobrze mi z tym tak samo jak Tobie z Twoją "nowoczesnością".

                              Alena



                              • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:33
                                Ja tam się dobrze czuję, będą leniem, jak mnie nazwałaś. Ba, jestem z tego dumna. Jak wspomniałam, przez długi czas po wyprowadzce z domu miałam wyrzuty sumienia, jak chciałam zrobić coś dla siebie, bo w domu byliśmy non-stop gnani do jakiejś roboty, bo było nie do pomyślenia, żeby sobie usiąść i odpocząć, kiedy jest coś do zrobienia. W domu zawsze jest coś do zrobienia, więc wyobraź sobie, jakie to było milusie. I teraz bardzo sobie cenię mój luz psychiczny w tym zakresie i poczucie, że jeśli nie chcę, nie muszę w domu robić prawie nic w danym momencie. Można zrobić później, może zrobić ktoś inny, można w ogóle nie zrobić. Moje samopoczucie nie zależy od tego, czy codziennie po polegiwaniu pół dnia na kanapie uporządkuję wszystko od linijeczki, tak samo, jak nie zależy od tego, czy rzeczy ze zmywarki znikną z niej w ciągu pół godziny, czy też pięciu. Dlatego - przy takim podejściu, wiele rzeczy mogę, dużo robię, ale bardzo, ale to bardzo mało jest rzeczy, które muszą być zrobione teraz zaraz natychmiast, bo inaczej stanie się jakieś niewyobrażalne zło, a ja będę się czuć źle.
                                • my-alena Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 11:01
                                  No cóż. Ja mam czas dla siebie, mam czas na kawę, mam czas na książkę, mam czas na hobby, gotuję obiady, sprzątam , piorę i prasuję i wcale nie uważam, że wypruwam sobie dla tego wszystkiego żyły.
                                  Robię wszystkio regularnie, więc nie ma potrzeby żebym potem musiała sprzątać dwa dni czy stać przy desce do prasowania kilka godzin. Tak działam i tak mi dobrze. Nie robię ponad siły, nie sprzątam po nocach, nie mam idealnego błysku w domu. Ale znam osoby co są wyluzowane i w moim odczuciu mają w domu bałagan w jakim ja bym żyć nie mogła. U mojego brata w kuchni nie sprząta się cały dzień. Wszystko co zostało ubrudzone w ciągu dnia stoi porozstawiane na stole , bufecie, gdzie popadnie. Blaty brudne , wszędzie okruszki, resztki jedzenia itp. Gdybym ja rano wstała i weszła do takiej kuchni to bym się załamała, bo mój dzień musiałby się zacząć od sprzątania, żebym mogła w miłym otoczenbiu zjeść śniadanie. To ja wole sprzątać regularnie, po każdym posiłku i wejść rano do czystej kuchni i zacząć dzień od kawy. Od i tyle. To samo dotyczy innych pomieszczeń.

                                  Alena
                                  • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 11:07
                                    >Ale znam osoby co są wyluzowane i w moim odczuciu mają w domu bałagan w ja
                                    > kim ja bym żyć nie mogła. U mojego brata w kuchni nie sprząta się cały dzień. W
                                    > szystko co zostało ubrudzone w ciągu dnia stoi porozstawiane na stole , bufecie
                                    > , gdzie popadnie. Blaty brudne , wszędzie okruszki, resztki jedzenia itp.

                                    przerazajace
                                    a jak te okruszki ozyja i w nocy zabija domownikow big_grin
                                    • my-alena Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 11:38
                                      Nie zdążyłaś doczytać dalej ? Czy może czytanie dalej za bardzo by Cię zmęczyło ? A może nie odczuwasz obowiązku czytania do końca i masz ten luz, że nie musisz ?

                                      Reprezentujesz sobą brak poszanowania dla innych ludzi i ich przekonań. Wyrwałaś cytat z kontekstu uważasz, że to bardzo zabawne. Dla mnie dziecinne i żenujące, poziom dyskusji poniżej 0. Ale każdy sobie .....

                                      Alena
                                      • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 11:44
                                        > Nie zdążyłaś doczytać dalej ? Czy może czytanie dalej za bardzo by Cię zmęczyło
                                        > ? A może nie odczuwasz obowiązku czytania do końca i masz ten luz, że nie musi
                                        > sz ?
                                        big_grin
                                        doczytalam do konca bo chcialam wink
                                        nie dlatego ze musialm
                                        ale nie widzialm powodu odniesc sie do twojego stanu psychicznego spowodowanego okruszkami w kuchni twojego brata
                                        nie jestem psychiatra big_grin
                                        • my-alena Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 12:13
                                          Może i doczytałaś ale najwyraźniej nie zrozumiałaś.

                                          Okruszki w domu brata mam w nosie. Ich sprawa jak zaczynają dzień, ich chlew.

                                          Nie jesteś psychiatrą ???? Może minęłaś się z powołaniem ???? Byłaby to niezwykle trafna i przenikliwa diagnoza. Tak jestem psychiczna, bo lubię wypić poranną kawę w czystej kuchni big_grin





                              • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:45
                                > Naprawdę jesteś dumna ze swojego lenistwa ?????
                                taaakkkkk
                          • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:28
                            Dla mnie to jest problem polegający na tym, że trzeba sobie zasłużyć, żeby się walnąć na kanapie i nie robić nic. Piszesz, że Twoja mama się zrelaksuje, jak wszystko zrobi. Rozumiem, że jak zostawi bajzel w domu i wyjdzie na spacer, to na nim nie odpocznie, bo w domu czekają obowiązki i kubeczek po kawie został do mycia? Można sobie mieć mieszkanie wysprzątane na błysk, można na wystarczająco dobrze, a można wcale. Natomiast nie widzę powodu, dla którego wystarczająco dobrze oporządzone mieszkanie miało być powodem do stresu dla osoby ogarniającej - bo jeszcze to, to i tamto. To, czy pranie poczeka jeden dzień, czy dwa, nie jest wyznacznikiem wartości człowieka, który to pranie miał zrobić, jego ważność nie spadnie, jeśli lustro poczeka pół dnia na umycie, a podłoga będzie odkurzona później. A tutaj są zdanie, że trzeba, że jak to tak - nie zrobić. Jak oceniacie siebie względem tego, co i ile zrobiłyście w domu, to jak jesteście chore i nie macie fizycznej możliwości, to co? Jesteście mniej warte, jako człowiek? Nie należy się wtedy odpoczynek i relaks przy krzyżówce?
                            • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:37
                              zrobiłaś teraz jakąś z dupy wziętą pseudo psychoanalizę..
                              skąd ci się wzięło,że trzeba zasłużyć na odpoczynek??
                              nie przychodzi ci do głowy,że niektóre kobiety lubi ą swoje domowe "obowiązki",lubią mieć posprzątane,ugotowane,uprasowane-i nie czują się tym uciemiężone?
                              pisz sobie co chcesz,nazywaj mnie zacofaną i nienowoczesną-mam to gdzieś szczerze mówiąc.
                              żyj i daj żyć innym
                              • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:40
                                Skąd mi się wzięło? Może ze zdania, że człowiek nie umie się zrelaksować, jeśli ma jeszcze coś do zrobienia? Że odpoczynek i chwila nic nie robienia to dopiero, jak się odwali tyle, a tyle roboty? Że bez tego nie wypełnia się swoich obowiązków i generalnie jest się do niczego? Nijak się to nie ma przecież do oceny osoby, prawda? A wiesz, kto tak najczęściej ocenia? Same kobiety - same siebie tak oceniają. Bo nie sprzątnęły, nie poprasowały, nie ugotowały, więc filmu, krzyżówki, spaceru nie będzie, bo nie wykonały wszystkiego, co trzeba. Kij z tym, że najczęściej listę same ułożyły i są niemalże jedynymi, którym na wypełnieniu tych list zależy.
                                • mama_kotula Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:50
                                  Cytat
                                  Może ze zdania, że człowiek nie umie się zrelaksować, jeśli ma jeszcze coś do zrobienia? Że odpoczynek i chwila nic nie robienia to dopiero, jak się odwali tyle, a tyle roboty? Że bez tego nie wypełnia się swoich obowiązków i generalnie jest się do niczego?



                                  Yyyy, i to wyczytałaś ze zdania że moja matka nie umie się skoncentrować, jak nie ma odhaczonego wszystkiego z checklisty?
                                  Że "generalnie jest się do niczego"? O bogowie. To właśnie jest ta psychoanaliza z dupy wzięta.
                                  To, że ktoś się lepiej czuje, jak ma wszystko zrobione, to znaczy, że jak nie ma zrobione, to czuje, że jest do niczego i nie ma prawa do odpoczynku? big_grinbig_grinbig_grin

                                  Cytat
                                  Bo nie sprzątnęły, nie poprasowały, nie ugotowały, więc filmu, krzyżówki, spaceru nie będzie, bo nie wykonały wszystkiego, co trzeba.


                                  Taaa, nie zasłużyły przecie tongue_out
                                  To jest WYBÓR, Wuika. Wybór. Ja nie lubię siedzieć z krzyżówką w syfie, bo nie lubię siedzieć w syfie, drażni mnie syf, lubię mieć wszystko idealnie posegregowane i odhaczone z checklisty (ale to jest nerwica natręctw w związku z ZA, więc nie ma to nic wspólnego z poczuciem obowiązku kobiety). Po prostu.
                                  Jak ktoś lubi siedzieć w bałaganie i mu to odpowiada, ok. Jak ktoś nie lubi, też ok. Ale nie dorabiaj do tego ideologii o poczuciu obowiązku i zasługiwaniu na przyjemności, bo to śmieszne jest. Szczególnie, jak się tę ideologię dorabia wartościująco "my takie zajebiste, bo umiemy się wyluzować, a one takie biedne i uciemiężone i same sobie zgotowały ten los".
                                  • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:58
                                    nerwice sie leczy a nie pielegnuje
                                    • mama_kotula Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 11:00
                                      czarnaalineczka napisała:
                                      > nerwice sie leczy a nie pielegnuje

                                      Mi jest całkiem nieźle z moją nerwicą, wierz mi wink
                                      Nie jest ona szkodliwa na tyle, aby mi utrudniała życie. Wręcz przeciwnie.
                                  • kiniox Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 14:36
                                    mama_kotula napisała:
                                    > To, że ktoś się lepiej czuje, jak ma wszystko zrobione, to znaczy, że jak nie m
                                    > a zrobione, to czuje, że jest do niczego i nie ma prawa do odpoczynku? big_grinbig_grinbig_grin

                                    Oczywiście rozumiem, że pewne rzeczy sprawiają nam przyjemność i ułatwiają relaks. Ale przykładowo - ja lubię pić herbatę z pięknej porcelany, ale nie muszę jej pić z pięknej porcelany, żeby mi smakowała i żebym cieszyła się chwilą. I nie myślę wtedy o tym, że herbata poszła psu na budę, bo nie wypiłam jej z pięknej porcelany i w ogóle lepiej by było, żebym w ogóle tej herbaty nie piła, skoro nie mogę jej wypić z pięknej porcelany. Nie przychodzi mi też do głowy, że nie zrobię sobie w ogóle herbaty, bo akurat nie mogę jej wypić z pięknej porcelany. Nie daję się wepchnąć w sytuację, w której tylko wypicie herbaty z pięknej porcelany mnie uszczęśliwi. Bo tak lubię tę porcelanę.
                                    Zasadniczo nie powinno w ogóle być tak, żeby nasze dobre samopoczucie zależało od jakichkolwiek czynników zewnętrznych. Czyli naszej umiejętności relaksu, dobrego samopoczucia i radości z bycia tu i teraz nie powinien warunkować ani stan domu, ani opinie sąsiadki o nas, ani stan odhaczenia spraw do załatwienia, ani dostępność pięknej porcelany. Co jest oczywiście bardzo trudne. Większośc ludzi uwarunkowuje swoje poczucie zadowolenia od spełnienia mnóstwa dodatkowych kryteriów. Ale to żaden powód do dumy.
                                    • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 14:43
                                      Ładnie to napisałaś. Możesz dorzucić sobie do dzisiejszej listy (i od razu odhaczyć wink ) zgrabne przekazywanie myśli smile
                                    • a.va Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 16:32
                                      Kiniox, pięknie to napisałaś. Zen w czystej postaci wink
                              • mama_kotula Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:40
                                Cytat
                                zrobiłaś teraz jakąś z dupy wziętą pseudo psychoanalizę..
                                skąd ci się wzięło,że trzeba zasłużyć na odpoczynek??
                                nie przychodzi ci do głowy,że niektóre kobiety lubi ą swoje domowe "obowiązki",lubią mieć posprzątane,ugotowane,uprasowane-i nie czują się tym uciemiężone?


                                Chciałam dokładnie to napisać, ze szczególnym uwzględnieniem psychoanalizy z dupy wziętej, ale mnie ubiegłaś. Dziękuję smile
                                • klara-poisencja Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:45
                                  a proszę cię uprzejmie big_grin
    • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:33
      Ja tylko dodam, że moja teściowa mało zawału serca nie dostała (i wtedy mnie znienawidziła) jak zobaczyła, że jej synuś idzie do łazienki kąpać małą, a ja siadam przed tv lub idę zrobić kolację. (sama jest królewną, która nic nie zrobi z czystego lenistwa, nawet gdy się ją odwiedza, to trzeba przygotować obiad, upiec ciasto i po sobie posprzątać, a jak była u nas, to powiedziała, że chciała pozmywać, ale nie wiedziała jak odkręcić wodę, więc włączyła sobie tv big_grin)
      • miniofilka Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:09
        naomi19 napisała:

        > Ja tylko dodam, że moja teściowa mało zawału serca nie dostała (i wtedy mnie zn
        > ienawidziła) jak zobaczyła, że jej synuś idzie do łazienki kąpać małą, a ja sia
        > dam przed tv lub idę zrobić kolację. (sama jest królewną, która nic nie zrobi z
        > czystego lenistwa, nawet gdy się ją odwiedza, to trzeba przygotować obiad, upi
        > ec ciasto i po sobie posprzątać, a jak była u nas, to powiedziała, że chciała p
        > ozmywać, ale nie wiedziała jak odkręcić wodę, więc włączyła sobie tv big_grin)

        głupia baba i tylesmile
    • kota_marcowa Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:41
      mia_siochi mam tak samo jak tysmile
      Jak mam wenę to robię, jak nie to jemy pizzę, mój mąż tak samo, przy czym uczciwie dodam, że on chyba więcej robi niż ja. Tak, tak wiem jestem fleja i lejbig_grin

      Mój mąż kiedys polazł na tenisa w nieuprasowanej koszulce, pomięta nie była ale uprasowana tez nie i moja teściowa chciała mi dogadać tekstem, że ludzie sobie pomyślą, że ładnie żona o niego dba, a jej na to, że nie, pomyślą sobie, że kiepsko wychowany jest i matka nie nauczyła go jak się żelazko włączawink
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 19:59
        Hłe hłe big_grin
        Moja mi kiedys dogadała, ze mam pewnie dużo wolnego czasu, bo nie prasuję big_grin
        To prawda smile
        I uwielbiam to big_grin
        • wuika Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 22:42
          U mnie się już nauczyli, że mąż prasuje sobie sam (ok, ostatnio jak miałam wenę, prasowałam wszystko, znowu mi przeszło po dwóch miesiącach) i uwagi, kiedy założył specjalnie nieuprasowaną koszulę (ma taką jedną, która podobno tak wygląda lepiej, ma taki dziwny splot), to już się jego czepiali, nie mnie big_grin
          • claudel6 Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:50
            ja to nawet nie wiem, gdzie mój stary kładzie swoje nieuprasowane rzeczy. i kiedy je prasuje. ale prasuje bo ma kilkaset koszul. moze w nocy jak nie widzę wink
        • yuka12 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 00:38
          Moja rodzicielka niedawno na mnie się niemal obraziła, kiedy powiedziałam jej, że matkować swojemu mężowi nie będę i jak nie kupi sobie sam porządnych ciuchów, to będzie chodził obdarty. On nie kupuje mi ciuchów, dlaczego ja muszę? Moja mama, oczywista zwolenniczka równouprawnienia smile, uważa, że za wygląd męża i domu odpowiada żona, która poza tym powinna jeszcze pracować na cały etat i wygladać jak spod igły. Zresztą moja mama dopiero od pogorszenia się zdrowia kilka lat temu dała sobie prawo do odpoczywania w ciągu dnia; przez większość życia zatruwała swój i innych czas nadaktywnością. Co sama niedawno przyznała wnioskując, że taka już jest i inaczej nie potrafi. Wie już także, że nadmierna aktywność domowa nie zawsze jest zdrowa (np. przy kłopotach z sercem). Jeszcze tylko nie umie przerobić tego na praktyczny stosunek do innych.
    • miniofilka Re: kiedyś i dziś... 16.07.11, 23:07
      Bo kiedyś kobiety były uczone, że mężczyznie i rodzinie trzeba słuzyć
      moja mama do dziś uważa, że mąż może wpie...ć zonie jak jest nieugotowane, nieposprzatane czy nieuprasowanesmile
      bo to babskie rzeczy są
      dlatego moja mama się dziwi, że mój mąz gotuje, sprzata czy zmywa mówiąc, że jestem zła żonawink)))))))
      • dekkkada Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 09:22
        Mam trzyletniego synka,męża,który jest gościem w domu-bywa raz czy dwa w tygodniu po świeże ciuchy i obiady,mamy duży dom z ogrodem,nie mam żadnej pomocy,sama piorę,prasuję,gotuję,robię przetwory,opiekuję się synem,sprzątam,dorabiam sobie robiąc ankiety przez telefon. I mam czas na odpoczynek,kawę,rower,książkę. Istnieją przecież pralki,odkurzacze itp. zrobienie prostego obiadu ,nawet takiego dwudaniowego z deserem zajmuje niewiele czasu. Mój mąż w domu nic nie robi,ma podane wszystko pod nos,ale ja tak lubię,cieszę się,że w ten sposób mogę mu pomóc,naprawdę ciężko pracuje. Zdarza się,że zawożę zawekowane obiady mężowi do pracy,jak nie ma czasu wpaść do domu,chcę,żeby zjadł coś porządnego. I nie jestem grubym,zaniedbanym babiszonem,korzystam z Grouponu,kupuję sobie wizyty u kosmetyczki czy fryzjera,ostatnio z synkiem kupiiśmy sobie wejście do parku linowego w Józefowie. Wszystko jest kwestią organizacji,jak się śpi do południa i spędza kilka godzin dziennie przed tv to rzeczywiście na nic nie ma czasu. Zróbcie eksperyment,wyłączcie na cały dzień telewizor,a zobaczycie,ile będziecie mieć czasu.
        • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:01
          och ach jaka ty cudowna jestes
          juz sie bije w piersi i poprawiam
          tylko tv nie dam rady wylaczyc bo nie posiadam big_grin
        • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:10
          dekkkada napisała:

          > a zobaczycie,ile będziecie mieć czasu.

