Dodaj do ulubionych

A dietetyk?

11.03.17, 23:25
Myśle ze obsluze się jyz kompleksowo. Powiedzcie dziewczyny, cZy wizyta u dietetyka to dobry pomysł? Jak to w ogole wyglada? Ile wizyt jest potrzebnych? Podzielcie się doświadczeniemsmile
Obserwuj wątek
    • lalkaika Re: A dietetyk? 12.03.17, 01:37
      Ile masz do zrzuceniania ? Jak dyche to sama ogarniesz
    • izak31 Re: A dietetyk? 12.03.17, 06:19
      Ja bardzo sobie chwalę. Tylko najlepiej dietetyk kliniczny. Ja zanim poszłam na wizytę dostałam listę badań do zrobienia. Z wynikami poszłam. Rozmowa, ważenie itp i dopiero kilka dni po wizycie dostałam dietę. Chodzę co 6-7 tygodni bo co tyle trzeba zmieniac dietę. Schodłam juz 18 kg. Zoatało mi kilka ostatnicj kg i jest najciężej wink ale to już moja wina. W międzyczasie okazało się, ze mam problemy zdrowotne i muszę przejsć na dietę eliminacyjną - po wyjsciu od lekarza tel do dietetyka,ze trzeba zmienic dietę.
    • lauren6 Re: A dietetyk? 12.03.17, 09:25
      Źle postawiłaś pytanie. Nie powinno brzmieć: "czy wizyta u dietetyka to dobry pomysł", tylko "czy odchudzanie się na własną rękę to dobry pomysł". Odpowiem: bardzo, bardzo głupi.

      Po latach odchudzania i walki o utrzymanie wagi uważam, że nie ma nic głupszego niż odchudzanie się na własną rękę. To prosta droga do rozwalenia sobie metabolizmu, chorób związanych z niezrównoważoną dietą, efektu jojo i wpędzenia siebie w nadwagę/otyłość.
      • saszanasza Re: A dietetyk? 12.03.17, 10:26
        lauren6 napisała:

        > Źle postawiłaś pytanie. Nie powinno brzmieć: "czy wizyta u dietetyka to dobry p
        > omysł", tylko "czy odchudzanie się na własną rękę to dobry pomysł". Odpowiem: b
        > ardzo, bardzo głupi.
        >
        > Po latach odchudzania i walki o utrzymanie wagi uważam, że nie ma nic głupszego
        > niż odchudzanie się na własną rękę. To prosta droga do rozwalenia sobie metabo
        > lizmu, chorób związanych z niezrównoważoną dietą, efektu jojo i wpędzenia siebi
        > e w nadwagę/otyłość.

        Widocznie źle się odżywiałaś. Ja sama się odchudzam i jestem bardzo zadowolona. Nie sądzę, by groziło mi jojo, bo jem prawie to samo coiedyś, wyeliminowałam jedynie pewne produkty inne ograniczyłam. Nie zagundowałam sobie rewolucji.
    • saszanasza Re: A dietetyk? 12.03.17, 10:23
      Z mojej perspektywy nie był to dobry pomysł, ale ja trafiłam do dietetyczki jak już schudłam. Właściwie chciałam tylko zbadać sobie skład ciała a dałam namówić się na dietę. Bez sensu. Nie wiem dlaczego wiedząc, że moja własna dieta działa (bo wtedy schudłam na niej zdrowo! Ok 9 kg) zaproponowała zupełnie inne menu zamiast zmodyfikować to, czym się odżywiam.
      Kasa wywalona w błoto, z jej propozycji jadłospisu nie skorzystałam, bo nie odżywiam się w ten sposób i smakowo odbiega od mojego i mojej rodziny "gustu". Jedyne co, to uzdrowiłam trochę swoje jedzenie i korzystam z informacji ogólnych dot. odżywiania które od niej otrzymałam w pakiecie, to mi się przydało, to takie dość fajne kompendium wiedzy, którą niby się wie, ale warto mieć w formie bardziej "skumulowanej".
    • paniszelka Re: A dietetyk? 12.03.17, 10:35
      Ja chodze do dietetyka.Od 20 stycznia do 2 marca(bo wtedy wazyła mnie na wizycie) schudlam 8 kg. Bardzo sobie chwalę. Decydowalam sie bardzo,bardzo dlugo bo zawsze mi było na to szkoda kasy.Ale efekty są.Jestem bardzo zadowolona. Chodze 1 x w miesiacu ( w sensie w styczniu bylam,w lutym,w marcu i teraz w kwietniu bede,pozniej bedziemy mialy 3 mies.przerwe a pozniej mowila,ze chce mnie zobaczyc po tej przerwie i koniec wizyt).Wizyta u mnie to 80 zl, na poczatku tak,wymagala serii badan,szczegolnei zwracala uwage na tsh ale,ze moje waha sie bo raz mialam 4,4,pozniej 1,89 a teraz 2,87 to i tak waga leci w doł.Endokrynolog powiedzial,ze jest u mnie w normie.
      Jadlospis u mnie nie byl potzrebny bo mam odpowiednia motywacje,dyscyplinę i zdrowo gotuje.Aaaa i zapisuje co jem - notes prowadze.Jeszcze mam 5 kg do zrzucenia,

      Jestem na tak!!!!
    • tajemnicza.a.m Re: A dietetyk? 12.03.17, 12:58
      No ja się szarpnęłam i poszłam. No ale miałam takie mieszane uczucia bo ja wymusiłam na dietetyczce, którą wybrałam ( no bo skąd mam wiedzieć, która jest dobra, a która nie?) maila i wysłałam jej:
      a) spis moich chorób, problemów i dolegliwości
      b) wyniki badań, miałam ich sporo aktualnych
      c) moje nawyki żywieniowe ( głównie złe)
      d) to co lubię i to czego absolutnie nie lubię i jak mi to każe jeść 3 razy dziennie ( np kaszę jaglaną ) to nie ma opcji żeby to wyszło bo jak?
      e) na wszelki wypadek napisałam co chciałabym przez wzgląd na moje choroby dostarczyć do organizmu.
      f) i jeszcze moje wymiary ( wzrost - waga i jak ona się na przestrzeni lat zmieniała)
      Od razu zaznaczyła, że ma to być dieta żeby nabrać ciała.

      No przyszłam na wizytę i postawiła mnie na specjalnej wadze. Wyliczyła mi komputerowo tkankę mięśniową, tłuszczową, kostną...wzrost, wagę. Wyszło, że mam niedowagę, zbyt drobne kości i dobrą siłę mięśniową.
      Miała już wydrukowaną dietę dla mnie. Kilka stron, gdzie miałam przykładowy rozkład produktów w sensie ile tych białkowych, ile węglowodanów itp..+ warzywa + owoce.
      Miałam podane przykłady co, do czego się zalicza w sensie przykłady produktów białkowych i węglowodanów dobrej jakości i zdrowych na poszczególne posiłki.
      Miałam podane zasady: ilość posiłków, ilość płynów, kiedy pić, ilość owoców, warzyw,
      Miałam wymienione: jakie makarony, jakie ryże, jakie mąki.
      Niektóre produkty miałam ograniczone do kilku razy w tygodniu.
      Miałam wymienione żeby nie jeść owców po 16.
      Jakie dodatki, przekąski..

      I niby człowiek to wiedział ale jak miał przed nosem na kartce to jakoś łatwiej było. Kilku rzeczy się dowiedziałam np o owocach, oleju kokosowym.

      Nie żałuję tej stówy za wizytę choć nie wiem jak miałoby to wyglądać gdybym nie wysłała na maila tej swojego opisu swojej sytuacji.
      Pewnie musiałabym iść na 2 wizyty..jedna to wywiad i mierzenie i ważenie a druga to dieta. A ilu rzeczy bym zapomniała wtedy - a tak tydzień dopisywałam do swojego opisu co mi się przypominało i wysłałam wszystko co chciałam powiedzieć.
      Ogólnie polecam taki sposób.

      Co do samej diety, no zdrowa dieta - niezbyt mi smakowała oczywiście, z biegiem czasu jadłam inne rzeczy, których mi nie było wolno. Wszystko co lubiłam - raczej odpadło. No ale zmieniłam sporo nawyków żywieniowych, stosuję się do wielu zasad ale dużo, dużo jest do zrobienia jeszcze.
      średnio się stosuje ( 5 posiłków dziennie? śniadanie, 2 śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja - trochę trudno przy pracy to wykonać tym bardziej że każdy wymaga przygotowania a nie podgrzania gotowca w piekarniku czy na patelni)

      Przytyć - przytyłam. Cel osiągnęłam. Trochę na około..
      Najbardziej jednak zadziwiła mnie rada:
      -wie pani, ma pani niedowagę ale bardzo dobrą siłę mięśniową jakby pani ćwiczyła za dużo.
      -no, ćwiczę, dużo chodzę - lubię to.
      - no ale powinna pani przestać bo pani chudnie wtedy.
      ;/

      sorry....
    • konwalka Re: A dietetyk? 12.03.17, 12:59
      dzieki za odpowiedzi

      nie ogarne tych dziesieciu-pietnastu kilogramow, bo nie udaje mi sie juz od dawna. Zaczęlo sie od lekow przepisanych w zwiazku z migrena. Po nich zaczelam potwornie jesc, jak nienormalna. Zarłam strasznie, bo głod mnie dosłownie zwalał z nóg. Bardzo szybko przybyło mi ponad dziesiec, chyba w ciagu poltora miesiaca. Leki odsatwilam (lekarz zamienil mi na inne, nie powodujace takich skutkow), ale waga została. Nie daje nic odstawienie maki, chlebow, cukru do kawy (prawie zreszta nie pije). Przy gigantycznych restrykcjach dietetycznych udalo mi sie z wiekkim trudem zrzucic jakies trzy kg w ciagu paru miesiecy. Byłam sfrustrowana, wsciekla i glodna. Mam tego dosc. chce zeby pomogl mi profsjonalista, bo zle sie czuje ze swoja waga. Ja sie bardzo duzo ruszam- spacery z psami, ogrod, czesto wracam pieszo z pracy (3 km). Nic. Beznadzieja. Przy okazji- chodzi mi o dietetyka ze szczecina, wiec prosze o sugestie; moze byc informacja na poczte, jesli tutaj mialaby byc uznana za spam. Dzieki raz jeszcze
    • liisa.valo Re: A dietetyk? 12.03.17, 13:00
      Ja byłam, spoko. Powiedziałam kobiecie, w czym rzecz. Kazała mi prowadzić dziennik - zapisywać dokładnie każdą rzecz, którą jem wraz z godziną. Na drugiej wizycie wypytała mnie, jak się odżywiam, co lubię, czego absolutnie nie zjem, itp. itd., rozpisała dietkę na 3 miechy. Generalnie dobrze.
    • cosmetic.wipes Re: A dietetyk? 12.03.17, 13:16
      Odchudziłam się z pomocą dietetyka. Wizyty miałam co miesiąc, chyba, że wystąpił jakiś problem, to szłam doraźnie. Jadłospis miałam układany pod mój tryb życia i upodobania smakowe. Co miesiąc dość dokładne pomiary oraz kilka razy komplet badań. Zarzuciłam 23 kg w siedem miesięcy. Od 13 lat utrzymuje wagę w granicach +/- 3 kg.
      A, dodam jeszcze, że odchudziłam się wyłącznie dietą, bez dodatkowego ruchu. Skóra w stanie bardzo dobrym, ale byłam zaraz po trzydziestce. Teraz chudlabym wolniej.
      • konwalka Re: A dietetyk? 12.03.17, 13:20
        smile
        a tak wogole ostatnie badania wskazuja dosc jednoznacznie, ze w odchudzaniu liczy sie dieta i w sumie tylko dieta. Siłownie, pływania, biegania sa do modelowania sylwetki
        • nathasha Re: A dietetyk? 12.03.17, 13:27
          tez slyszalam o tej diecie - tzn ze tylko ona realnie pomaga w odchudzaniu. cosmetic - wow, pieknie schudlas! konwalko - na przykladzie mojego faceta, poszedl do dietetyka, dostal diete po polgodzinnym wywiadzie, mowi ze warto przyniesc badania krwi, cholesterolu, etc., dostal diete, trzymal sie jej jak wariat i schudl pieknie dziesiec kilo. a potem poplynal bo swieta, wakacje, urlop i stres no i 7 kilo wrocilo. Gdyby sie jednak trzymal tego co dietetyczka mu wyliczyla byloby ok, trzeba miec jednak sporo samozaparcia, jego wczesniej lekarz postraszyl i sie chlopak przejal a potem mu to przejecie minelo.
    • kai_30 Re: A dietetyk? 12.03.17, 13:36
      U mnie dietetyczka się sprawdziła, ale w połączeniu z lekarzem. Do zgubienia miałam bardzo dużo, też na skutek problemów zdrowotnych. Do pani doktor chodzę nadal (jestem w połowie gubienia wagi mniej więcej), do dietetyczki chodziłam przez pierwsze pół roku. Miała dostęp do opisu mojego stanu zdrowia i wyników, na pierwszej wizycie wypytała mnie o moje nawyki i upodobania, kazała prowadzić dzienniczek tego, co jem - wszystko, nawet łyżka zupy spróbowanej podczas gotowania.

      Ponieważ dla mnie nieakceptowalne były gotowe jadłospisy i od razu to powiedziałam, skupiałyśmy się bardziej, jak poprawić moje nawyki żywieniowe drogą analizowania tego, co jem. Zaznaczała mi w dzienniczku: o, tu bardzo dobrze, a tu zamiast tego kabanosa lepiej byłoby zjeść normalną kanapkę. Podsunęła mi mnóstwo porad praktycznych, np. jak pogodzić nakaz jedzenia pięciu posiłków dziennie z przebywaniem osiem godzin w pracy (byłam przekonana, że pięć posiłków to rzeczywiście musi być pięć posiłków i niewyobrażalne było dla mnie codzienne szykowanie sobie reklamówki jedzenia w pojemnikach), a okazało się, że na drugie śniadanie spokojnie mogę np. wypijać sok warzywny. Nauczyła mnie też rozsądnie jeść węglowodany - wcześniej udało mi się schudnąć (oczywiście nietrwale) na Dukanie, więc utrwaliło mi się, że od węglowodanów się tyje (co jest po części prawdą, ale tylko po części).

      No i najważniejsze - bez jej pomocy nie udałoby mi się pogodzić sprzecznych zaleceń diabetologa, gastrologa i endokrynologa. Bo z samodzielnych prób wychodziło mi, że wyeliminować muszę w zasadzie wszystko, bo jedne produkty szkodzą mi na figurę, inne na refluks, a jeszcze inne na tarczycę big_grin

      Ale żeby to działało, musisz znaleźć naprawdę dobrego fachowca, z indywidualnym podejściem, nie "specjalistkę", która poprzestanie na wręczeniu Ci wydrukowanych naprędce gotowych jadłospisów, nijak się mających do Twojego trybu życia. Z taką też miałam wcześniej do czynienia, szybka analiza i ustaliłam, że musiałabym zrezygnować z pracy zawodowej, a zaoszczędzony w ten sposób czas spędzać na zakupach i w kuchni (gotując np. po łyżce kaszy na każdy posiłek, za każdym razem innej).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka