Czytałam jakiś wątek na ematce o tym i tak mnie wzięło, zaczęłam sie zastanawiać "czy mogłabym być biesksualistką". Zaczęłam sobie przypominac różne rzeczy

Po pierwsze w "Dirty Dancing" zakochałam sie w Jenniger Grey, a nie w Patricku, miałam nawet jej plakaty na ścianie. Patrick Swayze była dla mnie wtedy przezroczysty.
Drugi epizod - w pierwszej klasie liceum byłam zafascynoana i w zasadzie zakochana w nauczycielce angielskiego. Bardzo sie tym martwiłam, pamietam, kupowałam jakieś poradniki, w których pisali, że w okresie dorastania "to normalne" i "nie należy sie przejmować". Uznałam, ze jestem "normalna" mimo to. Chociaz uczucie było bardzo silne. Coś jak u Kazika.
W tym samym mniej więcej wieku - około 15 lat, poznałam na obozie dziewczynę. To były jakieś totalne lata 80-te, pamiętam, ze używała zapachu Fa czerwone, doprowadzał mnie do szalenstwa jeszcze długo po tym, choc to był duszący słodki zapach. Była starsza o 3 lata. Przyjażniłyśmy się i trzymałyśmy za ręce - to nie było wtedy wbrew pozorom normalne. Gdy kładła sie obok mnie w łóżku, był taki epizod z braku miejsc, czułam podniecenie, ale nie było żadnych akcji. Pamiętam to do dzis, choć słabo pamiętam np. pierwsze słowa swojego dziecka

Potem utrzymywałam z nią długi kontakt listowny, nawet spotkałyśmy sie raz.
No i to był koniec wszelkich epizodów tego typu.
Moze to rzeczywicie byl "taki wiek", a moze coś jest na rzeczy? Zastanawiam sie nad tym, bo na faceta nie ma żadnych szans, jestem sama, a moze kobietę poznac byłoby łatwiej? Tylko czy ja jestem "taka"?
A Wy miałyście takie epizody?