rosapulchra-0
20.03.12, 07:19
Chodziłem do szkoły podstawowej. Potem już do żadnej innej. Lubiłem żyć rozrywkowo. Nigdy nigdzie nie pracowałem. Byłem wolnym ptakiem. Wprowadziliśmy się tutaj w 2001 roku, gdyż dostaliśmy z poprzedniego mieszkania eksmisję. Tutaj jest obiekt otwarty. Na rehabilitację nigdy nie było pieniędzy. Od państwa otrzymuję miesięcznie 110 złotych i wtedy im mówię, że za takie pieniądze to mogę doczłapać do Lidla, a nie przeżyć. Matka kupiła bratu rozklekotany wózek na targu staroci, ale boję się, że Sławek się przewróci i już się nie podniesie.
Jak żyjecie w takich warunkach?
Kilkanaście metrów kwadratowych musi nam wystarczyć za toaletę, łazienkę, sypialnię i pokój gościnny. Jak pan widzi, pralka stoi obok kuchenki węglowej, drzwi się nie zamykają, okna są nieszczelne, a idąc klatką schodową można mieć różne niespodziewane przygody. Ale lodówkę mamy pełną. (matka z satysfakcją otwiera lodówkę na dowód słów syna, potem płacze). Opał dostajemy od pomocy społecznej, całą tonę węgla na sezon grzewczy. Kobieta z urzędu obiecała nam, że dostaniemy większe mieszkanie, dwupokojowe i na parterze, z prawdziwą łazienką, ubikacją. Czas pokaże, czy są to tylko obietnice. Jesteśmy prawdziwą biedotą. Nikt nigdy się nami nie interesował, a do opieki zgłosiliśmy się sami, aby przeżyć. Podmywa mnie matka. Wiadomo, wstydzę się. Wstydzę się również mówić o swoim życiu. Ojca to my nigdy nie mieliśmy.