triss_merigold6
05.10.15, 14:43
czyli dziadkowie wiedzą lepiej.
W ramach uaktywnianego od czasu do czasu cyklu "dobre rady zawsze w cenie" mój ojciec (przy okazji kompletnie innego tematu) był uprzejmy oświadczyć, że starszak cyt.: powinien zająć się czymś poważniejszym.
Poważniejszym od budowania z lego - tytułem uzupełnienia.
- A czym?
- Czymś, co mu się przyda, powinien mieć już jakieś inne zainteresowania.
- Ma inne zainteresowania.
- No tak, ale... to już trzeba pomyśleć...
- ..... (zawieszam głos i pozwalam się wypowiedzieć, żeby przypadkiem nie ułatwiać, ale mistrz niedopowiedzeń milczy)
Oczywiście dialog od czapy, natomiast ja bardzo dobrze wiem, o co mojemu osobistemu rodzicowi chodzi. Otóż ja, powinnam zorganizować dziecku odpowiednio ambitne i oryginalne zajęcia oraz dopilnować, żeby odnosił wyraźne, mierzalne sukcesy. Coś czym można się pochwalić i żeby to coś stanowiło wyzwanie, które potem przełoży się na odpowiednio ambitne studia i sukces w postaci stanowiska.
Czy napisałam, że chodzi o 11-latka? A, to piszę. Piątoklasista ma codziennie jakieś zajęcia dodatkowe (angielski, sport, harcerstwo, kółko informatyczne), sporo prac domowych i dużo czyta.
Podobne klimaty były grane parę lat temu w postaci rzucanych w przestrzeń haseł X powinien uczyć się grać na jakimś instrumencie, na skrzypcach albo pianinie albo chodzić do szkoły muzycznej. , ale ucinałam je krótkim "To go zapisz, zawoź i pilnuj żeby ćwiczył" i był foch.
Podobne zapędy ma moja siostra, tyle że jej teksty na temat stawiania sobie wyzwań czy motywowania w kierunku dzieciaka, kasuję krótką ripostą wujka Staszka, ponieważ klimaty kołczingowe działają mi wybitnie na nerwy.
Oczywiście nie dam dziecka wkręcić w jakiś nienasycony perfekcjonistyczny wyścig i jak na razie wyraźny ignor wystarcza. Jako ostateczny rezerwuję sobie mało przyjemny argument, że nie pozwolę, żeby dzieciak skończył jako wiecznie nieszczęśliwy dorosły, nieusatysfakcjonowany żadnym osiągnięciem i niepotrafiący odpoczywać, ze wskazaniem przykładów.