novanicka
15.09.14, 18:43
Uczęszczam z córką od 3 lat na tą samą pływalnię. Uczyłam ją pływać, nurkować, oraz skakać na główkę. W 2 klasie SP mieli basen z urzędu na innej pływalni, na naszym byłyśmy może 3-4 razy w tamtym roku szkolnym.
Pojawiałam się czasem jako opiekun do dzieci z klasy, poziom jaki reprezentowali panowie "trenerzy" dość żenujący. Dzieci skakały plackiem, uderzając o taflę wody, a oni tego nawet nie widzieli, nie korygowali. Mniejsza o to.
W tym roku wracamy na naszą pływalnię i trenujemy dalej. 30 minut treningu (style, oddechy, nurkowanie, skoki oraz dodatkowo nawrót), aż tu nagle... Podchodzi pani ratownik i mówi, że jest zakaz skoków do wody. Panią ratownik widywałam, dziecko już skakało w jej obecności. Mówię, że chodzimy tu od 3 lat i nigdy nie było problemu, że jestem odpowiedzialna za dziecko, poza tym dziecko musi gdzieś trenować, a ona że jest zakaz i już.
Nie kłóciłam się.
W kolejnym tygodniu (też była na dyrzurze), wyszłam z wody, podeszłam do innego ratownika i powiedziałam, że chcę zgłosić, że dziecko będzie ćwiczyć skoki na główkę. Ratownik spytał czy dziecko potrafi i czy już skakało, czy nie wyrżnie głową w drabinkę. Za każdym razem wychodzę z dzieckiem z wody, ustawiam, pilnuję - nie wyrżnie. OK - zgodził się. Tamta ratownik obserowała wszystko z daleka, poczekała aż "mój" ratownik się zwinie i napuściła na mnie jakąś inną (pierwszy raz ją widziałam). I znów tekst, że "zakaz". Powiedziałam, że mam zgodę ratownika. Odczepiła się.
Trochę nie uśmiecha mi się co tydzień powtarzać tego samego schematu. Inne dzieci w obecności swoich trenerów obok skakały - TRENOWAŁY. Jakbym zapłaciła za trenera, moje dziecko też mogłoby skakać jak tamte dzieci. Widzą chyba i słyszą jak wydaję komendy, jak poprawiam pozycję, jak prowadzę rozgrzewkę. Zresztą sama lubię skakać, ale już ja odpuszczam bo chyba wezwaliby ochronę...
Jak to skutecznie załatwić?