W parku pod blokiem mamy bardzo fajną siłownię, codziennie są tam tłumy w dzień emeryci oraz matki z dziećmi potem "klasa" pracująca w każdym razie zawsze ktoś tam jest.
Wczoraj mój syn lat 10 poszedł z kolegą poćwiczyć.
Najpierw przyczepiła się do nich starsza pani stanowczo każąc im sobie pójść bo są za mali i już i ona każe im iść.
Syn zadzwonił do mnie opowiedział o co i jak - powiedziałam żeby olał gadanie obcej osoby i robił swoje. Poobserwowałam sytuację przez okno.
Po jakiś 10 min dzwoni znowu że sytuacja się powtarza i teraz do pani dołączył pan.
Zgniewało mnie to i poszłam do syna wyjaśnić sytuację.
Już z daleka widzę ćwiczących chłopców oraz panią coś z pasją mówiącą oraz wyraźnie pobudzonego pana chodzącego za chłopcami.
Spytałam pana niegrzecznie co chce od moich dzieci? i czemu się ich czepił na co dowiedziałam się iż on dba o ich zdrowie i życie i regulamin mówi iż są za mali aby u przebywać.
Poszłam sprawdzić regulamin
w jednym z podpunktów jest napisane iż dzieci do lat 14
powinnyćwiczyć pod opieką dorosłych.
Powinny ale nie muszą a napisano to po to aby w razie wypadku nie pociągać administracji do odpowiedzialności.
Ok dzieci ćwiczą na moją odpowiedzialność i pod moją opieką ( patrzę na nich z okna).
Tłumaczę panu aby zajął się swoimi sprawami i nie czepiał się cudzych dzieci, no jak chłop krowie na rowie a krowa swoje. Stoi dziad macha łapami "piana z pyska mu bucha" , no niewiele brakowało a pizgłabym pana w ten durny łeb,babka w pewnym momencie zmyła się po angielsku.
Pytam się dziada czy dzieci coś zrobiły, czy były niegrzeczne, czy dewastowały sprzęt albo używały go niezgodnie z przeznaczeniem?- nie ale jemu nie pasuje że one tam są i tyle.
Wtrącił się w awanturę znajomy, tłumaczy panu iż molestuje te dzieci że jest agresywny itp. po interwencji mężczyzny dziadyga sobie poszedł.
Dziś dzieciaki poszły na siłownię mieszaną i większą grupą- pan przyszedł zaczął swoją śpiewkę a nawet posunął się do tego że jednego z chłopców zepchnął z urządzenia twierdząc żeby sobie " poszła bo jest za mała" ( niski 10 latek z długimi włosami

), moje dziecko zadzwoniło po mamusię ale pan dał nogę, stał potem w dużym oddaleniu i obserwował bawiące się dzieci - tym razem na drzewie.
Zadzwoniłam do dyżurnego na najbliższą komendę policji, dowiedziałam się że następnym razem mam dzwonić na 997 lub 112 - patrol przyjedzie i uświadomi pana co mu wolno a co nie.
Wszystko fajnie ale jak mam dziada zatrzymać do przyjazdu policji? przecież oni nie zjawią się w ciągu pięciu minut.
Dodam jeszcze że to są normalne dzieci, żadne wandale itp. chodzą tam poćwiczyć jak cała reszta.
Co wg was powinnam zrobić?