spotkałam się ostatnio z kilkoma sytuacji typu "zabijanie marzeń"
albo wyśmiewanie marzeń.
Jasne, jak dziecko twierdzi, ze chce zostać Batmanem to w sumie trudno sprawić by jakiś kolega nie zaczął tłumaczyć, że to niemożliwe.
Ale są też marzenia do spełnienia - nawet jeśli w uszach dorosłych brzmią sztampowo. Typu zostać piosenkarką, aktorką, prezeską.
Znajomej mama kiedy owa jako mała dziewczynka mówiła, że zostanie aktorką stwierdziła "jesteś za gruba". Znajoma grywa
Innej znajomej, śpiewającej, mama powiedziała za młodu, że nie zostanie szansonistką, bo nie umie śpiewać.
Teraz słucham w swoim otoczeniu różnych takich komunikatów, kierowanych o własnych i cudzych dzieci. Usłyszała to tez moja córka (banalnie marząca o karierze śpiewaczki i graficzki). Jej marzenia wyśmiały koleżanka i mama koleżanki. mama koleżanka wyśmiała też projekt mojej córki studiowania za granicą (tym bardziej zabawne, że moja matka załozyła jakąś lokatę czy inne konto oszczędnościowe właśnie w celu wspomożenia mnie w sfinansowaniu dowolnej edukacji młodej, jak przyjdzie czas).
Także jej plany zdawania do szkoły plastycznej zostały ocenione przez mamę i koleżankę jako niemożliwe do zrealizowania.
Dzieciak chodzi struty, ja mam ochotę zabronić jej kontaktować się z tą koleżanką (wiem, durnota) ale najbardziej ciekawi mnie o co właściwie chodzi?
jak mi jakieś dziecka koleżanki opowiadają że chcą zostać projektantkami mody to podrzucam im strony do poczytania w necie albo opowiadam jakie studia można w tym celu skończyć. I większość znajomych właśnie tak się zachowuje w stosunku do dziecięcych marzeń.
Przykro mi i chciałam się wygadać

Ale też rozważam z czego bierze się taka postawa? Z tego, że tak potraktowano niegdyś marzenia tej osoby? Czy z charakteru? Czy to tzw zdrowy rozsądek (chociaż zdawanie do szkoły plastycznej zdaje mi się dość spotykaną praktyką, nieco się różniącą od planów zostania carycą tudzież jamesem bondem) ?