Witam, mam wrażenie, że mogę mieć problem i mam schiz ( i pewnie brak innych życiowych problemów, skoro o tym piszę

).
Jako, że pracuje w domu (więc prawie zawsze można mnie zastać), to kurierzy i listonosze często do mnie dzwonią i chętnie zostawiają u mnie nieodebrane paczki dla innych sąsiadów. Ok, dla mnie nie problem, trzeba sobie wzajemnie ułatwiać życie, nikt nie narzekał jak na razie
Jakoś w pierwszym tyg grudnia odebrałam paczkę sąsiadki.. no i nikt się po nią nie zgłaszał. Dzwoniłam domofonem do tej kobiety parę razy w różnych porach i cisza. 18 grudnia mieliśmy z mężem wyjechac na 2 tyg do PL, (mieszkamy w DE). I nadal cicho. Co prawda to nie był mój problem, ale głupio by mi było przetrzymać tę paczkę, może to był jakiś prezent dla kogoś. W końcu wpadłam na to, by tę przesyłkę zostawić u innego sąsiada i poinformować o tym tę sąsiadkę (liścik wrzucony do jej skrzynki, podpisany imieniem i nazwiskiem), sąsiad się zgodził.
I zapomniałam o sprawie. Do dziś. Odbierałam listy i zwróciłam uwagę na karteczkę na skrzynce sąsiadki, a treść brzmiała w stylu "Nie wtrącać się więcej do poczty, sąsiedzi kradną".
I mi się teraz źle zrobiło. Bo od babki żadnej wiadomości ani kontaktu nie było, że co jest nie tak. Nie ma jej w domu, więc nie mogę nic teraz załatwić.
W dodatku już druga przesyłka do mnie w tym tyg została odebrana przez innego sąsiada, listonosz w ogóle do mnie nie dzwonił. Jedna z przesyłek odebrał sąsiad, który właśnie miał przekazać paczkę tej kobiecie, nic nie mówił w ogóle na temat tamtej paczki, było ok.
Kopnijcie mnie, jeśli przesadzam...