malila
22.05.13, 13:02
Natknęłam się dziś na artykuł we Wprost. Artykuł dotyczy wyroków sądów rodzinnych, które "w 97% spraw o opiekę nad dziećmi przyznają ją matkom". Ale ja nie o tym.
W tymże artykule pisze się także o tym, iż opinie z RODK mają moc wyroku, a opinie niezależnych biegłych mają nieporównywalnie mniejsze znaczenie. Tymczasem pracownicy RODK nie wnikają np. w to, dlaczego dziecko ma zaburzoną więź z ojcem, a jedynie stwierdzają, że skoro ta więź jest zaburzona, to należy ją zlikwidować całkowicie. Co oznacza, że rodzicowi opłaca się utrudniać kontakty z dzieckiem drugiemu z rodziców, jeśli jego celem jest wyrugowanie tego drugiego rodzica z życia dziecka.
Zacytuję też bardzo ciekawą wypowiedź prof. Trzęsowskiej - Greszty:
"W tych opiniach przeraził mnie radykalizm stwierdzeń. Jak można na podstawie jednego badania stwierdzić, czy ktoś nadaje się na rodzica, czy nie? A już na pewno nie da się niczego zbadać takimi narzędziami. Psychologia to jest nauka, a nie czary." I dalej o tym, że z 16 wykorzystywanych przez RODK narzędzi tylko jedno spełnia kryteria naukowe. (Takim nienaukowym narzędziem jest np. już jakiś czas temu podważany test Kocha - jako test, który nie ma żadnych naukowych podstaw
Biuletyn Komisji Testów Psychologicznych)
A piszę o tym, żeby zwrócić uwagę na to, jak ogromną krzywdę można wyrządzić ustanawiając tego rodzaju urzędników - bo to raczej urzędnicy niż terapeuci - w roli faktycznego sędziego. Nie raz już się tu przewinął wątek o dzieciach zabranych rodzicom. Nie raz i nie dwa w odpowiedzi pojawiały się głosy: skoro zbadali i uznali, że należy dzieci zabrać, to znaczy, że należy. Okazuje się, że niekoniecznie. Bo zbadali nie oznacza to samo, co zbadali sumiennie i zgodnie z zasadami sztuki.