gauad
04.04.14, 10:40
Nie ogarniam takich osób.
Mąż koleżanki- stracił pracę, narobił długów ale za kablówkę płaci bardzo drogi abonament i nie godzi się zamienić na tańszy w ktorym jest "tylko" 110 kanałów - bo on chce mieć swoje ulubione kanały i basta więc żono płać 200zł...
Znajoma- miala bardzo trudna sytuację, po rozwodzie mąz placil bardzo male alimenty na dzieci. Zapożyczyła się u rodziny u znajomych, od tego pożyczala , temu oddawała, ten jej dal w prezencie.. I jakoś to szło, powoli się odrabiala. Narzekala jak jej ciężko, jak dzieciom nie ma co jeść dać, że sama czasem pije tylko wodę, że czasem ma 10 zł w portfelu i nie wie co kupić żeby w domu coś było, że za to robi obiad dla 3 osób. Po czym umawiała się ze mną na oddanie pożyczki w lokalu na mieście i ot tak, wydawała 40-50 zł za swoje jedzenie i piwko. A przeciez mogła przyjechac do mnie na kawę i nie musiała nic wydawać. Ale ona uwazala, że raz w miesiącu nalezy jej się relaks w lokalu.. A za kilka tygodni znowu dzwonila o pożyczkę no bo dzieci głodne, bo składka w szkole, itd..
Jej zarobki przekladaja się z czasu jaki na pracę poświęci. Jak "biega za robotą" to ma większa kasę. Kiedyś pozyczyla 1000zł "bo dziecko chce na kolonie a ona już nie ma ani grosza" a za kilka dni dowiaduję się, że dziecko może i na koloniach, lecz ona też sobie pojechala z kolegą na kilka dni się zabawić. I wcale się nie przejmuje tym, że gdyby popracowala te kilka dni to by pozyczac nie musiała..
Nie ogarniam takich ludzi.
Ja, jeśli nie mam pieniędzy, to oszczędzam na czym się da. Jeśli mam dlugi to zaciskam pasa zakasuję rękawy i pracuję jak najwięcej żeby je spłacić. A dopiero potem myślę o przyjemnościach.
A jak jest u was?