niktmadry
12.08.14, 19:17
Sytuacja ma miejsce na kolonii. Dziecko nr. 1 zalało colą telefon dziecku nr. 2. Żadne z dzieci nie wpadło na pomysł by telefon wyłączyć i spróbować wysuszyć co spowodowało nieodwracalne uszkodzenie telefonu. dziecko nr. 1 twierdzi, że colę rozlało przez przypadek a na stole nie kładzie się telefonu, dziecko nr 2 twierdzi, że dzieciak tę colę rozlał jemu na złość. Innych świadków brak. Nie wiadomo jak było na prawdę - faktem jest, że cola dziecka nr 1 zalała telefon leżący na stole, którego właścicielem było dziecko nr. 2. I że ten telefon obecnie się nie włącza. Dzieciaki na koloniach - wiadomo były pod opieką wychowawców a nie rodziców. Cieżko jednak wymagać by wychowawcy byli zawsze w każdym z pokoi. (nawet gdyby dali radę byłoby to bez sensu) ."Bohaterowie" opowiadania mają po 10 lat (a więc przed 13 rokiem życia nie powinni odpowiadać za swoje czyny). Rodzice dziecka nr. 2 chcą kasy od rodziców dziecka nr. 1 za uszkodzenie telefonu. Jak byście zareagowały? Ja pytam z ciekawości - moje dzieci były na tym samym wyjeździe ale na szczęście nie są bohaterami tego opowiadania. Przyglądam się z boku i sama się zastanawiam czy oddałabym kasę czy raczej uznała, że dziecko było pod opieką wychowawców i niech od nich się domagają zwrotu kosztów - nie wiem. Gdybym miała 100% pewności, że moje dziecko zrobiłoby to umyślnie to oddawałoby z własnego kieszonkowego ale to w celach wychowawczych bardziej niż rekompensaty.