W życiu nie miałam tylu infekcji w domu co przez ostatnie 2 miesiące. We wrześniu urodziłam 2 dziecko. Jakoś po tygodniu Młody dostał kataru. Jak wygląda katar u takiego krasnala... szkoda gadać... ciągnęło się prawie miesiąc. W między czasie od syna podłapała córka i mąż. Między infekcją córki i męża ja dostałam zapalenia gardła (kaszle do tej pory) i opryszczki. Po 2 tygodniach coś grypopodobnego - łamanie w kościach, dreszcze, gorączka (to też ja). Skończyło się na antybiotyku. Od czwartku znowu mąż ma katar. Córka, jak sie dzisiaj okazało po 3 dniach gorączki, ma wirusowe zapalenie jamy ustnej. Młodemu zaczyna furczeć w nosie. Mnie też już zapchało. I to wszystko w 2 miesiące (serio!). Do tej pory nie chorowaliśmy prawie wcale. Ja i córa ze 2 razy do roku zwykłe przeziębienie. Mąż to samo.
Jeszcze mi sąsiad umila całe dnie wiertarką udarową za ścianą. Dzieci spią po 15 minut (w przerwach między wierceniem). Ulało mi się...