iwonapa
16.07.14, 22:15
mąż z dziećmi wyjechali w niedzielę na kajaki na Mazury, ja zostałam w domu (Wrocław). Mąż po dojechaniu na miejsce (ok. 600 km) zadzwonił, ze wszystko ok, w poniedziałek też, jak jest i ogólnie pogadac, zadzwonił też dzisiaj, na parę słów.
i teraz sedno - zadzwonic do teściowej i powiedziec, co z nimi, czy czekac az sama zadzwoni zapytac? Dziwi mnie troche jej postawa, bo jak mąż jest, to dzwoni codziennie, nawet jak nie ma nic do powiedzenia, ot, taka relacja matka - syn. Ja nie jestem jej ulubiona synowa, ale to temat na inny post. Mam wrazenie, że do mnie to nie trzeba dzwonić, nawet kosztem dowiedzenia sie o syna i wnuki, bo ja to obca jestem, nawet po 20 latach. I błagam was, nie drążcie tematu synowa-tesciowa, bo to nie o to chodzi. Mąż do niej nie dzwonił, bo przekazał wszystko mi, i wystarczy. Ja wiem, ze moge do teściowej zadzwonić, ale to nie o to chodzi, tylko o to, ze jak jego nie ma, to od strony tesciów głucho. Wiecie o co mi chodzi?