ola
24.05.12, 15:08
Kojarzycie? Artyści i galerie protestują dziś, bo domagają się szczególnych praw za swoją działalnosc - np. płacenia przez państwo ich składek zusowskich.
A mnie cholera strzela, kiedy tego słucham.
Nie wyczuwam wogóle logiki w tym rozumowaniu.
- dlaczego państwo ma płacić składki za artystów, a za przysłowiowego producenta guzików nie?
- jak ustawowo określić, kto jest artystą "wysokim", za którego nalezy płacić składki, a kto producentem bohomazów, który tylko wyłudza składki? Przypominam, że taki Modigliani został doceniony jako artysta i geniusz dopiera 60 lat po śmierci.
- dlaczego artysta nie może sam się zakręcić za tym, żeby czerpać ze swojej "wytwórczości" większe profity. Np. obok trzaskamia instalacji z krzesła i szczotki na biennale, raz na jakiś czas nie zrobić czegos na zamówienie? Znam sporą liczbę absolwentów ASP (graficy, konserwatorzy, malarze) , którzy mają swoje dobrze działające firmy i jakoś składki opłacają. Znam też takich, którzy nie sprzedają swoich prac, bo to dla nich "prostytucja". Jakoś nie uważam, żeby tę drugą postawe należało wspierać.
- dlaczego galerie "wspierają" strajk, zamiast po prostu więcej płacić artystom za ich pracę?
- dlaczego artyści próbują wmówić nam, że pozostawienie ich na łasce rynku zabiję sztukę? Przecież przez 2 tys. lat żadne państwo składek za artystów nie płaciło, a praca Michała Anioła, Rubensa czy Goyi była własnie pracą na odpłacane zlecenia. Czyli, na dzisiejsze standardy - komerchą. Największa rewolucja w sztuce Europy odbyla się paradoksalnie wtedy, kiedy pół Montmartre`u niedojadało i dzieliło się jedną koszulą, a o emeryturach nikt nawet nie marzył...
I żeby nie było, że jestem parnasem, którego wielka sztuka nie obchodzi - obchodzi jak najbardziej, sporo o niej wiem, z niej żyję, i dlatego jakoś nie łykam tego kitu.