Dodaj do ulubionych

A jednak wolę restauracje bez dzieci....

14.02.14, 10:46
Siedziałam wczoraj z córką (11 lat) w restauracji. Jakaś taka podrzędna knajpka. Zamówiłam sobie kawę i lody. Nagle nie wiadomo skąd stanął obok mnie chłopczyk - mógł mieć może ze 2 lata. pokazuje na moje lody i mówi "am". Zrozumiałam, że chce abym go poczęstowała, ja jednak nie mam w zwyczaju jadać jedną łyżeczką z jednego talerzyka z obcymi dziećmi. Odpowiedziałam by poszedł do swojej mamy. Zero zainteresowania matki. Pobiegł gdzieś, wrócił po minucie i znów pokazując na moje lody woła "am". Tak nieszczęśliwie pokazał, że wylał na siebie moją kawę. I co? Od razu zjawiła się matka - na moje oko jakaś 23-25 latka i zaczyna się drzeć, że widzę, że dziecko biega a kawę na brzegu stolika stawiam, że jej małego poparzyłam itd.... Kawa była ciepła i dziecka mi szkoda ale do jasnej......... czy ja własnego zamówienia nie mogę na własnym stoliku postawić? Czy ja mam pilnować cudze dzieci?????
Ja w podobnej sytuacji pewnie przeprosiłabym osobę, której przeszkodziło moje dziecko i zamówiła jej kolejną kawę. (kelner pewnie myślał podobnie bo kolejną kawę dostałam od firmy).

I żeby nie było - nie mam pretensji do dziecka, gdybym potrafiła przytrzymałabym małego by się nie poparzył ale młode matki są chyba teraz coraz bardziej roszczeniowe. Nie potrafią się już nawet zawstydzić.
Obserwuj wątek
    • lelija05 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 10:49
      Najlepszą obroną jest atak.
      • melancho_lia Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 10:56
        No to standard jest. W szkole syna jest agresywny chłopiec i jego rodzice na kżde uwagi ze strony szkoły od razu sie zapieniają, ze ich dziecko jest niewinne i inni je atakują...
        • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:03
          Ale ja nie atakowałam tego małego. Ani nawet jego mamy. Tylko zwyczajnie po takiej sytuacji oczekiwałabym może chociaż zwykłego "przepraszam". Ja temu dziecku nic złego nie zrobiłam - nie podzieliłam się lodami ale nosz.... jak miałam to zrobić. Za to dostałam mega ochrzan od jego mamy z informacją, że to ja go poparzyłam, że on teraz Z MOJEJ winy mokry do domu musi wracać. Bo śmiałam kawę postawić na stoliku.
          • lelija05 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:08
            Ale jego mama zaatakowała ciebie zamiast przeprosić.
          • melancho_lia Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:16
            Ale ja ni episzę o Tobie tylko o tamtej mamusi. Nie upilnowała dzieciaka to zamiast przeprosić jeszcze na Ciebie naskoczyła.
    • k_katka Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 10:58
      sama mam małe dzieci, ale w życiu nie pozwoliłabym, żeby samo latało po restauracji

      pewnie w pierwszym momencie by mnie zatkało na reakcję tej mamusi, ale po chwili bym paniusi odpowiedziała w odpowiednich słowach

      czy jakoś zareagowałaś na jej chamskie zachowanie, czy zero reakcji?
      • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:06
        Odpowiedziałam, że nie czuję się zobowiązana do pilnowania jej dziecka. Ale przyznaję, że odpowiedziałam za grzecznie.
    • sueellen Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:03
      Od razu zjawiła się matka - na moje oko jakaś 23-25 latka i zaczyna
      > się drzeć, że widzę, że dziecko biega a kawę na brzegu stolika stawiam, że jej
      > małego poparzyłam itd....

      Odpowiedziałabym spokojnie i wyraźnie że nie przypominam sobie aby mnie zatrudniła jako opiekunkę dla swojego dziecka i to nie ja jestem za nie odpowiedzialna ale ona. A następnie poprosiłabym o odkupienie kawy. Nie mam nic przeciwko restauracji z dziećmi, ale to to ja odpowiadam za dzieci, a ni inni.


      A teraz taka historia:

      Niemal codziennie bywam w kawiarnio - restauracji w pobliskim parku. Budynek jest cały oszkolony, jak oranżeria i ma dwa wejścia. Po jednej stronie jest ogródek dla palących, gdzie siedzą dorośli (głównie emeryci), a po drugiej stronie oranżerii jest pompowany zamek dla dzieci i inne zabawki oraz kilka stolików dla rodzin z dziećmi. Tam zawsze siadamy i tam jest zakaz palenia.