          Ale czy na narzekam na brak czasu? big_grin
    • tempera_tura Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 09:22
      To fajne uczucie. Też to lubiesmile
      Miałam umyć okna, nie chciało mi sie wiec nieumyte. Żal patrzyć ale co poradze że nie moge sie zmobilizować i marnować czasu na takie pierdy.
      Jak nie chce mi sie robić innnych rzeczy (myć kibla) to nie myjesmile Wychodz z założenia że nawet tydzień obsuwy nas nie zabije, jak pociągne jeszcze troche to okazuje sie że już chłop umył.
      Garnki kwitna na nastepny dzień bo rano jakoś mam wiecej chęci. O gotowaniu nie wspomne bo jak mi sie uda dwa razy na tydizen to sukces, w weekendy jemy na mieście albo chłop gotuje
      • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 09:25
        Jesteś nieszcześliwa fleja i luj big_grin
        Nic Cię nie usprawiedliwia big_grin
        • marycha1433 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:21
          Jestem facetem i powiem wam, że te wasze pseudouprawnienie popie...ło wam w głowach.
          Od czego mężczyzna ma żonę, skoro ona jest leniwa i nic w domu nie robi?
          Nie po to ciężko pracuję cały dzień i utrzymuję żonę zarabiając grubą kasę, by po całym dniu pracy wrócić do domu i jeść jakieś półprodukty na obiad i chodzić w nieuprasowanych koszulach.
          Jesteście leniwe i brak wam silnej ręki w domu.
          Prawdziwy facet wykopałby z domu kobietę, która nic nie robi albo sprząta dom po łebkach.
          • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:23
            Ha!
            A mnie nie trzeba utrzymywać, sama się utrzymuję,ale jaja, nie? big_grin
            • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:40
              Litości! Feministka! Ratuj się, kto może tongue_out
          • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:37
            Biegnę się pakować. Mąż mnie wykopie z mojego własnego mieszkania, bo siedzę, jak ten leń, na L4, cały dzień w domu i robię niewiele. Nie chcę, nie prasuję, nie chcę, nie gotuję, wstawię pranie i jak mam natchnienie, to je powieszę. Sprzątanie - mąż. Większe zakupy - mąż. Czegokolwiek, co sobie zażyczę - mąż. I tak, mam świadomość, że kiedyś robiłam nieco więcej, ale teraz mam prawo. Wiesz, że on się wcale nie buntuje? Jeszcze czasem marudzi, że go za mało gonię do domowych rzeczy, bo on nie zawsze widzi, że coś trzeba robić. Idę sprawdzić, czy mnie nie wymeldował, mój pan i władca.
            • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 11:59
              eee tam, baba w ciąży może leżeć i pachnieć, zacznie Ci się jak urodzisz big_grin
              • wuika Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 12:02
                Myślisz, że wtedy mnie pogoni? big_grin
                • mia_siochi Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 12:16
                  Mój nie pogonił.
                  Wystarczyło go na trochę z niemowlakiem zostawić- stwierdził, że moja praca jest cięższa niż jego big_grin
          • czarnaalineczka Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:46
            och ach
            big_grin
            bije sie w piersi me big_grin
        • tempera_tura Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 11:16
          smile
          Luj nie jestem bo czasem coś uprasuje, dla siebie.
          Mąż sam a Syn jeszcze nie umie więc nic na to nie poradze, kiedyś sie nauczy, teraz jest luj. Pewnie to potrwa bo ma dopiero niecałe dwa lata, codziennie mu mówie ze powinien coś uprasować a on nic....smile
      • naomi19 Re: kiedyś i dziś... 17.07.11, 10:16
        To co napisałaś teraz nijak się ma do Twojego podejścia do macierzyństwa, jakie zaprezentowałas przy okazji piankowych puzzli smile
    • lilly_about Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 08:08
      To nie chodzi o to, że dziś jest inaczej niż 30 lat temu, tylko o to, że twoja matka nie miała w zwyczaju leżeć, pachnieć i pierdzieć, tylko zajmowała się domem i rodziną. A tobie widocznie pitolenie na forum wystarczy. Ubierasz dziecko w niewyprasowane rzeczy i piszesz, że ładnie wygląda. I pewnie w domu, gdzie jest nieodkurzone i niepozmywane też masz ładnie. Kwestia gustu.
    • malaterrorystkaa Re: kiedyś i dziś... 18.07.11, 16:13
      widzę że poziom dyskusji na tym wątku jest wybitnysmile
      Gratuluję wam luzackiego podejścia do tego że nie musicie.
      Zastanówcie się czy przypadkiem nie męczy was za bardzo oddychanie może tego też nie musicie robić, no bo po co to też męczy.
      Zastanówcie się czy przypadkiem nikt was nie zmusza do życiabig_grin
      Po co gotować: robi się góra brudnych naczyń które trzeba pozmywać albo włożyć do zmywarki, no i jak się ugotuję i ktoś zje to trzeba to później wysr.... a co za tym idzie trzeba iść do kibla no i od czasu do czasu umyć ten kibel.
      Ja nigdy nie podchodzę do takich zajęć bo muszę gotuję, sprzątam i piorę bo lubię zjeść coś w miarę zdrowego, bo chcę mieć w miarę czyste mieszkanie i czyste, wyprasowane ubranie.
      Czynności tych nie robię pod presją bo muszę jak nie zrobię świat się nie zawali ale lubię i chcę mieć czysto sama dla siebie nie robię tego dla kogoś.
      Ale luzik zaraz napiszecie że wy nie musicie i luzikbig_grin
      Pozdrawiam wyluzowane forumowiczkismile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka