No właśnie, jak?
Pomijam diagnostykę, która jest w trakcie i operację, której najprawdopodobniej będę musiała się poddać.
Czytam sobie właśnie, że wszelkie guzy, nowotwory łagodne, jak i złośliwe, mają podłoże psychosomatyczne.
Guzy tarczycy to dławienie w sobie emocji i stresów ponoć

. Co zresztą by się zgadzało.
Jak z tym qr...wem walczyć?
Jestem w takim stanie i nastroju, że najchętniej wybiłabym te dziadostwa wódką w dużej ilości.