Małżeństwo, oboje młodzi i piękni, wykształceni, rodzice bardzo "na poziomie", przynajmniej jego, jej nie znam. Idą w wielkanocne odwiedziny do rodziny, przy windzie on, myśląc zapewne, że nikt nie słyszy, mówi do niej i malutkiego dziecka - "szybciej, k..., idziecie jak te pi.dy".
Zszokowało mnie to, zastanawiam się teraz czy on na nią ręki nie podnosi, albo kiedyś nie zacznie jak już teraz tak mówi... Szokujące jest również to, że zwrócił się tak nie tylko do niej, ale także do dziecka, hmmm...