vincenzo_corleone
26.06.12, 21:11
Witam, mam problem, z pozoru śmieszny, niemniej stanęłam przed nim i już sama nie wiem, jak się zachować. Moje dziecko ma 2,5 roku, jest jak to się mówi "dobrze rozwinięty" w sensie werbalnym, ma dużą potrzebę kontaktów społecznych. Przed blokiem mamy piaskownicę, w której "rządzą" dwaj chłopcy, 5 i 6 letni. Wygląda to tak, że jeden z nich, kiedy tylko moje dziecko zbliża się do nich, mówi "nie możesz się tu bawić", po czym namawia inne dzieci "bedziesz sie z nim bawić? nie baw się z nim". Kiedy moje dziecko tylko dotknie zabawki, zabierają mu mówiąc, że nie może się bawić. Pożyczają od mojego dziecka zabawki, jednocześnie nie pozwalają mu nawet dotknąć własnych. Rozumiem, że 2,5 latek nie jest dla nich partnerem w zabawie ale sytuacja robi się niezdrowa. Dochodzi do sytuacji, że kiedy idziemy już do domu i chcę pozbierać zabawki synka, nie chcą oddać, bo "on nam się pozwolił bawić". Taka sytuacja zaczęła już się w ubiegłym roku, teraz jest eskalacja, ponadto synek zaczyna rozumieć że coś nie gra i każde wyjście do piasku kończy się płaczem. Nadmieniam, że świadkiem sytuacji była ostatnio mama jednego z chłopców, która kompletnie nie reaguje ani na zachowanie chłopca, ani moje prośby o zwrot zabawek. Słuchajcie, wiem, że sprawa z pozoru wygląda zabawnie, ale nie zamierzam się z dzieciakami sprzeczać o zabawki. Nie chcę jednak, aby moje dziecko przeżywało takie sytuacje, płakało itp. Nie bardzo mamy gdzie pójść, więcej piaskownic nie ma w pobliżu. Może ktoś podpowie, co zrobić gdy znów sytuacja się powtórzy, czyli jutro.