Dodaj do ulubionych

Do mam doktorantek

01.10.04, 12:52
Witajcie dziewczyny.
Mam pytanie. Czy zaprosiłyście bądź planujecie zaprosić swoich rodziców na
Otwarcie swojego przewodu doktorskiego???
Nie obronę, bo to chyba oczywiste, ale na otwarcie.
Ok 1,5 roku temu mój mąż otwierał przewód na Radzie Wydziału. Procedura była
taka, że zaproszenie wisiało na uczelni i przychodził każdy kto chciał. Ja
byłam wtedy w ciąży, przyszłam z brzuszkiem, z grzeczności też zaprosił moich
rodziców (może chciał być dla nich miły, troszkę się im "podlizać" i pokazać
się z tej lepszej strony, dodam ze moja mama jest bardzo krytyczna a wiadomo,
otwarcie przewodu nie byle co więc zaprosił żeby się pokazać).
Parę dni temu ja otwierałam przewód na tej samej uczelni, katedrze. Moje
otwarcie odbywało się na szczęście na spotkaniu Katedry. Wśród zaproszonych
osób byli pracownicy Katedry no i oczywiście wieloosobowa komisja skłądają ca
się z ponad 10 profesorów. Nie było oficjalnego zaproszenia rozwieszonego na
uczelni.
Ja z kolei nie chciałam zapraszać swoich rodziców. Było to kameralne
spotkanie. I tak byłam zdenerwowana nie potzrebowałam być jeszcze bardziej.
Tym bardziej że znam stanowisko mojej mamy dotyczące doktoratu mojego męża.
Nie jest on typem naukowca. Kiedyś moja mama przeczytała na ekranie komputera
kawałek jego pracy i potem gadała że to takie wypociny. Może rzeczywiście nie
bardzo się przykłada, była to wersja robocza bez poprawek ale po co te
komentarze.
Z kolei jak ja zastanawiałam się nad rzuceniem studiów doktoranckich (brak
stypendium, brak pewności pozostania na uczelni, prowadzenie "za darmo" zajęć
ze studentami, a dziecko z opiekunką w domu i kasa leci, tylko skąd brać tą
kasę jak się nie zarabia, brak "normalnego" kontaktu z promotorką- brak czasu
itp) to usłyszałam od rodziców że przecież ten doktorat można zrobić takim
psim swędem (???), przecież to taka dłubaninka, kręcenie się po uczelni i
tyle. Głupia bym była jakbym zrezygnowała. Że jeżeli mój mąż z TAKIEGO tematu
się broni to ja nie mogę itp itd.
No i nie zaprosiłam. Wolałam zrezygnować z późniejszych
komentarzy "specjalistki" z każdej dziedziny czyli mojej mamy i innych
róznego rodzaju komentarzy (tym bardziej że moja mama proponowała ZAPROSIĆ
swoją znajomą panią profesor ponoć wpływową, która jakby mi nie chciali
otworzyć przewodu to by mi załątwiła-kolejny fantastyczny pomysłą mojej mamy,
i jeszcze musiałam się gęsto tłumaczyć dlaczego to jest głupi pomysł, chore
jakieś!!!)
No i teraz (wczoraj) moja mama przy okazji kolejnej awantury o jakiś WIELKI
DROBIAZG wyskoczyłą z pretensjami że ich nie zaprosiłam. Stwierdziła że
powinnam pójść do taty i wytłumaczyć mu dlaczego go nie zaprosiłam a mój mąż
zaprosił, dlaczego mój tato nie mógł być na moim otwarciu przewodu!!!
Horror. Czuję się szczęśliwa że już jest po a zarazem winna że ICH nie
zaprosiłam. I dobrze że tego nie zrobiłam... Będą wysłuchiwać jakiś tam
wypocin...
-------------------------------------------------------
Betty to mama a to jestem ja:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
Obserwuj wątek
    • suffo Re: Do mam doktorantek 01.10.04, 13:05
      Nie, nie zapraszalam rodzicow na otwarcie przewodu. U mnie otwarcie odbywalo
      sie na Radzie Wydziału i jedyna osoba proszona byl moj promotor - ja sama nie
      bylam przy otwarciu. Nie wiem, czy to specyfika AGH, ale moim zdaniem nie jest
      to sprawa rodzinna i nie widze powodu, dla ktorego rodzice mieliby byc obecni
      przy otwarciu. A pozniej na egzaminach z dziedziny podstawowej, filozofii i
      jezyka?
      I jeszcze jedno - mysle, ze malo kto zrobil doktorat "psim swedem". Nie wiez w
      to. Jest to ciezka, stresujaca praca, z niejednym zalamaniem. Ja dzisiaj
      wlasnie oprawiam prace i poki co nie czuje satysfakcji, a nawet ulgi.
      • betty_julcia Re: Do mam doktorantek 01.10.04, 13:24
        Mój mąż też jest parę dni przed oddaniem, tak jak napisałam nie jest on typem
        naukowca podobnie jak ja ale nikt mu nie każe robić doktoratu. To są jego i
        moje ambicje i także uważam że nikt nie powinien tego krytykować. Zwłaszcza
        ktoś kto nie wie ile to kosztuje nerwów i pracy. Mąż pracuje na uczelni jako
        asystent (ja jestem na studiach doktoranckich), do tego prowadzi włąsną firmę
        (z która się ukrywamy) żeby zarobić na nas. Niestety trudno by było wyżyć tylko
        z jego pensji (zwłaszcza że mamy Malutką). Moi rodzice są biznesmenami,
        zarabiają dużo większe pieniądze od nas, podejmują ważniejsze i pewnie
        trudniejsze decyzje niż my i pewnie stąd ten stosunek. Że taki doktorat to
        pryszczsad((
        Świadczyć o tym może fakt że ostatnio moja mama powiedziała do nas: wy co
        najwyżej nie zarobicie a my możemy dużo stracić (w razie niepowodzenia). Tylko
        że dla nas to nasza przyszłość i nasze życie.

        To raczej nie jest specyfika AGH, po prostu tak chyba jest. Mąż miał otwarte
        otwarcie więc zaprosił. Byli studenci i masa innych osób więc zaprosił też
        swoich teściów, ja nie miałam aż tak otwartego (bo szef komisji się "nie
        spisał"smile)) więc miałam pretekst aby nie zapraszać. A przyznam że czułam ze
        będzie z tego problem. Jak ze wszystkiego zresztą.

        Co to znaczy że nie było cię na twoim otwarciu. U nas otwarcie to mała obrona.
        Przedstawia się temat, cele, zakres pracy, wstępne badania i spodziewane wyniki
        (ok 20 minut prezentacji), odpowiada się na pytania z sali itp itd. Dopiero
        komisja decyduje czy otwierają przewód czy nie.
        -------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
    • aniabar Re: Do mam doktorantek 01.10.04, 17:17
      Jak dla mnie to jakieś dziwne zwyczaje. Ja robie doktorat w PANie, przewód
      doktorski był otwierany na posiedzeniu rady. Nie sadze aby jacyc doktoranci na
      rady chodzili, w kazdym badź razie nikt nie wspomina o jakims oficjalnym
      otwieraniu przewodu. Dostałam tylko "papierek" od promotora, że przewód otwarty
      i tyle.
      A swoja droga - drogie mamy doktorantki i te po - trzymajcie za nie kciuki. W
      środę mam oddać wyniki, a jeden rozdział i w ogóle nie idzie. Ani filozofia,
      ani angielski jeszcze nie zdany. No i oczywiscie kierunkowy. A 11 stycznia mam
      obrone. Na szczescie recenzenci zgodzili sie szybko przeczytac prace. A bedzie
      gotowa zapewne w polowie listopada. A caly pospiech dlatego ze 20 lutego mam
      termin porodu - drugie malenstwo. Moja pierworodna w listopadzie konczy 2
      latka. Juz ledwo zyje, ale moze jakos to sie uda. Przynajmniej jak obronie to
      bede miala jeszcze miesiac aby sie cieszyc nadejsciem nastepnej kruszynki.
      Oczywiscie co po obroie - nie mam zielonego pojecia. Tzn. wiem w miare co chce,
      ale nawet nie mam czsu aby sie za tym zakrecic (oj, to pisanie).
      Troche sobie popisalam to mi ulżyło.

      Pozdrawiam wszystkie mamy doktorantki.
      Ania
      • jasma76 Re: Do mam doktorantek 06.10.04, 12:21
        Hej, ja też robię doktorat w PAN-ie i otwarcie przewodu to było 5 min.
        prezentacji a potem do widzenia i bez mojej obecności decydowała Rada Wydziełu,
        czy mi otworzyc przewód czy nie. Było to już w 2000 roku a ja nadal w lesie,
        chociaż idzie przyznany grant promotorski. Dopiero miesiąc temu wróciłam do
        pracy po prawie 2 letniej nieobecności (ciąża, i synek). Teraz nadrabiam
        zaległości, tęsknię strasznie za synkiem a on za mną i aż płakać misie chce, że
        jeszcze tyle zostało doświadczeń do końca, a potem opracowanie,pisanie. Ale dam
        rade i po obronie pędzę na wychowaczy do synka, a może już wtedy będzie w
        brzuszku rodzeństwo????
        pozdrawiam
        jasma i Jaś (29.06.2003)
    • anna_mama_julka Re: Do mam doktorantek 01.10.04, 17:53
      Na moim wydziale na uniwerku w Gdańsku, publiczne są tylko obrony. Otwarcie
      przewodu odbywa się w zaciszu sali Rady Wydziału i bez udziału osób trzecich.
      Trzymam kciuki za obrony mam doktorantek smile
      • jol5.po Re: Do mam doktorantek 01.10.04, 19:41
        na Uniwerku Wrocawskim też tak samo, nic z prezentacji, samo się gdzieś na Radzie Wydziału zatwierdza, bez obecności zainteresowanego. Inna sprawa, że wcześniej trzeba wszystko uzgodnić z promotorem i potem on na różne pytania innych prof. na RW odpowiada i znane mi są przypadki (niestety kolegi z seminarium), któremu tematu nie zatwierdzono, bo szacownemu gronu sie nie spodobał, a promotor nie potrafił wybronić swojego człowieka. Też trzymam kciuki Jola
    • urszk Re: Do mam doktorantek 01.10.04, 22:05
      U nas otwarcie przewodu to jakby dzień powszedni, żadne świętowanie. Po
      obronie, a jakże, nawet odrobina wink szampana. Natomiast otwarcie przewodu jest
      jakby początkiem harówy, więc co tu świętować (no może rzeczywiście, gdy tematu
      za bardzo nie zmienią...).
      Pozdrówka dla Ani, ja też planuję obronęz maleństwem w brzuszku...
      • aniabar Re: Do mam doktorantek 04.10.04, 09:20
        Dziękuje za pozdrowienia. U nas w instytucie nie ja pierwsza i nie ostatnia
        jestem w takiej sytuacji. Wiem, że to jest do przeżycia. Ale czasami ciężko. Na
        szczęscie troche w weekend odpoczęłam i mam nowy zapał do pracy, czego zyczę
        pozostały mamom.

        Ania, Cecylka i Maleństwo.
    • betty_julcia Re: Do mam doktorantek 03.10.04, 21:45
      Witajcie dziewczyny.
      Trzymam za was wszystkie kciuki - jak najmniej nerwówsmile
      Widzę że to tylko nam fundują taki "przedsmak" obrony-czyli publiczne otwarcie
      polegające na prezentacji i odpowiedzi na masę pytań.
      Najgorsze jest jak nazłazi się całą masa profesorów, którzy czują potrzebę
      wykazania się znajomością tematu (choć nierzadko nie mają z nim nic wspólnego)
      i zadają upiedliwe pytania. Koszmar. Kilka takich miałam aż mi ręce opadły...
      -------------------------------------------------------
      Betty to mama a to jestem ja:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
    • megan18 Re: Do mam doktorantek 04.10.04, 08:35
      wiem że to zupełnie nie na temat, ale starałam się o pracę na uczelni połączoną
      z robieniem doktoratu, ale na rozmowie kwalifikacyjnej Pan (troszkę bardziej
      subtelny od Kuby Wojewódzkiego)stwierdził (w ciągu kilku minut bo przecież mnie
      nie zna, a psychologiem napewno nie jest)wlaśnie że nie jestem typem naukowca,
      a także że jestem cytuję "obciążona rodziną" i jak on sądzi napewno sobie nie
      poradzę. smutne, ale prawdziwe. pozdrawiam mamy doktorantki. nie poddawajcie
      się.
      • bioo Re: Do mam doktorantek 04.10.04, 09:30
        u mnie na uczelni otwarcie przewodu odbywa sie w zaciszu Rady często własnie
        bez samego zaintresowanego wink, ja jeszcze nie otworzyłam przewodu (Słonko ma 3
        m-ce), a mój mąz ma miec zatwierdzony temat w tym tygodniu własnie na
        posiedzeniu RW, zobaczymy jak damy sobie rade, tym bardziej ze od lutego wezme
        dziekanke, by nie oddawac Małej do żłobka, a na nianie nas nie stac, ale wtedy
        nie bedzie stypendium sad(((
        oj, jakos to bedzie - musi - prawda? głowy i uszy do góry i oby nasze
        Dzieciątka były zdrowe, szczęśliwe i usmiechnięte!!!!!!!
    • lidia.d Re: Do mam doktorantek 05.10.04, 07:12
      Na SGH też tylko obrony są publiczne. Na otwarciu mojego przewodu nawet ja sama
      nie byłam.
      A swoją drogą, to strasznie Cię podziwiam. Odkąd ja urodziłam mojego synka, nie
      byłam zupełnie w stanie zająć się doktoratem. (Dodatkowo pracuję na pełen etat
      w normalnej firmie). Leży odłogiem jak wyrzut sumienia.
      Trzymam kciuki za wszystkie mamy doktorantki.
      Ps. Jeśli macie jakiś patent na rozciągnięcie doby, tak aby znalazło się tam
      miejsce na pracę naukową, to dajcie mi znać!
      Pozdrowienia
      Lidka
      • bogibogi Re: Do mam doktorantek 05.10.04, 16:10
        Przesyłam pozdrowienia do wszystkich mam doktorantek. Nie jest łatwy nasz los.
        Studiuje na Politechnice Wrocławskiej i mam nadzieję obronić się w styczniu
        przyszłego roku. Ale ciężko idzie mi kończenie pisania z 4miesiecznym synkiem.
        U mnie otwarcie było na RW, bez mojej obecności. Wcześniej jednak musiałam
        przedstawic założenia na seminarium. Podobnie przed zamknięciem przewodu, będę
        miała najpierw seminarium, a potem na RW zamknąmi przewód.
        Trzymajcie kciuki, jak i ja za was trzymam!
        • betty_julcia Re: Do mam doktorantek 05.10.04, 22:19
          Hej! To jesteśmy blisko siebie, bo ja też jestem z Wrocławia, AR.
          Do bioo - nie ma co podziwiać. Ja nie pracuję, fakt, prowadzę zajęcia na
          uczelni, ale tylko 2 razy w tygodniu plus co drugi weekend. Ty za to pracujesz
          na pełen etat więc rzeczywiście, przy dziecku gdzie jeszcze czas na
          doktoraty...
          -------------------------------------------------------
          Betty to mama a to jestem ja:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka