marianna1970 Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 17:22 Nie każdego bawi imprezowanie... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 17:29 A nie bawi Cie spędzenie czasu z facetem tylko we dwoje lub w towarzystwie innych dorosłych ludzi, bez pisku i pomiaukiwań potomstwa? Niekoniecznie imprezowanie, ja lubię chodzić do teatru na różne śpiewogry tzn. spektakle muzyczne, lubię mieć okazję żeby się ubrać bardziej elegancko niż w biurową garsonkę i zresetować poza domem. Odpowiedz Link Zgłoś
anias29 triss 03.12.11, 22:58 > A nie bawi Cie spędzenie czasu z facetem tylko we dwoje lub w towarzystwie inny > ch dorosłych ludzi, bez pisku i pomiaukiwań potomstwa? przecież to marianna1970, o ile dobrze kojarzę nie bawi ją nic, na co trzeba wydać jakiekolwiek pieniądze;P Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 17:27 Kluby i potańczyć to nie, zdecydowanie nie. Chłop ma imprezowstręt, a ja na propozycję przebalowania nocy dałabym proponującemu z liścia. Ciąża i teraz niemowlę pięknie zorganizowały nam cały ostatni rok. Ale wychodzimy jak dorośli ludzie do kina i do teatru. Za rzadko jak na moje potrzeby, ale odpowiednio do możliwości. W tym roku kalendarzowym byliśmy dokładnie 2x w kinie i 2x w teatrze, za tydzień idziemy po raz trzeci do teatru, do Romy. Chłop by tez częściej chciał, ale logistykę okołodziecięcą i pracową mamy dość wymagającą, przy jego pracy w rytmie 12/24 tylko jeden pełny weekend w miesiącu ma wolny. Aha, latem chodziliśmy na lody na Saską Kępę, sami na spacer. Liczy się? Ze starszakiem w kinie i w teatrze na dziecięcych byliśmy nie wiem ile razy... z dziesięć? Odpowiedz Link Zgłoś
aqua48 Uwielbiam wychodzić 03.12.11, 18:53 Kocham wychodzić z moim mężem, wyszłam za niego te ponad dwadzieścia lat temu z powodu wspaniałych, szalonych spacerów Ponieważ on ma alergię na tańce, decyduje się na to raz w roku, żeby mi zrobić przyjemność, ale oboje lubimy wybrać się na kolację do ulubionej knajpki, albo na coś nowego, czego jeszcze nie jedliśmy, chodzimy do muzeów, na wystawy, do kina nie, bo wolimy oglądać filmy w domu. Chodzimy często na zakupy razem, do rodziny i znajomych na imprezy, albo tak, na kawę i ciacho, żeby się wyrwać we dwójkę z codzienności. Bardzo często natomiast wychodzimy na spacery z psem i bez psa, takie choćby krótkie, ale żeby się przewietrzyć i porozmawiać. Nasz pies z resztą też uwielbia kiedy wychodzimy z nim oboje i "śpiewa" z radości na schodach. Aha i każde z nas wychodzi również osobno. Odpowiedz Link Zgłoś
swiecaca Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 19:48 raz na parę miesięcy kino lub restauracja. ostatnio rzadko, o wiele za rzadko ale niestety zbyt zmęczeni jestesmy bieżącymi sprawami aby sobie jeszcze wyjscia organizowac. za to raz na 2-3 lata wyjeżdzamy sami na kilka dni. Odpowiedz Link Zgłoś
asia.asz Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 21:57 sporadycznie, glownie dlatego ze mamy dzieci a rodziny blisko brak ostatni raz bylismy razem (bez dzieci) w maju, ale dlatego ze wtedy mielismy opiekunke do mlodszego i czesto z nimi zostawala (oczywiscie doplacalismy ale nieduzo w porownaniu do teraz) w miedzyczasie zmienilismy kraj zamieszkania i tu mamu nowych znajomych i mam nadzieje ze uda nam sie wyjsc a oni dzieci popilnuja (i odwrotnie) bo juz o tym gadalismy niestety koszt opiekunki podwaja lub potraja koszt jednego wyjscia stad do tej pory z opiekunka nie zostawialsimy ich (wtedy takie wyjscie jest baaardzo drogie) a tak rodzinnie to wlasnie mamy imprezowy tydzien bo z dziecmi mamy sporo wjsc (a bo swieta a bo znajomi wyjezdzaja na swiete itp) Odpowiedz Link Zgłoś
yenna_m Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 22:43 nie bywamy bywamy jedynie wtedy, gdy dzieci na wakacjach mieszkamy daleko od rodziny, nie ma z kim dziateczek zostawic a ze moje dzieciaki z tych, co to potrafią, gdy się zatrzasną, po straż pozarną dzwonić (kiedys sami poszli do domu, ja w tym czasie szybko skoczylam po plastelinę do kiosku naprzeciwko i się troszkę zagadałam - pod blokiem po kilkunastu minutach zastałam straż pożaną wezwaną przez dzieci, ktore podczas zamykania drzwi poklocily sie, chyba tez poszarpaly i z tego wszystkiego tak przytrzasnely drzwi kurtką, że nie byly w stanie od wewnątrz mieszkania otworzyc ), to jednak wolę nie bywać no jakoś tak wolę dla bezpieczeństwa Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola Re: do wychodzących...z domu, nie z siebie;) 03.12.11, 22:48 Tak często jak się da. Da się nieczęsto, bo dzieci. Ale jak już się da, to jak najbardziej. Knajpa, kino, wycieczka w nieznane... Ponadto kilka razy w roku wybywamy gdzieś sami - bez dzieci. Pod namiot, do przyjaciół w drugi koniec Polski, na festiwal, na wypad weekendowy. Na urlop też bez dzieci. Dzieciom robimy oddzielne atrakcje. Lubimy być sami ze sobą. I wychodzić. Odpowiedz Link Zgłoś