sarling
29.07.12, 23:14
Byliśmy dziś na spacerze w lesie.
Jakieś 2-3 km od samochodu lunął potworny deszcz. W minutę byliśmy mokrzy jakbyśmy wpadli do wody. Mąż poleciał po samochód, ale jakieś 10-15 minut musiałam z dziećmi stać na tym deszczu pod drzewem, bo starszy dostał histerii i bał się ruszyć.
Deszcz ciepły, przeżyliśmy, nawet potem fajnie było wsiąść do nagrzanego samochodu i śmiejąc się przebierać, ale tak się zastanawiam.
Minęło nas chyba z 6 samochodów w tym czasie.
Nikt się nie zatrzymał zapytać czy podwieźć albo coś.
Widok mokrusieńkich kobitki z 6 i 3 latkiem w środku lasu musiał być raczej żałosny, ale pewnie sucha tapicerka była priorytetem...
Przychodzi Wam czasem do głowy, żeby się porozglądać czy ktoś nie potrzebuje pomocy?