nisar
24.01.13, 10:46
Na fali wrzawy o samobójstwie nastolatka przypomniałam sobie pewne zdarzenie z przeszłości. Otóż moja córka (wówczas gimnazjalistka więc maksymalnie piętnastolatka) uczestniczyła oczywiście w różnego rodzaju "wyjściach" tudzież imprezach, czasami całonocnych. I jako ciekawostkę powiedziała mi kiedyś: a wiesz mama, w naszej klasie to tylko mnie w domu pytacie, dokąd idę, z kim i kiedy wrócę (do dziś jeśli wychodzi na imprezę zostawia adres i telefon do osoby do której idzie). Inni po prostu mówią, że idą na imprezę i nikogo nie obchodzi dokąd i na ile.
I tak się zaczęłam zastanawiać: jeśli rodzina nie wie, gdzie przez całą noc podziewa się piętnastolatek, to czy można domniemywać, że W OGÓLE się tym nastolatkiem interesują? I w drugą stronę - czy taki nastolatek ma poczucie, że kogoś obchodzi? A w klasie córki bynajmniej nie było rodzin patologicznych, teoretycznie to wszystko tzw. "dobre domy" były.
I z czystej ciekawości pytam:
- jeśli macie już dzieci wychodzące samodzielnie, to czy wiecie do kogo i na jak długo poszły?
- czy jeśli wychodzicie Wy lub Wasi mężowie, to czy druga połówka wie mniej więcej dokąd i do której? (np. jeśli wychodzę to mówię: idę z A. na ploty, wrócę późno, co oznacza: połóż Młodego spać, nie czekajcie na mnie; albo: idziemy paczką z pracy na kręgle, wrócę tak, by Młodemu poczytać przed spaniem).
Jak jest u Was?