Koniec kwietnia to najbardziej nielubiana pora roku u mnie. Nawet bliski długi weekend osładza ją tylko troszkę. Rozliczenie pit-u.

Co roku dopłacam. Co roku obiecuje sobie, że będę systematycznie wpłacać większe zaliczki - drugi próg, co roku odpuszczam, co roku "płaczę", jak widzę kwotę dopłaty. Nienawidzę robić tego przelewu, no nienawidzę. Jakbym kupę kasy wrzucała w kominek.
Właśnie przelałam.
Teoretycznie wiem, że się powinnam cieszyć, że dopłacam - znaczy zarobki mam fajne. Jakoś mnie to jednak dzisiaj nie pociesza.

To się wygadałam. Kto jeszcze dopłaca i ma w związku z tym gorszy dzień?