Dodaj do ulubionych

tak czytam te posty, czytam ........

02.09.04, 10:53
i myślę sobie świat zwariował !
Ludzie zakładają rodziny, rodzą im się dzieci, wydaje im się, że są dorośli,
niezależni a ... ciągle oglądają się na rodziców !
Kurcze, eMamy w waszych postach ciągle pojawiają się żale do teściowych, że
nie opiekują się waszymi dziećmi, do teściów, że nie dają wam kasy, nie
wyprawili wam wesela, etc
Po ile Wy macie lat?
Dokąd będziecie się oglądać na ich pomoc?
Oni nie mają obowiązku wam pomagać przecież tworzycie odrębną rodzinę.
Nie głupio Wam rzeźbić takie posty?
Obserwuj wątek
    • driadea Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 11:00
      Nie rzeźbię.
      Ale nie, nie byloby mi głupio. Rościć sobie jakieś prawa, a prosić (prosić, nie
      wymagać) o pomoc to jednak zupełnie co innego. Niezależnie od wieku.
      Pozdrawiam, Aga
    • triss_merigold6 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 11:09
      Ludzie zakładają rodziny ale część rodziców jakoś tego nie przyjmuje do
      wiadomości. Moi rodzice i teściowie należą do nieinwazyjnych. Teściowie się nie
      wtrącają, spotkania są rzadkie, ślub opłacaliśmy sami z mężem.
      Mimo tego teściowa w rozmowie przez telefon potrafi mnie zapytać jak układa mi
      się z jej synem, czy nie mam powodów do narzekań bo on bywa taki i siaki.
      Odpowiadm krótko, że nie i że jesteśmy dorośli. Koniec tematu. Sam fakt
      stawiania takich pytań jest deko absurdalny, podobnie jak traktowanie nas
      per "młode małżeństwo". Litości, jakie młode ?! Trzydziestoletni ludzie, ja
      rozwódka, on także po paru związkach, pracujący, mieszkający na swoim.

      Byłam ostatnio u dalszej rodziny w małym miasteczku i tam klimat był naprawdę
      inny niż w dużym i szczęśliwie anonimowym wielkim mieście. Ludzie żyli sprawami
      rodziny: rodzeństwa i ich bliskich, ciotek, pociotków, teściowych i synowych.
      Każdy o każdym wiedział wszystko i rościł sobie prawo do komentowania.
      Patrzyłam na to folklorystycznie ale rozumie, że jeśli ktoś funkcjonuje w
      takich układach na co dzień to ma do wyboru albo totalną izolację (chyba z
      wyprowadzką na inny kontynent) albo akceptację ciągłego wtrącania się bo presja
      społeczno-rodzinna jest ogromna.
      • weronikarb Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 11:26
        Właśnie nie tylko to odnosi sie do nas, ale tez do rodzicow ktorzy nie potrafia
        zrozumiec, ze jestesmy osobna rodzina, ze jestesmy dorosli i nie potrzebujemy
        opieki, nadzoru i wtracania sie. Ja z mezem zrobilismy sobie sami wesele,
        splacamy dlugi (powstale przed slubem) i staramy sie wybudowac. O nic nie
        prosze ani tesciow ani mamy. Nie lubie przyjmowac niczyjej pomocy, co mam to
        chce miec dzieki sobie, wiadomo nie uda sie i to dlatego ze mamy dlugi. Tescie
        ciut pomogaja, a ja nie moge za to powiedziec zeby sie odwalili, tak jak
        powiedzialam mamie.
    • szyszunia75 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 11:33
      Nie głupio mi. W mojej rodzinie zawsze było (i mam nadzieję będzie) tak, że
      ludzie sobie pomagają. Rodzice dzieciom, dzieci rodzicom, brat siostrze, ciocia
      bratankowi. Nie oglądam się na tę pomoc, ale czuję, że gdyby co - mogę liczyć
      na kilka osób. Nie sądzę, żeby to coś ujmowało mojej "dorosłości". Myślę, że
      świat zwariował w paru innych dziedzinach, tu akurat upatruję ostoję
      normalności i ludzkiej serdeczności. Oczywiście nie chodzi o wiszenie na
      rodzicach do czterdziestki, ale taką wzajmną pomoc, jaką oferują sobie bliscy
      ludzie.
    • kubusala Aog 02.09.04, 11:34
      podpisuje sie pod tym obiema rękami. strasznie mnie wkurza stwierdzenie...a mi
      sie należy...
      • josik11 Aog i Kubusala 02.09.04, 12:32
        zgadzam sie z Wami w 100% !!!!
        Powiem nawet tak ze jakbym potzrebowala np. kasy to przez gardlo by mi nie
        przeszlo prosic o to rodzicow. CO innego jakby sami zzproponowali to
        zgodzilabym sie ale tylko w formie pozyczki.
        Moi rodzice tak duzo mi pomogli (mam mieszkanie po babci, umeblowane) ze nie
        smiem o nic wiecej prosic. W koncu jestem dorosla, oboje z mezem pracujemy,
        mamy dziecko i musimy sami sobie dawac rade.
        A gadki ze mi sie nalezy to dla mie poprostu brak kultury!!!
        Mam wiele kolezanek a nawet jedna kuzynke ktoirym zachcialo sie byc doroslym.
        Bedac jeszcze w szkole braly sluby i zyli na koszt rodzicow. Wiadomo mieszkali
        z nimi to i sie zywili na krzywy ryj. Dla mnie bylo nie do pomyslenia zeby brac
        slub bedac bez pracy. Jak chce byc dorosla to musze sama na siebie zarobic bo
        co to za sens zakladac rodzine jak sie nie ma warunkow. Te dziewczyny byly
        bardzo mlode a ich rodzice wg mnie tez badrzo nie odpowiedzialni.
        • katse Re: Aog i Kubusala 02.09.04, 15:54
          a ja myśle, że są różne sytuacje...
          czasem bez pomocy rodziców czy dziadków się poprostu nie da...
          a rodzina właśnie po to jest by się wspierać

          nie chciałabym żyć bez świadomości, że w razie czego...mam na kogo liczyć.

          a póki co jestem dumna, że moja mama samodzielną córke.

          a prezenty przyjmuje z niekłamaną radościąsmile))

          K
    • katjuszka2 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 16:16
      Chyba pijesz też do mojego postu.Cóż moja droga ja nie żądałam od teściów żeby mi wyprawili wesele nie żądałam też tego od rodziców,którzy sami się zaoferowali jako że w mojej rodzinie pomagamy sobie nawzajem( nie było zresztą wesela tylko bardzo skromne przyjęcie).Teściowie natomiast nie wykazali żadnego zainteresowania przygotowaniami do ślubu,przyszli na gotowe co uważam za nieeleganckie.A już żądanie od syna pieniędzy na taksówkę to już dla mnie buractwo pełną gębą,skoro zaręczyny były rok wcześniej to mogli sobie wcześnie odłożyć na taksówkę. Teściowa to chce żebyśmy my jej pomagali i dawali pieniądze na życie mimo że nie mieszkamy razem i nie utrzymujemy żadnych kontaktów.A co do żali emam że teściowe nie chcą pilnować dzieci-ja zauważyłam że raczej chodzi o lekceważenie i ZUPEŁNY brak zainteresowania wnukiem czy też wnuczkiem.Idąc twoim tokiem rozumowania skoro rodzice nie mają obowiązku pomagać dzieciom to dzieci nie mają obowiązku pomagac rodzicom na stare lata.Ja oczywiście nie jestem tego zdania trzeba sobie pomagać po to jest rodzina.
      • mysia.8 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 20:24
        rodzice nie maja obowiazku pomagac doroslym, samodzielnie utrzymujacym sie
        dzieciom! skoro chcieliscie sie bawic w malzenstwo i bycie doroslym to trzeba
        bylo zacisnac zęby i samemu sfinansowac ten slub albo go w ogole nie robic,
        chyab ze skromny poczestunek, rodzice ani tesciowie nie maja ZADNEGO obowiazku
        finansowania ani doroslych dzieci ani ich wesela, wnuczat, mieszkania etc. Czy
        te 18 albo dwadziescia kilka lat do skonczenia studiow utrzymywania dziecka nie
        wydaje ci sie wystarczajace? a juz przegieciem jest stwierdzenie, ze tesciowie
        przyszli na gotowe... reszta gosci tez przyszla na gotowe, nie wydaje ci sie?
        bez pomocy rodzicow da sie, zapewniam znalezc prace, usamodzielnic sie,
        oszczedzic na mieszkanie etc. trzeba tylko chciec a nie liczyc na ciagla pomoc
        starzejacych sie rodzicow, ktorzy wlasnie teraz powinni liczyc na pomoc dzieci
        • katjuszka2 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 03.09.04, 16:38
          A ja zapewniam cię że wiem o tym iż bez pomocy rodziców da się znależć pracę itp. itd.
          Od teściów niczego nie żądam,ani też od moich rodziców.To teściowa ŻĄDA pieniędzy od syna na utrzymanie,mimo,że nie mieszkamy razem.
          Pewnie że rodzice NIE MAJĄ OBOWIĄZKU pomagać dziecim,niemniej większość CHCE.
          Dla mnie przegięciem jest żadanie od syna pieniędzy na taksówkę,jak również domaganie się abyśmy to my spłacali prezent,który nam kupili na raty.Już wolałabym go nie dostać.Dodam że mieszkamy w mieszkaniu znajdującym się w kamienicy męża dziadka.Mieszkanie to wyremontował w całości mąż-to była rudera nie było prądu,łazienki,ubikacji,NIC.Teraz dostaliśmy wypowiedzenie najmu,wyrzucają nas na bruk,a mieszkanko przez nas wyremontowane mają na własność.Murzyn zrobił swoje murzym może odejść.
          I jeszcze jedno dzieci również NIE MAJĄ OBOWIĄZKU pomagać rodzicom co najwyżej mogą chcieć(to działa również w drugę stronę)tongue_out
          • mysia.8 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 03.09.04, 19:28
            i tu bym sie z toba nie zgodzila IMHO dorosle dzieci maja obowiazek pomagac
            swoim starzejacym sie rodzicom, jesli naprawde potrzebuja pomocy, chocby ze
            wzgledu na to, ze byli przez nich wychowywani i utrzymywani przez te
            dwadziescia kilka lat, ale coz ... to tylko moje zdanie
    • kasia64 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 16:24
      A zwariował,zwariował.pod toim postem podpisuję się obiema rękami.Wejdż na
      forum Prawo i pieniądze i przeczytaj post pt.pomoc finansowa rodziców.Tylko
      trzymaj się mocno krzesła bo spadniesz.POzdrawiam.Kasia
      • aog Re: kasia64 03.09.04, 11:10
        trzymałam się krzesła a i tak spadłam !

        pozdrawiam
    • wieczna-gosia Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 17:59
      > Oni nie mają obowiązku wam pomagać przecież tworzycie odrębną rodzinę.

      Pozwole sie nie zgodzic. Nie tworzymy te sama rodzine. Oni pomagaja nam, my
      pomagamy im. Mam szczescie wejsc do takiej rodziny gdzie nikt nikomu nie
      wylicza czasu zaangazowania i pieniedzy. Mojemu mezowi siostra zasponsorowala
      przyjazd na jej wlasny slub. Chociaz sami najpierw kupilismy bilet i
      zaklepalismy pokoj bo nie wiedzielismy o jej planach sponsoringu. My zreszta
      zrobilismy analogicznie kiedy ona wybierala sie na nasz slub a bilety lotnicze
      w owych czasach nie byly przyjemnie tanie- zasponsorowalismy jej jedna
      strone wink) Nasi tesciowe zasponsorowali nam wesele. Ja swojej mamie
      zasponsorowalam wczasy w zeszlym roku. W tym roku ona wyjechala z moimi
      dziecmi.
      To tyle jesli chodzi o kase.
      Poza tym- wpadam do tesciowej na sniadanko/obiadek/kolacyjke. zanosze jej
      ciasto bo sie mi chcialo upiec. Tesc mi pozycza samochod jak moja mama jechala
      nad morze. Ja- za czasow gdy mielismy samochod- wytrwale wozilam go po
      okulistach bo wiadomo ze prowadzic po badaniach nie mogl. Siostra mojej
      tesciowej od 20 lat codziennie przychodzi do ich matki zeby ta nie byla w domu
      sama, bo jest prawie niewidoma, glucha i ostra ma skleroze. Moja tesciowa
      przeszla na emeryture i samorzutnie polowe dyzurow przy mamie wziela na siebie.

      Slowem jestesmy pewnie banda gowniarzy wink) Czy oczekuje od tesciowej pomocy- no
      jasne kurcze od tego ma sie rodzine. I oczekuje ze zarowno moja mama jak i moja
      tesciowa beda oczekiwac podania szklanki wody wlasnie ode mnie. Teraz moja mama
      zajmuje sie moja babcia- zamierzam jej w tym pomoc jak tylko bede miala
      samochod bo na razie mam 2 godziny w jedna strone i jest bez sensu. Moj tesc
      ostatnio w zwiazku z samochodem powiedzial ze mozemy oczekiwac ze zasponsoruje
      nam garaz zeby nam auta nie ukradli. Tak sie wlasnie wyrazil. Mam szczera
      nadzieje ze oprocz tego ze moje dzieci dorosna, wyprowadza sie, i beda zarabiac
      beda ode mnie oczekiwac roznych rzeczy. I mam nadzieje ze ja tez bede mogla
      oczekiwac od nich.
      Idea samymsobkow kompletnie mi nie pasi. Pasi mi idea stada ktora namietnie w
      zyciu realizuje.

      PS. Moja tesciowa miala sie dzisiaj zajac dziecmi. Ale nie moze. Nie mam do
      niej zalu. Nie to nie wink) ale oczekiwalam ze sie zajmie wink))
      • kubusala Gosia... 03.09.04, 11:58
        Gosia to o czym piszesz to jest wzajemna pomoc. A to o czym pisze autorka wątku
        ( tak myślę) to coś w rodzaju pisklaka, który siedzi w gniazdku i trzyma dzióba
        otwartego, aż mu mamusia kapnie jedzonko, jak nie kapnie to jest pisk.
        I własnie o to chodzi,że dziś często młodzi ludzie, którzy są "dorośli" bo
        założyli rodzinę, dalej zachowują się jak pisklaki i tylko trzymają dziób
        otwarty, a samemu wyjść z gniazdka, poszukać żarcia się nie chce.
        Sory,że tak oględnie, urażę pewnie tylko tych którzy to wezmą do siebie.
        W rodzinie ważna jest wzajemna pomoc i wspieranie się, ale jak sie słyszy,że
        synowa mieszka na garnuszku teściowej a potem sie skarży że teściowa się
        wtrąca, to z całym szacunkiem, ale mnie to śmieszy, bo czego taka synowa
        oczekuje, że tesciowa będzie calowac kasę i trzymać dziób na kłódkę??

        • aog Re: Gosia... 03.09.04, 12:55
          tak kubusala, dokładnie o to mi chodziło.
          Gosia napisała (przytoczę niedokladnie bo z pamięci) że jej teściowa miała dziś
          zostać z dziećmi ale nie została bo coś jej wypadło i Gosia pomimo, że liczyła
          na pomoc nie mam do niej żalu. I fajnie bo O TO WŁAŚNIE chodzi, o taką pomoc.

          tak z innej beczki to też uwielbiam robić "przyjemności" teściówce czy mamie i
          obojętne czy są to drobiazgi zrobione przez dzieci czy drobiazgi kupione przez
          nas. Miło widzieć jak się babcie cieszą.
          Ale też wiem, że żadnym prezentem nie jestem w stanie im się zrewanżować za
          wszystko to co one mi dały ale staram się.... i do głowy by mi nie przyszło
          wymagać od nich żeby zostały z moimi dziećmi na weekend bo ja z mężem chcę
          wyskoczyć w góry !
          Wyskoczę w góry wtedy gdy któraś z mam zaproponuje, że ma wolną sobotę i
          chciałaby pobyć z wnukami.
          Uważam, że gdy ma się już swoje dzieci to przyjemności idą na plan
          dalszy ........niestety, kurcze.

          a tak na koniec, to powiem Wam Mamuśki, że bardzo się cieszę z napisania tego
          postu bo ujawniło się kilka fajowych, dorosłych dziewczyn
          pozdrawiam serdecznie
          • bea.bea Re: Gosia... 03.09.04, 17:59
            święta racjasmile
    • bea.bea Re: tak czytam te posty, czytam ........ 02.09.04, 18:18
      myślę , że każda rodzina funkcjonuje wg własnych , indywidualnych zasad.
      jedni są bardzo rodzinni pomagaja sobie, sa szczęśliwi,
      inni odwiedzają się sporadycznie, żyją własnym zycie , są szczęśliwi
      i jeszcze milion innych zasad.....są szczęśliwi...
      moja rodzina jest taka , to rodzina w której szanuje się indywidualizm
      poszczególnych "stadeł" smile , a jednocześnie jeśli potrzebna jest pomoc , to
      oczywiście mobilizuje sie by pomagać,
      ale nie ma tu żadnych postaw roszczeniowych...
      nikt niczego nie musi, i niczego nie wymaga...

      w końcu kiedys nalezy przerwać pempowine...
      a jeśli zakłada się swoja własna rodzine, to jest to dla mnie tak oczywiste, że
      idzie sie na swoje....

      wyszłam z domu mając 24 lata i wszystko co dzis posiadam jest efektem pracy
      moich rąk.....
      mimo ze pochodze z majętnej rodziny, rodzice dbali o to bym swoje zachcianki
      sama sobie finansowała...praca w wakacje, normalne kieszonkowe,
      kiedy zaczęłam pracowac , musiałam część pesji oddawać mamie, na własne
      utrzymanie.....
      i było to dla nie takie normalne, ze nie przyszło by mi do głowy mieć jakieś
      żale...
      kiedy wyprowadziłam się " na swoje", nie miała żadnych mebli, łózko polowe i tv
      stojący na podłodze....do dzis pamietam pierwsza kanapę która kupiłam( była
      strasznie brzydka, ale tania smile
      i ambicja nie pozwalała mi prosić o pomoc rodziców...ale jak widac funkcjonuje,
      nawet mam internet...smile)
      super kontakty z teściami i rdzicami...
      pozdrawiam

      niestety duzo takich "dorosłych" w wymagania, "niedorosłych" w braniu za siebie
      odpowiedzialności

    • mama_pyzuni Re: tak czytam te posty, czytam ........ 03.09.04, 18:43
      A ja patrzę na takie relacje z jeszcze innej strony...
      Oczywiście wyciąganie ręki po cokolwiek i domaganie sie pomocy, na zasadzie "bo
      mi sie należy" to sytuacja nienormalna. Zwłaszcza jeśli rodzice sami ledwo
      wiążą koniec z końcem.
      Ale wcale nie uważam za sytuację patologiczną faktu, że rodzice z własnej woli
      i chęci w jakiś sposób pomagają swoim dorosłym dzieciom.
      Myślę, że podejście do tych kwestii zależy od sposobu wychowania i zachowań
      wpajanych w domu rodzinnym.
      W mojej rodzinie (szeroko pojętej, mówię tu zarówno o rodzicach, jak i
      dziadkach, itd) wzajemna pomoc, wspieranie sie, pożyczanie sobie pieniędzy jest
      czymś zupełnie naturalnym. Jedna z Was napisała, że w życiu nie poprosiłaby
      rodziców o pożyczkę. W takim razie do kogo by sie zwróciła? Bo ja zostałam
      nauczona, że jeśli mogę na kogoś liczyć, to jest to na pewno rodzina.
      Ja również (o zgrozo!!!) założyłam rodzinę jeszcze na studiach, rodzice
      dołożyli sie do wesela (biedni, dali sie wykorzystać), a teraz, co najgorsze
      mieszkamy razem z nimi (ja, mąż i nasza córeczka).
      I na pewno nie mają OBOWIĄZKU nam pomagać. Ale bardzo tego CHCĄ. Wnuczkę
      kochają nad życie, zięcia zaakceptowali raczej bez zastrzeżeń. I jest w
      porządku, wspólnie jadamy niedzielne obiadki, mąż z ojcem mają wiele wspólnych
      spraw zawodowych, ja chyba nigdy nie miałam takich dobrych relacji z mamą jak
      teraz.
      Wiadomo, że są czasem gorsze dni, bo nie da sie tak, żeby 5 dorosłych osób
      (mieszka jeszcze mój brat) zawsze miało dobry humor i nastrój, ale jeszcze
      NIGDY nie doszło do żadnej kłótni, czy co gorsza awantury.
      My i tak ciągle mamy wiele skrupułów i walczymy o to, żeby dokładać sie do
      rachunków, a na to moi rodzice mają jedną odpowiedź -
      "komu mamy pomagać, jak nie własnym dzieciom. Nam też w młodości było ciężko i
      nasi rodzice pomagali nam w starcie życiowym. Teraz my, pomagając Wam chcemy
      spłacić ten dług. A wy w przyszłości pomożecie własnym dzieciom (czyli ich
      wnukom) w zdobyciu wykształcenia i rozpoczęciu własnego życia."

      Pewnie dla Was to jakaś patologia, że kolejne pokolenia pomagają sobie i mogą
      na siebie liczyć, ale ja tak zostałam wychowana i tak mam zamiar wychować
      własne dzieci.
      W rodzinie męża nigdy tak nie było, rodzice nie pomagają dzieciom, i trochę
      mnie to razi (nie mówię o wyciąganiu ręki po pieniądze, ale o wzajemną troskę,
      zainteresowanie).
      Mam lat 27 i jeszcze jakiś czas będę sie "oglądać" na pomoc rodziców, dopóki
      nie nazbieramy na własne mieszkanie (mam nadzieję, że to już niedługo, bo
      niewiele nam brakuje smile
      • mysia.8 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 03.09.04, 19:32
        przyczytaj jeszcze raz posta zalozycielki wątku, nikt tu nie potepia checi
        pomagania sobie nawzajem czy to rodzice chca pomoc dzieciom czy dzieci
        rodzicom, chodzi o postawe roszczeniowa doroslych dzieci w stosunku do rodzicow
        w stylu: bo mi sie nalezy...
        • mala_kruffka katjuszka 03.09.04, 19:47
          A ja rozumiem o co chodzi katjuszce. Co jak co ale na ślub syna na przyjazd
          żądac pieniędzy na taksówkę to trochę przegięcie, a prezent kupić na raty i
          kazać spłacać jest pewnym brakiem stylu. Tak się już jakoś w społeczeństwie
          przyjęło że to rodzice wyprawiają Sluby, a potem nieporozumienia, bo ci dali
          więcej a ci mniej.
          My nie wyprawialiśmy wesela wielkiego (chyba 6 osób oprócz nas), teściów nie
          było. Rodzice mi pomagają aż za dużo, ale czasem naprawdę nie ma wyjscia i
          bardzo tę pomoc cenię. Postawa roszczeniowa - trudno ocenić gdzie jest granica.
          Ja tam nie lubię oceniać ludzi.
          kruffka
        • katjuszka2 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 03.09.04, 19:53
          Hm niunia ty to chyba ze zrozumieniem czytać nie umiesz.Mój post dotyczył żądania pieniędzy mna taksówkę.
          • mysia.8 Re: tak czytam te posty, czytam ........ 03.09.04, 21:58
            wiesz... per "niunia" to ty mozesz sie zwracac do swojej córki;
            widzisz "drzewko" z postami? widzisz ktory post skomentowalam a do ktorego sie
            odnosisz? widzisz tam swojego nicka?
      • josik11 do mamy_pyzuni 03.09.04, 23:22
        To ja napisalam o tej pozyczce.... Zle sie moze wyrazilam, chodzilo mi o to ze
        poszlabym do nich po pozyczke jesli sama nie moglabym tych pieniedzy zarobic.
        Rozumiesz? mam problem to probuje najpierw sama go rozwiazac a nie od razu lece
        do mamusi.
        Moi rodzice nam duzo pomagaja ale ja nie traktuje tego jako ich obowiazek.
        Robia tak bo komu maja pomoc jak maja mnie jedna? To ich zdanie.
        U mnie jest podobnie jak u wiecznej_gosi. Mama zaprasza nas na obiad, my ja
        tez. Nie raz wpadam do niej z domowym ciastem - zaden problem.
        Tesciowie sa biedni i zawsze jak do nich idziemy to z czyms a ciasto tez zawsze
        dla nich upieke lub kupie.
        Pomagamy sobie nawzazjem ale robimy to bo tak zostalismy wychowani a nie
        dlatego ze jest to naszym obowiazkiem. To jest naturalne ze np. rodzoce
        utrzymywali nas dwadziescia pare lat to na starosc ja bede im pomagac.
        Za nasze wesele placili moj rodzice (ja wtedy zaczelam dopiero co pracowac) na
        spolke z mezem. Tesciowie nie sa zamozni to trudno zeby sie dokladali. Maz
        kupil rodzicom ubrania na slub i nie robil z tego problemu.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka