Dodaj do ulubionych

Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie"

05.10.15, 14:43
czyli dziadkowie wiedzą lepiej.

W ramach uaktywnianego od czasu do czasu cyklu "dobre rady zawsze w cenie" mój ojciec (przy okazji kompletnie innego tematu) był uprzejmy oświadczyć, że starszak cyt.: powinien zająć się czymś poważniejszym.
Poważniejszym od budowania z lego - tytułem uzupełnienia.
- A czym?
- Czymś, co mu się przyda, powinien mieć już jakieś inne zainteresowania.
- Ma inne zainteresowania.
- No tak, ale... to już trzeba pomyśleć...
- ..... (zawieszam głos i pozwalam się wypowiedzieć, żeby przypadkiem nie ułatwiać, ale mistrz niedopowiedzeń milczy)

Oczywiście dialog od czapy, natomiast ja bardzo dobrze wiem, o co mojemu osobistemu rodzicowi chodzi. Otóż ja, powinnam zorganizować dziecku odpowiednio ambitne i oryginalne zajęcia oraz dopilnować, żeby odnosił wyraźne, mierzalne sukcesy. Coś czym można się pochwalić i żeby to coś stanowiło wyzwanie, które potem przełoży się na odpowiednio ambitne studia i sukces w postaci stanowiska.

Czy napisałam, że chodzi o 11-latka? A, to piszę. Piątoklasista ma codziennie jakieś zajęcia dodatkowe (angielski, sport, harcerstwo, kółko informatyczne), sporo prac domowych i dużo czyta.

Podobne klimaty były grane parę lat temu w postaci rzucanych w przestrzeń haseł X powinien uczyć się grać na jakimś instrumencie, na skrzypcach albo pianinie albo chodzić do szkoły muzycznej. , ale ucinałam je krótkim "To go zapisz, zawoź i pilnuj żeby ćwiczył" i był foch.

Podobne zapędy ma moja siostra, tyle że jej teksty na temat stawiania sobie wyzwań czy motywowania w kierunku dzieciaka, kasuję krótką ripostą wujka Staszka, ponieważ klimaty kołczingowe działają mi wybitnie na nerwy.

Oczywiście nie dam dziecka wkręcić w jakiś nienasycony perfekcjonistyczny wyścig i jak na razie wyraźny ignor wystarcza. Jako ostateczny rezerwuję sobie mało przyjemny argument, że nie pozwolę, żeby dzieciak skończył jako wiecznie nieszczęśliwy dorosły, nieusatysfakcjonowany żadnym osiągnięciem i niepotrafiący odpoczywać, ze wskazaniem przykładów.
Obserwuj wątek
    • anika772 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 14:49
      Ambitny dziadek się Młodemu trafił!
      • nelamela Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 14:59
        Skąd ja to znam wink. Wypisz,wymaluj moja mama , siostra i jej córka...Angielski,instrument,balet no i jeszcze basen.Babcia też ambitna się trafiła....wink.
    • kawka74 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:14
      Otóż ja, powinnam zorganizować dziecku odpowiednio ambit
      > ne i oryginalne zajęcia oraz dopilnować, żeby odnosił wyraźne, mierzalne sukce
      > sy. Coś czym można się pochwalić i żeby to coś stanowiło wyzwanie, które potem
      > przełoży się na odpowiednio ambitne studia i sukces w postaci stanowiska.

      Ciekawa jestem, jakie konkretnie zajęcia Twój ojciec miał na myśli, bo nic mi nie przychodzi do głowy - co też mogłoby jedenastolatkowi zapewnić przyszłość wink (Możliwe, że jestem nie w temacie, bo na razie mamy w planach tylko gimnastykę, ale to raczej nie zapewni młodej stanowiska ministry)

      > Podobne klimaty były grane parę lat temu w postaci rzucanych w przestrzeń haseł
      > X powinien uczyć się grać na jakimś instrumencie, na skrzypcach albo pianin
      > ie albo chodzić do szkoły muzycznej.
      , ale ucinałam je krótkim "To go zapis
      > z, zawoź i pilnuj żeby ćwiczył" i był foch.

      Foch nie foch, ale uwielbiam skuteczność tego rodzaju odpowiedzi. Tak uważasz? Nie ma sprawy, zorganizuj, zawieź, przypilnuj, ja się zgadzam! I nagle nie ma tematu ;p
      • iwoniaw Prawda? :-D 05.10.15, 15:55
        Cytat Foch nie foch, ale uwielbiam skuteczność tego rodzaju odpowiedzi. Tak uważas
        > z? Nie ma sprawy, zorganizuj, zawieź, przypilnuj, ja się zgadzam!
        I nagle n
        > ie ma tematu ;p



        O tak, ja też to grałam big_grin Nie tylko w kwestii zajęć dla dziecięcia, również w takich jak "dębowy parkiet jest lepszy od paneli z castoramy" czy "dzieci powinny jeździć na wakacje do xxx" big_grin
        • beataj1 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 16:01
          a ja w przypadku mojego lubego marudzącego że może by ochrzcić młodą.
          Jak dowiedział się że sam ma to zorganizować a potem kiblować na mszach zebraniach spotkaniach wizytach itd i że ja reki do pełnoletniości to tego nie przyłożę mamy dziecko żyjące w satysfakcjonującym stanie nieochrzczenia.
          • kawka74 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 17:59
            Zrobiłam dokładnie to samo - mąż i ojciec przebąkiwał, że może, że ten teges, że kościół; oznajmiłam, że nie ma sprawy, proszę bardzo, jeśli tylko będzie chodził z dzieckiem na msze, pilnował pierwszych piątków i ostatnich poniedziałków oraz dawał przykład. I kwestia chrztu nagle przestała być istotna.
            Na pierwszy i nawet na drugi rzut oka jest to dość zabawne, ale na trzeci wkurzające - że ktoś (jeden, drugi, trzeci) usiłuje realizować swoje pomysły wychowawcze moimi rękami. O nienienie.
            Nie.
            • riki_i Re: Prawda? :-D 05.10.15, 19:11
              Bez przesady. Wystarczy minimum ogarnięcia w rozmowach z katabasami i kwestię chrztu da się załatwic w trymiga , również przy brakach stanu osobowego nadających się chrzestnych.

              Wychodzę z założenia , że brak chrztu w polskiej kulturze to jednak coś jak brak nogi. Co do reszty obrzędów, zwłaszcza powyżej komunii św. , można sobie spokojnie darowac - jak dorosły delikwent /tka będzie chciał /a to sobie nadrobi.
              • iwoniaw A ty czytać umiesz Rysiu? 05.10.15, 19:14
                Ktoś tu napisał, że to trudne/niemożliwe do ogarnięcia? Temat jakby o czym innym, wiesz?
                • riki_i Re: A ty czytać umiesz Rysiu? 05.10.15, 19:28
                  Przeczytaj post beataj1, do którego się odniosłem.
                  • iwoniaw Re: A ty czytać umiesz Rysiu? 05.10.15, 19:52
                    Szkoda, że do postu Beataj odniosłeś się pod postem Kawki. Drzewko przerasta? big_grin
                    • beataj1 Re: A ty czytać umiesz Rysiu? 05.10.15, 21:54
                      Posiadam na stanie kilkoro znajomych mających już całkiem wyrośnięte nieochrzczone dzieci. I pytałam o te legendarne odrzucenie grupy. Okazało sie że największym problemem jest okres około komunijny. Przy czym słowo problem zostało użyte nieco na wyrost. Kumpela w czasie komunijnym zaproponowała nawet córce że jej sukienkę kupi (bo się bała że córce będzie przykro) córka stwierdziła ze jak jej mama ma kupić kostium to już woli kostium Indianki.

                      Jak się wychowa dziecko w odpowiednim braku kultury do religii jako takiej, nie ma sprawy. A w większych miastach i tak dzieciaki to maja w rzyci.
                      Potencjalnie większy problem widzę w tym że młoda ma inaczej na nazwisko jak ja - no jakoś się nie złożyło by wziąć ślub.
              • aankaa Re: Prawda? :-D 05.10.15, 19:34
                Wychodzę z założenia , że brak chrztu w polskiej kulturze to jednak coś jak brak nogi

                całe szczęście, że zacząłeś od własnego założenia big_grin
                mam kalekie dzieci...
                • riki_i Re: Prawda? :-D 05.10.15, 19:37
                  Nikomu nie narzucam mojego punktu widzenia.
              • kawka74 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 19:39
                Wystarczy minimum ogarnięcia w rozmowach z katabasami i kwestię c
                > hrztu da się załatwic w trymiga , również przy brakach stanu osobowego nadający
                > ch się chrzestnych.

