mama_olgi80
25.03.15, 23:13
Kilka słów wstępu:
Jestem mężatką od 3 lat, mam 1,5 roczną córeczkę. Mąż w tym roku kończy 37 lat, ja 34. Kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z mężem o naszych planach urlopowych. Postawiliśmy na Kanary na koniec maja /początek czerwca. Chcieliśmy uniknąć dzikich tłumów i najwyższych temperatur, ale zależało nam na tym,żeby było w miarę ciepło, bezdeszczowo, żeby były baseny itp.
Mąż przed ślubem zaczął uprawiać pewne męskie hobby. Wraz z grupą kilku facetów spotykają się raz w tygodniu, oprócz tego raz w roku wyjeżdżają na tydzień w męskim gronie - wyjazd związany z hobby. Nigdy nie miałam nic przeciwko tym męskim wypadom, nawet jak byłam w końcówce ciąży, czy jak córka była malutka, ale teraz czuję się totalnie olana.
Plan urlopu był, więc kilka tygodni temu zagaduję męża, że może czas zacząć szukać wycieczki. A mąż na to, że nie wie czy w ogóle pojedziemy, bo w połowie maja wyjeżdża z chłopakami. Ja na to, że przecież w tym terminie mieliśmy jechać razem, a męski wypad miał być w sierpniu, z tego co mówił jakiś czas temu. A on na to, że nie, że się pozmieniało, że jadą w połowie maja. Wkurzyłam się, że nic nie powiedział, ale zaproponowałam, żebyśmy w takim razie pojechali w czerwcu. Znowu słyszę, że nie, bo przecież praca (mąż ma własną firmę), że nie wie czy będzie wtedy dużo roboty, czy nie, więc nie może nic planować. W takim razie, pytam czy w tej sytuacji nie mógłby zrezygnować z męskiego wyjazdu, a pojechać ze mną i z dzieckiem. I znów słyszę, że nie. Nie, bo nie. A ja podejrzewam, że nie, bo co koledzy pomyślą.
Czyli tak: maj odpada, bo wyjazd z kolegami, czerwiec odpada,bo nie wiadomo czy będzie dużo pracy, lipiec i sierpień też, bo szczyt sezonu + największe upały, czyli zostaje wrzesień / październik.
Ja mam ochotę na urlop w terminie, o którym rozmawialiśmy kilka miesięcy temu. Nastawiłam się na ten wyjazd. Mam stresującą pracę i nie wyobrażam sobie, że na urlop pojadę za pół roku! Jestem zmęczona psychicznie,ale też fizycznie. Mam wrażenie, że mąż ma to w d..., bo jego sprawy są ważniejsze.
Może przesadzam, ale tak mnie to zabolało, że pomyślałam o rozwodzie. Zupełnie mnie olał! Koledzy są ważniejsi niż rodzina. NIe jest głupio wypiąć się na żonę i dziecko, ale odmówić kolesiom, to już wstyd.
Słusznie wku...w mnie wziął? Czy jestem skończoną egoistką, która nie myśli o potrzebach męża?