Tak donoszę dla porządku. Na szczęście dla kota nie doszło (jeszcze) do zapalenia otrzewnej, ale kocio był coraz słabszy, chudszy i tak jakby... zrezygnowany. Okropnie stresował go fakt, że bez przerwy jest ubabrany w kupie... Wczoraj dał się zapakować do koszyka bez słowa, równie milcząco i spokojnie wylazł z koszyka i położył się na stole w gabinecie....
Mąż ze mną nie pojechał, ba - nie było go nawet w domu, gdy się wybierałam z kotem do lecznicy. Ale gdy wróciłam - czekał na mnie w ogrodzie, przy wykopanym przez siebie dołku.
I znowu liczebność stada nam spadła...