black_magic_women
14.04.16, 12:02
Tak mnie naszło, bo akurat wczoraj pokłóciłam się ze swoją mamą. Poszło o to, że "wyczytałaś to w internecie", a to nie jest sprawdzona wiedza itp (tym razem chodziło o laktacyjny leksykon leków, o którym wiem, że masa lekarzy NIC nie wie). Gdybym powiedziała, że wyczytałam to w książce byłoby już lepiej. Moja mama, rocznik 50 świetnie sobie radzi z komputerem i netem, ale jest z pokolenia książkowego. Kiedy pisała doktorat, pracowała na uczelni korzystało się tylko z książek i tak jej zostało, więc w jej przypadku jakoś to jeszcze rozumiem. Ale ile razy słyszałam podobny tekst od hydraulika, pana w sklepie, o lekarzach nie wspominając. Broń Boże coś zasugerować, bo zaraz się usłyszy "Co, w internecie pani przeczytała?", albo" Internetów się naczytała". A przecież jeśli ktoś umie szukać, to znajdzie i artykuł z "Sience", i zdigitalizowaną bibliotekę w Kalifornii i wystąpienie Marszałka. Skąd zatem taka pogarda dla wiedzy zdobytej w internecie, że o forach nie wspomnę (kopalnia wiedzy specjalistycznej, hobbystycznej od staników, po dzieci z autyzmem)? Czy tylko mnie to spotyka? Jak walczyć z takimi zachowaniami np. u lekarza? Przy czym ja się sama nie diagnozuję, zapytałam np. tylko przy usg o kontrowersyjność testu Pappa, za co zostałam zjechana przez panią doktor.