leokasia
26.12.16, 15:37
Drogie kobiety.
Zmusila mnie do napisania sytuacja przykra i tragiczna.
Jestem na skraju zalamania psychicznego.
Mam problem z mezem, synem, kredytem, wszystkim.
Zaczne od tego ze moje zycie to masakra.
Nie moge sie denerwowac bo zaczynam miec wysokie cisnienie. Choruje na serce i tarczyce. Jestem bardzo nerwowa.
Syn jest nastolatkiem autystycznym. Ma terapie, niestety na intensywna mnie nie stac, ale ogolnie ma. Zbieram srodki w fundacji ale jest ciezko bo nikt nie wplaca, ja nie umiem tez pozyskiwac. Jestem osoba ktora nie lubi sie prosic i jest mi w zyciu bardzo zle.
Druga rzecz mamy kiepskie zarobki. Maz ma problemy ze soba i boi sie zmienic prace bo kredyt na mieszkanie itp. Bo pochlaniaja nas oplaty, dojazdy na terapie z synem, do szkoly. Nie ma mowy zeby pojechal komunikacja miejska. Juz to przerabialam z psychiatra i sam itp. Nie pojedzie i koniec. Bardzo nas kosztuja dojazdy samochodem, utrzymanie samochodu. Itp. Zarabiamy malo jak na wielkie miasto. Ja nie moge zmienic pracy bo moge jezdzic na terapie, do szkoly i jakos sobie radze. Maz powinien zmienic ale sie boi ze jak mu nie pojdzie w nowej to nie starczy nam na nic. Zawsze te 2 tys cos znaczy. Klocilam sie zeby zmienic prace ze nam ciezko itd. Nie dociera. Mialam zmienoc, cos poszukac ale kto mnoe zastapi przy dziecku?
Dalam sobie spokoj.
Pogodzilam sie.
Syn nie chce wychodzic z domu, czesto sie spozniam itp. W pracy tez nie milo jest to widziane. Ale najgorzej mam ze zdrowiem. Nie mam sily do zycia kiedy jest sytuacja jak prosze blagam syna zeby wyszedl z domu. Nie i koniec. Wczoraj byla taka sytuacja ze nie moglam pojecha na swiateczne sniadanie do rodziny bo syn nie chce i koniec. Zostawic chorego dziecka nie moge. Z mezem sie poklocilam bo do konca nie rozumie choroby syna.
Maz moze byc nie zdiagnozowany, podejrzewam ze ma podobne problemy.
Jestem z tym wszystkim sama. Dzis od rana placze, nie mam juz sil.
Chcialam sie wyprowadzic zeby nie dojezdac, sprzedac mieszkanie. Ale nie moge bo kredyt walutowy rosnie.
Nikt nie jest w stanie mi pomoc, rodzina sama potrzebuje pomocy.
Zalozylam zrzutke na walke w sadzie z bankiem. Wstydze sie komukolwiek o tym powiedziec bo nilt nie wie jakie mam problemy. Chcialam pozbierac jakies pieniadze na prawnika. Na codzien jestem skryta.
W pracy ostatnio pytaja co sie dzieje. Widocznie po mnie widac. Nie mowie do konca prawdy. Bo w czym mi pomoga?
Jestem zdesperowana, z mezem nie moge pogadac, jest sztywny, nie ma dla niego problemow. Bo poprostu wszystkim zajmuje sie sama.
Chcialabym zyc inaczej. Ale niestety nie moge.
Nie mam tez 500 plus bo przekraczamy 300 zl.
Za chwile nie bede mogla zaplacic OC bo nie wiem jakoe w przyszlym roku beda ceny. A syn musi jezdzic na terapie.
Proponuja mi wiecej godzin terapii ale nie moge sobie pozwolic. W szkole syn ma tez terapie ale nie chce chodzic bo mowi ze za dlugo - na 8,9 lekcji. Nie stac mnie na obiady 8 zl dziennie a on jest glodny wiadomo. Jak wraca wczesniej zje w domu.
W domu mam ciche dni maz sie nie odzywa albo jest agresywny.
Syn jest sam w pokoju nie lubi spedzac czasu z nikim. Maz to samo.
Syn woli meza bo on nie wymaga nic od niego.
Natomiast ja prosze zeby umyl zeby, zeby zrobil jakies rzeczy. Nawet go ubieram, ze wszystkim ma problem. Nawet z jedzeniem
Nie stac mnie na diete ktora powinien miec.
Jestem sama i nie daje juz rady.
Syn nie jest ma tyle niepelnosprawny ze sie ruszac nie moze ale jest strasznie wycofany spolecznie i wszystko na nie. Moge go prosic i blagac. Kary robic i nic kompletnie nic.
Wczoraj blagalam zebysmy pojechali na obiad bo na sniadanie nie zdazylismy
Ale niestety nie wyszedl z domu.
Mamy czeste wizyty u paychiatry. Ale ma taki charakter a do tego lęki. Do szkoly tez jest problem zeby wyszedl, wlasnie wtedy kiedy nie moge wyjsc do pracy.
Nie moge go zostawic. Byla taka sytuacja ze wyszlam i za godz wyszedl z domu zaplakany ze go zostawiam
Ale wyjsc nie chce. Nie rozumie ze musimy wyjsc.
Wiem ze pieniadze by nam pomogly. Chcielibysmy zmienic miejsce zamieszkania. W tej chwili dojezdzamy do miasta 25 km. Kupilismy taniej mieszkanie bo nie bylo nas stac. Wcisneli nam kredyt walutowy. W tej chwili za kredyt ktory mam moglabym miesc w duzym miescie normalne 50m2. Tak nam wzrosl kapital.
Chcialam gdzie dorobic ale nie ma kiedy. Nie mam nawet jak. Draze mezowi w glowie zeby zmienil prace bo ja nie moge, bo jezdze z dzieckiem tyle km. Przewaznie i po 100 km dziennie. W ta i spowrotem. Ale cisza. Mowi ze sie boi bo nie wie gdzie szukac itd.
Pomozcie jakims cieplym slowem.
Cale swieta placze. Jestem w nerwach.
Nawet nie moge kupic synowi butow bo on nie pojzie do sklepu przymierzyc. Chodzi w jesiennych i koniec.
Ubrania to samo.
Dzieki za przeczytanie