dziennik-niecodziennik
23.09.16, 11:55
taki mam pracowy problem. w sumie pierdoła, ale mnie gryzie.
Przyszła wczoraj pracownica i poprosiła, żebym wyraziła zgodę na przeorganizowanie zmian w pracy z systemu trzyzmianowego (zmiana ranna - międzyzmiana - zmiana popołudniowa) na dwuzmianowy (zmiana ranna - zmiana ranna - zmiana popołudniowa). Bo w sumie to często pracują na dwuzmianówce (urlopy, zwolnienia lekarskie itd - wtedy "wypada" z grafiku miedzyzmiana) i da sie rade, a jak beda w komplecie to poranna zmiana spokojnie moze zrobic to co sie robiło na miedzyzmianie, odciążając tym samym zmianę popołudniową, ktora bedzie sie mogła skupić juz tylko na pracy z pacjentami. Powiedziałam jej że musi przekonac pozostałe pracownice, jak wszystkie się zgodzą to ja nie mam nic przeciwko i tez się zgodzę, choc srednio mi to pasuje.
I mam teraz zgagę wewnętrzną, bo tak naprawdę chętnie bym się nie zgodziła, i to WYŁĄCZNIE ze względu na pracownicę inicjującą zmiany - nazwijmy ją Asią.
Asia jest najmłodsza w obsadzie i siłą rzeczy pracuje najkrócej. Ma male dzieci (przedszkolno-wczesnoszkolne) i głównie tym motywuje swoją prośbę - bo ona ma mało czasu dla dzieci. Wierzę jej, bo jest silnie rodzinna i na pewno o to jej chodzi, a nie o odpoczywanie. Jako matka rozumiem ją i nawet mam ochotę pomóc.
z drugiej strony - bardzo mi nie odpowiada sposób w jaki zalatwia sprawy. wydaje mi się że powinna najpierw załatwic sprawę z pozostałymi pracownicami, przekonac je do swojego pomysłu, a dopiero potem przyjsc do mnie o zatwierdzenie zmian. teraz czuje się stawiana do konfrontacji z pozostałymi pracownicami (Asia powie "zrobmy tak, szefowa jest za" i one sie poczują stawiane pod scianą). Nie mowiac o tym ze Asia w swoich negocjacjach posuwa się do prób szantażu (przynajmniej tak to odbieram) - w zeszłym roku jak sie dziewczyny nie chciały z nią zamienic na urlopy to padło hasło ze "sa jeszcze zwolnienia lekarskie" (!), z ktorego na szczescie sie zaczeła natychmiast wycofywac i przepraszac (do mnie tego nie powiedziała), teraz zas w rozmowie wymkęło jej się ze "bo gdzie indziej pracują na dwie zmiany i jej by to bardziej odpowiadało". no mam ochotę odpowiedziec "to idz do pracy gdzie indziej". i tak czuję ze jak się zgodzę to czy to nie bedzie wyglądało ze się ugięłam pod szantażykiem?... I ogólnie ostatnio widze ze praca Asię boli. Co jakis czas rzuca hasła że ona przez pracę nie ma czasu na życie, że moze bysmy wcześniej zamknęli bo dziś juz ludzi nie ma i nie bedzie (zawsze sie ktoś trafi, zresztą - apteka to nie warzywniak, jak jest dyżur to jest dyżur i koniec), ostatnio jak miała manko i musiała dołożyc to stwierdziła że praca jej zaburza finanse rodzinne i jeszcze pare takich kwiatków. niby to sa żarciki, niby heheszki, ale mnie to wkurza.
Generalnie - żeby nie było - Asia uciskaną pracownicą nie jest. Pracuje na etat, nadgodzin nie robi, dyzurów dodatkowych ponad norme tez nie, zarabia moze nie jakos strasznie dużo, ale jak na naszą okolicę to solidnie, a jej zarobki sa na poziomie regionalnej średniej dla jej zawodu; jak ma jakies zebranie, teatrzyk czy cos to nie robimy problemu ze zwolnieniem jej na pasujący jej czas, mozna sobie wyskoczyc na chwilę z pracy do sklepu, załatwic jakąs szybką sprawę, przerw na posiłki itd nie rozliczamy skrupulanie. Ostatnio bardzo prosiła żebym wzięła za nią sobotę - wziełam, mimo iz oznaczało to dla mnie maraton praca piątkowa/dyzur nocny/praca sobotnia/dyzur nocny. Szlag mnie trafil co prawda jak sie okazało ze wolne potrzebowała żeby pojsc na grilla, no ale cóż. Denerwuje mnie tez to ze jest ona ewidentnie podburzana przez męża, ktory pracuje w budżetówce, codziennie kończy o 15 i dość czesto ze "znów masz na popołudnie? w ogole Cie w domu nie ma!"
Napomknę jeszcze ze pozostale dwie pracownice jakos tez mimo pracy dzieci odchowały (fakt, to było sporo wczesniej, bo sa o paręnaście lat starsze niz Asia).
Z drugiej strony - kurcze, dzieci. no rozumiem ją.
Co robic? Mieć twarde serce czy miękką d(...)ę?...