mnb0
24.07.12, 10:05
Niedawno byl watek o tym, jak znajomi zabieraja ze soba wszedzie 12-letniego syna. Owszem, tam akurat bylo lekkie przegiecie, ale wydaje mi sie ze wiekszosc ludzi przegina w druga strone. Pojawily sie oburzone glosy, ze jak to - "dziecko siedzi z doroslymi przy jednym stole i jeszcze glos zabiera? U nas to dorosli maja swoj stol, a dzieci swoj". A ja nie widze w tym nic zlego, zeby dzieci sie udzielaly w dyskusji, chocby ich wklad mial byc niezbyt madry. W koncu gdzie sie maja tego nauczyc?
Albo nastolatkowi nie wypada chciec jechac na wakacje z rodzicami, zwlaszcza do 5-gwiazdkowego hotelu w Turcji. Powinien wolec jechac ze swoimi znajomymi pod namiot na Mazury, jesc konserwy i popijac jabole.
Kolejny przyklad, niektorzy ludzie zarzekaja sie, ze nie beda urzadzac wesela dla jakichs tam starych cioc i wujkow, tylko zrobia impreze dla znajomych. No bo co to za zabawa z jakas nietwarzowa ciotka.
Dlaczego panuje teraz taki trend, zeby obracac sie tylko w grupach rowiesniczych? Integracja z kolegami z korporacji jest jak najbardziej cool, ale imieniny u cioci juz nie?