kremciapciulkowy
17.10.13, 19:49
Taka sobie historyjka z najbliższego otoczenia - pani poślubia rozwodnika. Rozwodnik, kiedyś zamożny, swój majątek, czyli dom plus świetnie działającą firmę, zostawia pierwszej żonie, sam zamieszkuje u swojej matki. Poznaje drugą żonę, skromną pielęgniarkę. Zamieszkują w jej mieszkanku. Rodzi się dziecko. Żyją bardzo skromnie. Pan posiada syna z pierwszego małżeństwa, w momencie rozwodu już dorosłego, kończącego studia. Syn wychowany w luksusie, prywatne szkoły, języki, tenis, wyjazdy zagraniczne, mieszkanie w wieku osiemnastu lat, kupione przez rodziców. Bardzo roszczeniowy. Opieką nad synem głównie zajmował się ojciec, mamunia bowiem uwielbiała wyjazdy rekreacyjne oraz wszelkiej maści imprezy. Wspólną firmą kierował mąż. Wykształcił syna, wskazał mu kierunek studiów, pomagał. Syn w obecnej chwili ma 27 lat. Ma doskonałą pracę, własne mieszkanie. Żyje na bardzo wysokim poziomie. O ojcu niewiele pamięta. A ten, jak wspomniałam, żyje naprawdę bardzo skromnie, ledwo wiążą koniec z końcem. No i ten właśnie synunio zawiadamia ojca, że chce się ożenić. W związku z tym oczekuje od niego kasy na ślub i wesele. Oczywiście sporej kasy, bo wesele ma być wypasione. Ojciec chce wziąć pożyczkę na ten cel, kilkuletnią. No i veto stawia żona - nie zgadza się na wzięcie pożyczki, nie starcza jej na życie, choćby na dentystę i nie widzi powodu, żeby staremu koniowi dawać kasę na przebawienie. Mąż mówi, że ma obowiązek, bo to syn. Żona mówi, że ma również obowiązki wobec nowej rodziny, zwłaszcza małoletniego syna a starszy syn jest dorosły, dobrze zarabia i ma kasę na fanaberie pt. "ślub na dwieście osób". No i kto ma rację?