ulubioneforum
09.12.12, 14:17
I jeszcze nie jestem do końca pewna co jutro zrobić, zaczynam wątpić, czy mam rację.
W piątek przyszłam po swoją pięciolatkę do przedszkola, mąż już tam był, ubierał małą w szatni, przy nich stała wychowawczyni, wyglądała dziwnie, jakby przestraszona. Okazało się, że byli na jakichś rozgrywkach sportowych, dzieci szły na halę może z 15 minut przy ok. -4 stopniach. Moje dziecko wyszło ubrane w cienkie legginsy, spodnie wierzchnie zostawiła w szatni, na górze miała cienką podkoszulkę i na to kurtkę, nie wzięła też rękawiczek. Nie wiem, czy babka zorientowała się tam na hali, czy dopiero po powrocie. Powitała mojego męża chcąc obarczyć za to co się stało słowami: Ale nam Kasia dziś numer wywinęła! Mąż był tak wku.wiony, że tylko powiedział, że jej obowiązkiem było dopilnowanie dziecka i nie ma z nią o czym rozmawiać. Widać było, że się poczuwa do winy, bo powiedziała potem, że rozumie moją złość. Mną wstrząsnęło, bo sama szłam w dwóch swetrach i grubej kurtce, miałam rajstopy pod spodniami, szłam może 5 minut i zmarzłam. Chciałam isc od razu do dyrektorki, ale stwierdziłam, ze pogadam z wych. jutro. W ogóle wkurzyłam się też tym, że nic nie powiedziała wcześniej, że dzieci gdzieś wychodzą, młoda byłaby poinstruowana, że ma się ubrać jak należy, w przedszkolu jest ciepło i nie pomyślało dziecko, ze na dworze zmarznie.
Mam ochotę babkę porządnie zjechać, tylko boję się o małą. Poradzcie co mam jej powiedzieć