facet-0
17.01.12, 08:34
Jestem ojcem dwóch dorastających synów. Jestem mężem i jestem także, niestety, facetem, który współpracuje z matkami małych dzieci. Słowo współpracuje powinno się w zasadzie zastąpić określeniem "pracuje za", bo to właśnie robię. Ja , dwóch kolegów i dwie panie, które mają już odchowane dzieci.
Koleżanki następnego dnia po zajściu w ciążę biegną po zwolnienie. Ciąża to nie choroba, ale kobieta może źle się czuć więc bez problemu dostaje zwolnienie. Jest na nim zwykle 9 miesięcy a jeśli już pojawia się w pracy to nic nie robi, bo trzeba ją oszczędzać. A praca musi być wykonana.
Gdy już dziecko pojawi się na świecie są dwie opcje- lepsza- urlop wychowawczy( wtedy szuka się pracownika na zastępstwo co jest ogromnie trudne, bo pracuję w branży, w której brakuje specjalistów) albo - co powszechniejsze stałe zwolnienia i spóźnienia.
A powodów do zwolnień jest dużo- głównie choroby dziecka w szkole i przedszkolu a do spóźnień podobnie - dziecko marudzi rano, opiekunce coś wypadło itd.
Spóźnienia dezorganizują pracę, zespołową, niestety.
Potem dziecko rośnie. I tak oto wygląda kalendarz współpracy z matkami dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym.
1 września- rozpoczęcie roku szkolnego/przedszkolnego a więc urlop/dzień wolny ( podkreślam praca zespołowa więc nieobecność wielu osób ją dezorganizuje, a charakter jest taki, że nie można robić dwóch rzeczy na raz). Zaraz potem wrzesień i październik- okres przedszkolno-szkolnych infekcji. Zwolnienie goni zwolnienie. Dzień Nauczyciela to także dzień wolny o ile w szkole/przedszkolu są jakieś uroczystości. W listopadzie jest jakby lepiej- dzieci się wychorowały, ale grudzień to już masakra. Mikołajki w przedszkolu/szkole ( można z góry tak rozpisać grafik, że wiadomo kogo nie ma), i od 22 grudnia praktycznie do Trzech Króli mamy nieobecne w pracy. Dobrze jeśli nie wszystkie na raz, a i tak bywa. Oczywiście o pracy w Święta ( taki mamy charakter pracy, że w dni wolne też się pracuje) mowy nie ma. Dzieci muszą mieć mamę w Wigilię, pierwszy i drugi dzień świąt.
Styczeń lub luty - jeśli nie przeziębienia to ferie zimowe. A ferie to czas święty. Mowy nie ma, żeby facet mógł wtedy wyjechać na narty- nawet z dziećmi w wieku licealnym. Stop! Baczność! Mamy wyjeżdżają na narty wracając zwykle z przeziębionymi latoroślami. Kolejne zwolnienie po urlopie.
Potem mamy Wielkanoc- okres ferii też zarezerwowany dla mam. Zdarzają się tez wiosenne infekcje i kolejne absencje.
Maj- Dzień Matki w przedszkolu i szkole to kolejne święto i okazja do nie przyjścia do pracy. Podobnie jak Dzień Dziecka i zakończenie roku szkolnego.
O wzięciu urlopu od końca czerwca do września mogę sobie pomarzyć. Wtedy najważniejsze są mamy i ich pociechy. Jak kończy się urlop to zaczyna zwolnienie. Dobrym patentem jest przyniesienie w czasie urlopu zwolnienia. Nie kole tak w oczy, szef i współpracownicy nie wiedzą a ilość urlopu rośnie. Potem 1 września i w koło Macieju.......
Pewnie panie Oburzone zdziwią się skąd mam czas na ten post. Ano mam bo czekam bezproduktywnie aż pewna mama dotrze do pracy ( dziecko marudziło przy wstawaniu, więc zadzwoniła, "że się spóźni"). Praca, jak wspomniałem zespołowa i zacząć jej nie można. Każdy ma swoją działkę. A na spóźnialską mamę czeka teraz 5 innych osób. I tak dzieje się stale, w kółko , prawie każdego dnia.
Facet.