                Jeszcze trzeba chcieć ochrzcić i trzeba traktować chrzest jako zobowiązanie, a nie jako ochlapywanie głowy przez faceta w kiecce.

                > Wychodzę z założenia , że brak chrztu w polskiej kulturze to jednak coś jak bra
                > k nogi.

                A chrzest w wielu przypadkach to brak głowy. Remis?
                • riki_i Re: Prawda? :-D 05.10.15, 20:03
                  Brak chrztu to jest w PL -a przynajmniej moze byc- stygmatyzacja w grupie rowiesniczej. Imho raczej nie nalezy robic takiego kuku wlasnemu dziecku.
                  • little_fish Re: Prawda? :-D 05.10.15, 20:26
                    żadnego z moich dzieci nikt nigdy nie zapytał czy są ochrzczone. Nie wiem o jakiej stygmatyzacji mówisz!
                    • riki_i Re: Prawda? :-D 06.10.15, 02:22
                      no to gratuluję, że mają spoko środowisko
                  • kawka74 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 21:04
                    O, niekoniecznie. To się zmienia, może nie najszybciej, ale jednak. W grupie przedszkolnej mojej córki jest bodaj 13 dzieci, z czego na religię nie chodzi czworo, całkiem pokaźna część. I wszyscy mają to gdzieś - dziewiątka jest na religii, czwórka tnie w kości, nauczyciele sprawują opiekę, szafa gra.
                    Wielokrotnie pisałam o tym, że w szkole, w której uczyłam, w ogóle to nikogo nie interesowało. No, prawie, z roku na rok dzieci niechodzących na religię było więcej.
                    Brak chrztu raczej się do kuku nie kwalifikuje.
                    • riki_i Re: Prawda? :-D 06.10.15, 02:26
                      No, jeśli się zmienia, to dobrze.
              • mgla_jedwabna Re: Prawda? :-D 05.10.15, 21:11
                Akurat kulturowo, to chrzest jest człowiekowi najbardziej obojętny, bo sam zainteresowany nie jest świadomy, co się z nim dzieje. Już bardziej jak bez nogi czuje się dziecko, które nie idzie do komunii w odróżnieniu od wszystkich lub prawie wszystkich dzieci w klasie.
              • gulcia77 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 21:13
                riki_i napisał:

                > Wychodzę z założenia , że brak chrztu w polskiej kulturze to jednak coś jak bra
                > k nogi.
                Widzi mi się, iż od trzydziestu ośmiu lat z małym hakiem żyję bez nogi. I nawet nie zauważyłam, aby mi jej brakowało big_grin
              • la_mujer75 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 23:30
                Na szczęście nie zauważyłam aby moim dzieciom do tej pory chrzest do czegoś był potrzebny... Ale podkreślam " do tej pory " wink
        • kawka74 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 17:35
          O tak! A im większy mój entuzjazm, tym szybciej temat cichnie big_grin
        • ponis1990 Re: Prawda? :-D 05.10.15, 21:40
          Ha ha, u mnie było to samo z psem. ,,Powinnaś mieć psa! Mały by się lepiej przy nim chował! " ,,Ok! Ale jak pójdę do szpitala znowu z małym, to weźmiesz mi tego psiaka ?" - ciiisza. big_grin
      • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:55
        O tak, skuteczność jest niewiarygodna. Trzeba zabrać Starszaka w miejsce Y niech zobaczy, pozna, spróbuje.... - To zabierz, jedź, tylko powiedz mi kiedy.
        Cisza.

        Jakie zajęcia? Ponieważ wczoraj starszak wyciągnął z plecaka, który miał u dziadka książkę - zbiór zadań i doświadczeń z fizyki (wydanie z wczesnych lat 60-tych), to sądzę że naprawdę ambitne. Programowanie, fizyka dla licealistów, coś w tym guście. big_grin
        Aha, mówiłam, że nie chcę cholernej makulatury w domu i też nie rozumie.
        • kawka74 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 17:36
          > Jakie zajęcia? Ponieważ wczoraj starszak wyciągnął z plecaka, który miał u dzia
          > dka książkę - zbiór zadań i doświadczeń z fizyki (wydanie z wczesnych lat 60-ty
          > ch), to sądzę że naprawdę ambitne. Programowanie, fizyka dla licealistów, coś w
          > tym guście. big_grin

          omatkobosko... big_grin
          Dziadek bardzo poważnie podszedł do sprawy, widzę smile
        • natalie_rushman Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 18:05
          No, fizyka z lat 60-tych naprawdę wymiata wink.
        • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:16
          Ufff, mocne! Fizyka z lat 60-tych daje czadu, choc równie dobre są kościelne poradniki sprzed soboru watykańskiego. wink
          • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:23
            To nawet nie jest głupie, takie ciekawostki, tyle że do zrozumienia wymaga znajomości pojęć i zasad, których w V klasie podstawówki jeszcze nie mieli. Z prostego powodu - fizyka jest chyba dopiero w gimnazjum, kiedyś była od VII klasy.
            • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:27
              Nawet wcześniej. Co zresztą było niezmiernie głupie, bo mało kto był w stanie zrozumiec o co w tym chodzi, a sama "pani nauczycielka" wciskała nam kucie formułek na pamięc. Efektem był wstręt do tego przedmiotu, który mi irracjonalnie został do dzisiaj.
              • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:30
                To może chemia była od VII klasy?
                Nieważne. Przez cały cykl edukacji nie rozumiałam z tego kmpletnie nic, zrozumiałam jak zaczęłam chodzić z młodym do Muzeum Techniki i potem CNK. Nagle stała się jasność.
                • agaja5b Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 20:05
                  Prawda, że dziwne? Ja też dzisiaj naprawdę się dziwię jak można było proste i oczywiste rzeczy tak zagmatwać, żeby na 30 osób w klasie nikt ich nie rozumiał, no może ze 2 cokolwiek łapały ale też nie były pewne co łapiąwink Do bani z tak przekazywaną wiedzą, a przecież to tak wspaniałe zjawiska, że dech zapiera, wystarczyło zamiast tłuczenia suchych regułek i rozwiązywania debilnych zadań pokazać, każdego by zainteresowało.
    • lady-z-gaga Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:15
      obadaj drugi plan
      czy gdzieś tam nie czai się kuzyn, sąsiad, kolega z wojska, jakaś ciotunia... ktoś, przed kim dziadek bardzo chciałby chwalić się wnukiem, albo licytowac na sukcesy wink
      • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:23
        A po co mi taka wiedza?
        Pytam teoretycznie, bo wiem że tu motywacje są doskonale wewnętrzne i wynikają z ambicji i pracoholizmu.
    • kocianna Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:17
      U mnie marudzą, że dziecko rezygnuje z różnych zajęć. Ale dlaczego pozwoliłam zrezygnować z muzycznej po trzech latach? A dlaczego na judo tylko przez pół roku? Chce na łucznictwo? Nie zapisuj jej, znudzi się za parę miesięcy, tylko się umęczysz.
    • agaja5b Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:19
      Czy twój ojciec był równie ambitny wobec ciebie czy tylko teraz tak go olśniło? Może żałuje że ciebie nie gonił do ambitnych zajęć i próbuje naprawić błąd na twoim synu, albo swoje niespełnione marzenia zrealizowac wnuka życiem. Albo to z troski, bo widzi wokół siebie ten wyścig szczurów od maleńkości to i się boi żeby wnuczek sobie poradził w zaprzęgu, skoro matka nie dba i pozwala na lenistwo.
      • mgla_jedwabna Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 21:23
        Najczęściej takie zagrania to nie jest żal i próba naprawy błędów, tylko robienie z siebie troskliwego tanim kosztem, tzn. samym gadaniem lub cudzymi rękami.

        Przerabiam to na mojej matce, choć dziecka nie mam. Zrobiła się troskliwa, kiedy zaczęłam się sama utrzymywać. Szczytem wszystkiego było, jak przeszłam na wegetarianizm (dbając przy tym o stosowną podaż białka z innych źródeł oraz o ogólną jakość diety), a ta zaczęła się wielce martwić, żebym się tylko nie pochorowała i wyliczać mi, jak często powinno jadać się mięso. A teraz uwaga: gdy byłam nieletnią pod jej opieką, obiady u nas składały się z zestawów w rodzaju "ziemniaki i gotowana marchewka" albo "kasza z podsmażoną cebulą". Mięsa nie widywałam nieraz po miesiąc-dwa (nie licząc okazjonalnych przydziałowych dwóch plasterków mortadeli itp. na kolację/śniadanie) , po czym pojawiał się mielony lub pierś z kurczaka (bo np. byli goście) i dalej kilka tygodni diety jak wyżej.
        Uwagi typu "może nie było pieniędzy" z góry kwituję śmiechem. Pieniądze były, np. na tacę w niedzielę, na mszę w intencji (wstaw dowolne), na ofiarę na seminarium duchowne, na nowe buty i ciuchy dla siostry (ja donaszałam, ona miała zawsze fochy w tym temacie i nie zadowalała się byle czym) itp.
    • misiu-1 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:37
      Po przeczytaniu pierwszych zdań pomyślałem sobie, że chodzi o starszaka przedszkolnego i już miałem gotową propozycję, żeby dziadek nauczył młodego grać w szachy, ale po doczytaniu, że chodzi o 11-latka, chyba odpuszczę, bo już za późno. smile
      • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:41
        W szachy młody grać umie (o tyle, o ile), chodził na kółko szachowe.
    • beataj1 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 15:43

      Moja przyjaciółka ma ze swoim rodzicami podobny problem. U niej to mniej lub bardziej delikatne naciski by posłać jej dzieci do snobistycznej prywatnej szkoły. Im badziej snobistycznej tym lepiej. Dziadkowie bardzo bardzo majętni i chcieliby by wnuki od najmłodszych lat obracały się w dobrym (czytaj bogatym) towarzystwie, łapały kontakty i nasiąkały określonym stylem życia.
      Kumpela za to chce by dzieciaki miały jak najnormalniejsze życie, znajomych z różnych środowisk i niekoniecznie by łapały odpowiednie kontakty już od przedszkola. I dlatego dzieciaki chodzą do rejonowej podstawówki i przedszkola. . A bogaty styl życia mają zapewniony w konstancińskim domu z basenem dziadków czy w ich luksusowej will w Marbelli.

      Na poczatku trochę sie jej dziwiłam ale ona wyjaśniła mi szybko - moi najlepsi przyjaciele są normalnymi ludźmi - chce dać takie zycie moim synom. Kontakty jeszcze zdążą złapać...
      • ewa_mama_jasia Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:15
        No cóz, gdyby Kate nie obracała się w "dobrym towarzystwie", nie poszła do "dobrej szkoły" i nie wkręciła do "dobrej paczki", nie byłaby teraz księżną i matka potencjalnego następcy tronu smile
        • lauren6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:21
          Tylko czy to bycie ksiezna dało jej szczęście?
        • echtom Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 17:12
          No tak, przecież każda dziewczyna chce być księżną smile
          • ola_dom Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 17:15
            echtom napisała:

            > No tak, przecież każda dziewczyna chce być księżną smile

            Jak pamiętam, to akurat Kate za bardzo się do tego nie paliła - prowadzali się czas jakiś, chyba nawet na trochę zerwali. Właśnie "dlatego".
            • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:21
              Nie nie nie! "Zerwanie" było wyłącznie po to, aby przymusic Wiliama do jednoznacznej deklaracji. Coś a la "zerwanie" Nataszy urbańskiej z Januszem Józefowiczem w czasach gdy była jego kochanką, a tenże nie palił się zbytnio do porzucenia żony i dzieci. Nataszka parę tygodni poprowadzała się publicznie na kłucie oczu z nadobnym młodzieńcem, no i Janusz "dojrzał do decyzji". Prastare metody, ale niezwykle skuteczne (byle nie przedobrzyc - np. opowiadanie o szczegółach seksu z innym facetem nie jest wskazane wink)
              • pulower8 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:51
                Oboje nie macie racji bo to Łyljam z nią zerwał wtedy big_grin
                • ewa_mama_jasia Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 20:15
                  Ale księżną została wink
      • mgla_jedwabna Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 21:29
        Jeśli chce, by dzieci obracały się w dobrym towarzystwie, to niech sprawdzi, gdzie chodzą do szkoły dzieci muzyków z filharmonii, pracowników uniwersyteckich, niechałturzących artystów albo inteligencji zajmującej się tak niedochodowymi, choć szlachetnymi, zajęciami, że na życie zarabiają na kasie w Biedronce. Nikogo z tej socjety nie stać na prywatną szkołę, poza tym większość jej nie potrzebuje, bo ich dzieci zamiłowanie do teatru, umiejętność jedzenia bezy, grania w szachy albo zainteresowanie najnowszymi odkryciami z dziedziny fizyki teoretycznej wynoszą z domu.
        • beataj1 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 21:59
          Dziadkom chodziło raczej o określony styl życia który jest w dużej mierze powiązany z pieniędzmi. Kontakty również - pomyślane jako przyszło biznesowe.
          Przy czym dziadkowie myślą z rozmachem - nawet wspominali o jakiejś miłej szkole (na poziomie licealnym) w Szwajcarii. A potem - kto wie -Ivy Ligue.
          Tak jak pisze na początku się dziwiłam - bo dziadkowie są gotowi opłacić wszelkie koszty. Ale potem zrozumiałam argumenty przyjaciółki. Zwłaszcza jeśli chodzi o początkowe etapy edukacji.

          • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 06.10.15, 02:31
            Hmm, znam przypadek, gdy dziecię z Konstancina od maleńkiego wożone prywatnym autobusikiem do ekskluzywnej szkoły (bodajże do pobliskiego Mirkowa), gdzieś kole 6-8 klasy oświadczyło kategorycznie rodzicom, że nie chce więcej tej szkoły i bardzo prosi, żeby przenieśc je do rejonówki. Tak się stało, panna jest dziś dorosła, samodzielna i pracuje z sukcesem w branży medialnej.
    • nevada_r Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:09
      Moja matka ma identycznie, tylko takie wąty kieruje pod moim adresem. tongue_out Jestem babą pod trzydziestkę, a ona ciągle i ciągle próbuje mnie wychowywać i sprawić, żebym zajęła się "czymś poważniejszym". Nieważne, że ogólnie jestem zadowolona z życia i 10x bardziej szczęśliwa niż ona, mam zapierdzielać, dokształcać się i najlepiej zmienić zawód na taki, z którego ONA byłaby zadowolona. smile

      Niektórzy chyba tak mają.
    • berber_rock Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 16:19
      > Oczywiście nie dam dziecka wkręcić w jakiś nienasycony perfekcjonistyczny wyści
      > g i jak na razie wyraźny ignor wystarcza.

      No i powinien wystarczyc na zawsze. Moj partner ma zawsze w zanadrzu kilka strategii, ktore nazywa SPLYW, ZASZUM etc. Oni swoje, on robi swoje.
      Oczywiscie jestesmy na tyle duzi, ze wiemy, ze to dziadkow niczego nie nauczy ani nie skloni do zadnej refleksji, ale info po prostu ignorujemy, zeby nie zatruwac sobie NASZEGO zycia rodzinnego. Autentycznie - nauczylismy sie tak szybko wyrzucac z pamieci ich "jeki", ze rozmawialam z nimi wczoraj a juz nie pamietam o czym.

      Ja bym jedynie pilnowala, zeby ze swoimi "petycjami" przychodzili do Ciebie, a nie do Mlodego. Ty posiadasz prawdopodobnie narzedzia obrony, a on nie i w tym drugim przypadku moze to byc zwyczajnie niefair.
      • triss_merigold6 Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 16:46
        Ten problem nie jest trudny do zrozumienia.
        Mieszkamy na tyle blisko siebie i mamy na tyle częsty kontakt, że odbieram komunikaty, których celem jest modyfikacja (mojego podejścia) i wywołanie poczucia winy.
        Jasne, że robie tak jak mnie wygodnie i jak uważam za stosowne.
        • berber_rock Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 16:51
          triss_merigold6 napisała:

          > Ten problem nie jest trudny do zrozumienia.
          > Mieszkamy na tyle blisko siebie i mamy na tyle częsty kontakt, że odbieram komu
          > nikaty, których celem jest modyfikacja (mojego podejścia) i wywołanie poczucia
          > winy.

          No i cool. Jak widac wywolac poczucia winy im sie nie udalo, wiec Twoja strategia pt. ignor sie sprawdza. Czyli rozumiem, ze jedynie pozostaje upierdliwosc komunikatow zwiazana z ich trescia i czestotliwoscia. No tutaj to juz nie za bardzo da sie cos zrobic, bo zabronic sie odzywac to chyba nie. Mozna jeszcze ograniczyc kontakty, ale rozumiem, ze AZ tak upierdliwe to nie jest, bo znajac Ciebie (gdyby bylo) to zrobilabys juz to dawno.

