Dodaj do ulubionych

"wymagania" względem przyjaciół.......

18.09.04, 21:03
witam!

kilka dni mnie nie było - brak dostepu do sieci... i bez forum czułam sie jak
bez ręki - słowo daje smile

ale ja już chce pisac na temat...

otóż... ostatnio z koja kolezanka uciełysmy sobie pogawaędke - nawet była to
ostra wymiana zdań na temat moich wymagń względem innych... usłyszłam ze ja
mam za duże wymagania , ze zbyt wiele oczekuje , i że powinnam sie
powstrzymywac z proszeniem o coś...
w tym konkretnym przypadku chodziło o samochód - jej samochód!
kiedy musiałam jechac do szpitala zadzwoniłam własnie po ta koleżanke i ona
zawiozła mnie bez zmruzenia okiem - byłam jej za to bardzo wdzięczna!
jakiś czas później musiałam jechac do krakowa odebrać towar którego pociągiem
nie mogłabym przywieźć - zapytałam więc koleżanki czy nie pojechałaby ze mną
(oczywiscie zapłaciłabym za benzyne) - okazałao sie ze w tym momencie nie
miała samochodu.../mnie odpowiadała równiez późniejsza pora wyjazdu, wtedy
ona miała samochód ale nie doszło to do skutku.../ później była jeszcze jedna
sytuacja kiedy pilnie potrzebowałam gdzieś jechać ale też nie wyszło...
no i ostatnio od słowa do słowa wyszło na to że ja za duzo wymagam od innych
i nie powinnam prosić o takie rzeczy... argumentowała to w ten sposób ze
wszyscy ja proszą aby gdzies jeździła i ze jest potrzebna dlatego ze ma
samochód! ale ja wcale tak nie uważam - nigdy jej nie wykorzystywałam - nie
chciałam tez aby jechała ze mną w błachych sprawach tylko w naprawde pilnych!
na koniec mnie zapytała czy ja sie na nia obraże jak kiedys ja poprosze zeby
ona ze mna gdzies pojechała a ona mi powie ze nie bo jej sie poprostu nie
chce (nie że nie może) tylko zę jej sie nie chce bo np. oglada sobie
telenowele... w sumie to mnie zatkało! a dlaczego? bo jesli mnie ktos prosi
o pomoc to ja kurde zawsze jestem! nie wiem cholera - moze jestem zbyt
naiwna... a moze faktycznie za du zo wymagam...? nawet rozmawiałam o tym z
moja ciocia i ona skwitowała to w jeden sposób "co to za kolezanka..."
sama nie wiem co myslec bo lubie ta dziewczyne - fakt ze ona mnie o pomoc
nigdy nie prosiła ale wiem ze gdyby do mnie przyszła to pomogłabym na ile
moge i nigdy nie powiedziałabym ze mi sie nie chce... - wiem to bo mam juz
takie osoby na "koncie" smile którym pomogłam i robie to chyba do tej pory...
powiedzcie co o tym myślicie? głupio mi - niby sie dogadałysmy ale ja czuje
sie niesowjo zwłaszcza że widujemy sie codziennie... wiem jedno - nie chce
jej juz o nic prosić - po prostu nie potrafie...
jak to jest u was? u mnie to jakieś takie naturalne ze ludzie powinni sobie
pomagać...


pozdrowionka


jak zwykle zaproblemiona sowa smile
Obserwuj wątek
    • donatta Re: "wymagania" względem przyjaciół....... 18.09.04, 21:26
      Ja uważam, że jednak powinnaś uszanować zdanie koleżanki. W końcu to nie jej
      psi obowiązek żeby Ciebie (czy kogokolwiek innego) wozić, a że zrobiła to parę
      razy - chwała jej za to!
      Ludzie są różni, jedni zdolni do bezgranicznych poświęceń, inni rezerwujący
      pomoc dla sytuacji wybitnie patowych. Może ona faktycznie chce swój wolny czas
      spędzić tak, jak sobie wymyśliła, może jest zmęczona/zapracowana/niedospana?

      Powiem jak to jest u nas. Mój mąż jest na każde zawołanie przyjaciół. Zawiezie,
      przywiezie, odbierze. odmówił chyba tylko raz, kiedy nagle został poproszony o
      kilkugodzinny wyjazd na lotnisko we Frankfurcie w środku nocy. I to nie jako
      kierowca, ale osoba towarzysząca. W innych wypadkach - pomaga. Bo tak po prostu
      ma. I lubi jeździć. A może Twoja koleżanka nie lubi?
      Gdyby mnie ktoś prosił o wożenie (na szczęście chyba mi to nie grozi, hehe),
      byłabym zła. Może raz bym się zgodziła, ale potem zareagowałabym pewnie tak,
      jak Twoja koleżanka. Bo mam pełne ręce roboty - dzieci, praca, dom i ledwo się
      wyrabiam. Wolne chwile są dla mnie tak cenne, że gdybym spędzała je na
      oglądaniu telenoweli, krew by mnie zalała, że musze przerwać bo ktoś tego ode
      mnie oczekuje. Na szczęście telenoweli nie oglądamsmile
      Reasumując, popieram koleżankę i jestem pełna podziwu dla jej asertwności...
      • sowa_hu_hu Re: "wymagania" względem przyjaciół....... 18.09.04, 21:34
        dzięki za szczerość! tyle tylko że nie uważam żebym traktowała ja jak
        popychadło czy psa który ma mnie zawieźć tu i tam... jak wyjaśniłam byłam wtedy
        naprawde w potrzebie i nie miałam zupełnie nikogo kto mógłby tam ze mną
        jechać... nie uważam zebym ja wykorzystywała...
        no ale dobrze w sumie że mi to powiedziała - ani ona ani ja nie będziemy juz
        miałay tego problemu - ja nie będe sie czuć głupio że mi odmówiła i ona nie
        będzie sie czuć głupio że musiała odmówić...
        zawsze wolałam szczerość niż owijanie w bawełne smile
        ale zapadło mi to głęboko i jak na razie nie mam ochoty nikogo o nic prosić...
    • gagunia Re: "wymagania" względem przyjaciół....... 18.09.04, 21:32
      ja stosuje zasade, ze nigdy niczego nie wymagam od przyjaciol i znajomych.
      jezeli prosze o pomoc, licze sie z mozliwoscia odmowy, bo uwazam moim znajomym
      ma prawo sie najzwyczajniej nie chciec, moga byc zmeczeni, w zlym nastroju lub
      miec inne plany. sama staram sie zawsze pomagac i raczej nie zdarza mi sie
      odmawiac (przynajmniej nie przypominam sobie podobnej sytuacji). ale jestem
      zdania, ze mam prawo do prywatnosci i dysponowania swoim czasem. oczywiscie nie
      mowie o przypadkach szpital, pozar itp wypadki losowe wymagajace blyskawicznej
      reakcji.

      zdaje sobie sprawe, ze dla ciebie byly to pilne sprawy. kolezanka jednak - jak
      piszesz- pomagala tobie i innym kilka razy i byc moze poczula, ze naduzywasz
      jej uczynnosci. osobiscie raczej nie prosze tej samej osoby o pomoc
      kilkakrotnie, bo jest mi najzwyczajniej niezrecznie. nawet jak w zeszlym roku
      przeprowadzalismy sie na raty, to prosilismy o pomoc dwie rozne osoby.
      • sowa_hu_hu do gagi i nie tylko... 18.09.04, 21:43
        moze ja tak mam dlatego ze jak mówiłam ja zawsze jestem na każde zawołanie - a
        moze ja tez z tym przesadzam - z tym byciem zawsze i wszędzie kiedy ktoś czegos
        odemnie potrzebuje... tylko że mnie zawsze wydawało sie że ludzie sobie bliscy
        powinni sobie nawzajem pomagać - i ze to jest jakies takie naturalne... no ale
        faktycznie ktos moze miec inne zdanie na ten temat!
        mimo to nadal uważam że nie próbowałam wykorzystac koleżanki - płaciłam za
        benzyne i zawsze bardzo dziekowałam za przysługe - i nie zwracałam sie z tego
        co pamiętam z taką prośbą z błachychymi powodami...
        acha - i jeszcze gdybym miała innych znajomych z samochodami to pewnie
        poprosiłabym kogoś innego - ale nie miałam... wtedy kombinowałam jak koń pod
        góre żeby ktoś mógł ze mna pojechać - w końcu nikt sie nie znalazł -
        zadzwoniłam do niej - bylo mi troche głupio ze prosze kolejny raz - to fakt!
        ale chyba nie miałam wyboru... tzn. miałam - pojechałam taxówką i zapłaciłam
        gruba kase...
        ja nie mam do niej pretensji - jestem wdzięczna ze była ze mna szczera!!! bo
        bardzo to sobie cenie...
        chciałam znac wasze zdanie zeby to sobie jeszcze wywazyć...

        pozdrawiam

        ps. odpisałam na miala smile
        • gagunia sowa 18.09.04, 23:46
          ja mam taka kolezanke - uczynna az do bolu. zawsze pomoze i podzieli sie
          ostatnia kromka chleba. i wszyscy wkolo to wykorzystywali. kiedys sie o to
          poklocilysmy, a raczej ja uswiadomilam jej swoim zachowaniem, ze nie warto i
          zmienila sie nieco. przyjaciol nie stracila, za to nie biegaja juz do niej z
          kazda swoja sprawa. czasem trzeba bardziej pomyslec o sobie niz o innych smile
          pozdrawiam
    • danka24 Dobra koleżanka....... 18.09.04, 22:36
      Jesli uważasz siebie za naprawdę dobrą koleżankę, to postaraj się zrozumieć, że
      ona też ma swoje życie, swoje sprawy... To co dla Ciebie jest ważne
      (przywiezienie towaru), dla niej nie było widocznie ważniejsze od tych spraw,
      które akurat miała w swoich planach. Choćby nawet miał to być wypoczynek po
      ciężkim dniu.
      Do szpitala przecież Cię zawiozła...
      Dobra koleżanka powinna wykazać się zrozumieniem tego, że jej priorytety w
      danej chwili mogą być mniej ważne od spraw koleżanki...
      Nie wspominam tu o przyjaźni, bo w przyjaźni jest to oczywiste.
      • pesteczka5 Re: Dobra koleżanka....... 18.09.04, 23:19
        Podziwiam tę dziewczynę, że stać ją było na to, aby otwarcie i bez niedomówień
        wyłożyć sprawę.
        Poczuła się nadużyta i zamist dusić w sobie złość, która na pewno nadwerężyłaby
        jej przyjacielskie uczucia, zdobyła się na szczerość.
        Nie zrobiła nic złego.
        Zobacz, Sowa - tyle razy Ci pomogła i zamiast wdzieczności co ją spotyka? Twoje
        pretensje.
        Dziwi mnie, że sama mając rodzinę i dziecko nie czujesz, jak cenny dla kogoś
        może być czas. Gdyby mnie ktoś kilkakrotnie wyrywał z domu, też poczułabym sie
        nadużyta (czasami się czuję, ale mój problem jest delikatniejszy - mnie wzywają
        do chorych dzieci).

        Podajesz jako argument, że Ty byś dla kogoś wszystko. Problem w tym, ze Ty dla
        niej BYŚ, a ona zrobiła, i to kilkakrotnie. Jak zrobisz, będziesz miała
        argument, teraz - nie obraź się - nie masz.

        Uważam, ze zdrowo jest założyć, że nic nam się od nikogo nie należy, i mile sie
        zdziwić. Ja uważam, że obowiązek całkowitej lojalnosci, dyspozycyjności i
        wszelkiej powinności ma wobec mnie tylko mążwinki nikt więcej . Przyjaciółki,
        które odwiedziły mnie z chorym dzieckiem w szpitalu albo ratowały mnie fachowym
        masażem w nawale mlecznymsmile mam we wdzięcznej pamięci do końca życia, bo wiem,
        że zostawiły dla moich potrzeb swoje dzieci, a nie musiały. Sama pędzę często
        na wezwanie, bo wiele rozumiem, ale jak ktoś sobie ze mnie robi wygodną
        przychodnię bez kolejki piętnasty raz to marzę o zapisaniu się na kurs
        asertywnoścismile)

        W sumie, uważam, że Twoja koleżanka zachowała się prawidłowo. Jak ją spotkasz,
        uśmiechnij się do niej, a jak dasz radę, podziękuj jej, że ratowała Cię z
        opresji. I daj do zrozumienia, że niczego nie oczekujeszsmile


        Pozdrawiam cię, pesteczka

        • sowa_hu_hu Re: Dobra koleżanka....... 19.09.04, 09:15
          pesteczka moze przeczytaj raz jeszcze co napisałam! ok?
          zawsze byłam koleżance bardzo wdzięczna!!! poza tym ja nie mam do nikogo
          pretensji - to ze mam troche odmienne zdanie od niej nie znaczy ze mam do niej
          ajkies ALE! czy to tak trudnozrozumieć? nie napisałam w tym poście jaką to ja
          mam okropna koleżanke bo nie ma jej kiedy ja tego chce!

          co do tego ze pisałam zebym pomogła - to wiem zebBYM pomogła! bo nie mam osoby
          której odmówiłam kiedy prosiła o pomoc i tej koleżance tez bym nie odmówiła...
          to ze akurat nie zdarzyło sie jeszcze żeby ona czegoś odemnie potrzebowała nie
          znaczy że ja nie pomagam innym i ze jestem niewdzięczna...

          a co do tego ze kolezanka mi to wszystko powiedziała... wcale nie chciała...
          widziałam jednak że coś jest nie tak i porozmawiałam z nia o tym - to ja ją
          poprosiłam aby powiedziała szczerze - i żeby sie nie obawiała ze sie obraże!
          jestem jej wdzięczna że sie przełamała i w końcu powiedziała to co jej an duszy
          lezy... z pewnymi kwestiami sie zgodziłam z innymi nie... ale potrafiłysmy ze
          sobą porozmawiać - a łatwe to nie ejst bo ona jest bardzo wybuchowa smile więc ja
          musiałam nad sobą panowac żeby nie zacząc wrzeszczeć... ale konieć końców
          przytuliłysmy sie i rozstałysmy z usmiechem na ustach!

          tak więc powtarzam raz jeszcze - nie mam do niej pretensji - chciałam wam
          przedstawić sytuacje abyście obiektywnie oceniły - ale chyba niektórzy sie
          zapędzają w ocenie mojej osoby...

          mimo to dzieki za odpowiedzi

          pozdrowionka smile
      • sowa_hu_hu Re: Dobra koleżanka....... 19.09.04, 09:20
        a dla mnie w przyjaźni oczywiste jest żeby sobie nawzajem pomagać - POMAGAĆ a
        nie wykorzystywać kogos z mało ważnych powodów... no ale tak koleżanka to tylko
        dobra koleżanka...
        ja chyba mam jakies wypatrzone pojęcie przyjaźni...
    • josik11 Re: "wymagania" względem przyjaciół....... 18.09.04, 23:09
      Hm... trudne pytanie bo ja znow jestem taka ze nie umiem o nic prosic. Zawsze
      jakos tak postawie sprawe ze ten ktos sam zaproponuje pomoc.
      A co do samochodu... My mamy jako jedyni auto w meza rodzinie i wiadomo jak
      tzreba zawiezc babcie na cmentarz czy do lekarza nie ma problemu bo babcia nie
      chodzi. Ale nie zgodzilismy sie zawiesc na pogrzeb do innego wojewodzta cioci
      bo pomijajc fakt ze maz nie mial urlopu a wolnego i takby nie dostal, to
      latwiej bylo jechac cioci pociagiem. maz byl ledwo po zdanym egzaminie na
      prawko i bal sie jechac w tak daleka podroz. No coz... nie zostal zrozumiany.
      Tak samo meza siostra wykorztuje mnie/meza na wycieczki po sklepach. Bo my mamy
      auto! No kurcze co z tego ze mamy. A moze nam sie nie chce lub nam nie pasuje!
      A glupio jej to powiexisec bo zaraz sie obrazi i obgada. Tak wiec zazwyczaj
      mowimy ze maz pracuje a ja cos tam cos tam.
      Kolezanka dobrze postapila mowiac ci o tym bo teraz wiesz na czym stoisz i
      wiesz co ona o tym sadzi. Takie niwyjasnione sprawy tylko prowadza do
      niepotrzebnych klotni.
      Podziwiam ja za odwage!
      A ciebie za zrozumienie.
    • sowa_hu_hu to wyżej to było do danka24 :) 19.09.04, 09:23
    • sowa_hu_hu kurde - jeszcze jedno :) 19.09.04, 09:31
      wiecie co - po tej rozmowie z koleżanką ja sie nad tym wszystki zastanawiałam...
      i teraz też - po tym co napisałyście troche mi sie poglądy wyprostowały smile choć
      w pewnych kwestiach i tak będe stać przy swoim...

      dzieki smile
    • 73nikusia Moje zdanie ... 19.09.04, 09:37
      Pierwszy moj post do ktorego sie dopisze ... po dosc dlugiej przerwie.

      Przyjaciel ... roznica miedzy przyjacielem a kolega jest ogromna. Ja
      prawdziwych przyjaciol mam niewielu moze dwoch moze trzech. To nawet nie to
      samo co rodzina ... choc czasem zdarza sie ze rodzina tez zwie sie przyjacielem.

      Ktos kto tylko bierze, nie dajac nic wzamian nie jest przyjacielem. I nie
      chodzi tylko o przyslugi ... bo ja moge dawac wiele w formie materialnej,
      dajacej sie scisle wyliczyc, a ten drugi moze dac mi tyle milosci i przyjazni
      wlasnie, a uczucia sa bardzo niepoliczalne, ze nijak nie bedzie mozna mnie,
      niby tej wiele dajacej, nazwac przyjacielem.

      Bo samochod to ja sobie moge wynajac. Zaplacic 100 zlotych ... a moze mniej a
      moze wiecej. Natomiast nikt nie wyslucha mnie, tak naprawde, za pieniadze. Nikt
      nie doradzi, nikt nie obetrze lez.

      Ktos kto dzwoni do mnie tylko wtedy kiedy czegos potrzebuje ... nawet jezeli
      jest to bardzo wazna rzecz nie jest przyjacielem. Ktos kto dzwoni i pyta dasz
      mi to albo zrobisz tamto ... nie pytajac co sie wydarzylo w moim zyciu przez
      ten czas w ktorym nie dzwonil ... nie jest przyjacielem.

      Przyjaciel to ktos kto pomimo zaganiania, problemow, zycia codziennego ma czas
      na telefon, sms, wizyte znienacka choc na chwilke. Wspolny spacer ... a jak
      jest daleko dlugi list, ktory jest jak wspolna rozmowa w jednym pokoju ...
      pomimo 300 km dzielacych nas.

      Przyjaciel to ktos kto wyslucha, obetrze lzy, podniesie na duchu.

      Przyjaciel to tez ten kto pomoze wstac kiedy juz nie ma sie sil.

      Zazwyczaj przyjaciela nie trzeba prosic. Prawdziwy przyjaciel sam poda reke, bo
      widzi ze jego przyjaciel jest w potrzebie.

      Inni to tylko koledzy ... a od niech tyle wymagac nie mozemy.

      Pozdrawiam Nika
      • sowa_hu_hu Re: Moje zdanie ... 19.09.04, 09:49
        zgadzam sie... pomyliłam koleżeństwo z przyjaźnią... dlatego nie moge mieć
        żalu... ale gdybym faktycznie miała przyjaciela - i nie pomógłby mi to chyba
        nie potrafiłabym zrozumieć - no niestety taka juz jestem - tzn chodzi mi o
        sytuacje kiedy ktoś może a mu sie nie chce... dla mnie w przyjaźni nie ma chyba
        takiego słowa... może dlatego nie mam przyjaciół... mam wspaniałe kolezanki -
        ale nie odważe sie ich nazwac przyjaciółkami - moze kiedyś...



        • jagusia7 Re: Moje zdanie ... 19.09.04, 10:10
          ale gdybym faktycznie miała przyjaciela - i nie pomógłby mi to chyba
          > nie potrafiłabym zrozumieć - no niestety taka juz jestem - tzn chodzi mi o
          > sytuacje kiedy ktoś może a mu sie nie chce... dla mnie w przyjaźni nie ma
          chyba
          >
          > takiego słowa

          Sówko, dla mnie przyjaźń polega nie tylko na wzajemnym świadczeniu usług, tylko
          przede wszystkim właśnie na zrozumieniu. Są sytuacje, kiedy nie można odmówić,
          jak właśnie potrzeba zawiezienia do szpitala, no i Twoja koleżanka wtedy nie
          odmówiła. Właśnie przyjaciółka powinna zrozumieć, że komuś się nie chce czegoś
          zrobić(bo zmęczony, bo miał zły dzień, wszystkiego ma dość, czy po prostu ma
          ochotę w domu posiedzieć). Wolałabyś, żeby zamiast wprost powiedzieć, że nie
          chce jej się pomóc(a masz pewność że ona lubi jeździć samochodem?), wymyślała
          tysiące mniej lub bardziej wiarygodnych wymówek? A może nie jesteś jedyną
          koleżanką, która o to prosi? I ona po prostu ma dość bycia szoferem?
          Pozdrawiam
          • sowa_hu_hu Re: Moje zdanie ... 19.09.04, 10:20
            tu nie chodzi o swiadczenie usług... my ze soba duzo rozmawiamy - ja również ją
            wspieram kiedy ma problemy...
            mnie chodzi tylko o ta jedną sytuacje kiedy naprawde potrzebowałam - i nie była
            to błachosta ale szczegułów nie będe opisywać... - powiem tylko tyle ze wtedy
            mi sie wszystko na głowe zwaliło i miałam naparwde duże problemy z firmą...
            były tez inne pewnie mniej ważne sprawy i wtedy ja rozumiem ze nie chciała ze
            mną pojechać! z resztą przyznałam jej w tym względzie racje!
            moze to będzie zły przykład ale co tam : kiedyś sprzedawałam buty - dwie moje
            kolezanki chciały je odemnie kupić w tym własnia ta o której mowa - prosiła
            mnie bardzo zebym sprzedała jej taniej bo nie ma na tyle pieniędzy... no i
            sprzedałam taniej.czasami tez sprzedaje jej inne rzeczy i wtedy ona nie płąci
            mi od razu tylko np. 2 lub 3 tyg później... kiedyś spodobał jej sie jeden z
            moich pasków - chciała go - dałam jej... i takie tam własnie drobnostki... moze
            nie da sie tego porównać z przysługą pojechania z e mną 30 km do innego miasta
            ale to nie ejst tak że ja od niej wymagam , żądam , nie szanuje jej czasu ,
            nie pytam co słychać... - i tylko wykorzystuje! uwazam że tez ide jej
            częśto "na reke" (to niezbyt dobre okreslenie)... ale nie o to mi chodziło! tu
            nie chodzi o to zeby cos robic dlatego ze cos zrobił coś dla mnie! ja robie
            rożne rzeczy bo po prostu czuje ze chce... jeśli ktoś tego nie czuje - ok!
            teraz już wiem na czym stoje...

            • gagunia Re: Moje zdanie ... 19.09.04, 10:44
              sowa, przypominasz mi moja mame. typ altruistki, ktora widzi przede wszystkich
              innych, siebie stawia na ostatnim miejscu. i przykro jej kiedy ktos ja
              zawiedzie, a jednak nastepnym razem znow pomaga.
              jestes wrazliwa i dobra osoba i pewnie sie nie zmienisz. ale nie kazdy taki
              jest i trzeba sie z tym pogodzic.
              • sowa_hu_hu gagunia :) 19.09.04, 10:56
                gaga dzięki smile

                w którejś z moich wypowiedzi napisałm ze wysłalam maila... pomyliłam cie z
                gabik smile soryyyyyyyyyyyyyyyyy smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka