Syn 3 letni poszedł do przedszkola i przez kilka pierwszych dni chodził tam chętnie. Któregoś wieczoru zaczął sam z siebie opowiadać, że nie chce iść bo jest tam chuligan, który gryzie. Ze szczegółami opowiedział, jak chłopiec gryzie za koszulę, w rękę i przyznał się młody, że płakał i że się go boi. Wystraszyłam się, że to mój został pogryziony bo tak strasznie to przeżywał. Zapuściłam wici u ciotki, która w przedszkolu pracuje i okazało się, ze pogryziony został ktoś inny, a mój młody siedział bardzo blisko i solidaryzując się z ofiarą zalał się potokiem łez. Po za tym przedszkolanki są w obowiązku poinformować mnie, gdyby to mojemu dziecku coś się stało. Od słowa do słowa z ciotką okazało się, że ów chłopiec pogryzł już kilkoro dzieci. Na spotkaniu z wychowawczynią syna przyznała mi się, że chłopiec pogryzł ileś tam dzieci i że trochę terroryzuje grupę, ale to wynika z faktu, że nie umie mówić, nie potrafi wyartykułować swoich potrzeb a sprzeciw innych dzieci wywołuje u niego agresję. Rozumiem, że dziecko odstaje od reszty i że kobieta musi być sprawiedliwa, ale do cholery moje dziecko codziennie powtarza, że nie idzie do przedszkola bo tam jest chuligan, który gryzie. Od 3 dni na szczęście i nieszczęście młody jest chory i najwcześniej pójdzie do przedszkola we wtorek, więc odpowiadam mu, że pani napisała smsa, że chuligan już jest grzeczny i nie gryzie, ale przecież syn wróci do przedszkola a ten chłopiec nie zacznie z dnia na dzień mówić ani nie przestanie gryźć.
Kilka dni wcześniej syn koleżanki, najlepszy kolega mojego 3 latka opowiadał, że nie lubi jakiegoś chłopca z grupy bo nie umie się bawić i zabiera zabawki, ale zbagatelizowałyśmy to. Teraz okazuje się, że to jeden i ten sam agent
Ematki, doradźcie co zrobić, jakich argumentów użyć by kobiety miały na oku małego agresora i żeby przestał terroryzować inne 3 latki.