Tak sie zastanawiam, a jak wy zapatrujecie sie na naukę dziecka w wakacje? Do napisania postu skloniła mnie wizyta u mojej 38letniej kuzynki, ktora dodam, ze jest nauczycielka wiec moze skrzywienie zawodowe

. Owa kuzynka ma dzieci w wieku 11 i 9 lat. Kiedy wpadłam do niej na kawę poprosiła dzieci o odrobienie zadań z angielskiego i tak przeszłysmy do rozmowy. W wakacje ćwiczy z dziecmi jezyk angielski, matematykę i piszą sprawozdania ze spędzonego dnia aby poprawic ich jezyk polski. Nie zaniedebuje tez rozwoju innych sfer zycia chodzi z nimi na basen, chodza na tance, graja na instrumentach czyli nie tylko rozwoj intelektualny ale i fizyczny. Trochę mnie to zdziwiło, ze od najmlodszych lat takie wymagania z drugiej strony dobrze, ze tak dba o ich rozwój. Jednak to są wakacje czyli luz, słonce, plaza, swawole. Sama bedac na wakacjach staram sie odciac od pracy, zapomniec by powrócic na rynek ze zdwojona siłą, energią. Muszę naładować akumulatory. Więc uważam, że dzieciom nalezy sie wytchnienie to ich wakacje. A jaki wy macie poglad? moze zmienicie moj punkt widzenia

? kuzynka ma ambicje wobec dzieci chce by córka została tłumaczem przysiegłym, syn pracował w jakiejs miedzynarodowej korporacji. Chce dac im jak najwieksze szanse na osiagniecie sukcesu. Ja to oczywiscie rozumiem.