          Mozna tez zamieszkac nieco dalej od siebie, co zdecydowanie polecam.


          • triss_merigold6 Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 16:57
            Bez przesady, nie zmienię miejsca zamieszkania, za wygodnie mamy pod każdym względem.wink

            Nie, to nie jest aż tak upierdliwe, natomiast fascynuje mnie uparta powtarzalność.
            • ola_dom Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 17:05
              triss_merigold6 napisała:

              > Nie, to nie jest aż tak upierdliwe, natomiast fascynuje mnie uparta powtarzalność.

              A może to potrzeba "mienia" na coś wpływu? Po tym, jak się wiele lat go miało, a potem przeszło na emeryturę?
            • berber_rock Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 17:06
              triss_merigold6 napisała:

              > Bez przesady, nie zmienię miejsca zamieszkania, za wygodnie mamy pod każdym wzg
              > lędem.wink

              Czyli benefits RULEZ smile Tak myslalam.

              > Nie, to nie jest aż tak upierdliwe, natomiast fascynuje mnie uparta powtarzalno
              > ść.

              Tak wlasnie pomyslalam, ze zakladasz watek, aby podzielic sie swoim zdziwieniem tudziez fascynacja, a nie realnym problemem.
              • triss_merigold6 Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 17:13
                Irytacją, ściślej rzecz biorąc.
                Takie klimaty wywołują u mnie irytację. Natomiast kołczingowo piarowskie teksty mojej siostry wywołują natychmiastową chęć przywalenia jej czymś ciężkim.
                • cosmetic.wipes Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 17:23
                  > wywołują natychmiastową chęć przywalenia jej czymś ciężkim.

                  Odnoszę wrażenie, że samo istnienie twojej siostry wywołuje u ciebie te chęć.
                  • kropkacom Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 17:38
                    Taki OT.

                    Triss, też mam siostrę. Właściwie dwie big_grin Zupełnie inne życia i jakoś nie ma takich spięć. No ale każda mieszka w innym kraju big_grin I chyba już opanowałyśmy sztukę, że wyborów i dzieci/partnerów rodzeństwa się raczej nie komentuje. Za blisko siebie mieszkacie z siostrą?
                    • chocolate_cake Re: Prawde mowiac nie rozumiem problemu 05.10.15, 17:48
                      Też mam siostrę w innym kraju. Nigdy nie komentuje zajęć dodatkowych moich dzieci. Raczej się wspieramy na odległość smile

                      Rodzice raczej ciągle się dziwią że nie jemy 3 jajek dziennie albo kilograma papryki wink
    • princess_yo_yo Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:19
      haha, nie wiem jak jest u ciebie ale ja jakos dziwnie tego typu teksty slysze zawsze od ludzi ktorzy dziwnym trafem w stosunku do siebie tak ambitni nie sa, zeby nie powiedziec ze zazwyczaj wrecz odstaja od sredniej na niekorzysc wink
      • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:42
        Wręcz przeciwnie - mój ojciec zawodowo autentycznie osiągnął bardzo dużo i zawsze był bardzo ambitny.
        • princess_yo_yo Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 17:08
          ech to nie ma komicznego efektu w takim razie. coz, jedyne co pozostaje to robic swoje wink
    • marzeka1 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:20
      Być może dlatego, że moi synowie nie mieli żadnego dziadka, bo już nie żyli, patrzę na to zbyt pobłażliwie, ale chyba chciałabym mieć taki problem z dziadkiem, jeśliby mogli żyć smile
    • kropkacom Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:31
      No bywa. Irytujące, wierzę. Jeśli dziadek tak raz na ruski rok i nie robi przykrości młodemu to własciwie można by puścić mimo uszu. Jak na mój gust twój syn i tak ma dość zajęć dodatkowych i na miejscu dziadka cieszyłabym się, że ma czas i ochotę na te klocki.
      • chocolate_cake Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 16:51
        U nas na szczęście ani dziadkowie ani ciocie/wujkowie nie marudzą w ten sposób wink w każdym razie nic o tym nie wiem.
      • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 17:01
        Ależ powinien pożytecznie spędzać czas. big_grin
        Zajęcia ma rozplanowane rozsądnie, większość tuż po lekcjach i wszystkie na terenie szkoły i chodzi sam, więc logistyka już nas nie zabija.
        • kocio_007 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 17:42
          Moge go zrozumieć. Jako osoba, jak twierdzisz, ambitna i z dorobkiem, pragnie podobnego statusu dla wnuka - imo to dobrze o nim świadczy. Widząc, jak ty zawodowo wylądowałaś i z kim się związalaś moze podejrzewać, że potencjalne możliwości Twojego syna zostaną przez was zaprzepaszczone. Więc woli temu zapobiec.
          • chocolate_cake Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 18:20
            No ale jak to źle zawodowo wylądowała, bez przesady.
          • natalie_rushman Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:17
            Ależ to dziecko ma bardzo rozsądnie i rozwojowo dobrane zajęcia dodatkowe, więc o co kaman?
            Szkoła muzyczna, na którą triss była nagabywana, to też nie żadne wielkie mecyje - tzn. jest to rozwój dość jednokierunkowy i powinien wynikać z faktycznych zainteresowań i uzdolnień. I w dodatku naprawdę niewiele ma to wspólnego z podniesieniem przyszłego statusu wink.
            • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:24
              No niestety. Muzycy w filharmonii zarabiają ciut lepiej od sprzątaczek.
              • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:33
                Nie chodzi o zarobki nawet. Po uj chłopakowi szkoła muzyczna? Zwłaszcza jeśli w rodzinie nie było cienia tradycji czy aspiracji artystycznych.
            • triss_merigold6 Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:26
              Szczerze mówiąc, niewiele aktywności uważam za równie absurdalne i męczące jak szkoła muzyczna. Będzie chciał grać na gitarze, to kupimy, a mój partner nauczy go brzdakać "Schody do nieba" i parę innych skutecznych hiciorów. big_grin
              • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 19:35
                Szkoła muzyczna zabiera tyle czasu, że na żadne inne zajęcia dodatkowe już czasu nie ma. Wiec zamiast ubogacac, to imho wyjaławia. Dodatkowo szk. muz. 1 stopnia nie uczy harmonii, więc nawet przydatnego fachu muzyka knajpianego ciężko się tam nauczyc. Spośród osób kończących szk. muz. (zarówno 1 jak i 2 stopnia), w branży zostaje ze 3% maks. Reszta może -jak dobrze pójdzie- zadac szyku podczas spotkania rodzinnego, wykonując z akompaniamentem pianina pieśni w rodzaju "Prząśniczki" względnie "Gdybym ja była słoneczkiem na niebie" wink Ciut przymało jak na circa 10 lat ciężkiej harówki.

                Ps. Skończyłem szkołe muzyczną.
                • natalie_rushman Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 20:30
                  SM I st. jak najbardziej uczy tej "knajpianej" muzyki - akordeonu wink.
                  Moja córka się uczy, jakby co, zawsze może grać na weselach big_grin big_grin big_grin.
                  • riki_i Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 06.10.15, 02:24
                    No fakt! Kurczę, na śmierc zapomniałem o akordeonie w SM I stopnia! Masz rację, oczywiście wink
    • natalie_rushman Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 18:03
      Dobrze robisz, że olewasz.
      Dziecko ma różnorodne zajęcia i jeżeli ma jakieś szczególne pasje/zdolności, to na pewno to odkryje, bez napinki wink.
      Nie lubię przesady w żadną stronę. Warto dziecku coś pokazać, próbować je zainteresować, ale nie zapominać, że to nadal dziecko, ma prawo do wypoczynku i luźnej zabawy bez żadnych "rozwijających" intencji.
    • drinkit Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 18:12
      Sis nie daje za wygraną. Proponowałaś jej kiedyś, żeby urodziła sobie dziecko i je trenowała?
      A dziadek ma rzuty "bycia dobrym dziadkiem", znam to, bo mój śp. też takie miewał. Potrafił np. w okolicach matury mówić mi, że mam być lekarzem, albo robić doktorat.
      • bei Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 21:39
        Nie jest źle, Twoj syn ma madrą mamę. Gorzej, gdybys miala pomysly taty i siostry.
        Ja mam dla odmiany pokrecone dziecko, musze wyhamowywac jego zapedy, by zdazyl doswiadczyc wytchnieniasmile
    • pade Re: Z cyklu "dobre rady zawsze w cenie" 05.10.15, 21:22
      To już wiem, dlaczego tak alergicznie reagujesz na coachingbig_grin
      Twoja siostra nie ma pojęcia na czym to polega.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka