Córka (8 lat) dwa miesiące temu uderzyła się w domu i rozcięła czoło. Pojechaliśmy na SOR, zrobili jej rtg czaszki w dwóch projekcjach: przednia i boczna. Rtg nic nie wykazał. Załozyli dwa szwy i do domu.
Ostatnio podczas wizyty u ortodonty, w kwestii aparatu, pojawiła się potrzeba wukonania zdjęcia czaszki cefalometrycznego i pantomogramu. Powiedziałam lekarce, że córka miała zdjęcie tego obszaru niedawno i czy to jest bezpieczne tak ponawiać... Kazała się dowiedzieć na miejscu gdzie robiono zdjęcie.
Pojechałam i rozmawiałam z radiologami. Twierdzą, że nie ma problemu, że zdjęcia mogłyby być robione jednego dnia, bo dawki minimalne dla dzieci etc. Aparat rtg normalny, analogowy, ale nie jakiś stary rzęch: 5-6 letni.
Jak zaczęłam googlać o tych dawkach na czaszkę to się załamałam: widzę, że dawka jest 5-krotnie większa niż zwykłego rtg klatki piersiowej. Nawet konkretne ryzyko nowotworu jest od takiego prześwietlenia: 1:100000. Szczerze mówiąz, jestem przerażona, wiedziałam że rtg to nic dobrego, ale jak przeczytałam konkretne ryzyko raka, wysiadłam kompletnie

Siedzę i ryczę, że nie trzeba było tego rtg robić, bo i tak ponoć niewiele wnosi do diagnozy.
Dodatkowo syn (17) miał dwa zdjęcia całego kręgosłupa (skolioza). Tam dawka jest taka, jak przy tomografii. Nikt mnie nie informował, że to jest takie promieniowanie, nie zdawałam sobie sprawy. Tu już w ogóle ryzyko duże, nawet nie chcę przytaczać ile. Od tygodnia siedzę i beczę, wyrzucam sobie że naraziłam dzieci, ryzyko niby małe, ale jednak.
Pocieszcie błagam, może jest na sali lekarz albo radiolog, proszę..
Czy którejś z was dziecko miało prześwietlenie czaszki czy kręgosłupa wielokrotne i wszystko jest ok, bez konsekwencji? Nie daję rady