szogunna
08.01.16, 23:11
Do całkiem niedawna myślałam, że powszechna komputeryzacja świata i dostęp do internetu nawet w najmniejszych miejscowościach w krajach cywilizowanych powoduje, że trudno cokolwiek już ukryć. Może w krajach trzeciego świata, to tak. Ale nie tu, gdzie ludzie zasypiają i budzą się przy światłach swoich smartfonów, gdzie w necie opisywane jest każde pierdnięcie. Gdzie nie można już zbłaźnić się na imprezie, bo zostanie to zarejestrowane smartfonami wszystkich uczestników i szybko umieszczone na youtubie lub innych podobnych serwisach. No ok, jakieś pojedyncze sprawy, gdy najbliżsi i policja nie widzą sensu w nagłaśnianiu tego, a media nie widzą w tym nic nadzwyczajnego, by za to chwytać (typu morderstwo przy wódce) mogą zostać przemilczane. Ale duże sprawy? No nigdy.
Gdy media potrafią kilka dni trąbić o byle większym wypadku, żeby była oglądalność, żeby można było zadawać setki takich samych pytań typu "co pani czuła, gdy zobaczyła pani męża we krwi". Gdy media, by dostać się do swojej "ofiary", potrafiłyby pazurami zrobić podkop pod domem. W końcu mieliśmy matkę Madzi czy tę zaginioną dziewczynę z Poznania. Odnosiłam wrażenie, że liczy się tylko temat i media zrobią wszystko, by rozpętać kolejną jatkę. Podchwycą JEDEN wpis na jakimś blogu w necie i będą mielić do oporu. Byle był temat.
Tak, tak myślałam przez ostatnich kilka lat.
Ostatnie kilka miesięcy, a w szczególności obecny tydzień całkowicie zmieniły mój pogląd na temat możliwości internetu. Pierdnięcie pijanej dziewczyny na imprezie w Australii usłyszymy w ciągu kolejnego dnia aż do znudzenia. Jednocześnie przez wiele dni nie usłyszymy ani jednego słowa o masowych atakach na kobiety kilkaset kilometrów od nas. A może i kilka kilometrów od nas.
Dowiemy się, że jakaś dziewczyna w USA źle spędziła sylwestra, czemu dała wyraz na fejsie - obsługa zajęła się atakiem serca starszej pani, a nie rachunkiem dziewczyny. Za to niekoniecznie dowiemy się, że kilkunastu mężczyzn napadło na ośrodek uchodźców dwa kilometry od nas, wdało się w bójkę, zraniło policjanta, może kogoś zabiło, dlaczego był pożar i że w ogóle tam był. A kilkanaście zastępów straży pożarnej, które widzieliśmy przez okno...
Przez 4 dni (!!!) media milczały na temat wydarzeń w Kolonii. I cały facebook, twitter, blogi, fora internetowe, cały internet - milczały również. Musiały o tym wiedzieć tysiące osób i co? Nikt nie puścił pary z gęby? Miało to niską siłę przebicia?
Ale za to szybko dowiedzieliśmy się, że pracodawca tej dziewczyny z USA był zawstydzony jej wpisem i dał kilka dolców na leczenie tej starszej pani...