Dodaj do ulubionych

konflikt w pracy

26.04.13, 19:25
Postaram się obiektywnie, choć w problem dotyczy mojej osoby. Rzecz sie dzieje w gimnazjum. Jestem wychowawcą klasy 1. Od tego roku mamy nowego nauczyciela chemii ( ze stopniem naukowym dokora, lat 40 pare, nie wiem, czemu wylądował w gimnazjum... widać, ze szczytem jego marzeń ta praca nie jest; ogólnie człowiek zagadka). Moja klasa najgrzeczniejsza nie jest, to fakt. Tym bardziej,ze pierwszy rok w nowej szkole, nowy przedmiot itd. Pan miał zawsze,jakies skargi, ze zachowują sie źle,skandalicznie, nie uczą się.. Próbowałam łagodzić konflikt, upomninałam dzieci, poruszałam problem na zebraniu. Tylko, że skargi na klasę sa tylko od niego, reszta grona nie ma problemów. W tym półroczu Pan wymyslił sposób,stawia im 1. Na zebraniu w tym tygodniu wybuchła afera 90% klasy ma po 2/3 jedynki tylko. Obecny był chemik oczywiście. Argumenty rodziców:dzieci nic nie umieją, bo Pan nie umie tłumaczyć,ze w zeszytach nic nie ma, dzieci nic nie rozumieją itd. Odezwałam się na tym zebraniu raz, poprosiłam ( GRZECZNIE w imieniu rodziców, zeby może wiecej info zapisywali w zeszytach. Beda mieli się z czego uczyć. Pan powiedział, ze nie, bo on jest w porzadku, tylko dzieci warjują na lekcji i dlatego nic nie potrafią.
Teraz sedno sprawy:
Dzis zostałam wezwana przez pana na rozmowę, od razu walnął z grubej rury, ze podwarzyłam jego autorytet, jakim prawem itd. miły nie był, czekał na przeprosiny. Mysle, ze chciał odwrócic uwage, od rzeczywistego problemu, dlatego przywalił do mnie.
Poczułam się,jak gnojówa ( lat 33, 7 lat doswiadczenia w szkole). Tak mna zatrzęsło, ze powiedziałam, zebysmy poszli do dyrekcji, niech ona rozstrzygnie,czy tak zrobiłam. Poczułam sie fatalnie, miło nie było. Z moich ust padły też słowa, ze niepotrzebnie szuka wrogów, tam gdzie ich nie ma...
Dziewczyny, podwarzyłam ten autorytet???
Obserwuj wątek
    • amoreska Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:29
      Autorytet się podważa.
      A próbowałaś wcześniej rozmawiać z panem chemikiem? Na stronie?
      • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:42
        faktycznie- podważać i wariować wink nie myli się ten,kto nic nie pisze wink nie skupiajmy się na moich błedach ort, polonistką na szczęście nie jestem wink
        tak, rozmawiałam z nim 2 dni przed zebraniem, powiedziałam, ze rodzice bedą chcieli wyjaśnień, bo sytuacja jest zła... dostawałam cynk, ze sa z niego bardzo niezadowoleni.
        dzieki za odp
    • verdana Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:31
      Jaki autorytet? Facet nie umie uczyć, nie radzi sobie z klasą, nie chce nawet nic zmienić/ Że doktor? i co z tego, można być profesorem, a nie umieć uczyć. I co to znaczy "wezwał na rozmowę"? Nie jest Twoim szefem, moze z Tobą dyskutować, wzywać Cie nie ma prawa.
      Jesli dzieci wariują na lekcji tego jednego Pana, to byc może pora, aby pan coś zmienił w sposobie nauczania.
      Dobrze zrobiłaś. Potrzeba naprawdę wiecej wychowawców, którzy troszczą sie o swoją klasę, a nie mają ją gdzieś. Powodzenia w podwazaniu autorytetów nieudolnych nauczycieli!
    • basiastel Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:49
      Jeśli już , to podważyłaś, nie podwarzyłaś.
      • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:52
        super,dzieki, juz wiem wink
        • basiastel Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:04
          Sorry, tak mi się wymknęło.
          Z nauczycielami są problemy, sama mam córcię w gimnazjum. Na szczęście jest wyrozumiała dla nauczycieli. Dobrze, że trzymasz stronę dzieci. To fakt, że wiedza i umiejętność nauczania to dwie różne rzeczy. Mało jest nauczycieli z powołania. Trzymaj sięsmile
    • zurekgirl Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:53
      Skoro pan chemik utytulowany nie utrzymal sie na uczelni a ma ciagoty do pozostania w szkolnictwie, to pewnie wszelkie swoje frustracje na ciebie i dzieciaki przeleje. Wartoby zerknac czy inne klasy maja podobne oceny. Jesli tak, to facet jest debilem, autorytetu sobie nie buduje tylko staje sie szkolnym swirem. Porozmaiwaj z dyrektorka, albo moze z klasa, jakie oni widza rozwiazanie, moze jak oni zrozumieja ze wina lezy po obu stronach to wszystkim bedzie latwiej.
      • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:57
        podobne,z tego, co wiem, podobnie jest w jeszcze jednej. 2 i 3 miały dobre podstawy,bo uczyła je wczesniej świetna dziewczyna, wiec,jako tako im idzie, ale stawianie jedynek to sposób na rozwiązywanie problemów, zauważyłam.
        Moja klasa, to jeszcze dzieciaki, z zachowaniami rodem z podstawówki czasem.Pracujemy na tym. On im wojne wypowiedziała, wiec walczą i się buntują...
        • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:57
          2 i 3 klasy
      • aqua48 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:01
        Chwila, chwila - nadzór nad nauczycielami należy do dyrekcji, pan powinien mieć rozpisane wizytacje tejże na swoich lekcjach. Jeżeli nie radzi sobie z dyscyplina na lekcjach to również może poprosić o rady dyrekcję lub kolegów. Zapewne są lepszymi metodykami. Jeśli pracował na uczelni (być może brakuje mu godzin i stąd praca w szkole, lub nie zrobił habilitacji) to może nie mieć doświadczenia w uczeniu tak małych dzieci, powinien jednakże nad tym popracować. Ma też obowiązek rozmawiać z rodzicami podczas wywiadówki, dnia otwartego, i swoich dyżurów. Dobrze byłoby gdyby umiał rozmawiać z wychowawcą, ale nie na zasadzie podwładny/szef lub doktor/magister, tylko kolega - koleżanka. Zawsze więcej uwag się przyjmuje jeśli dawane są po przyjacielsku niż jako pouczenia.
        • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:07
          Dyrekcja ma do jego pracy wiele zastrzeżeń. Tak słyszałam. Rozmowa z Panem Doktorem do łatwych nie należy. Miał w zyciu chyba wiele zawirowań. Etat u nas to jego jedyne zatrudnienie.Nigdy nie donosiłam na niego, sama probowałam rozwiązywać problemy. Jezeli Pani dyrektor pytała, to odpowiadałam zgodnie z prawdą, ze sa problemy, ze obie strony maja obiekcje itd.
    • rosapulchra-0 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 19:59
      Czego uczysz te dzieci? Bo twoja ortografia pozostawia wiele do życzenia suspicious
      • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:01
        o jezu, nie przejmuj się nie polskiego- tylko matematyki
        • cersei8 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:21
          O rany nauczycielka matematyki i fajna wychowawczyni to tez rzadko spotykane (to byl komplement, nie ironia) smile.
          A odnosnie watku, wydaje mi sie, ze pan czuje ze pracuje ponizej kwalifikacji stad jego poza...
          Byc moze tez ma za duze wymagania, troche powyzej poziomu klasy, w ktorej naucza.
          Poza tym, jesli dzieciaki nie maja notatek to pewnie niewiele tlumaczy.
          Wizytacja dyrektora na lekcji i sugestia, ze w szkole to sie powtarza wiele razy to samo az wszyscy zrozumieja, powinny pomoc.
          Generalnie ja podzielam zdanie mojej chemiczki z LO (tez z doktoratem zreszta), ze nie kazdego mozna nauczyc chemii, sa osoby w tej kwestii zupelnie niewyuczalne...
        • rosapulchra-0 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:22
          Matematyki, powiadasz?
          Wiele lat uczyłam dzieciaki matematyki i wiem jedno, że nauczyciela bez względu na to, jakiego przedmiotu uczy, obowiązują zasady ortograficzne.
    • scher Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:07
      rakas3 napisała:

      > Na zebraniu w tym tygodniu wybuchła afera 90% klasy ma po 2/3 jedynki tylko.
      > Obecny był chemik oczywiście.

      W jakim celu, skoro wcześniej nie ustaliliście w kuluarach jakiegoś wspólnego stanowiska?
      • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:10
        Przecież napisałam, 2 dni przed zebraniem była rozmowa.... Uzgodniliśmy, ze zrobi im dodatkowe kółko. Na zebraniu usłyszłam,ze w tych zeszytach nic nie ma, ze jak matki chca tym dzieciakom pomóc,to tez nie wiedza, co, bo w zeszytach nic nie ma.... No to poprosiłam, zeby może więcej notatek był? Rzeczywiście,to dziwne, ze w czasie dyskusji,co nowego wyniknie. Jak go poprosiłam, zeby może te notatki wziął pod uwage... No sorry, ale poprosic o cos chyba mozna???
        • scher Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:18
          rakas3 napisała:

          > Przecież napisałam, 2 dni przed zebraniem była rozmowa

          Ale nie uzgodniliście, co wspólnie chcecie powiedzieć rodzicom.
      • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:13
        on nie był zaskoczony, dobrze wiedział, ze rodzice, będą chcieli z nim rozmawiać... Uprzedziłam go. Prosiłam, zeby się zastanowił, co moze zmienić. On mnie traktuje jak jakąs gnojówe i tyle, co mielismy ustalać, jak on nawet nie chciał mnie słuchać
        • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:22
          Rozumiem, ze nie przemawia do ciebie, fakt, ze tak,jak Pan olał mnie w czasie rozmowy, to chciał olać rodziców an zebraniu. Nie spodziewał się afery. Myslał,ze jak powie,ze dzieci winne,bo złe, to wszyscy przyjmą to jako prawde objawioną. A tu niespodzianka, bo rodzice ostro punktowali, nie owijaliw bawełnę. Rzucili nawet hasło, ze chca zmiany nauczyciela...

          O tym, ze ma byc na zebraniu informowałam go ja w rozmowie w cztery oczy, oraz pani dyrektor, ponieważ dostała telefon od zdenerwowanej matki.
          • scher Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:46
            rakas3 napisała:

            > Rozumiem, ze nie przemawia do ciebie, fakt, ze tak,jak Pan olał mnie w czasie rozmowy

            Jak widziałaś, że z Panem nie ma rozmowy, to po coś go na zebranie ciągnęła? I po coś jeszcze z nim dyskutowała przy rodzicach? Nie wiedziałaś, że nie macie konsensusu?
            Prosiłaś się sama o kłopoty. Takie sprawy załatwia się, poprzedziwszy to starannym planowaniem. Ty poszłaś na żywioł - więc popłynęłaś.
            • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:49
              Każdy z nauczycieli ma być na zebraniu.To jest obowiązek. Zresztą dyrekcja mu kazała, bo dostała telefon od jednej z matek.
              • scher Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:53
                rakas3 napisała:

                > Każdy z nauczycieli ma być na zebraniu.To jest obowiązek. Zresztą dyrekcja mu kazała,
                > bo dostała telefon od jednej z matek.

                Moderatorem i reżyserem spotkania byłaś ty. Trzeba było zastanowić się, jaki chcesz osiągnąć cel i jakimi metodami.
                Wywiadówkę przygotowuje się tak jak lekcję.
                • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:58
                  tak, byłam przygotowana,
                  nie wtracałam sie- wymiana zdań trwała 30 minut, kazdy z rodziców wypowiadał się, padały identyczne
                  mea culpa-poprosiłam,zeby się zastanowił, czy może wiecej dyktować i tyle.
                  Pytanie moje: czy miał prawo na mnie naskoczyć? Czym podważyłam ten autorytet? Prośba o wiecej notatek,skoro są same jedynki???
                  • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 21:01
                    Chciałam załagodzenia sytuacji i nie chciałam,zeby rodzice napisali na niego skargę do dyrekcji z prośbą o zmianę nauczyciela. O wszystkim wiedział.

                    A dzis dostałam w morde... juz nic nie jest ważne,tylko ten podważony autorytet.
                  • scher Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 21:57
                    rakas3 napisała:

                    > mea culpa-poprosiłam,zeby się zastanowił, czy może wiecej dyktować i tyle.

                    Nie musiałaś mu tego pytania zadawać publicznie. Tajników kuchni nie uzgadnia się w blasku reflektorów.
        • aqua48 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:25
          rakas3 napisała:

          > on nie był zaskoczony, dobrze wiedział, ze rodzice, będą chcieli z nim rozmawia
          > ć... Uprzedziłam go. Prosiłam, zeby się zastanowił, co moze zmienić. On mnie tr
          > aktuje jak jakąs gnojówe i tyle, co mielismy ustalać, jak on nawet nie chciał m
          > nie słuchać

          Niepotrzebnie asystowałaś przy jego rozmowie z rodzicami. Trzeba było zaprosić pana do klasy i wyjść mówiąc: to proszę, teraz wyjaśnijcie sobie państwo wspólnie problemy, tak to się załatwia. A Ty zabierałaś jeszcze głos w konflikcie. O to nauczyciel ma do Ciebie zapewne pretensje.
          • rakas3 Re: Zabrałaś się za to od dupy strony 26.04.13, 20:37
            Obie strony konfliktu chciały, żebym została. Chciałam wyjść.
            Ja tylko poprosiłam, o te notatki. Poprosiłam,zeby załagodzić,jakoś ten konflikt, żeby się dogadali. Ostatnią rzeczą było podważanie autorytetu. Bez przesady,nie popełniłam, jakiejś zbrodni. Nie raz bralam udział w takich rozmowach. Wszyscy próbują znaleść wyjscie.

    • najma78 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:15
      Jesli zglasza problemy to wypadaloby im sie przyjrzec i przedyskutowac. Jestescie partnerami i wszyscy gracie w jednym zespole wiec troche dziwnie wygladaja takie scysje, nerwowka itp. Wy powinniscie wpolpracowac. Nauczyciel uczy od poczatku roku szkolnego czy kalendarzowego? Bo jesli od wrzesnia a to pierwsza klasa to mial dosc duzo czasu aby poznac uczniow a oni jego. Nierozumiem karania jedynkami za zachowanie, to jakis zupelny absurd. Nauczyciel ma zadanie uczenia, rozwijania umiejetnosci, dawania wskazowek, przygotowywania do sprawdzenia wiedzy itd oczywiscie w sposob odpowiedni dla uczniow w szkole w ktorej uczy. Trudne a czasem niemozliwe jest prowadzenie lekcji jesli uczniowie to uniemozliwiaja zachowaniem ale to on jest pedagogiem i razem z innymi kolegami musi te problemy rozwiazywac. Macie w szkole jakich zespol do pracy z trudnymi dziecmi? Jak sobie radzicie z trudnymi uczniami?
      • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:19
        podejrzewam, ze dzieciaki zachowują sie całkiem ok,tylko on tłumaczy im w sposób nie dla nich przeznaczony, wiec szybko sie dekoncentrują. Gimnazjalista jeszcze sam może nie potrafic robic notatek z lekcji..Zreszta rozmawiałam z dzieciakami wielokrotnie na temat zachowania. Oni go nie słuchaja czasem, bo on mówi,ale nie ma z nimi kontaktu zupełnie
        • najma78 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:24
          rakas3 napisała:

          > podejrzewam, ze dzieciaki zachowują sie całkiem ok,tylko on tłumaczy im w sposó
          > b nie dla nich przeznaczony, wiec szybko sie dekoncentrują. Gimnazjalista jeszc
          > ze sam może nie potrafic robic notatek z lekcji..Zreszta rozmawiałam z dzieciak
          > ami wielokrotnie na temat zachowania. Oni go nie słuchaja czasem, bo on mówi,al
          > e nie ma z nimi kontaktu zupełnie

          Na tym powinniscie sie skupic bo nauczyciel musi uczyc wzgodnie z zasadami obowiazajacymi w danym rodzaju szkoly. Jesli w zeszytach nic nie ma to w takim razis moze cos jest w komputerach?
    • mirkar1 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:22
      rakas3 napisała:

      > Moja klasa najgrzeczniejsza nie jest, to fakt. Tym bardziej,ze pierw
      > szy rok w nowej szkole, nowy przedmiot itd.

      Klasa jest niegrzeczna tym bardziej, że pierwszy rok itd....?
      Jakiś dziwny ten związek przyczynowo-skutkowy. Czy aby nie jesteś wychowawcą zbyt liberalnym, tłumaczącym swych podopiecznych dla zasady, "bo to moje kochane dzieciaczki"?


      > z ich opowiadań, on rozpisuje cos na tablicy, sciera, nie mówi, zeby przepisać cokolwiek ( jak na studiach- sami mają robić notatki

      Jest koniec kwietnia, do klasyfikacji został (po odliczeniu wolnych dni) miesiąc z hakiem, a Ty opierasz swoją wiedzę nt. lekcji chemii na tym, co opowiadają uczniowie?
      Ile razy rozmawiałaś z tym nauczycielem od początku roku? Kiedy po raz pierwszy? Jakie obydwoje wyciągnęliście wnioski? I dlaczego ich nie zrealizowano?


      Pan miał zawsze,jakies skargi, ze z
      > achowują sie źle,skandalicznie, nie uczą się.. Próbowałam łagodzić konflikt, up
      > omninałam dzieci,

      Na czym polegało skandaliczne zachowanie i jak uczniowie reagowali (a właściwie dlaczego nie reagowali) na Twoje upomnienia?

      No i jak Ty - nauczyciel z kilkuletnim stażem - pomogłaś doktorowi chemii - prawdopodobnie niemającemu pojęcia, jak podejść do młodzieży w tym wieku - ogarnąć sytuację.


      A Twój język jest straszny - nie tylko te ortografy, które ci wytknięto. Całość z interpunkcją włącznie. Powiem krótko - wstyd, że nauczyciel produkuje takie wpisy.
      • rakas3 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:32
        Tak, robie błędy, trudno,skandal, bije się w pierś.
        Na każdą uwagę ze strony chemika reagowałam rozmową z klasą,wzywałam rodziców itd.
        Ja jestem bardzo zasadnicza, dzieci czują przede mną respekt. Nie mam problemów z dyscyplinowaniem itd.
        A na czym poza informacjami od uczniów, rodziców i pana profesora mam opierac swoje informacje? Pani Dyrektor ma wiele zastrzeżeń do jego pracy, bo uczy także jej córkę. Reszta grona podobnie. Rozmawiałam z nim kilkakrotnie, zawsze z uwagą wysłuchałam zażaleń, sugerowałam rozwiązania. Najwidoczniej nie jestem autorytetem, bo pan wymyslił swój własny sposób- stawianie jedynek.
        Skanadliczne zachowanie- rozmowy między sobą na lekcji. I tyle. Nie jest przyzwyczajony do dzieci.
        Wstydu ciąg dalszy,przepraszam za błedy.
    • sanciasancia Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:23
      Zaczęłabym od uświadomienia nauczycielowi, że trzynastolatki to nie studenci. Nie umieją robić notatek, nie umieją utrzymać uwagi i trzeba ich zainteresować przedmiotem. Zresztą współczesnych studentów też trzeba zainteresować zajęciami i uświadamiać, dlaczego są ważne i przydatne.
      Poza tym, może go trzeba na jakieś przeszkolenie pedagogiczne wysłać, bo jeśli nawet miał, to na studiach, dobrych kilka lat temu. Jeżeli nie wykładał na uczelni od tego czasu, to się nie miał jak nauczyć uczyć innych. Jeżeli wykładał, to może nauczył się postępować z dużo starszymi uczniami.
      • heca7 Re: konflikt w pracy 26.04.13, 20:41
        Przypomniał mi się pewien doktor na wydziale prawa UW. Miał ćwiczenia z prawa finansowego. Po półroczu musiałam się ze względu na pracę przenieść i poszłam do paru wykładowców żeby się do któregoś zapisać. I trafiłam na dwa ćwiczenia do niego...
        Człowiek ok 40-50, tak naprawdę nieokreślonego wieku. Chodził w powyciąganej marynarce, brudnej z łatami, spodniach od garnituru, wełnianych. Miał brudne włosy, rzeczy nosił a raportówce. Trudno go opisać. Nikomu nie odpowiadał na dzień dobry. Kiedy byłam u niego na ćwiczeniach, sprawdzał akurat listę i trafił mu się student o nazwisku Duch. Rozejrzał się po sali , zobaczył, że nie ma i stwierdził zjadliwie "pewnie uleciał". Nie był w stanie przekazać nam żadnej istotnej informacji na temat finansów! Bełkotał i mówił nielogicznie. Nie wiem jakim cudem na jego zajęcia przychodziło 10 osób ( na wydziale było ok 1000 studentów na jednym roku!). Oczywiście zwiałam. Nie wiem jakim cudem go zatrudniano i za co mu płacono. Uważam, że niestety ale nie zarabiał na swoja pensję.
        Może więc ten chemik jest podobnie dziwnym typem?
        • sanciasancia Re: konflikt w pracy 26.04.13, 21:52
          Cóż, jeżeli przypominał Twojego wykładowcę i do tego był przegrzanym docentem, to wiadomo, dlaczego nie zaproponowano mu etatu starszego wykładowcy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka