Sytuacja dla mnie mega trudna i chciałabym posłuchać waszych opinii. Decyzję i tak będę musiała podjąć sama a raczej wspólnie z mężem.
Od dwóch lat ok od 1,5r mamy pensjonat nad morzem tak chcieliśmy i taka była nasza decyzja, ok moja bo małżonek preferował góry

ale do rzeczy.
Mąż od samego początku wiedział że wyprowadza się tam na stałe musiał zregenerować się fizycznie i psychicznie po wypadku. Ja miałam zostać w Warszawie przynajmniej do ukończenia przez syna podstawówki ( obecnie kl.V). Pierwsze 6 mieś zleciało błyskawicznie było tyle zajęć przed naszym pierwszym sezonem iż nawet nie zauważyliśmy kiedy minęło.
W międzyczasie byłam tam bardzo często, praktycznie kursowałam w tą i nazad + wolne dni szkolne. Potem sezon a następnie jesień i zima.
Mamy czynne cały rok więc jedno z nas musi tam być.
To było wprowadzenie.
Na tę chwilę sytuacja wygląda tak, mąż ma dość mieszkania osobno tęskni i jest mu źle, ten rok ciągnął się długo i mąż chce abyśmy przenieśli się na stałe już teraz czyli od września młody miałby pójść do szkoły w Dziwnowie.
Syn chciałby skończyć podstawówkę razem ze swoją klasą zresztą gimnazjum tez wybrał dostępne w warszawie- tam takiego nie ma. Jednak wie jak wygląda sytuacja i generalnie rozumie to iż się przenosimy. Wie że na studia tu wróci. Traci jednak dużo bo przestanie grać w filmach, nie będzie trenował pływania owszem basen jest ale hotelowy wiec co najwyżej może sobie popływać a to jednak nie to samo.
Treningi taekwondo przeniesie do Świnoujścia czyli 3x na tydz będzie wożony 40km + przeprawa promowa.
Psycholog twierdzi iż dziecko jest dojrzałe emocjonalnie wie co chce ale decyzję rodziców weźmie na klatę. A rodzina jest najważniejsza, jeśli tato da radę to dobrze i niech skończy szkołę tutaj jak nie to przenosiny.
Teraz ja, wiadomo dobro dziecka najważniejsze ale...
kocham męża tylko nie wiem czy dam radę bo co innego to ze lubię tam być i odnajduję się w tym co robię wiem jednak że i tak wracam co jakiś czas do miasta.
Tu zostawiam starych rodziców, dorosłą córkę i wnuka. Największym problemem są rodzice bo niestety z miesiąca na miesiąc są coraz słabsi . Jest jeszcze brat ale jednak to ja zajmuję się w większym stopniu rodzicami. Owszem ogarnięcie lekarzy itp mogę robić zdalnie.
No i clou sprawy mąż od października chce też przenieść swoją matkę. Rozumiem ona coraz starsza i sama jak ja jestem w Warszawie to się nią zajmuję jak się przeniosę to zostanie sama. Odległość wyklucza częste wizyty.
Sprawy pensjonatu ogarniam na odległość czyli rezerwacje, rozdział pokoi czy wyznaczenie pracy dla pani sprzątającej.
Kurcze co wy byście zrobiły? Przeniosły się czy jeszcze rok poczekały?
Zostawiam koleżanki ale to akurat nie jest problemem.