      Teren dla rodziców z dziećmi jest przez większośc dnia zacieniony przez co staje się atrakcyjny takze dla osób bezdzietnych. I problem polega na tym, że tam też palą. Obsługa czasem zwraca uwagę, ale to niewiele daje bo palący uważają, że na świeżym powietrzu wszędzie można i nawet nie zdają sobie sprawy, ze jak najbardziej czuć dym. No i siedzę z niemowlakiem przy piersi, starsza bawi się na zjeżdżalni, a tu mi ludzie w twarz papierochami kurzą. Zwróciłam uwagę parę razy, że miejsca dla palących są po drugiej stronie budynku, to usłyszałam, że oni tez tu są z dziecmi i im "wolno".
    • andaba Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:09
      Od razu zjawiła się matka - na moje oko jakaś 23-25 latka i zaczyna
      > się drzeć, że widzę, że dziecko biega a kawę na brzegu stolika stawiam, że jej
      > małego poparzyłam itd....


      Yyyy, że co?
      Ty poparzyłaś?
      A gdzie ona była, jak mały pchał łapę w twoje lody?

      • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:21
        Tak. Zdaniem jego matki to ja go poparzyłam. Też miałam małe dzieci i we własnym domu na stołach nie kładłam obrusów a gorące napoje stawiałam wysoko na meblach. Ale to nie znaczy, że w restauracji kawę schowam do torebki a lodów nie zamówię bo może dziecku 2-letniemu będzie przykro.
    • gaskama Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:11
      Rozumiem Cię. My z synem chodzimy regularnie do restauracji. Syn był pierwszy raz w życiu w knajpie, jak miał 2 dni. Prosto ze szpitala (a był to piękny dzień majowy) pojechaliśmy z mężem i nowonarodzonym synem do restauracji. Syn zawsze zachowywał się dobrze.
      Ale szlag mnie trafia, jak idę do restauracji, by spokojnie zjeść, odpocząć, pogadać a tu jakich bachor wyje jak rozdzierany a rodzicom to nie przeszkadza.
      Miałam też podobną sytuację do twoje. Przylazł taki 3 latek i postanowił ze mną pogadać. Ja z mężem przy romantycznej kolacji, własne dziecko w domu z babcią a tu mi jakiś trzylatek pakuje łapska w talerz. Najpierw ignorowałam zaczepki a po jakimś czasie z poważną miną i głośno powiedziałam "Idź baw się z rodzicami! Ja tu jem!". Dopiero wtedy rodzice raczyli dziecko zabrać, ale po minach widać było, że wkurzeni.
      A w twoim przypadku chyba bym pani w kilku żołnierskich słowach coś powiedziała.
      • niutaki no co Ty Beatulek? 14.02.14, 11:25
        Nie bylas zachwycona slodkim maluszkiem??? Przeciez to tylko dziecko... ja ostatnio mialam przyjemnosc trafic w markecie na popis proby sil na linii mama - dziecko. Tragedia: "mama kup mi jajo", "nie, bo wybrales sobie ciasteczka" i to byloby ok....ale mlody nie zamierzal sie latwo poddac, mamunia byla twarda (brawo za konsekwencje) i tym sposobem utknelismy w kolejce do kasy. Mama dumna i blada toczyla wzrokiem wokol, czy aby wszyscy widza i slysza....w koncu sie udalo, zapakowala swoje zakupy - dziecko wrzeszczy - ja zaplacilam za swoje, idziemy do wyjscia - dziecko wrzeszczy - i kolejna blokada w tym takim przedsionku co sie drzwi na fotokomorke otwieraja. Mlody - wciaz wrzeszczac - zablokowal mame z wozkiem w polowie przedsionka, za nimi ja z corka i wozkiem. Stoimy....po paru chwilach mama wypchnela dziecko i wyjechala swoim wozkiem, za nia i my...ufffff.
        • beatulek Re: no co Ty Beatulek? 14.02.14, 11:38
          niutaki napisała:

          > Nie bylas zachwycona slodkim maluszkiem???

          No pewnie, że byłam zachwycona maleństwem. Do tej pory mam wyrzuty sumienia, że młodemu lodów nie oddałam i nie zamówiłam mamusi i jej psiapsiółkom podobnych. W końcu tak mnie uszczęśliwili pozwalając mi popatrzeć na szkraba.......


          A miało być tak pięknie....córka mi dorasta, chciałam z nią porozmawiać jak matka z córka, bez moralizmów, bez siadaj obok mnie musimy pogadać tylko tak by nam obu się przyjemnie rozmawiało. I taka pańcia mi przeszkodziła nosz.....bo się mi z córką temat przez małego rozmył.
          • lelija05 Re: no co Ty Beatulek? 14.02.14, 12:04
            Za to będziecie miały co wspominać smile
            • przystanek_tramwajowy Re: no co Ty Beatulek? 14.02.14, 12:25
              lelija05 napisała:

              > Za to będziecie miały co wspominać smile

              Rzuć się pod tramwaj. Dopiero będziesz miała wspomnienia.
              • lelija05 Re: no co Ty Beatulek? 14.02.14, 12:40
                Amputowali ci mózg?
      • marychna31 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:45
        > Syn zawsze
        > zachowywał się dobrze.
        > Ale szlag mnie trafia, jak idę do restauracji, by spokojnie zjeść, odpocząć, po
        > gadać a tu jakich bachor wyje

        hehe - cudzy bachor zawsze drze mordę a nasze bajeczne dziecię w tym czasie rozkosznie kwilii wink
        • gaskama Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 16:14
          Moj nigdy nie kwilil rozkosznie. Generalnie byl zadowolony z zycia. I jest nadal. Jak mial 2 lata i krotki okres buntu to wyl i darl sie, nie kwilil, wtedy nie zabieralam jakis czas do knajp. Proste. Polecam.
          • marychna31 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 19:36

            Dziecko drogie, wychowywania dzieci to ty się możesz ode mnie uczyć więc daruj sobie ten protekcjonalny ton.
            • duzeq Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 19:45
              Bosshhhh, coz za protekcjonalna zenada...
      • anorektycznazdzira Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 10:40
        > Miałam też podobną sytuację do twoje. Przylazł taki 3 latek i postanowił ze mną
        > pogadać. Ja z mężem przy romantycznej kolacji, własne dziecko w domu z babcią
        > a tu mi jakiś trzylatek pakuje łapska w talerz.
        Niezłym rozwiązaniem jest wstać, i pełnym głosem do wszystkich w lokalu zadać pytanie "Bardzo przepraszam, kto opiekuje się tym dzieckiem?" Jak zignorują to wzywasz głośno obsługę "Bardzo proszę, tu chodzi jakiś chłopczyk, najwyraźniej się zgubił" i nie ma znaczenia, że mamusia-idiotka siedzi 2 stoliki dalej, ja tego wiedzieć nie muszę. Jeśli odpowiedzą, że oni, ale będą udawać kretynów, iż to nie o zabranie dziecka ci chodzi, równie głośno "Super, to bardzo proszę go zabrać z mojego stolika do swojego".
    • hipinka Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:24
      niektórzy ludzie tak mają, że są zaślepieni własnymi dziećmi - dla nich są super i słodkie, więc takie też zapewne są dla całego świata, a ty powinnaś zamiast niej pilnować, żeby synek sobie nic nie zrobił
      byłam świadkiem sytuacji, kiedy rodzice przyszli z 4-5 latkiem do knajpy, po czym dzieciak rozłożył hulajnogę i zaczął ochoczo robić slalom między stolikami. Wytrącał ludziom sztućce z rąk, a kelnerka o mało nie wylała na niego talerza z gorącą zupą. Rodzice oczywiście ślepi i głusi
      to nie jest kwestia obecności dzieci w knajpie, tylko kwestia obecności głupich rodziców
      • mag1982 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:54
        > niektórzy ludzie tak mają, że są zaślepieni własnymi dziećmi - dla nich są supe
        > r i słodkie

        A mnie się wydaje, że to jest inna kwestia. Raczej na zasadzie, że jak się młode gdzieś kręci i zajmuje czymś innym to nie zwracać uwagi bo a nuż będzie chciał coś od rodzica? A jak się dzieciątkiem jakaś dobra dusza zajmie to rodzic ma spokój. Bo nie ukrywajmy, że łatwiej zachowanie dziecka olać niż wychowywać.
        • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:02
          Może i masz rację ale szkrab zamiast dobrej duszy to wybrał sobie wstrętną babę, która była bardziej zainteresowana własną 11-latką niż słodkim cudzym dwulatkiem.
          • szamanta Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 12:51
            beatulek napisała:

            > Może i masz rację ale szkrab zamiast dobrej duszy to wybrał sobie wstrętną babę
            > , która była bardziej zainteresowana własną 11-latką niż słodkim cudzym dwulatk
            > iem.

            Dokladnie, rzucaj wszystko, odkładaj rozmowę z własnym dzieckiem( nie maleństwem) na inny terminy ,w inne miejsca bo w kawiarni ,czy restauracji przecież musisz gugac z absorbującym obcym 2 latkiem , dawać mu amciu amciu i jeszcze najlepiej na barana nosić z okrzykiem Indianina, wtedy to byłabyś zuch kobieta ku uciesze rodziców 2 latka , bo przecież teraz dziecku wszystko wolno i nie można niczego zabraniać .Caly świat ma się dostosować pod ich dziecko ,pal licho kogoś plany,to się nie liczy,
        • olena.s Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 13:02
          Z drugiej strony do wychowania dziecka potrzeba całej wioski.
    • kawka74 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:27
      Idioci też zostają rodzicami, nic na to nie poradzisz.
    • agao_72 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 11:43
      oczywiście dałabym dziecku lody. po kawie. i serwetki jego mamusi. a potem patrzyła z uprzejmym zainteresowaniem, jak mamusia czyści dziecko z mieszanki kawy i lodów.
    • ashraf Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:17
      Wspolczuje, tez trafiam na takich rodzicow, ktorzy nie widza zwiazku pomiedzy "dziecko mozna (prawie) wszedzie ze soba zabrac", a "rownoczesnie biorac odpowiedzialnosc za jego zachowanie, ograniczenie halasu i nie przeszkadzanie innym".
    • mary_lu Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:21
      Chyba wolisz restauracje bez durnych rodziców? Bo jak rozumiem, dziecko zabrane przez matkę po pierwszym "am" i nie wyrażeniu przez Ciebie absolutnego zachwytu, że możesz pogadać z dwulatkiem, nie przeszkadzałoby Ci?
      • wioskowy_glupek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:38
        I co jak się to skończyło ? Mam nadzieję, że nie dałaś się zahukać ?
        • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:57
          Kelner posprzątał nasz stolik. Dla mnie przyniósł drugą kawę a pańcię z dzieckiem odprowadził do ich stolika.
      • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:55
        No cóż... moje dzieci także kiedyś były małe więc trochę tolerancji mam. Choć idealnie by było gdyby dwulatki siedziały albo u mamy na kolanach albo we własnym wózku. Restauracja nie jest dobrym miejscem na spacery dla małych dzieci. Dodam, że niedaleko jest restauracja z mini placem zabaw - pewnie ciekawsza dla rodziców z dwulatkiem niż ta, którą myśmy wybrały.
    • kol.3 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 12:37
      Ja bym w tej sytuacji poprosiła kelnera o interwencję.
    • marychna31 bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 12:51
      która pewnie tylko tobie wydaje się taka grzeczna i bezproblemowa.
      • wioskowy_glupek Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 12:55
        11 latka to dziecko, które o ile nie jest upośledzone albo totalnie rozpuszczone umie się zachowywać w miejscach publicznych.
        • niutaki Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 12:57
          11latka raczej nie pojdzie do obcych ludzi prosic o "am"...
        • andaba Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 13:03
          11-latki w miejscach publicznych raczej są bezproblemowe.

          Jeszcze nie widziałam zdrowego jedenastolatka, który by wylewał na siebie cudzą kawę, naprzykrzał się, macał czyjeś rzeczy itp.

          Miałam identyczną sytuację, tyle, że w poradni D, która jest dla dzieci jak najbardziej, ale to nie znaczy, że rozkoszy Ksawierek miał mi wyrywać książkę. Mamusia miała w nosie, a jej mina mówiła "może byś głupia babo zamiast czytać, zajęła się moim dzieckem, co?"

          Wiadomo, poradnia D, to poradnia D, dla przyjemności się tam nie chodzi, ale już restauracja to co innego.
      • beatulek Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 13:03
        Oczywiście, ze moja 11-latka nie jest bezproblemowa. Napisałam wyżej, że zabrałam ją na lody na rozmowę bo uznałam, że takiej potrzebuje. Ale nie była problemem dla innych. Usiadła ze mną przy stoliku, złożyła swoje zamówienie i rozmawiała ze mną. Nie biegała między stolikami, nie zaczepiała nikogo. Gdyby ów dwulatek siedział przy stoliku z mamą i jej psiapsiółkami pewnie w ogóle nie zwróciłabym na niego uwagi.
        • przystanek_tramwajowy Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 13:05
          Pewnie Marychna sądzi po swoich dzieciach, które mając lat 11 biegały po restauracji i pluły klientom do talerzy.

          ---
          Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
          • una_mujer Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 16:13
            No zupełnie sobie tego nie wyobrażam... Chodzę z moją 2,5 latką do restauracji od czasu do czasu, nie oczekuję, że będzie cały czas grzecznie siedziała przy stoliku, ale jak chce się przejść, to chodzę z nią i pilnuję, żeby nie właziła innym ludziom do talerzy... Jedyna okazja, kiedy puszczam ją "wolno", to jeśli restauracja ma wydzielony kącik dla dzieci...
            Opieprzyłabym mamusię równo i zażądałabym zapłacenia za moją kawę. Za szkody spowodowane przez dzieci odpowiadają rodzice...
      • gaskama Re: bez dzieci to i bez tej 11-latki 14.02.14, 16:16
        Ale co masz dziecko niepelnosprawne. To zupelnie inna bajka, ale rodzice tez w takim przypadku powinni dbac o komfort innych osob w restauracji.
      • marychna31 szanowne panie, na czele z poczytną pisarką 14.02.14, 19:40
        Niewiele zrozumiały z mojej wypowiedzismile
        Więc tłumaczę. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Owa mama dwulatka pewnie miała taką samą wizje swego dziecięcia jak wątkodawczyni na temat swojej jedenastolatki.

        Jak ktoś ma ochotę spędzić czas w kawiarni wolnej od dzieci to znaczy również od jedenastolatek, która dzieckiem wszak wciąż jest.
        • duzeq zapomniala dopisac bez "malych" (dzieci) 14.02.14, 19:49
          Nie zgrywaj glupa.
          • marychna31 Re: zapomniala dopisac bez "malych" (dzieci) 14.02.14, 19:59
            Istnieje idea miejsc wolnych od dzieci. Kontrowersyjna, różnie realizowana- nie o tym teraz mowa. Ta idea to nie są strefy wolne od małych dzieci. Tylko strefy wolne w ogóle od dzieci. Przyjście w takie miejsce z jedenastolatką traktowane by było jak prowokacja.

            Istnieją ludzie, dla których towarzystwo jedenastolatki byłoby bardziej kłopotliwe niż obecność dziecka młodszego. Z wielu względów. To nie znaczy, że ja taką opinię podzielam. Próbuję jedynie paniom uzmysłowić, że ich punkt widzenia nie jest obowiązkowy i niepodważalny, że one same, w odpowiedniej sytuacji mogłyby łatwo zmienić na ten temat zdanie.
            • raczek47 Re: zapomniala dopisac bez "malych" (dzieci) 14.02.14, 20:24
              Ech, tez kiedyś dostałam op...l bo chciałam być dobra.
              Byłem z synem na placu zabaw, stały dwie huśtawki obok siebie, takie zwykłe, siedzisko i łańcuchy.Huśtałam młodego, a nieopodal błąkał się chłopczyk, mamunia siedziała na ławce z komórką.Chłopczyk podszedł do mnie i mówi,ze też chce się hustać, mówię,żeby poszedł do mamy, poszedł,ale widzę ,że mamusia dupska nie rusza z ławki, a młody znowu wali do mnie,żeby go posadzić i bujać.No i zrobiłam to-posadziłam i huśtam obydwóch, dłuższą chwilę(widzę,że mamusia kątem oka obserwuje z ławki), dzieci coś tam sobie gadają i nagle bęc, obcy chłopczyk spadł.Oczywiście niegroźnie,bo przecież huśtałam lekko, huśtawka nisko, piasek miękki,ale płacz.Dopiero mamusia się zerwała i do mnie z pyskiem,że kto mnie prosił, jakim prawem ruszam cudze dzieci itp.Dopiero jak mi nabluzgała, zajęła się dzieckiem, tzn.otrzepała z piasku i też nakrzyczała na niego.
              Od tej pory cudze dzieci, pętające się wokół mnie traktuję jak powietrze, nie dam cukierka, nie posadzę na huśtawce, buta tez nie zawiążę,omijam szerokim łukiem, coby opier...u nie dostać.
              • raczek47 Re: zapomniala dopisac bez "malych" (dzieci) 14.02.14, 20:25
                raczek47 napisała: Byłem z synem

                Oczywiście: byłam, coby nie było zaraz jak z gazetą.Baba jestem
        • kawka74 Re: szanowne panie, na czele z poczytną pisarką 15.02.14, 10:26
          Owa mama dwulatka pew
          > nie miała taką samą wizje swego dziecięcia jak wątkodawczyni na temat swojej je
          > denastolatki.

          Jeszcze nie widziałam jedenastolatki, która chce się poczęstować lodami kompletnie obcej osoby, zrzuca kawę, biega między stolikami i tak dalej.
        • anorektycznazdzira Re: szanowne panie, na czele z poczytną pisarką 15.02.14, 10:48
          > Więc tłumaczę. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Owa mama dwulatka pew
          > nie miała taką samą wizje swego dziecięcia jak wątkodawczyni na temat swojej je
          > denastolatki.

          Jaki punkt siedzenia? Są fakty i one decydują o tym, czy dziecko/osoba (jakakolwiek!) przeszkadza. Każdy, kto inne osoby zaczepia, rusza ich rzeczy, biega albo się drze- przeszkadza. Jeśli dwulatek to robił, a 11-latka nie, to jaki punkt siedzenia?!
    • kol.3 Re:Wolę restauracje bez głupich rodziców z dziećmi 14.02.14, 20:13
      Ta sprawa dotyczy raczej rodziców, którzy nie wychowują dzieci. I nie zamierzają tego robić. Dziecko 2-3 letnie nie ma świadomości, że w restauracji przeszkadza innym, tym bardziej, jeśli rodzice nigdy nie starali się mu tego wyjaśnić.
      Kiedyś w nadmorskiej tawernie z kącikiem dla dzieci, rozkoszny 4-5 latek jeździł w plastikowym samochodzie między stolikami i wjechał mi prosto pod nogi, gdy niosłam gorącą zupę do swojego stolika. Zareagowałam dość nerwowo, osoby przy stoliku obok były oburzone, bo przecież to tylko dziecko. Owszem dziecko, ale rodzice gdzieś siedzą i mają w czterech literach, co robi ich dziecko. Gdyby ta gorąca zupa wylądowała na głowie dzieciaka, dopiero by się obudzili. Wtedy poparzyłam sobie tylko trochę ręce.
    • rosapulchra-0 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 23:10
      Dziecko niczemu niewinne. Matka zachowała się buracku, nie dziecko.
      Domyślam się, że twoja jedenastolatka ci w knajpie nie przeszkadzał? suspicious
      • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 14.02.14, 23:21
        Masz rację pretensje mam do mamuni. Moja 11-latka to inna sprawa. Wolałabym nie musieć zapraszać jej na lody (czyli poważną rozmowę ze mną) ale wiem, że ona nie była uciążliwą dla innych gości restauracji. Tak jak dla mnie nie były uciążliwe inne obecne tam dzieci nawet jeśli nie były zupełnie ciche to zwyczajnie były przy swoich rodzicach. Zupełnie wystarczyło. Wkurzyło mnie to, że jakiś dwulatek przeszkadza mi w rozmowie z córką oraz, że moja kawa nie może stać tam gdzie mi wygodnie na stoliku, który zajmuję? czy to jest dziwne? A najbardziej wkurzyłam się gdy zamiast zwykłego "przepraszam" dostałam zjebki.
        • rosapulchra-0 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 16:49
          Czyli to był problem sytuacyjny. Miałaś przeprowadzić poważną rozmowę z córką, a tu jakiś maluch zaczął przeszkadzać. Naprawdę pretensje powinnaś mieć do matki, albo.. zmienić knajpę.
    • koza_w_rajtuzach Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 07:34
      To nie jest normalna sytuacja.
      Tak samo można powiedzieć "a jednak wolę restauracje bez kobiet", albo bez mężczyzn, albo bez ludzi po 60-tce, bo zawsze może się coś niemiłego przytrafić. W normalnej sytuacji dzieci są pilnowane i takie sytuacje się po prostu nie zdarzają. Zabieram moje dzieci do restauracji w sumie od zawsze, pomijając może jakieś tam wczesne niemowlęctwo, kiedy cierpieli na kolki. Nigdy nie narzucali się ludziom, nie rzucali jedzeniem, nie krzyczeli i nie robili niczego niedozwolonego. Jeśli uważałabym, że moje dzieci nie nadają się do takich miejsc, to bym ich tam nie zabierała.
      • butterfly_33 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 07:48
        Nie czytalam poprzednich.wpisow.....

        Mam dzieci 5 i prawie dwa lata. W restauracji bywamy z nimi baardzo rzadko. Poprostu nie mam ochoty lawirowac miedzy.stolikami za mlodszym. Ale gdyby taka sytucja miala miejsce z moim dzieckiem to popierwsze nie wyobrazam sobie nie reagowac kiedy prosil by obca osobe o lody. To tylko male dziecko i nie rozumie. Widzi lody.to chce.....no ale chyba od tego sa rodzice, by pokazac co jest odpowiedni. Po drugie jesli by wylala kawe to nie mialabym pretensji to kobiety tylko do siebie, ze maly przeszkadza komus i narobil balaganu a to moj obowiqzek go pilnowac!!
        • jan.kran Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 10:21
          Ja jestem za tym żeby były restauracje i kawiarnie oraz wczasy gdzie dzieci nie mają wstępu.
          Będąc matka dwojga małych dzieci od czasu do czasu po odstawieniu ich do przedszkola szlam przed południem z przyjaciółką , też matką dwojga do kawiarni gdzie dzieci nie miały wstępu albo wieczorem na kolację w miejsce gdzie dzieci nie było.
          W Norwegii jest opcja wczasów w hotelach gdzie nie m rodzin z dziećmi , płaci sie troche więcej.
          Zarazem jestem za tym żeby były miejsca tylko dla osob z małymi dziecmi np. baby kino.
          Ja wychodzę generalnie z założenia że wychowałam dwoje dzieci i nie mam zamiaru wychowywac cudzych. Bardzo rzadko zdarza mi sie żebym cudzemu dziecku czy nastolatkowi zwróciła uwage.
          Natomiast jak widzę zestresowana kobietę w tramwaju , sklepie , miejscu publicznym z jednym dzieckiem lub więcej dracym pysk lub pyski to uśmiecham się pokrzepiąjaco .
          Sama pamiętam jak to jest kiedy masz na pokładzie wkurzoną czterolatke i male rozwszeszczane w wózku
          Moje dzieci są już dorosłesmile
          Poza tym pamiętajcie o jednym. Nigdy nie wiadomo co za czym stoi. Mój syn jest autystą i dobrze funkcjonuje ale czasem mam takie jazdy w miejscach publicznych że szkoda gadać , Na szczęście coraz rzadziej. Jest młodym przystojnym facetem i wygląda normalnie , nie ma na czole napisane że jest zaburzony.
          Dlatego mój poziom tolerancji jest dość wysoki co nie znaczy że w konkretnym , powyższym przypadku nie zwrociłabym mamusi uwagi ...
    • ga-ti Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 10:31
      Z postu wynika, że wolisz restauracje bez durnych matek. I masz rację.
    • anorektycznazdzira Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 10:31
      No co, babiszcze durne, to trzeba się rozedrzeć, że z powodu jej zaniedbania dziecko miało wypadek, że każdy w lokalu widział, jak nie interesuje się swoim dzieckiem, nie zapewnia podstawowej opieki i naraża na takie zdarzenie, więc zawiadomisz policję i opiekę społeczną, bo to dziecko jest skrajnie zaniedbywane, z tego wynika że pewnie w patologicznej rodzinie i ty mu pomożesz.
      I dzwonić, nie szczypać się.
    • baltycki Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 11:12
      beatulek napisała:

      > stanął obok mnie chłopczyk - mógł mieć może ze 2 lata. pokazuje na moje lody i >mówi "am".
      Znaczy, raczke wyciagnal i pokazal.
      I w tym momencie przestawilbym moja kawe, moje lody na srodek stolika, poza zasieg raczek dziecka.

      > do jasnej......... czy ja własnego zamówienia nie mogę na własnym stoliku postawić?
      Mozesz, srodek stolika to tez Twoj stolik.

      > Czy ja mam pilnować cudze dzieci?????
      Nie, ale swojej kawy moglabys.

      • raczek47 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 13:33
        Baltycki, nie masz racji, beatulek nie miała obowiązku przestawiania kawy na środek stolika, zresztą nie wiemy jaki stolik był duży, czy stały na środku kwiatki, serwetki itp.czy było miejsce.Przyszła na kawę, a nie ,żeby robić reorganizację stolików, poza tym, mając dziecko już 11-letnie można sobie od pewnego czasu wyłączyć myślenie typu"muszę w każdej syt.uważać bo mam małe dziecko". Pilnowanie dziecka jest obowiązkiem rodzica a nie obcych ludzi, którzy może wolą mieć kawę po łokciem niż sięgać po nią na drugi koniec stołu.
        • baltycki Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 14:22
          Rozumiem, ze jezeli mamy mozliwosc uchronic obce dziecko (nawet nieodpowiedzialnych rodzicow) przed wyrzadzeniem sobie krzywdy, to nie uczynimy tego..
          bo nie jest to naszym obowiazkiem?
          bo nasz stolik, nasza kawa i nasza wola wola gdzie ona bedzie stala?




          • raczek47 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 14:39
            nie chodzi o złosliwosć, kiedy możemy cos zrobić a nie robimy-celowo, tylko o to,że beatulek nie musiała myśleć w tym momencie o tym dziecku,że może na siebie tę kawę wylać.Przyszła do kawiarni w innym celu niż pilnowanie dwulatków, wszystko zresztą pewnie działo się w sekundach i mogła po prostu nie zdążyć pomyśleć, żeby kawę przestawić.
            Uważam,że wiesz o co o mi chodzi, tylko czepiasz się, bo nie masz co robić w sobotę po południu.Ugotuj sobie coś nieprzetworzonego, jak się nudzisz.
            Z mojej strony bez odbioru, bo jadę do sklepu.
          • gryzelda71 Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 16:45
            Ale ona nie przyszła tam chronić cudze dzieci. Jen, serio po wyciągnięciu raczki już musiała wszystko przestawiać i zastanawiać się co zrobić jeszcze bo a nuż dziecko wróci?
      • beatulek Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 15:12
        Kawa stała tam gdzie ją postawił kelner bo jej jeszcze ruszyć nie zdążyłam. Owszem gdybym przewidziała, że dziecko wróci pewnie bym przestawiła - bo mnie na "ukaraniu" dziecka za to, że ma nieodpowiedzialną matkę jakoś nie zależy. Pytanie jednak nie dotyczyło zachowania dziecka (bo takie zachowanie u dwulatka moim zdaniem mieści się w normie) tylko zachowania matki. Doszło do czego doszło - naprawdę w tej sytuacji tak trudno powiedzieć "przepraszam" ? Trzeba atakować drugą stronę? Rozumiem, że Ty byś przeprosił tą matkę, że jej dziecka nie dopilnowałeś i opłacił rachunek za pralnię ja jednak do matki tyle tolerancji nie mam. Po przeczytaniu Waszych odpowiedzi już wiem, ze w podobnej sytuacji (mam nadzieję, że już mnie nie spotka) po pierwszym "am" na które rodzice nie zareagują powiadomię kelnera, że dziecko bez opieki przebywa.
    • klubgogo Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 11:14
      Ja też wolę restauracje bez rodziców, którzy nie potrafią wychowac swoich dzieci. Zdecydowanie.
    • szamanta Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 12:44
      Rozumiem twoje wkurzenie i współczuje spartolonego wyjścia poprzez cudzego niedopilnowanego dziecka a tym bardziej przygłupiej jego matki . Widziałam nie raz podobne sceny, o dziwo zawsze nagle gdy cos się stało wtedy rodzic się pojawiał z wielką gębą mając pretensje do całego świata ,ze jego szkraba nikt nie upilnował, ani nie niańczył
      Jakiś czas temu tez siedziałam sobie z najstarszą córką w restauracja, dziecko około 2.5 lat torebkę zaczęło mis ściągać z krzesła , dodam, że całkowicie z rodziców nawet nie raczyli przejść się po malucha. Kilkukrotnie mały podchodził chwytał się mojej torebki ,za każdym razem ją zabierałam, mówiąc małemu aby nie ruszał , ale jak w pewnym momencie zagadałam się z córka i nagle słyszę huk, patrzę torebka leży na ziemi ( miałam tam tel, perfumy szklane i inne delikatne rzeczy) od razu dziecko wzięłam za rękę i zaprowadziłam do stolika rodziców. Nie powiem abym była wtedy stoicka, dosyć ostro i konkretnie zareagowałam. Rodzie widząc moje nerwy jedynie co zdołali na swoje usprawiedliwienie wydukać, ze jakby za każdym razem po małego mieli latać gdy się oddalał, to na minutę nawet w spokoju by nie mogli usiąść. Dodam ,że ani razu sie nie pofatygowali przez dziecko. Cale szczęście nic się nie uszkodziło w torebce, lecz jak otwierałam bałam się jaki widok zastane . Wtedy to by mnie centralnie szlag trafi gdybym miała cos zniszczonego. Moje własne małe dziecko nie ma prawa tego tykać, a co dopiero jakieś cudze
      Od tamtej sytuacji jak widzę jakiegoś dziecka małego namolne dokuczliwe zachowania wobec mnie czy moich rzeczy ,które ma zamiar ruszać ,wtedy od razu zaprowadzam dziecko do stolika rodziców z jasną prośbą i tonem nie znoszącym sprzeciwu .Dopiero wtedy sprawa jest zalatwiona. Tak właśnie było w styczniu kiedy dziecko ponad 3 letnie z stolika próbowało mój tel komórkowy wziąć w ręce. Reakcja dobitna
    • lonely.stoner Re: A jednak wolę restauracje bez dzieci.... 15.02.14, 19:56
      bo powinni w kawiarniach takie znaki wstawiac:

      https://www.awesomelols.com/wp-content/uploads/2012/03/unattended-children-will-be-given-espresso-and-a-free-kitten.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka