witam!
kilka dni mnie nie było - brak dostepu do sieci... i bez forum czułam sie jak
bez ręki - słowo daje
ale ja już chce pisac na temat...
otóż... ostatnio z koja kolezanka uciełysmy sobie pogawaędke - nawet była to
ostra wymiana zdań na temat moich wymagń względem innych... usłyszłam ze ja
mam za duże wymagania , ze zbyt wiele oczekuje , i że powinnam sie
powstrzymywac z proszeniem o coś...
w tym konkretnym przypadku chodziło o samochód - jej samochód!
kiedy musiałam jechac do szpitala zadzwoniłam własnie po ta koleżanke i ona
zawiozła mnie bez zmruzenia okiem - byłam jej za to bardzo wdzięczna!
jakiś czas później musiałam jechac do krakowa odebrać towar którego pociągiem
nie mogłabym przywieźć - zapytałam więc koleżanki czy nie pojechałaby ze mną
(oczywiscie zapłaciłabym za benzyne) - okazałao sie ze w tym momencie nie
miała samochodu.../mnie odpowiadała równiez późniejsza pora wyjazdu, wtedy
ona miała samochód ale nie doszło to do skutku.../ później była jeszcze jedna
sytuacja kiedy pilnie potrzebowałam gdzieś jechać ale też nie wyszło...
no i ostatnio od słowa do słowa wyszło na to że ja za duzo wymagam od innych
i nie powinnam prosić o takie rzeczy... argumentowała to w ten sposób ze
wszyscy ja proszą aby gdzies jeździła i ze jest potrzebna dlatego ze ma
samochód! ale ja wcale tak nie uważam - nigdy jej nie wykorzystywałam - nie
chciałam tez aby jechała ze mną w błachych sprawach tylko w naprawde pilnych!
na koniec mnie zapytała czy ja sie na nia obraże jak kiedys ja poprosze zeby
ona ze mna gdzies pojechała a ona mi powie ze nie bo jej sie poprostu nie
chce (nie że nie może) tylko zę jej sie nie chce bo np. oglada sobie
telenowele... w sumie to mnie zatkało! a dlaczego? bo jesli mnie ktos prosi
o pomoc to ja kurde zawsze jestem! nie wiem cholera - moze jestem zbyt
naiwna... a moze faktycznie za du zo wymagam...? nawet rozmawiałam o tym z
moja ciocia i ona skwitowała to w jeden sposób "co to za kolezanka..."
sama nie wiem co myslec bo lubie ta dziewczyne - fakt ze ona mnie o pomoc
nigdy nie prosiła ale wiem ze gdyby do mnie przyszła to pomogłabym na ile
moge i nigdy nie powiedziałabym ze mi sie nie chce... - wiem to bo mam juz
takie osoby na "koncie"

którym pomogłam i robie to chyba do tej pory...
powiedzcie co o tym myślicie? głupio mi - niby sie dogadałysmy ale ja czuje
sie niesowjo zwłaszcza że widujemy sie codziennie... wiem jedno - nie chce
jej juz o nic prosić - po prostu nie potrafie...
jak to jest u was? u mnie to jakieś takie naturalne ze ludzie powinni sobie
pomagać...
pozdrowionka
jak zwykle zaproblemiona sowa